sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 40

Przewróciłam się.Cały świat zawirował..Tuż przed moim nosem,zatrzymał się samochód,z którego wysiadł zdenerwowany mężczyzna.
-Wszystko w porządku?-Zawołał,przestraszony.-Proszę pani,nic pani nie jest?-Pomachał mi ręką przed oczami,nachylając się nade mną.
-Yhymm..-Wymamrotałam.-Wszystko gra...Przepraszam..-Wstałam i otrzepawszy się,wznowiłam bieg.
Z każdym posunięciem,czułam coraz silniejszy ból głowy,który starałam się lekceważyć.
W końcu,dotarłam do willi,przed którą właśnie stanęło auto mojego szwagra.
-German!-Zawołałam na jego widok,choć nie byłam pewna czy to on.Obraz był lekko rozmazany.-Violetta.-Wyszeptałam z trudem.Z bezsilności,mimowolnie,oparłam się o bramę.-Co z Violettą?
German,podbiegł do mnie.
-Jest dobrze,zostaw.-Odgoniłam go ręką,gdy chciał mnie przytrzymać.
Lecz,gdy chciałam zrobić krok w przód,kolana się pode mną ugięły .
-Przestań zgrywać niedostępną.-Mężczyzna w porę mnie złapał.
Objęłam jego szyję i weszliśmy do domu.Czułam kołatanie serca,łączący się z nudnościami.
-Wypij.-German,podał mi szklankę wody,gdy siedziałam już na kanapie w salonie.
-Zadałam pytanie.-Rzuciłam chłodno.
-Angie,spokojnie,wypij.-Powiedział mężczyzna,widząc,że nie mam zamiaru,zmoczyć ust.
-Nie chcę być spokojna!-Wrzasnęłam,zaciskając zęby,aby powstrzymać,napływające do oczu łzy.
German,usiadł obok mnie i otoczył ramieniem.
-Nie denerwuj się..Violetta...Ostatnio miała kłopoty ze snem,mało jadła.-Wtedy nie wytrzymałam.Swobodnie pozwoliłam,spływać łzom po policzkach.-Angie,to było tylko omdlenie..
-To,dlaczego jest w szpitalu?!-Łkałam.
-Lekaże,podali jej kroplówki i zatrzymali na obserwacji.Jej organizm jest osłabiony,przez brak odpoczynku i niedobór witamin.-Tłumaczył,głaskając mnie po ramieniu.
Upiłam łyk wody i wzięłam głęboki oddech.Trochę mi ulżyło,że mojej siostrzenicy nic poważnego się nie stało.Wiedziałam jedno:muszę się z nią zobaczyć.
-Właśnie wróciłem ze szpitala,ale jeśli chcesz,to mogę tam jeszcze raz z tobą pojechać.
Cieszyłam się,że mam oparcie w człowieku,z którym jeszcze nie dawno nie mogłam się porozumieć.
-Angeles,co ty robisz?-Na fotelu,siedział Czarek.
-Angie,w porządku?-Zapytał German,zauważając moją przestraszoną minę.
Nie przestałam bać się Czarka..W końcu,był tak jakby..duchem..
-Nie jestem żadnym duchem!-Oburzył się chłopiec.-Otrząśnij się!
W odpowiedzi,tylko uśmiechnęłam się ciepło do szwagra.
-W takim razie,chodźmy.-Powiedział German,wstając z kanapy.
Ruszyłam w ślad za ojciem Violetty i podeszłam do drzwi.
-Kochanie!Dziubasku,gdzie jesteś?!-W całym domu,słychać było wołania Jade.
Już prawie,zapomniałam o tej kobiecie.Szczerze,rozbawiło mnie jej pieszczotliwe nazwanie Germana.
-O,misiuniu,gdzie idziesz?I co tu robi ta kobieta?!-Zaskrzeczała,podbiegając do nas.
-Jedziemy do Violetty,do szpitala.-Wyjaśnił mój szwagier,swojej narzeczonej.
-To ja pojadę z wami!-Zawołałą,posyłając mi porażające spojrzenie.
-Emm..Nie,nie sprawiajcie sobie problemu.Pojadę taksówką..-Chciałam uwolnić się od towarzystwa Jade.
-Ale,Angie,to nie kłopot..-German,próbował mnie zatrzymać.
-Dziękuję,poradzę sobie..-Powiedziałam,wychodząc.-Aha!-Zawróciłam.-W którym szpitalu,leży Violetta?
-Świętego Floriana..-Odparł mój szwagier.Sprawiał wrażenie przygnębionego z powodu,mojego wyjścia.
Ale nie przywiązywałam do tego szczególnej uwagi.Teraz liczyła się tylko moja siostrzenica.


