niedziela, 19 października 2014

Rozdział 129

Do rozpoczęcia roku szkolnego pozostały niecałe trzy tygodnie, a nad całą kadrą nauczycielską wciąż ciążyły różne prace i formalności. Z całych sił staraliśmy się zapanować nad chaosem związanym z nowymi obowiązkami. Pablo pomagał mi, jak mógł, ale codzienne zmiany w restauracji i wielogodzinne wypełnianie dokumentów odbijało się na mnie echem.
- Angie, odpocznij. - Pablo siłą wyrwał mi z rąk teczkę, z której hurtem posypały się kartki.
Opadłam na krzesło i odchyliwszy głowę do tyłu, przetarłam twarz dłońmi, głośno wzdychając.
- Jak się czujesz?
Odkąd Pablo poznał prawdę, stał się nie do wytrzymania; na każdym kroku mnie kontrolował i z naciskiem odradzał poszczególne plany. Apogeum osiągnął podczas którejś z kolejnych zmian w
restauracji.
- Proszę cię, nie możesz się przemęczać. - Przejął ode mnie tacę z filiżankami i zaprowadził do stolika. Nie zdążyłam nawet policzyć do trzech, kiedy zza zaplecza wyłonił się zdegustowany szef.
- A pani to co? Nóżki od szpileczek bolą? - warknął, opierając ręce na biodrach.
- Przepraszam, już biorę się do pracy.. - jęknęłam, podnosząc się, lecz w tej samej chwili zareagował brunet.
- Pani nie może się przemęczać - rzekł stanowczo.
- To ja decyduję o tym, co można, a czego nie można w moim lokalu - odburknął.
Pablo już otwierał usta, żeby coś wtrącić, ale w porę go uprzedziłam:
- Daj spokój, to moja praca. Zobaczymy się popołudniu - powiedziałam, odchodząc.
W chłodni napotkałam Bellę.
- Hej, co jest? - spytała, odkładając na szafkę koszyk z owocami.
W odpowiedzi machnęłam ręką i z markotną miną zabrałam się za gorączkowe przegrzebywanie pierwszego - lepszego pudełka, w rzeczywistości nie wiedząc, co tak naprawdę tam robię.
- Angie..
- Pogadajmy o czymś innym. - Machinalnie odwróciłam się w jej stronę, - Jak twoja sytuacja z Erickiem? Nadal twierdzisz, że to zamknięty rozdział?
Kobieta westchnęła ciężko i oparła się o krawędź pułki z nabiałem.
- Przyszedł wczoraj do mojego ojca - powiedziała cicho. - On nigdy go nie lubił, twierdził, że jest dla mnie nieodpowiedni, nie akceptował mojego uczucia do Ericka. Nie wiem czego oczekiwał, przychodząc do naszego mieszkania, ale zakończyło się kłótnią, ojciec nie chciał go do mnie dopuścić. Zostawił tylko to. - Rozchyliła pięść, w której krył się jeden, pojedynczy klucz z dopiętym breloczkiem w kształcie pióra.
- To klucze do mieszkania, samochodu?
- Wątpię. - wskazała na wygrawerowane cyfry na odwrocie ozdoby.
- Adres! Bell, sprawdzałaś co tam jest? - pisnęłam, podekscytowana, całkowicie zapominając o zdarzeniu sprzed minuty.
- Nie, nie wiem czy chcę to wiedzieć.
- Och, to prezent, niegrzecznie odmawiać - zaśmiałam się, ciągnąc dziewczynę w kierunku drzwi.
