poniedziałek, 26 grudnia 2016

Rozdział 140

Zszokowana słowami, które usłyszałam, po cichu wycofałam się w głąb sali. Wszystko co do tej pory mi powiedziano było tak zagadkowe, że momentami odnosiłam wrażenie, iż to nie rzeczywistość, lecz sen i za chwilę się obudzę. Niestety każda upływająca minuta przekonywała mnie, że to nie wytwór mojej wyobraźni, lecz fakty, z którymi muszę się zmierzyć.
Pablo wrócił do mnie po kilku minutach, a wraz z nim mężczyzna, z którym kłócił się parę chwil wcześniej. Równocześnie chwycili za krzesła stojące pod oknem i usadowili się na nich, tuż obok mojego łóżka.
- Angie. - Zaczął Galindo. - Minęło już trochę czasu odkąd do nas wróciłaś.. Dobra wiadomość jest taka, że lekarze mówią, że niedługo będziesz mogła wyjść ze szpitala. Pozostaje tylko kwestia tego, dokąd się udasz. Twoje mieszkanie było zadłużone, zajął je bank. Wspólnie z Germanem - Popatrzył na towarzysza - podjęliśmy decyzję, że zatrzymasz się u mnie. Przynajmniej dopóki nie będziesz na siłach sama czegoś wynająć. - Dodał po chwili widząc moją niechętną minę. - A teraz zostawię was samych, powinniście porozmawiać.
Nie chciałam, żeby Pablo wychodził, ale nim zdążyłam zaprotestować, już go nie było. Zostałam sama z nieznajomym.
Mężczyzna przyglądał mi się zagadkowo.
- Jak się czujesz? - zapytał po dłuższej ciszy.
- W porządku, coraz lepiej - odparłam.
Widziałam wahanie w jego oczach i jakąś siłę, którą w sobie tłumi. Nerwowo pocierał dłonie wpatrując się w czubki butów i zagryzał wargi.
- Przepraszam, ale jestem zmęczona, chciałabym odpocząć - powiedziałam z nadzieją, że uda mi się uniknąć niezręcznej sytuacji.
Chwyciłam krawędź kołdry, lecz w tym samym momencie mężczyzna uścisnął moją dłoń.
Wzdrygnęłam się, Trzymał mocno.
- Przepraszam - szepnął, rozluźniając uścisk. - Przepraszam..
- Proszę tylko zostawić mnie w spokoju..
- Angie..
- Wyjdź! - wrzasnęłam, zaskoczona gniewem jaki we mnie narósł. - Nie chciałam..
- Nie, to moja wina - przerwał brunet. Ból na jego twarzy był nie do zniesienia. Momentalnie pożałowałam wybuchu. - Przykro mi, że cię zdenerwowałem. Ja tylko.. Ty nie pamiętasz.. - Plątał się. - Lekarze mówią, że to skutek operacji, że pamięć może wrócić, ale.. Cholera, Angie. - Ukrył twarz w dłoniach. - Tak bardzo żałuję tego, co się stało. Oddałbym wszystko, żeby móc cofnąć czas.
Nie rozumiałam nic z jego słów, lecz mimo to wydawał mi się tak szczery. Przez chwilę zapragnęłam zbliżyć się,otulić jego ramionami i uspokoić żałosny lament.
- Wiem, że to wszystko brzmi dziwnie, ale wytłumaczę ci. - Przełknął ślinę. -  Angie.. To ja, German. Mąż Marii.
- Niemożliwe. German i Maria wyjechali z Violettą do Paryża - zaśmiałam się ponuro.
- To nie takie proste, słońce - szepnął, a ja zamarłam.

Następne kilka godzin spędziłam na rozmowie ze szwagrem. Niezrozumiałe rzeczy, które opowiadał powoli zaczynały składać się w całości, jednak wciąż miałam tyle pytań. Pozwoliłam się też przekonać na pobyt w jego domu. To miało mi zwrócić przeszłości i zaakceptować teraźniejszość.