                                                                        ***
Z uwagi na popołudniową porę,ulice były zakorkowane,dlatego podróż,zajęła mi niecałą godzinę.
Stojąc przed dużym,białym budynkiem,ogarnął mnie niepokój.Wspomnienia sprzed kilkanastu lat,uderzyły we mnie niczym tsunami.Doskonale pamiętałam,jak codziennie przychodziłam w takie miejce,w odwiedziny do taty.Razem z mamą,kupowałyśmy wcześniej świerze pomarańcze i ulubione pączki taty.Codziennie,rysowałam mu laurkę z życzeniami o szybki powrót do zdrowia.Często,umieszczałam na obrazku,wizerunek naszej rodziny.Chude ludziki o patyczkowatych kończynach i szerokich uśmiechach,miały przypominać małą mnie,rodziców i Marię.Wtedy do końca jeszcze nie rozumiałam,że mojej siostry tak naprawdę nie ma.Że odeszła i już nigdy nie wróci.Rysowałam kobietę o dużych,zielonych oczach i ciemnych,długich włosach.Próbowałam chociaż w małym stopniu,przedstawić jej promienny uśmiech.
Kolorowymi obrazkami,obwieszałam ścianę w szpitalnym pokoju taty.Nie raz,widziałam,jak roni łzę wzruszenia..Jak mama,płacze,trzymając jego dłoń.
Przysiadałam wtedy na brzegu jego łóżka i łaskotałam jego codziennie bledszy policzek.
Wstawałam wcześnie rano,aby chociaż na chwilę,przed szkołą,móc zanucić mu jego ulubioną piosenkę.Widziałam jego słaby uśmiech,pojawiający się,gdy wsłuchiwał się w mój głos.Wtedy nie czułam,że zawsze na pierwszym miejscu była Maria i jej kariera.Czułam się ważna i potrzebna.
Ale któregoś dnia,nie zastałam go na sali.Nie leżał tam,w czerwono-granatowej piżamie,podpięty do różnych maszyn,których znaczenia pracy,nie rozumiałam.Jego łóżko było puste.Starannie poskładana pościel,pozostawiona była w kącie.Obok białych poduch i kądry,stało niewielkie pudełko z rzeczami taty.
Przeczuwałam,że coś się stało.Zaczepiłam jedną z pielęgniarek i zapytałam o tatę.Zanim cokolwiek,zdążyła mi odpowiedzieć,poczułam uścisk czyjejś dłoni na ramieniu.Za mną stała moja mama.Widziałam jej smutne oczy,przepełnione żalem i bólem.Jej zmęczona tawrz..Wtedy zrozumiałam,jaką wiadomość miałam od niej usłyszeć.
Ośmioletnia,nieszczęśliwa dziewczynka,biegła przez łany zboża.Trawy,straciły już ten blask.Śpiew ptaków,zdawał się układać w marsze pogrzebowe,a wiatr,recytował treny.Chmury,zakrywały blade słońce..Dziecko,upadło na kolana,zanosząc się głośnym płaczem.Przysiadając pod płaczącą wierzbą,czuła ich obecność..Ukochanej siostry i ojca..Tak bardzo tęskniła..Wspomnienia,powracały.Wieczorne koncerty z Marią,rodzinne ubieranie choinki,wspólne spacery..Jej maleńskie serce,zżerał smutek..Beztroskie czasy,już dawno minęły.Zdawało się,że teraz w jej życiu,już na dobre,zagościła rozpacz..


---------------------------------------------------------------
Troszkę przygnębiające? ; )
Ale,pojawiło się Germangie.: >
Jak Wam się podobało?
Komentujcie,kochani! :*

Wiktoria
Ale z racji,że jutro rozpoczęcie roku szkolnego (-.-),to w poniedziałek rano,rozdział się pojawi. :)

18 komentarzy:

  1. Ale bobastyczne :-). Zacieszam się, choć rozdział ponury. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Troszke ? Ja prawie sie poryczalam xd :P Mniejsza... Super rozdzial na taki czekalam ^_^

    OdpowiedzUsuń
  3. ja przez ciebi eteraz płacze ale roździał jajny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie płacz!: o Nie myślałam,że doprowadzę Was do łez.:*

      Usuń
  4. a i kkiedy bedzie nowy rozdział

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm..Rozpoczęcie roku mam na 9..Wstanę o..Pewnie ok.8. ; )

      Usuń
  5. Troszkę przygnębiające? Ja tu się poryczałam! ;_;
    Mimo wszytko rozdział świetny ;)
    Czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. trochę przygnębiający, ale fajny <3333
    haha Jade :D
    czekam na next ;****

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziubasku - to było smutne, dołujące i.. Przykre.
    Ośmioletnia, nieszczęśliwa dziewczynka - nie wiedząc, czemu - kocham ♥
    Czekam na next, no i zapraszam do mnie :3

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialny rozdział, może dasz mi parę rad? Zapraszam do mnie:
    historiamatiasa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń