sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 131

Wciąż wzburzona przysiadłam na krawężniku. Serce kołatało mi w piersi, a obraz niebezpiecznie się kręcił. Powoli zaciągałam powietrze nosem i wypuszczałam ustami.  Przymknęłam powieki, odliczając w myślach do dziesięciu.
Próbowałam analizować to, co wydarzyło się niecałą minutę temu, lecz w mojej głowie panował zupełny chaos. Przed oczami cały czas miałam oburzoną minę Germana i jego kpiąco - bezczelny ton. Jak on śmiał zwracać się do mnie w taki sposób? Jedno było pewne - bez wątpienia udało mi się wzbudzić złość w szwagrze. Ta myśl w zadziwiający sposób podnosiła mnie na duchu.
Gdy cień przysłonił mi słońce, przypomniałam sobie, że kilkanaście metrów dalej zostawiłam Ivi i Emilio. Uniosłam głowę, spoglądając na nich. Włosi przyglądali mi się z góry z badawczymi minami.
- W porządku? - zapytał blondyn.
Przytaknęłam skinieniem głowy, podnosząc się z ziemi z jego pomocą.
- Ivi, proszę cię, żebyś następnym razem powstrzymała się od komentarzy pod adresem Violetty.
- Angie, ale ona przecież...
Skarciłam ją znaczącym spojrzeniem.
- Dobrze, przepraszam.
Poklepałam dziewczynę po plecach, złapałam przyjaciela pod ramię i wspólnie, już bez przeszkód wróciliśmy do mieszkania, uprzednio wstępując na zakupy.


- Będziesz to sprzątał! - pisnęłam, uciekając przed mąką, fruwającą dokładnie po całej kuchni.
Emilio i Ivi doskonale bawili się przy przygotowywaniu ciasta na pizzę, ja za to biegałam za nimi ze ścierką.
- Chodź tu. - Mężczyzna złapał mnie od tyłu w pasie i zbliżył pięść z białym proszkiem do mojej twarzy. Śmiejąc się, próbowałam się mu wyrwać, lecz był silniejszy i sprytniejszy. Zwinnym ruchem przyozdobił moją twarz mąką.
- Ej, zakochańce, uśmiech! - Niespodziewanie rozbłysł flesz aparatu i nastolatka uwieczniła nasze szaleństwa na zdjęciach. Zastygliśmy z uśmiechami na twarzy, patrząc w obiektyw. Czułam przyspieszony oddech przyjaciela na skroni i jego dłonie umieszczone na moich żebrach, a stopniowo coraz bardziej czerwone policzki bez wątpienia wyróżniały się pomiędzy bielą.
- Dobra, kolacja się sama nie przygotuje - zaśmiał się mężczyzna, a w chwili, gdy oderwał swoje ciało od mojego, poczułam lekki niedosyt.
- No co? - Zawstydzona wzruszyłam ramionami, widząc zawadiacki uśmiech Ivi. Dziewczynka zaśmiała się pod nosem i uciekła do pokoju, natomiast ja, aby odgonić niezręczne myśli, zajęłam się nakrywaniem do stołu.
Talent kulinarny Emilia po raz kolejny mnie zaskoczył, ośmieliłabym się nawet powiedzieć, że niekiedy zbija z podium nawet Olgę.
Kiedy Ivi zasnęła, wróciłam do salonu, gdzie mężczyzna przeglądał nagrania  z odtwarzacza DVD. Wybraliśmy jakiś film akcji, popijając przy tym wino, przywiezione prosto z Włoch przez moich gości.
Zachęcona przez szybko spożyty trunek, wtuliłam się w tors przyjaciela i przymknęłam powieki. Wtem rozległ się dzwonek.
- Spodziewasz się kogoś? - Emilio natychmiastowo się wyprostował.
Pokręciła głową i zdziwiona, podreptałam do drzwi. W progu stał German.
Z niedowierzaniem zacmokałam ustami, opierając się o futrynę. Szatyn wyglądał na zmęczonego.
- Angie, wszystko w porządku? - Obok mnie pojawił się Włoch.
Zobaczyłam jak mój szwagier unosi brwi i prycha pogardliwie.
- To twój nowy facet? - rzucił.
- Emilio. - Blondyn wyciągnął rękę ku szatynowi. - Wracajmy do środka - dodał, gdy ten nie zareagował. Poczułam, jak obejmuje mnie w pasie.
- Masz rację.
Już miałam się odwrócić, kiedy rozległ się stanowczy głos Germana:
- Chciałem porozmawiać.
- Ale ona chyba nie chce rozmawiać z tobą.
- Nikt nie pyta cie o zdanie..
- Ty te..
- Dosyć! - przerwałam im. - Wszystko w porządku, Emilio. - Wyswobodziłam się z jego uścisku. - Wyjaśnię sobie coś z moim szwagrem - wyraźnie zaakcentowałam ostatnie słowo - i zaraz wracam.
Włoch rzucił zirytowane spojrzenie w kierunku Castillo.
- Będę za drzwiami.
Przytaknęłam skinieniem głowy i zbliżyłam się do ojca Violetty.
- Więc o czym chciałeś porozmawiać?
- O nas.
- O nas? - zaśmiałam się, kpiąco. - Nie ma żadnych nas, Germanie. A może pochwaliłeś się narzeczonej? - syknęłam, usiłując spojrzeć w jego oczy, lecz mężczyzna unikał mojego wzroku. - Nie jesteś wobec nas uczciwy, ani szczery. Jesteś nikim. Nie zbliżaj się do mnie. - Chciałam wrócić do mieszkania, lecz ponownie zatrzymał mnie jego głos.
- Nie mów, że o mnie zapomniałaś.
- Nie zapomniałam. - zatrzymałam się, przełykając ślinę i w końcu decydując na szczerość przed nim i samą sobą. - Pamiętam każdy twój dotyk, uśmiech i pocałunek. Wciąż słyszę, jak wołasz mnie przez sen i żegnasz na dobranoc..
- Zniszczyłem to. Zabiłem naszą miłość.
- Nie można zabić czegoś, co dawno było martwe. - Gorzko przełknęłam ślinę, spoglądając na niego. Stał oparty o ścianę ze wzrokiem wlepionym w podłogę.
- Ty naprawdę mnie kochałaś..
- Bardziej niż kogokolwiek - przytaknęłam. Łzy zebrały mi się w kącikach oczu. - Chcę wierzyć, że i ty mnie kochałeś..
German nie odpowiedział. Popatrzył na mnie oczami pełnymi bólu i smutku, po czym podszedł, przysuną do ściany i złożył na moich ustach gorący pocałunek. Nie był ani zbyt gorliwy, ani za delikatny. Oddawał dokładnie wszystko to, co czuliśmy. Był jak ten pożegnalny pocałunek sprzed kilku miesięcy, gdy spędziliśmy pierwszą, wspólną noc.
Zacisnęłam pięści na kołnierzu jego koszuli i mocniej złączyłam nasze wargi. Nie próbował mnie dotykać, lecz zatopił dłonie w moich włosach i tak, jak ja - poddał się chwili, skupiając na tym jednym pocałunku. Każde osunięcie naszych ust krzyczało inną melodią, każde było inne i niepowtarzalne. Nigdy nie całował mnie w ten sam sposób, zawsze zachowywał te nutkę tajemniczości.
W końcu niechętnie oderwaliśmy się od siebie.
- Nie wiem jak, nie wiem kiedy, nie obchodzi mnie czyje usta wtedy będziesz całować.. jesteś moją dziewczyną - wysapał wprost do mojego ucha, po czym zdecydowanie odsunął się i nie obejrzawszy się w tył - odszedł, zostawiając mnie samą.
Moje serce kołatało dwa razy szybciej, niż podczas spaceru, całe ciało trzęsło się niczym w febrze, a kąciki oczu były mokre od kropelek łez.
"Nie rozkleję się" - powtarzałam sobie w myślach, lecz kiedy przekroczyłam próg mieszkania i zobaczyłam siedzącego na kanapie Emilia, po prostu wybuchłam.
Popędziłam do mężczyzny, wtulając się w niego, jakbym chciała wniknąć w jego ciało. Ciepło od niego bijące dawało mi dawno zapomniane poczucie bezpieczeństwa i spokój. Emilio, jakby słyszał moje myśli, bo bez wahania zacieśnił uścisk i począł kciukiem gładzić moje udo.
- Jestem, skarbie, jestem, kochanie - szeptał, obsypując czubek mojej głowy pocałunkami.
Płakałam pierwszy raz, odkąd wyjechałam do Włoch. Stopniowo czułam, jak niewidzialna zapora pomiędzy mną, a emocjami znika i mogę się ich wszystkich wyzbyć razem ze łzami.

