czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 124

Antonio zapisał ci Studio..
Teraz kompletnie nie mogłam uwierzyć w słowa przyjaciela. W mojej głowie kłębiło się tysiące różnych myśli, które uparcie nie chciały ułożyć się w logiczną całość. Akademia muzyczna, którą odkąd pamiętałam prowadzi Antonio teraz należała do mnie?
- Nie znam się na zarządzaniu szkołą –szepnęłam po paru minutach rozmyśleń w ciszy. – Jak mam ją prowadzić?
- A chcesz? – zdziwił się Pablo, jakby nie było to czymś oczywistym.
- Przecież nie oddam tak ważnego dla mnie i dla moich bliskich miejsca! A ty? Stracisz pracę, a chcesz zakładać rodzinę.. Uczniowie, Violetta, moje dzieciństwo! Wyobrażasz sobie, że któraś szkoła daje posadę nauczyciela takiemu Beto?! O Boże, przecież bez Studia zamknął go w wariatkowie! – Złapałam się za włosy, ciągnąc za nie i nerwowo krążąc po pokoju. Zachowywałam się, jak obłąkana.  Pablo chyba uznał moje zachowanie za wyjątkowo zabawne, bo roześmiał się szczerze. Mnie nie było wesoło.
- Spokojnie. – Objął mnie ramieniem. – Poradzimy sobie. Na razie szukam dodatkowej pracy, tobie też radzę.
Kiwnęłam nieprzytomnie głową, błądząc myślami wokół spadku, który pozostawił mi Antonio.  Na pytanie przyjaciela o spotkanie z Violettą, opowiedziałam mu krótko o tym, co się stało, pomijając szczegół o tabletkach, Pablo nie wiedział, że choruję. Jego reakcja była podobna do Emilia, jednak cieszyła mnie podwójna dawka otuchy, jaką otrzymałam.
- Wróciłaś do Germana? – zapytał w końcu.
Wzruszyłam ramionami. Teraz było to bez znaczenia.
- On już kogoś ma, zapomniał. Ja chyba też muszę.
Mężczyzna popatrzył na mnie z politowaniem i ponownie przytulił.
- To dupek – szepnął z nutką rozbawienia. Zaczęliśmy chichotać.
Resztę popołudnia spędziliśmy na pogawędkach i wspomnieniach młodzieńczych lat, Studia, Antonia. Pablo nie chciał frustrować mnie niepotrzebnymi wzmiankami do spraw, o które należało zatroszczyć się w przyszłości, dlatego unikaliśmy zbyt głębokiego wkraczania w delikatne tematy. Choć dzisiejszego dnia tak wiele się wydarzyło, dostrzegłam plus:  po długiej rozłące odzyskałam przyjaciela.

