- Stan pacjentki z dnia na dzień się pogarsza, konieczna będzie operacja. Niestety.. jest dosyć kosztowna, a w przypadku pani Saramego, to walka z czasem..
- Dzień dobry, kochanie. - Przywitał mnie German. Musnęłam jego policzek i zajęłam miejsce obok.
W tym momencie do jadalni weszła Violetta i Ramallo, a z kuchni, z tacą pyszności wyłoniła się Olga. Wszyscy mieli zadowolone miny, a zapach świeżych bułeczek gosposi tylko podniecił apetyty. Nic w końcu dziwnego, dzień zapowiadał się pięknie. Słońce przebijało się przez gałęzie rozłożystych drzew i ani jeden obłok nie śmiał go przysłonić. Domownicy wydawali się wypoczęci i weseli.
- Jakie plany na dzisiejszy dzień ma moja mała dziewczynka? - zapytał pan domu, patrząc na córkę. Dziewczyna wywróciła oczami, poirytowana zdrobnieniem.
- Po zajęciach idziemy z dziewczynami do Resto, a później Leon zaprosił mnie na spacer - odpowiedziała, biorąc kolejny kęs drożdżówki.
Ku mojemu zdziwieniu, German nie zareagował na wspomnienie o chłopaku nastolatki i tym razem uwagę skupił na mnie.
- A moja duża dziewczyna? - Posłał mi uśmiech.
Spuściłam głowę, rumieniąc się. Zawsze robiło mi się gorąco, kiedy nazywał mnie "swoją dziewczyną" w czyjejś obecności, nawet w kwestii żartu. Czułam wtedy, że naprawdę się mnie nie wstydzi i traktuje nasz związek poważnie.
- Cóż.. Zamierzałam miło spędzić popołudnie z moim chłopakiem. - Odwzajemniłam jego spojrzenie. Widziałam, jak jego oczy śmieją się do mnie. Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie, aż do momentu, kiedy Violetta oznajmiła, że czas już wychodzić. Cmoknęłam Germana w policzek, pożyczyłam domownikom "miłego dnia" i razem z siostrzenicą udałam się do Studia.
Otworzyłam oczy. Dziś, kiedy poczułam się nieco lepiej, mogłam uważnie przyjrzeć się sali. Pokój, w którym się znajdowałam w niczym nie przypominał szpitalnych oddziałów. Kremowo - szare ściany idealnie kontrastowały z herbacianymi różami, porozstawianymi na parapecie i brązowymi meblami oraz puchowym dywanem. Musiało być wcześnie rano, bo za oknem ledwie świtało i salę rozjaśniał jedynie blask lampy, stojącej w kącie. Jedyną oznaką kliniki były białe łóżka, ustawione równolegle do okien. Dwa z nich były puste, trzecie zajmowałam ja. Dopiero po dłuższej chwili, zauważyłam, że po mojej lewej stronie, w fotelu cicho pochrapuje Pablo. Mężczyzna lekko ściskał moją dłoń, kiedy próbowałam się wyswobodzić, natychmiast się ocknął.
- C-co.. - wymamrotał, rozglądając się po sali. Gdy spostrzegł, że nie śpię, uśmiechnął się słabo i pochylił.
Oczy miał przekrwione i podpuchnięte, a twarz bladą i zmęczoną. Kilkudniowy zarost sugerował, że przez dłuższy czas nie opuszczał szpitala. Poczułam ścisk w gardle i odwzajemniłam uśmiech.
- Jak się czujesz? Potrzebujesz czegoś? Zawołać pielęgniarkę?
- Nie, Pablo, nie. Dziękuje - powiedziałam. Słabość mojego głosu przeraziła nawet mnie.
Mężczyzna poruszył się niespokojnie, ale nie opuszczał kącików ust.
- Powinieneś odpocząć.
- Nie jestem zmęczony - ziewnął.
Zachichotałam.
- Angie.. German ma te pieniądze, stać go na opłacenie leczenia i..
- Nie. - Przerwałam mu. - Nie chcę jego majątku.
- Wiesz, że to może być jedyne wyjście.. - powiedział cicho, jednak zdążyłam to dosłyszeć. Chwyciłam jego dłoń.