Nazajutrz obudziłam się w swoim łóżku, otulona ciepłym kocem. Z kuchni dobiegły mnie rozmowy Ivi i Emilio w ich ojczystym języku. Niby umiałam go, lecz z tego o czym mówili nie zrozumiałam nic. I pomyśleć, że byłam we Włoszech... i to wszystko przez...
Zamknęłam oczy. Wszystko błyskawicznie pojawiło się przed moim oczami - poznanie Javiera, zapoznanie go z szwagrem, wspólne święta, zmiana Germana na lepsze... i na końcu śmierć chłopca, który nic nie zawinił, nic złego nie robił. 

Łzy napłynęły do moich oczu, gdy przypomniałam sobie to wszystko. Do tego sytuacja z Germanem.
"Nie wiem jak, nie wiem kiedy, nie obchodzi mnie czyje usta będziesz całować... jesteś moją dziewczyną"
"Zabiłem tą miłość"
- Angie. - do pokoju weszła Ivi, trzymając talerz smacznie wyglądających kanapek. - Płaczesz? - Widząc łzy, odłożyła jedzenie na biurko i przytuliła mnie. Była osobą, która również diametralnie się zmieniła. Każdy się zmienił.
- Wszystko w porządku? - Emilio wszedł do sypialni i usiadł obok nastolatki. - Chodzi o Germana? - zapytał, podnosząc przy tym brew.
- Ten leszczu tu był? - zdziwienie i rozgoryczenie malowało się na twarzy brunetki. No tak, w jednym się nie zmieniła...
- To nie istotne... - wyjąkałam, poprawiając swoje włosy. Nastolatka przewróciła oczami i wyszła z pokoju, mówiąc coś o moim szwagrze. Emilio objął mnie ramieniem, głaszcząc go.
- Chodzi o niego, prawda? - zapytał, wskazując na nasze wspólne zdjęcie, stojące na biblioteczce. Byliśmy szczęśliwi, codziennie zasypiałam w jego ramionach, a pocałunkami, pieszczotami i rozmowami poznawałam go na nowo.
Wstałam z łóżka i wrzuciłam fotografię do szuflady biurka.
- German się zmienił. Nie był taki. Gdybyś nas zobaczył, przed śmiercią... - głos mi się załamał. W dłoni trzymałam zdjęcie ze Świąt Bożego Narodzenia. Czuć było od niego tą magię. Magię nie tylko samych świąt...
- Przed czyją śmiercią? - odwróciłam wzrok w kierunku Ivi, która oparta o framugę drzwi, patrzyła zaciekawionym wzrokiem.
- Javiera. - podałam Emilio zdjęcie, któremu przez moment się przyglądałam. Zainteresowana Ivi, przybliżyła się do Włocha, chcąc zobaczyć chłopczyka.
- To on. - pokazałam palcem na malutką, śmiejącą się istotkę. - Javierka poznałam, gdy Violetta miała problemy zdrowotne. Pamiętam, że zaczepił mnie pytając się czy mam czekoladę... - uśmiechnęłam się na samo wspomnienie pierwszego spotkanie z chłopcem.
- Dowiedziałam się od pielęgniarki, że Javier ma białaczkę i jest pod stałą opieką w szpitalu. Jego rodzice umarli w wypadku samochodowym, a babcia opiekowała się nim, dopóki sama nie popadła w chorobę. On miał tylko 6 lat... - zauważyłam, że Włosi z uwagą przyglądają się fotografii.
- Zapoznałam go z Violettą... i Germanem. Wtedy poznałam go z innej strony, on był zafascynowany Javierem, pokochał go jak rodzic, pokochał go jak ja. Spędzaliśmy z nim czas, przychodziliśmy do niego, a on tak się cieszył na nasz widok... nigdy nie zapomnę jego szczęścia, gdy dowiedział się że spędzi z nami święta. W Sylwestra byliśmy z Germanem w jednym miejscu, spędzaliśmy go razem... nagle zadzwonił Ramallo, asystent przyjaciel szwagra. Powiedział, że stan Javiera się pogorszył. Ja...ja... byłam przy nim jak umarł. - łzy lały się po moich policzkach. - Wszystko pamiętam, wszystko... powiedział, że boli go główka, że jak wyzdrowieje to chcę malować... Nie chciał być sam jak pójdzie ze swoim aniołkiem do nieba... i nie był. Ale odszedł. - szlochałam, nie opanowując emocji. Ivi wtuliła się we mnie, mocząc pojedynczymi łzami moją koszulkę. Emilio objął nas obie.
- Ciii. - szeptał do nas, a ja przetarłam oczy. Nastolatka również już się uspokoiła, patrząc na mnie ze współczuciem.
- Jesteś najsilniejszą osobą, którą znam.. - szepnęła. 