Nazajutrz obudziłam się dosyć wcześnie. Wydarzenia wczorajszego dnia wybiły mi  z głowy zakupy, dlatego tym większe było burczenie mojego brzucha, kiedy spostrzegłam, że lodówka świeci pustkami. Nie lubiłam wielogodzinnych spacerów po supermarketach , ucieszyłam się cichą wymówką, że śniadanie zjem w restauracji, a wracając od lekarza uzupełnię zapas szafek.  Pospiesznie się odświeżyłam, ubrałam i umalowałam, bo głód wciąż dawał o sobie znać. W szybkim tempie znalazłam się w mojej ulubionej kawiarni, tuż koło parku, gdzie ja i Pablo poznaliśmy Monicę. I dziś napotkałam ukochaną przyjaciela.
- Cześć, co ci podać? – zapytała z uśmiechem.
- Proszę naleśniki z dżemem truskawkowym, sok pomarańczowy i kawę – wyliczyłam jednym tchem.
- Jasne, zaraz wracam.
I rzeczywiście, „zaraz” okazało się niespełna pięciominutowym czekaniem, po którym znów ujrzałam brunetką, niosącą tacę z moim zamówieniem,
- Nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli się dosiądę? Właśnie rozpoczynam przerwę..
Odpowiedziałam jej skinieniem głowy, bo właśnie wcisnęłam do ust niemalże całego naleśnika.
- Ty i Pablo znacie się od dawna?- zapytała. Przytaknęłam mrugnięciem oczu, bo wciąż zajęta byłam śniadaniem.
- Wiesz może czy on.. traktuje mnie poważnie?
Przerwałam żucie i popiłam sokiem, bełkocząc w międzyczasie „Co masz na myśli?”
- No wiesz.. czy chce mieć dzieci.
Z wrażenia zakrztusiłam się piciem, którego połowę wyplułam z powrotem do szklanki. Po opanowaniu tego nieeleganckiego czynu przetarłam usta serwetką i rzekłam:
- Pablo o porządny facet, nie angażuje się, jeśli nie czuje, że mogłoby coś z tego być. Jeżeli chodzi ci o powiększenie rodziny, to sami musicie porozmawiać na ten temat, ale wiem, że byłby  idealnym ojcem
- Byliście razem? – wypaliła znienacka.
- Przez krótki czas, bardzo dawno temu. Ale możesz być pewna, że nic pozaprzyjaźnia między nami nie ma. Pablo cię kocha, nie możesz w to wątpić! Ale nie spieszcie się, pewnie znasz obecną sytuację Studia, oboje musimy poszukać jakiejś posady. – Położyłam dłoń na jej ramieniu i wyciągnęłam pieniądze, żeby zapłacić. Już miałam odchodzić, kiedy zatrzymał mnie głos kobiety.
- Tu, w restauracji szukają kelnerki – oznajmiła. – Marne pieniądze, ale zawsze coś.
Ochoczo przystanęłam na propozycję Monici, która zaprowadziła mnie do swojego szefa. Okazał się być nim chudy biznesmen, desperacko rozglądający się za jakimikolwiek rękami do pracy. Posadę otrzymałam niemalże od razu. Mogłam zaczynać od jutra. Zadowolona podziękowałam kobiecie i w niezłym humorze powędrowałam do kliniki. W końcu jakaś dobra wiadomość, pozwalająca optymistycznie patrzeć w przyszłość. Zauważyłam, że po powrocie do Buenos Aires nawet w przypadku niepowodzeń przepełniała mnie optymizm/

W klinice umówiona byłam z dr. Fleur, poleconym mi przez Włocha na godzinę 16. Profesor chyba mnie oczekiwał, bo poczekalnia świeciła pustkami i prób gabinetu przekroczyłam niemalże od razu.
Mój nowy lekarz okazał się być starszym, pulchnym i niski mężczyzną z brodą, o takim samym siwym odcieniu, jak włosy na jego łysiejącej głowie. Miał na sobie biały kitel i zawzięcie notował coś w kalendarzu, ale na mój widok natychmiast przestał.
- Panna Saramego, zapraszam.  – Wskazał fotel przed swoim biurkiem. Z oczu buchała mu życzliwość. Opowiedział pokrótce czego dowiedział się od mojego poprzedniego lekarza i przedstawił swoje propozycje. Miałam kontynuować zabiegi rozpoczęte we Włoszech. Ten pomysł niezbyt mi się spodobał, dotychczas nie zauważyłam żadnej poprawy.
- To na pewno skuteczne?
- W sześćdziesięciu pro..
-Nie interesują mnie żadne statystyki, chce wiedzieć , czy mi pan pomoże!
Mimo mojego uniesienia lekarz uśmiechnął się.
- Zrobię wszystko, co w mojej mocy.
Jego słowa wzbudziły we mnie jeszcze większą złość, przecież wszyscy lekarze tak mówią, pomyślałam.
- Niech pan przyrzeknie – wypaliłam bez zastanowienia. – Na swoją brodę. – To też wymsknęło mi się mimo woli. – Jeśli nie zdoła mnie pan uratować, zgoli pan brodę. – Wyciągnęłam dłoń w jego stronę.
Zawahał się, ale ku mojemu zdziwieniu, uśmiechnął się i ścisnął dłoń. Mieliśmy umowę.

