niedziela, 19 października 2014

Rozdział 129

Do rozpoczęcia roku szkolnego pozostały niecałe trzy tygodnie, a nad całą kadrą nauczycielską wciąż ciążyły różne prace i formalności. Z całych sił staraliśmy się zapanować nad chaosem związanym z nowymi obowiązkami. Pablo pomagał mi, jak mógł, ale codzienne zmiany w restauracji i wielogodzinne wypełnianie dokumentów odbijało się na mnie echem.
- Angie, odpocznij. - Pablo siłą wyrwał mi z rąk teczkę, z której hurtem posypały się kartki.
Opadłam na krzesło i odchyliwszy głowę do tyłu, przetarłam twarz dłońmi, głośno wzdychając.
- Jak się czujesz?
Odkąd Pablo poznał prawdę, stał się nie do wytrzymania; na każdym kroku mnie kontrolował i z naciskiem odradzał poszczególne plany. Apogeum osiągnął podczas którejś z kolejnych zmian w
restauracji.
- Proszę cię, nie możesz się przemęczać. - Przejął ode mnie tacę z filiżankami i zaprowadził do stolika. Nie zdążyłam nawet policzyć do trzech, kiedy zza zaplecza wyłonił się zdegustowany szef.
- A pani to co? Nóżki od szpileczek bolą? - warknął, opierając ręce na biodrach.
- Przepraszam, już biorę się do pracy.. - jęknęłam, podnosząc się, lecz w tej samej chwili zareagował brunet.
- Pani nie może się przemęczać - rzekł stanowczo.
- To ja decyduję o tym, co można, a czego nie można w moim lokalu - odburknął.
Pablo już otwierał usta, żeby coś wtrącić, ale w porę go uprzedziłam:
- Daj spokój, to moja praca. Zobaczymy się popołudniu - powiedziałam, odchodząc.
W chłodni napotkałam Bellę.
- Hej, co jest? - spytała, odkładając na szafkę koszyk z owocami.
W odpowiedzi machnęłam ręką i z markotną miną zabrałam się za gorączkowe przegrzebywanie pierwszego - lepszego pudełka, w rzeczywistości nie wiedząc, co tak naprawdę tam robię.
- Angie..
- Pogadajmy o czymś innym. - Machinalnie odwróciłam się w jej stronę, - Jak twoja sytuacja z Erickiem? Nadal twierdzisz, że to zamknięty rozdział?
Kobieta westchnęła ciężko i oparła się o krawędź pułki z nabiałem.
- Przyszedł wczoraj do mojego ojca - powiedziała cicho. - On nigdy go nie lubił, twierdził, że jest dla mnie nieodpowiedni, nie akceptował mojego uczucia do Ericka. Nie wiem czego oczekiwał, przychodząc do naszego mieszkania, ale zakończyło się kłótnią, ojciec nie chciał go do mnie dopuścić. Zostawił tylko to. - Rozchyliła pięść, w której krył się jeden, pojedynczy klucz z dopiętym breloczkiem w kształcie pióra.
- To klucze do mieszkania, samochodu?
- Wątpię. - wskazała na wygrawerowane cyfry na odwrocie ozdoby.
- Adres! Bell, sprawdzałaś co tam jest? - pisnęłam, podekscytowana, całkowicie zapominając o zdarzeniu sprzed minuty.
- Nie, nie wiem czy chcę to wiedzieć.
- Och, to prezent, niegrzecznie odmawiać - zaśmiałam się, ciągnąc dziewczynę w kierunku drzwi.
Złapana przeze mnie taksówka zawiozła nas parę przecznic dalej, w jedną z odludnych uliczek. Znajdował się na niej jeden sklep monopolowy, jakiś kantor i parę kamienic.
- Dziękujemy. - podałam kierowcy banknot, po czym wysiadłam z pojazdu. Bella przeglądała się budynkowi, który wyglądał na odnowiony, w około znajdowało się kilka drzew. Wyraźna liczba na ścianie oznaczała, że jesteśmy na miejscu. Kobieta z wyraźną niechęcią podeszła do drzwi, i otworzyła podarunkiem od Ericka. Weszłyśmy do środka, i od razu w oczy rzucił się brak miejsca, spowodowany przez regały pełne..
- Książki? - zdumiłam się. W tym samym momencie z ust mojej przyjaciółki padło to samo słowo, lecz w jej głosie dosłyszałam się zachwytu. Krzyknęła, i zaczęła wertować regały. Również wzięłam w dłoń jedną i przeczytałam tytuł.
- O krok za daleko - mruknęłam i odłożyłam ją na miejsce.
- Jestem w raju. - szepnęła, podchodząca do mnie Bella. Jej oczy błyszczały od radosnych iskierek podniecenia i wyraźnej osłonki łez.
Jeszcze raz, uważnie rozejrzałam się po pomieszczeniu. Dużą salę wypełniały szafki dostosowane do wygiętych w łuki ścian w kolorze pudrowego różu, przeplatanego z kawowym odcieniem. Po środku stały trzy osobne biblioteczki, a naprzeciw drzwi doszukałam się kanapy, fotela i biurka. Miejsce wyglądało na gustownie nowourządzone.
- No, no - zdołałam wydusić.
- Cieszę się, że i pani zainponowałem. - O mało nie podskoczyłam, kiedy z drzwi, kryjących się za jednym z regałów doleciał nas męski głos. Po chwili w odległości zaledwie paru kroków ode mnie stał Erick. Teraz wyraźniej mogłam się mu przyjrzeć, niż pamiętnego wieczoru, gdy pobił adoratora byłej dziewczyny. Miał na sobie czarne, sztruksowe jeansy, białą, dokładnie wyprasowaną koszulę i marynarkę z tego samego materiału i koloru, co spodnie. Ciemne włosy sięgały mu nieco za ucho, a z brązowych oczu emanuował spokój, rozsądek i życzliwość. Aż trduno było uwierzyć, że taki człowiek byłby w stanie zaatakować drugiego.
- Ale gdzie moje maniery, nie przedstawiłem się! Pani wybaczy, Erick. - Skłonił się nieco.
- Angeles, proszę mówić mi Angie. - Uśmiechnęłam się niepewnie.
Kątem oka spojrzałam na zastygłą Bellę. Splatając ręce na piersiach, zaciskała  wargi, wbiwszy wzrok w jasne płytki. Erick z wyczekiwaniem i lekkim uśmiechem zbliżył się do niej, opierając na drewnienej lasce.
- Ma pan niesamowitą kolekcję. - Przerwałam niezręczną ciszę.
Mężczyzna z trudem oderwał wzrok od młodej kobiety i przenosząc go na mnie, rzekł:
- To własność Belli.
Nie dało się nie zauważyć, jak brunetka rozchyla usta ze zdziwienia, gwałtownie spoglądając na byłego partnera.
- Chyba musicie porozmawiać.. - Bardziej zabrzmiało to jak pytanie, niż stwierdzenie, ale ani Erick, ani Bella nie zwrócili uwagi na moje słowa, powracając do stanu sprzed minuty. - To ja.. - Wskazałam na drzwi. - Do widzenia. - Niemalże wyszeptałam i opuścisłam budynek.

