niedziela, 27 marca 2016

Rozdział 139

Zawsze wydawało mi się, że umieranie musi być bardzo bolesne. Ludzie na ogół obawiają się śmierci, bo jest to coś tajemniczego. Boimy się tego, co nieznane.

Barwy zlewały się i mieszały ze sobą, muzyka tworzyła nieskładny jazgot. Światło rozbłysło. Ciemność zastąpiła biel.
Otworzyłam oczy.
- Proszę pani..
Mimo uniesionych powiek nie mogłam wyróżnić żadnego kształtu. Nie potrafiłam też rozpoznać głosu, który się do mnie zwracał. Czułam, jak światło napiera na moje ciało i nie potrafię oprzeć się pokusie krzyku. Zamiast tego z moich ust wydobył się jedynie zdławiony jęk.
- Proszę spróbować się uspokoić, za chwilę będzie mogła pani normalnie oddychać.
Poczułam, jak coś uwierającego znika z mojego przełyku. Głośno odetchnęłam, krztusząc się.
Dopiero po chwili zamazany obraz zaczął zlewać się w całość i ujrzałam mężczyznę w białym kitlu oraz dwie pielęgniarki. Za szybą, znajdującą się naprzeciwko mojego łóżka stało dwóch mężczyzn, ale nie byłam w stanie rozpoznać żadnego z nich.
Przymknęłam powieki rozkoszując się powietrzem, które w błogi sposób drażniło moje nozdrza. Poczułam, jak dociera do mnie jego chłód i wypełnia mnie od środka. Wzdrygnęłam się, zaciskając pięści na kołdrze. Ucisk rozsadzający moją głowę był nie do zniesienia. Przygryzłam wargę, gdy jedna z kobiet wstrzyknęła mi coś przez wenflon.
- To pani ulży - powiedziała. Jej słowa wywołały kolejną falę bólu. Każdy szmer przeszywał i kaleczył moją głowę.
Ale nagle wszystkie głosy umilkły, a obraz znów się rozmazał. Powoli odpłynęłam..

Gdy się ocknęłam na zewnątrz było już ciemno, salę oświetlała jedynie lampka stojąca w kącie pomieszczenia. O okno stukał deszcz tworząc symfonię dźwięków ze świszczącym wiatrem.
Chciałam wstać, ale w tym momencie aparatura, do której byłam podłączona, zapikała. Drzwi otworzyły się i stanął w nich lekarz w asyście pielęgniarki. Kiedy zobaczył, że nie śpię, uśmiechnął się i podszedł do mnie.
- Jak się pani czuje? - zapytał.
- W porządku - wychrypiałam słabym głosem. I rzeczywiście tak było, głowa przestała boleć, czułam zdecydowanie więcej sił.
Kobieta zajęła się zmianą kroplówki, a lekarz przysiadł w fotelu stojącego obok mojego łóżka.
- Nazywam się Paolo Miliko. Mocno nas pani wystraszyła. Ale już po wszystkim, wycieliśmy to cholerstwo, które tam przeszadzało. - Wskazał na swoją skroń, - Jest pani bardzo osłabiona, ale będzie tylko lepiej.
- Długo spałam?
Mężczyzna się zawahał.
- Po zabiegu przez półtorej miesiąca była pani w stanie śpiączki farmakologicznej. Wczorajszego ranka pani serce nagle przestało pracować, ale dzięki Bogu udało nam się panią wybudzić.
Półtorej miesiąca. Półtorej miesiąca byłam nieprzytomna. Półtorej miesiąca przebywałam poza światem. Półtorej miesiąca.. Zrobiło mi się duszno.
- Proszę się nie denerwować. Pański mąż, córka i przyjaciele czuwali przy pani przez cały ten czas. Cudem udało mi się ich wygonić do domu, kiedy wczoraj się pani obudziła.
Moje serce zadrżało na dźwięk jego słów. Mąż? Córka? Czy przez półtorej miesiąca coś się zmieniło?
- Nie wiem, co ma pan na myśli - powiedziałam. - Moi rodzice mieszkają w Madrycie, a siostra ze szwagrem i dzieckiem wyjechali do Europy. To jest moja rodzina. Przyjechałam do Buenos Aires w poszukiwaniu pracy. Jestem nauczycielką śpiewu. Nie mam męża, ani dziecka - wyrecytowałam jednym tchem.
Aparatura, do której byłam przypięta zawyła. Poruszyłam się niespokojnie, wstrząśnięta słowami lekarza.
- Spokojnie, proszę wziąć wdech.
Mężczyzna ułożył mnie na poduszce i podręczną latarką sprawdził źrenice oraz puls.
- Musiałem., Musiałem coś pomylić - wyszeptał, w skupieniu wpatrując się w parametry. Dużo osób panią odwiedzało, widocznie źle zrozumiałem. Przepraszam, nie chciałem panią denerwować. Proszę spróbować zasnąć, rano do pani zajrzę.
Skinęłam głową i zacisnęłam powieki. Kiedy opuścił salę, usiadłam na łóżku. Wszystko było takie niejasne i pokrętne. Od liceum nie miałam nawet chłopaka, więc to, o czym mówił doktor nie było nawet możliwe. Przecież nie zapomniałabym własnej rodziny..
Zrezygnowana, opadłam na poduszki. Świtało, gdy zasypiałam.