Po opuszczeniu kliniki udałam się do najbliższego marketu, musiałam w końcu zrobic zakupy. Przy wejściu chwyciłam koszyk i rozpoczęłam spacer między pułkami, wrzucając do wózka trochę warzyw i owoców, serów, wędlin, paczki makaronów, świeżych przypraw, mąkę, olej i inne przydatne produkty do wyczarowania jakiegoś skromnego obiadu. Stanęłam przed regałem, wypełnionym różnokolorowymi słoiczkami. Brakowało mi domowych dżemów i konfitur Olgi, musiałam zadowolic się sklepowymi. Mój koszyk stał się już ciężki i wyładowany po brzegi, dlatego z ulgą, że nie mogę wrzucić  do niego nic więcej, ruszyłam do kasy.
Przed sklepem, kiwając się na wszystkie strony pod ciężarem siatek spotkał mnie niemiły incydent. Byłam gotowa iść już w stronę domu, kiedy poczułam, że tracę równowagę, wpadając na kogoś. Kobieta wydała z siebie zduszony okrzyk i obie runęłyśmy na ziemię, a nasze zakupy rozsypały się po całym chodniku. Natychmiastowo zerwałam się do ratowania produktów spod nóg przechodni.
- Strasznie panią przepraszam, nie.. Olga?
Kobieta była tak samo zaskoczona jak ja. Momentalnie rzuciła zbierane rzeczy i nie zważywszy na to, że klęczymy na środku chodnika, pośród zniecierpliwionych ludzi, przytuliła mnie. Dopiero, gdy chowała mnie w swoich ramionach poczułam ulgę, jakby ktoś zdjął ze mnie ogromny ciężar. Cieszyłam się, że ją widzę, była częścią mojej rodziny i osób, których tak bardzo brakowało mi poza granicami Argentyny.
- Angie, moja kochana! – Otarła łzę wzruszenia. Pospiesznie skończyłyśmy pakowanie i stanęłyśmy na uboczu deptaka, nie chcąc torować przejścia. – Pani Esmeralda mówiła, że przyszłaś do Violetty, ale nie chciało mi się wierzyć, w końcu nigdy nie widziała cię na oczy, ale kiedy zapytałam mojej dziewczynki, to jakoś tak dziwnie zareagowała, jeszcze dziwniej, niż kiedy o tobie wspominaliśmy od twojego wyjazdu! Ups.. – Zakryła dłonią usta, zdając sobie sprawę z tego, co przed chwilą powiedziała. – Etschuldigung.
- Nic się nie stało – uśmiechnęłam się, choć w duchu zabolało mnie to, że Violetta wciąż jest na mnie zła.
- Pan German już wie, pani Esmeralda mu powiedziała.
- I jak zareagował? – zapytałam, siląc się na obojtnośc, choć w rzeczywistości bałam się tego, co usłyszę.
- Zdziwił się i jakby trochę przestraszył, ale nic nie powiedział i zaraz zamknął się w gabinecie. – Może i to był dobry znak? - Tak mi przykro..
- Niepotrzebnie – roześmiałam się sztucznie – German i ta.. Esmeralda. Lubisz ją?
- O, ja! Przemiła kobitka, inteligentna, wykształcona i świetnie dogaduje się z Violettą, czego chcieć więcej! – Każde jej kolejne słowo sprawiało, że moje serce przyszywał ostry ból, ale mimo to wymusiłam uśmiech.
- Cieszę się, że wszyscy jesteście szczęśliwi. A ty i Ramallo?
Kobieta machnęła ręką.
- Przestrzeń osobista- pisnęła głosem Lisendra, naśladując jego ruchy, co mocno mnie rozbawiło. – Ale daje się od czasu do czasu pocałować. – Zamrugała znacząco. – Musisz wpaść na obiad, albo na kolację!
- Olgo, nie jestem pewna, czy jestem mile widziana w domu Germana. Chyba tylko ty i Ramallo cieszylibyście się z mojej obecności. Ale możemy się spotkać kiedyś na mieście we trójkę – dodałam pospiesznie, widząc posmutniałą twarz kobiety. Albo odwiedzicie mnie w moim mieszkaniu.
Chwilę jeszcze pogawędziłam z Niemką po czym w nieco mieszanym nastroju oddaliłam się w stronę domu. 
Fakt, że domownicy willi tak dobrze dogadują się z nową wybranką Germana lekko mnie dotknął. Czy to by znaczyło, że tak łatwo można mnie kimś zastąpic? Wszystko się zmieniło. 

