sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 40

Przewróciłam się.Cały świat zawirował..Tuż przed moim nosem,zatrzymał się samochód,z którego wysiadł zdenerwowany mężczyzna.
-Wszystko w porządku?-Zawołał,przestraszony.-Proszę pani,nic pani nie jest?-Pomachał mi ręką przed oczami,nachylając się nade mną.
-Yhymm..-Wymamrotałam.-Wszystko gra...Przepraszam..-Wstałam i otrzepawszy się,wznowiłam bieg.
Z każdym posunięciem,czułam coraz silniejszy ból głowy,który starałam się lekceważyć.
W końcu,dotarłam do willi,przed którą właśnie stanęło auto mojego szwagra.
-German!-Zawołałam na jego widok,choć nie byłam pewna czy to on.Obraz był lekko rozmazany.-Violetta.-Wyszeptałam z trudem.Z bezsilności,mimowolnie,oparłam się o bramę.-Co z Violettą?
German,podbiegł do mnie.
-Jest dobrze,zostaw.-Odgoniłam go ręką,gdy chciał mnie przytrzymać.
Lecz,gdy chciałam zrobić krok w przód,kolana się pode mną ugięły .
-Przestań zgrywać niedostępną.-Mężczyzna w porę mnie złapał.
Objęłam jego szyję i weszliśmy do domu.Czułam kołatanie serca,łączący się z nudnościami.
-Wypij.-German,podał mi szklankę wody,gdy siedziałam już na kanapie w salonie.
-Zadałam pytanie.-Rzuciłam chłodno.
-Angie,spokojnie,wypij.-Powiedział mężczyzna,widząc,że nie mam zamiaru,zmoczyć ust.
-Nie chcę być spokojna!-Wrzasnęłam,zaciskając zęby,aby powstrzymać,napływające do oczu łzy.
German,usiadł obok mnie i otoczył ramieniem.
-Nie denerwuj się..Violetta...Ostatnio miała kłopoty ze snem,mało jadła.-Wtedy nie wytrzymałam.Swobodnie pozwoliłam,spływać łzom po policzkach.-Angie,to było tylko omdlenie..
-To,dlaczego jest w szpitalu?!-Łkałam.
-Lekaże,podali jej kroplówki i zatrzymali na obserwacji.Jej organizm jest osłabiony,przez brak odpoczynku i niedobór witamin.-Tłumaczył,głaskając mnie po ramieniu.
Upiłam łyk wody i wzięłam głęboki oddech.Trochę mi ulżyło,że mojej siostrzenicy nic poważnego się nie stało.Wiedziałam jedno:muszę się z nią zobaczyć.
-Właśnie wróciłem ze szpitala,ale jeśli chcesz,to mogę tam jeszcze raz z tobą pojechać.
Cieszyłam się,że mam oparcie w człowieku,z którym jeszcze nie dawno nie mogłam się porozumieć.
-Angeles,co ty robisz?-Na fotelu,siedział Czarek.
-Angie,w porządku?-Zapytał German,zauważając moją przestraszoną minę.
Nie przestałam bać się Czarka..W końcu,był tak jakby..duchem..
-Nie jestem żadnym duchem!-Oburzył się chłopiec.-Otrząśnij się!
W odpowiedzi,tylko uśmiechnęłam się ciepło do szwagra.
-W takim razie,chodźmy.-Powiedział German,wstając z kanapy.
Ruszyłam w ślad za ojciem Violetty i podeszłam do drzwi.
-Kochanie!Dziubasku,gdzie jesteś?!-W całym domu,słychać było wołania Jade.
Już prawie,zapomniałam o tej kobiecie.Szczerze,rozbawiło mnie jej pieszczotliwe nazwanie Germana.
-O,misiuniu,gdzie idziesz?I co tu robi ta kobieta?!-Zaskrzeczała,podbiegając do nas.
-Jedziemy do Violetty,do szpitala.-Wyjaśnił mój szwagier,swojej narzeczonej.
-To ja pojadę z wami!-Zawołałą,posyłając mi porażające spojrzenie.
-Emm..Nie,nie sprawiajcie sobie problemu.Pojadę taksówką..-Chciałam uwolnić się od towarzystwa Jade.
-Ale,Angie,to nie kłopot..-German,próbował mnie zatrzymać.
-Dziękuję,poradzę sobie..-Powiedziałam,wychodząc.-Aha!-Zawróciłam.-W którym szpitalu,leży Violetta?
-Świętego Floriana..-Odparł mój szwagier.Sprawiał wrażenie przygnębionego z powodu,mojego wyjścia.
Ale nie przywiązywałam do tego szczególnej uwagi.Teraz liczyła się tylko moja siostrzenica.


                                                                        ***
Z uwagi na popołudniową porę,ulice były zakorkowane,dlatego podróż,zajęła mi niecałą godzinę.
Stojąc przed dużym,białym budynkiem,ogarnął mnie niepokój.Wspomnienia sprzed kilkanastu lat,uderzyły we mnie niczym tsunami.Doskonale pamiętałam,jak codziennie przychodziłam w takie miejce,w odwiedziny do taty.Razem z mamą,kupowałyśmy wcześniej świerze pomarańcze i ulubione pączki taty.Codziennie,rysowałam mu laurkę z życzeniami o szybki powrót do zdrowia.Często,umieszczałam na obrazku,wizerunek naszej rodziny.Chude ludziki o patyczkowatych kończynach i szerokich uśmiechach,miały przypominać małą mnie,rodziców i Marię.Wtedy do końca jeszcze nie rozumiałam,że mojej siostry tak naprawdę nie ma.Że odeszła i już nigdy nie wróci.Rysowałam kobietę o dużych,zielonych oczach i ciemnych,długich włosach.Próbowałam chociaż w małym stopniu,przedstawić jej promienny uśmiech.
Kolorowymi obrazkami,obwieszałam ścianę w szpitalnym pokoju taty.Nie raz,widziałam,jak roni łzę wzruszenia..Jak mama,płacze,trzymając jego dłoń.
Przysiadałam wtedy na brzegu jego łóżka i łaskotałam jego codziennie bledszy policzek.
Wstawałam wcześnie rano,aby chociaż na chwilę,przed szkołą,móc zanucić mu jego ulubioną piosenkę.Widziałam jego słaby uśmiech,pojawiający się,gdy wsłuchiwał się w mój głos.Wtedy nie czułam,że zawsze na pierwszym miejscu była Maria i jej kariera.Czułam się ważna i potrzebna.
Ale któregoś dnia,nie zastałam go na sali.Nie leżał tam,w czerwono-granatowej piżamie,podpięty do różnych maszyn,których znaczenia pracy,nie rozumiałam.Jego łóżko było puste.Starannie poskładana pościel,pozostawiona była w kącie.Obok białych poduch i kądry,stało niewielkie pudełko z rzeczami taty.
Przeczuwałam,że coś się stało.Zaczepiłam jedną z pielęgniarek i zapytałam o tatę.Zanim cokolwiek,zdążyła mi odpowiedzieć,poczułam uścisk czyjejś dłoni na ramieniu.Za mną stała moja mama.Widziałam jej smutne oczy,przepełnione żalem i bólem.Jej zmęczona tawrz..Wtedy zrozumiałam,jaką wiadomość miałam od niej usłyszeć.
Ośmioletnia,nieszczęśliwa dziewczynka,biegła przez łany zboża.Trawy,straciły już ten blask.Śpiew ptaków,zdawał się układać w marsze pogrzebowe,a wiatr,recytował treny.Chmury,zakrywały blade słońce..Dziecko,upadło na kolana,zanosząc się głośnym płaczem.Przysiadając pod płaczącą wierzbą,czuła ich obecność..Ukochanej siostry i ojca..Tak bardzo tęskniła..Wspomnienia,powracały.Wieczorne koncerty z Marią,rodzinne ubieranie choinki,wspólne spacery..Jej maleńskie serce,zżerał smutek..Beztroskie czasy,już dawno minęły.Zdawało się,że teraz w jej życiu,już na dobre,zagościła rozpacz..


---------------------------------------------------------------
Troszkę przygnębiające? ; )
Ale,pojawiło się Germangie.: >
Jak Wam się podobało?
Komentujcie,kochani! :*

Wiktoria
Ale z racji,że jutro rozpoczęcie roku szkolnego (-.-),to w poniedziałek rano,rozdział się pojawi. :)

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 39

Specjalna dedykacja dla ukochanej Ans.