Rankiem obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi, w których ujrzałam znajomego lekarza.
- Dzień dobry - uśmiechnał się. Odpowiedziałam tym samym. - Mam nadzieję, że śniło się pani coś równie pięknego, jak przez ostatni czas.
Parsknęłam, wiercąc się.
- Kiedy będę mogła wyjść?
- Guz mózgu to poważna sprawa, jest pani zbyt słaba.
- Ale przecież go wycieliście - kłóciłam się.
- Oczywiście. Nie możemy jednak lekceważyć ewentualnych powikłań pooperacyjnych. Powinna pani narazie pozostać pod naszą kontrolą. Mimo wszystko możę zdoła mi się, jakoś umilić pani czas tutaj. - Znów się rozpogodził. - Ma pani gości.
Usiadłam, z zaciekawieniem wpatrując się w rozmówcę.
- Czekają za drzwiami. Wpuścić ich?
Kiwnęłam głową, a wtedy zmierzył do wyjścia.
- Dziękuję! - krzyknęłam, gdy wychodził. Zaraz po tym na jego miejscu stanął Pablo.
Przyjaciel podbiegł do mojego łóżka i schował mnie w ramionach. Poczułam się bezpiecznie, jak kiedyś, gdy siadałam z tatą na hamaku przed domem i otuleni kocem oglądaliśmy gwiazdy.
Kiedy się od siebie odsunęliśmy, przyjrzałam się mu uważnie. Wyglądał na starszego. Miał dłuższe włosy i zarost, a na czole widniało kilka zmarszczek.
- Postarzałeś się przez to półtorej miesiąca - zaśmiałam się. W jego oczach widziałam radość i niepokój.
Dopiero chwilę później zauważyłam, że przy ścianie stoi ktoś jeszcze. Około czterdziestolatek w dżinsach i białej, ciasno opinającej jego wyrzeźbiony tors w koszuli przypatrywał mi się z uwagą. Był przystojny. Ciemne włosy i czekoladowe oczy podkreślały jego urodę.
- Kim pan jest? - zwróciłam się do mężczyzny.
Wzdrygnął się i znów zastygł.
- Halo? Wszystko w porządku?
- T-tak - wydukał. - Cześć, Angie..
Jego głos był tak spokojny i opanowany, że momentalnie zapragnęłam, aby nie przestawał mówić. Znał moje imię.
- Czy my.. się znamy? - spytałam niepewnie.
- Nie pamiętasz mnie..
Jego słowa nie brzmiały, jak pytanie. Było to raczej stwierdzenie zmieszane z nutą żalu i rozpaczy.
Gdy podszedł bliżej, zauważyłam, że jego oczy rozdziera ból.
- Przepraszam, niestety. Też pracujesz w Studio?
Uśmiechnął się smutno.
- Nie. Nie, kochanie..
Zadrżałam. Czyżby to był mąż, o którym mówił Miliko?
- Nie zapomniałabym rodziny - powiedziałam stanowczo, zamykając oczy. - Pamiętałabym męża.
- Spokojnie, Angie. - Pablo złapał moją dłoń. - To nie jest twój mąż. Zabiorę go stąd i zaraz wrócę.
Wstał i chwytając nieznajomego za bark, siłą wypchnął go za drzwi.
Minęło kilka chwil zanim wrócił. 
- Już w porządku, nie będzie Cie niepokoił.
Mężczyzna usiadł obok mnie i ująwszy moją dłoń, popatrzył mi w oczy z oczekiwaniem. Nim jednak zdążył się odezwać, zapytałam:
- Opowiedz mi, co działo się, kiedy spałam. - Brzmiało to raczej jak prośba. Pablo zamilkł na moment, lecz w końcu rozpoczął kilkuminutowy monolog na temat rzeczywistości, którą przespałam. Powiedział, że Studio ma się dobrze i dzięki współpracy ze sponsorami udało się załatwić nową trasę koncertową, która ma się rozpocząć już za kilka miesięcy. Dowiedziałam się też, że Jackie i Gregorio nareszcie doszli do porozumienia, więc przygotowania idą pomyślnie. 
Po południu Pablo musiał wracać na spotkanie  przedstawicielami wytwórni muzycznej, więc do wieczora przeleżałam sama. W okolicach kolacji odwiedziła mnie znajoma pielęgniarka. Poprawiła mi poduszkę i zabrała zużytą kroplówkę. 
- Czy mogę iść do toalety? - spytałam nieśmiało, niczym dziecko w podstawówce.
Kobieta była niewiele starsza ode mnie - miała może z 28 lat. Gdy przystanęła na moją prośbę, usiadłam powoli z jej pomocą. 
Pierwsze kroki wydały mi się bardzo ciężkie, utrzymanie się na nogach po tak długiej przerwie nie należało do najłatwiejszych zadań. Zgodziłam się zatem, aby do toalety odprowadzono mnie na wózku inwalidzkim, jednak z biegiem kolejnych dni było coraz lepiej. Odzyskałam pełne czucie w kończynach i byłam w stanie bez niczyjej pomocy utrzymać się w pionie. 
Pablo odwiedzał mnie codziennie, kilka razy przyszli też uczniowie Studia i Beto, a nawet raz zajrzał Gregorio. Smuciła mnie jednak nieobecność Antonio, na którą pozostali odpowiadali zagadkowo i wymijająco. Czułam dziwną pustkę, jakbym za czymś tęskniła, jakby czegoś było mi brak, a mimo tonie wiedziałam, dokąd wyrywa się moje serce. 