Nigdy nie lubiłam gotowac, dlatego ryż z kurczakiem w pełni mnie zadowolił. Od jutra miałam zaczynac pracę w restauracji, więc mogłam korzystac z ostatniego wolnego popołudnia. Nie omieszkałam uprzątnąc dawno nieodwiedzanego mieszkania, ale gdy wybiła siedemnasta ponownie zaległam na kanapie. W końcu nie mogąc odeprzec oczywistych myśli, zdecydowałam się na odwiedzenia cmentarza. Dawno nie byłam na grobie Javiera, czy Marii, chciałam też pożegnac się z Antoniem, nie miałam okazji pojawic się na pogrzebie.
Po drodze kupiłam trzy bukieciki, po jednym na każdy pomnik. Gdy już przekroczyłam cmentarną bramę, przeszedł mnie dreszcz. Nigdy nie lubiłam tego miejsca, zawsze czułam się tu nieswojo. Już jako mała dziewczynka przesiadywałam przed grobami, wpatrując się w wykryte w kamieniu napisy i nie dowierzałam, że tej osoby już ze mną nie ma, nie uśmiechnie się do mnie, nie porozmawia. To miejsce wciąż napełniało mnie strachem. 
Pierwszym przystankiem był grób Marii, znajdujący się najbliżej głównej dróżki. Złożyłam na nim kwiaty i pomodliłam się, szybko odchodząc w kierunku miejsca, gdzie spoczywał Javier. Jak przed moim wyjazdem, pod pomnikiem leżał pluszowy miś, którego ode mnie dostał. Obok niego zauważyłam parę zniczy, German musiał często odwiedzac cmentarz. Poczułam się lepiej, stojąc w tym miejscu. Kiedy przebywałam we Włoszech targały mną wyrzuty sumienia, miałam wrażenie, jakbym go porzuciła, teraz zrozumiałam, że dom jest tam, gdzie jest rodzina.
Pociągnęłam nosem, ocierając mokre policzki. Tak bardzo mi go brakowało, nawet, kiedy wszystko wydawało się przegrane, jego niewinny uśmiech potrafił pomalowac świat. A może tęskniłam za tą stabilizacją, którą mi zapewniał? Za spokojnym, poukładanym życiem? Odkąd go nie ma wszystko zaczęło się sypac, po kolei. Może nie tęsknimy za ludźmi, lecz za wspomnieniami, które z nimi wiążemy?
Pospiesznie ułożyłam bukiecik na marmurowej płycie i udałam się ku pustemu placowi, miejscu, gdzie składano nowe pochówki. Bez problemu odszukałam grób Antonia, otoczony był jeszcze wiązankami i bukietami, wśród których ułożyłam też swój. „W ostatniej podróży towarzyszyła kuzynka”, „Stryja żegna bratanek” – głosiły zachowane wstążki. U samego spodu zapaliłam małą lampkę. Ciekawe, dlaczego ludzie to robią, pomyślałam. Akt pamięci?
- Och, Antonio.. – szepnęłam, zadzierając głowę ku górze. Niebo robiło się coraz bledsze i gdzieniegdzie mogłam dostrzec parę gwiazd. Może i on jest jedną z nich i patrzy na mnie z góry, jak Maria, tato i Javier. Wpatrując się w coraz ciemniejsze sklepienie próbowałam doszukac się odpowiedzi na nurtujące pytania, których był adresatem. – Dlaczego.. – Dlaczego ja? Dlaczego to zrobił, zostawił mi Studio? Dlaczego sądził, że wrócę, że sobie poradzę? Przecież wyjazdem pokazałam mu, jaka jestem niestabilna, nieodpowiedzialna, nie powinien był mi ufac..
Nagle do głowy przyszedł mi pewien pomysł. W końcu myślami odszukałam osobę, która mogła rowiązac wszystkie zagadki.

