sobota, 26 grudnia 2015

Rozdział 138


- Stan pacjentki z dnia na dzień się pogarsza, konieczna będzie operacja. Niestety.. jest dosyć kosztowna, a w przypadku pani Saramego, to walka z czasem..

- Dzień dobry, kochanie. - Przywitał mnie German. Musnęłam jego policzek i zajęłam miejsce obok. 
W tym momencie do jadalni weszła Violetta i Ramallo, a z kuchni, z tacą pyszności wyłoniła się Olga. Wszyscy mieli zadowolone miny, a zapach świeżych bułeczek gosposi tylko podniecił apetyty. Nic w końcu dziwnego, dzień zapowiadał się pięknie. Słońce przebijało się przez gałęzie rozłożystych drzew i ani jeden obłok nie śmiał go przysłonić. Domownicy wydawali się wypoczęci i weseli. 
- Jakie plany na dzisiejszy dzień ma moja mała dziewczynka? - zapytał pan domu, patrząc na córkę. Dziewczyna wywróciła oczami, poirytowana zdrobnieniem.
- Po zajęciach idziemy z dziewczynami do Resto, a później Leon zaprosił mnie na spacer - odpowiedziała, biorąc kolejny kęs drożdżówki. 
Ku mojemu zdziwieniu, German nie zareagował na wspomnienie o chłopaku nastolatki i tym razem uwagę skupił na mnie. 
- A moja duża dziewczyna? - Posłał mi uśmiech. 
Spuściłam głowę, rumieniąc się. Zawsze robiło mi się gorąco, kiedy nazywał mnie "swoją dziewczyną" w czyjejś obecności, nawet w kwestii żartu. Czułam wtedy, że naprawdę się mnie nie wstydzi i traktuje nasz związek poważnie. 
- Cóż.. Zamierzałam miło spędzić popołudnie z moim chłopakiem. - Odwzajemniłam jego spojrzenie. Widziałam, jak jego oczy śmieją się do mnie. Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie, aż do momentu, kiedy Violetta oznajmiła, że czas już wychodzić. Cmoknęłam Germana w policzek, pożyczyłam domownikom "miłego dnia" i razem z siostrzenicą udałam się do Studia. 

Otworzyłam oczy. Dziś, kiedy poczułam się nieco lepiej, mogłam uważnie przyjrzeć się sali.  Pokój, w którym się znajdowałam w niczym nie przypominał szpitalnych oddziałów. Kremowo - szare ściany idealnie kontrastowały z herbacianymi różami, porozstawianymi na parapecie i brązowymi meblami oraz puchowym dywanem. Musiało być wcześnie rano, bo za oknem ledwie świtało i salę rozjaśniał jedynie blask lampy, stojącej w kącie. Jedyną oznaką kliniki były białe łóżka, ustawione równolegle do okien. Dwa z nich były puste, trzecie zajmowałam ja. Dopiero po dłuższej chwili, zauważyłam, że po mojej lewej stronie, w fotelu cicho pochrapuje Pablo. Mężczyzna lekko ściskał moją dłoń, kiedy próbowałam się wyswobodzić, natychmiast się ocknął.

- C-co.. - wymamrotał, rozglądając się po sali. Gdy spostrzegł, że nie śpię, uśmiechnął się słabo i pochylił.
Oczy miał przekrwione i podpuchnięte, a twarz bladą i zmęczoną. Kilkudniowy zarost sugerował, że przez dłuższy czas nie opuszczał szpitala. Poczułam ścisk w gardle i odwzajemniłam uśmiech.
- Jak się czujesz? Potrzebujesz czegoś? Zawołać pielęgniarkę?
- Nie, Pablo, nie. Dziękuje - powiedziałam. Słabość mojego głosu przeraziła nawet mnie.
Mężczyzna poruszył się niespokojnie, ale nie opuszczał kącików ust.
- Powinieneś odpocząć.
- Nie jestem zmęczony - ziewnął.
Zachichotałam.
- Angie.. German ma te pieniądze, stać go na opłacenie leczenia i..
- Nie. - Przerwałam mu. - Nie chcę jego majątku.
- Wiesz, że to może być jedyne wyjście.. - powiedział cicho, jednak zdążyłam to dosłyszeć. Chwyciłam jego dłoń.
- Jeśli mam odejść, to na moich warunkach, nie przykuta do łóżka i kroplówek.
Wiedziałam, że tymi słowami łamię mu serce. Znaliśmy się już tyle lat, razem dorastaliśmy, wspieraliśmy się i razem podejmowaliśmy wszelkie decyzje. Nasza przyjaźń, związek. Zawsze mogłam liczyć na pomoc Pablo. Nawet w obliczu śmierci był obok.