-Nie..Antonio,proszę,nie..-Jęknęłam,z trudem powstrzymując łzy.-Przecież wiesz,że Studio,to część mojego życia.Ta szkoła,jest dla mnie,jak drugi dom..Proszę,ja..
-Spokojnie,Angie.Daj mi dokończyć.-Powiedział,starszy człowiek,patrząc na mnie z politowaniem.-Nie wyrzucę cię.Gdybym to zrobił,to miejsce,straciłoby bardzo wiele.Jesteś lubianą i szanowaną nauczycielką.Sumienną i pracowitą..Niemniej jednak,takie zachowanie jest niedopuszczalne.Mimo tego,że jesteś dla mnie,jak córka,to nie mogę cię faworyzować.Bardzo mi przykro,ale jestem zmuszony,wysłać cię na przymusowy urlop.
Westchnęłam z ulgą,lecz wciąż byłam roztrzęsiona.Z drugiej strony,cieszyłam się,że skończyło się tyko,na kilkudniowej przerwie w nauczaniu.
-Jeszcze jedno..Oczekuję,że przeprosisz Jackie..-Dodał Antonio.
Szczerze,nie miałam ochoty,płaszczyć się przed tą prowokatorką,dając jej satysfakcję.Jednakże,wiedziałam,że nie mam wyboru.Antonio i tak,okazał wyrozumiałość.
-Ym.Tak,na pewno z nią porozmawiam..Przepraszam..-Wydukałam,spuszczając głowę.
-Moje dziecko,to nie mnie powinnaś przepraszać.Do zobaczenia za dwa dni.-Powiedział,wychodząc.
Moje serce,dalej szalało.
-Oj,niegrzeczna Angeles.-Na miejscu Antonia,znalazł się Czarek.-Znam cię,jak nikt inny,ale nie widziałem jeszcze tej strony.No,no..
-Czego chcesz?-Rzuciłam,patrząc na niego z nienawiścią.
-Angeles,Angeles..-Roześmiał się.-"(..)Nic nie warta,nie znacząca..".Nie myśl tak..
Ogarnęła mnie jeszcze większa frustracja.
-"Czy ja byłam od niego zależna?Czy na każdym kroku,musiał mnie kontrolować"
Czułam się,niczym uwiązany na smyczy pies.Miałam ograniczoną przestrzeń.Każdy mój ruch,myśl,był omawiany,relacjonowany..
Obraz zaczął przyspieszać,a następnie gwałtownie zwalniać.Zrobiło mi się duszno.
-Tylko nie mdlej,księżniczko.Kto będzie cię ratował?
Dobiegło mnie odczucie,że ostatnie minuty,godziny,były tylko snem..
Bezsilna,opadłam na krzesło,głośno sapiąc.
Po paru chwilach,trzęsącą ręką,ujęłam butelkę wody,której łyki,sprawiły,że poczułam się nieco lepiej.
Świadoma już,swojego czynu,udałam się na poszukiwania Jackie.Tak,jak myślałam,znalazłam ją w sali tanecznej.
Wzięłam głęboki wdech i z ułożoną "gadką",przekroczyłam próg sali.
-Jackie..
-Angie..-Parsknęła,nawet na mnie nie spoglądając.
-Chciałabym cię przeprosić..-Z trudem,przeszło mi to przez gardło.-Nie powinnam była,oblewać cię wodą,przepraszam,chyba mnie poniosło.
-Taa..Wiem,że Antonio,kazał ci to powiedzieć.Nie ważne,ja na jego miejscu,już dawno,pozbyłabym się takiej..nieudanej nauczycieleczki.
Już miałam coś odpyskować,lecz nie chciałam robić sobie kolejnych problemów.Zaciskając pięść,wyszłam z sali z tłumioną złością w duchu.
Pospiesznie,ruszyłam do wyjścia.Nie miałam ochoty na rozmowę z siostrzenicą,która niewątpliwie,tak jak jej ojciec,próbowałaby,przekonać mnie do powrotu.
Z ulgą,stanęłam przed budynkiem Studia.Po drodze,nie spotkałam Violetty.Za to,zaczepiła mnie Francesca i Camila.
-Cześć Angie,czy wiadomo już,co z Violą?-Zapytała,przejęta Włoszka.
-Ale..Ale,jak to?Cco,co się stało?!-Zapytałam,przerażona.
-To ty nic nie wiesz?-Zdziwiła się Camila.-Violetta jest w szpitalu..Dzisiaj rano..
Już jej nie słuchałam.Teraz,biegłam przez park w kierunku domu Castillo.Aby dowiedzieć się,czegoś więcej o mojej siostrzenicy.O dziewczynie,którą kochałam całym sercem.
Czułam,jak słabnę,lecz mimo to,dalej biegłam.Brakowało mi tchu,ale nie ustawałam.Wtedy,straciłam równowagę i usłyszałam pisk opon..

-------------------------------------------------------------------------------------
"Lalalala" i jak wrażenia?
Co się stało Violi?Czy w ogóle żyje?Czy Angie,potrącił samochód?
Odpowiedź już jutro! :) Albo pojutrze..

Wiktoria

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 38

-Baaaaaaaczność!Zamknij oczy i czekaj.-Zakomenderował,odwracając się w moją stronę.
Zdziwiona,popatrzyłam na niego,a potem na uśmiechniętego handlarza,ale posłusznie,wykonałam rozkaz.
Już po chwili,poczułam,że moją szyję,otacza luźna pętla.
-Możesz patrzeć.-Usłyszałam po chwili.
Spojrzałam na swój dekolt.Moją szyję zdobiło bursztynowe(podrabiane) serduszko,na rzemyku.
Od środka,wypełniało mnie przyjemne ciepło.
-"Prezent za dwa peso,ale jaki miły.."-Pomyślałam.
-Ooo..Trafny wybór,kolego.-Zachichotał staruszek.-To amulet miłości!Będzie strzegł waszego uczucia.Piękny tego dowód!No,a teraz przepraszam,amigos,ale widzę kolejną,zatroskaną damę.-Rzucił,odchodząc w kierunku swojej,kolejnej "ofiary".
Zostałam sama z Germanem..Oczywiście,nie licząc tłumów ulicznych.
Nadal,wpatrywałam się w wisiorek,a mój szwagier dla odmiany,we mnie.W końcu,po dobrych pięciu minutach ciszy,wykrztusiłam:
-German..Bardzo dziękuję,ale ja nie powinnam..Ja nie mogę tego przyjąć..Zapomniałeś już,że..
-Nie zapomniałem.-Odpowiedział na nie zadane pytanie.-Ale niech to będzie prezent..Hm..Motywujący,zachęcający?
Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem.Już po chwili,nadeszło wyjaśnienie jego słów.
-Angie..-Szepną,niepewnie.-Chciałbym..Ja chciałbym cię prosić,żebyś wróciła do domu..To znaczy..Ee.Chciałbym cię prosić,żebyś spowrotem była guwernantką Violetty..Proszę..Bez ciebie jest tak pusto..
-Ja nie wiem..Nie wiem,co mam robić..Myśleć..-Miałam mętlik w głowie.
podgląd gifa
-Proszę,Angeles..-Złapał mnie za rękę,gdy chciałam odejść.-Przemyśl to..Proszę..Violetta cię potrzebuje..Ja też..-Ostatnie zdanie,wypowiedział głuchym szeptem..Tak cicho,że prawie nie dosłyszałam jego słów.
-Dobrze,zastanowię się..-Wybąkałam,zatopiona w  oczach.
 W odpowiedzi mój szwagier,ciepło się uśmiechną i z prędkością światła,musną mój policzek,ciepłymi wargami.Po ułamku sekundy,przez który,patrzył na mnie z nadzieją,odszedł.
Znowu,poczułam to samo niezdecydowanie,które towarzyszyło mi parę dni temu.Myślałam,że już nigdy go nie zaznam.,.
-No ładnie,ładnie,Angeles..Czyżby to był German?-Tuż przy mnie,pojawił się Czarek.-Ach,tak!Doskonale go pamiętam.Mąż twojej siostry!Pamiętam,pamiętam młodego Castillo,wchodzącego przez balkon z bukietem czerwonych róż.Nic się nie zmienił.Może tylko,przybyło mu zmarszczek i tuszy..No,ale twarz ta sama.Ha!Ten błysk w oku.Ale nie patrzył na Marię..Patrzył na ciebie..-Zbladłam,słuchając jego słów,ale także z samego,jego widoku.-Hmm..Czy chcesz mi powiedzieć,że ciebie i Castillo coś łączy?
Nie chciałam odpowiadać,na jego niezręczne pytania,lecz to było silniejsze ode mnie.On nie mógł mieć nade mną władzy.
-Ma córkę..Siedemnastoletnią Violettę..-Wyjąkałam,zdenerwowana.
-Och!No tak!Jak mała księżniczka,mogła mi wypaść z głowy?!Śliczna,mała dziewczynka..Czy ma takie same,karmelowe oczka,jak jej tato?
-Nie..Nie,German..On ma bardziej czekoladowe i.I takie duże i ciepłe..-Dałam się podpuścić.
-Ho,ho!-Zaśmiał się Czarek.
Otrzeźwiała,chciałam coś dodać,lecz uniemożliwiła mi to,dzwoniąca komórka.Nerwowo,odebrałam telefon,nie sprawdzając,kto próbuje się ze mną skontaktować.
-Halo?-Powiedziałam do słuchawki,rozglądając się dookoła,ale Czarek zniknął.
-Angie?-Usłyszałam głos Pabla.-Gdzie jesteś?Pięć minut temu,zaczęły się lekcje.
-O nie!-Zapiszczałam,rozłączając się.-"Jak ja mogłam,zapomnieć o zajęciach?!"-Biegłam,co sił w nogach,modląc się,żeby Antonio,mnie nie wyrzucił.
Z racji,że do szkoły było dosyć daleko,a ja nie miałam czasu na wyczekiwanie na taksówkę,do Studia,padłam równo z dzwonkiem na przerwę.Dojście tu,zajęło mi całą godzinę.
W mgnieniu oka,wbiegłam do klasy,z której wychodzili już uczniowie.Przy moim biurku,zastałam Jackie,która,rzucając mi pogardliwe spojrzenie,nie mogła powstrzymać się od złośliwego komentarza.
-Daj mi spokój,Jackie.Każdemu,może się to zdarzyć.-Odburknęłam.
-Każdemu?No mi na pewno nie!-Parsknęła śmiechem.-Ja nie wiem,skąd ty się urwałaś..Ha!Kto cię tu zatrudnił?A Pablo?Co on w ogóle w tobie widzi?!
Zagotowało się we mnie.Poczułam się nic nie warta,nic nie znacząca.Jakbym była życiowym nieudacznikiem,pozbawionym,jakiejkolwiek wartości.
Pod wpływem narastającej złości,chwyciłam,leżący na blacie kubek z wodą i wylałam całą jego zawartość na nauczycielkę tańca.
-Oszalałaś?!-Wrzasnęła,rozwścieczona.
-"Co ja zrobiłam?"-Przeleciało mi przez głowę.-"Przecież nigdy taka nie byłam."
Twarz Jackie,momentalnie poczerwieniała.Z każdą sekundą,robiła się coraz bardziej purpurowa.
-Ty,ty..Ty podła s...
-Co się tu dzieje?!-Do klasy,wparował Antonio.Swoim przyjściem,przerwał Jackie,rozpoczętą wiązankę.
-Ta,ta..Ta,głupia małpa!-Jackie,nie wytrzymała i wściekła,wykrzykując epitety pod moim adresem,wyszła z klasy.-Powinni ją zamknąć w psychiatryku!Odizolować od społeczeństwa!
Gdy nauczycielka,opuściła już salę,zostałam sama z właścicielem Studia.
-Angie..Zdajesz sobie sprawę z tego,że powinienem cię zwolnić?-Słowa mężczyzny,sprawiły,że moje oczy się zaszkliły,a kolana zmiękły.Mój świat,legł w gruzach.