- Angie, witaj, kochana!
Uścisnęłam dłoń starszego mężczyzny, ponownie zajmując fotel restauracji. Julio LaTorre, stary przyjaciel mojego ojca i Antonia, to z nim byłam umówiona na następne popołudnie po pracy.
- Kiedy ostatni raz rozmawiałem z Emilio, twierdził, że zadomowiłaś się w Rzymie, co cię tu sprowadza?
- Niedokończone sprawy.
- Czyli to nie wakacje? Zostajesz?
- Tak. Rzym był wspaniały, pokochałam swoją pracę, poznałam świetnych ludzi, ale.. to nie moje miejsce. W Buenos Aires zostawiłam serce. – Uśmiechnęłam się słabo. Julio pokiwał głową. – Chciałam porozmawiac o Antonio, pewnie wiesz, że..
- Tak – przerwał mi, co przyjęłam z ulgą, nie będąc zmuszaną do przeciśnięcia przez gardło tych bolesnych słów. – Widziałem się z nim parę dni przed śmiercią, był taki mizerny, blady, zmęczony.. A wiesz, mimo to nie szczędził mi uśmiechu i dowcipów. O tak, takiego właśnie go zapamiętam.. Więc o co chodzi?
- Nie miałam okazji być na pogrzebie, ale kiedy wróciłam, dowiedziałam się, że testament Antonia został otwarty parę dni po jego śmierci, a z niego wynika, że Antonio zapisał mi.. Studio..
LaTorre uniósł brwi ze zdumienia i dziwnie poruszył się w fotelu.
- Jestem pewny, że miał ku temu jakiś powód – powiedział w końcu, uśmiechając się.
- Zaraz.. Julio, pan nie wie nic o zapiskach Antonia? – zdziwiłam się.
- Byliśmy przyjaciółmi, bardzo bliskimi, ja, Toni i twój ojciec, zawsze trzymaliśmy się razem, wspieraliśmy.. najlepsze wspomnienia wiąże właśnie z nimi – westchnął. – Ale niestety nie wtajemniczał mnie w swoje plany dotyczące spadku. Ta szkoła była dla niego wszystkim, może nie wiesz, ale właśnie całą naszą trójką założyliśmy Studio.
- Mój ojciec i pan byliście współwłaścicielami?! – wlepiłam wzrok w mężczyznę, który tylko pokiwał głową. – Ale jak to się stało, że nie masz w tym swojego udziału?
- Och, ja zostawiłem szkołę i wyjechałem podróżowac po Europie, a twój ojciec zajął się rodziną i karierą Marii.. Toni nigdy nie miał nam tego za złe, doskonale sobie radził, mimo młodego wieku zawsze umiał podjąc właściwą decyzję, dlatego jestem pewien, że wiedział, co robi, przekazując ci akademię.
Przetarłam twarz dłońmi. Dotąd myślałam, że Julio udzieli mi jakiejś wskazówki.
- Posłuchaj.. – Mężczyzna najwyraźniej wyczuł, że jego wypowiedź mnie nie usatysfakcjonowała. – Toni był mądrym facetem, jeśli sądził, że sobie poradzisz, to na pewno tak będzie, nie zostawiłby czegoś, czemu poświęcił całe życie w złych rękach. Słyszałem, jak śpiewasz, widziałem z jaką pasją nauczasz, jak obchodzisz się z uczniami. Aniołku, jesteś do tego stworzona! – ścisnął moje dłonie, jednak nie poczułam stabilnego gruntu, Julio trochę mnie uspokoił. 
- Dziękuję. – Uśmiechnęłam się. – Nie wiedziałam, że mój ojciec również zarządzał Studiem.. W zasadzie..  niewiele o nim wiem. Wszystko co pamiętam z nim związane, to szpitalne sale.
- Timothy był wspaniałym przyjacielem. Ja, on i Toni chodziliśmy razem do szkoły i zawsze trzymaliśmy się razem. Byliśmy jak bracia, na dobre i złe.. Wiesz, twój ojciec i Antonio byli jedynymi, którzy nie odtrącili mnie w czasie nauki, pochodziłem z biednej rodziny, nosiłem za duże ubrania, pisałem w poszarpanych i zniszczonych książkach. Później, kiedy Toni chorował zostaliśmy przy nim. Nie wiem, czy wiesz, ale twój ojciec był nosicielem wirusa HIV, często chorował, musiał się leczyc i długo unikał różnych rozrywek.. Traktowany go jako wyrzutka.. Zawsze był z nas trzech najrozsądniejszy i najbardziej honorowy. Zmarł tak tragicznie, kiedy jeszcze byłaś mała.. Wciąż pamiętam jego słowa na łożu śmierci. Uśmiechnął się i powiedział twojej matce, że jedyne czego żałuje w życiu, to to, że nigdy nie będzie mógł cię poznac.. Poprosił mnie i Antonia, żebyśmy kiedyś mu o tobie opowiedzieli.. Teraz ta misja spadła na mnie. O tak, Angeles, był wspaniałym człowiekiem..
Uśmiechnęłam się, czując piekące łzy pod powiekami. Nie pamiętałam ojca, co bolało bardziej, niż jego śmierc, dlatego tak bardzo rozumiałam Violettę.
- Bardzo za nim tęsknie – szepnęłam -  nigdy nie zaakceptowałam tego, że nie nauczy mnie jeździc rowerem i pluc jak facet. Chciałabym mieć swój autorytet..
- Możesz być pewna, że byłby twoim bohaterem..  – Julio ponownie poklepał mnie po ręce.
Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, po czym mężczyzna wymówił się spotkaniem i z obietnicą, że jeszcze kiedyś powrócimy do rozmowy o moim ojcu, pozostawił mnie w restauracji..