Ocknęłam się dopiero na miejscu. Dom przed którym parkowaliśmy okazał się ogromną willą z masywną bramą ostrzegającą nieproszonych gości.
German wziął moją torbę i poprowadził mnie do drzwi. Już od samego progu do moich nozdrzy uderzył intensywny zapach pieczonego mięsa. Niemal sekundę po naszym wejściu, w korytarzu pojawiła się ciemnowłosa kobieta w kolorowym fartuszku i starszy mężczyzna w garniturze i okularach.
- Angie, jak miło cię znowu zobaczyć! - pisnęła i zamknęła mnie w silnym uścisku.
- Olgo, Olgo, - powiedział German - nie tak szybko, prosiłem, żebyście pohamowali emocje. Dla Angie jest to.. całkiem nowa sytuacja.
- Aa, tak. Przepraszam. - Poprawiła się. W jej głosie słychać było nutkę niemieckiego akcentu. Wydawała się ciepłą i sympatyczną osobą. - Tak się cieszę, że do nas wróciłaś! Straszliwie wychudłaś, kochana. Trzeba koniecznie coś z tym zrobić!
- Ja również nie mogłem się doczekać pani doczekać, panno Angeles. - Wtrącił mężczyzna. - Myślę, że nie wypada stać w drzwiach. W imieniu gospodarza, zapraszam do stołu.

Przed podaniem jedzenia German wyjaśnił mi kim są Olga i Ramallo, a następnie dodał, że oczekujemy jeszcze jednej ważnej osoby.
Po niespełna dziesięciu minutach w jadalni pełnej niezwykłego przepychu pojawiła się szczupła nastolatka, o pięknym uśmiechu i brązowych oczach. Była ubrana w różową spódniczkę i białą, koronkową bluzkę, a jej ciemne włosy falami opadały na opalone ramiona.
- Angie, poznaj, proszę moją córkę, Violettę.
Serce zabiło mi szybciej. Maleństwo, które niegdyś kołysałam do snu wyrosło na piękną, młodą kobietę. Nie mogłam uwierzyć, że stoi przede mną ta sama mała dziewczynka.
- Maria.. - szepnęłam. - Tak podobna..
- Tęskniłam za tobą - powiedziała i owinęła ręce wokół mojego ciała. - Tyle muszę ci opowiedzieć!
Lekko zaskoczona uścisnęłam ją mocniej.
- Violu, nie męcz Angie, musi odpocząć - wtrącił się German. - Zapraszam, siadajmy do stołu.

Po skończonej kolacji jeszcze chwilę siedzieliśmy w salonie, Olga i Ramallo zabawiali nas opowieściami z ze swojego dzieciństwa. Nikt nie próbował wspominać o przeszłości, która bezpośrednio dotyczyłaby mnie. Czułam, że to pan domu zadbał o to, żebym nie czuła się niekomfortowo w nowej sytuacji. Wiedziałam, że przez cały wieczór nie spuszczał ze mnie oka, kilka razy nasze spojrzenia spotkały się, co skutkowało płonącym rumieńcem na naszych twarzach.
Kiedy w końcu wszyscy rozeszli się do swoich sypialni, mężczyzna zadeklarował się pokazać mi pokój, który miałam zająć. Moje bagaże już w nim czekały.
Pomieszczenie było dość spore, ale gustownie dobrane meble sprawiały, że nie przytłaczało swoim rozmiarem. Wszystko urządzone było w tonie jasnych, kremowych barw. Duże okna okalały bladoróżowe zasłony, a zza nich prezentował się widok na ogród, częściowo oświetlony małymi lampkami.
- Kiedy po raz pierwszy się wprowadzałaś, też w nim zamieszkałaś - rzekł brunet.
- Podoba mi się - odparłam, odwracając się w jego stronę.
Uśmiechnął się słabo. Zapanowała cisza.
- Dziękuję za kolację. - Przerwałam milczenie. - Jeśli pozwolisz, chciałabym się już położyć.
- Oczywiście. Gdybyś czegoś potrzebowała, to moja sypialnia jest tuż obok. Możesz też poprosić Olgę, często wstaje w nocy.
- Jestem bardzo wdzięczna za..
- Cała przyjemność po mojej stronie. - Przerwał mi. - Ja.. Bardzo się cieszę, że tu jesteś. - Speszył się i pośpiesznie się żegnając, wyszedł.

Leżąc w łóżku długo nie mogłam zasnąć. Przewracając się z boku na bok, zastanawiałam się, jak teraz będzie wyglądało moje życie. Choć wszyscy byli mili i bardzo starali się, abym czuła się dobrze w domu Castillo, towarzyszył mi lekki niepokój związany z nową sytuacją. Dostrzegałam wahanie Germana, kiedy zostawaliśmy sami, wiedziałam, że zależy mu, abym szybko się zadomowiła.
"Będzie dobrze" - powiedziałam sobie w myślach i pozwoliłam, aby ogarnął mnie błogi sen.