Późnym popołudniem wróciłam do Studia z zamiarem uporządkowania dokumentów. Budynek skąpany był w ciszy i półmroku. Kiedy myślałam, że jestem sama, usłyszałam zbliżające się w moim kierunku kroki. - Gregorio. - mężczyzna zatrzymał się na dźwięk swojego imienia. - Możemy pogadać? - zapytałam, patrząc na niego. Odwrócił się po chwili i zobaczyłam, że dobrze wie, jaki temat chcę poruszyć.
- Ee, spieszę się. - wybełkotał, obracając w dłoni małą, żółtą piłeczkę. Był  spięty, a na jego twarzy lśniły krople potu.
- Proszę, zajmie nam to moment. - posłałam mu błagalne spojrzenie.
Mężczyzna jęknął cicho, siadając przy stole i odkładając na bok swoje rzeczy. Podeszłam do ekspresu z kawą i wypełniłam nią dwa kubki. Kątem oka zerknęłam w górę, gdzie znajdował się stary plan lekcji oraz zdjęcie kadry nauczycielskiej. Błękitne ściany lekko zbladły, lecz nadal widać było, że to ta sama, stara sala, do której weszłam zapytać o pracę. Uśmiechnęłam się w duchu, a wzrokiem wróciłam do nauczyciela tańca, który miał odwróconą głowę w strone zdjęcia wiszącego na ścianie. Wiedziałam na kogo patrzy... na Antonia, który szczęśliwy obejmował z jednej strony jego, a z drugiej Pabla.
- Proszę. - podałam mu kubek z kawą i usiadłam naprzeciwko niego. Spojrzał na kawę, a potem na mnie. - Włochy... co tam robiłeś? Męczy mnie to. - wyznałam. Gregorio upił łyk kawy i westchnął.
- Szukałem syna. - palnął.
Nieomal zakrztusiłam się napojem. Gregorio ma syna - to wyznanie wytrąciło mnie to z równowagi. Znam go tak długo, a jednak wszystko wciąż wskazywało na to, że dotychczas bardzo się myliłam.
- I... i znalazłeś go? - zapytałam, starając się ukryć oszołomienie.
Żeby się czymś zająć, zaczęłam stukać palcem w stół, co wybawiło z niego cichy pomruk niezadowolenia.
 Kiwnął głową. Przez dłuższy moment panowała głucha cisza. Słychać było jedynie tykanie zegara i dźwięk obijanych knykci.
- To Tomas - wykrztusił w końcu.
Zamarłam. Czy on miał na myśli tego Tomasa? Tego Hiszpana, który był asystentem Beto? Tego ucznia Studia? Przyjaciela Francesci? Adoratora Violetty? Tego chłopaka, wprost znienawidzonego przez swojego belfra od zajęć tanecznych?
Dobrze pamiętałam wszystkie problemy związane z Tomasem i Gregorio, teraz się okazuje, że są spokrewnieni... i to dosyć poważnie.
"Ale co chłopak robił we Włosz.. No przecież! Tomas przecież tam pracował, i nawet go spotkałam!" - krzyczałam w myślach. Nagle wszystko stało się jasne. Spojrzałam na mężczyzne, który zerkał na mnie, oczekując dwuznacznej reakcji.
- Nienawidzi mnie. Wierzy, ale nienawidzi. Mam o nim zapomnieć, mam go zostawić w spokoju, bo jak był tutaj...- pierwszy raz widziałam ćmienie łez w oczach Gregoria.
- Nie możesz się poddać, poleć do niego, choćby jutro i na spokojnie mu wyjaśnij. - podsunęłam pomysł, przerywając mu wpół zdania. - Dam radę z Beto i Pablo wyszykować wszystko, ale chciałabym żebyś wrócił przed otwarciem i... - nie dokończyłam, bo Gregorio mocno mnie przytulił. Poczułam jakiś nagły przypływ szczęścia i dziwne łaskotanie w okolicach wątroby.
- Dziękuję, Angie, dziękuję. - Porwał rzeczy ze stołu i już miał wychodzić, lecz w progu odwrócił się w moją stronę i rzekł stłumionym głosem: - Brakuje mi go, ale cieszę się.. cięszę się, że wybrał ciebie - wyznał, a ja poczułam pod powiekami łzy wzruszenia.
- Powodzenia - rzekłam, odprowadzając mężczyznę wzrokiem. Przygryzłam wargę, uśmiechając się i jeszcze chwilę wpatrując w miejsce, w którym zniknął tancerz, po czym również zaczęłam zbierać się do domu. 

W końcu udało mi się wyjść z pracy. Starłam krople potu z czoła i szybkim krokiem ruszyłam do domu.

Gdy chciałam otworzyć drzwi od mieszkania, przeszkodził mi dzwonek od telefonu. Trzymając klucze jedną ręką, drugą wyjęłam komórkę. 
Pablo - widniało na wyświetlaczu. Westchnęłam cicho i mimo zmeczęnia i niechęci, odebrałam.
- Halo. - otworzyłam drzwi, i przez przypadek upuściłam klucze, które z wielkim brzękiem upadły na podłogę.
- Halo? Angie? Co się stało? Nic nie jest? - zasypał mnie  pytaniami. Słyszałam w jego głosię troskę i lekko panikę.
- Nic mi nie jest, żyję, muszę kończyć. - rozłączyłam się pod wpływem złości, nie dając mu dojść do słowa. Położyłam klucze na komodzie, po czym wyłączyłam komórkę i włożyłam ją z powrotem do torebki, chcąc mieć chwilę spokoju.
Pablo robił to z troski, martwił się o mnie, ale gdybym mu nie powiedziała, nie przejmowałby się mną... tylko ślubem z Monicą
Opadłam na sofę i położyłam głowę na poduszkach. W końcu znalazł swoją miłość, a ja... ja ją tracę.  Powinnam być silna, powinnam nie okazywać tego, że jestem w rozpadzie. Otarłam mokrą smugę z policzka i poczłapałam do kuchni, czując wielki głód i jednocześnie mając nadzieję, że znajdę coś w lodówce. Jogurt naturalny, ogórki, 5 jajek i pomidor.
 "Wstąpić jutro do sklepu" - pomyślałam.
Jajka, ogórki i pomidor zostawiłam na śniadanie, a zajęłam się bułką i jogurtem. Jedząc go, wróciłam do salonu i położyłam się na kanapie. Myślami byłam przy Violetcie. Czy mi wybaczy? Zapomni o mnie. Tak, na pewno tak będzie. Esmeralda wyjdzie za Germana i zostanie jej macochą idealną, w końcu utworzą perfekcyjną rodzinę, o jakiej zawsze marzył mój szwagier. 
Moje przemyślenia przerwało pukanie. 
- To są chyba jakieś żarty. - mruknęłam, wstając do drzwi. - Pablo, po co... - przerwałam w pół zdania, przecierając oczy.
Nie wierzyłam. W drzwiach stał Emilio, a u jego boku Ivi.

___________________________
Werble prosimy.
Tamtararam, oto prezentujemy 129, a zarazem debiutancką notkę Kierki. :D 
Rozdział jest owocem naszej współpracy, którą mamy przyjemność rozpocząć. 
Przy okazji możecie zapoznać się bliżej z sylwetką Ericka, czyli filmowym Remusem Lupinem i jednym z moich (W)  mężów. XD 
Mamy nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu. 

Pozdrawiamy,
W & Z

10 komentarzy:

  1. Padłam widząc Remusa.... Najpierw taki wtf i w ogóle, co tu robi Lupin...
    A tu proszę... To jest nasz Erick :D
    Gregorio zaskakuje! I to mocno...
    Tomas, On rodziną.... To jest jego syn?! No teraz to już padłam, ale to naprawdę...
    Zaskakujecie, że ho ho ho... Aż boję się pomyśleć co będzie dalej :D
    Nic Germanka. Nic a nic :(
    Ale z Pablita mała polewka była.... Jaki opiekuńczy...
    Bardziej martwi się przyjaciółką niż narzeczoną... Pabli uważaj bo ci narzeczona sprzed ołtarza ucieknie... xD
    Ivy!!! Welcome in Buenos Aires!!! Oooo... będzie się działo... Tak coś czuję :D
    Witam Kierkę!!! I pozdrawiam gorąco!!!
    A rozdział jak zawsze w deche i z niecierpliwością czekam na next :D
    Zapraszam do siebie i pozdrawiam
    ~Sanna :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samej mnie spodobał się pomysł z Gregorio! :D
      I totalny szok, że Erick to Remus XD No cóż, Wiktoria już tak ma.
      Będzie się działo,oj będzie, więc się bój. A Geremek będzie w rozdziale następnym, ale odgrywać dobrej roli nie będzie. :(
      Dziękuje za powitanie.
      I dziękujemy za miłe słowa, również pozdrawiamy :)

      Usuń
  2. GENIALNE :D Jak zwykle :D
    Wyczuwam Rumbelle - nie wmówicie mi, że scena z biblioteką to przypadek XD Ja wiem swoje - ot co XD I był Lupin! Taaaak :D Wilkołaczek :D Ale i tak wolałam Syriuszka XD Ale o czym ja tu plotę.... Pablo jest uroczy jako taki opiekuńczy misiek <3 Angie się przemęcza - niedobrze. Ale najważniejsze jest to, że przyjechali Emilio i Ivi. Kocham ich :D I shippuję Anilio :D (Bo German póki co się trzyma niejakiej pani kłamliwej) Cieszę się, że teraz piszecie wspólnie. Trzymam kciuki, abyście doszły z rozdziałami do 250. :D Fajnie by było. Pozdrawiam, ściskam i wysyłam pozytywną energie (Niech moc będzie z Wami) ~B

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wolę Syriusza, ale to blig Wiktorii, to ona decyduje kogo zdjęcia umieszczamy haha! :D
      Pablo misiek- always.
      My też shippujemy Anilio, ale cśś... i tak ich nie będzie.
      My również chcemy dojść tak daleko!
      Dziękujemy za moc, energie i miłe słowa!
      Pozdrawiamy! :)

      Usuń
  3. Świetnie ;)
    Huhuhu Remus XD Liczę na więcej takich rozdziałów ;)
    Do współpracy dołącza Kierke? ;oo
    No to nic tylko życzyć owocnych owoców tej pracy XD
    Hahaha owocnych owoców, to przez ten rozdział XD

    Serdecznie zapraszam jak i do mnie ;)
    http://opowiadanie-angeles.blogspot.com/

    Lika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za te owocne owocowe owoce... nevermind i tak dziękujemy za miłe słowa :D
      Pozdrawiamy i wpadniemy ;)

      Usuń
  4. Fajna czesc, sorki ze dopiero teraz komentuje ale nie chcialo mi sie zalogowac na gmaila. Przy okazji zapraszam http://angie-jar-of-hearts.blogspot.com/2014/11/prolog.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujęmy i na pewno wpadniemy jak będziemy miały czas ;)

      Usuń