wtorek, 29 października 2013

Rozdział 63

-(...) - Do sali wszedł Pablo.
Natychmiastowo odwróciłam wzrok,lecz moje oczy nachalnie odbiegały w jego stronę.
Niechętnie popatrzyłam na mężczyznę.Od razu zauważyłam zmiany,jakie w nim zaszły.Miał sine oczodoły,kilka zmarszczek i pociągłą,wychudzoną twarz,która została pozbawiona blasku.Nie mogłam uwierzyć,co stało się z tym człowiekiem.Ktoś by powiedział:"Obraz nędzy i rozpaczy..".Tak,możnabyło rzucić ten termin,lecz doskonale wiedziałam,że nie jest z nim dobrze.
Jego widok poruszył moje serce,które natychmiastowo zmiękło.Zrobiło mi się go...żal?Był dla mnie ważną osobą,nie mołam patrzeć,jak cierpi.Mimo wszystko chciałam być przy nim.
Z zadumy wyrwał mnie dzwonek.Dopiero teraz zauważyłam,że w klasie została jedynie Violetta,Melania i ja.
-Angie,wracamy? - Zapytała nastolatka.
-Eee..-Wydukałam. - Wiesz..Za rogiem jest bardzo fajna kawiarenka,mają tam wyśmienite ciastka,może weźmiesz ciocię?Ja niedługo dołączę,musze jeszcze coś załatwić.-Powiedziałam i chwytajac torebkę,opuściłam salę.
-Nie martw się,poradzimy sobie! - Dolatywało zza moich pleców.
Ja jednak nie myślałam o siostrzenicy i starszej pani.Liczył się teraz mój błąd,to przez co cierpiała nie tylko moja osoba.
-Cześć Antonio,widziałeś Pabla? - Zapytałam ,wbiegając do pokoju nauczycielskiego.
-Wyszedł dosłownie przed sekundą,jeszcze go złapiesz.-Odpowiedział.
Z prędkością światła wybiegłam z budynku,niestety na placu nie było ani śladu mężczyzny.Zrezygnowana wróciłam do klasy.Razem z Violettą i jej krewną wróciłam do domu.



Po obiedzie postanowiłam odpocząć.
Wyłożywszy się na kanapie w salonie,wetknęłam w uszy białe słuchawki i przymknęłam oczy.Kojące dzźwięki,jakiejś ballady,sprawiły,że niezamierzenie,usnęłam.
Co mi się śniło?Nic..Pierwszy raz od niepamiętnego czasu Morfeusz nie miał dla mnie żadnego prezentu.
Widziałam jedynie czarną pustkę,przeplatającą się z kolorowymi światełkami i przyjemnym ciepłem.
Z błogiego stanu wyrwało mnie delikatne łaskotanie policzka.Pod wpływem czyjegoś dotyku,na mojej twarzy zagościł uśmiech,a chwilę potem otworzyłam oczy.Nade mną nachylał się nie kto inny,jak German.
Owijając wokół palca końcówki moich loków,muskał nimi raz moją,raz swoją twarz.
W pewnym momencie poczułam,jak ostrożnie całuje mnie w skroń.
-Śpij skarbie,my jedziemy odwieźć ciocię na lotnisko,śpij.. - Wyszeptał wprost do mojego ucha.
Nie chciałam się podnosić,ale jego słowa natychmiastowo mnie ożeźwiły.
-Jadę z wami,nie moge przespać całego dnia. - Usniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy. - Chodź.. -Wstałam z kanapy i złapałam ukochanego za rękę.
W tym samym czasie w salonie pojawiła się starsza kobieta.
-Możemy jechać. - Oznajmiła,przytulając Violettę.
-W takim razie zapraszam urocze panie do samochodu.-Powiedział German,otwierając przed nami drzwi.


Droga minęła w spokoju.Ciocia Melania opowiadała o swoim kocie-Bonifacym,a ja i Violetta dyskretnie dyskutowałyśmy na temat europejskiej mody.
Nie dłużej niż po piętnastu mnutach byliśmy na miejscu.Samolot startował za dwadzieścia minut.
-Trzymaj się,skarbeńku. - Melania ściskała Violettę. - Elvisku,pysiaczku. - Przyszła kolej na Germana.Na końcu byłam ja. - Angusiu..Dowidzenia,słoneczko.. - Przytuliła mnie. - Mam nadzieję,że spotkamy się niebawem na ślubie.- Szepnęła. - Powodzenia.
Zaskoczona bezpośredniością kobiety,tylko się uśmiechnęłam.
-Wszystkiego dobrego.-Pomachałam w jej stronę.

 Do domu wracałam sama z Germanem,Violetta poszła spotkać się z przyjaciółmi.
-O czym tak myślisz?-Zapytał w pewnym momencie.
Po głowie chodziły mi słowa Melanii : "(..)spotkamy się na ślubie..".Wszystko działo się tak szybko.Chociaż nikt nie wiedział o moim związku z Germanem,czułam,że cała ta sytuacja znacznie się rozwinęła.Bałam się przyszłości..
Z drugiej strony był też Pablo..Mój przyjaciel..Co się z nim działo w ostatnim czasie?
-Nie,nic..-Rzuciłam z wymuszonym uśmiechem,ponownie opierając głowę na szybie.
-Przecież widzę.-Szwagier zatrzymał samochód.-Mamy ładną pogodę,może się przejdziemy?-Zaproponował,głąszcząc mnie po policzku.
-Czemu nie?-Wzruszyłąm ramionami,po czym wysiadłam z auta.
Szliśmy przez park.Delikatny wiatr,idelanie współgrał z palącym słońcem,którego promienie przyjemnie łaskotały moją twarz.W oddali słychać było radosne śmiechy dzieci i śpiew ptaków.
W pewnym momencie palce Germana zacisnęły moje.Oparłam głowę na jego ramieniu i trzymając się za ręce,kroczyliśmy dalej.
Świerze powietrze dobrze mi robiło.Czułam się odprężona i spokojna w towarzystwie Germana.Wszystko wydawało się być takie proste..A ja?Taka lekka..Jak motyl..Nie czułam ograniczeń,nie widziałam ich..Wszystkie problemy zniknęły..Świat wydawał się taki kolorowy,malowniczy..
Wkrótce przysiedliśmy na jednej z pobliskich ławek.
Doskonale widać było stąd jezioro,po którym tańcowały dwa łabędzie.Ocierając wzajemnie o siebie dziobami,trzymały się cały czas razem.Wyglądały na nierozłączną parę.
-Pięknie tu.. - Szepnęłam,przymykając powieki i głęboko wzdychając.
-Cudownie.. - Zawtórował mi German,po czym ujął moją twarz i delikatnie pocałował.
Z każdym jego muśnięciem czułam się inaczej.Wyjątkowo..Jakbym na nowo przeżywała,jakąś wielką przygodę,odkrywała tajemnicę..
-Mamo,czemu ten pan gryzie tą panią? - Dobiegł mnie dziecięcy głos.Natychmiast oderwałam się od ukochanego.Przed nami stał kilkuletni chłopiec i zażenowana kobieta.
-No czy państwu nie wstyd?! - Oburzyła się. - Żeby tak przy dzieciach!-Warknęła,po czym chwytając syna za ramię,pociągnęła w stronę jednej z alejek.
Spojrzałam na rozbawioną twarz szwagra.Mężczyzna "ryczał"ze śmiechu.
-I z czego się cieszysz? - Udałam złą. - Wstyd!
-No nie obrażaj się. - Uśmiechnął się łobuzersko. -Chcesz,to "ugryzę"cię na pocieszenie. - Dodał,ponownie łapiąc się za brzuch.
- Gorzej niż przedszkolak. - Zaśmiałam się,wstając z ławki.        

____________________________________________
63 rozdział :P
Kiedy pojawi sie kolejny?Otóż nie wiem..Być może jeszcze w tym tygodniu,a może w następnym lub w weekend.Nie podobają mi się już moje teksty,poza tym mam wiele rzeczy na głowie.
Ściskam.♥ :)

Wiktoria

piątek, 25 października 2013

Rozdział 62

Po kąpieli postanowiłam zaparzyć sobie herbaty.Nawet się nie obejżałam,a dochodziła 2 w nocy.Na czym spędziłam cały ten czas?Powód był jeden..Usilnie starałam sobie poukładać wszystkie sprawy,które dzieją się w moim życiu.Teraz byłam szczęśliwa,niczego nie żałowałam.Zniknął Czarek,a wraz z nim wszelkie obawy,domysły..German dawał mi poczucie bezpieczeństwa.Mimo,że nasz związek pozostawał w ukryciu,czułam się spełniona..Pozostawało tylko porozmawiać z Pablem.Jutro też wracał Javier..
Wszystko zaczynało zmierzać ku lepszemu.
- Aniołeczku,dlaczegóż to jeszcze nie śpisz? - Do pomieszczenia weszła Melania i natychmiastowo wyrwała mnie z zadumy.
- Jakoś tak..Ymm..Nie mogę.. - Wydukałam,przecierając oczy. - A pani?
- Oj,gwiazdeczko,w moim wieku,nocne czuwanie jest codziennością. - Zaśmiała się.
Nastała chwila milczenia,którą przerwałam.
- Chyba już się położe.Jutro czeka mnie praca.
- Naturalnie,skarbeńku. - Odrzekła. - Wracaj do Germusia,będzie się niepokoić. - Drugi raz,wprowadziła mnie w sołupienie.
- Ale ja..To znaczy my..To znaczy ja..On..Ee.. - Jąkałam się.
- Moje dziecko,może i jestem głuchawa,ale nie ślepa. - Zachichotała.
Nie wiedziałam,co mam powiedzieć.Odebrało mi mowę,brakowało słów.
- Nie da się niezauważyć tak gorącej miłośći. - Ciągnęła. - Na kilometr widać,że nie możecie bez siebie żyć.Cieszę się,że mój ukochany siostrzeniec jest szczęśliwy,ty też na taką wyglądasz. - Musnęła palcem mój nos,na co zareagowałam szczerym uśmiechem. - Idź już spać,idź.Może doczekam się kolejnego,małego Castillo. - Rzuciła,rozbawiona,gdy wychodziłam z kuchni.
- Dobrej nocy. - Pożegnałam się i w znakomitym nastroju pomaszerowałam do pokoju.



                                                                       ***

Mimo,że zasnęłam dość późno,dzień powitałam wczesnym rankiem.Na niebie królowały śnieżnobiałe obłoczki i powiewał lekki wiatr.
W dobrym nastroju zeszłam na śniadanie.Wchodząc do salonu,dobiegła mnie codzienność,czyli kłócący się Olga i Ramallo.
- Czy państwo powariowali?Wrzeszczeć od samego rana!Obudzą państwo panią Melanię!Broń złóż i marsz do stołu! - Zakomenderowałam,po czym sama udałam się w stronę kuchni,zastępując gosposię w jej obowiązkach.
Już po niedługim czasie stół ustrojony był przeróżnymi smakołykami,a do jadalni zaczęli się schodzić domownicy.
Posiłek przebiegał w miłej atmosferze,nawet Olga i Ramallo starali się nie skakać sobie do gardeł.
Niestety sielankę przerwało wyjście do Studia.
- My przepraszamy,ale spóźnimy się na zajęcia. - Powiedziała Violetta,wstając od stołu.
- Aaa,tak.Dziękujemy. - Przetarłam usta serwetką i również się podniosłam. - A może zechciałaby pani pójść z nami? - Zwróciłam się do Melanii. - Szkoła nie jest daleko,lekcje nie trwają długo.
W oczach starszej pani pojawił się zachwyt.
- Z wielką chęcią! - Klasnęła w dłonie,po czym z zawrotną prędkością popędziła na górę,wyjaśniając w drodze,że idzie się przebrać.
Wymieniłam z Violettą uśmiechy i zgodnie usiadłyśmy na sofie,oczekując cioci Castillo,po chwili jednak moja siostrzenica,zniecierpliwiona opuściła salon i udała się do kuchni.Chwilowo zostałam sama,lecz długo nie cierpiałam na brak towarzystwa,bowiem swoją obecnością zaszczycił mnie German.
- Uratowałaś mnie przed całodniowym towarzystwem ciotki. - Przysiadł obok mnie,muskając mój policzek.-Mój aniele..
- Zaraz przyjdą.. - Zaśmiałam się,ignorując jego "mruczenie".
- Chrzanić to. - Powiedział,po czym ujął mój podbródek i namiętnie pocałował.
Więcej nie protestowałam.Starałam się z równą czułością i ostrożnością oddawać jego zbliżenia.Każde muśnięcie było inne..Każde na swój sposób niezwykłe..Każde skrywało tajemnicę..Owiane magią i niepowtarzalnym uczuciem lekkości..Za każdym miałam wrażenie,jakbym przekraczała granicę innego świata..
Nie wiem ile czasu zatracaliśmy się w sobie,ile byliśmy odurzeni strzałą Amora,przypominając sobie o Melanii,Violetcie i Studiu,niechętnie oderwałam od siebie Germana..
- Spóźnię się do pracy.. - Szepnęłam i nie dając mu dojść do słowa,wyprostowałam się na dźwięk stukotu obcasów ciotki ukochanego.
Kobieta była ubrana w białą sukienkę w drobne,czerwone kwiatuszki i granatowy kapelusz z pawim piórkiem.W dłoniach trzymała małą torebkę.
- Możemy iść. - Oznajmiła rozpromieniona.Gołym okiem było widać,że cieszy się z wycieczki do Studia.
Posłałam szwagrowi ciepły uśmiech i wołając Violettę,razem z jej ciotką,opuściłam dom.


W drodze do szkoły na zmianę z Violettą,opowiadam Melanii o Buenos Aires.
Na twarzy kobiety malowało się ogromne skupienie i zainteresowanie,podczas wysłuchiwania różnych legend i historyjek.
W końcu dotarłyśmy przed budynek Studia 21.
Stojąc przed budynkiem,nieoczekiwanie podszedł do nas Pablo.
- Dzień dobry. - Przywitał się,lekko zdziwiony obecnością starszej pani.
- Witaj,synku. - Odpowiedziała ciepło,po czym dostojnym ruchem wyciągnęła dłoń w jego stronę,którą mężczyzna szarmancko ucałował.
- To jest ciocia Melania. - Wyjaśniła Violetta.
- Nie będziesz miał nic przeciwko,jeśli oprowadzimy ciocię po Studiu? - Zapytałam od niechcenia.
- W żadnym przypadku. - Odpowiedział,patrząc na mnie "obolałą" miną.
- Świetnie.W takim razie chodźmy. - Chciałam uniknąć dalszej konwersacji z Pablem,choć w głębi duszy brakowało mi go.Mimo wszystko nadal chowałam w sobie urazę.
Idąc szkolnym korytarzem,napotkałam się ze wzrokiem uczniów,bacznie obłupiających spojrzeniem Melanię.
Po krótkiej chwili dołączyła do nas Camila i Francesca,które zostały przedstawione przez Violettę.
Rozmowy przerwał nam dzwonek.Całą piątką udałyśmy się do klasy,gdzie parę minut później rozpoczęły się zajęcia.
Praca przebiegała w miłej atmosferze.Młodzież zachowywała się niezwykle kulturalnie pod wpływem obecności starszej pani.
Końcem lekcji dzieciaki wykonały piosenkę,dedykowaną Melanii.
- "Yo necesito que mi música,me diga que buscando.Buscando en mí.. "
W oczach kobiety widać było przejęcie.Muzyka chwyta za serce..
- Przepięknie..Przepięknie..-Krewna Violetty otarła łzę wzruszenia,po czym przytuliła każdego z uczniów.Nawet Ludmiła nie protestowała.
W klasie zapanowała rodzinna atmosfera.Poczułam się,jak w zakończeniu pewnej bajki z happy end'em.Brakowało tylko księcia..
-A co to ja widze..-Usłyszłam męski głos.Do sali wszedł Pablo..


__________________________
Pablito księciem Angie? ;)
Chyba się naraziłam fankom Germangie.;D
No,ale B i Asia nam dosłodziły,więc..^.^

