środa, 31 lipca 2013

Rozdział 15


Gdy się obudziłam,ból głowy już mi nie doskwierał,ale na jego miejsce,pojawiło się burczenie brzucha.
Wyszłam z pokoju w poszukiwaniu szwagra.Po domu rozchodził się zapach sosu pomidorowego.To wzmogło moje pragnienie przekąszenia czegoś.
Kiedy weszłam do kuchni,zastałam tam  przekomiczny widok.Moim oczom ukazał się German we fioletowo-różowym fartuszku Olgi.Kiedy mężczyzna mnie zobaczył,zawstydzony,szybkim ruchem ściągną "przebranie".W tym samym momencie,strącił ręką,garnek z gotującym się sosem,który w całości znalazł się na jego koszuli.Widać historia lubi się powtarzać,bo z takim samym wrzaskiem,jak ja,mój szwagier,pozbył się górnej części ubrania.
Tak jak on poprzednio,chwyciłam leżącą,na blacie ścierkę i namoczoną,przyłożyłam Germanowi w miejsce oparzenia.
Pierwszy raz widziałam go bez koszulki.Muszę przyznać,że widok był imponująyc ; twarde i umięśnione brzuch oraz klatka piersiowa i ramiona.Widać,że dbał o formę.
-Już lepiej?-Zapytałam.
Zauważyłam,że tam,gdzie trzymam rękę,pojawiła się gęsia skórka,która dodawała mu uroku i niewinności.
-Tak.Znacznie.-Odpowiedział,biorąc głęboki wdech.-A teraz..?
-Co?-Zapytałam zdziwiona.
-No wiesz..Może mały całus..?-German uśmiechną się,trzepocząc rzęsami.
-I co jeszcze?-Zapytałam kpiąco.
German ujął mój podbródek i namiętnie pocałował.
To wszystko trwało tylko chwilę..Następnie zrobił małą przerwę,a później ponownie powtórzył to samo.Ten pocałunek był już dłuższy,bardziej łapczywy i zachłanny..

Wtedy do kuchni weszła najmniej oczekiwana osoba..

Kątem oka zobaczyłam,że w drzwiach stoi Olga,a za nią..
-Pablo?!-Krzyknęłam,gdy niechętnie odkleiliśmy się od siebie z Germanem.
-Widzę,że jesteś obłożnie chora..
W jego oczach dostrzegłam,nie złość,ale..rozczarowanie..smutek..
-Pablo!-Krzyknęłam,biegnąc za przyjacielem.
Nieważne,że byłam tylko w koszuli i majtkach.Biegłam za mężczyzną,ale po chwili straciłam go z pola widzenia.
Zatrzymałam się i rozglądnęłam,ale Pablo zniknął.
-W porządku?-Usłyszałam głos Germana.-Chodź,bo zmarzniesz.
-Nie chcę!-Krzyknęłam.
-Angie..
-Nie chcę!-Wrzasnęłam jeszcze głośniej.
Jakaś para,przechodząca obok nas,popatrzyła na mnie jak na idiotkę.W końcu stałam na środku ulicy,prawie naga.
Wtedy German zrobił coś,czego tak rozpaczliwie potrzebowałam.Przytulił mnie.Nie wytrzymałam,wybuchnęłam płaczem.Czułam się okropnie.Nie dość,że mogłam stracić pracę w Studiu,to przy okazji przyjaciela.Łkałam w silne ramiona szwagra,nie mogąc się uspokoić.German pogładził mnie po włosach.
-Wracajmy.-Złapał mnie za rękę i pociągną w stronę domu.



Mimo "kłótni" z Pablem,obudziłąm się w świetnym humorze.Czułam się taka lekka..Jakby wszystkie problemy,które mnie wypełniały,nagle,gdzieś zniknęły..wyparowały.
Pogoda też się poprawiła.Przestało padać,niebo się rozchmurzyło i wyszło słońce.Otworzyłam okno.Do pokoju,buchnęło świeżym powietrzem,zapachniało kwiatami..To wywołało na mojej twarzy szeroki uśmiech.
Nie tylko ja korzystałam z pięknej pogody.Spostrzełam Germana,spacerującego po ogrodzie.Nie widział mnie,a ja nie chciałam tego zmieniać.Patrzyłam na niego ukradkiem.To mi wystarczało.
Przymknęłam powieki.Wyobraziłam sobie Germana,jako królika z zegarkiem,w marynarce,a siebie,jako dziewczynę z długimi,złocistymi włosami,w niebieskiej sukience z białą przepaską..Jestem Alicią,a on gadającymkrólikiem,którego gonię..I trafiam do Krainy Czarów..Wtedy pojawia się Królowa-Kier i woła:
-Fruhstuvk* na stole!
To jednak nie była zła Królowa,tylko Olga.
German,słysząc wołanie gosposi,zawrócił do domu.
Nie chciałam,żeby mnie zobaczył,dlatego schowałąm się w pokoju.
Skoro dzień zapowaiadał się tak ładnie,tanowiłam mu dorównać.Wyciągnęłam z szafy żółtą,zwiewną sukienkę.Do tego kremowy pasek i buty na obcasach,w tym samym kolorze.Leciutki makijaż i rozpuszczone loki,idealnie współgrały z całością.
-Jemand bekommt bis in den Morgen, intrigante etwas.Ich habe kaum frühstücken, schon hart an der Arbki eit.*-Z dołu,słychać było podśpiewywanie Olgi.
Z uśmiechem na twarzy,powitałam domowników,których zdaje się,zdziwił mój dobry humor.
-Angie,ty promieniejesz!-Violetta popatrzyła na mnie podejrzliwie.
Promienieję?Hmm..Kłotnia z Pablem,niewyjaśnione relacje z Germanem,praca..Ale z drugiej strony,mam wspaniałą rodzinę i w ogóle..
-Po prostu jestem szczęśliwa.-Podsumowałam swoje myśli.
-Do twarzy ci z uśmiechem.--German odezwał się po raz pierwszy,od kąd pojawiłam się w jadalni.-Jak się dzisiaj czujesz?
-W porządku..-Odparłam.
-Cieszę się.-Mężczyzna,uniósł lekko,lewy koncik ust.
I te jego oczy..
-Ach,zakochani!Niestety muszę was rozdzielić.A właściwie nie ja,tylko Studio..Angie,zaraz się spóźnimy!-Upominała mnie siostrzenica.
Ale ja jej niesłuchałam.Tonęłam w oczach Germana,który również,onieśmielał mnie wzrokiem.Gdy na mnie patrzył,czas zdawał się stawać w miejscu.Nic się nie liczyło,tylko ten moment..
-Wzięłam potajemny ślub z Leonem.-Na Ziemię,sprowadziła nas Violetta.
-Co?!-Mój szwagier natychmiastowo,powrócił do rzeczywistości.
-Haha,spokojnie.Żartuję!Angie,czy już wystarczająco "nagapiliście się" z tatą na siebie i możemy iść?-Nastolatka popatrzyła na mnie z "łobuzerskim" uśmiechem.
-Yyy..Co?-Wymamrotałam,nadal pozostając w "transie".
-Pytałam,czy możemy iść?
-Aa..Tak..Jasne..-Niechętnie wstałam od stołu,przekładając torebke przez ramię.-Miłego dnia.
-Wzajemnie.-Usłyszałam odpowiedź Germana.




-Angiee?-Zaczęła niepewnie Violetta.-Właściwie,to dlaczego ty i tata,nie jesteście razem,tak "oficjalnie"?
Przyznam,że Violetta zaskoczyła mnie tym pytaniem.Wiedziałąm,że jest ono podchwytliwe,a moja siostrzenica dociekliwa,dlatego nie bardzo wiedziałam,co mam jej odpowiedzieć.
-My..Przecież nie jesteśmy nawet razem "nie oficjalnie".Z twoim tatą,łączy mnie jedynie praca,no i poniekąd więzy krwi..
-Nie udawaj.Przecież widzę,że ewidentnie,po między wami, jest coś więcej.-Uparta nastolatka.
-Niby co?-Udawanie "głupiej",to moja specjalność.
-Miłość,Angie!Miłość!-Zaczęła wykrzykiwać Violetta.-Każde wasze spojrzenie,jest przepełnione uczuciem!Przyznaj się,kiedy tato jest w pobliżu,czujesz "motylki w brzuchu",paraliż nóg,zapiera cidech w piersiach..
W tym momencie,znowu przestałam ją słuchać.Przypomniałam sobie ciepły uśmiech Germana..Jego silne ramiona,które dawały mi poczucie bezpieczeństwa,spokoju,stabilności..
-Kiedy cię całuje..
Jego..Zaraz!
-Violu,nie rozpędzaj się!-Pogroziłam dziewczynie palcem.
-Mówię po prostu,że jesteście dla  stworzeni!Kochacie się!-Ekscytacja mną i swoim ojcem,wychodziła Violi uszami.
-To nie jest takie proste,skarbie..-Westchnęłam.-Jest jeszcze Pablo..
Mój przyjaciel.Zawsze mogę na nim polegać,mam w nim oparcie..Rozumie mnie jak nikt..Ale czy to wystarczy,żeby stworzyś poważny związek?
-Hmm..Pablo..Kochasz go?
-Violetta!-Zdenerwowałam się.-Już mówiłam;"To nie jest takie proste".
-Właśnie,że jest Angie!-Dziewczyna nie odpuszczała.-Albo się kogoś kocha,albo nie.Musisz być pewna swoich uczuć..Lecz jeśli ty,nie potrafisz wybrać,to pozwól zdecydować sercu..
-Masz siedemnaście lat,a mówisz jak prawdziwy ekspert!-Przytuliłam ją.-Żeby,będąc dorosłą osobą,słuchałą rad nastolatki!Niespotykane!-Roześmiałąm się.
-Nie moich,Angie.Serca.-Violetta cmoknęła mnie w skroń i pobiegła przed siebię.
Zdziwiło mnie to,ale jej zachowanie szybko się wyjaśniło.Z naprzeciwka szedł Pablo..


____________________
*Jemand bekommt bis in den Morgen, intrigante etwas.Ich habe kaum frühstücken, schon hart an der Arbki eit-po niemiecku :Ktoś tam rano wstaje, coś tam kombinuje.Ledwo zje śniadanie, już ciężko, pracuje.
 Nie umiem rozwalić Germangie.. :c Ale nic nie trwa wiecznie,wkrótce się o tym przekonacie.
Dzisiaj trochę dłuższy.Połączyłam dwa rozdziały. :)
Jak myślicie,czy Pablo zrobi Angie awanturę,czy będzie spokojnie? ; ))

Wiktoria

Rozdział 14


Obudziłam się z bólem głowy.
Rozejrzałam się po pokoju.Był pusty.
-"Może wczorajszy dzień był tylko snem?"-Wykluczyło to fakt,że znajdowałam się w sypialni Germana.
Nagle przypomniałam sobie,że muszę iść do Studia.Pospiesznie zbiegłam na dół.Domownicy,siedzieli już przy stole,jedząc śniadanie.
-Dlaczego nikt mnie nie obudził?-Zapytałam z wyrzutem.
-O,dzień dobry,Angie.-Przywitał się German.-Chyba nie chcesz iść do pracy zakatarzona i osłabiona?Przynajmniej ja cię z domu nie wypuszczę,w takim stanie.
-W pełni się z tobą zgadzam.-Dodał Ramallo.-Ja odwiozę Violettę.
-Tak,Angie. Tata ma rację.Zadzwoń do Pabla,że jesteś chora i weź urlop."Przechodzona" grypa,może mieć fatalne skutki.
Chyba wszyscy wiedzą co dla mnie najlepsze.
-Niech pani się położy i wygrzewa.Pan German przyniesie pani lekarstwa i jedzenie do łóżka.-Ona też była tego samego zdania co reszta.-I przy okazji tam zostanie.-Dodała po cichu,myśląc,że nikt tego nie usłyszy.
-Ale..-Chciałam się sprzeciwić.
-Chodźmy Ramallo,zaraz się spóźnię.Pa,Angie .Zdrowiej!-Dziewczyna popatrzyła na mnie miną w stylu:"Powodzenia".

-Poczekajcie na mnie!Pójdę na Einkaufen*!-Krzyknęła gosposia,za wychodzącymi i również zniknęła.
Zostałam sama z Germanem.
-Do łóżka,marsz!-Zakomenderował,podchodząc do mnie.
Rozbawił mnie jego ton.
-Tak jest,panie Castillo!-Odpowiedziałam,biegnąc na górę.

Wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer Pabla.

                                                   Cześć,tu Pablo.
                                                                    Zostaw wiadomość,po usłyszanym sygnale,
                                                                    a na pewno oddzwonię!

Zdecydowałam się zadzwonić do Antonia.

-Halo?Antonio?
-Tak,Angie?-W słuchawce usłyszałam,chrapliwy głos właściciela Studia.
-Czy mogę wziąć dzień wolnego?Rozchorowałam się.-Wyjaśniłam.
-Tak,nie ma problemu.Ale będziesz na jutrzejszych przesłuchaniach?
-Oczywiście,jutro na pewno.
-To świetnie.W takim razie kuruj się!Na razie.
-Do zobaczenia.
Jeden problem z głowy.
-Czy mam przed sobą urlopowiczkę?-W drzwiach,ujrzałam szwagra.
-Wychodzi na to,że tak.-Uśmiechnęłam się.
-To na co masz ochotę?-Zapytał mężczyzna.-Tylko,żebym umiał to przygotować.
-A ty nie masz żadnego spotkania?-Opowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Przełożyłem wszystko.A,więc,co byś zjadła?
Zaraz,zaraz!Czy on powiedział,że zostawił wszystko,żeby się mną zająć?
-Angie?-German patrzył na mnie zdziwiony.
-Wiesz,nie jestem głodna.Tylko strasznie chce mi się pić..Chyba..Czekaj no!Ty mnie upiłeś!-Śmiejąc się,uderzyłam mężczyznę poduszką.
-Ja?To ty masz taką słabą głowę!-Odpowiedział mi celnym rzutem,prosto w twarz.
-Osz ty!
Rozpętała się III wojna..na poduszki.Okładaliśmy się poduszkami,jak dzieci.Ja jednak postanowiłam wytoczyć cięższe działa i zaczęłam łaskotać mojego przeciwnika.On nie pozostał mi dłużny.Wygłupom nie było końca.Jednak po chwili,zmęczeni opadliśmy na łóżko,które wyglądało jak pobojowisko.
Nasze usta dzieliły centymetry..Chcąc,nie dopuścić do pocałunku,ponownie zaczęłam łaskotać mężczyznę..Rozszaleliśmy się na tyle,że naszym nowym "placem boju",stała się podłoga,na której wylądowałam.Nade mną nachylał się German..Rozłożył moje ręce na boki i przycisną je,tak,że nie mogłam nimi poruszyć.Dyszeliśmy lekko,wpatrzeni w swoje oczy..Teraz wiedziałam,że nie zapobiegnę temu,co miał dla mnie los..German pochylił się nade mną i pocałował.Szlakiem moich rąk,jego dłonie powędrowały do moich,zaciskając się palcami..Chciałam,żeby ta chwila trwała i trwała,jednak w końcu,zaczęło brakować nam tchu.
-Możesz ze mnie zejść?-Zapytałam,śmiejąc się,gdy nasze usta "zakończyły spotkanie".
-Wedle życzenia.-Mężczyzna podniósł mnie i poprawił pościel.-Ale teraz do pryczy**!-Zakomenderował.
Dławiąc się śmiechem,wskoczyłam do łóżka.
Po szaleństwach,ból głowy powrócił.
-Dobra.Melduj ostateczne menu,żołnierzu!
-A,więc,po mało wnikliwych przemyśleniach,moja decyzja jest jednoznaczna:PIĆ!
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.German przyniósł mi szklankę wody oraz tabletkę przeciwbólową.
-Pięknie wyglądasz,gdy jesteś szczęśliwa.-Szepną,patrząc mi w oczy.
 -Prześpij się.-Powiedział,przysiadając na brzegu łóżka.
-O,nie!Dobry żołnierz nie zostawia chorego!A w szczególności facet.Opiekuje się nim,dotrzymuje towarzystwa..usługuje mu..
-Haha,i co jeszcze?-Mężczyzna popatrzył na mnie,unosząc brwi.
-No wiesz..Słyszałam taką opowieść,o księciu i księżniczce,która zachorowała.Była bardzo w złym stanie.Miała potwornego kaca przez swojego..-German nie jest moim mężem!(O zgrozo!)-królewicza..Z uwagi na to,że mężczyzna zawinił,musiał przez cały miesiąc wykonywać polecenia panny..
Ponownie zaczęliśmy się śmiać.
-Masz bardzo bujną wyobraźnie Angeles.-Powiedział German.-Księżniczko Angeles..
Poczułam,że się rumienię.Miło było słuchać,jak mnie komplementuje.
-Ale teraz musisz odpocząć.To rozkaz!-German pogroził mi palcem.
Nie kłóciłam się z nim,bo byłam mocno zmęczona "szaleństwami",dlatego zasalutowałam mu i głębiej wsunęłam się pod kołdrę.
Mężczyzna okrył mnie jeszcze szczelniej,po czym pocałował w czoło i szepną do ucha:
-"Śpij dobrze,żołnierzu."
___________________________*Einkaufen-po niemiecku "zakupy"
**Prycza-łóżko więzienne.
Może być? ; >
Sielanka niedługo się skończy. :3