Następnego dnia powitało mnie szczytujące słońce. Zerknęłam na budzik stojący na komodzie i z zaskoczeniem dostrzegłam, że dochodzi południe. Nie ociągając się, wstałam w celu poszukiwań ubrań, niestety zawartość szafy nieco mnie rozczarowała, górowały sukienki w kwieciste wzory i kolorowe koszule. Po dłuższej chwili wsunęłam na siebie prostą, białą sukienkę, a na stopy nałożyłam miętowe balerinki. Gotowa, zeszłam na dół, gdzie krzątała się Olga.
- Dzień dobry. - Powitałam ją
- O, witaj dziecko. Chyba dobrze ci się spało, niedługo będzie obiad. A może masz jeszcze na coś ochotę?
- Dziękuję, poczekam. Gdzie są wszyscy?
- Violetta wyszła z koleżankami, a Ramallo i pan German od rana załatwiają jakieś papierkowe sprawy na mieście - powiedziała. - Aha. W jadalni na stole czeka na ciebie wiadomość od pana Germana. - Uśmiechnęła się zadziornie i zniknęła w kuchni.
I rzeczywiście, na koronkowym obrusie leżała biała koperta podpisana moim imieniem.


Angie,
przykro mi, że nie mogłem osobiście powitać Cię rano, 
ale mam nadzieję, że nadrobimy stracony czas wieczorem. 
Byłoby mi niezmiernie miło, gdybyś zgodziła się zjeść dziś ze mną kolację. 
Będę czekał w ogrodzie o 20. 

                                                                     German

Uśmiechnęłam się pod nosem. Z jakiegoś powodu poczułam, jak ciepło zalewa mnie od środka.
- Olgo, - zawołałam - wrócę przed obiadem.

Mimo, że bałam się pierwszego kontaktu z miejskim otoczeniem, ku własnemu zdziwieniu nie błądziłam po ulicach. Miałam wrażenie, jakby kierował mną wewnętrzny GPS i bez problemu dotarłam w zamierzone miejsce. Sklep, do którego weszłam mieścił się w okolicy willi, co nieco uspokoiło gosposię przed moim wyjściem.
W końcu, po godzinie poszukiwań udało mi się znaleźć kilka idealnych rzeczy. Chciałam za wszelką cenę zerwać ze starym wizerunkiem, z którym kojarzono mnie przed chorobą. Do kasy zabrałam dwie pary dżinsów z dziurami na kolanach, skórzaną kurtkę i kilka większych t-shirtów z cytatami jakiś rockowych kawałków. Zabrałam również czarne trampki oraz coś specjalnego na wieczór z Germanem. Po drodze zatrzymałam się przy pasażu kosmetycznym, dopełniając zakupy nową kredką i cieniami do oczu oraz wyrazistą szminką. Zadowolona z nowych nabytków, popędziłam do willi.

Dwie godziny przed wyjściem zabrałam się za przygotowania. Po relaksującej kąpieli wykonałam makijaż, nie szczędząc ciemnych cieni i szminki, a świeżo podcięte włosy upięłam w ciasnego koka. Tego dnia do mojej kolekcji ubrań dołączyła czarna, mocno obcisła sukienka z wyciętym dekoltem i wysokie szpilki w takim samym kolorze. Na koniec spryskałam szyję perfumami, chwyciłam torebkę i równo o 20 zeszłam na dół.
Zgodnie z zapewnieniami, German już czekał w ogrodzie. Kiedy dostrzegł, że się zbliżam - zamarł i dopiero po kilku chwilach wykrztusił słowa przywitania.
- Wyglądasz trochę.. inaczej - powiedział.
- Inaczej? - Zdziwiłam się.
- Zwykle widywałem cię w kolorowych, kwiecistych wzorach, to nowość. - Wytłumaczył. - Jesteś przepiękna, Angie.
Uśmiechnęłam się, po czym udaliśmy się w kierunku auta.