Uśmiechnęłam się lekko, dając im znak, że chcę zostać sama. Kiedy wyszli z sypialni, ubrałam się, uczesałam i zrobiłam lekki makijaż. 
Po skończonym śniadaniu, rzekłam tajemniczo:
- Chciałabym was gdzieś zaprowadzić. 
Emilio i Ivi wymienili spojrzenia, ale przystanęli na propozycję i posłusznie powędrowali ze mną poza mieszkanie. 

Przekroczyliśmy bramę cmentarza w ciszy. Powoli ruszyliśmy główną ścieżką, a ja przypominałam sobie pogrzeb Marii, taty i Javiera. 
Przemknęłam oczy, cicho wzdychając, skręciłam w szereg równo ustawionych nagrobków. Włosi szli za mną, szepcząc coś do siebie.
- To tutaj. - rzekłam, siadając na ławce przed kamienną płytą. Emilio zajął miejsce

obok mnie, a Ivi stanęła przy nas. To tutaj, kilka miesięcy temu został pochowany Javier. To tu leży jego malutkie, bezwładne ciało. Przygryzłam wargę i wtuliłam się w towarzysza, który gładził mnie po włosach.
- Mam nadzieję, że spotkał tam swoich rodziców i są szczęśliwi. - szepnęła Ivi zduszonym głosem. 
Wyobraziłam sobie to. To, jak cieszy się obecnością rodziców. To jak maluje z nimi i opowiada o oddanej mu Angie i opiekuńczym wujku Germania, który ma taaaaki wielki brzusio. Opowiada o wszystkim co widział... Przeżegnałam się i pomodliłam, po czym razem z Włochami, ruszyłam w kolejne miejsce.
- Czemu świat jest taki okrutny? - jęknęła brunetka, idąc, lecz nadal przyglądając się znikającemu już za horyzont nagrobkowi.
- To my budujemy świat i od nas zależy jaki on jest. - odpowiedziałam i ujęłam dłoń dziewczyny. - Teraz chcę, żebyśmy zatrzymali się przy grobie mojej siostry. - zauważyłam na twarzy nastolatki uśmiech. Chyba dobrze pamięta, jak to ona podała się jako Maria Saramego. Emilio również uniósł kąciki swoich ust. Idąc dalej, w końcu doszliśmy do nagrobka.
- Moja mama ją uwielbiała. - westchnął Włoch i cmoknął ustami.
- A ty nie? - udałam oburzenia, parskając przy tym śmiechem. Objęłam moich towarzyszy i w ciszy, obserwowaliśmy nagrobek. Paliło się na nim kilka czerwonych zniczy, a w wazonie czerwona róża- ulubiony kwiat Marii. Uwielbiałam wspominać czasy, gdy Maria po kryjomu wychodziła z domu na randki z Germanem i wracała za każdym razem jedną różą. Gdy jej się oświadczał powiedział, że każda róża to miłość, która na nowo odradzała się z każdym ich spotkaniem. Dlatego je tak uwielbiała.
- Angie. - Ivi dotknęła mojego zaróżowiałego i mokrego policzka... sama nie wiedziałam, że łzy kapały z moich oczu. - Chodźmy już...
Przytaknęłam i ruszyłam z nimi, w stronę wyjścia.

 "Może niedługo się zobaczymy" - dodałam w myślach i z lekkim uśmiechem prowadziłam Włochów w kolejne miejsce. Aleje parku były zajętę przez rodziny przechadzające się z dziećmi przed porą obiadową. Udało się nam- staruszkom- przepchać przez tabun dzieci i młodych rodziców. Emilio niespodziewanie objął mnie w talii, zerknąwszy na dzieciaki, które biegły do swojej mamy.
- Czasem też tak myślisz, że nigdy nie będziesz mieć dzieci? - otworzyłam szeroko oczy. Pytanie przyjaciela wytrąciło mnie z równowagi. Miałam Javiera... co prawda nie był on moim synem, ale czułam się jak matka.
- Ja... nie, nie. - pokręciłam głową, zerkając na nastolatka, która beznamiętnie patrzyła w niebo. - Ej, młoda, co ci jest?
- Zdołowałaś mnie. - wybełkotała, mamrocząc coś o mojej siostrze i Javierku. Wypuściłam powietrze nosem, by lekko się uspokoić.
- Angie! - usłyszałam krzyk za swoimi plecami. W moją stronę szedł Pablo, z torbą na ramieniu i trzy..a może dwudniowym zarostem na brodzie. Zdyszany.. i spocony.. podszedł do mnie, przytulając mnie przy okazji.
- Kochana, tak strasznie cię przepraszam za tą moją nadopiekuńczość. - poczułam jak Włoch zabiera rękę z mojej talii. - Po prostu... aa, chyba w niczym nie przeszkadzam... - Pablo zauważył Emilia i stojącą za mną Ivi.
- Nie, nie... Pablo to jest Emilio, Emilio, to mój przyjaciel Pablo. - uścisnęli swoje dłonie, - A to Ivette.
- Ivi, miło mi cię poznać. - przerwała nastolatka, słysząc swoje pełne imię. Uśmiechnęłam się do Pablo, który mierzył wzrokiem blondyna. Chrząknęłam cicho, chcąc zwrócić uwagę bruneta.
- Ee, szedłem do Studia.
- Świetnie, my też się przejdziemy. - oznajmiłam, głaszcząc po plecach nastolatkę, która w końcu się uśmiechnęłam. Pablo również się uśmiechnął, lecz mało entuzjastycznie. 

Ruszyliśmy w stronę szkoły, rozmawiając o muzyce. Mogłam zauważyć, że Ivi szybko polubiła bruneta, dobrze im się rozmawiało.
- Czyli Violetta się tam uczyła? - przytaknęłam, na pytanie dziewczyny.
- Ugh... - jęknęła, ale ja uśmiechnęłam się, bo w tym momencie pomiędzy koronami rozłożystych drzew ukazał się kolorowy budynek Studia.


_______________________________
131 rozdział za nami. 
Trochę Germangie, a co. :D
Mamy nadzieję, że rozdział się Wam podobał.
Czekamy na wszelkie groźby, prośby, komentarze.

Do przeczytania!
W&Z

środa, 5 listopada 2014

Rozdział 130

(...) W drzwiach stał Emilio, wraz z Ivi.
Przytuliłam oboje, czując łzy szczęścia na policzkach.
http://27.media.tumblr.com/tumblr_l8kay8rg6c1qcv99so1_500.jpg- Co wy tu robicie? - zapytałam, zapraszając ich do środka. Emilio spojrzał na dziewczynę, która przewróciła oczami i rzuciła mi się na szyję. Oboje wyglądali na zmęczonych, ale mimo to uśmiechali się wesoło. Dopiero wtedy poczułam, jak bardzo brakowało mi optymizmu Emilia i jego promieniującej radości
- Postanowiliśmy, że skorzystamy z wakacji i zwiedzimy sobie Argentynę..
- Powiedziałam mu, że musimy przyjechać. - szepnęła mi do ucha dziewczynka. Uśmiechnęłam się do blondyna, na co wzruszył ramionami, odwzajemniając gest.
- Zmusiła mnie - dodał, a ja się zaśmiałam.
Ivi w końcu niechętnie oderwała się ode mnie i weszła do salonu. Wskazałam Emilio moją sypialnię, gdzie zostawił dwie, opasłe torby.
- Rozumiem, że wprowadzacie się na dłużej? - zaśmiałam się, patrząc na Włocha, który w skupieniu patrzył na zdjęcia, stojące na komodzie. Kiwnął głową, zajęty wpatrywaniem się w ramki.
- Kto to? - wskazał na zdjęcie moje i Pabla.
- Mój przyjaciel, Pablo. Opowiadałam ci o nim - rzekłam, uśmiechając się. Spoglądając ze zdjęcia na zdjęcie, mój wzrok zatrzymał się przy fotografii z Germanem z okresu świąt. Siedzieliśmy na kanapie, mężczyzna obejmował mnie ramieniem, a ja wtulona w niego, muskałam nosem jego brodę.
- Coś się zmieniło, odkąd wróciłaś? - zapytał.
- Nic czego byś nie wiedział - skłamałam, nie wspominając o nocy spędzonej ze szwagrem. To nie była pora na takie zwierzenia.
- A Violetta?
- Po tym razie, kiedy się pokłóciłyśmy, więcej jej nie widziałam.
Emilio wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale w tym momencie do pokoju wpadła rozanielona Ivi.
- Angie, masz piękne widoki z okna! - zapiszczała. Widać było, że bardzo się zmieniła, wróciwszy do rodziców.
- Masz za sobą długą podróż, jest po 21, więc teraz grzecznie pójdziesz spać, a jutro po mojej zmianie wybierzemy się na spacer - oświadczyłam, gasząc entuzjazm nastolatki. - No a  teraz chodź do mnie jeszcze, muszę ci się przyjrzeć! - zaśmiałam się, rozchylając ramiona. - Urosłaś.
- A ty zmizerniałaś. Jak się czujesz? - wtrącił Emilio.
Usiadłam na kanapie, biorąc dziewczynę na kolana. Mężczyzna stał obok fotela z rękami włożonymi do kieszeni i badawczo mi się przyglądał.
Znaczącym spojrzeniem  dałam mu znak, że nie jest to temat, w który powinna zagłębiać się kilkunastolatka i mocniej przesunęłam ją do siebie.
- Tak, Angie, powiedz - poprosiła,  chwytając mnie za szyję i badawczo spoglądając w oczy.
Zganiłam Emilia w myślach,  mrucząc łagodne dobrze. Mężczyzna posłał mi nerwowy uśmiech,  ale nie opanował,  dopóki Ivi nie wyszła z salonu.
Przeciągnęłam się ospale, rzucając aluzję, iż nie mam ochoty na rozmowę o moim zdrowiu. Przyjaciel jednak wygodnie usadowił się obok mnie i objął ramieniem.
- Nie patrz tak na mnie - prychnęłam.
- Patrzę na ciebie, jak zakochany w młodszej siostrzyczce brat - odparł jednym tchem i pozwolił mocniej wtulić się w jego tors.
- Kocham cię, przyjacielu - szepnęłam, ziewając.
Dopiero teraz zrozumiałam,  jak bardzo brakowało mi czyjegoś ciepła i obecności,. Przy Emilio nareszcie znowu poczułam się bezpiecznie, w końcu od bardzo długiego czasu odzyskałam spokój,  ciesząc się nim, nawet jeśli wiedziałam,  że jak to bywa moim życiu -  będzie on trwał tylko chwilę..
Ocknęłam się dwie godziny później za sprawą dźwięczącej komórki.  Zaspana, zarejestrowałam,  że nie znajduję się już na kanapie, w objęciach przyjaciela, ale w sypialni, obok pochrapującej Ivi. Czym prędzej dotykiem odszukałam urządzenie i wybiegłam do łazienki.
- Halo? - wymamrotałam do słuchawki, patrząc na swoje zmasakrowane odbicie w lustrze nad umywalką.
- Halo, dzień dobry. - Usłyszałam głos mamy Ivi. - Zdaję sobie sprawę z różnicy czasu, ale już nie mogłam wytrzymać.  Co prawda pan Emilio dzwonił po podróży...
- Wszystko jest w jak najlepszym  porządku. - Zapewniłam, przerywając jej wpół zdania. - Pańska córka dotarła do mojego mieszkania bezpiecznie, z tego co wiem lot też minął bez komplikacji,  a jeśli ma pani na myśli tę niespodziewaną wizytę,  to bardzo się cieszę z odwiedzin Ivi. Myślę,  że spędzimy razem we trójkę miło czas. Będziemy na bieżąco do państwa dzwonić.
- Bardzo dziękuję, już się z mężem martwiliśmy, że może..
- To nie problem. - Znów się wtrąciłam. - Cieszę się, że mogę spędzić trochę czasu z państwa córką. Bardzo przepraszam, ale..
- Och, tak, środek nocy. - Tym razem przerwała mi Brytyjka. - Dziękuję, dobrej nocy. - I zakończyła połączenie.
Potrząsnęłam niemrawo głową, nie świadoma tego, co przed chwilą się rozegrało i odłożyłam telefon na pralkę, poprzednio zerkając na godzinę, dochodziła druga w nocy. Następnie powlokłam się z powrotem do łóżka.