Wiktoria

poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 13


Wracałam do domu w nie najlepszym humorze..Do tego zaczął padać deszcz,a ja nie miałam parasolki.
-Jak panienka wygląda?!-Tymi słowami,przywitała mnie Olga.-Proszę się natychmiast iść wysuszyć,a ja za ten czas,przygotuję panience gorącą herbatę.
-Dziękuję Olgito,ale naprawdę nie musisz.-Mówiąc to,kichnęłam dwa razy pod rząd.
-No i co?Już się panienka przeziębiła!
Nie było sensu kłócić się z gosposią,więc poszłam do swojego pokoju,żeby się przebrać w suche ubrania.Ku mojemu zdziwieniu,drzwi do mojej sypialni,nie chciały się otworzyć.Szarpałam klamką,ale nawet nie drgnęły.
-Angie,co ty robisz?-Za plecami,usłyszałam głos Germana.
-Nie mogę otworzyć drzwi.-Wyjaśniłam.
-Poczekaj.-Tym razem mój szwagier,próbował z nimi walczyć ,ale na daremne.
-Chyba się zatrzasnęły.Chodź,jesteś cała przemoczona,rozchorujesz się.-Mimo,że nie wiedziałam,co zamierza,podreptałam za nim.
Zaprowadził mnie do swojego pokoju,w którym parę dni temu,miałam przyjemność nocować.
German podszedł do szafy i wyciągnął z niej,jedną ze swoich błękitnych,bawełnianych koszul.
-Proszę,idź do łazienki,weź prysznic i przebierz się w to.Ja w tym czasie,zadzwonię do ślusarza.-Powiedział,podając mi koszulę.
Z niewiadomych przyczyn,bez słowa,posłusznie,spełniłam jego polecenia.
Gorąca woda trochę mnie rozgrzała,chociaż nadal lekko dygotałam.Męska koszula była na mnie dużo,za duża,dlatego podwinęłam rękawy,aż do łokci.Nie powiem,dobrze się w niej czułam.Delikatny materiał,był przesiąknięty perfumami Germana,które dodatkowo zawróciły mi w głowie.
-Wyglądasz uroczo.-Powiedział mój szwagier,gdy zobaczył mnie w progu swojej sypialni.
Zarumieniłam się i lekko uśmiechnęłam.
German podszedł do mnie,owiną kocem.
-Cała się trzęsiesz.-Przytulił mnie,pocierając dłońmi moje plecy i ramiona.-Napij się herbaty.-Podał mi kubek.
Usiadłam obok niego, na łóżku.Gorący płyn  i uścisk Germana,sprawiły,że od razu poczułam się lepiej.
-Co powiedział ślusarz?-Powróciłam do rzeczywistości.
-A,tak.No,więc zadzwoniłem do paru,ale zważając na ulewę,każdy najwcześniej mógłby być dopiero jutro.
-Oh..W takim razie przenocuję na kanapie.-Wstałam,ale mężczyzna złapał mnie w pasie.Zachwiałam się i mimowolnie,usiadłam na jego kolanach.
-Daj spokój,Angie. Nie będziesz spała w salonie.Ja sobie tam pościelę,a ty zajmiesz mój pokój.
-Ja naprawdę dziękuję za twoją troskę i pomoc,ale nie chcę,żebyś się dla mnie poświęcał.No,a w tym przypadku,nie wyspał.
German pocałował mnie w tył głowy i wyszeptał:
-To dla mnie czysta przyjemność..Chociaż,zawsze możemy spać razem.-Dodał,po chwili.
W tym momencie,kubek wypadł mi z rąk,a jego gorąca zawartość,wylała się na mnie.
-Ała!-Zawyłam z bólu i w mgnieniu oka,zrzuciłam z siebie mokrą koszulę.Tym samym pozostałam naga.No prawie..
Na moim brzuchu,malowała się wielka,czerwona plama,która przeraźliwie szczypała i piekła.
-Biegnę po coś zimnego!-German jak z procy,wystrzelił z pokoju,do którego po chwili wrócił z miską zimnej wody i ręcznikiem.
-Połóż się.-Zażądał,a gdy to zrobiłam,poczułam,jak kładzie mi na brzuchu,zimny okład.To przyniosło mi ulgę.
Gdy zdałam sobie sprawę z tego,że leżę na łóżku w samej bieliźnie,a nade mną siedzi mój szwagier i mnie "obmacuje",moją twarz oblał rumieniec.Przymknęłam powieki. German,w dalszym ciągu,delikatnie osuwał ścierką miejsce oparzenia.Jego dłonie przeniosły się na moje biodra i lekko mnie połaskotały.
Uśmiechnęłam się,nie otwierając oczu.Wtedy,German delikatnie,prawie w powietrzu,pocałował mnie w okolicach pępka.To uczucie..Jakbym leciała..
-Kolacja!!-Rozległo się wołanie Olgi.
-Przyniosę ci jedzenie tutaj,żebyś nie musiała paradować "na golasa".-Powiedział mój szwagier,szeroko się uśmiechając.
Kiwnęłam głową,na znak,że się zgadzam i odwzajemniłam uśmiech.
Jednak w dalszym ciągu było mi zimno.Teraz chyba jeszcze bardziej.
W dodatku moje oczy poczerwieniały i zaczęły łzawić.Nie czekając na Germana,podeszłam do szafy,w poszukiwaniu nowej koszuli.Gdy otworzyłam dębowe drzwiczki,doleciał mnie zapach perfum mojego szwagra.Stałam tak rozkoszując się "jego zapachem",aż poczułam,że ktoś dotyka moich pleców.Przestraszyłam się,że to może być Violetta lub inny domownik i gwałtownie się odwróciłam.Na szczęście to był German.Ale,dlaczego na szczęście?Nie wstydziłam się go,mimo,że był moim szwagrem?No i oczywiście,mężczyzną..
-Przyniosłem nam kolację.-Wskazał na komodę,gdzie leżała taca z górą kanapek,talerzami,dzbankiem i kubkami.Zrozumiał,po co stoję,przed jego garderobą i wyciągną mi nowe odzienie.
Pospiesznie się ubrałam i usiadłam na łóżku,zabierając się za kanapki.
-Nie jesz ze wszystkimi?-Zapytałam zdziwiona,gdy szwagier,usiadł obok mnie.
-Nie będziesz jadła w samotności.Dotrzymam ci towarzystwa.No chyba,że nie chcesz.-Popatrzył na mnie "błagająco".
-Bardzo chcę..-Przerwał mi napad kichania.
-Nadal masz dreszcze?-German i ta jego troska.
-Nie,już przeszły.-Minęłam się z prawdą.
Mężczyzna najwidoczniej wyczuł moje kłamstwo.
-Zaraz wracam.
Po chwili wrócił z małym flakonikiem,którego zawartość,wlał do mojej herbaty.
-Co to?-Zapytałam,upijając łyk.
-Rum.Rozgrzeje cię.
Upiłam jeszcze troszkę i rzeczywiście,od razu zrobiło mi się cieplej.
Wraz z kolejnymi łykami,coraz bardziej kręciło mi się w głowie.W dodatku zrobiło się tak jakoś weselej..Położyłam się,śmiejąc w głos.Powoli obraz zaczął się rozmazywać,a ja odpłynęłam..
___________________________Nie gniewacie się,że upiłam Angie rumem? : >
Hah,pozwoliłam Germanowi oglądać ją prawie nagą. : D Niech zna moje dobre serce. ; )


