sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 3

Leżałam na łóżku, już w świeżej bluzce, nucąc "Tienes Todo", gdy nagle przypomniałam sobie o bardzo istotnym szczególe. Właściwie to nie był szczegół, a raczej..
- Violetta! - Z tego wszystkiego zapomniałam o dziecku. - Z prędkością światła zbiegłam na dół  do drzwi.
- Angie, gdzie idziesz? Zaraz będzie kolacja - Usłyszałam znajomy głos.
- Viola! - krzyknęłam, przytulając dziewczynę.
- Udusisz mnie. - Nastolatka była wyraźnie rozbawiona.
- Przepraszam cię, skarbie. Wiem, że miałam na ciebie poczekać.
- Nie przejmuj się, odprowadził mnie Leon. Rozumiem, że masz swoje sprawy. 
Przytuliłam Violettę jeszcze mocniej i z wyraźną ulgą zasiadłyśmy do stołu, czekając na posiłek.

Wieczorem znów wróciły do mnie wspomnienia ostatnich wydarzeń. Pablo i Jackie.. A teraz German.. Przewracając się z boku na bok zastanawiałam się, jak wybrnąć z tych sytuacji. Opiekuńczy, troskliwy, przystojny. Tylko mówiłam o Germanie czy Pablu ? Z żadnym z nich nie mogłam być. Straciłam swoją szansę.
Nie mogłam zasnąć, co bezlitośnie wykorzystywały kłębiące się w mojej głowie myśli. W końcu zirytowana zaświeciłam światło i wyciągnęłam z pod łóżka pudełko z pamiątkami po Marii.
Przeglądając zdjęcia natrafiłam na fotografię mnie i mojej siostry.
Byłyśmy takie beztroskie. Szczególnie Maria. Zawsze umiała cieszyć się życiem. Zarażała uśmiechem. 
Wspomnienia z nią związane bolały, ale nie potrafiłam wyrzucić ich z pamięci.
- Bardzo za tobą tęsknie, siostrzyczko. - wyszeptałam, trzymając w rękach jej zdjęcie.
Dalej natknęłam się na fotografię rodzinną.
"Ostatni raz kiedy byliśmy razem. Szczęśliwi.- Zalałam się łzami, przypominając sobie tragiczny wypadek Marii. Ojciec nalegał, żeby odbyła ostatnią trasę koncertową, A ona chciała zająć się córeczką. Po tym wszystkim German.. - Zadrżałam na wspomnienie o szwagrze - ..zabrał małą. Wywiózł z kraju. Odciął od rodziny.. Wkrótce po tym zmarł mój ojciec. Gdyby zobaczył Violettę, byłby dumny ze swojej wnuczki . "
Na samym dnie pudełka leżał pamiętnik Marii. Tak jak Violetta - nigdy się z nim nie rozstawała. Dziewczyna jest taka podobna do matki.
Posiedziałam tak jeszcze chwilę, po czym odłożyłam wszystkie bibeloty z powrotem na miejsce. 
Czułam, że dalej nie zasnę. Ponownie się podniosłam, w celu pójścia do kuchni. Szłam po cichu, starając się nikogo nie obudzić. Po omacku, żeby światłem nikomu nie przeszkadzać. Nagle na coś wpadłam.
- Au!
- Ała! - "Raczej na kogoś." - Angie? Wszystko w porządku? - "No nie, German!" - Nic ci nie jest?
German Castillo. Na pozór oschły i stanowczy, a w środku wrażliwy i troskliwy.
- Nie. To znaczy tak. Wszystko gra. - wyszeptałam.
Kiedy spróbowałam zrobić krok naprzód, poczułam ból w stopie.
-Ałć! -zawyłam.
German uciszył mnie, zatykając moje usta dłonią.
- Boli ! - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
Po chwili ciszy, German jedną ręką złapał mnie za nogi, a drugą objął plecy. Nie wiedząc, o co chodzi zaczęłam się wyrywać, lecz po chwili zaprzestałam szamotaniny. Mężczyzna zaniósł mnie do mojego pokoju i ostrożnie położył na łóżku. Sam wyszedł z pokoju, ale po upływie kilku minut wrócił z dwoma kubkami herbaty. Przysiadł na moim łóżku i ująwszy moją stopę, zaczął ją masować.
- Ał! - jęknęłam - German, nie musisz.. Naprawdę..
Ale on nie zważając na moje słowa, z jeszcze większą ostrożnością zajął się tą poszkodowaną częścią mnie. Zauważyłam, że co chwile na mnie zerka. Za którymś razem nasze spojrzenia się spotkały, a ja automatycznie się zarumieniłam. Żadne z nas nie miało  odwagi się odezwać. 
Nagle poczułam się bardzo zmęczona. Zamknęłam oczy, obiecując sobie, że to tylko na moment. Nieświadoma, zasnęłam..

Kiedy się obudziłam był już ranek, a po Germanie ani śladu. A co jeśli to był tylko sen? Aczkolwiek bardzo przyjemny. Spojrzałam na stopę. Była zabandażowana. Czyli to wszystko: ból nogi, German, masaż - to mi się nie przyśniło.
Zegarek wskazywał równo 9, a to oznaczało, że godzinę temu zaczęłam pracę! Jak oparzona wyskoczyłam z łóżka, zapominając o zwichnięciu, które szybko dało o sobie znać. Zmagając się z bólem  popędziłam do sypialni Violetty. Ku mojemu zdziwieniu pokój był pusty, a łóżko zaścielone. Zbiegłam do salonu, gdzie siedział Ramallo i spokojnie popijał kawę.
- Ramallo, gdzie Violetta? Zaspałyśmy!
Przyjaciel mojego szwagra zupełnie nie przejął się moimi krzykami, tylko, ani na chwilę nie odrywając głowy od dokumentów wyjaśnił mi, że German sam zawiózł córkę do Studia, a mi załatwił urlop.
- Ale jak to? Co? German .. - Nie wierzyłam.
- Yhm, tak, tak.
Znowu pomyślałam, że mój szwagier pod płaszczykiem powagi  skrywa wiele tajemnic.
-Aha, panienko Angie. - Ramallo podniósł wzrok i skierował go na mnie. - German zostawił dla panienki coś w gabinecie.
Zaciekawiona poszłam do pracowni szwagra. Rzeczywiście. Na biurku leżała mała paczuszka, a na niej koperta  podpisana moim imieniem. Bez zastanowienia otworzyłam list. W środku była wiadomość:

Angie!

Skoro to czytasz, to znaczy, że Ramallo wyjaśnił Ci już wszystko.
Mam nadzieję, że z Twoją nogą już lepiej, korzystaj z urlopu.
W pudełku znajdziesz maść, którą obficie nakładaj na stopę. 
Udzielam Ci tych instrukcji, bo wcześnie rano wyjechałem w delegację,
a Ty.. tak uroczo spałaś.
                                                        
                                                                                   Wracam jutro.
                                                                                      Ko Ściskam,
                                                                                            German
                                                          
"German jest taki opiekuńczy, taki troskliwy.. Ale to nadal Twój szwagier, Angie !" - skarciłam się w duchu.
Nie zauważyłam, że przez uchylone drzwi  patrzy na mnie Olga z takim dziwnym wyrazem twarzy. A ja się cieszę jak głupi do sera. Schowałam karteczkę do pudełka i poszłam się ubrać. 
Zjadłam śniadanie i.. co dalej? Postanowiłam zadzwonić do Pabla. Już miałam wybierać numer, kiedy przypomniałam sobie o naszej wczorajszej kłótni. Zrezygnowana zabrałam się za uzupełnianie zaległych papierów.
Nie minęło 5 minut, kiedy , moja komórka zaćwierkała. SMS od Pabla:
                                               
Dalej się gniewasz?
Jak noga?
Porozmawiajmy.

- Ciekawe, co mnie jeszcze dzisiaj zaskoczy. - mruknęłam do siebie.
Mimo, że byłam na niego zła, nie chciałam dłużej się z nim kłócić.