__________________
Jest i rozdział, trochę koślawy, ale jednak. 
Także ten.. XD Dalszy ciąg Angie, jako właściciela, nowa praca, itd..
Za brak kreseczki nad c gorąco przepraszam.

Uściski,
Wiktoria

7 komentarzy:

  1. NA BRODE MERLINA! Fragment z brodą mnie rozwalil haaha.
    Świetny pomysł z ..."Tonim" HAHAAHAHA niee i ojcem Angie, że tak przyjaciele.
    Shippuje Panice HAHAHAH Panica... Pablo i Monica.
    I mam żal do Olgi... Że tak mówi na es.
    Oki doki czekam na nexta.

    OdpowiedzUsuń
  2. Liczę na next i Germangie <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne! Podobnie jak Kierkę rozwalił mnie fragment o zakładzie :D
    Już nie mogę się doczekać tego, jak Angie będzie prowadziła Studio :)
    No i mam nadzieję, że będzie tu jeszcze Germangie :3
    Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak myślę komentować czy nie... Myślę i myślę i wymyśliłam, że skomentuję :D
    Wiem, fanfary dla mnie... he he he...
    Ten jej lekarz będzie musiał się nieźle postarać by nie stracić tej "cudownej" brody. Hazardzistka z tej Angie, nie powiem...
    A już myślałam, że jak będzie przy grobie Jarverka to będzie tam German, albo, że German przyjdzie i się spotkają, i coś, no nie wiem, zamienią choć jedno dwa zdania, a tu nic :(
    Zero Germangie! W next'cie Wiki nam na bank wszystko wynagrodzi, prawda?!
    Olga mnie załamała. Ona i za esme jest. No po prostu zawiodłam się na niej... Ale z Ramallem jej się jakoś układa...
    Robotę od razu znalazła. Cieszyć się można. A kiedy wreszcie będzie coś ze Studio? To będzie się działo. Angie oszaleje, a Gergorio...hahhahaaa.... będzie na pewno ciekawie :D
    Piszę, piszę, co tu jeszcze nie ujęłam.
    Aaaa!!!
    Jak ten jakiś tam gościu ( nie pamiętam kto to, sorki) opowiadał Angie o jej ojcu, i powiedział, że miał HIV'a to aż się wystraszyłam... Już przez ułamek sekundy myślałam, że... dobra nie....
    Hm... co tu jeszcze...
    Rozdział supcio, banana mam na twarzy, więc jest GIT!!
    Czekam na next!!!
    I jak zwykle masa wykrzykników!!!
    Pozdrawiam ;) :D

    OdpowiedzUsuń
  5. I enjoy what you guys tend to be up too. This sort of clever work
    and coverage! Keep up the superb works guys
    I've included you guys to blogroll.

    My weblog - clash of clans hack

    OdpowiedzUsuń
  6. Hello would you mind sharing which blog
    platform you're using? I'm looking to start my own blog
    in the near future but I'm having a hard time choosing between BlogEngine/Wordpress/B2evolution and Drupal.
    The reason I ask is because your layout seems different then most blogs and I'm
    looking for something unique. P.S Apologies for getting off-topic but
    I had to ask!

    My weblog :: clans

    OdpowiedzUsuń