Lokal, do którego zaprosił mnie German znajdował się dwadzieścia minut drogi od willi. Urządzony był z niezwykłym smakiem i wyczuciem. Dominowała biel i migoczące światełka oplecione wokół umeblowania. Na każdym stoliku leżały herbaciane róże i świecie, a scenę znajdującą się w drugiej części sali zajmował jakiś jazzowy zespół.
- Jak ci się podoba? - zapytał mężczyzna, gdy już zajęliśmy miejsca.
- Właściwie to myślałam, że pójdziemy do jakiegoś klubu, - starałam się, aby nie wyczuł zawodu w moim głosie - ale tu też jest pięknie. Zamówmy coś - dokończyłam, zanim zdążył coś powiedzieć.

Wieczór mijał w przyjaznej atmosferze, German opowiadał mi o swoich podróżach i zainteresowaniach, bardzo się starał, aby rozmowa nie zeszła na żaden niepożądany temat. Swobodnie pozwalał zadawać mi pytania i sam chętnie odpowiadał, co jakiś czas wtrącając drobne żarty.
Po dwóch godzinach zaśmiewania się do łez udało mi się przekonać szwagra do zmiany lokalu. Widziałam niechęć w jego oczach, ale zgodził się zabrać mnie na pobliską dyskotekę. Imponowało mi to, że mimo, iż wiedziałam, że głośna muzyka i piski nie należą do jego klimatów, nie oponował.
Od razu po wejściu na parkiet dałam się porwać dźwiękom i ruszyłam do tańca. German próbował dorównać mi kroku, ale po kilku kawałkach usiadł przy barze i popijając whisky, obserwował mnie z daleka.
Z rękoma w górze, wirowałam na scenie, pośpiewując znane kawałki. Atmosfera i kilka wypitych drinków sprawiło, że zrobiło się dość gorąco, dlatego w duszy podziękowałam sobie za trafny wybór kreacji.
W pewnym momencie poczułam czyjąś dłoń na lewym pośladku. Gwałtownie się odwróciłam. Przede mną stał obcy mężczyzna, wyglądał na mocno wstawionego. 
- Chcesz się zabawić? - zamruczał, chwiejąc się na nogach. 
- Chyba nie jestem zainteresowana - odrzekłam i pośpiesznie go wyminęłam. 
Facet nie dawał za wygraną; chwycił mój nadgarstek i przyciągnął ku sobie. Gdy jego usta zbliżył się do mojej szyi, niespodziewanie ktoś odciągnął nachalnego imprezowicza i popchnął w przeciwną stronę. Zobaczyłam, że to German stoi teraz obok mnie i mocno ściska za ramię, po czym zaczyna przepychać się przez tłum, wlokąc mnie za sobą. 
Kątem oka spojrzałam w bok. Pomiędzy ludźmi mignęła mi postać wysokiego, dobrze zbudowanego blondyna. Zauważyłam, że wpatruje się we mnie z nieśmiałym uśmiechem. Przez chwilę wydawało mi się, że jego osoba jest mi znajoma. 
- Emilio.. - szepnęłam, zatrzymując się. Szwagier również przystanął. 
- Angie, co ty wyprawiasz?
- Emilio.. - powtórzyłam. Czułam, jak do moich oczu napływają łzy. Dziwne uczucie przeszyło moje serce. - On tam jest! German, chodź! - krzyknęłam, zrywając się do biegu, jednak Castillo stłumił mój ruch i chwycił w ramiona. Siłą wyprowadził mnie z lokalu. 
- On nie żyje, Angie. Słyszysz? - Starał się uspokoić. - Kochanie.. 
Płakałam, wtulona w szwagra. W jednej chwili wspomnienia uderzyły we mnie niczym fala tsunami. Przypomniałam sobie swoją przeprowadzkę, pracę we Włoszech, Emilio i małego Javiera. Wróciły wszystkie chwile spędzone w ich towarzystwie oraz szczęście, które mi dawali. Dalej nie rozumiałam tylko jednego: dlaczego moje życie potoczyło się w ten sposób.
- Kim ja jestem? - zaszlochałam, mocniej wtulając się w Germana.

_____________________________
Witajcie ponownie po tej długiej przerwie!
Z okazji Świąt Narodzenia Bożego, życzę Wam, drodzy czytelnicy wszystkiego, co najlepsze!
Uśmiechu, zdrowia, po prostu: szczęścia. Bo jak będziecie szczęśliwi, to będzie to oznaczało, że macie już wszystko. :)

Dziękuję za wytrwałość,
Wiktoria

wtorek, 16 sierpnia 2016

Hej!