- Jeśli mam odejść, to na moich warunkach, nie przykuta do łóżka i kroplówek.
Wiedziałam, że tymi słowami łamię mu serce. Znaliśmy się już tyle lat, razem dorastaliśmy, wspieraliśmy się i razem podejmowaliśmy wszelkie decyzje. Nasza przyjaźń, związek. Zawsze mogłam liczyć na pomoc Pablo. Nawet w obliczu śmierci był obok.
***
- Nie, nie tak. Nie naciskaj zbyt mocno.. - Instruował Pablo.
Cofnęłam dłoń, tak, że opuszki moich palców ledwo dotykały klawiszy fortepianu, po czym rytmicznie je opuściłam, układając spójną melodię.
Przymknęłam oczy i odchyliłam głowę, wsłuchując się w kojące dźwięki. Przyjaciel odegrał następne wersy piosenki, po czym przystanął. Spojrzeliśmy na siebie, jednocześnie wybuchając śmiechem. Nastolatek objął mnie ramieniem i resztę wieczoru spędziliśmy na mojej pierwszej lekcji muzyki.
***
Zapach męskich perfum zmusił mnie do otworzenia powiek. Oślepił mnie dziwny blask. Gdy kujące światło nieznacznie zbledlo, ujrzałam nachylającego się Germana, który w skupieniu się we mnie wpatrywał. Ale coś było inaczej, coś było nie tak. Jego surowa twarz była zupełnie pozbawiona emocji. Uniosłam dłoń, aby go dotknąć, Jego policzek był tak zimny i twardy.
Nagle mężczyzna wstał i powoli zaczął się oddalać.
- Poczekaj! - Zamiasy krzyku z moich ust wydobył się jedynie niewyraźny szept.
Resztkami sił stanęłam na nogi i potykając się, pobiegłam za szwagrem, lecz, gdy tylko wydawało mi się, że zaczynam go doganiać, jego sylwetka robiła się rozmazana i jeszcze bardziej oddalona. Obraz wokół mnie wirował, zmieniał barwy, przyspieszał, zwalniał, Czułam, że powoli tracę równowagę.
Zdyszana, opadłam na rażącą biel i zaszlochałam. Byłam zmęczona. Chciałam, aby ten koszmar się w końcu skończył.
- Już dobrze, siostrzyczko. - Czyjaś dłoń powoli sunęła po moich włosach.
Niepewnie rozchyliłam powieki i moim oczom ukazała się Maria. Uśmiechała się do mnie łagodnie.
- To tylko sen, tylko sen. - Płakałam, zwijając się w kłębek i zakrywając uszy dłońmi.
- Nie bój się, Angeles - powiedziała dzźwięcznym głosem.
Jej mleczna cera idealnie kontrastowała z czerwienią ust i ciemnymi lokami, które okalały jej smukłą twarz. Otulała ją biel, lecz nie tak rażąca. Ta, która jej towarzyszyła była niezwykle kojąca i poczułam, że pragnę móc również, choć trochę jej zasmakować. Była przepiękna, dokładnie taka, jak ją zapamiętałam.
- Czy ja umarłam? - wydusiłam.
Roześmiała się.
- Ależ nie, głuptasie.
- Czy to niebo? Czyściec? A może piekło?
Ponownie zachichotała.
- Nie, kochanie. To miejsce, w którym spotykają się wszystkie zagubione dusze, które muszą stanąć przed pewnym bardzo ważnym wyborem. Jestem tu, aby pomóc ci go podiąć. Chodź ze mną - poprosiła. Chwyciłam jej dłoń, pozwalając, aby rażąca przestrzeń zniknęła.
Pokój oświetlała jedynie nocna lampka, stojąca w kącie pokoju. Ściany pokryte były różową tapetą w kwiatki, a z sufitu zwisały odblaskowe nuty.
- Czy to..
- Zgadza się, to jego córeczka. Mała Angeles.
Spojrzałam na Marię.
- Nazwał ją moim imieniem?
Kobieta uśmiechnęła się lekko.
- Kochał cię. Chciał, żebyś pozostała jak najbliżej.
Regały całkowicie zapełniały misie i lalki. Podeszłam do jednej z półek, na której stała fotografia niemowlęcia w obięciach mojego przyjaciela i jego żony. Podpis z tyłu ramki sugerował pamiątkę ze chrztu dziecka.