Wiktoria

sobota, 27 lipca 2013

Rozdział 12

-Bardzo dobrze,moi drodzy.Bardzo dobrze.
Przygotowania do przedstawienia ruszyły pełną parą.Przez kolejne dni,dopracowywaliśmy szczegóły.
Z upływem czasu,także w mojej głowie,narastały kolejne "za" i "przeciw" związkowi z Germanem.Byłam zagubiona i nie potrafiłam podjąć decyzji.Przez ten czas,nie "zbliżyliśmy się",ani razu.Mój szwagier był cierpliwy,ale wiedziałam,że nie będzie czekał wiecznie.

Tego dnia do pracy wrócił Pablo.Z racji,że spotkaliśmy się dopiero na wspólnych zajęciach,nie rozmawialiśmy ani razu.Dziwnie się czułam w jego obecności,wciąż pamiętając o pocałunku,do którego o mały włos,nie doszło.
-A ty,co myślisz,Pablo?-Zapytał Antonio.W końcu był dyrektorem Studia, jego zdanie było ważne.
-Widzę,że pod moją nieobecność dużo się wydarzyło.Ale,podoba mi się.Tak.Nawet mogę powiedzieć więcej.Pomysł jest świetny!To wy napisaliście cały ten scenariusz?-O,ho!
-Właściwie,to główny wątek,podsunęła nam Angie.-Tego właśnie się obawiałam.Francesca wbiła gwóźdź do mojej trumny.
Pablo popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem..Wyglądał na..mile zaskoczonego,ale w jego oczach dostrzegłam,jakby..Złość..Rozczarowanie?
-Aha..Ymm..Interesujące.-Powiedział Pablo,kiedy przestał wpatrywać się we mnie tym swoim .. "Wzrokiem".
-Ale resztę dopisaliśmy sami.-Dodała Camila.
-Gratuluję,gratuluję.-Wymamrotał,ale myślami był już,gdzie indziej.
Już ja wiedziałam,gdzie!Przy okienku "Sprzedajemy napoje ,po których kobieta zapomni o swoim szwagrze i zakocha się w Tobie".Ta..To było pewne..

Kiedy zabrzmiał dzwonek,jak najszybciej skierowałam się w kierunku wyjścia.Tego było za dużo.Teraz miałam tłumaczyć się przed Pablem?Niestety mój przyjaciel był szybszy.
-Angie,nie uciekaj.-Powiedział,nadzwyczaj spokojnym tonem,nie odrywając wzroku znad dokumentów.
Musiałam się wrócić.
-Chciałem cię przeprosić za to,co wydarzyło się,właściwie to nie wydarzyło,bo w porę..No nieważne..Przepraszam,źle postąpiłem,żałuję..Ale teraz widzę,że w dalszym ciągu nie jestem ci obojętny.-Ostatnie słowa,wprawiły mnie w osłupienie..Zdawałam sobie sprawę z tego,że może o to zapytać,ale miałam nadzieję,że jednak..nie.
-Pablo..-Przerwali mi,wchodzący do klasy uczniowie.Musieliśmy zakończyć rozmowę,ale wiedziałam,że on i tak wróci do tego tematu.


Dzisiaj nie miałam już ochoty na spotkania z Pablem.Mimo,że nienawidzę niedomówień,wymknęłam się ze Studia.Chodziłam po parku zastanawiając się nad sensem swoich czynów.
-"German..Pablo..German..Pablo..Angie..Ej,co?!"-Odwróciłam się.
-Angie.-Nade mną stał mój przyjaciel.-Zwiałaś mi.-Uśmiechnął się.
Głęboki wdech..I wydech..I wdech..I wydech.
-Porozmawiajmy w końcu jak dorośli ludzie.Sprawa jest jasna..
No właśnie nie jest.
-Nie zapomniałaś o mnie,prawda?
No i co tu takiemu powiedzieć?
-Pablo..-Zaczęłam,choć było to trudne.-Wiesz,że cię kocham,ale nie chcę ci dawać łudnej nadziei.Prawda jest taka,że nie wiem co mam robić.Muszę to wszystko przemyśleć,zastanowić się.
-Hmm..Rozumiem..I wiesz..Pomogę ci w tym.
Wtedy,ujął moją twarz dłońmi i pocałował mnie.
Nie protestowałam,ale nie odwzajemniłam pocałunku.Ja stałam,a on mnie całował.
Po chwili zorientował się,że brak reakcji z mojej strony,nie wróży nic dobrego i przestał.
-W porządku?

-Nie,Pablo.Przepraszam,muszę iść.
-Kiedy się zastanowisz..-Krzyknął za mną mężczyzna,ale nie dokończył.
-"Corazón,ayuda!Pelar el comino correcto!No te molestes!*"
Nagle poczułam,że ktoś łapie mnie za rękę.
-Pablo,powiedziałam,że muszę pomyśleć!Daj mi spokój!
Ale,kiedy się odwróciłam,nie ujrzałam przyjaciela,tylko..Germana..Szwagier bacznie mi się przyglądał
-Cześć..Eee..Wszystko gra?
-Aa..Tak,tak.Myślałam,że to ktoś inny.No nieważne..Co tu robisz?Szpiegujesz mnie?
-Nie,skądże.Przejeżdżałem koło parku,zobaczyłem cię i pomyślałem,że zaproponuję ci podwózkę.-Uśmiechną się.
-Dziękuję,ale chyba jednak się przejdę..
-Na pewno?
-Tak,zobaczymy się w domu.
-Dobrze,skoro tak chcesz.Na razie.
W odpowiedzi lekko się uśmiechnęłam,wodząc wzrokiem za odchodzącym Germanem,jednak w pewnym momencie,zawrócił.
Zdezorientowana,również zaczęłam iść w jego stronę.
German,zrobił dokładnie to co przed chwilą Pablo.Złapał mnie za policzki i złożył na moich ustach pocałunek.
-"Jeszcze tego brakowało".
Tak jak w poprzednim przypadku,nie broniłam się,ale "nie brałam w tym większego udziału niż,stanie i czekanie,aż skończy."

Kiedy się ode mnie "odkleił",popatrzył na mnie pytająco.
-Ccoś nie tak?-Zauważyłam,że się przestraszył.-Wiem,przepraszam,miałem nie naciskać,ale nie potrafię wytrzymać bez twoich ust.
Bezradność to chyba moje drugie imię.Chociaż mogłabym równie dobrze,nazywać się "beznadzieja","zagubiona" czy "kradziejka** cudzych mężów".
-To trudne dla nas obojga.Daj mi czas..Proszę..-Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem.
-Wiesz,że zrobię dla ciebie wszystko.Zależy mi na tobie,bardziej niż na własnym życiu.-Powiedział i odszedł.
-"Jest taki kochany..Ale Pablo..Oh.."

"Muszę ochłonąć..Zdecydowanie..
..wypośrodkować się między tym wszystkim,co mną trzepie w tej chwili,czyli własnymi,niepohamowanymi emocjami,a faktami,jakie istnieją i których zmienić nie można.."

_______________________________________Bardzo źle?
Jeszcze jedno.Do domu wracam dopiero w poniedziałek.Wtedy pojawi się kolejny rozdział.Jutro nie dam rady. 

Wiktoria


piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 11


Wychodząc z pokoju nauczycielskiego,wpadłam na Antonia.Przestraszył się,widząc mnie.Pewnie to z obawy o moją reakcję , na obecność Jackie. Jednak ja nie miałam ochoty (ani czasu), na kłótnie,więc wypaliłam tylko obojętnie "Dzień dobry" i skierowałam się do swojej klasy.
-Antonio..-Przypomniałam sobie,że mam do niego sprawę.-Masz chwilę?
-Jeśli chcesz rozmawiać o Jackie,to..
-Nie,zupełnie nie o to mi chodzi-Przerwałam.
-W takim razie usiądźmy.
-Pomyślałam,że warto by wystawić jakiś musical. Sam mówiłeś,że Studio nie jest w najlepszej sytuacji,a to by była doskonała reklama.Co ty na to?-Nie zupełnie kierowałam się dobrem szkoły..
-No nie wiem..-Antonio sprawiał wrażenie mocno zaskoczonego moją propozycją.
-Zgódź się.Co mamy do stracenia?Uwierz w nasze dzieciaki,zawsze dają z siebie wszystko,ludzie lubią ich oglądać,masz dowód,patrząc na występy podczas dnia otwartego.-Starałam się go przekonać.-Mam nawet..pomysł na treść.
-W sumie to rozważałem kiedyś taką opcję..Dobrze,niech będzie.Ale jesteś opiekunką tego projektu.Nie zawiedź mnie.-Pogroził mi palcem,uśmiechając się.
-Dziękuję,obiecuje,że będziesz zadowolony.


-Dobra,dzieciaki!Proszę już o ciszę!Dzisiejsza lekcja jest bardzo ważna.-Starałam się okrzesać nastolatków.-Już mogę?..Świetnie.A więc:Razem z Antoniem,postanowiliśmy,że wystawimy nowy spektakl,co wy na to?
-Super!Cami,napiszemy piosenkę!
-Haha!Nareszcie!
-Ale się cieszę!
-Na pewno zgarnę główną rolę,mówię ci,Nata.
-Hej!Co się z wami dzieje?!Angie coś do was mówi.-Antonio,jak zwykle,zapanował nad sytuacją.
Kiedy uczniowie się uspokoili,mogłam kontynuować.
-Tematem naszego przedstawienia,będzie: "Amor dividido en dos*".
Violetta popatrzyła na mnie porozumiewawczo.Wiedziała,co mną kieruje.Udawałam,że nie widzę jej zerkania i ponagliłam uczniów do wspólnego ustalenia scenariusza.

Nagle zabrzmiał dzwonek.
-Na następnych zajęciach ustalimy kwestie związanie z przesłuchaniami!-Krzyknęłam za wychodzącymi nastolatkami.
Usiadłam na biurku i zaczęłam przeglądać ostateczną wersję scenariusza."Księżniczka musi wybrać między biedakiem,którego kocha,lecz ich związek jest zakazany,a księciem,do którego nic nie czuje.Rodzina sprzeciwia się jej miłości do ukochanego i chce wydać ją za mąż,za zamożnego władcę.Dziewczyna jest rozdarta.Nie wie czy ma iść za głosem serca,czy rozsądku."
Wiedziałam,że wykorzystywanie uczniów,żeby rozwiązać swoje problemy,jest niewłaściwe,ale nie radziłam sobie sama.
-"Mam nadzieję,że dzieciaki pomogą mi wybrać."..

W domu,czekała na mnie Violetta.Miałam świadomość,że nie obejdzie się bez rozmowy o treści musicalu.
-Angie,znajdziesz dla mnie chwilkę?-Dziewczyna wyglądała na rozbawioną.
-Niema problemu,ale przełóżmy to na po obiedzie,bo konam z głodu.
Chociaż przez chwilę (którą starałam się przeciągać),mogłam zastanowić się nad racjonalnym wyjaśnieniem mojego pomysłu na przedstawienie.

-A więc,co tak konkretnie jest grane?-Powiedziała Violetta,gdy już po skończonym posiłku,siedziałyśmy w salonie.
-Konkretnie?-Udawałam głupią.
-Angie.-Violetta uniosła brwi.-Chodzi ci o Pabla i tatę?Ten spektakl,w rzeczywistości przedstawia twoje życie,prawda?
Znowu nie wiedziałam,jak wytłumaczyć jej relację między mną,a jej ojcem.
-Kochanie.Zupełnie nie miałam tego na myśli,proponując Antoniu wystawienie sztuki.-Skłamałam-Studio potrzebuje,czegoś,co pozwoli się nam przełamać,ponownie wzbić w powietrze.-Dalej ją bajerowałam.
-Niech ci będzie,ale ja i tak wiem swoje.Może mi też,przedstawienie pomoże zdecydować.-W tym momencie wszedł German.
-O czym zdecydować?-Zapytał,szukając czegoś na biblioteczce.
-A nic,nic. Angie ma pewien dylemat.-Posłałam jej spojrzenie,pełne przerażenia.W odpowiedzi ,"puściła mi oczko" i wyszła z salonu.
Zostałam sama ze szwagrem.
-Violetta dziwnie się ostatnio zachowuje.-"Bezpieczny temat".
-Myślę,że to jest spowodowane stresem.W Studiu dużo się dzieje.-Ciągnęłam.
-A ty jak sobie radzisz?
-W porządku. Przyzwyczaiłam się do.. ciągłych..zawirowań..
German popatrzył na mnie,jakby wiedział,że to co powiedziałam dotyczy nie szkoły,tylko nas..To było raczej pewne,bo odłożył,znalezioną przed sekundą teczkę i podszedł do mnie.
Chciałam uniknąć trudnej rozmowy,dlatego wypaliłam:"Muszę przygotować się na jutrzejsze lekcje.".
-Angie,poczekaj.Proszę.Nie możemy przez cały czas uciekać,od tego tematu.-German złapał mnie za rękę.-Kocham cię,słyszysz.Kocham cię.
Nachylił się i delikatnie mnie pocałował.Z taką ostrożnością,jakby się bał,że najmniejszy dźwięk/ruch,może nas rozdzielić..
-Kocham cię,ale nie będę naciskać.-Trzymał moją twarz w dłoniach.Sama musisz zdecydować,czy dasz mi szansę,nie mogę mieć wpływu na to co zdecydujesz..Twoje serce musi podjąć tę decyzję..Tylko zaufaj mu..Zaufaj mu,Angie,ono cię nie zawiedzie..-Ponownie mnie pocałował,po czym pogłaskał jeszcze po policzku i odszedł..
A ja stałam dalej,na środku salonu,nie wiedząc co mam myśleć,ani tym bardziej co robić..

_____________________________________________

*Miłość dzielona na dwa.
I jak?Może być czy dałam ciała? 
Jeśli macie jakieś pomysły,to śmiało!Piszcie,w komentarzach pod rozdziałem,albo w specjalnej zakładce. :)
 
Wiktoria

czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział 10

Obudziły mnie czyjeś szepty.Otworzyłam oczy i spostrzegłam stojących nad łóżkiem Ramalla,Violettę i Olgę. Mój ruch sprawił,że German również się obudził.Cała trójka bacznie się nam przyglądała.
-Mam się zaopatrzyć w zapas mleka dziecięcego i komplet śliniaczków?-zapytała Olga,zachwycona naszym widokiem.
Poczułam,że się czerwienię.Twarz Germana również przybrała taki sam odcień jak moja.
-Eee..Co się dzieje?Co wy tu robicie?Która godzina?-German próbował zmienić temat,jednak domownicy nadal stali w nas wpatrzeni.
Dopiero teraz zorientowałam się,że w dalszym ciągu leże na piersi Germana. Zawstydzona,natychmiastowo się podniosłam.
-O nie,niech państwo sobie nie przeszkadza. Frühstück* przyniosę państwu tutaj.
-Nie trzeba Olgo,naprawdę.-Powiedziałam,ubierając szlafrok.
-Nein*?
-Nein.-dołączył mój szwagier,wkładając pantofle.
-W takim razie zapraszam na dół,gołąbeczki.-Dodała,wychodząc.-Ramallo,chodź mi pomóc.
-Tak,idę.-przyjaciel Germana także opuścił pokój.
W sypialni została tylko Violetta.Patrzyła na nas w milczeniu z szerokim uśmiechem.
-Violu,a ty nie jesteś głodna?-zapytałam,starając się nie zwracać uwagi na jej uradowaną minę.A ona bez słowa wzięła ojca i mnie za rękę i pociągnęła na dół.
Oboje czuliśmy się zakłopotani,jednak posłusznie ruszyliśmy za nastolatką.
Podczas śniadania panowała miła atmosfera.Olga i Ramallo wymieniali porozumiewawcze spojrzenia, co chwilę zerkając na mnie i Germana. Cała ta sytuacja mnie rozbawiła. W duchu śmiałam się z tego wszystkiego.Zerknęłam na szwagra,on tak samo miał rozweseloną minę.
Zostawiając domowników w dobrym nastroju,poszłam się ubrać.Następnie zrobiłam sobie lekki makijaż,uczesałam się i razem z Violettą,pobiegłam do Studia.

W drodze do szkoły dziewczyna , ani razu się nie odezwała,tylko spoglądała  na mnie z uśmiechem.Ja natomiast udawałam,że tego nie widzę.

W Studiu mój dotychczasowy,dobry nastrój wyparował.
-Jackie?!Co ty tu robisz?-Krzyknęłam zdziwiona na widok kobiety.
-Wyobraź sobie,że pracuję.-Odpowiedziała,szyderczo się uśmiechając.
-Przecież zostałaś zawieszona!Zresztą jak ci nie wstyd pokazywać się tutaj po tym wszystkim?!-Ogarnęła mnie złość.
-Ale wróciłam dzisiaj.Na prośbę Antonia,poprzedzając twoje kolejne pytania.-Miałam ochotę jej..przyłożyć,na szczęście postanowiła dłużej nie tracić na mnie czasu i wyszła.
Zaparzyłam sobie kawy i usiadłam przy stole,w celu przygotowania się do lekcji.Jednak nie mogłam się skupić.Moją głowę zaprzątała Maria. Co ona by powiedziała na to,co wyprawiam?
Moje rozmyślania przerwał telefon od Pabla.Nie miałam ochoty na rozmowę z nim.Przynajmniej na razie.Odrzuciłam połączenie,niestety zaraz musiałam robić to ponownie.W końcu przyszedł SMS.

                                                   Przepraszam
                                                                    Porozmawiajmy
                                                                    
                                                                    Pablo.

Nie odpisałam.




Kiedy weszłam do domu,German właśnie kierował się do jadalni.
Poczułam się dziwnie,z uwagi na poprzednią noc.
-Dzień dobry.-Posłałam mu najsilniejszy uśmiech,na jaki tylko było mnie stać.
-Dzień dobry.-Zająkną się i usiadł przy stole.-Co sprawiło,że jesteś taka zadowolona?
Nie wiedziałam,co odpowiedzieć,więc po prostu ponownie się uśmiechnęłam i także zajęłam miejsce przy stole.
-Nie ma Violetty?-Mój szwagier był zaskoczony i wydawało mi się,że lekko zaniepokojony,nieobecnością córki.
-Ma jeszcze zajęcia.Ja też wpadłam tylko na moment,żeby zjeść i z powrotem uciekam.-Powiedziałam,nakładając sobie sałatki.
Wtedy do domu weszła uradowana Violetta.

-Angie!Tato!Jestem w ciąży!
Jedzenie stanęło mi w gardle,a German zakrztusił się sokiem.Zaczął przeraźliwie kaszleć i chyba dusić.Przerażona,podbiegłam do niego i zaczęłam klepać po plecach.
-Oddychaj!
Kiedy w końcu się uspokoił,popatrzył na córkę,zdziwionym i      przestraszonym wzrokiem.
-Kto to?Łeb mu urwę!-Wstał rozwścieczony.-To ten Thomas,tak?Czy Leon?(oddech) Boże..(oddech).Dziadek German..
-Tato,oddychaj.Spokojnie.Chodziło mi o projekt..Mamy w grupach odegrać pewne scenki,ja będę przyszłą matką.Przepraszam,muszę już iść.Nie denerwuj się tak.-Viola pocałowała ojca w policzek i wyszła.
Mój szwagier przysiadł na kanapie,w dalszym ciągu blady i przerażony..
-Dziecko..Prawie dostałem ataku serca..
-Idź się lepiej połóż,bo zaraz zemdlejesz.-Zażartowałam,chociaż też się przestraszyłam.
Mężczyzna rozciągną się na kanapie,a ja podałam mu szklankę wody i pogłaskałam po głowie.
-Biedny German,biedny.-Powiedziałam żartobliwie.-Lepiej?
-Tak,dziękuję.
-W takim razie ja lecę.Za 10 minut zaczynam zajęcia.-Wstałam.
-Angie..Dziękuję jeszcze raz.
Uśmiechnęłam się i wyszłam.


Gdy weszłam do Studia,przyszła kolejna wiadomość od Pabla.


                                                     Angie,odbierz w końcu.
                                                     Pablo.


Zatrzęsło mną..Próbowałam uspokoić się piosenką,ale tym razem to nie podziałało.Co robić?!Co robić?!
-"No me decepciones del corazón***"?
Zabrzmiał dzwonek.Po przerwie miałam lekcję,a w głowie pewien plan ..

_________________________________
*"Frühstück"-po niemiecku:"śniadanie".
**"Nein"-po niemiecku:"nie"
***"No me decepciones del corazón?"-po hiszpańsku:Czy serce mnie nie zawiedzie?
Zajrzyjcie do nowej zakładki "ogłoszenia".Ważne informacje 
Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć co to ma oznaczać?! :O ----->Klik


Wiktoria

środa, 24 lipca 2013

Rozdział 9


Przed zaśnięciem myślała o Pablu i próbie pocałunku.
-"Przeżywa teraz trudne chwile."-Tłumaczyłam sobie jego zachowanie.
To jest mój przyjaciel..jednak ,gdy się zbliżył,przez chwilę się zawahałam....
Wiedziałam,że nie usnę,dlatego wyszłam z łóżka i podreptałam do pokoju Violetty.Nie wiedziałam czy już śpi,czy nie,więc nie pukając,uchyliłam drzwi.Dziewczyna siedziała na łóżku,z telefonem w ręku.
-Violu przepraszam,że nie zapukałam,ale bałam się,że mogłabym cię obudzić.Mogę wejść?
-Tak,pewnie.Właśnie miałam do ciebie iść.
-Coś się stało?-Nastolatka wyglądała na przygnębioną.
Violetta opowiedziała mi o trudnym wyborze,między Thomasem,a Leonem.O tym,że kocha obydwu,lecz jeden jest jej szwagrem,,a drugi przyjacielem,z którym kiedyś ją coś łączyło..Zaraz,zaraz..To moja historia..Znowu powrócił ten sam dylemat..German,czy Pablo..Byłam przerażona
-Angie,słuchasz mnie?-Z zamyślenia wyrwała mnie Violetta.
-Co?A,tak..
-Więc,co ja mam zrobić w takiej sytuacji?
-Eee..-Nastolatka uśmiechnęła się do mnie,widząc,że kompletnie nie wiem,o co jej chodzi.-Nie gniewaj się.
-Nie gniewam.-Dziewczyna przytuliła mnie mocno.
-Śpij,już późno.-Ucałowałam,ją w czoło.
-Angie..-Powiedziała,gdy już wychodziłam.-Zaśpiewasz mi coś?
Zdziwiłam się,ale zgodziłam.Ponownie przysiadłam na skraju łóżka i cicho zanuciłam:
-"Si es que no puedes hablar no te atrevas a violver.Si te quieres ocultar tal vez te podria ver* .."
Ciepły uścisk Pabla..Jego uśmiech..
-"Y el amor wue no sabe a quien y que.Hablar si tu verdad te abrazaré otra vez.."
Pocałunki Germana..Jego oczy..
-"Habla si puedes grita que sientes , dime a quien quieres y te hace feliz .."
German..Czy Pablo..
Nie zauważyłam,że Violetta już zasnęła,a ja siedzę tak od dwóch godzin.Zgasiłam światło i na palcach wyszłam z pokoju.
Na korytarzu natknęłam się na Germana.
-Czemu jeszcze nie śpisz?-Wyszeptał.
-Jakoś nie bardzo mogę.Ostatnio cierpię chyba na bezsenność.-Odpowiedziałam równie cicho.-A ty?
Czarna koszulka opinała jego rozbudowane mięśnie i podkreślała ciemne oczy,które momentalnie mnie pochłonęły.To sprawiło,że nie usłyszałam odpowiedzi.
-Jeśli dalej nie będziesz mogła zasnąć,to oglądam u siebie strasznie nudny film.Może będzie pomocny.
-Dziękuję.-Uśmiechnęłam się lekko,idąc do swojej sypialni.

Jednak w dalszym ciągu,sen nie pukał do moich drzwi..Przewracałam się z boku, na bok,co robiło się coraz bardziej irytujące.Nagle przypomniałam sobie o propozycji Germana.
-"Nie!Nie,Angie. Szwagier,mąż zmarłej siostry."-Powtarzałam sobie w myślach.Jednak bezskutecznie..
Ubrałam białe pantofle,szlafrok i skierowałam się do pokoju Germana.
-"Co ja robię?!"-Wątpliwości dopadły mnie w chwili,gdy miałam pukać do drzwi."Nie.Tak..Nie..Tak..Tak."
<Puk,puk>
-Proszę.-Usłyszałam.
Niepewnie otworzyłam drzwi.German leżał w łóżku,przykryty kołdrą.
-Twoja propozycja jest nadal aktualna?-Zapytałam,ciepło się uśmiechając.
W odpowiedzi,German poklepał miejsce obok siebie.Z drobnymi obawami,wgramoliłam się pod pierzynę. Rzeczywiście,film był okropny.
-Nie myśl sobie,że robię to z czystą przyjemnością.-Skarciłam mężczyznę,widząc jego uśmiech.
-Taak,bo prowadzili cię tu z karabinem przy głowie.-Zaśmiał się.
-Mogę sobie pójść.-Chciałam wstać.
-Nie!-German natychmiastowo się podniósł.-Zostań.
Bez słowa,ponownie się położyłam.
Ciepło bijące od niego oraz nudna fabuła,sprawiły,że zasnęłam,wtulona w Germana,który obejmował mnie ramieniem.

____________________________________
I jak Wam się podoba Angie w jednym łóżku z Germanem? :)
Miałam wielką ochotę rozwinąć tą scenę,ale to w swoim czasie..Pomęczę Was jeszcze xD

Wiktoria

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział 8



Popatrzyłam na zegarek. Dochodziła 5:30. Wiedziałam , że już nie zasnę , ale jednak z pewnymi trudnościami zwlokłam się z łóżka.
Ubrałam szare dresy oraz bluzę w tym samym kolorze , adidasy , a włosy związałam w "koński ogon" i wyszłam z pokoju.Starałam się poruszać jak najciszej , żeby nikogo nie obudzić . Kiedy byłam już przy drzwiach poczułam , że ktoś chwyta mnie za rękę . Gwałtownie się odwróciłam . Zobaczyłam Germana , który stał przy mnie niebezpiecznie blisko..
-Angie,wszystko w porządku? Gdzie idziesz?-Zapytał.
Zauważyłam,że on również nie jest w piżamie.Tak jak ja,miał na dobie dresy.
-Yyy..Nie mogę spać,więc postanowiłam pójść pobiegać.A ty?
-To samo.-Roześmiał się.-Ja co ranka trenuję.Może pobiegamy razem?Będzie nam raźniej.
Na słowo "razem",zrobiło mi się gorąco,ale przystałam na propozycję szwagra.
 Czas leciał nam bardzo szybko.Goniliśmy się jak małe dzieci,nie zwracając uwagi na nic.W końcu zmęczeni i zasapani,opadliśmy na ławkę. Jakimś cudem na moją ulubioną.
German łagodnym ruchem,odgarną z czoła kosmyk moich włosów.Jego dotyk sprawił,że przeszedł mnie dreszcz.
-Nie pamiętam,kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłem.-Powiedział mężczyzna.
Schlebiało mi to,że dobrze czuł się w moim towarzystwie.
-Tak,ja też.-Szepnęłam cicho,prawie niedosłyszalnie.-Nie przypuszczałam,że masz tak dobrą kondycję.-Zmieniłam temat.
-Mimo mojego wieku,co?-Rozśmiał się.
-Nie,nie twierdzę,że jesteś stary,po prostu jestem zaskoczona.-Ja także się uśmiechnęłam.
Przez moment siedzieliśmy wpatrzeni w siebie.
-Wracajmy.-Powiedziałam po chwili.
Oboje wstaliśmy,kierując się w stronę domu.
Myśleliśmy,że domownicy jeszcze śpią,ale kiedy doszliśmy na miejsce,wszyscy siedzieli już przy stole.
-Jak randka?-Zapytała Violetta.
-Dobrze.-Rzuciłam,przekonana,że pyta o trening. Gdy dotarło do mnie co naprawdę powiedziała i jaką dałam odpowiedź,zaczerwieniłam się. Spojrzałam na Germana. Miał iskierki w oczach.-Yyy.My..
-Jesteśmy strasznie głodni,co tam macie?-Uratował mnie szwagier.
Naśladując go,umyłam ręce i zabrałam się za śniadanie. Z racji,że wszyscy już zjedli,w jadalni zostaliśmy sami. Posiłek spożywaliśmy w ciszy. Po Germanie widziałam,że chce coś powiedzieć,lecz ani razu się nie odezwał. Ja też milczałam. Gdy zjedliśmy i szybko się odświeżyliśmy,każde z nas zabrało się za swoją pracę; German poszedł na spotkanie,a ja z Violettą do Studia.
Mina dziewczyny zdradzała,że chce mnie zapytać o poranny spacer z jej ojcem,jednak wahała się,a ja sama nie zaczynałam rozmowy,unikając zakłopotania.
W końcu ciekawość zwyciężyła.
-Angie,co ty i tato robiliście dzisiaj rano?
-Umm..Wybraliśmy się na poranny jogging.-Odpowiedziałam zgodnie z prawdą,chociaż czułam się lekko zmieszana. -Żadne z nas nie mogło spać,a oboje spadliśmy na ten sam pomysł spożytkowania czasu.
Violetta wydawała się być zawiedziona moimi słowami.
-Mam nadzieję,że między wami do czegoś dojdzie.-Powiedziała dziewczyna,po chwili zastanowienia.
Chciałam coś dodać,ale właśnie dotarłyśmy do Studia i każda,poszła w swoją stronę.Miałam kilkuminutowe spóźnienie,dlatego od razu poszłam do klasy.