Złapana przeze mnie taksówka zawiozła nas parę przecznic dalej, w jedną z odludnych uliczek. Znajdował się na niej jeden sklep monopolowy, jakiś kantor i parę kamienic.
- Dziękujemy. - podałam kierowcy banknot, po czym wysiadłam z pojazdu. Bella przeglądała się budynkowi, który wyglądał na odnowiony, w około znajdowało się kilka drzew. Wyraźna liczba na ścianie oznaczała, że jesteśmy na miejscu. Kobieta z wyraźną niechęcią podeszła do drzwi, i otworzyła podarunkiem od Ericka. Weszłyśmy do środka, i od razu w oczy rzucił się brak miejsca, spowodowany przez regały pełne..
- Książki? - zdumiłam się. W tym samym momencie z ust mojej przyjaciółki padło to samo słowo, lecz w jej głosie dosłyszałam się zachwytu. Krzyknęła, i zaczęła wertować regały. Również wzięłam w dłoń jedną i przeczytałam tytuł.
- O krok za daleko - mruknęłam i odłożyłam ją na miejsce.
- Jestem w raju. - szepnęła, podchodząca do mnie Bella. Jej oczy błyszczały od radosnych iskierek podniecenia i wyraźnej osłonki łez.
Jeszcze raz, uważnie rozejrzałam się po pomieszczeniu. Dużą salę wypełniały szafki dostosowane do wygiętych w łuki ścian w kolorze pudrowego różu, przeplatanego z kawowym odcieniem. Po środku stały trzy osobne biblioteczki, a naprzeciw drzwi doszukałam się kanapy, fotela i biurka. Miejsce wyglądało na gustownie nowourządzone.
- No, no - zdołałam wydusić.
- Cieszę się, że i pani zainponowałem. - O mało nie podskoczyłam, kiedy z drzwi, kryjących się za jednym z regałów doleciał nas męski głos. Po chwili w odległości zaledwie paru kroków ode mnie stał Erick. Teraz wyraźniej mogłam się mu przyjrzeć, niż pamiętnego wieczoru, gdy pobił adoratora byłej dziewczyny. Miał na sobie czarne, sztruksowe jeansy, białą, dokładnie wyprasowaną koszulę i marynarkę z tego samego materiału i koloru, co spodnie. Ciemne włosy sięgały mu nieco za ucho, a z brązowych oczu emanuował spokój, rozsądek i życzliwość. Aż trduno było uwierzyć, że taki człowiek byłby w stanie zaatakować drugiego.
- Ale gdzie moje maniery, nie przedstawiłem się! Pani wybaczy, Erick. - Skłonił się nieco.
- Angeles, proszę mówić mi Angie. - Uśmiechnęłam się niepewnie.
Kątem oka spojrzałam na zastygłą Bellę. Splatając ręce na piersiach, zaciskała  wargi, wbiwszy wzrok w jasne płytki. Erick z wyczekiwaniem i lekkim uśmiechem zbliżył się do niej, opierając na drewnienej lasce.
- Ma pan niesamowitą kolekcję. - Przerwałam niezręczną ciszę.
Mężczyzna z trudem oderwał wzrok od młodej kobiety i przenosząc go na mnie, rzekł:
- To własność Belli.
Nie dało się nie zauważyć, jak brunetka rozchyla usta ze zdziwienia, gwałtownie spoglądając na byłego partnera.
- Chyba musicie porozmawiać.. - Bardziej zabrzmiało to jak pytanie, niż stwierdzenie, ale ani Erick, ani Bella nie zwrócili uwagi na moje słowa, powracając do stanu sprzed minuty. - To ja.. - Wskazałam na drzwi. - Do widzenia. - Niemalże wyszeptałam i opuścisłam budynek.

Późnym popołudniem wróciłam do Studia z zamiarem uporządkowania dokumentów. Budynek skąpany był w ciszy i półmroku. Kiedy myślałam, że jestem sama, usłyszałam zbliżające się w moim kierunku kroki. - Gregorio. - mężczyzna zatrzymał się na dźwięk swojego imienia. - Możemy pogadać? - zapytałam, patrząc na niego. Odwrócił się po chwili i zobaczyłam, że dobrze wie, jaki temat chcę poruszyć.
- Ee, spieszę się. - wybełkotał, obracając w dłoni małą, żółtą piłeczkę. Był  spięty, a na jego twarzy lśniły krople potu.
- Proszę, zajmie nam to moment. - posłałam mu błagalne spojrzenie.
Mężczyzna jęknął cicho, siadając przy stole i odkładając na bok swoje rzeczy. Podeszłam do ekspresu z kawą i wypełniłam nią dwa kubki. Kątem oka zerknęłam w górę, gdzie znajdował się stary plan lekcji oraz zdjęcie kadry nauczycielskiej. Błękitne ściany lekko zbladły, lecz nadal widać było, że to ta sama, stara sala, do której weszłam zapytać o pracę. Uśmiechnęłam się w duchu, a wzrokiem wróciłam do nauczyciela tańca, który miał odwróconą głowę w strone zdjęcia wiszącego na ścianie. Wiedziałam na kogo patrzy... na Antonia, który szczęśliwy obejmował z jednej strony jego, a z drugiej Pabla.
- Proszę. - podałam mu kubek z kawą i usiadłam naprzeciwko niego. Spojrzał na kawę, a potem na mnie. - Włochy... co tam robiłeś? Męczy mnie to. - wyznałam. Gregorio upił łyk kawy i westchnął.
- Szukałem syna. - palnął.
Nieomal zakrztusiłam się napojem. Gregorio ma syna - to wyznanie wytrąciło mnie to z równowagi. Znam go tak długo, a jednak wszystko wciąż wskazywało na to, że dotychczas bardzo się myliłam.
- I... i znalazłeś go? - zapytałam, starając się ukryć oszołomienie.
Żeby się czymś zająć, zaczęłam stukać palcem w stół, co wybawiło z niego cichy pomruk niezadowolenia.
 Kiwnął głową. Przez dłuższy moment panowała głucha cisza. Słychać było jedynie tykanie zegara i dźwięk obijanych knykci.
- To Tomas - wykrztusił w końcu.
Zamarłam. Czy on miał na myśli tego Tomasa? Tego Hiszpana, który był asystentem Beto? Tego ucznia Studia? Przyjaciela Francesci? Adoratora Violetty? Tego chłopaka, wprost znienawidzonego przez swojego belfra od zajęć tanecznych?
Dobrze pamiętałam wszystkie problemy związane z Tomasem i Gregorio, teraz się okazuje, że są spokrewnieni... i to dosyć poważnie.
"Ale co chłopak robił we Włosz.. No przecież! Tomas przecież tam pracował, i nawet go spotkałam!" - krzyczałam w myślach. Nagle wszystko stało się jasne. Spojrzałam na mężczyzne, który zerkał na mnie, oczekując dwuznacznej reakcji.
- Nienawidzi mnie. Wierzy, ale nienawidzi. Mam o nim zapomnieć, mam go zostawić w spokoju, bo jak był tutaj...- pierwszy raz widziałam ćmienie łez w oczach Gregoria.
- Nie możesz się poddać, poleć do niego, choćby jutro i na spokojnie mu wyjaśnij. - podsunęłam pomysł, przerywając mu wpół zdania. - Dam radę z Beto i Pablo wyszykować wszystko, ale chciałabym żebyś wrócił przed otwarciem i... - nie dokończyłam, bo Gregorio mocno mnie przytulił. Poczułam jakiś nagły przypływ szczęścia i dziwne łaskotanie w okolicach wątroby.
- Dziękuję, Angie, dziękuję. - Porwał rzeczy ze stołu i już miał wychodzić, lecz w progu odwrócił się w moją stronę i rzekł stłumionym głosem: - Brakuje mi go, ale cieszę się.. cięszę się, że wybrał ciebie - wyznał, a ja poczułam pod powiekami łzy wzruszenia.
- Powodzenia - rzekłam, odprowadzając mężczyznę wzrokiem. Przygryzłam wargę, uśmiechając się i jeszcze chwilę wpatrując w miejsce, w którym zniknął tancerz, po czym również zaczęłam zbierać się do domu. 