Spojrzałam w kierunku Galindo, do którego dołączyła Monica. Oboje nachylali się nad łóżeczkiem córki. Kobieta szczelniej ukryła małą pod kołdrą, podczas, gdy Pablo cicho nucił kołysankę.
Po chwili dziewczynka zasnęła, a para wyszła z pokoju. Podążyłam za nimi, w ślad za mną poszła również Maria.Małżeństwo powoli szykowało się do snu.
- Musiało minąć tyle czasu.. - westchnęłam.
- Kilka lat - dopowiedziała moja siostra. - Chodźmy dalej. Jesteś gotowa? - Podała mi rękę, którą po chwili wahania chwyciłam.
Tym razem znalazłyśmy się w Studio, a sądząc po jego stanie były to raczej jego pozostałości. Budynek wyglądał na bardzo zaniedbany i dawno opuszczony. Kolorowa tapeta była pozdzierana w kilku miejscach, obrazy i plakaty poznikały, a w kątach zalegały odłamki szkła. Szkołę wypełniała zupełna cisza, gdzieś z daleka słychać było jedynie kanapie wody.
- Po twojej śmierci zabrakło osoby, która zajęłaby się prowadzeniem Studia. Pablo całą swoją uwagę poświęcił rodzinie i nie był w stanie zarządzać szkołą. Placówka zaczęła tonąć w długach i w końcu budynek przejął ją bank, Teraz stoi nieużytkowany - wyjaśniła Maria. Ja jednak zatrzymałam się na słowie śmierć.
- Mario.. Gdzie my jesteśmy? - spytałam zduszonym głosem.
- Chcę pokazać ci, jak może wyglądać przyszłość. To czeka cię, gdy odejdziesz - powiedziała i wtedy obraz zniknął.
Tym razem znalazłyśmy się w miejscu, którego zupełnie sie nie spodziewałam. Otulało nas domowe ciepło i zapach pierników zmieszany z wonią świerkowych igieł. Zewsząd błyskały kolorowe lampki porozwieszane u poręczy schodów i przy rozłożystych karniszach.
Wszędzie jednak rozpoznałabym ten dźwięk. Łagodne nuty fortepianu wypełniały pomieszczenie i czarowały swoją magią.
- Noche de paz, noche de amor. Todo duerme en derredor. Entre sus astros ue esparcen su luz..
Obróciwszy głowę, ujrzałam Violettę. Maria podeszła do niej i położyła dłonie na ramionach dziewczyny. Nastolatka wzdrygnęła się lekko, rozglądając dookoła i umilkła. Jej oczy zaszły mgłą.
- Czy ona to poczuła?
- Tak, lecz nie jako dotyk, ale powiew wiatru, jakby musnęło ją skrzydło motyla.
Violetta chwyciła fotografię przedstawiającą mnie i Marię, pochylające się nad wózkiem ze śpiącym niemowlęciem i przytulila ją do piersi.
- Zawsze w święta przychodzę tu, żeby na nią popatrzeć. Tam, dokąd odeszłam mogę słyszeć jedynie jej śpiew, lecz bywa czasem, że i on staje się niewyraźny - szepnęła Maria.
Nagle do salonu wszedł pan domu. Biała koszula ciasno opinała jego tors, a idealnie przystrzyżone włosy, jak zwykle ułożone były nienagannie. Podszedł do córki i zamknął ją w swoich ramionach.
- Ja też za nimi tęsknię, słonko - mruknął. - Ale one są gdzieś tu, blisko nas. - Pocałował czubek jej głowy.
- Kochani, jesteście gotowi? - Nagle pojawiła się Esmeralda. Wystrojona w czarną sukienkę oparła się o futrynę kuchennych drzwi.Ubranie podkreślało jej zaokrąglony brzuch. - Taksówka zaraz będzie. Violu, leć po kurtkę.
Nastolatka posłusznie wyswobodziła się z uścisku ojca i ruszyła w kierunku schodów. Mój szwagier przysiadł na kanapie.
- German, czy coś się stało? - zapytala, głaszcząc jego kolano. - Jesteś moim mężem, nie odsuwaj się ode mnie.