- Angie, Angie. - usłyszałam jak ktoś krzyczy mi do ucha. Przetarłam oczy i przede mną stała Ivi. Podniosłam się do pozycji siedzącej, przeciągając się przy okazji.
- Co, co? - wybełkotałam.
- Jest już dziesiąta. Chodź, śniadanie czeka. - Brunetka siłą wyciągnęła mnie z łóżka i pociągnęła do kuchni, gdzie Emilio nakładał jajecznicy. Oboje byli już ubrani.
Usiadłam przy stole, ziewając.
- Kawy? - zapytał Emilio, trzymając dzbanek z ciepłym napojem. Kiwnęłam głową i zaczęłam jeść śniadanie. - Pozwoliłem sobie, zajrzeć do twojej lodówki  i szafek - oznajmił, siadając obok mnie. Wybełkotałam coś niewyraźnie, z ustami pełnymi jajek.
- Wszystko dobrze, Angie? Wyglądasz na zmęczoną... - zapytała nastolatka, siadając po przeciwnej stronie.
- Dzwonili twoi rodzice, pytając się czy wszystko dobrze. - Przypomniałam sobie incydent z nocy. Zauważyłam jak kąciki ust dziewczyny wędrują ku górze.
Śniadanie zjedliśmy w miłej atmosferze, dawno nic nie smakowało mi tak dobrze. Nie wiedziałam czy to zasługa kucharza, czy towarzystwa. A może jedno i drugie tak na mnie wpłynęło?- Co będziemy zwiedzać? - pisnęła podekscytowana Ivi,odkładając brudne talerze do zlewu.
- Buenos Aires, a co innego? - zaśmiałam się, zmierzając do sypialni. Dziewczyna podążyła w ślad za mną.
Otworzyłam szafę w poszukiwaniu ubrań na dzisiejszy dzień. Od razu w oczy rzuciła mi się kolorowa sukienka w kwiecistym wzorze, wciśnięta w kąt mebla. Westchnęłam, rozprostowując ją. Łączyły się z nią wspomnienia z tamtego życia, z tamtego świata, gdzie miałam spokojny dom, pracę, byłam zdrowa..
Pewnym ruchem założyłam ją na siebie, była lekko ciasna w okolicach bioder, ale wciąż się sobie w niej podobałam.
Z uśmiechem na twarzy, całą trójką wyszliśmy z mieszkania. Buenos Aires było pełne ludzi, ze względu na wakacje, pogoda dopisywała. 
- Czyli pracujesz w restauracji? - zapytał Włoch, gdy skręciliśmy do miejskiego parku. Kiwnęłam głową, przypominając sobie ostatnią sytuacje z Pablo w pracy.
- Tak poza tym... chcę otworzyć Studio we wrześniu, ale boję się, że nie zdąrzę - dodałam, patrząc na Ivi, która obserwowała ogromne biurowce, rozstawione w około parku. - I jak? - zapytałam.
- Świetnie... Emilio dasz mi kilka peso, strasznie chcę mi się pić? - mężczyzna dał dziewczynie pieniądze, a ona pobiegła do pobliskiej budki.
- Usiądźmy. - poprosił, wskazując jedną z pobliskich ławek.
Uwielbiałam tą porę roku i ten park. Lato zawsze rozweselało to miejsce, które na jesień zaczynało zasypiać.
- Pięknie tu. - rzekł Emilio, obejmując mnie ramieniem.
- Taak. - westchnęłam, opierając się o ramię mężczyzny.
- Ej, zakochani, chodźmy dalej. - usłyszałam krzyk Ivi, na co razem z Włochem wybuchnęliśmy śmiechem. Tęskniłam za nimi... zawsze chciałabym, żeby tak było.
Następnym przystankiem była kawiarnia, w której zamówiliśmy po pucharze lodów. Ivi przez ten czas rozmawiała z rodzicami, Emilio przyglądał się ludziom przechodzącym przez ulicę, a ja wpatrywałam się w nich. Dokończyłam swoją porcję i pogoniłam swoich towarzyszy. Zaprowadziłam ich do muzeum sztuki nowoczesnej i oceanarium, przy okazji na kolejne dni planując wyjście do kina i na basen.