W końcu udało mi się wyjść z pracy. Starłam krople potu z czoła i szybkim krokiem ruszyłam do domu.

Gdy chciałam otworzyć drzwi od mieszkania, przeszkodził mi dzwonek od telefonu. Trzymając klucze jedną ręką, drugą wyjęłam komórkę. 
Pablo - widniało na wyświetlaczu. Westchnęłam cicho i mimo zmeczęnia i niechęci, odebrałam.
- Halo. - otworzyłam drzwi, i przez przypadek upuściłam klucze, które z wielkim brzękiem upadły na podłogę.
- Halo? Angie? Co się stało? Nic nie jest? - zasypał mnie  pytaniami. Słyszałam w jego głosię troskę i lekko panikę.
- Nic mi nie jest, żyję, muszę kończyć. - rozłączyłam się pod wpływem złości, nie dając mu dojść do słowa. Położyłam klucze na komodzie, po czym wyłączyłam komórkę i włożyłam ją z powrotem do torebki, chcąc mieć chwilę spokoju.
Pablo robił to z troski, martwił się o mnie, ale gdybym mu nie powiedziała, nie przejmowałby się mną... tylko ślubem z Monicą
Opadłam na sofę i położyłam głowę na poduszkach. W końcu znalazł swoją miłość, a ja... ja ją tracę.  Powinnam być silna, powinnam nie okazywać tego, że jestem w rozpadzie. Otarłam mokrą smugę z policzka i poczłapałam do kuchni, czując wielki głód i jednocześnie mając nadzieję, że znajdę coś w lodówce. Jogurt naturalny, ogórki, 5 jajek i pomidor.
 "Wstąpić jutro do sklepu" - pomyślałam.
Jajka, ogórki i pomidor zostawiłam na śniadanie, a zajęłam się bułką i jogurtem. Jedząc go, wróciłam do salonu i położyłam się na kanapie. Myślami byłam przy Violetcie. Czy mi wybaczy? Zapomni o mnie. Tak, na pewno tak będzie. Esmeralda wyjdzie za Germana i zostanie jej macochą idealną, w końcu utworzą perfekcyjną rodzinę, o jakiej zawsze marzył mój szwagier. 
Moje przemyślenia przerwało pukanie. 
- To są chyba jakieś żarty. - mruknęłam, wstając do drzwi. - Pablo, po co... - przerwałam w pół zdania, przecierając oczy.
Nie wierzyłam. W drzwiach stał Emilio, a u jego boku Ivi.

___________________________
Werble prosimy.
Tamtararam, oto prezentujemy 129, a zarazem debiutancką notkę Kierki. :D 
Rozdział jest owocem naszej współpracy, którą mamy przyjemność rozpocząć. 
Przy okazji możecie zapoznać się bliżej z sylwetką Ericka, czyli filmowym Remusem Lupinem i jednym z moich (W)  mężów. XD 
Mamy nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu. 