---------------------------------------------------------------------------
Co myślicie?Antonio rzeczywiście,wyrzucił Angie?
Uroczy Germi,powraca ^.^ Sama za nim tęskniłam. :)

Wiktoria

PS.W zakłądce "Ogłoszenia",pojawiły się nowe "zapowiedzi". :D

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 37

(..)..Już miałam odchodzić,gdy..
-Hola!Panienko!-Usłyszałam czyjś głos,skierowany w moją stronę.
Przestraszona,myślą,że to znowu Czarek,gwałtownie się odwróciłam.
-Jak panienka może,tak po prostu stąd odchodzić?
Ujrzałam około pięćdziesięcioletniego mężczyznę z łysiejącymi zakolami i szpetnym,przymrużonym okiem.
Miał ciepły,przyjemny głos,który sprawił,że mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Słucham?-Starałam się,aby mój głos,brzmiał jak najżyczliwiej.
-To przecież fontanna!-Roześmiał się,ukazując dwa,krzywe zęby.
Przez głowę,przewinęła mi się myśl,że mężczyzna jest niespełna rozumu.Przecież doskonale wiedziałam,co to,znajduje się w centrum rynku.
Uśmiechnęłam się i pokiwałam twierdząco głową.
-Och,panienka chyba nie wie,o co mi chodzi!-Trafne stwierdzenie.-To fontanna miłości!W tym miejscu,marzenia się spełniają.Trzeba tylko uwierzyć!
Fontanna miłości?Jak ładnie to brzmi..
-Już wszystko wyjaśniam.-Powiedział mężczyzna,widząc,że nadal nie odnajduję się w jego słowach.-Odchodząc,powinno,stanąć się tyłem do tejże fontanny i ściskając w dłoni 1 peso*,w myślach,wypowiedzieć imię ukochanej osoby.Następnie,przez ramię,rzucić pieniążka za siebie.To poprzedzamy chuchaniem w pięść.-Wyjaśnił.
Nawet,jeśli nie wierzyłam w takie rzeczy,postanowiłam spróbować.Przecież nie zaszkodzi.
Z pomarańczowo-białego portfela,wyciągnęłam monetę i stanęłam tyłem do fontanny.
Tylko kto ma być moim marzeniem?Czyje imię,ma zająć moje myśli?Kto,tak naprawdę osiadł na dnie mojego serca?
-"Ech,Angie.I ty śmiesz mieć wątpliwości?!"-Tym razem nie Czarek,lecz głosik w mojej głowie,skarcił mnie,za niepotrzebne myśli.
-"Pablo"-Zadźwięczało.
Zgodnie z instrukcjami,nieznajomego,dmuchnęłam w zaciskanego w dłoni pesa i zamachnąwszy się,rzuciłam nim do tyłu.
-Ała!-Usłyszałam.
-Przepraszam pana!Jja..Ja nie chciałam!-Krzyknęłam,domyślając się,że moneta,trafiła w mężczyznę od "spełniania marzeń".Jednak,gdy stanęłam przodem do fontanny,ujrzałam nie zdenerwowanego moim czynem staruszka,lecz trzymającego dłoń przy oku..Germana..
-Boże!Nic ci nie jest?!-Przerażona,podbiegłam do szwagra.
-Ach,mówiłem,że miłość,można zawdzięczać pieniądzom.-Westchną,nieznajomy,śmiejąc się pod nosem.
Złapałam rękę Germana i powoli,odsunęłam od twarzy.Z czerwonego w tej chwili oka,płynęły łzy.
Pospiesznie,wyciągnęłam z torebki chusteczkę i po zmoczeniu jej wodą,przetarłam czekoladowe oko szwagra,natomiast grzbietem dłoni,otarłam jego mokry policzek.
-Bardzo przepraszam..-Wyjąkałam.
-Ech,nic mi nie jest..-Odparł ojciec Violetty,uśmiechając się mimo bólu.
-Na prawdę..To był wypadek..Ja tylko..
-Szukałaś miłości w fontannie..-Ni to stwierdził,ni zapytał German,tym samym,przerywając mi.
Jego słowa,sprawiły,że moją twarz,oblał potężny rumieniec.
-"Jesteś teraz z Pablem."-Powtarzałam w myślach,starając się,wyrwać z hipnotyzującego spojrzenia szwagra.
Myśląc tylko o tym,że w pewnym sensie,zdradzam Pabla,trysnęłam Germanowi w twarz,wodą z fontanny.
-Eeaa!Ej!Co to ma być?!-Wrzasną,zdezorientowany,moim niespodziewanym zachowaniem.
-Aaa..Haha,nic,nic.To dla ochłody.-Zachichotałam,patrząc na jego zdziwioną minę.
-Ja ci dam!-Jedną ręką złapał mnie w pasie,przy czym owiną nogę,wokół mojej,tak,że straciłam równowagę.Opadłam na jego kolano,zwisając głową w dół.Wtedy,poczułam na twarzy,coś mokrego.
-German!-Krzyknęłam,uwalniając się z uścisku.
Mój szwagier,wyszczerzył zęby,zadowolony z rewanżu.
-Jesteśmy kwita.-Powiedział,między napadami śmiechu.
Zauważyłam,charakterystyczne "dołeczki",w jego policzkach.Pojawiały się zawsze,ilekroć szczerze się uśmiechał.
-No wiesz?-Ja również się roześmiałam.
-Ach,zakochani!-Zupełnie zapomniałam,że swoją obecnością,w dalszym ciągu,zaszczyca nas nieznajomy mężczyzna.
-A pan jest?-Zapytał,momentalnie otrzeźwiały German.
-Facetem,dzięki któremu weszliście na ścieżkę miłości!-Zaczął wykrzykiwać.
W tej niekomfortowej sytuacji,nie pozostawało mi nic innego,jak ponownie,wybuchnąć śmiechem.
-Skoro,wasze relacje,są już tak głębokie,mam dla państwa prezent.Oczywiście,za drobną opłatą..-Ostatnie zdanie,staruszek,wypowiedział nieco ciszej,lecz i tak udało mi się je dosłyszeć.
-Proszę!Oto mój kram!Moje skarby,które teraz mogą stać się waszymi!-Ciągnąc nas za ręce,zaprowadził do nieopodal,rozłożonego straganu.
Na wystawie,znajdowały się różne lalki,misie,samochodziki,ale też korale,kolczyki,pierścionki i inne damskie ozdóbki,zachęcające swoimi kolorowymi wzorkami.Stoisko było tandetne i badziewne,ale German coś na nim wypatrzył,bo wyjął z kieszeni drobne pieniądze i podał sprzedawcy.