Któregoś wieczoru zbudził mnie nietypowy hałas dobiegający zza drzwi. Odgłosy kłótni były tak wyraźne, że przebijały się nawet przez grube, szpitalne ściany. 
- Proszę pozwolić mi przynajmniej ją zobaczyć. Tylko chwilę.. - kłócił się jakiś mężczyzna, jednak znajome głosy pielęgniarki i lekarza odpierały jego błagania. 
- Daj spokój, tylko ją wystraszysz. - Tym razem rozpoznałam Pablo. 
Zaciekawiona, spuściłam nogi i boso podążyłam ku wyjściu. Przytknęłam policzek do drzwi, nasłuchując. Mężczyźni musieli się nieco oddalić, bo nie słyszałam ich już tak wyraźnie.
Uchyliłam drzwi i posunęłam się do końca korytarza, za rokiem którego stali. 
- Ona cię nie pamięta, nie mieszaj jej w głowie. - Upierał się mój przyjaciel.
- Chcę z nią tylko porozmawiać. Przypomni sobie..
- German..
Moje serce zadrżało na dźwięk tego imienia.
- Byliśmy szczęśliwi, kochaliśmy się. Tego nie mogła zapomnieć - powiedział stanowczo, a ja zamarłam. 

_________________
Pamparam, dziękuje za uwagę. :D 

Całusy, 
Wiktoria

6 komentarzy:

  1. Yaaaay *___*
    Rozdział :D
    I pfff, co?!
    Jak można zapomnieć o Germanie? :o
    I o jego przyciasnych koszulach?
    Ale Pablita to nie zapomniała... Aż prawie ich shippuję. Prawie.
    Nie wie, że Antek nie żyje. Oł noł :o
    Ale że zapomniała o wszystkim wszystkim sprzed wszystkiego?
    (Lekarze to nieźli partacze, skoro z guzem jej pół mózgu wycięli)
    No nie wierzę.
    No nie wierzę totalnie.
    Pff.
    Pierwszy akapit taki prawdziwy. :o
    Wiesz, że to majstersztyk? :P Wiesz. No, teraz już na bank.
    Cudo, świetna praca, rozjaśniła mi mrok niedzielnego wieczorku.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :D
    Ale luz, jestem prawie cierpliwa.
    Pozdrawiam i życzę wesołych świąt!
    ~B

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham twojego bloga i sposób w jaki piszesz
    Czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest niesamowite, Twój blog budzi we mnie ogromną ilośc jak najbardziej pozytywnych emocji. Czytam go od początku i mocno związałam sie z tą historią. Szkoda ze rozdziały dodajesz teraz tak rzadko, ale serio, są świetne! I to nie jest jakieś tam fanfiction o serialu, jakich wiele w internecie. To jest cudowna i poruszająca opowieść, Twoja i nasza (nasza=Twoich wiernych czytelników��)
    Strasznie czekałam na rozdział i mimo ze jest króciutki, ja jestem całkiem zafascynowana nim, Twoją umiejętnością budowania akcji, nastroju, kreowania charakterów postaci:) Czasem, kiedy rozdziały były smutne i takie pełne goryczy, to i ja długo nie mogłam sie otrząsnąć z atmosfery w nich panującej, a teraz serce bije mi chyba mniej-więcej tak, jak Angie w tej ostatniej scenie rozdzialu❤️ Uwazam, ze to co robisz tu, na tym blogu jest bardzo wartościowe i naprawde warto to kontynuować jak najdłużej!
    Ps. Jeszcze nigdy w życiu nie pisałam komentarzy, wiec wsunelam tu moje wrażenia ogólnie o blogu��
    Ściskam Cie mocno, jeszcze raz składając gratulacje!❤️

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny rozdział, jak zwykle zresztą. :) mam nadzieję, że niedługo będzie jakiś następny, bo co jakiś czas zaglądam i czekam na kolejne rozdziały ❤

    OdpowiedzUsuń
  5. Suuuuuper ❤❤❤ Omg. Czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  6. Zajrzałam na Twojego bloga o raz pierwszy od jakiegoś pół roku, i widzę wpis z marca>> super. Mam tylko jedno pyytanie czy jest sens co jakiś czas zaglądać, bo jednak chciałabym doczytać to opowiadanie, czy raczej nie masz zamiaru pisać go dalej?

    OdpowiedzUsuń