Po lekcjach znowu zajrzałam do Pabla.Jego twarz nie była już taka spuchnięta,a ból zmalał,co pozwoliło mu swobodniej mówić.
-Przyniosłam ci zupę.Podkradłam trochę Oldze,z garnka.-Powiedziałam,wyjmując z torebki słoik.-Odgrzać ci teraz,czy zjesz później?
-Angie.-Pablo popatrzył na mnie jak na wariatkę.Ja nie jestem już dzieckiem,poradzę sobie.
-Wiesz,że jestem głucha na na takie teksty.-Uśmiechnęłam się.-Jak się czujesz?
-Fizycznie lepiej,psychicznie,nieco gorzej,ale będę żył.
Westchnęłam,gładząc jego ramię.
-Mimo wszystko za nią tęsknię.-Powiedział,wlepiając wzrok w podłogę.
Nagle zbliżył się z zamiarem pocałowania mnie.
-Nie,Pablo.Nie pocieszaj się w ten sposób.Nie poddawaj się chwili słabości.-Powiedziałam,odpychając go lekko.-Pójdę już.
-Angie,proszę,nie odchodź.Przepraszam
-Na razie,Pablo.-I wyszłam.

____________________________________
Z racji tego,że jest roztrzepaną osobą,dopiero dzisiaj dziękuję Angie4ever , ze umieszczenie mojego bloga w TOP10. Dziękuję. :)

 Tak jak obiecałam,dzisiaj to już drugi rozdział :)
W zeszycie wydawał się być dłuższy ; 3
Liczę na szczere opinie. ;)

Wiktoria

Rozdział 7

Następnego dnia obudziłam się w bardzo dobrym humorze.Przy śniadaniu wszyscy domownicy , również sprawiali wrażenie zadowolonych.

-Dzień Dobry.-przywitałam się z siedzącymi w pokoju nauczycielskim,Antoniem i Beto.Mieli grobowe miny.-Coś się stało?
-To ty nie wiesz..?Gdziee..Gdzie jest masło..?Pablo miał wypadek.. - wymamrotał Beto.
Nogi się pode mną ugięły,a do oczu,zaczęły napływać łzy.
-Ale jak to?Jak?-byłam oszołomiona.
-Spokojnie Angie-powiedział Antonio.-To nic groźnego.Pablo...Hmm..Jakby to ująć..
-Jackie mu dokopała.-dokończył Beto.
-Roberto!-Zdenerwował się właściciel Studia.-Ymm..Trochę się pokłócili..
-To ONA mu to zrobiła?!-Na imię tej wiedźmy,zebrała się we mnie złość.
-Nie denerwuj się.Z tego co wiem,Jackie lekko obiła mu szczękę.
"Oj,biedny Pablo.."
-A co z Jackie?Wyrzuciłeś ją,prawda?-Chciałam,żeby spotkała ją kara.
-W pewnym sensie..Studio ma ostatnio kłopoty,nie możemy sobie teraz pozwolić na braki w kadrze nauczycielskiej.Wysłałem ją na tygodniowy urlop.. - Antonio, nie chcąc mi się narażać wyszedł z pomieszczenia.
Ugh!Nie dość , że ta jędza złamała mu serce , to jeszcze o mały włos szczęki.Wybrałam numer Pabla,nie wiedząc czy odbierze.Miałam rację,włączyła się sekretarka.
-"Po lekcjach go odwiedzę".-Postanowiłam.

Zgodnie z tym co wcześniej sobie obiecałam, tuż po zakończonych zajęciach,pojechałam do mieszkania mojego przyjaciela. Na mój widok lekko się uśmiechną,co sprawiło mu ból.Miał spuchnięty prawy policzek i brodę,a do tego purpurowy siniak.
-Jak się czujesz?-Spytałam.-Bardzo boli?
W odpowiedzi Pablo pokręcił przecząco głową,ale i tak wiedziałam,że po prostu nie chce mnie martwić.
-Przepraszam,wiem,że źle ci mówić.Gdy poczujesz się lepiej,porozmawiamy.Może ci w czymś pomóc?
-Nie,Angie,dziękuję.-odparł Pablo,zduszonym głosem.-Ale jestem ci wdzięczny , że mnie odwiedziłaś.
-Nie ma za co.W takim razie,będę już lecieć.Mam jeszcze lekcje z Violettą.Rób sobie okłady z kwaśnej wody.-powiedziałam,po czym cmoknęłam go w policzek i wyszłam.


Kiedy siedziałam w kuchni,popijając herbatę,wszedł German.Wciąż pamiętałam o pocałunkach w ogrodzie, a później w jego pokoju,dlatego wstałam z zamiarem wyjścia.
-Nie,Angie. Poczekaj-Poprosił,łapiąc mnie za ramiona-Nie możesz całe życie mnie unikać.
Dlaczego nie? .. Wiedziałam,że ma rację,dlatego przystanęłam.German dalej trzymał mnie w uścisku,jednak ja nie śmiałam spojrzeć mu w oczy.
-Posłuchaj,bardzo mi na tobie zależy.-Zaczął-I wiem,że ja także nie jestem ci obojętny.
German,widząc,że nie mam zamiaru podnieść wzroku,uchwycił moją brodę,tym samym zmuszając mnie do wymiany spojrzeń.Jego duże,ciepłe oczy,momentalnie mnie pochłonęły.Nie wiedziałam czy się odezwać,czy milczeć.Nie chciałam popsuć tej chwili , mimo , że wiedziałam , że to niestosowne.
-German..-Odezwałam się po raz pierwszy,od dobrych paru minut.-Nie będę kłamać,nasze relacje od dawna nie ograniczają się do relacji pracownik-pracodawca , czy szwagier-szwagierka..Ale jednak,tak nie może być..
-Ale..
-Nie,Germanie.-Oczy mojego szwagra gwałtownie posmutniały.-Jakby nie patrzeć,jesteśmy rodziną..
Ostatnie zdanie wypowiedziałam wychodząc z pomieszczenia.
-Jeśli zmienisz zdanie.. Będę na ciebie czekał.-dolatywało,zza moich pleców.


____________________________________________Wena mnie chyba opuściła..
Tylko tyle dałam radę wykrzesać : /

Abrazo,
Wiktoria