---------------------------------------------------------------------------------------
*Peso-waluta w Argentynie.
Ach,w końcu Germangie!Cieszycie się z ich powrotu?
Brakowało mi tej pary,bo na ich nadmiar w serialu,narzekać nie możemy. :c
Domyślacie się,co Germiemu,spodobało się na tym kramie? ; )
Odpowiedź już jutro! ; ))

Wiktoria

PS.Co Wy na to,gdyby rozdziały były dodawane co dwa dni?

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział 36

Kiedy się obudziłam,spostrzegłam,że leżę,wtulona w Pabla..Znajdowaliśmy się w jego sypialni,która obecnie,była moim pokojem.
Pablo,wyglądał tak uroczo..Nie chciałam go budzić,dlatego,ostrożnie,wzięłam jego rękę z mojego ramienia i "zwijając" z szafy,pierwsze-lepsze ubrania,po cichu,opuściłam pomieszczenie.
Wyjrzałam za okno.Dzień zapowiadał się naprawdę ładnie.Świeciło słońce,któremu towarzyszył lekki wietrzyk.Ubrałam szlafrok i wyszłam na taras.Śpiew ptaków,wprawił mnie w optymistyczny i dobry humor..
Gdy,wsłuchałam się w ich głosiki,zdawało mi się,że układają się w dźwięki "Algo se enciende".
Zaczęłam nucić,tę niedawno napisaną piosenkę.
-Masz cudowny głos,Angeles.-Usłyszałam za plecami.W mgnieniu oka,odwróciłam się do tyłu.Za mną,stał Czarek.-Zupełnie,jak Marii..Pamiętasz,jak śpiewała nam kołysanki?Ach,miała taki talent!A ta twoja kompozycja?Wprost cudowna!Od razu widać,kto jest jej autorem.
-Czczzego ode mnie chcesz?-Wyjąkałam.Mój dobry nastrój,prysną,niczym bańka mydlana.
-Przecież to już sobie wyjaśniliśmy.."Si te sientes perdido en ningun lado..Viajando a tu mundo del pasado..Si dices mi nombre yo te ire a buscar..*"Widzisz?Nie zaprzeczaj..Potrzebujesz mnie..Słowa tej piosenki,o tym świadczą.
-Nie!Wcale nie!-Zaczęłam się wydzierać.
-Co,"nie"?-Na balkon,wszedł Pablo.
-Aaa..Nie ważne..Nic,nic..
Szczęśliwym trafem,mężczyzna był na tyle zaspany,że nie "oponował".
-Choć,przygotujemy coś do jedzenia,hmm?-Zaproponował.
-Ttak..Chodźmy..-Powtórzyłam za nim.
Idąc za Pablem,odwróciłam się na moment,do tyłu,gdzie ujrzałam,kiwającego przecząco głową,Czarka.
Przestraszona,przyspieszyłam kroku.

Milcząc,w spokoju,jadłam śniadanie.
-"Co się z Tobą dzieje,Angie?"
-Hej..!Słuchasz mnie?-Obudziłam się,dopiero,gdy Pablo,pstrykną mi palcami,tuż przy twarzy.
-Jasne,jasne..
-Mówiłem,że muszę wyjść,trochę wcześniej.Mam do załatwienia parę spraw.Wczoraj dorobiłem ci klucze do mieszkania.Leżą w kubku z Kaczorem Donaldem,na mikrofali.Poradzisz sobie?-Słowa mężczyzny,wprawiły mnie w jeszcze większy zawrót głowy.Nie chciałam zostawać sama..Jakoś tak..Bałam się?
-Taak..Znaczy..Nie..Tak..Ale..Wiesz..Ja też muszę coś załatwić.Poczekaj minutkę,szybko się zbiorę i wyjdziemy razem,okej?-Zapytałam,chcąc uniknąć,samotnego pozostania w pustym domu.
-No..Dobrze..Poczekam..
Z wielką ulgą,popędziłam do łazienki,gdzie "w locie",narzuciłam na siebie,granatowo-kremową sukienkę,pomalowałam się i uczesałam.Makijaż wyszedł mi trochę nieudolnie,lecz nie miałam czasu,na dłuższe,zajmowanie się nim..Do torebki,wrzuciłam kosmetyczkę,z obietnicą,że w Studiu,go poprawię.
Przed łazienką,czekał już Pablo.Pośpiesznie,ubrałam buty,chwyciłam jeansową katanę oraz torebkę i idąc w ślad,za "moim chłopakiem",opuściłam mieszkanie,które ostatnimi czasy,przyprawiało mnie o dreszcze.
-Podwieźć cię,gdzieś?-Zaproponował Pablo,gdy stanęliśmy przed blokiem.
-Nie..Nie,dziękuję,przejdę się.Do zobaczenia w Studiu.-Rzuciłam,całując mężczyznę w policzek,po czym odeszłam,nie wiedząc,co mam ze sobą zrobić.Do zajęć,zostały dwie godziny..
Za cel obrałam najbardziej zaludnione miejsce w tym mieście-Plac Plaza de Mayo.Droga tam,zajmowała 20 minut,więc aby nie tracić czasu na pieszą wędrówkę,postanowiłam znaleźć,jakiś środek komunikacji miejskiej.
Najbliższy autobus,odjeżdżał za pół godziny,dlatego zadzwoniłam po taksówkę,która przyjechała,po upływie,niecałych pięciu minut.
-Dzień dobry,proszę do centrum.-Powiedziałam,wsiadając do podjeżdżającego auta.
-Nie uciekaj przede mną,Angeles..-Ku mojemu przerażeniu,na miejscu taksówkarza,siedział Czarek.
-Proszę pani?
-Cco?-Niemalże krzyknęłam.Dopiero teraz,zorientowałam się,że prawie,nakrzyczałam na starszego,siwowłosego mężczyznę.
-Pytałem,czy mam jechać,jakąś określoną trasą..
-Yyy..Nie..Nie,proszę jechać,jak najkrótszą drogą..-Wyszeptałam,czerwieniąc się.
Przez resztę drogi,nie odezwałam się,ani słowem,dlatego,gdy dotarłam na miejsce,odetchnęłam z ulgą i po zapłaceniu za przejazd,pospiesznie wysiadłam z taksówki.
-"I co teraz,Angie?"
Zachęcona,rozkosznym zapachem drożdżowego ciasta,ruszyłam przed siebie..
Buenos Aires-miasto cudów.Świetny temat na wycieczkę.A to miejsce?
Plaza de Mayo to jeden z głównych placów stolicy Argentyny. To tutaj w dziejowych momentach gromadzili się mieszkańcy. To tutaj odbywa się prawdziwie życie. Tutaj ludzie wypoczywają. Tutaj handlują drobni sklepikarze,handlujący warzywami,przedmiotami.Wreszcie, to tutaj znajdują się zabytkowe budowle Buenos Aires. Po pierwsze:"Casa Rosada", czyli tak zwany "Różowy Dom"-jedna z wizytówek miasta.Na środku placu,stoi wysoki,biały pomnik-Pirámida de Mayo-obelisk,upamiętniający pierwszą rocznicę niepodległości miasta.To miejsce zebrań ludowych,marszów,koncertów..Tu spotykają się uliczni artyści..Tutaj,spontanicznie,przychodzą mieszkańcy,w chwilach ważnych dla ojczyzny,lub po prostu,aby spotkać się ze znajomymi.Być w Buenos Aires i nie zajrzeć na Plaza de Mayo,to tak,jak być w Paryżu i nie zobaczyć wieży Eifflea..Może i to nie jest to najpiękniejsze miejsce w stolicy Argentyny,ale z pewnością,warte odwiedzin.Dla poczucia ducha tego kraju..
Przechadzając się między zabytkowymi kamieniczkami,dolatywały mnie wołania handlarzy:
-Korale,kolczyki,świecidełka,ozdóbki!
-Dywany,koce,prześcieradła,firanki!Tylko 20 euro za sztukę!
-Świerze warzywa i owoce,prosto z sadu!
Uliczny zgiełk,umilał mi spacer.
Słońce,wyraźnie dawało o sobie znać,dlatego zmęczona wędrówką,postanowiłam odpocząć przy fontannie. Zanurzając dłoń w wodzie,poczułam przyjemny chłód.Jednak,nagrzany kamień,nie pozwalał na dłuższe przesiadywanie.Zabrałam torebkę i podniosłam się z marmurowej ławeczki.Już miałam odchodzić,gdy..


-------------------------------------
Co mogło przytrafić się Angie?
Czy kogoś spotkała?Może Pabla?Albo Germana?A może,znowu zobaczyła Czarka?

Wiktoria

sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział 35

-Co?Jaki German?Angie..
Momentalnie się otrząsnęłam.Przede mną znowu siedział Pablo..Jego wyraz twarzy,mówił sam za siebie..
-Jja..Nie..Zamyśliłam się..Znaczy..Chyba za dużo tego wina..-Ratowałam się..
-Hmm..To był rzeczywiście ciężki dzień..-Na szczęście Pablo,nie drążył tematu mojego szwagra.-Opocznij.
Posyłając mu wymuszony uśmiech,dokończyłam kolację i dziękując mężczyźnie za posiłek,skierowała się do łazienki.
Idąc korytarzem,odruchowo,zerknęłam w lustro,wiszące przy drzwiach.W szklanym przedmiocie,migną mi zarys dwóch postaci..Jedną byłam ja,a drugą..?
Aby upewnić się,że nie zwariowałam,cofnęłam się,parę kroków do tyłu.Tym razem,moim oczom,ukazała się jedynie blada kobieta z rozczochranymi włosami i zmęczonymi oczami.
Uspokojona,pchnęłam drzwi do łazienki,zamykając je na klucz i usiadłam na klapie od ubikacji.
Dlaczego taka jestem?Jakie uczucia mi towarzyszą?Nawet na te pozornie,proste pytania,nie znałam właściwej odpowiedzi.
Jeszcze raz spojrzałam na swoje odbicie w lustrze nad umywalką.
Na mojej głowię,kłębił się jeden,wielki kołtun.Próbowałam go rozczesać,jednak,gdy uniosłam rękę do góry,ta zamarła mi w bezruchu.Za moimi plecami,coś się poruszyło.Zobaczyłam,jakiś cień..Dziwny kształt..
Przestraszona,gwałtowanie się odwróciłam.
-"Może tylko mi się wydawało?"-Przerażona,nie potrafiłam się poruszyć.Nie mogłam,wypowiedzieć żadnego słowa..Nie mogłam nawet krzyknąć,pisnąć..Dłonie,zaczęły mi drżeć,a serce i oddech,przyspieszyły..Poczułam piekielne szczypanie oczu..Coś wypalało je od środka..Słyszałam ciche tąpnięcia,które z każdą chwilą,przeradzało się w coraz szybszy stukot..Moje serce zamarło..przede mną stał mały chłopiec..Miał może z dziesięć,dwanaście lat..Ciemne,kruczoczarne włosy,sięgające za ucho i śniada cera,wyglądały,jak wycięte z czarno-białego horroru kadry..
-Angeles-Powiedział cienkim głosikiem.-Widzisz mnie?
-"Czy ja całkiem oszalałam?"
-Nie..Nie oszalałaś..-"Czy on słyszał moje myśli?"-Doskonale wiem,co dzieje się w twojej głowie..
-"Powinnam się leczyć.."
-Nie myśl o głupotach,moja droga..Nie poznajesz mnie?
Na każdą moją myśl,nadchodził odzew.
-Tego nie powiedziałam..Czarek..
-Och,czyli jednak mnie pamiętasz..-Uśmiechną się.
-Czego chcesz?-Rzuciłam oschle.
-Czego chcę?Zostawiłaś mnie..Odtrąciłaś..Ale po tylu latach,ja wróciłem..
-Po co?!
-Och,Angeles..Ja się nie gniewam..Jestem tu,żeby ci pomóc..
Chłopiec,widocznie mnie nie słuchał,ustając uparcie,przy swoich argumentach.
-Ale ja nie potrzebuję twojej pomocy,nie rozumiesz?!
-Moja droga..Jak to nie..?Nie pamiętasz już naszych beztroskich zabaw?Wspólnych spacerów?Błąkania się między łanami złocistego zboża?Zapachu skoszonej trawy..?Blasku słońca w jeziorze..?Smaku mleka,prosto od krowy..?
Przymknęłam oczy..Myślami,przeniosłam się do rodzinnej wioski..Do rodzinnego domu..Przypomniałam sobie,jak będąc dzieckiem,wymykałam się rodzicom i przychodziłam na pole,pełne maków i chabrów..
Wiatr,delikatnie muskał moje policzki i porywał błękitne kokardki z moich warkoczy..
Siedząc godzinami,pod rozłożystą topolą,plotłam wianki i trzcinowe koszyczki..
Gdy słońce,chowało ostatnie promienie,a ptaki,otulały małe skrzydłami,wpatrywałam się w czerwono-różowe niebo..Wtedy obok mnie,siadała Maria..Opierałam głowę,na jej kolanach,okrytych zazwyczaj białą,zwiewną sukienką..Nuciła mi piosenkę,o uciekającym króliku,który na końcu lasu,odnajdywał polanę,pełną muzyki,kwiatów i szczęścia..
Gdy pod wpływem jej spokojnego,melodyjnego głosu,usypiałam,łaskotała mnie po twarzy źdźbłem trawy lub końcówką warkoczyka..
-Och,Angeles..Teraz nie o tym..-Od wspomnień,oderwał mnie Czarek.-Pamiętasz nasze zabawy?Jak kołysałem cię na huśtawce..Byłem przy tobie,gdy inne dzieci cię opuszczały..Jestem twoim przyjacielem..Zawsze byłem..Nie zostawiłem cię,jak pozostali..Czuwałem nad tobą dzień i noc..Miałaś mnie zawsze,kiedy tylko zapragnęłaś..A któregoś razu,co?Za sprawą,jakiegoś mężczyzny,zerwałaś zemną tę więź..
-Nie jakiegoś..To był psycholog..On mi pomógł..
-Bzdura!W niczym ci nie pomógł!Tylko odciągną cię ode mnie!Ale ja się nie obraziłem..Zawsze byłem przy tobie..Teraz,gdy potrzebujesz pomocy,ja ci ją dam..
-Angie?Angie,wszystko gra?-Pod drzwiami łazienki,stał Pablo.
-Ttak..-Po raz pierwszy,udało mi się,wydobyć z siebie,głośniejszy dźwięk.
-Na pewno?-Mężczyzna,musiał wyczuć przerażenie w moim głosie.
-Oczywiście..
Znowu popatrzyłam przed siebie,jednak Czarek zniknął..
-"A może,to było tylko kolejne przewidzenie?"
Mimo wszystko,lekko wystraszona,szybko wzięłam pod prysznic i skulona,schowałam się pod kołdrą,w swoim pokoju,usilnie,próbując zasnąć.Niestety przez strach i niepokój,które mi doskwierały,brama do krainy snu,była dla mnie zamknięta.
Nagle,przypomniałam sobie o bardzo ważnej,kluczowej rzeczy.
Wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do salonu,gdzie obecnie,znajdowała się sypialnia,"mojego chłopaka".
-Hej..-Powiedziałam,widząc,że Pablo jeszcze nie śpi.
-Hej..-Uśmiechną się,odkładając,czytaną książkę.-Wiem,że kolejny raz się powtórzę,ale wszystko w porządku?
-Mhm..-Wybąkałam,siadając obok mężczyzny.-Nie mogłam zasnąć,więc postanowiłam,że do ciebie zajrzę.
Nie chciałam,wspominać o Czarku..Moim "przyjacielu" z dzieciństwa,który według moich rodziców oraz specjalistów,do których mnie zabierali,był tylko urojeniem..Wymyśloną,nieistniejącą osobą..Nikt nie chciał wierzyć w moje słowa,które uchodziły w oczach dorosłych za brednie..
Pablo,wiedział o moich problemach w młodości..O tym,że uchodziłam za dziwadło..Że wszyscy,odwracali się plecami,od małej,dziwnej dziewczynki,która zamiast,spędzać czas z rówieśnikami,grając w klasy,przesiadywała nad jeziorem w odosobnieniu..Zawsze,byłam "inna"..Zawsze,odstawałam od dzieci w moim wieku..

___________________________________________________________
Hej! :)
Czy postać Czarka,jest dla Was jasna,czy mam wytłumaczyć kim on jest? ; )
Piszcie śmiało i przygotujcie się na powrót Germana! 

Wiktoria

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 34

Podróż z teatru do domu,minęła bardzo szybko.Było już po dwudziestej,a na ulicach,w miarę mały ruch.Bezproblemowo,po kilku minutach,dotarliśmy na miejsce.
-To jak?Zamawiamy coś,czy mam coś przygotować?-Zapytał Pablo,gdy wchodziliśmy do mieszkania.
-Ymm..Możemy coś ugotować..-Stwierdziłam,wieszając torebkę na stojak.Mimo,że czułam burczenie brzucha,nie byłam zbytnio głodna,jednak towarzystwo Pabla,sprawiło,że nabrałam ochoty na przekąszenie czegoś.
-Dobra..Jakieś pomysły?-Dolatywało z kuchni.-Zrobiłem dzisiaj zakupy,więc lodówka jest pełna.Do wyboru,do koloru.
Uśmiechnęłam się sama do siebie.Pablo był taki opiekuńczy..Taki kochany,troskliwy..
-Zdam się na ciebie!-Krzyknęłam wesoło.
-A może,byś mi tak pomogła?-Zza futryny,wychylił się mój przyjaciel.Popatrzyła na mnie,tak przekonująco,że nie potrafiłam odmówić.
Zgodnie,zdecydowaliśmy się na makaron-rurki z bazyliowym pesto.
Głównym składnikiem był oczywiście makaron,który Pablo,wrzucił do gotującej się w garnku wody.
Ja natomiast umyłam,osuszyłam i oderwałam listki bazylii od łodygi oraz obrałam czosnek.Wszystko wrzuciłam do blendera,razem z przysmażonymi przez Pabla pestkami słonecznika.Do tego,wlałam oliwę,wsypałam sól i pieprz i zmieszałam.
Po paru minutach,makaron był już gotowy.Odcedzony i przełożony na dwa talerze,został polany,smakowicie pachnącym pesto.
Mój przyjaciel,nakrywał do stołu,co sama musiałam przerwać z powodu dzwoniącej komórki.
-Halo?-Odebrałam telefon,wychodząc na korytarz.
-Angie?-Usłyszałam głos Germana.
Zdziwiło mnie to,że dzwoni o tej porze.Doskonale,zdając sobie sprawę z tego,co chce mi powiedzieć.Ogarnął mnie strach.Dlaczego tak się czułam?Dlaczego zawsze,ilekroć słyszałam jego głos,przechodziły mnie ciarki,a serce,niebezpiecznie kołatało..?Dlaczego wzbudzał tyle emocji?
Pod wpływem obaw,związanych z rozmową z Germanem,rozłączyłam się.
Na dobrą sprawę,nie wiedziałam,dlaczego to zrobiłam.Serce waliło mi,jak oszalałe.Zdenerwowana,przysiadłam na kanapie w salonie,próbując się uspokoić.Powtarzając w myślach:"Spokój,Angie.Spokój.",ukryłam twarz w dłoniach.
-Angie,w porządku?-W pokoju,pojawił się mój przyjaciel.-Kto dzwonił?
-Eee..Yy..-Zaczęłam się jąkać.Wiedziałam,że jeśli powiem mu prawdę,będzie zły,lecz nie chciałam więcej,zaśmiecać swojego życia kłamstwami.-German..-Szepnęłam.
Pablo,spuścił wzrok i usiadł obok mnie.
Oparłam swoją głowę,na jego ramieniu,łapiąc mężczyznę pod rękę.
Ciepła dłoń mojego przyjaciela,głaskała mój policzek.
Przymknęłam oczy i głęboko westchnęłam.
-To,co..Jemy?-Otrzeźwiałam.Nie chciałam się nad sobą niepotrzebnie rozczulać.
-Tak..-Powiedział niepewnie,wstając z kanapy.Podał mi rękę,za którą,bez namysłu złapałam i poszliśmy do kuchni.
Wtedy,coś sobie przypomniałam.
-Pablo..-Zaczęłam,przystając.-Posłuchaj..Czy my..Czy my tak właściwie,jesteśmy razem?
podgląd gifaWidać to pytanie,zaskoczyło mojego przyjaciela,bo zrobił "wielkie oczy" i popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
Mimo to,uśmiechną się i łapiąc mnie za ramiona,pocałował.
Teraz już nie miałam wątpliwości.
Pocałunek był delikatny,lekki,a zarazem pełen emocji.Stopniowo,"spotkanie"naszych ust,przeradzało się w coraz bardziej,namiętny pocałunek.Gdy,oderwaliśmy się od siebie,spojrzałam w oczy mojego..No właśnie..Chłopaka?Partnera?Na myśl,o tym,uśmiechnęłam się.
podgląd gifa-No co?Kiedy ostatni raz cię pocałowałem,tak samo zareagowałaś.-Kąciki jego ust,również powędrowały w górę.
-Bo..Czuję się,jakbym miała z powrotem piętnaście lat..
Czy miałam nazywać go "swoim chłopakiem"?
-Yhym..-Kiwną głową.-Czyli musimy iść na randkę do kina,trzymać się za ręce,pisać listy miłosne..-Zaczął wyliczać.
-Może nie do końca.-Powiedziałam,dławiąc się śmiechem.-Ale propozycja randki,bardzo mi się podoba.-Popatrzyłam na niego porozumiewawczo.
-A,więc,moja droga,dziewojo*..Czy zechciałabyś,pójść ze mną na randkę?-Zapytał,kłaniając się i wyciągając rękę w moją stronę.
-Z przemiłą chęcią.-Podałam mu dłoń,której grzbiet,czule pocałował.
-A,czy teraz,zaszczycisz mnie swą obecnością,podczas,konsumowania,przygotowanego jadła?
Nie wytrzymałam i wybuchnęłam,jeszcze większym chichotem.Gdy się,jako-tako,opanowałam,rozbawiona,usiadłam za stołem,na przeciwko Pabla.
Muszę przyznać,że nasz "wybryk kulinarny",wyglądał apetycznie.Teraz naprawdę,poczułam przenikliwy głód.Sam zapach dania,zachęcał..
Połykając,nagromadzoną ślinę,chwyciłam za sztućce i zabrałam się za kolację.
Popijając wyśmienite danie białym winem,co jakiś czas,zerkałam na "mojego faceta"?..Za którymś spojrzeniem,z przerażeniem spostrzegłam,że za stołem,nie siedzi Pablo,lecz..
-German..-Wyszeptałam,wlepiając wzrok w mężczyznę..

_______________________________
*Jakże mnie to bawi. xD
Wera,pomyliłam rozdziały. :D
No proszę,Angie ma zwidy. ^^ A może to German we własnej osobie? :)
Ciekawi co dalej?


Wiktoria

PS.Jak na razie,tutaj :Klik,posty będę dodawać regularnie. ; ) Przynajmniej do końca wakacji.. :)

czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział 33


Po zakończonej piosence i ponownym,gorącym podziękowaniom Antonia oraz ukłonom,kurtyna opadła.Chociaż artyści już się schowali,jeszcze przez dobre dziesięć minut,słychać było głośne gwizdy i oklaski,a nawet krzyki z prośbami o bis.W końcu,publiczność,zaczęła się rozchodzić,a po upływie dwudziestu minut,sala była już pusta.Za kulisami,panowała radosna atmosfera.Wszyscy wzajemnie,gratulowali sobie odniesionego sukcesu.To był czas,wzruszających scen.Widok,ściskających się,dumnych rodziców ze swoimi pociechami,sprawił,że nie potrafiłam opanować łez.Nie chciałam rozklejać się przed uczniami,dlatego,uniosłam głowę do góry,żeby łzy,mimowolnie,nie spłynęły mi po twarzy.
Nagle,ktoś ujął mój podbródek.To był Pablo.
-Ja też jestem zachwycony ich występem.-Szepną mi do ucha,bezbłędnie odgadując,o czym myślę.
Posłałam mu pełen radości uśmiech,po czym,zarzucając przyjacielowi ręce na szyję,przytuliłam się do niego.Jednak nie na długo,bo w tym momencie,do garderoby,wszedł German.Odnajdując swoją córkę przy toaletce,podszedł do niej i wziął w objęcia.Coś mówił,ale odległość,nie pozwalała mi na dosłyszenie jego słów.Nie chciałam podsłuchiwać.Wiedziałam,co ma jej do powiedzenia.German już nie raz,udowodnił,że skrywa wiele tajemnic..Że jest do połowy przeczytaną książką,której kolejny rozdział,jest jeszcze bardziej zaskakujący od poprzedniego..
Chciałam do nich podejść..Pogratulować Violetcie..A może i popatrzeć w oczy Germana..Poczuć jego bliskość..Zapach..Dotyk..
-"Tak nie można.."
Uwolniłam się z uścisku Pabla i mówiąc:"Muszę coś załatwić.Zaraz wracam.",ruszyłam w kierunku siostrzenicy i jej ojca.Ale nie było mi dane z nimi porozmawiać,bo w momencie,gdy dzieliło nas parę metrów,jak z pod ziemi,wyłoniła się Jade.
-"Co ona tu robi?"-Pomyślałam.-"Jakby obchodziła ją Violetta."
Kobieta widząc mnie i to,co zamierzam zrobić,przywitała Germana pocałunkiem.Następnie,obrzucając mnie lodowatym i pełnym nienawiści spojrzeniem,"przykleiła się"(bo inaczej tego nazwać nie można)do niego.
Nie chciałam im wchodzić w drogę,dlatego,zrezygnowałam z rozmowy z siostrzenicą i z powrotem,zbliżyłam się do przyjaciela,który aktualnie,rozmawiał z dyrektorem teatru.
-Dziękuję.Mam nadzieję,że jeszcze kiedyś będę miał przyjemność z panem współpracować.-Podsumował ich rozmowę,starszy człowiek i odszedł,posyłając mi ciepły uśmiech.
Rozejrzałam się po garderobie.Uczniowie wraz ze swoimi rodzicami,już się rozeszli.Zostałam tylko ja i Pablo.No i German,Viola..I Jade,którzy idąc w ślad za pozostałymi rodzinami,również skierowali się do wyjścia.
Ukradkiem,zerkałam za odchodzącymi.Nagle Violetta,gwałtownie się obróciła i pobiegła w moją stronę.Już po chwili,miałam ją w ramionach.
-Dziękuję,Angie.-Wymamrotała,zduszonym głosem.Chyba płakała..-To wszystko dzięki tobie!Dzięki tobie,chodzę do Studia..I mogłam być tu..Jesteś najwspanialszą ciocią na świecie!Tak cię kocham..
Pod wpływem wzruszających wyznań,po moim policzku,spłynęła pojedyncza łza.
-Ja też cię kocham.-Odpowiedziałam,starając się,aby mój głos,nie zdradził stanu,w jakim jestem.-Moje słońce.
Na moment,otworzyłam dotychczasowo,zamknięte oczy.German stał,obserwując nas z uśmiechem.Ponownie,przymknęłam powieki,aby powstrzymać tę falę brązu,zmierzającą w moją stronę.
-Kochanie!Jestem taka głodna!Chodźmy już!-Z korytarza,dolatywał głos narzeczonej szwagra.
-Idź..-Niechętnie,oderwałam ją od siebie.-Należy ci się zasłużony odpoczynek.Jutro niedziela,będziesz miała mnóstwo czasu na regenerację,przed poniedziałkowymi zajęciami.-"Puściłam jej oczko".
-Dobrze.Na razie.-Odwróciła się z zamiarem wyjścia.-Angie!-Przystanęła.-A może pójdziesz z nami na kolację,co?
Tego się obawiałam.Spojrzałam na szwagra.Miał skupioną i lekko skwaszoną minę.Z drugiej strony,przepełniona była nadzieją..Chyba nie chciał mojego towarzystwa..Nawet lepiej.
-Wiesz..Przepraszam,ale jestem zmęczona..-Próbowałam,wyplątać się z niekorzystnej propozycji.-Oczy same mi się zamykają i chyba,zasnęłabym,zanim Olga podałaby tort czekoladowy.-Zażartowałam.
-Haha,nie wiem,czy byłoby na co czekać,bo ostatnio Olga chodzi taka smutna..Pewnie to przez Ramalla..Mam nadzieję,że nie utopiła w zupie niemieckich żali.-Zaśmiała się Viola.-Rozumiem.Dobranoc.-Pomachała mi,oddalając się.
Jeszcze przez chwilę,wpatrywałam się w miejsce,w którym zniknęła moja siostrzenica,aż poczułam,czyjąś rękę na biodrze.
-Mnie nie okłamiesz.-Pablo,pocałował mnie w policzek.-Idziemy coś zjeść?-Zapytał.
Miałam mieszane uczucia.Poczułam się dziwnie.Czy ja i Pablo byliśmy parą?Co nas łączyło?
-Tak,chodźmy.Ale mam prośbę.Przyrządźmy coś w mieszkaniu.Jakoś nie jestem w stanie,włóczyć się po mieście.-Powiedziałam,obiecując sobie,że w domu,porozmawiam z nim o.."naszych relacjach"..
-Wedle życzenia.-Mężczyzna,objął mnie ramieniem i opuściliśmy teatr.