***

- Nie, nie tak. Nie naciskaj zbyt mocno.. - Instruował Pablo. 
Cofnęłam dłoń, tak, że opuszki moich palców ledwo dotykały klawiszy fortepianu, po czym rytmicznie je opuściłam, układając spójną melodię. 
Przymknęłam oczy i odchyliłam głowę, wsłuchując się w kojące dźwięki. Przyjaciel odegrał następne wersy piosenki, po czym przystanął. Spojrzeliśmy na siebie, jednocześnie wybuchając śmiechem. Nastolatek objął mnie ramieniem i resztę wieczoru spędziliśmy na mojej pierwszej lekcji muzyki.  

***

Zapach męskich perfum zmusił mnie do otworzenia powiek. Oślepił mnie dziwny blask. Gdy kujące światło nieznacznie zbledlo, ujrzałam nachylającego się Germana, który w skupieniu się we mnie wpatrywał. Ale coś było inaczej, coś było nie tak. Jego surowa twarz była zupełnie pozbawiona emocji. Uniosłam dłoń, aby go dotknąć, Jego policzek był tak zimny i twardy.
Nagle mężczyzna wstał i powoli zaczął się oddalać.
- Poczekaj! - Zamiasy krzyku z moich ust wydobył się jedynie niewyraźny szept.
Resztkami sił stanęłam na nogi i potykając się, pobiegłam za szwagrem, lecz, gdy tylko wydawało mi się, że zaczynam go doganiać, jego sylwetka robiła się rozmazana i jeszcze bardziej oddalona. Obraz wokół mnie wirował, zmieniał barwy, przyspieszał, zwalniał, Czułam, że powoli tracę równowagę.
Zdyszana, opadłam na rażącą biel i zaszlochałam. Byłam zmęczona. Chciałam, aby ten koszmar się w końcu skończył.
- Już dobrze, siostrzyczko. - Czyjaś dłoń powoli sunęła po moich włosach.
Niepewnie rozchyliłam powieki i moim oczom ukazała się Maria. Uśmiechała się do mnie łagodnie.
- To tylko sen, tylko sen. - Płakałam, zwijając się w kłębek i zakrywając uszy dłońmi.
- Nie bój się, Angeles - powiedziała dzźwięcznym głosem.
Jej mleczna cera idealnie kontrastowała z czerwienią ust i ciemnymi lokami, które okalały jej smukłą twarz. Otulała ją biel, lecz nie tak rażąca. Ta, która jej towarzyszyła była niezwykle kojąca i poczułam, że pragnę móc również, choć trochę jej zasmakować. Była przepiękna, dokładnie taka, jak ją zapamiętałam.
- Czy ja umarłam? - wydusiłam.
Roześmiała się.
- Ależ nie, głuptasie.
- Czy to niebo? Czyściec? A może piekło?
Ponownie zachichotała.
- Nie, kochanie. To miejsce, w którym spotykają się wszystkie zagubione dusze, które muszą stanąć przed pewnym bardzo ważnym wyborem. Jestem tu, aby pomóc ci go podiąć. Chodź ze mną - poprosiła. Chwyciłam jej dłoń, pozwalając, aby rażąca przestrzeń zniknęła.


- Tato! Tato! - Około pięcioletnia dziewczynka rzuciła się w ramiona Pablo. Mężczyzna uniósł ją i zaniósł do łóżka.
Pokój oświetlała jedynie nocna lampka, stojąca w kącie pokoju. Ściany pokryte były różową tapetą w kwiatki, a z sufitu zwisały odblaskowe nuty.
- Czy to..
- Zgadza się, to jego córeczka. Mała Angeles.
Spojrzałam na Marię.
- Nazwał ją moim imieniem?
Kobieta uśmiechnęła się lekko.
- Kochał cię. Chciał, żebyś pozostała jak najbliżej.
Regały całkowicie zapełniały misie i lalki. Podeszłam do jednej z półek, na której stała fotografia niemowlęcia w obięciach mojego przyjaciela i jego żony. Podpis z tyłu ramki sugerował pamiątkę ze chrztu dziecka.
Spojrzałam w kierunku Galindo, do którego dołączyła Monica. Oboje nachylali się nad łóżeczkiem córki. Kobieta szczelniej ukryła małą pod kołdrą, podczas, gdy Pablo cicho nucił kołysankę.
Po chwili dziewczynka zasnęła, a para wyszła z pokoju. Podążyłam za nimi, w ślad za mną poszła również Maria.Małżeństwo powoli szykowało się do snu.
- Musiało minąć tyle czasu.. - westchnęłam.
- Kilka lat - dopowiedziała moja siostra. - Chodźmy dalej. Jesteś gotowa? - Podała mi rękę, którą po chwili wahania chwyciłam.