Noga - lepiej.
Humor - lepiej. 
O 15 w parku? 
                                             
Po chwili przyszła wiadomość, potwierdzająca spotkanie.
Opuściłam dom za dziesięć trzecia. Szłam w umówione miejsce z mieszanymi uczuciami. Kiedy dotarłam na miejsce różne myśli przelatywały mi przez głowę. Usiadłam na ławce. Nagle spostrzegłam Pabla idącego w moją stronę.
-Cześć Angie.
- Witaj. - odparłam.
- Jak się czujesz?
- Bez wstępu, Pablo. Ale w porządku, dziękuję. Po co chciałeś się spotkać? -zapytałam, chociaż dobrze znałam odpowiedź.
- Angie, ja nie chcę się z tobą kłócić. Chce mieć przy sobie dwie najważniejsze kobiety w moim życiu.
Ciebie i Jackie. Zależy mi na naszej przyjaźni. - Doskonale wiedział, że czuję to samo. W końcu znał mnie nie od dziś. - Nie proszę cię , żebyś się od razu z nią zaprzyjaźniła , ale przynajmniej zaakceptuj ją jako moją dziewczynę. - Z uwagą obserwowałam zmarszczkę na jego czole. Pojawiała się zawsze, ilekroć się czymś martwił. Nazywałam ją Edward. 
- Oj Pablo, nie w tym rzecz. - Mężczyzna najwyraźniej zbaraniał. - Zabolało mnie to, że od razu mi nie powiedziałeś, że kogoś masz. Nawet jeśli to jest Jackie. Jako twoja przyjaciółka miałam prawo wiedzieć. Myślałam, że mi ufasz, a widocznie się pomyliłam. - Chciałam wstać, ale Pablo mnie powstrzymał.
- Ufam ci. Tylko.. Zwyczajnie bałem się Twojej reakcji. Wiem, że lekko mówiąc nie przepadacie za sobą z Jackie. Przepraszam.
- Ja też. - westchnęłam.
Pablo tylko się uśmiechnął, po czym mocno mnie przytulił. Brakowało mi jego ciepłego uścisku. Nie wiedzieliśmy się zaledwie jeden dzień, a już zdążyliśmy odczuć swój brak.
- Tęskniłem, przyjaciółko. - szepną Pablo,myśląc, że nie usłyszałam. Jednak wiedziałam, że jemu też mnie brakowało.

__________________
Rozdział 3 [X]
Jak się podobał? 
Pangie znów pogodzone. :D
Posty będę dodawać nieregularnie do czwartku. Od 25 rozdziały będą pojawiać się według zasady - jeden na dzień.

Saludo,
Wiktoria

6 komentarzy:

  1. Fajny :] Super piszesz!! :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahaha! Zmarszczka Edward xDD Padłam, leżę i nie wstaję! Hahhahaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa .. :)
      Przypomniałam sobie ,że w jednej z książek jaką kiedyś czytałam , babcia głównej bohaterki miała zmarszczkę od martwienia się. Do tego odcinek jakiegoś serialu , gdzie była pulsująca żyła , imieniem : .... ( nie pamiętam)
      A Edward, bo w Harrym Potterze był Cedrik (grany przez R.Pattinsona , który też wciela się , jak zapewne wiesz , w Edwarda w "Zmierzchu" . I tak jakoś mi się Cerkik skojarzył z Edwardem . :D
      Bardzo tragicznie ?
      Kaa.

      Usuń
  3. Bardzo fajny rozdział. :>
    Cieszę się, że dodałaś kolejny. Widać, że się napracowałaś, ale było warto. :)
    Zmarszczka Edward. xD - świetne. :D
    W następnych rozdziałach liczę na Germangie... Nie żebym coś sugerowała, bo zrobisz jak zechcesz. ;)
    Wpadnij do nas na nowy rozdział. ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję , kolejny rozdział mam już gotowy - będziesz zadowolona :)
    Ooo nowy rozdział , już lecę ! : D
    Kaa.

    OdpowiedzUsuń