___________________________________
Może być?Tak,wiem,że był nudny..
Sama czekam na gońca,ścigającego wenę,który przekona mnie do powrotu Germangie.. : D

Wiktoria

PS.Zapraszam na nowy rozdział :Klik. :)

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 32


Schowałam się w schowku na miotły..W sumie nie wiem,dlaczego wybrałam to miejsce na kryjówkę..Było najbliżej?
Siedziałam,wpatrzona w wiszący na drzwiach plakat.

                                                  "Amore,Amore,Amore ♥"

Już nie płakałam..Podpierając łokciem twarz,myślałam o słowach siostrzenicy-"Kochać to nie znaczy zawsze to samo.."Czy ja kochałam Pabla?Czy czułam "motylki w brzuchu",ciepło,wypełniające mnie od środka,miałam zawroty głowy..?
Sama siebie,nie rozumiałam..Byłam taka niezdecydowana..Jak mogłam wątpić w rzeczy,które powinny być dla mnie jasne,oczywiste..
Nagle rozległy się gromkie brawa,które przywołały mnie do rzeczywistości.
Przecież byłam nauczycielką.Nie mogłam sobie pozwolić na takie zachowanie..Znikanie i zostawianie uczniów,a w dodatku w tak ważnych chwilach.
Jak oparzona,wybiegłam ze składzika,pędząc za kurtyny..Na scenie,właśnie ustawili się aktorzy,zbierający głośne owacje i pochwały.Przed nastolatkami,stał Antonio,Pablo,Gregorio,Jackie i Beto.Brakowało tylko mnie.Gdy Pablo mnie zauważył,kiwną ręką,abym dołączyła.Szczerze mówiąc..bałam się.Kochałam muzykę,śpiew,ale jednak przerażała mnie ogromna publiczność,przed którą sama,występowałam nie raz.
Po chwili,którą poświęciłam na zachęcanie samej siebie,do kroku w przód,wyszłam na "arenę".
Lekko zdenerwowana,stanęłam obok przyjaciela.
-Panie,panowie,wszyscy zebrani!-Powiedział właściciel Studia do mikrofonu.-Na wstępie,z całego serca pragnę podziękować tak wspaniałej publiczności,za tak liczne przybycie.-Musiał zrobić przerwę,bo ponownie rozległy się oklaski.-Jest mi niezmiernie miło,że trud i wysiłek,jakie nasi uczniowie,włożyli w przedstawienie,został doceniony.Wspaniali,młodzi artyści,udowodnili,że stać ich na wiele.Cieszymy się,że musical,wszystkim się podobał.Mogę dodać,że scenariusze,zostały napisane przez tych oto młodych ludzi.Jestem wzruszony,że nasza wspólnota,otwarcie dąży do celu.Mamy dla państwa niespodziankę.To nie koniec występów!Za chwilę,zobaczą państwo studentów naszej szkoły w piosence,której przekaz odnosi się,do jej charakteru.Oddaje jej ducha oraz idee,którymi się kierujemy.Przed państwem,uczniowie Studia21 w piosence "Ven y Canta"!
Z szerokim uśmiechem,ustąpiliśmy miejsca dzieciakom,oczekując ich występu.
Światła ponownie przygasły.Paliły się tylko pojedyncze lampy,po bokach sceny..
-"Enciende tu equipo.."-Rozpoczą Leon.
-"Sube el volumen.."-Dołączył Thomas.
-"Para entender al mundo.Abre tu puerta grita en tu muro.Para encontrar el rumbo.."-Zaśpiewali:Napo,Andres,Naty,Ludmiła.
Po chwili,wszyscy,zaczęli tańczyć.Także publiczność,poderwała się do tańca.Cała widownia,kołysała się w rytm piosenki,lekko podskakując.Niektórzy nawet,próbowali podśpiewywać.Atmosfera była niesamowita..Szerokie uśmiechy,goszczące na twarzy widzów,przenikały zachwytem.Wszyscy byli oszołomieni talentem dzieciaków.
Ja także czułam dumę.Taką,o której mówił Antonio.Nie da się zerwać,tej więzi,którą wytworzyła się między nauczycielami,a uczniami,dzięki tyluletniej współpracy..Nie chciałam nawet myśleć o tym,że kiedyś będziemy się musieli rozstać,pożegnać..Nie chciałam tracić przyjaciół,których znalazłam w tych młodych ludziach..Jesteśmy,jak jedna,wielka rodzina..Czym jest przyjaźń?
-"Ven y canta,dame tu mano,cura tus heridas busca hoy tu melodía.."
Ta piosenka,zawsze wywołuje u mnie gęsią skórkę i ciarki na plecach,ale teraz,w tym szczególnym dniu,w tym szczególnym momencie,emocje sięgały zenitu.
Stojąc tak za kurtyną,wpadłam na szalony,nawet jak na mnie pomysł.Nie zastanawiając się nad swoimi myślami,zrobiłam krok w przód.Tyle wystarczyło,żebym znalazła się na scenie.
-"Ahora bien y canta..!-Przeciągnęłam,stając obok Francesci i równocześnie,próbując wbić się w choreografię,którą dzięki licznym próbom,doskonale znałam.
-"Piensalo en color es hoy.."-Po chwili,dołączył do mnie Pablo,a za nim Beto,Antonio,Rafa Palmer..O!I nawet Jackie oraz Gregorio się przyłączyli.
Wszyscy razem,tworzyliśmy jedną wielką rodzinę..Mieliśmy wzloty i upadki.Chwile cierpienia i chwile radości.Lecz wytrwaliśmy dzięki przyjaźni,wsparciu i wzajemnemu braterstwu.


-------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak podoba się Wam przedstawienie? :D
Wiem,że rozdział jest nudny.Od 34,będzie działo się więcej i więcej.Zastrzyk emocji. ; )
Bardzo proszę,o komentarze,wyrażające konstruktywną,szczerą opinię.Proszę nawet tych,którzy nie mają tutaj kont.Chcę wiedzieć,co myślicie; co Wam się podoba,a co nie koniecznie.
Pozdrawiam! ; *

Wiktoria

PS.Zapraszam na nowy rozdział: Oczami Germana Castillo

wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 31


Zgasły światła..Zrobiło się całkowicie ciemno..Umilkły rozmowy..Lekko zdezorientowani widzowie,zaczęli szeptać między sobą,co było słychać,aż tu-za kulisami.
Po krótkiej chwili,ponownie rozbłysły światła..Ale już nie takie,jakie paliły się poprzednio..Teraz,nad sceną,świeciły się kolorowe dekoracje..Małe lampeczki,podoczepiane do ścian,migotały,wprowadzając wśród zebranych,dobry nastrój..Zrobiło się tak przytulnie..Z drugiej strony,rekwizyty,wykonane z pomocą Pabla,dodawały charakteru i świadczyły o pewnej powadze,którą poniekąd,cechował się musical.
W końcu,opowiadał on o nieszczęśliwej miłości..Niezdecydowanej..
To przedstawienia,miało mi pomóc w podjęciu decyzji,która przeważała nad moim życiem..Miało,zniwelować wszelkie wątpliwości,co do związku z mężczyzną,którego poszukiwałam..Miało pomóc wybrać między Pablem,a..Germanem..Miało naprowadzić moje serce na właściwą ścieżkę..Miało być kompasem,mapą..Rzeczami,które moje serce,zgubiło w drodze do szczęścia..Miało być takim..GPS'em..?
A teraz,gdy już wybrałam..Teraz..Teraz miało,pomóc zniknąć obawom.
Ale czego się obawiałam?Skoro kocham,to nie powinnam mieć wątpliwości..
-"I nie masz,Angeles!"-Odezwał się głosik w mojej głowie.-Kochasz Pabla..On zawsze jest przy tobie,wspiera cię,pomaga.I co najważniejsze-kocha cię."
-"No se si hago bien,No se si hago mal,No se si secirlo,No se si callar.."-Zaczęła śpiewać Violetta i tym samym,oderwała mnie od zbędnych rozmyśleń.
Rozpoczęło się przedstawienie.
Rozejrzałam się po widowni i dostrzegłam Germana,Olgę i Ramalla,siedzących tuż przy scenie.
-"Kto powiedział,że mam się trzymać z dala od Germana?W końcu jest moim szwagrem.Jestem z Pablem,ale chociaż ze względu na Violettę,powinniśmy utrzymywać dobre relację".-Usprawiedliwiałam swój czyn,jakim było,zajęcie miejsca,obok ojca Violi.
-Moja dziewczynka!Ma taki piękny głos!-Zachwycała się Olga,roniąc łezkę wzruszenia.-Moja malutka!
Nie dało się nie zgodzić z gosposią.Violetta śpiewała,jak anioł..Miała taki,krystaliczny,czysty głos..Zupełnie,jak jej matka..
-"Que es esto que siento,tan dentro de mi..Hoy me pregunto,se amar es asi.."-Do mojej siostrzenicy,dołączyli Fransesca,Maxi i Camila.
Atmosfera,panująca na sali,była niezwykła..Ogromna przestrzeń,wypełniona była,zachwyconymi ludźmi..
Łagodne dźwięki muzyki,przeradzały się w coraz szybsze dudnienie.
Teraz na scenie,pojawili się Andres,Ludmiła,Naty i Lena.Rozproszyli się,po całej scenie,gdzie wykonywali choreografię,przygotowaną,pod czujnym okiem Gregoria.On też,włożył w przedstawienie,mnóstwo czasu.Chyba po raz pierwszy w życiu mu..zależało..Tak.Ten mężczyzna jest,jaki jest,ale nie można mieć do niego zarzutu,jeśli chodzi o dobrze wykonywaną pracę.Każdy wymach,obrót,podskok,był widocznie,dopracowany i wyćwiczony.
Wszystko szło wspaniale!
Spojrzałąm na Germana.Gołym okiem,było widać,że jest wzruszony i przejęty.Z łezką oku,uważnie śledził każdy ruch swojej córki.W jego czekoladowych oczach,które teraz błyszczały z dumy,znów dostrzegłam,dawno nie goszczące tam iskierki.
Z uśmiechem na twarzy i zapartym tchem,wpatrywał się w odgrywane sceny,które zdawały się go pochłaniać.
Wtedy na scenę,wkroczył Thomas.
-Cóż ukochana mam począć?!Me serce krwawi,patrząc na ciebie z oddali..Nie mogąc cię dotknąć..Nie widząc twego uśmiechu na śnieżnobiałych licach..O ukochana!Nie mógłbym ci dać wiele,prócz miłości.Na zawszę,jest ci oddana,moja prosta osoba.
-Ma pani!-Do biedaka,dołączył Leon.-Twej miłości kupić się nie da,choćbym miał wydać cały majątek!Jest twa postać,warta po stokroć tyle i jeszcze więcej co mam!Choć posiadam dworki i pałace i gdybym chciał,góry by przenoszono,pragnę tylko ciebie.Bogactwa,klejnoty!To nic jest nie warte,przy tobie,o pani!Wieczność to za mało u twego boku..
W tym momencie,German zmarszczył lekko czoło..Kątem oka,zerkną na mnie,lecz udawałam,że tego nie widzę.
-"Teraz na pewno się domyślił..I na pewno,nie obejdzie się bez rozmowy na ten temat.."
Mimo takiego obrotu sytuacji,postanowiłam się tym nie przejmować i skupić na treści musicalu.
Teraz Violetta,wykonywała utwór "Habla Si Puedes"..
Pod wpływem łagodnych dźwięków piosenki,przymknęłam oczy i zaczęłam lekko kołysać głową..
Czy powróciły wątpliwości?
-"Si es que no puedes hablar no te trevas a volver..Si te quieres ocultar tal vez te podria ver.."Obok Violetty,pojawili się Thomas i Leon..Krążyli wokół ukochanej,czekając na ruch z jej strony..Czekali na znak..

Jeszcze raz popatrzyłam na dumną twarz Germana.Wsłuchany w melodyjny głos córki,wpatrywał się w nią,z lekko rozchylonymi ustami..
Pierwszy raz,widział ją na takiej ogromnej scenie..Zachwycony,nie mógł oderwać od niej oczu.
Violetta,zagłębiała się w tekście,a mojemu szwagrowi,zdaje się nie podobał się przekaz piosenki..Jej słowa..Historia,jaką za sobą ciągnie..
-"Habla si  puedes,grita wue sientes.."-Dołączył Thomas.
-"Dime a quien quieres y te hace feliz.."-Zawtórował im Leon..
Zbliżało się zakończenie,które znała tylko ta trójka..Decyzja,od której tak wiele zależy..Zależało..
-Otwórz swe serce!Wypuść list..Powiedz,któż jest tym szczęśliwcem..
-Czym jest miłość?Miłość jest wtedy,gdy wschód słońca,staje się magicznym cudem..Gdy jego promienie,sprawiają Ci nadnaturalną radość,a wiatr,delikatnie muskający twą twarz,powoduje,że czujesz się wyjątkowo lekko..Jakbyś leciała..Kiedy poranna rosa,jest rozkosznym widokiem dla twoich oczu..Kiedy woń,skoszonej trawy,jest ci perfumą..Miłość,jest wtedy,gdy przechadzając się uliczkami miasta,czujesz radość..Odkrywasz sens życia..Miłość to dreszcze,przy otarciu.."Motylki" w brzuchu..Drżące dłonie..Przyspieszone bicie serca..Lecz..Dźwięk muzyki..Każda nuta..To ulubiony smak potraw,najwygodniejsze ubranie..Najlepsze wspomnienia..Najsłodsza słodycz..Nierozerwalne więzi..Niezapomniane przeżycia..Uśmiech..Miłość,to to,co na wieki,zapadło w naszej pamięci,pod kartą "ukochane"..To tak naprawdę,wszystko,co na co dzień zwykłe,obojętne,w jednej chwili,staje się niezwykłe,dzięki komuś,kto swoją osobą,potrafi to zaczarować..Czy serce wie?Nauczyłam się mu ufać..Teraz jestem silniejsza..Kochać to nie znaczy,zawsze to samo..-Zakończyła Violetta.
Teraz zdałam sobie sprawę z tego,że moja twarz jest mokra od łez,a w pięści,zaciskam dłoń Germana..Szwagier,patrzył na mnie z taką troską..Politowaniem..Z uśmiechem..I lekko zaszklonymi oczami..
Otworzył usta..Chciał coś powiedzieć,lecz nie zdążył,bo szybkim krokiem,opuściłam miejsce.
-Angie!-Słyszałam za sobą.

----------------------------------------------------------------------------------------------
Ten rozdział jest chyba taki..dramatyczny?
Rozpisałam się o tej miłości,mimo,że jeszcze mało wiem na ten temat,dlatego lekko się boję Waszych reakcji..

Pozdrawiam,
Wiktoria