Tym razem znalazłyśmy się w Studio, a sądząc po jego stanie były to raczej jego pozostałości. Budynek wyglądał na bardzo zaniedbany i dawno opuszczony. Kolorowa tapeta była pozdzierana w kilku miejscach, obrazy i plakaty poznikały, a w kątach zalegały odłamki szkła. Szkołę wypełniała zupełna cisza, gdzieś z daleka słychać było jedynie kanapie wody. 
- Po twojej śmierci zabrakło osoby, która zajęłaby się prowadzeniem Studia. Pablo całą swoją uwagę poświęcił rodzinie i nie był w stanie zarządzać szkołą. Placówka zaczęła tonąć w długach i w końcu budynek przejął ją bank, Teraz stoi nieużytkowany - wyjaśniła Maria. Ja jednak zatrzymałam się na słowie śmierć. 
- Mario.. Gdzie my jesteśmy? - spytałam zduszonym głosem. 
- Chcę pokazać ci, jak może wyglądać przyszłość. To czeka cię, gdy odejdziesz - powiedziała i wtedy obraz zniknął. 


Tym razem znalazłyśmy się w miejscu, którego zupełnie sie nie spodziewałam. Otulało nas domowe ciepło i zapach pierników zmieszany z wonią świerkowych igieł. Zewsząd błyskały kolorowe lampki porozwieszane u poręczy schodów i przy rozłożystych karniszach. 
Wszędzie jednak rozpoznałabym ten dźwięk. Łagodne nuty fortepianu wypełniały pomieszczenie i czarowały swoją magią. 
- Noche de paz, noche de amor. Todo duerme en derredor. Entre sus astros ue esparcen su luz..
Obróciwszy głowę, ujrzałam Violettę. Maria podeszła do niej i położyła dłonie na ramionach dziewczyny. Nastolatka wzdrygnęła się lekko, rozglądając dookoła i umilkła. Jej oczy zaszły mgłą. 
- Czy ona to poczuła? 
- Tak, lecz nie jako dotyk, ale powiew wiatru, jakby musnęło ją skrzydło motyla. 
Violetta chwyciła fotografię przedstawiającą mnie i Marię, pochylające się nad wózkiem ze śpiącym niemowlęciem i przytulila ją do piersi. 
- Zawsze w święta przychodzę tu, żeby na nią popatrzeć. Tam, dokąd odeszłam mogę słyszeć jedynie jej śpiew, lecz bywa czasem, że i on staje się niewyraźny - szepnęła Maria. 
Nagle do salonu wszedł pan domu. Biała koszula ciasno opinała jego tors, a idealnie przystrzyżone włosy, jak zwykle ułożone były nienagannie. Podszedł do córki i zamknął ją w swoich ramionach. 
- Ja też za nimi tęsknię, słonko - mruknął. - Ale one są gdzieś tu, blisko nas. - Pocałował czubek jej głowy. 
- Kochani, jesteście gotowi? - Nagle pojawiła się Esmeralda. Wystrojona w czarną sukienkę oparła się o futrynę kuchennych drzwi.Ubranie podkreślało jej zaokrąglony brzuch. - Taksówka zaraz będzie. Violu, leć po kurtkę.
Nastolatka posłusznie wyswobodziła się z uścisku ojca i ruszyła w kierunku schodów. Mój szwagier przysiadł na kanapie. 
- German, czy coś się stało? - zapytala, głaszcząc jego kolano. - Jesteś moim mężem, nie odsuwaj się ode mnie. 
- Wszystko w porządku. - Musnął krótko jej usta. - Idę po marynarkę. 
Podążyłam za mężczyzna wprost do jego gabinetu. Mężczyzna zamiast jednak chwycić ubranie, obszedł biurko i otworzył szufladę. Moim oczom ukazał się pierścionek - prezent, jaki niegdyś podarował mi po zgubieniu pamiątki od siostry. 
- Och, Angeles.. - westchnął, a głos zadrżał mu, gdy wymawiał moje imię. Dlaczego nas opuściłaś.. - Po chwili ukrył twarz w dłoniach i cicho zapłakał. Szybko jednak zagryzł wargi, przetarł mokre policzki i chwytając okrycie, wyszedł z gabinetu, wcześniej jednak chowając biżuterię. 
- Ożenił się, kilka razy przeprowadził, a teraz oczekuje narodzin dziecka. Ale w końu wrócił do Buenos Aires. Tu, gdzie zostało jego serce. Angie, on nigdy nie przestał cię kochać. 
Spuściłam głowę, wlepiając spojrzenie w swoje bose stopy. Kobieta kontynuowała. 
- Już czas. Musisz zadecydować, w którą stronę chcesz iść. 
- A jeśli pójdę z tobą? 
- Wtedy nigdy nie zaznasz już bólu i cierpienia. Zawsze będziemy razem, w otoczeniu najpiękniejszej muzyki, o jakiej nigdy nie śniłaś. 
- Czy tam jest też Javier, Emilio, Ivi i tata?
- Czekają na ciebie. - Uśmiechnęła się. 
- A czy ty miałaś prawo wyboru? 
Maria popatrzyła na mnie smutno. Po moich policzkach pociekły łzy. 
- Czy, gdybyś chciała, mogłaś zostać?
- Nie, skarbie. Odeszłam, żeby już zawsze być blisko.. 
Załkałam i w tym momencie willa zniknęła, a jej miejsce zajęła biała poświata. Ucichło też syczenie ogniska, słodka woń ciast rozpłynęła się. Obraz Marii zaczął powoli się oddalać.
- Już czas, siostrzyczko. - W głowie huczał mi jej głos. - Musisz wybrać..
Ponownie ujrzałam Pablo i Monicę, trzymających w obięciach córeczkę, szczęśliwą rodzinę Castillo, a także Studio, które zostaje przerobione na sklep odzieżowy.
- Chodź z nami.. - Obok mnie stanął Javier i Ivi. Oboje chwycili mnie za ręce. Wydawali się tak radośni,  przepełnieni spokojem i harmonią. 
- Angie.. - Emilio otoczył mnie ramieniem i uśmiechnął się szeroko. Byłaś najwspanialszym, co mnie spotkało. - Teraz możemy być szczęśliwi - zachęcił. 
Wszystkich otaczała biel i blask, lecz nie tak rażący.  Ten, który bił od ich postaci był kojący i spokojny. 
- Córeczko.. - Przede mną stanął mój ojciec. Był taki, jak go zapamiętałam. Z lekko siwiejącymi włosami i brodą. Jego oczy śmiały się do mnie radośnie. - Już jesteś gotowa - szepnął. 