Witajcie!

Tak dawno tu zaglądałam, że niemal czuję się nieswojo klikając w klawiaturę. To była spora przerwa, lecz myślę, że tłumaczenia nie mają sensu. To dzięki Wam poszłam dalej literacką drogą, wiem, że nie zasługujecie na pozostawienie bez pożegnania. A i to jednak nie jest czas na do widzenia. 
Jeśli nadal mnie oczekujecie, to proszę o odzew, a nuż - wkrótce powrócę z rozdziałem. 

Przepraszam. Całuję,
Wiktoria

niedziela, 27 marca 2016

Rozdział 139

Zawsze wydawało mi się, że umieranie musi być bardzo bolesne. Ludzie na ogół obawiają się śmierci, bo jest to coś tajemniczego. Boimy się tego, co nieznane.

Barwy zlewały się i mieszały ze sobą, muzyka tworzyła nieskładny jazgot. Światło rozbłysło. Ciemność zastąpiła biel.
Otworzyłam oczy.
- Proszę pani..
Mimo uniesionych powiek nie mogłam wyróżnić żadnego kształtu. Nie potrafiłam też rozpoznać głosu, który się do mnie zwracał. Czułam, jak światło napiera na moje ciało i nie potrafię oprzeć się pokusie krzyku. Zamiast tego z moich ust wydobył się jedynie zdławiony jęk.
- Proszę spróbować się uspokoić, za chwilę będzie mogła pani normalnie oddychać.
Poczułam, jak coś uwierającego znika z mojego przełyku. Głośno odetchnęłam, krztusząc się.
Dopiero po chwili zamazany obraz zaczął zlewać się w całość i ujrzałam mężczyznę w białym kitlu oraz dwie pielęgniarki. Za szybą, znajdującą się naprzeciwko mojego łóżka stało dwóch mężczyzn, ale nie byłam w stanie rozpoznać żadnego z nich.
Przymknęłam powieki rozkoszując się powietrzem, które w błogi sposób drażniło moje nozdrza. Poczułam, jak dociera do mnie jego chłód i wypełnia mnie od środka. Wzdrygnęłam się, zaciskając pięści na kołdrze. Ucisk rozsadzający moją głowę był nie do zniesienia. Przygryzłam wargę, gdy jedna z kobiet wstrzyknęła mi coś przez wenflon.
- To pani ulży - powiedziała. Jej słowa wywołały kolejną falę bólu. Każdy szmer przeszywał i kaleczył moją głowę.
Ale nagle wszystkie głosy umilkły, a obraz znów się rozmazał. Powoli odpłynęłam..

Gdy się ocknęłam na zewnątrz było już ciemno, salę oświetlała jedynie lampka stojąca w kącie pomieszczenia. O okno stukał deszcz tworząc symfonię dźwięków ze świszczącym wiatrem.
Chciałam wstać, ale w tym momencie aparatura, do której byłam podłączona, zapikała. Drzwi otworzyły się i stanął w nich lekarz w asyście pielęgniarki. Kiedy zobaczył, że nie śpię, uśmiechnął się i podszedł do mnie.
- Jak się pani czuje? - zapytał.
- W porządku - wychrypiałam słabym głosem. I rzeczywiście tak było, głowa przestała boleć, czułam zdecydowanie więcej sił.
Kobieta zajęła się zmianą kroplówki, a lekarz przysiadł w fotelu stojącego obok mojego łóżka.
- Nazywam się Paolo Miliko. Mocno nas pani wystraszyła. Ale już po wszystkim, wycieliśmy to cholerstwo, które tam przeszadzało. - Wskazał na swoją skroń, - Jest pani bardzo osłabiona, ale będzie tylko lepiej.
- Długo spałam?
Mężczyzna się zawahał.
- Po zabiegu przez półtorej miesiąca była pani w stanie śpiączki farmakologicznej. Wczorajszego ranka pani serce nagle przestało pracować, ale dzięki Bogu udało nam się panią wybudzić.
Półtorej miesiąca. Półtorej miesiąca byłam nieprzytomna. Półtorej miesiąca przebywałam poza światem. Półtorej miesiąca.. Zrobiło mi się duszno.
- Proszę się nie denerwować. Pański mąż, córka i przyjaciele czuwali przy pani przez cały ten czas. Cudem udało mi się ich wygonić do domu, kiedy wczoraj się pani obudziła.
Moje serce zadrżało na dźwięk jego słów. Mąż? Córka? Czy przez półtorej miesiąca coś się zmieniło?
- Nie wiem, co ma pan na myśli - powiedziałam. - Moi rodzice mieszkają w Madrycie, a siostra ze szwagrem i dzieckiem wyjechali do Europy. To jest moja rodzina. Przyjechałam do Buenos Aires w poszukiwaniu pracy. Jestem nauczycielką śpiewu. Nie mam męża, ani dziecka - wyrecytowałam jednym tchem.
Aparatura, do której byłam przypięta zawyła. Poruszyłam się niespokojnie, wstrząśnięta słowami lekarza.
- Spokojnie, proszę wziąć wdech.
Mężczyzna ułożył mnie na poduszce i podręczną latarką sprawdził źrenice oraz puls.
- Musiałem., Musiałem coś pomylić - wyszeptał, w skupieniu wpatrując się w parametry. Dużo osób panią odwiedzało, widocznie źle zrozumiałem. Przepraszam, nie chciałem panią denerwować. Proszę spróbować zasnąć, rano do pani zajrzę.
Skinęłam głową i zacisnęłam powieki. Kiedy opuścił salę, usiadłam na łóżku. Wszystko było takie niejasne i pokrętne. Od liceum nie miałam nawet chłopaka, więc to, o czym mówił doktor nie było nawet możliwe. Przecież nie zapomniałabym własnej rodziny..
Zrezygnowana, opadłam na poduszki. Świtało, gdy zasypiałam.

Rankiem obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi, w których ujrzałam znajomego lekarza.
- Dzień dobry - uśmiechnał się. Odpowiedziałam tym samym. - Mam nadzieję, że śniło się pani coś równie pięknego, jak przez ostatni czas.
Parsknęłam, wiercąc się.
- Kiedy będę mogła wyjść?
- Guz mózgu to poważna sprawa, jest pani zbyt słaba.
- Ale przecież go wycieliście - kłóciłam się.
- Oczywiście. Nie możemy jednak lekceważyć ewentualnych powikłań pooperacyjnych. Powinna pani narazie pozostać pod naszą kontrolą. Mimo wszystko możę zdoła mi się, jakoś umilić pani czas tutaj. - Znów się rozpogodził. - Ma pani gości.
Usiadłam, z zaciekawieniem wpatrując się w rozmówcę.
- Czekają za drzwiami. Wpuścić ich?
Kiwnęłam głową, a wtedy zmierzył do wyjścia.
- Dziękuję! - krzyknęłam, gdy wychodził. Zaraz po tym na jego miejscu stanął Pablo.
Przyjaciel podbiegł do mojego łóżka i schował mnie w ramionach. Poczułam się bezpiecznie, jak kiedyś, gdy siadałam z tatą na hamaku przed domem i otuleni kocem oglądaliśmy gwiazdy.
Kiedy się od siebie odsunęliśmy, przyjrzałam się mu uważnie. Wyglądał na starszego. Miał dłuższe włosy i zarost, a na czole widniało kilka zmarszczek.
- Postarzałeś się przez to półtorej miesiąca - zaśmiałam się. W jego oczach widziałam radość i niepokój.
Dopiero chwilę później zauważyłam, że przy ścianie stoi ktoś jeszcze. Około czterdziestolatek w dżinsach i białej, ciasno opinającej jego wyrzeźbiony tors w koszuli przypatrywał mi się z uwagą. Był przystojny. Ciemne włosy i czekoladowe oczy podkreślały jego urodę.
- Kim pan jest? - zwróciłam się do mężczyzny.
Wzdrygnął się i znów zastygł.
- Halo? Wszystko w porządku?
- T-tak - wydukał. - Cześć, Angie..
Jego głos był tak spokojny i opanowany, że momentalnie zapragnęłam, aby nie przestawał mówić. Znał moje imię.
- Czy my.. się znamy? - spytałam niepewnie.
- Nie pamiętasz mnie..
Jego słowa nie brzmiały, jak pytanie. Było to raczej stwierdzenie zmieszane z nutą żalu i rozpaczy.
Gdy podszedł bliżej, zauważyłam, że jego oczy rozdziera ból.
- Przepraszam, niestety. Też pracujesz w Studio?
Uśmiechnął się smutno.
- Nie. Nie, kochanie..
Zadrżałam. Czyżby to był mąż, o którym mówił Miliko?
- Nie zapomniałabym rodziny - powiedziałam stanowczo, zamykając oczy. - Pamiętałabym męża.
- Spokojnie, Angie. - Pablo złapał moją dłoń. - To nie jest twój mąż. Zabiorę go stąd i zaraz wrócę.
Wstał i chwytając nieznajomego za bark, siłą wypchnął go za drzwi.
Minęło kilka chwil zanim wrócił. 
- Już w porządku, nie będzie Cie niepokoił.
Mężczyzna usiadł obok mnie i ująwszy moją dłoń, popatrzył mi w oczy z oczekiwaniem. Nim jednak zdążył się odezwać, zapytałam:
- Opowiedz mi, co działo się, kiedy spałam. - Brzmiało to raczej jak prośba. Pablo zamilkł na moment, lecz w końcu rozpoczął kilkuminutowy monolog na temat rzeczywistości, którą przespałam. Powiedział, że Studio ma się dobrze i dzięki współpracy ze sponsorami udało się załatwić nową trasę koncertową, która ma się rozpocząć już za kilka miesięcy. Dowiedziałam się też, że Jackie i Gregorio nareszcie doszli do porozumienia, więc przygotowania idą pomyślnie. 
Po południu Pablo musiał wracać na spotkanie  przedstawicielami wytwórni muzycznej, więc do wieczora przeleżałam sama. W okolicach kolacji odwiedziła mnie znajoma pielęgniarka. Poprawiła mi poduszkę i zabrała zużytą kroplówkę. 
- Czy mogę iść do toalety? - spytałam nieśmiało, niczym dziecko w podstawówce.
Kobieta była niewiele starsza ode mnie - miała może z 28 lat. Gdy przystanęła na moją prośbę, usiadłam powoli z jej pomocą. 
Pierwsze kroki wydały mi się bardzo ciężkie, utrzymanie się na nogach po tak długiej przerwie nie należało do najłatwiejszych zadań. Zgodziłam się zatem, aby do toalety odprowadzono mnie na wózku inwalidzkim, jednak z biegiem kolejnych dni było coraz lepiej. Odzyskałam pełne czucie w kończynach i byłam w stanie bez niczyjej pomocy utrzymać się w pionie. 
Pablo odwiedzał mnie codziennie, kilka razy przyszli też uczniowie Studia i Beto, a nawet raz zajrzał Gregorio. Smuciła mnie jednak nieobecność Antonio, na którą pozostali odpowiadali zagadkowo i wymijająco. Czułam dziwną pustkę, jakbym za czymś tęskniła, jakby czegoś było mi brak, a mimo tonie wiedziałam, dokąd wyrywa się moje serce. 

Któregoś wieczoru zbudził mnie nietypowy hałas dobiegający zza drzwi. Odgłosy kłótni były tak wyraźne, że przebijały się nawet przez grube, szpitalne ściany. 
- Proszę pozwolić mi przynajmniej ją zobaczyć. Tylko chwilę.. - kłócił się jakiś mężczyzna, jednak znajome głosy pielęgniarki i lekarza odpierały jego błagania. 
- Daj spokój, tylko ją wystraszysz. - Tym razem rozpoznałam Pablo. 
Zaciekawiona, spuściłam nogi i boso podążyłam ku wyjściu. Przytknęłam policzek do drzwi, nasłuchując. Mężczyźni musieli się nieco oddalić, bo nie słyszałam ich już tak wyraźnie.
Uchyliłam drzwi i posunęłam się do końca korytarza, za rokiem którego stali. 
- Ona cię nie pamięta, nie mieszaj jej w głowie. - Upierał się mój przyjaciel.
- Chcę z nią tylko porozmawiać. Przypomni sobie..
- German..
Moje serce zadrżało na dźwięk tego imienia.
- Byliśmy szczęśliwi, kochaliśmy się. Tego nie mogła zapomnieć - powiedział stanowczo, a ja zamarłam. 

_________________
Pamparam, dziękuje za uwagę. :D 

Całusy, 
Wiktoria