Pozdrawiamy,
W & Z

czwartek, 2 października 2014

Rozdział 128

Nazajutrz rano zadzwoniłam do Marco, że dziś, ani ja, ani Bella nie pojawimy się w pracy. Dziewczyna spała jeszcze w mojej sypialni, gdzie pościeliłam jej tuż po powrocie do mieszkania, a sama zdrzemnęłam się na kanapie. Nasz szef nie wykazał przyjaznej inicjatywy i z nieodzowną złośliwością zdobył się na kilka komentarzy, ale niechętnie przystanął na udzielenie nam jednodniowego urlopu.
Zadowolona z pozytywnie zakończonej misji, podreptałam do kuchni i przygotowałam talerz tostów z serem i szynką. W chwili, gdy kończyłam parzyć kawę, w progu stanęła zaspana brunetka. Jej oczy były podpuchnięte i zaczerwienione, włosy rozczochrane, a na policzkach zalegały pozostałości tuszu. Domyśliłam się, że musiała przepłakać pół nocy, ale posłałam jej zachęcający uśmiech i zaprosiłam do stołu.
- Jak to jest, że ty masz zawsze tyle energii? - zapytała, upijając łyk napoju.
- O to samo mogłabym zapytać ciebie.
- Wiesz, że jesteśmy spóźnione do pracy, nie? Marco nas zabije.. - westchnęła, opierając brodę o kremowy blat.
- Dzwoniłam do niego i uprzedziłam, że dziś nie przyjdziemy.
- Wylecimy, jak nic..
- Nawet był miły - zaśmiałam się.
Nastała chwila ciszy. Dziewczyna z głową ułożoną na stole skubała brzeg tosta, a ja zastanawiałam się, jak zacząć rozmowę i ją pocieszyć.
- Wiesz, Bell..
- Wiem - przerwała mi. - Muszę się ogarnąć, wciąć w garść i skończyć z tamtą robotą.
- To też - przyznałam. - Ale przemyślałam to wszystko i myślę, że powinnaś jeszcze raz porozmawiać z Erickiem.
Brunetka gwałtownie się wyprostowała i wlepiła we mnie aromatycznie zielone oczy, tak, że poczułam się nieco zakłopotana.
- Żartujesz? Nie mam mu nic do powiedzenia.
- Ale on tobie najwidoczniej tak, skoro wczoraj cię odnalazł.
- Myślałam, że wszystko wczoraj ustaliłyśmy.
- Ja też, skarbie, pamiętasz co mówiłam? Że jeśli ludzie mają być ze so..
- To nie bajka, Angie! Nie jestem tą Bellą, księżniczką, która pokochała Rumpelstiltskina, a on mimo przeciwności losu robił wszystko, by byli razem. Nie jestem też Tonks z serii J.K Rowling o Harrym Potterze i nie będę już starała się przekonać swojego Remusa do tego, że mimo wszystko kocham właśnie jego. Nie jestem też tobą, Angie, nie będę cierpieć z miłości do faceta, który przez cały czas pokazywał, że ma mnie gdzieś..
Uśmiechnęłam się słabo, nagle czując nieprzyjemną gulę w gardle.
- Mam nadzieję, że wiesz, co robisz. - Przytuliłam ją.
- Powiesz mi, jak ty to robisz? - zaśmiała się. - Jak to jest, że mimo tego wszystkiego, czego doświadczyłaś, choroby i problemów, promieniejesz i ciągle myślisz o innych.
- Jeśli nie mogę pomóc sobie, to chcę być przy moich bliskich - odpowiedziałam.
W tym momencie rozległo się ćwierkanie mojej komórki. Na wyświetlaczu pojawił się numer Pabla. Bell ulotniła się z kuchni, natomiast ja odebrałam telefon.
- Cześć, Angie, gdzie jesteś? Czekamy na ciebie, Gregorio zaczyna się niecierpliwić..
- Cholera - zaklęłam. Zupełnie zapomniałam o spotkaniu z nauczycielami Studia. - Dajcie mi kwadrans, zaraz będę - rzuciłam i zakończyłam połączenie. W locie chwyciłam torebkę, przeczesałam dłonią włosy i ruszyłam do wyjścia, w porę przypominając sobie o mojej lokatorce.
- Bell, słuchaj, muszę na moment wyjść, ale..
- Daj spokój, leć. Ja też się zbieram i wracam do mieszkania, tato na pewno się niepokoił. Widzimy się w pracy.
Kiwnęłam głową i popędziłam na spotkanie.