I wtedy poczułam, jak i mnie zaczyna wypełniać fala przyjemnego ciepła. Nagle byłam tak lekka, jakbym miała oderwać się od ziemi i polecieć w nieznane. Usłyszałam dźwięk szaleńczo pikającej aparatury i czyjeś krzyki. Później wypełniła mnie ciemność, a następnie bezgraniczne światło.

_____________________________
Hallo, czy jest tu kto? :D
Witam wraz z nowym rozdziałem!
Jak podobają się Wam moje wypociny? Czy czekacie na więcej? 

Pozdrawiam, do przeczytania!
Wiktoria

PS. Z okazji świąt, życzę Wam, drodzy czytelnicy tego, co najlepsze! Uśmiechu - bo to on potrafi rozświetlić nawet najciemniejszą noc, pogody ducha, radości z każdej chwili, wspaniałych przygód, samych szczerych ludzi dookoła, spełnienia marzeń. Ale pamiętajcie - zawsze zostawcie jedno w kieszeni. Bo co to za życie bez marzeń? Trzymajcie się! ♥

5 komentarzy:

  1. Noooo ku*waaaa...!!!
    Widać ktoś tu nie wróci po świętach do szkoły, bo będzie leżeć głęboko pod ziemią. xD
    I tak, mówię to o tobie Wiktorio!!!!
    Jak ty nas możesz tak dręczyć!?!
    Nie masz serducha, kochana :'( xD
    To było odnośnie zakończenia, a teraz wróćmy trochę. TAK, TAK, TAAAAAK!! Wiedziałam, że German musi, MUSIIII nadal kochać Angeles.
    A Pablo jaki słodki, nadać imię po "dawnej" ukochanej. Choć też lekko niepokojące to może być xD
    Nie nooooooo....!!!! Ja się domagam następnego rozdziału, już, TERAZ!!!!
    Ona nie może umrzeć!!! Uratują ją, nie ma innego wyjścia! Bo inaczej to ja cię ukatrupię! xD
    Och, dość już tych gróźb z mojej strony, bo to w święta nie wypada.
    Tobie też wszystkiego dobrego, spełnienia marzeń, weeeeny, 200-tu a nawet i więcej rozdziałów, i te pe, i te de...
    Buziaczki 😘
    Pozdrawiam i CZEKAM NA NEXT! ✌

    OdpowiedzUsuń
  2. Dodaj next prosze!!!!! Cala noc nie spalam tylko czytalam tego bloga ! No prosze!!!!
    -Doris

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojeeej ;-; Będzie jeszcze następny rozdział czy to koniec? Serce mi łamiesz kobieto ;____;

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy będzie kolejny? CZy w ogóle będzie?
    A tak Btw zapraszam ty ----> http://germangiediaryangeles.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń