Wzięłam orzeźwiający prysznic,ubrałam się,uczesałam i umalowałam,po czym z szerokim uśmiechem na twarzy,zeszłam na śniadanie.
-Dzień dobry!-Zawołałam od schodów.
Od środka,wypełniało mnie dziwne szczęście.
Pogoda,dokładnie odzwierciedlała stan mojej duszy;świeciło słońce,a na niebie,nie było widać ani jednej chmurki.
-Widzę,że panienka cała w skowronkach!-Zaśmiał się Ramallo,wchodząc przez kuchenne drzwi.
-Kto otworzył lodówkę?!Pasztet wyszedł!-Krzyknęła Olga,na widok przyjaciela Germana.
Z trudem powstrzymałam się od wybuchu śmiechem,czego nie można było powiedzieć o panu domu i jego córce.
-Pani to ja radzę wyrzucić ten stary,śmierdzący serek pleśniowy..-Rzucił Lisandro.-A,nie!To pani nogi..
Gosposia popatrzyła na Ramalla morderczym wzrokiem.Właśnie kładła na stół sztućce,dlatego szybkim ruchem,wyciągnęłam z jej ręki noże i widelce,po czym zajęłam miejsce między nią,a przyjacielem mojego szwagra.
-Haha,ale się uśmiałam.Za to pańskie idealnie pasowałyby do stołu!-Warknęła Olga.-Mmm,ale pyszne te konfitury!-Palnęłam nie chcąc dopuścić do dalszej wymiany zdań,między personelem Germana.
-Pani ma istną pustkę w głowie!Proszę się wystrzegać wiatru!-Odburknął Ramallo i z hukiem opuścił jadalnie.
-Mózg wielkości groszku z sałatki.-Westchnęła,wściekła niemka,po czym zabrała się za smarowanie bułki.-Smacznego.
Reszta posiłku,przebiegła w spokoju.
Zerknęłam na rozbawioną twarz szwagra.Jego uśmiech,wywołał na mojej twarzy taki sam skurcz.
-Idziemy,Violu!-Zawołałam do siostrzenicy,łapiąc torebkę.
Już po kilku minutach byłyśmy w drodze do szkoły.
-Angie,dzisiaj też odwiedzimy Javierka?-Zapytała dziewczyna z nadzieją.
-My?Chciałabyś pójść ze mną?
-Jeszcze się pytasz!-Roześmiała się Violetta.-Bardzo!
-Cieszę się..-Przytuliłam ją.
-Okej.To ja wpadnę po ciebie po lekcjach!-Rzuciła moja siostrzenica,podbiegając do grupki przyjaciół.
Byłyśmy już przed Studiem.Przez ostatnią kłótnie z Pablem,przychodziłam tu raczej niechętnie.Bolał mnie jego widok..
Tak,jak ostatnimi czasy,z prędkością światła wparowałam do pokoju nauczycielskiego i chwytając dziennik,popędziłam w stronę klasy.
-Angie..-Zatrzymał mnie głos Pabla.
Jak na komendę,odwróciłam się.Nie chciałam tego roić,ale coś zadecydowało za mnie.Nie mogłam nad sobą zapanować.
Spojrzałam na...byłego(?)przyjaciela.Miał smutną i przejętą minę.Wyglądał,jakby od paru dni nie spał.-Coś się stało?-Rzuciłam,chłodno.
Starałam się,aby mój głos brzmiał obojętnie,lecz chyba tak nie było..Moje wargi zadrżały,nadając wypowiedzi,rozpaczliwy charakter.
-Nie możemy całe życie przed sobą uciekać..-"Kiedy komuś wybaczamy,rozwiązujemy pętlę niezgody i pozbywamy się balastu goryczy.."-Powiedział Pablo,zbliżając się w moją stronę.
-Reshad Feild..-Szepnęłam,spuszczając głowę..
-"Trzeba być podobnym,aby zrozumieć i innym,aby pokochać..Trzeba być silnym,aby wybaczyć.."
-Eliza Orzeszkowa..-Westchnęłam.-Wybaczyć,nie znaczy zapomnieć..Jedynie schować w głębi serca urazę i starać się ignorować ból,walczący z opierającą się miłością..-Odważnie,spojrzałam mu w oczy.Pablo wyglądał na zdziwionego.Nie znał autora tych słów.
-Angeles Saramego..-Rzuciłam,wychodząc.
___________________________________________________________
Hej,hej.:)
Zamiast drugiej części jednorazówki,macie rozdział.:)
Jak myślicie:Czy Angie znajdzie nić porozumienia z Pablem?Czy może więzy ich przyjaźni,zostały zerwane?
Ściskam.:)
Wiktoria