Do Resto, gdzie byłam umówiona dotarłam parę minut później. Wnętrze znacznie się zmieniło; stoliki były ustawione w inny sposób, nowo ustawioną scenę zapełniały instrumenty, a na kremowo - czerwonych ścianach były namalowane nuty i wisiały zdjęcia moich starych uczniów, W miejscu przy oknie zauważyłam znajomych.
- Cześć. - Posłałam im ciepły uśmiech i zajęłam miejsce pomiędzy Pablem, a Beto. - Przepraszam za spóźnienie.
- Kochana! - Roberto rzucił mi się na szyję, wywracając przy tym cukierniczkę. - Tak się cieszę!
- Ta, my też - mruknął Gregorio, któremu złośliwym prychnięciem zawtórowała Jackie, ale przez ułamek sekundy zdawało mi się, że jego oczy zaświeciły radośnie. W duchu pomyślałam, że spróbuję się dowiedzieć więcej o jego pobycie w Rzymie, kiedy spotkaliśmy się na jednej z ulic.
- Was też miło widzieć - uśmiechnęłam się. - Dobrze, przejdźmy do konkretów. Wszyscy mamy świadomość tego, co stało się z naszym przyjacielem,, - zaczęłam, czując na kolanie dłoń Pabla. Podziękowałam mu w duchu za wsparcie i kontynuowałam. - W wyniku ostatniej woli Antonia, po jego odejściu to ja jestem właścicielką Studia - powiedziałam odważnie.
Beto zastygł z ciastkiem w ustach, Gregorio, jakby nagle zbladł, a Jackie zakrztusiła się kawą i wlepiła we mnie mordercze spojrzenie. Na pewno była wściekła i rozczarowana, że to nie jej, jako siostrzenicy zmarłego przypadł spadek. Sama kilkakrotnie zastanawiałam się nad tym, dlaczego mężczyzna nie powierzył swój dobytek komuś z rodziny, choćby związanej ze szkołą artystyczną Jackie.
- Ja też nie do końca rozumiem decyzje Antonia.. Początkowo chciałam zrzec się spadku, ale - Tu spojrzałam na Pabla - po dłuższych przemyśleniach zdecydowałam się na poprowadzenie Studia i.. potrzebuję waszej pomocy.
- M - możesz na mnie liczyć, Angie! - wyrwał się Roberto, któremu posłałam szczery uśmiech.
- Gregorio, Jackie? - Spojrzałam na nich wymownie.
- Cóż.. Ktoś musi pilnować, żebyś nie sprowadziła szkoły do bankructwa - dodał tancerz, usilnie obojętnym tonem.
- Świetnie.
- Jackie? - spytał Pablo. Kobieta siedziała z rękami skrzyżowanymi na piersiach i dzikim wzrokiem, wlepionym w cukierniczkę. - Bez ciebie sobie nie poradzimy..
- No to macie problem - syknęła, chwyciła torebkę i z hukiem opuściła lokal.

- Całkiem nieźle poszło - zaśmiał się Pablo w drodze do mojego mieszkania.
Od jutra, popołudniami mieliśmy spotykać się całą kadrą, planując nowy rok szkolny. Musiałam też pomyśleć o dodatkowym nauczycielu na miejsce Jackie.
- Hej, będzie dobrze. - Przyjaciel objął mnie ramieniem, tak że wtulona w niego i nieco uspokojona szłam dalej.
- Jak przygotowania do ślubu?
- Dobrze, to nie będzie wielkie przyjęcie, ale roboty jest sporo, został tydzień.
- Pablo, jeśli mogłabym wam jakoś pomóc, to..
- Wiem, dziękuję. - Wymieniliśmy uśmiechy i w dobrych nastrojach rozeszliśmy się do domów.

Kolejne dni minęły pracowicie. Rankiem pędziłam do restauracji, a popołudnia spędzałam w Resto z nauczycielami. Dotąd nie udało nam się znaleźć kogoś konkretnego na miejsce Jackie, ale starałam się myśleć pozytywnie, w końcu tyle czasu pracowaliśmy w czwórkę.
Każdy z nas mocno odczuł brak Antonia, kiedy po raz pierwszy przekroczyliśmy próg Studia. W wakacje, w połowie sierpnia, to on zawsze otwierał szkołę i witał wszystkich w gabinecie na otwarciu rady pedagogicznej.
Budynek nie zmienił się z zewnątrz, jak i w środku. Wciąż dominowały tam abstrakcyjne kolory, tęczowe poduszki, którymi obłożone były fotele w korytarzach. Drzwi do głównej sali dalej pokrywały klawisze pianina, a na ścianach wisiały tabla ze zdjęciami absolwentów szkoły.
Jednak miałam świadomość, że największy ból sprawi mi przemowa na otwarcie nowego roku szkolnego. Jak zareagują uczniowie na wprowadzone zmiany? A może nie podołam zadaniu?
Pablo na każdym kroku starał się dawać mi do zrozumienia, że mogę na nim polegać, jeździł na spotkania z dawnymi sponsorami i pomagał mi w załatwianiu ubezpieczeń oraz formalności z firmami dostawczymi. Rewanżowałam się pomocą z kateringiem i wystrojem sali, choć w końcu sama przed sobą musiałam przyznać, że stres i praca nie działają na mnie korzystnie.
- Panno Saramego, zdaje sobie pani sprawę z tego, że taki tryb życia, jaki pani prowadzi jest niedopuszczalny?
- Chcę zachowywać się normalnie. Sam pan mówił, że guz, to nie wyrok.
- Zgadza się, ale musi być pani świadoma ryzyka! Tabletki, które pani bierze najwidoczniej działają u pani odwrotnie - szkodzą, zamiast pomagać.
- Nie rozumiem, zawroty głowy, nudności i halucynacje mijają, gdy je wezmę.
- To efekt krótkotrwały, wyniszczają pani organizm. Musi pani odstawić leki.
- I pozwolić się zabić?! - straciłam kontrolę. - Obiecał pan! Na swoje wąsy..
- Obiecałem i zamierzam dotrzymać słowa - rzekł łagodnie. - Będziemy kontynuować radioterapię i jednocześnie szukać zastępczych lekarstw. Do tego czasu proszę się oszczędzać.
Milcząc, kiwnęłam głową i wyszłam z gabinetu, przed którym czekał na mnie spanikowany Pablo i szczera rozmowa.
- I co? Angie, jak się czujesz? - Złapał mnie pod rękę i zaprowadził na krzesło.
- Spokojnie, nic mi nie jest, to zwykłe omdlenie.
- Proszę, nie trzymaliby cię tam tyle. Monica mówiła, że to nie pierwszy raz, kiedy po kryjomu łykasz jakieś proszki.. Co się dzieje? Jesteśmy przyjaciółmi, możesz mi powiedzieć..
Troska w jego głosie wierciła w moim sercu. Westchnęłam i przymknęłam powieki, a głowę oparłam o ścianę. Przyszedł czas na wyznanie prawdy.
- Mam guza mózgu.
Usłyszałam, jak mężczyzna wydaje z siebie niemy okrzyk zdziwienia i świdruje mnie spojrzeniem. Najwidoczniej nie wiedział, co powiedzieć, ale nie oczekiwałam tego.
- To jeszcze nic nie znaczy, Angie. Przecież..
- Wiem, - Uśmiechnęłam się do niego. - Walczę z tym od kilku miesięcy, przepraszam, że ci nie powiedziałam, ale chciałam dalej żyć, jak kiedyś, bez wyrzeczeń. I spójrz, jestem silna.
- Zawsze byłaś. - Przytulił mnie.

_____________________________
Witam, witam i o zdrowie pytam. :D
Oto mamy rozdział nr. 128.
Pablito poznał prawdę, Angie choruje, Studio ruszyło, co dalej przyniosą moje szatańskie pomysły? XD

Do przeczytania,
Wiktoria!

PS. Po prawej stronie pojawiła się ankieta, na której bardzo mi zależy, także wszystkich czytelników gorąco proszę o odpowiedź. :)