- Już dziewiętnasta... - oświadczyłam, siadając na ławce. Włosi zajęli miejsca obok mnie, wygrzewając się w ostatnich promieniach zachodzącego słońca.
- A co na kolacje? - zapytała nastolatka, a ja otworzyłam szeroko oczy.
- Zapomniałam pójść do sklepu. - Uderzyłam otwartą dłonią w czoło.
- Spokojnie - zaśmiał się Emilio. - Pójdziemy na zakupy i w domu przyrządzimy domowej roboty pizze. Co wy na to? - Podsunął pomysł
Na samą myśl o prawdziwym, włoskim jedzeniu poczułam burczenie w brzuchu i razem z Ivi ochoczo przystanęłyśmy na propozycję.
- Pospieszmy się, bo..
- Angie. - Usłyszałam za sobą znajomy głos.
Wstałam z ławki i wzięłam głęboki wdech, po czym powoli go wypuściłam. To Violetta szła w moją stronę, a za nią mogłam dostrzec Germana i jego narzeczoną.
Nerwowo poprawiłam włosy. Poczułam jak dłoń przyjaciela wsuwa się w moją.
- Violu...
- Angie, to ta zołza, która cię tak potraktowała? - Ivi stanęła obok mnie, mrużąc oczy.
Brunetka zacisnęła wargi, pomalowane szminką w kolorze ciemnego różu, aby po chwili je wydąć w kpiącym uśmiechu.
- A ty kim jesteś, żeby mnie przezywać? - zapytała po chwili, i przeniosła ciężar ciała na drugą nogę. Wzrokiem podążyłam w dal za jej plecami, gdzie zauważyłam jak German patrzy na palce Emilia, zaciśnięte na mojej dłoni.
- Na pewno osobą, która lepiej traktuje dorosłych - burknęła.
http://24.media.tumblr.com/b7dd966706835cb58900a9a8f03a0f3e/tumblr_mkc2x0jmRn1rgam16o4_250.gif- Ivi, dosyć. - Zganiłam ją. Oderwałam się od Włocha i podeszłam do siostrzenicy, która wlepiła wściekły wzrok w chodnik.
- Kim oni są? - tym razem pytania nie zadała nastolatka. Zwróciłam wzrok na Germana, który niespodziewanie znalazł się tuż za jej plecami. Tępo spoglądał na Emilia, a jego brawa brew była nieznacznie uniesiona. Esmeralda mocno trzymała się ramienia mojego szwagra, co przyprawiło mnie o złość. Szwagier, kochanek, były...
- A co was to obchodzi? - wybuchnęłam - Co ja was obchodzę? Co ja CIEBIE obchodzę? - Wycelowałam palcem w Germana. Czułam wściekłość i momentalnie zrobiło mi się gorąco. Jak oni śmieli wtrącać się w moje życie?
Z uporem starałam się spojrzeć w oczy mężczyzny, lecz ten skrupulatnie unikał mojego wzroku, z zaciśniętymi wargami obserwując jakiś punkt daleko za moimi plecami.
Zerknęłam na Violettę, która z bólem w oczach patrzyła to na mnie, to na swego ojca. Ivi wraz z Emilio obserwowali całe zdarzenie zza moich pleców. Przechodnie patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale mnie to nie obchodziło. Podeszłam do siostrzenicy i złapałam jej dłoń.
- Bardzo cie kocham, mam nadzieję, że kiedyś zrozumiesz moją decyzję i mi wybaczysz. 
Pocałowałam dziewczynę w czoło, po czym odwróciłam się na pięcie i nie zważywszy na nic, ani nikogo, odeszłam. 

________________________________
I drugi rozdział naszego autorstwa mamy już za sobą. :D
Germi taki zazdrosny, a jak. 
Czyżby Emiliangie?

Do przeczytania!
W & Z