Pozdrawiam.♥
Wiktoria

PS.Jak Wam się podoba dubbing Esmeraldy? ;) Brzmi,jak Fiona ze Shreka.xD

wtorek, 22 października 2013

Rozdział 61

Następny dzień od rana zapowiadał się bardzo miło.Drugi i ostatni dzień weekendu.Za oknem górowało już słońce,a ludzie leniwie przechadzali się ulicami Buenos Aires.Na niebie nie widać było ani jednej chmurki,ani jedenego przyćmiewającego Heliosa obłoczka.
Od chwili,gdy otworzyłam oczy,poczułam,jak wypełnia mnie niewyobrażalne szczęście.Z uśmiechem na twarzy,cała w skowronkach,postanowiłam dorównać wspaniałej pogodzie.Nie chwaląc się,zwiewna,błękitna sukienka,balerinki i luźno opadające loki prezentowały się dziś efektownie.Ja też odnosiłam wrażenie,że zaszła we mnie zmiana.Nie czułam dziwnego przyćmiewania żołądka,które towarzyszyło mi od dość dłuższego czasu,nie obudziłam się z obrazem Czarka pod powiekami i wypisanym na ustach "Będzie dobrze,Angeles.".Wszystko wydawało się teraz inne,piękniejsze.
-Dzień dobry.-Przywitałam się wesoło z domownikami,siedzącymi już przy stole.Już miałam zwrócić się do Germana "Kochanie",lecz w porę się powstrzymałam.Mężczyzna obdarował mnie szczerym uśmiechem,porozumiewawczo kiwając głową.
-Witajcie moi mlusińscy!-Zawołała od schodów,zaspana Melania.Starsza pani,przeciągając się i ziewając raz po raz zasiadła przy stole.-Jak wam się spało?
-Dziękujemy,ciociu,dobrze.-Odparł pan domu.
-To się cieszę.Zanim jednak zaczniemy jeść,chciałabym was o coś prosić.-Rzekła tajemniczo.-Może jeszcze nie wiecie,ale w Domu Kultury,do którego chodzę wieczorami,odbywają się warsztaty plastyczne.Tam właśnie poznałam Augusto,który twierdzi,że mam niebywały talent malarski.No,ale nie ważne.Moim podziękowaniem za gościnę będzie wasz wspaniały portret,który zawiśnie na ścianach tego domu.Co wy na to?-Zaproponowała z zachwytem w oczach.
Widziałam po Germanie,że nie jest ucieszony wizją pozowania,ale chcąc-nie chcąc,przystaną na propozycję cioci.
-No i oczywiście zakochani!-Dokończyła Melania.-Violeciu,zaprosisz tego swojego Leonka,o którym mi tak wczoraj rozprawiałaś.A ty,droga Angusiu..-Zwróciła się do mnie.-..przyprowadź tego przystojniaczka,co to wasze wspólne zdjęcia masz na komodzie w sypialni.
Na wspomnienie Pabla,momentalnie poczerwieniałam,a jednocześnie zbladłam.
"Jak miałam się wykręcić z niewygodnej sytuacji?Dlaczego ciotka Germana buszowała po moim pokoju?"-Te myśli krążyły po mojej głowie.-"I nasza wspólna fotografia..Zupełnie o niej zapomniałam.."
Spojrzałam na szwagra,którego twarz przypominała przesadnie dojrzałego pomidora.Wyglądał,jakby zaraz miał wybuchnąć.
-Wie pani..-Zaczęłam ostrożnie.
-Ale jaka pani?!-Roześmiała sie starsza kobieta.-Ja jestem Mela,słoneczko.-Ucałowała moje policzki,pozostawiając na nich ślad wściele różowej szminki.
-Dobrze..-Uśmiechnęłam się słabo.-W takim razie,Melanio..-Imię krewnej Germana ledwo przeszło mi przez gardło.-Chyba ściągnięcie tu Pabla nie jest najlepszym pomysłem.On jest dyrektorem szkoły muzycznej,ma mnóstwo pracy.Jestem pewna,że nie miałby czasu.-Wykręciłam się.
-Nic nie szkodzi.-Ciocia Germana,machnęła ręką,śmiejąc się tajemniczo pod nosem.-Elvisek z tobą zapozuje,w końcu wolicie razem..
Po słowach kobiety mało nie spadłam z krzesła.Mój szwagier też wyglądał na zaskoczonego.
-Ale nic,nic.-Wybuchnęła śmiechem.-Smacznego.-Chichotała.
Lekko zdezorientowani domownicy,zabrali się za jedzenie.Wymieniłam z panem domu porozumiewawcze spojrzenia,po czym spuściłam głowę i również zaczęłam "dziubać" swoją sałatkę.


Po południu nadszedł czas na "malowanie nowej ozdoby pięknego domku "Pysiaczka".
Pierwsi byli Violetta i zaproszony na tę okazję Leon.Para,instruowana przez Melanię,przybierała coraz to nowe pozy.
-Ręka wyżej,słodziutki.-Rozkazywała ciocia Germana,przymróżając oczy.-O tak,Violeciu!No,obejmij ją,Leonku!Bliżej,bliżej!
Cała sytuacja była dość komiczna.Także mina mojego szwagra mówiła sama za siebie.Złość,zazdrość i zażenowanie,wprost kipiała z mężczyzny.Ze złośliwą miną poklepałam go po ramieniu,śmiejąc się pod nosem,na co "pokazał mi język".
-Bo ci odpadnie.-Szepnęłam namiętnie do jego ucha,po czym skierowałam się do kuchni.
Sącząc sok pomarańczowy,dobiegły mnie wołania krewnej Germana.
-Ęłżulsiu,teraz twoja kolej!-Usłyszałam.
Rozbawiona wizją modelingu,pomaszerowałam do salonu.Tam czekała już na mnie Melania przebrana w nowy płaszcz przeciwdeszczowy,dwie sztalugi i tafle farb oraz dziwnie wyginający się German.
Opierając się wybuchowi śmiechu,do moich oczu napłynęły łzy,które płynym ruchem otarłam.Chichocząc,obserwowałam poprawki wprowadzane przez krewną mojego szwagra.
-To może w ciągu malowania naszego Elviska,pójdę sprawdzić co u młodzieży.-Zaproponowałam.
-Ależ nie!-Zaprzeczyła starsza kobieta.-To miały być portrety dwuosobowe.Angiuniu,stań obok Pysiaczka.-Powiedziała słodkim głosem.
Posłusznie stanęłam obok Germana,który po chwili,instruowany przez ciocię,obiął mnie w pasie.
-No dalej,Germi!Z uczuciem!Przyciśnij ją do siebie!-Komenderowała.
Ja natomiast oparłam głowę na ramieniu szwagra i lewą dłoń umieściłam na jego torsie.
Staliśmy tak w bezruchu przez dobrą godzinę.Gdy jednak w końcu Melania oznajmiła,że "arcydzieło" jest gotowe,mogliśmy się rozluźnić.
Przeciągnęłam się i usiadłam na kanapie.Podobnie postąpił German.Niby stanie w jednym miejscu to nic wielkiego,a muszę przyznać,że jest męczące.
Wzdychając,oparłam się o miękkie poduszki i przymknęłam oczy.Nie było mi jednak dane odpocząć.
-Paczcie,słoneczka,co dla was mam!-Pisnęła Melania,obkręcając w naszą stronę sztalugę.
Widok był dość zaskakujący.Zamiast wyobrażanych sobie przeze mnie postaci,ujrzałam multum mieszających się kolorów.Wściekłe barwy zlewały się,tworząc w niektórych punktach jedność,a w innych odrębne kształty.Jednak musiałam przyznać,że ta abstrakcja była wyjątkowo interesująca.
-Ppiękne.-Wydusiłam.
-No,jestem pod wrażeniem.-Zawtórował mi German.
W oczach starszej kobiety zauważyłam iskierki radości.To było cudowne uczucie widzieć szczęśliwego człowieka.
-Jak miło,że wam się podoba.-Uroniła łzę.-Dlatego Germusiu,będzie wisieć w waszej sypialni!-Zawołała wesoło,a mnie zatkało.
Czy ona powiedziała "naszej"?
-Słucham?-Zpytał German,wytrzeszczając oczy,ale Melania była już na schodach.
Popatrzyłam na niego pytająco,na co wzruszył ramionami.
-I jak ci się "widzi" nasz "portret"?-Zakpił,całując mnie kilka razy w szyję.
-Dość oryginalny.-Zaśmiałam się,odpychając go.-Jeszcze ktoś zobaczy..-Szepnęłam,po czym rozglądnęłam się dookoła i z prędkością światła,musnęłam usta Germana.-Zobaczę czy Ramallo i Olga się nie pozabijali.-Powiedziałam,idąc w stronę kuchni.
________________________________________
Udało mi się dopaść laptopa chociaż na moment,a więc oto 61 rozdział za nami. :D
Jak Wam się podoba? :)
Przyjaciółka chce przeprowadzić ze mną wywiad na polski,jako z "pisarką". :O xD
Do następnego.:*
Trzymajcie się.

Wiktoria

 
 

niedziela, 20 października 2013

Jednorazówka:"Znał ją tylko z opowiadań.."

On i Ona..Dwójka przyjaciól.Nierozłączni ludzie,cieszący się swoją obecnością w każdej sekundzie godziny,w każdym dniu miesiąca..
Od dzieciństwa.Wspólne zabawy,klasa,ławka,studia,praca..I te obietnice : "Jesteś dla mnie tak ważną osobą..".I nadszedł rozłam.Wyjechała.Pochłonęła ją chęć pieniędzy,szczęścia,sławy,którą w Madrycie mogła osiągnąć.Zostawiła ukochanego przyjaciela..
- "Obiecuję,że nigdy nie stracimy kontaktu.Kocham cię,moja bratnia duszo." - Słowa rzucone na wiatr?Nic nie znacząca otucha?
Czy to miało sie tak potoczyć?E-maile,listy,sms'y,video-rozmowy..Codziennie,co tydzień,miesiąc,aż w końcu nadeszło ograniczenie do kartek świątecznych..Czy tak miało być?Każde pochłonięte pracą,codziennością,cierpiące na brak wytchnienia..Każde zabiegane z tysiącami zmartwień..Ale w tej szarpaninie nie zapomnieli o sobie..Przynajmniej On na to liczył..Czuł jej obecność,łudził sie,że wróci,że myślami jest przy nim,że jej nie stracił..Czy było odwrotnie?
Słoneczny Madryt,kariera,trasy..Poznała kogoś.Wysoki,umięśniony szatyn o czekoladowych oczach w niczym nie przypominał Jego..Ale Ona i tak go kochała.Już w niedalekim czasie miała wyzbyć się nazwiska Saramego,przyjmując nowe,inne..Miała nazywać się Castillo.Takie było jej przenaczenie?Zapomnieć o starym przyjacielu?
Czy tęskniła?Myślała?Tego nie wiedział.Żal rozdzierał jego dusze...Osoba,która byłamu tak bliska,teraz jakby zniknęła..Czy jej nie było?Skąd..Istniała..Ulokowana wewnątrz jego serca,gdzieś między aortą wspomnień,a tętnicą zranionych uczuć.Kim byli przyjaciele z Bueonos Aires przy Niej-osobie widywanej przez internet,ale jakże bliskiej jego sercu..Cierpiał..Każdy jej ruch sprawiał mu ból.Spod przyćmionych powiek spoglądał na ekran komputera,ukazujący nowe fakty o życiu przyjaciółki,któtych dowiadywał się z wiadomości.Codziennie wieczorem zerkał na kontakt "Kochanaaaaa Angeles" ,codziennie od nowa uświadamiając sobie,że Ona już nie wróci,że czasu nie da się cofnąć.Nie była taka sama,jak kiedyś..Karmelowe jabłka zastąpiła wytwornymi daniami,a zwykłą,plecioną bransoletkę-cennymi łańcuszkami..A On nadal zastanawiał sie,czy ją ma..Czy tak,jak przed laty zerka na nią i przypomina sobie Jego twarz.
Każda myśl,każde wspomnienie melodyjnego głosu,każdy ruch w społecznym świecie Go dobijał.Jej najmniejszy  krok,obserwowany z internetowej oddali był kolejnym ostrzem..Batem,doprowadzającym do upadku.Ale on klęcząc,piął się w górę..To było silniejsze.Samowolnie katując się artykułami "Angeles Saramego wychodzi za mąż!" , "Pani Castillo i jej życie",bezkresnie kupował coraz to nowe gazety.

Czy da się zapomnieć o przyjacielu?
"Kiedy przyjaciel zadaje nam ból, cierpimy, ale pomimo tego nadal z całego serca Go kochamy. Ponieważ prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko."
- "Nie było nam dane?"- Zadręczające myśli. - "Być może.."
Więc dlaczego to tak boli?Czy można przyzwyczaić się do tej straty?
Może z czasem przestaniemy myśleć,czytać stare listy,spoglądać na prezent z okazji kolejnej rocznicy,ale nie zapomnimy.Po jakimś czasie podniesiemy się,spojrzymy w niebo,dumnie mówiąć: "Don't worry,be happy.."

Zapytacie : "Co z Nim?Jak potoczyło się jego życie?"
Nie znam odpowiedzi..Nie wiem,jak zakończy sie ta historia,co było potem.
Czy tęsknota doprowadziła go do szaleństwa,czy teraz na nowo zdobywa szyczty..
Może ułożyl swoje myśli,a może wciąż zna ją tylko z opowiadań.

___________________
Zamiast rozdziału prezentuję impulsywną jednorazówkę.Kiepski zamulacz. : >
Swoją drogą nie wiem,kiedy pojawi się kolejna notka,mam trochę problemów zdrowotnych,ale postaram się dodać,jak zwykle.

Miłego dnia,udanego poniedziałku.^.^
Saludos.♥
Wiktoria

piątek, 18 października 2013

Rozdział 60

(...) W chwili,gdy nasze usta miały się połączyć,do kuchni niespodziewanie weszła Melania.
-Stefano,gdzie moja patelnia?-Wymamrotała.
Kobieta złapała stojącą koło blatu miotłę i przykładając jej koniec do twarzy,zaczęła śpiewać.
-Mi amore..I love you..Geliebte..Ołjeeee..-Wskoczyła na kuchenny stół i wymachując ściereczka,odtańczyła taniec szczęścia.
-Ciociu..-Jękną zażenowany German.
-Ależ Stefano,nie tutaj..-Zachichotała.
-Ciocia zejdzie z tego stołu,to pokażę,gdzie jest patelnia.-Powiedział.
O dziwno kobieta wykonała polecenie i po chwili ramię w ramię ze swoim siostrzeńcem,opuściła kuchnię.
Resztę naczyń włożyłam do zmywarki,po czym udałam się do łazienki.
Zanurzając się w pełnej po brzegi wannie,analizowałam dzisiejsze wydarzenia.W końcu nie było już odwrotu.
-Żałujesz?-Na toalecie przysiadł Czarek.-Co by powiedziała twoja siostra?
-Proszę,odejdź,nie mam ochoty na zbędne rozmowy.-Wycedziłam,przymykając oczy.
-Zobaczysz,prędzej czy później zrozumiesz,że to co robisz jest niewłaściwe.-Przestrzegł mnie,po czym zniknął.
-Zostaw mnie!Nie potrzebuję cie!-Krzyknęłam,rozgoryczona.-Mam przy sobie ludzi,którzy mnie kochają.Mam Germana,Violettę,Pabla,Studio.Jestem szczęśliwa!Wynoś się i nigdy nie wracaj!
Wraz z Czarkiem,wszelkie chęci na kąpiel,wyparowały.Ubrana już w piżamy,pomaszerowałam do swojej sypialni w nienajlepszym nastroju.
Wchodząc do swojego pokoju,przypomniałam sobie o jednej rzeczy,którą miałam do zrobienia.Z bukietem czerwonych tulipanów,zapukałam to drzwi sypialni Germana,w których chwilę potem staną on sam.Na mój widok szeroko się uśmiechnął.
-Cześć..-Wyszeptałam oszołomiona jego spojrzeniem.-Twój dzień,co prawda już się skończył,ale ja wciąż nie złożyłam ci życzeń urodzinowych..-Odwzajemniłam uśmiech.-Hmm..Co mogę ci powiedzieć?Standardowe "sto lat"..Poza tym wszystkiego co najlepsze..Samych sukcesów,zdrowia,szczęścia i spełnienia wszystkich twoich marzeń.-Powiedziałam równie cicho,po czym podałam mu kwiaty.
-Wiesz..Moje największe marzenie właśnie się spełniło.-Powoli przycisną mnie do futryny.Staliśmy tak w milczeniu,w niezwykłej bliskości,ogrzewając swoje twarze ciepłym oddechem.
W pewnym momencie wargi Germana zatopiły się w moich,tworząc jedność.Nachalnie oddawałam pocałunki,nie ustając z zachłannością.Przez obojga przemawiała namiętność i to,czego nie mogliśmy przekazać słowami.Teraz na dobre mogliśmy poddać się uczuciu,nie zważając na konsekwencje.Byliśmy dwojgiem zakochanych ludzi,pragnących dzielić się swoją miłością.
Wiedziałam już,że decyzja,którą podjęłam była słuszna.Nikt ani nic nie mogło tego zmienić.Żaden Czarek,Pablo,czy ktoś inny..Czułam się wolna,spełniona.Teraz zaczynałam nowy etap w swoim życiu.

____________________________________
I 60 rozdział za nami.^.^
Na blogu pocieszam się Germangie,których nie doczekaliśmy się w serialu.
Jak tam w szkole?:)
Dajecie radę? ^.^
Abrazo.♥

Wiktoria

środa, 16 października 2013

Rozdział 59


-Chyba wszyscy już śpią.-Powiedział German,gdy staliśmy przed willą.
Po upojnych pocałunkach na szczycie koła młyńskiego,razem ze szwagrem jeszcze przez  godzinę błąkałam się po mieście.Ciesząc się swoją obecnością,jak dzieci szaleliśmy nie zważając na zdegustowanych naszym zachowaniem przechodniów.Trzymając się za ręce,spacerowaliśmy  uliczkami uśpionego Buenos Aires.To było cudowne uczucie móc bez zahamowań korzystać z życia.Jednak co dobre-zawsze się kończy.Teraz wchodziliśmy do niepokojąco spokojnego domu.
W mieszkaniu panowała nieskazitelna cisza.
-Niespodziankaa!-Rozległo się,po zaświeceniu światła.
Zza kanapy wyskoczyła Olga i Ramallo,a za nimi pojawiło się kilka kobiet i mężczyzn,których nie znałam.Oprócz nich,w salonie znajdowała się rudo-siwowłosa kobieta o niebieskich oczach.Miała na sobie bordową sukienkę w białe groszki i jako pierwsza podbiegła do pana domu.
-Germuś!Jak ty wyrosłeś,maluchu!No proszę,kiedyś taki pulpecik,a teraz,wyrośnięty chłopoczek!-Tarmosiła  policzki mężczyzny,który ze skwaszoną miną,rzucał mi błagalne spojrzenie.
-Ciocia Melania..-Wydusił.
Rozbawiona obserwowałam dalszy rozwój wydarzeń.Następnie z życzeniami podbiegła Violetta,a później znajomi jej ojca.
Z głośników popłynęła rytmiczna muzyka,którą poprzedził występ Violetty,śpiewającej "Sto lat".Na fortepianie,akompaniował jej Leon.
-Feliz cumpleańos,feliz cumpleańos!-Śpiewali goście.
Następnie przyszedł czas na rozpakowywanie prezentów.Poza drogocennymi upominkami od przyjaciół-biznesmenów,wśród podarków znalazł się czerwono-żółty szalik z włóczki oraz para pstrokato-zielonych papci od cioci Melanii.
-Podoba ci się,Elvisku?-Zapytała kobieta,trzepocząc rzęsami.
Mało co,a wybuchłabym śmiechem na widok grymasu Germana.
-Elvisku?-Powtórzyła rozchichotana Violetta.
-O tak,skarbeńku!Twój tatuś w młodości słuchał największego króla popu.A jak wywijał w białych dzwonach starej Beti!-Opowiadała,a we mnie wzbierała się chęć tarzania się po podłodze.
Pozostali goście także wyglądali na rozbawionych.
Następnie przyszedł czas na prezent Violetty.Nastolatka pobiegła do pokoju,aby po niecałej minucie wrócić z płaskim zawiniątkiem,które podała ojcu.
Z każdą chwilą rwania papieru,w oczach Germana pojawiały się coraz wyraźniejsze łzy,Widać,że podarunek córki mocno go wzruszył.
-To jest cudowne,kochanie..-Przytulił dziewczynę,dyskretnie ocierając wilgotne oczy.-Dziękuję.
Silna dłoń mojego szwagra ściskała żółto-czerwony album,w którym mieściły się zdjęcia z różnego okresu życia pana Castillo.Począwszy od dzieciństwa,kończąc na współczesności.Kilka kolejnych kartek było pustych,tam miały mieć miejsce przyszłe wspomnienia.
W opasłym klaserze znajdowały się fotografie Marii,małej Violetty,Germana,a nawet mnie i moich rodziców.
Od początku pomysł Violetty bardzo mi się podobał.Reakcja jej ojca utwierdziła mnie tyko w przekonaniu,że to był strzał w dziesiątkę.
Przez następną godzinę poznałam kilku znajomych mojego szwagra,pracodawcy,a zarazem...chłopaka?Partnera?Sama nie wiem,jak mam go określać.W końcu przedstawiał mnie jako swoją szwagierkę,co delikatnie mnie uraziło.Ale przecież oboje ustaliliśmy,że nasz związek pozostanie tajemnicą.Nie zdążyliśmy dokładnie porozmawiać o tym,co się wydarzyło,jednakże czułam,że oboje tego chcemy i nie ma potrzeby zagłębiać się w temat.
Goście powoli się rozchodzili,a w końcu w willi zostali tylko domownicy oraz krewna Germana
-A ciocia to na długo przyjechała?-Zapytał pan domu.
-Och,żałuję,ale nie,pysiaczku.Jutro wracam do siebie,bo wiesz,Bonifacy to strasznie nie lubi samotności!
-Wyszła ciocia za mąż?-Zdziwił się "Pysiaczek".
-Głuptasie,to moja kiciunia!-Roześmiała się starsza kobieta.-Ale do jutra będę miała czas na poznanie tej przeuroczej dziewuszki.Ęłżi,tak?
-Angie..-Poprawiłam ją,uśmiechając się ciepło.
-Angie,ach tak!-Przytuliła mnie,odbierając prawo oddechu.-Koniecznie musimy pójść kiedyś na zakupy razem z naszą Violecią.Babski dzień!-Zamachnęła rękoma.-I znaleźć wam jakiś kawalerów.Nie mogę pozwolić,żeby takie dwie ślicznotki skończyły tak,jak ja.
-Może ja cioci pokażę pokój.-Przerwał lekko podirytowany propozycjami Melani,German.Czyżby był zazdrosny?
Zważając na dość późną porę,postanowiłam pomóc Oldze w sprzątaniu,a następnie położyć się spać.
Wchodząc do kuchni,usłyszałam strzępki obraźliwego monologu gosposi,pod adresem przyjaciela mojego szwagra.
-Dość!-Podniosłam głos,wchodząc do pomieszczenia.Ktoś musiał zażegnać ten konflikt.-Państwo zachowują się,jak dzieci!Gorzej!Ramallo-Zwróciłam się do mężczyzny.-Proszę powiedzieć coś miłego Oldze.
Lisandro wyglądał,jakby ugryzł niedojrzałą cytrynę,ale po chwili na jego twarzy pojawił sie łobuzerski uśmiech.
-Pani nogi,przypominają nogi sarny.-Powiedział z nutką szyderczości.
-Takie zgrabne?-Ucieszyłam się krokiem w stronę zgody.
-Nie.Takie owłosione.-Rzucił,a moje oczy mało nie "wylazły"na wierzch.Zaskoczona,obserwowałam reakcję Olgi.
-Ach,te pana oczy...Zupełnie jak gwiazdy.-Wydęła wargi.-Jedno wyżej,drugie niżej..-Wycedziła,po czym oboje warcząc pod nosem,rozeszli się do swoich sypialni.
W kuchni zostałam sama ze stosami brudnych naczyń.Spojrzałam na zegarek,który wskazywał 23:14.Wzdychając,zabrałam się za mycie.
W domu panowała cisza nocna,dlatego nie mogłam sobie pozwolić na podśpiewywanie.
Nagle,na karku,poczułam ciepłe wargi,a do moich nozdrzy uderzył zapach męskich perfum.Nie musiałam zgadywać kto za mną stoi.
Usta tajemniczej osoby wędrowały po mojej szyi,wywołując na moim ciele fale ciarków.
-Sprzątam..-Zaśmiałam się.
-Daj spokój,dochodzi pierwsza.-Usłyszałam cichy szept.
Dłonie Germana znalazły lokum na moich biodrach,płynnym ruchem obracając mnie w jego stronę.
Bystre spojrzenie natychmiastowo mnie orzeźwiło.
Mężczyzna powoli zbliżył swoją twarz do mojej.Teraz wyraźnie czułam jego oddech na swoim policzku,który został obdarzony kilkoma pocałunkami.Stałam tam z lekko rozchylonymi wargami,oddając się czułym zbliżeniom Germana.W chwili,gdy nasze usta miały się połączyć,do kuchni niespodziewanie weszła..

_________________________________________________
Bim,bam bom,bim-bam tararra.: D Kto taki "wparował" do kuchni w najmniej spodziewanym momencie? :)
Czy związek Germana i Angie zostanie odkryty przez tajemniczą osobę? :)
Olga i Ramallo na wojennej ścieżce-ciąg dalszy.:D

Wiktoria

PS.Przypominam o ankiecie,znajdującej się po prawej stronie.