- Wszystko w porządku. - Musnął krótko jej usta. - Idę po marynarkę.
Podążyłam za mężczyzna wprost do jego gabinetu. Mężczyzna zamiast jednak chwycić ubranie, obszedł biurko i otworzył szufladę. Moim oczom ukazał się pierścionek - prezent, jaki niegdyś podarował mi po zgubieniu pamiątki od siostry.
- Och, Angeles.. - westchnął, a głos zadrżał mu, gdy wymawiał moje imię. Dlaczego nas opuściłaś.. - Po chwili ukrył twarz w dłoniach i cicho zapłakał. Szybko jednak zagryzł wargi, przetarł mokre policzki i chwytając okrycie, wyszedł z gabinetu, wcześniej jednak chowając biżuterię.
- Ożenił się, kilka razy przeprowadził, a teraz oczekuje narodzin dziecka. Ale w końu wrócił do Buenos Aires. Tu, gdzie zostało jego serce. Angie, on nigdy nie przestał cię kochać.
Spuściłam głowę, wlepiając spojrzenie w swoje bose stopy. Kobieta kontynuowała.
- Już czas. Musisz zadecydować, w którą stronę chcesz iść.
- A jeśli pójdę z tobą?
- Wtedy nigdy nie zaznasz już bólu i cierpienia. Zawsze będziemy razem, w otoczeniu najpiękniejszej muzyki, o jakiej nigdy nie śniłaś.
- Czy tam jest też Javier, Emilio, Ivi i tata?
- Czekają na ciebie. - Uśmiechnęła się.
- A czy ty miałaś prawo wyboru?
Maria popatrzyła na mnie smutno. Po moich policzkach pociekły łzy.
- Czy, gdybyś chciała, mogłaś zostać?
- Nie, skarbie. Odeszłam, żeby już zawsze być blisko..
Załkałam i w tym momencie willa zniknęła, a jej miejsce zajęła biała poświata. Ucichło też syczenie ogniska, słodka woń ciast rozpłynęła się. Obraz Marii zaczął powoli się oddalać.
- Już czas, siostrzyczko. - W głowie huczał mi jej głos. - Musisz wybrać..
Ponownie ujrzałam Pablo i Monicę, trzymających w obięciach córeczkę, szczęśliwą rodzinę Castillo, a także Studio, które zostaje przerobione na sklep odzieżowy.
- Chodź z nami.. - Obok mnie stanął Javier i Ivi. Oboje chwycili mnie za ręce. Wydawali się tak radośni, przepełnieni spokojem i harmonią.
- Angie.. - Emilio otoczył mnie ramieniem i uśmiechnął się szeroko. Byłaś najwspanialszym, co mnie spotkało. - Teraz możemy być szczęśliwi - zachęcił.
Wszystkich otaczała biel i blask, lecz nie tak rażący. Ten, który bił od ich postaci był kojący i spokojny.
- Córeczko.. - Przede mną stanął mój ojciec. Był taki, jak go zapamiętałam. Z lekko siwiejącymi włosami i brodą. Jego oczy śmiały się do mnie radośnie. - Już jesteś gotowa - szepnął.
I wtedy poczułam, jak i mnie zaczyna wypełniać fala przyjemnego ciepła. Nagle byłam tak lekka, jakbym miała oderwać się od ziemi i polecieć w nieznane. Usłyszałam dźwięk szaleńczo pikającej aparatury i czyjeś krzyki. Później wypełniła mnie ciemność, a następnie bezgraniczne światło.
_____________________________
Hallo, czy jest tu kto? :D
Witam wraz z nowym rozdziałem!
Jak podobają się Wam moje wypociny? Czy czekacie na więcej?
Pozdrawiam, do przeczytania!
Wiktoria
PS. Z okazji świąt, życzę Wam, drodzy czytelnicy tego, co najlepsze! Uśmiechu - bo to on potrafi rozświetlić nawet najciemniejszą noc, pogody ducha, radości z każdej chwili, wspaniałych przygód, samych szczerych ludzi dookoła, spełnienia marzeń. Ale pamiętajcie - zawsze zostawcie jedno w kieszeni. Bo co to za życie bez marzeń? Trzymajcie się! ♥