sobota, 12 października 2013

Rozdział 58

Rozdział dedykuję Angeles,która odeszła od nas przeżywszy 146 odcinków.♥


Wesołe miasteczko niewątpliwie można było określić mianem jarmarku cudów.Znajdowały się tu przeróżne atrakcje,doprowadzające nawet dorosłego do czystego szaleństwa.Zachwycone dzieci,plątały się pod nogami przechodniów,ganiając od jednego stoiska do drugiego.
Ja i German również rzuciliśmy się w wir zabawy.Przypominaliśmy dziesięciolatków,zachwyconych nową zabawką.To kolejka górska,to dom duchów.A wszystko przeplatane jabłkami w karmelu i watą cukrową.Nie zwracaliśmy uwagi na nic.Może wydawać się to dziwne,że dwójka dorosłych ludzi,bawi się w wesołym miasteczku,ale nam to nie przeszkadzało.Cieszyliśmy się chwilą.Te momenty pozwalały choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości i codziennych problemów.Choć na chwilę,powrócić pamięcią do młodzieńczych lat.Tracąc poczucie czasu,przemierzaliśmy kolejne stragany.
-Aaa,mamo,ogr!-Wykrzyczał przerażony chłopiec,gdy razem ze szwagrem w najlepsze bawiłam się w dmuchanym zamku.
-Ach,piękny jesteś.Apollo się z tobą nie równa.-Zaśmiałam się na widok idiotycznej miny mojego towarzysza.
-A ty okropna.-Udał obrażonego,po czym,przewrócił mnie na plecy.Leżąc na materacu,miałam okazję,aby chwilę odpocząć.-Tego mi brakowało.Dzięki tobie..
-Nie dziękuj mi,tylko baw się.-Szybkim ruchem podniosłam się,nie dopuszczając do zbliżenia.
German nie kontynuował.W ślad za mną wstał i po ubraniu butów,podszedł do stoiska z napisem "LOTERIA".Z kieszeni wyłowił parę peso i podał sprzedawcy w zamian za trzy piłeczki.
Dwa rzuty i wszystkie kręgle z drewnianej półki zostały strącone.
-Gratulację.W nagrodę może wybrać pan sobie jedną z zabawek.
-"Violetta nie bawi się już misiami".-Zaśmiałam się w duchu,obserwując z oddali zamyślonego zwycięzcę.
-To dla ciebie.-Nawet nie zauważyłam,że German coś wybrał.W ręce trzymał maskotkę-Shreka.-Żebyś nie zapomniała o swoim ogrze.-Powiedział życzliwie.
W tamtym momencie zrobiło mi się niewyobrażalnie ciepło na sercu.Każdy gest mojego szwagra miał dla mnie ogromne znaczenie.Czułam się dobrze móc spędzać z nim czas.Cieszyć się jego towarzystwem.
-Idziemy zobaczyć,co tam jeszcze mają?-Uśmiechnął się.
-Ttak..Dziękuję.-Odpowiedziałam rumieniąc się.
Przemierzając dróżki między wymyślnymi karuzelami,dotarliśmy na koniec labiryntu.Punktem kulminacyjnym było ogromne diabelskie koło młyńskie.
-German,nie.-Powiedziałam stanowczo,widząc błysk zachwytu w oku szwagra.
-Daj spokój,jak można nie odwiedzić koła młyńskiego,będąc w wesołym miasteczku?.-Zachęcał mnie.
-Nnie..Mam straszny lęk wysokości.Prędzej odkurzę pustynie,niż wsiądę na coś takiego.
-Hej.Jestem przy tobie.Obiecuję,że nic ci się nie stanie.Ze mną jesteś bezpieczna.-Pogłaskał mój podbródek.
Jego spojrzenie momentalnie mnie sparaliżowało..Sprawiło,że odpłynęłam do zupełnie innego świata.
Poczułam,jak mięknął mi kolana,a moja twarz płonie.
-Jak ty to robisz,że zawsze ci ulegam?-Rzuciłam,idąc w stronę kasy.
-Zobaczysz,będzie fajnie.-Dogonił mnie szwagier.
Zauważyłam,że kupując bilety,szepną coś na ucho sprzedawcy.
-O co chodzi?-Zapytałam,zdziwiona.
-Nic,nic.-Wzruszył ramionami.
-Proszę państwa o zajęcie miejsca.-Powiedział zielonooki mężczyzna w starszym wieku.
Wykonując polecenie,ciasno owinęłam wokól siebie pas i kurczowo chwyciłam barierkę.Aby zniwelować strach,przymknęłam oczy.Już po paru sekundach poczułam,jak krzesełko zaczyna się unosić.Przerażona cicho zapiszczałam.
-Angie,nic się nie dzieje.-Silne ramie szwagra otoczyło moje plecy,a jego dłoń oplotła moją,ściskającą metalową rurkę.Ogarną mnie nagły przypływ odwagi,lecz nadal nie chciałam rozchylić powiek.-Otwórz oczy i spójrz,jak tu pięknie..
Wtedy maszyna zatrzymała się.
-Dlaczego stoimi?!-Wydukałam.
-Popatrz..-Wyszeptał German wprost do mojego ucha.Ciepłe powietrze wydychane z jego ust,delikatnie mnie połaskotało.
Niepewnie otworzyłam oczy.To co ujrzałam,zaparło mi dech w piersiach.
Noc okrywająca Buenos Aires,świeciła blaskiem srebrnego księżyca.Miliony drobnych gwiazdy,zdobiące czarną otchłań,zdają się przemawiać do spacerujących w dole ludzi,którzy teraz przypominali mrówki.I tysiące migoczących światełek,odziewających potężne wieżowce..Jedne uśpione w mlecznej drodze,otulone półmrokiem,drugie zaś rozlśnione kolorowymi lampeczkami.Stąd było widać całe miasto,które teraz  tętniło życiem..
-Przepięknie..-Wydusiłam,zachwycona widokiem.
-Widzisz?Mówiłem,że nie pożałujesz.-Zaśmiał się mój towarzysz.
Brakowało mi słów.Rozciągająca się przede mną panorama,zapierała dech w piersiach.Kompletnie straciłam poczucie czasu.Teraz,obserwując to wszystko z góry,czułam się,jak w innym świecie..Świecie pełnym magii,tajemniczości i niezwykłej historii.
Mój nos powoli czerwieniał,a ciało zaczęło lekko dygotać.Temperatura znacznie spadła,co przypomniało mi,że spieszymy się w jedno miejsce..
-German..-W końcu dotarło do mnie również to,co miałam mu powiedzieć.-Wszystkiego najlepszego..-Wyszeptałam powolnie,po czym zbliżyłam swoje oziębłe usta,do jego rozgrzanych warg,które ułamek sekundy potem dzieliły się swoim ciepłem.
Zgrabiałą dłonią,musnęłam jego policzek,który teraz przypominał rozżarzone łuczywo.
Ten pocałunek był niezwykły tak,jak dzisiejszy wieczór.Owiany pyłem,i wskazujący wycieraczkę z kluczem do drzwi,za którym kryło się przejście do innego świata.Od tej chwili rozpoczynała się nowa opowieść.Historia,którą razem z Germanem przyjdzie mi zapisać w nowym rozdziale kroniki naszego życia.

_______________________________________________
Jak obiecywałam-blog wrócił.:)
Planowałam zrobić to nieco później,ale z uwagi na finał "Violetty 2",postanowiłam poprawić Wam humor Germangie.^.^
Trzymajcie się,Kochani.:*

Wiktoria

PS.Zapraszam na nowy rozdział:Klik

Wracając do serialu.Zostaje wiązać nadzieję powrotu Angie z 3 sezonem. :)
Angie siempre.♥

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 57

Rozdział dedykuję B,która totalnie mnie zaskoczyła.
Pozdrawiam Cię, Alfabetyczna Zagadko. ;) 


-No,to jak?Zaczynamy?-Pisnęła podekscytowana Olga,gdy weszłam do kuchni.
-Tak,ale ciszej,proszę.-Uspokoiłam ją,śmiejąc się pod nosem.-Nakryję stół.
Rozkładając sztućce,talerze i serwetki,jeszcze raz rozmyślałam o podjętej decyzji.Niewątpliwie zależała od niej cała moja przyszłość.Już dzisiaj tak  wiele miało się zmienić.
-Dzień dobry.-Do jadalni wszedł pan domu.Od razu było widać,że jest zadowolony i wypoczęty.-Jak się spało,kochanie?-Ucałował czoło Violetty,po czym głaskając moje ramie,usiadł przy stole.
Po chwili dołączyła do nas Olga i Ramallo,którzy ku mojemu zdziwieniu,w wielkiej zgodzie,zajęli miejsca obok siebie.
Śniadanie przebiegało w miłej i spokojnej atmosferze.
-Nie macie mi nic do powiedzenia?-Ciszę przerwał German.
Wymieniłam z Violettą porozumiewawcze spojrzenia.Doskonale wiedziałyśmy,co mężczyzna ma na myśli.
-Nie.-Nastolatka wzruszyła ramionami.-Aa co?
-Nic,nic.-Odchrząknął.
Przez resztę posiłku pan domu,zerkał kolejno to na mnie,to na Violettę,Olgę i Ramalla.Każde z nas starało się to ignorować.
-Dziękuję.-Moja siostrzenica wstała od stołu.
To samo zrobiłam ja,a następnie pozostali domownicy.
Wszyscy zebraliśmy się w ogrodzie przy huśtawce-umówionym miejscu.
-Ja nie mogę tej przybitej miny naszego pana!On był taki smutny!-Lamentowała gosposia.
-To duży chłopiec.Trochę pocierpi,ale efekt końcowy będzie niezapomniany!-Gestykulował Lisandro.-Angie,co ma pani właściwie zrobi z Germanem przez ten cały czas?
-Ee..Ja też mam dla niego pewną niespodziankę.-Uśmiechnęłam się tajemniczo.-Dobrze moi drodzy,działamy według planu.-Zakomenderowałam po czym udałam się do swojego pokoju,gdzie przesiedziałam dobre parę godzin.


Wybiła 17.Jako,że mieliśmy jesień,za oknem robiło się szarawo.
Z coraz szybszym biciem serca postanowiłam przygotować się na wieczór.Po szybkim prysznicu,otworzyłam szafę w poszukiwaniu odpowiednich ubrań.Z racji,że wieczór zapowiadał się z ciepłą temperaturą i wybierałam się nie na 'bale',wybrałam ciemne jeansy,fioletową tunikę i katanę.Poprawiłam makijaż,a loki zostawiłam rozpuszczone.Chwyciłam torebkę oraz ulotkę z atrakcjami miejsca,w które się wybierałam i pomaszerowałam do gabinetu szwagra.Gdy po ponurym "proszę",weszłam do środka,moim oczom ukazał się przygnębiony mężczyzna,siedzący w fotelu z markotną miną.
-Cześć.-Uśmiechnęłam się promiennie,na co German zareagował obojętnym grymasem.-Widzę,że nie masz ochoty na rozmowę,tak więc przejdę do rzeczy.Masz 15 minut na przebranie się w jeansy i t-shirt.Czekam przed domem.W grę nie wchodzi żaden garnitur,czy koszula.
Nie czekając na odpowiedź,zostawiłam zdezorientowanego szwagra i zgodnie z zapowiedzią,przysiadłam na schodach willi.
Po wyzaczonym czasie,przed budynkiem stanął German.Wyglądał na zaskoczonego,ale nie protestując,posłusznie ruszył moim śladem.
-Powiesz mi,gdzie się wybieramy?Zaraz kolacja.Mówiłaś Oldze,że wychodzimy?-Zapytał w końcu.
W odpowiedzi,odwróciłam się i z rozbawioną miną,pokiwałam głową.-Ufasz mi?
-Co to za pytanie?-Zmarszczył czoło.-Dobrze wiesz,że..
-Cieszę się.-Nie dałam mu dokończyć.-A więc,chodźmy.-Chwyciłam jego ciepłą dłoń.


Po dziesięciominutowej wędrówce,dotarliśmy na...
-Przystanek autobusowy?-Zdziwił się mężczyzna.-Gdzieś jedziemy?
-Tak.-Zaśmiałam się,siadając na drewnianej ławeczce.
-Mogłaś powiedzieć,poprosiłbym Ramalla,żeby..-Wzruszył ramionami.
-O to właśnie chodzi,że nie.-Znów mu przerwałam.-Szisiaj masz się poczuć,jak zwykła osoba.
-Zabierasz mnie w podróż autobusem?-Zakpił.
-Otuż to.
Nastała chwila milczenia,przerwana przyjazdem kolorowego pojazdu.
Zajęliśmy miejsca.Dwadzieścia minut później,znajdowaliśmy się na obrzerzach miasta.Tu rozciągał sią wąski chodnik,a nieopodal znajdowała się rzeka.W oddali słychać było radosne okrzyki i muzykę.
-Zamknij oczy.-Zwróciłam się do Germana.
Mina mojego szwagra mówiła sama za siebie,jednak jak poprzednio,wykonał polecenie.
Zakrywając dłonią jego czekoladowe ślepia,pełniłam rolę przewodnika.W końcu dotarliśmy na miejsce.
-Możesz patrzeć.
Początkowo mężczyzna wyglądał na mocno zdziwionego,ale już po chwili,na jego twarzy zagościł szczer uśmiech.
Znajdowaliśmy się na polanie,na której mieściło się wesołe miasteczko.Z nieba dawno zniknęło słońce,a jego miejsce zastąpiły gwiazdy.Kolorowe światełka,pięknie prezentowały się na nocnym tle.Plac wypełniały tłumy.Gwar dodawał temu miescu przytulny charakter.
-Idziemy?-Zapytałam,obserwując zachwyt Germana.
Szwagier chwycił moją dłoń i razem,weszliśmy do "krainy zabaw".


___________________________________________________
57 rozdział za nami.^.^
Macie odpowiedź na to:"Gdzie Angie zabierze Germana?". :)
To nie koniec urodzin Sieroty.
Kiedy next?Otuż zdecydowałam sie na zawieszenie bloga.Nie chodzi nawet o szkołę..Sprawy się trochę pokomplikowały.Blog zniknie z sieci całkowicie,ale po (myślę,że)tygodniu wróci w takiej samej postaci z całym dotychczasowym archiwum itp.
Na pocieszenie mogę powiedzieć,że <tutaj> rozdziały będą pojawiać się częściej,a akcja zostanie rozwinięta.
Jutro już strona będzie niedostępna.
Nie gniewajcie się.
Pozdrawiam.♥

Wiktoria

piątek, 4 października 2013

Jednorazówka:część druga."Zostały tylko wspomnienia".

-Wyjeżdżam.
Kolejny,jesienny dzień.Miasto obudziło blade słońce o kwintesencji zwiędłego słonecznika.Szarobure niebo oraz porwisty wiatr nadawały nostalgicznego nastroju.
Dziś pierwszy raz od pamiętnej rozmowy stali twarzą w twarz.
-Jak to?Gdzie?-Dopytywał się zaskoczony inżynier.
-Francja.Stary znajomy mojego ojca,zaproponował mi ciekawą posadę w wytwórni muzycznej.
-Zgodziłaś się?!
Angeles popatrzyła na niego znacząco.
-Dlaczego miałabym się nie zgodzić?Co mnie tu trzyma?
-Choćby Violetta!-Wykrzyczał,zdenerwowany.
-Violetta jest dużą dziewczynką,poradzi sobie.Poza tym już o wszystkim wie i w przeciwieństwie do ciebie,nie odstawia szopek.
Na tym zakończyła się ich rozmowa.

                                                                       ***

Ona między stertami ubrań i bibelotów,walcząc z myślami,których nie chciała pakować do walizki..
A on,obłożony papierami,bezskutecznie próbując zapanować nad czasem,który zbliżał go do ostatniego spotkania z ukochaną.

                                                                        ***

-Będę tęsknić!Strasznie!Co ja wygaduję?!Już tęsknię!
Uściskom i wylewom łez nie było końca.Violetta razem z gosposią,Ramallem i Pablem,żegnali Angeles.
-Lot 303 z Buenos Aires do Paryża,rozpoczyna się za 20 minut.-Rozległo się z głośników.
-Idźcie już.-Zakomenderowała blondynka.-Kocham was.
Zebrani niechętnie wykonali prośbę,zostawiając ją samą z bagażami.
Wiedziała,że za kilkanaście godzin zacznie nowe życie.Zdala od Buenos Aires,Studia..Od niego..
W duchu gryzła ją jego nieobecność.Nie przyszedł się pożegnać.Nie powiedział oficjalnego "Powodzenia"..Nie zaczarował jej blaskiem swych czekoladowych oczu..
Może to i lepiej?Obyło się bez niezręcznej ciszy,niespokojnych spojrzeń i nurtującego pytania "Czy tak właśnie miało być?".
-Lot rozpoczyna się za 10 minut.
-(...)za 8 minut.
-(...)za 3 minuty.
-Proszę o zapięcie pasów,startujemy.
Samolot wzbił się w powietrze..Kilka chwil,minut,godzin i przekroczyła granicę nowego świata.Znalazła się w zupełnie innym wymiarze.
Zapytacie "Co z Nim?Co z Germanem?Ze słynnym inżynierem.".
A On siedzi teraz na drewnianej ławce i wpatruje się w niebo.I wie,że gdzieś tam wysoko,pośród błękitnych obłoczków,leci jego anioł.


"Tragiczny wypadek samolotu pasażerskiego!
Zginęło 256 osób.
Argentyńska ambasada wyjaśnia okoliczności rozbicia się Fly100 tuż przed francuskim lotniskiem."


Nie mógł już dłużej patrzeć na nagłówki gazet,przynoszonych przez listonosza..Wiadomości,programy radiowe..To wszystko go dobijało..
-To twoja wina!To przez ciebie ciocia nie żyje!Zabiłeś ją!
Kłótnie w domu Castillo stały się porządkiem dziennym.Obwinianie go było tradycją..
Tak samo z resztą,jak spokojne wysłuchiwanie coraz to bardziej wymyślnych i kontrowersyjnych monologów córki.
Doskonale wiedział,że ma racje.Że to wszystko stało się za jego przyczyną.



"Dlaczego Angeles Saramego podzieliła los swojej siostry,piosenkarki i aktorki-Marii Castillo!?-Wyjaśniamy!"



Nie dawał rady przerzucać kolejnych stron czasopism..Pogrążony w zadumie,zamykał się w swoim gabinecie na całe dnie,które przeradzały się w miesiące.
Przez ten czas zyskał miano "pustelnika".Śmiało można było go tak nazwać.."Zdziczał",stał się aspołecznym alkoholikiem,unikającym wszelkiego kontaktu z ludźmi.Stracił "przyjaciół",którzy odwrócili się od niego...Współpracownicy niespokojnie patrzyli,jak się stacza.Jedynym zajęciem inżyniera było oglądanie zdjęć zmarłej kobiety,której bezwładne ciało spoczywało trzy metry pod ziemią.Ta myśl doprowadzała go do obłędu.Zgrabne nogi,złoty lok,roześmiane spojrzenie.. Już nigdy nie ujrzy jej promiennej twarzy,która oprócz jego pamięci,pozostała jedynie na fotografiach,zajmujących dębowe biurko.

       

                                                    
                                                                                                                                                                   
__________________________
Ku czci Angeles,która doprowadzając nas do rozpaczy,zniknęła z serialu..

Zamiast rozdziału jest druga część jednorazówki,którą w końcu przepisałam.^.^

Mam nadzieję,że chociaż troszkę się Wam podobało.: )
Miłego weekendu,kochani.♥

Wiktoria

czwartek, 3 października 2013

Rozdział 56

-Pablo..
Zamarłam w bezruchu.Po zdrętwiałych policzkach,spłynęły łzy..
Bałam się zrobić krok w przód.Bałam się wykonać jakikolwiek ruch..W końcu,otrzeźwiałam i podbiegłam do przyjaciela.Bo przecież nim był.Bo przecież go kochałam.Jak miałam poradzić sobie z jego stratą?
-Pabloo..-Drżącą ręką,otarłam krwiste krople z jego policzka.-Pabloo..
Kątem oka,spojrzałam na jego zaciśniętą dłoń.Trzymał jakąś papierową kulkę.
Chlipiąc i trzęsąc się z płaczu,rozluźniłam jego palce i rozłożyłam świstek.


                                                           Kochana Angie!

                                                             Co mogę napisać?Co mogę powiedzieć?

                                                               Wybacz mi błędy moje,

                                                               Złamane serce Twoje.
                                                               Wybacz cierpienie,
                                                               Brak bycia w potrzebie.
                                                               Zawody,złości,
                                                               Krzyki,zazdrości.
                                                               Wszystkie niedoskonałości.
                                                               A teraz przypomnij,kochanie,
                                                               Zabawy w sianie,
                                                               Poranne spacery,
                                                               Nocne "tułajery".
                                                               I to,co dobre,ale i co złe.
                                                               Za to wszystko..

                                                               Przepraszam Cię..




                                                               Pablo.



-Nie..Nie!-Potrząsałam jego bezwładnym ciałem.-Proszę..
-Angie..
-Proszę,niee!
-Panienko Angie..
-Co?!Aaa!-Krzyknęłam,podrywając się do góry.-Gddzie..Gdzzie jestem?-Wyjąkałam dotykając swojego,spoconego czoła.
-Jak to gdzie?W domu.-Powiedziała zdziwiona kobieta.
Zdezorientowana,rozejrzałam się dookoła.Nie znajdowałam się w Studiu..Nie pochylałam się nad Pablem..Teraz nade mną stała Olga,a ja leżałam na kanapie w domu Castillo..
-Co?
-Nie 'co',tylko tak.Już wieczór.Panienka wstanie,zaraz kolacja.!No i trzeba jeszcze dopracować nasz plan.-Marudziła idąc w stronę kuchni.
Ja natomiast,starałam się połączyć fakty.
-Studio..Lekcje..No,tak!Rzeczywiście!-Przypomniałam sobie całą drogę do szkoły.
-"To cię zniszczy."-Wycedziła dobrze znana mi osoba.
-Daj mi spokój..-Warknęłam,masując skronie.
Ignorując "wykłady" Czarka,poszłam pomóc Oldze w nakrywaniu stołu.
Podczas wykładania talerzy,rozmyślałam o swoim śnie.
-"Może to swego rodzaju znak,że powinniśmy się pogodzić?A co jeśli ten koszmar stanie się faktem?"-Dramatyzowałam.-"Angeles,nie wolno ci tak myśleć".-Karciłam się w duchu.
-Cześć,dobry wieczór.-W jadalni pojawił się German,a zaraz za nim Violetta i Ramallo.


Posiłek przebiegł w spokoju,chociaż moją głowę,cały czas zaprzątał Pablo.
Starając się nie myśleć o tragicznej wizji przyszłości,zabrałam się za sprzątanie.Widać rzucenie się w wir pracy nie poskutkowało,bo nawet nie zauważyłam,że ktoś pomaga mi w wynoszeniu misek i talerzy.
Obejrzałam się za siebie i ujrzałam nikogo innego,jak swojego szwagra,ładującego naczynia do zmywarki.
-O czym tak myślisz?-Zapytał,nie patrząc na mnie,jednak już po chwili,oparty o kuchenny blat,zerkał w moją stronę.-A właściwie:"o kim"?
-Wiesz..-Zwinęłam usta w "dzióbek".-Jest taki ktoś..-Zaakcentowałam ostatnie słowo.
-A czy ten "ktoś"to mężczyzna?Czy jest przystojny,szarmancki..?-Wyliczał German,marszcząc żartobliwie czoło.
-Hmm..-Udałam zastanowienie.-Myślę,że nie znasz..Ale mogę dodać,że nie grzeszy skromnością.
-Ahaa..-Pokręcił głową.-Bo wiesz..Wybieram się na randkę z pewną nieziemsko piękną kobietą i myślałem,że może zamienilibyśmy to w podwójne spotkanie,ale skoro nie znam gościa,to..
-No,niestety.-Wzruszyłam ramionami.
-Trudno.-Powiedział German ze sztucznie zawiedzioną miną.Po chwili nasze udawane żale,przeistoczyły się w szerokie uśmiechy.
Mężczyzna zrobił znaczącą minę i powoli zbliżył się do mnie w oczywistym celu.
-Angie..
-Spóźnisz się na randkę-Rzuciłam ścierką w jego twarz,chichocząc.Jeszcze przez chwilę,patrzyłam na oburzonego Germana,po czym nadal śmiejąc się pod nosem,poszłam do pokoju siostrzenicy.
-Wszystko gotowe?-Zapytałam,siedząc na jej łóżku.
Violetta z wypiekami na twarzy,przedstawiła mi ostateczny plan działania co do jutrzejszych urodzin Germana.Muszę przyznać,że sprytnie wszystko zaplanowała.
-Angie,a co ty tak właściwie zrobisz z tatą przez ten czas?
Nie zastanawiając się długo,wyjaśniłam jej dokładnie na czym będzie polegał mój prezent..Pomijając..No,pomijając drobny szczegół,który wymagał jeszcze wnikliwych przemyśleń..
-Zaczynamy od samego rana,musisz być wypoczęta.-Ponagliłam ją do spania.
-Masz rację..Już nie mogę się doczekać.-Zaśmiała się,naciągając kołdrę.-Dobranoc.
-Dobranoc.-Odparłam zamykając za sobą drzwi.
Od razu skierowałam się do swojej sypialni.
Leżąc w łóżku,rozmyślałam o jutrzejszym dniu,Javierze,Pablu..Ale także o Violetcie,Mamie,Marii i Germanie..Bo właśnie ta ostatnia osoba była w centrum jutrzejszego zamieszania..Bo właśnie to jego życie mogłam tak bardzo zmienić..
Z ułożynym planem wydarzeń,zasnęłam.


                                                                            ***

Następnego dnia,mimo weekendu,obudziłam się dosyć wcześnie.
Wstałam i podwinęłam rolety.Słońce jeszcze nie wzeszło,choć w oddali,widać było mikroskopijny blask światła,zwiastujący nadejście Heliosa.
Póki co,po nieboskłonie krążą jedynie małe obłoczki,spychające gwiazdy,aby te ustąpiły miejsca słońcu.
A w końcu ono nadchodzi.Budzi uśpione szczyty domów,kamienic.Promienie,przedzierające się przez liście drzew,docierają do nawet najgłębszych zakamarków miasta,tchnąc w nich życie.
Świetlistym pyłem niweluje koszmary.I nie ma już nocy.Nie ma tajemniczych gwiazd i księżyca..
Wstaje nowy dzień.Ptaki zaczynają ballady,a na ulicach,pojawiają się pierwsi ludzie,natchnieni spojrzeniem płonącego olbrzyma.
Niebo zmienia swój kolor.Ze złowrogiego granatu,przechodzi w delikatny błękit.
Ukojona przyjemnym ciepłem,wspięłam się na parapet.
Słońce wznosiło się coraz wyżej i wyżej,napierając na szczyty drzew,które zdawały się płonąć,a wraz z nimi zdaje się,że spłonę i ja.Z każdą sekundą traciłam czucie.Oddech uciekał..Teraz już nie będąc człowiekiem,lecz feniksem,odradzałam się z popiołów nocy.Taka śmierć miała sens..Niewątpliwie.

__________________________________________
No i 56 rozdział za nami.: )
Nie stawiam wymogów co do komentarzy,ale nie ukrywam,że dodają mi weny,która bardzo się przyda,gdyż  zastanawiam się nad chwilowym zawieszeniem bloga.Jestem w okresie dwóch akademii,sprawdzianów,recytacji i wycieczki,na którą raczej się wybiorę.
Ale jeszcze zobaczę.: )
Mam nadzieję,że u Was jakoś lepiej.; D
Much love.:*

Wiktoria

PS.Czy może ktoś wie,gdzie German się wybiera z tą wielką walizą w zapowiedziach 74 odcinka?(Jeśli do Violetty,a nie po Angie,to strzelę..-.-)

PS.Około godziny 16,pojawi się tu nowy rozdział,na który serdecznie zapraszam:Oczami Germana Castillo. :D