Nie zareagowałam.Cała ta sytuacja wydawała się być z lekka dziwna.Także zachowanie Germana.
Nie byłam gotowa na taki krok.Może zdawać się to komiczne,ale przerażał mnie fakt,że ktoś obserwuje mój związek,nadal się bałam.Czy to była patologia?Relacje z Germanem były wystarczająco skomplikowane,byliśmy spowinowaceni.Niektórym wydawałoby się,że to nieetyczne,niemoralne.Zupełnie nie byłam na to przygotowana.W duchu odczuwałam lekki niepokój.Nie lubiłam kłócić się ze szwagrem,zawsze wtedy coś ściskało moje gardło.
Nie byłam gotowa na taki krok.Może zdawać się to komiczne,ale przerażał mnie fakt,że ktoś obserwuje mój związek,nadal się bałam.Czy to była patologia?Relacje z Germanem były wystarczająco skomplikowane,byliśmy spowinowaceni.Niektórym wydawałoby się,że to nieetyczne,niemoralne.Zupełnie nie byłam na to przygotowana.W duchu odczuwałam lekki niepokój.Nie lubiłam kłócić się ze szwagrem,zawsze wtedy coś ściskało moje gardło.
Zmęczona,całkowicie zrezygnowałam z kąpieli i bezwładnie zatopiłam się w miękkiej pościeli.
Zasnęłam bez pocałunku ukochanego i ciepłego "dobranoc".
***
Nazajutrz obudził mnie przeraźliwy głód.Mimo,że zegarek wskazywał dopiero 5:02,postanowiłam coś przekąsić.
Zarzucając na siebie fioletowy szlafrok,zeszłam na dół,gdzie panowała grobowa cisza.Aby nie obudzić nikogo z domowników stukaniem talerzy, "zwinęłam" z lodówki jogurt truskawkowy,rumianą bułkę oraz łyżeczkę.Po chwili namysłu wyłowiłam ze słoika dwa kiszone ogórki,po czym wraz z jedzeniem,ruszyłam z powrotem na górę.
Gdy mijałam sypialnię Germana,poczułam palący żar w klatce piersiowej,jednak nie zatrzymałam się.Wina nie leżała po mojej stronie.
Sadowiąc się na łóżku,rozpakowałam mleczny posiłek,który przegryzany bułką i ogórkami.,dość szybko zniknął z plastikowego kubeczka.
Nadal czułam ssanie żołądka,lecz postanowiłam więcej nie podjadać przed śniadaniem.
Nie byłam już senna-bramy królestwa Morfeusza zostały dla mnie zamknięte.Podniosłam rolety,wpuszczając do pokoju trochę światła.Promienie słoneczne znacznie ożywiły wnętrze,nadając sypialni przyjazny charakter.
Do rozpoczęcia lekcji zostały niecałe trzy godziny
-Umrę z nudów . - Powiedziałam sama do siebie.
Dla zabicia czasu zabrałam się za przygotowania do pracy.Dzisiaj jak na złość byłam zdecydowana,co do ubioru; czarna spódnica w stylu Violetty,do której wpuściłam cukierkową bluzkę na ramiączkach dość szybko wpadła mi w oko.Na szyji przewiesiłam przestrzenne serce na długim łańcuszku.Loki pozostawiłam rozpuszczone.Również kwestia makijażu szybko się rozwiązała.Byłam gotowa.Dwie godziny do wyjścia.
-"Pewnie zaraz w kuchni pojawi się Olga." - Przeszło mi przez myśl.
Oczekując na hałasy z dołu,opadłam na zaścielone wcześniej łóżko.W oczy cały czas rzucał mi się ścienny napis.Dzisiaj po raz pierwszy od jakiegoś czasu nie zostałam obudzona pocałunkiem.Nie usłyszałam spokojnego "Skarbie,już ranek.." .
W tej chwili zdałam sobie sprawę,że miłość Germana jest mi potrzebna.To uczucie każdego dnia tchnie do działania,napawa radością.Życie bez miłości nie miałoby sensu.Nie ważne,czy zawiązuje się między ludźmi tej samej płci,czy też nie.Czy ujawnia się w młodym wieku,czy przychodzi na starość - ma takie samo zadanie.
Niekiedy rani,lecz później uśmiecha się do ciebie niczym stara przyjaciółka i mówi : "Nauczyłeś się kochać..".
Ona nigdy nie odchodzi.Wrasta w serce,zakorzenia się.
Przyjaciele,rodzina,partnerzy. - Miłość ma takie samo znaczenie.
Mimo oporu zmorzył mnie sen.Znów odpłynęłam..
-Angie..Angie.. - Doleciał mnie cichy szept. - Ciociu !!
-CO ?! - Poderwałam się z łóżka. - Violu.. - Wysapałam,próbując uspokoić oszalałe serce. - Pali się?
-No niby nie,ale Olga pięć razy wołała cię na śniadanie. - Wyjaśniła,śmiejąc się z mojej nie do końca obudzonej osoby. - Czemu śpisz w ubraniach i makijażu? - Zdziwiła się.
Nie zdążyłam odpowiedzieć.Z prędkością światła opuściłam pokój,biegnąc do łazienki.Czułam,jak w moim brzuchu trwa rewolucja.Po zatrzaśnięciu drzwi,uklękłam przy muszli haftując.
-Angie?Angie porządku? - Pukała do drzwi. - Mam iść po tatę? - Palnęła w pewnym momencie.
-.. Violu..Nie.. - Udało mi się wydusić,pomiędzy kolejnymi napadami.
Ja też wstałam.Cała się trzęsłam, nogi drżały,ledwo mnie utrzymując.Żeby nie stracić równowagi,oparłam się o umywalkę.
Moja twarz zalana była potem,tusz rozmazany,a oczy podkrążone.Ignorując tępy ból głowy,przepłukałam usta,poprawiłam makijaż i fryzurę,po czym opuściłam łazienkę.
-Raz,dwa..Osiem,dziewięć,dziesięć.. - Odliczyłam w myślach,zmierzając do jadalni.
Przy stole siedzieli już wszyscy,łącznie z panem domu.
Ignorując jego zatroskane spojrzenie,zajęłam miejsce obok siostrzenicy.
-Dzień dobry. - Przywitałam się.Brakowało mi sił.
-O,panienka Angie coś nie w humorze. - Podsumowała gosposia. - Mocno pani spała,pewnie śnił się panience jakiś przystojniak.Chyba to ten Pablito.Ach,ładna z państwa parka,ale coś ostatnio nie widać naszego Misia. - Nawijała. - A blada pani. - Zmrużyła oczy,badawczo mi się przyglądając.
-Trochę mi nie dobrze,to wszystko. - Wyjaśniłam. - Nie martw się Olguniu. - Powiedziałam,wymuszając słaby uśmiech.
-A może w ciąży panienka jest?! - Wyskoczyła nagle,a mnie zamurowało.Podobnie z resztą,jak przerażonego Germana.
-Nie,Olga,nie.. - Wybełkotałam,zaskoczona.
-To pewnie tylko zatrucie pokarmowe. - Stwierdził Ramallo,próbując ratować sytuację.Niestety tym samym,narażając się gosposi.
-Sugeruje pan,że źle gotuję?! - Oburzyła się,mordując Lisandra wzrokiem. - No mów,stary durniu!
-Olgo,Olgito,jestem pewny,że Ramallo nie miał na myśli niczego złego. - Wtrącił się pan domu,wstając od stołu. - Japończycy. - Skwitował,zmierzając do swojego gabinetu.
-To ja też dziękuję. - Asystent Germana również się ulotnił.
W jadalni zostałam sama z siostrzenicą,gosposia krzątała się w kuchni.
-Idziemy,Violu? - Zapytałam,chwytając torebkę.
-Ale..To ty nie zostajesz? - Zdziwiła się. -Może odpocznij,weź dzień wolnego. - Nalegała.
-Nie ma takiej potrzeby,słońce.Chodź. - Pociągnęłam ją za rękę.
Po wyjściu z domu od razu zrobiło mi się lepiej.Świeże powietrze natychmiastowo uderzyło do mojej głowy,a przyjemny wiatr,uspokajająco głaskał twarz.
Dzień zapowiadał się pięknie,jak na listopad.W powietrzu rozchodziła się słodka woń waty cukrowej,dolatującej z pobliskiego stoiska,a delikatne obłoczki stanowiły zaporę dla przebijających się przez nie rąk Heliosa.Miasto tętniło życiem.
-Cudowna pogoda. - Szepnęłam zahipnotyzowana śpiewem ptaków.
Matka natura na szczęście nie odzwierciedlała mojego nastroju.Podziwiając jej dzisiejszą kreację,postanowiłam spróbować jej dorównać.Zapominając o porannej sytuacji oraz kłótni z Germanem,podążałam do Studia.Dziś na ustach wypisane miałam "Będzie dobrze".\
_______________________________
Beznadziejne.
Zachcianki Angie. :D
Drugi rozdział po przerwie.Jak wrażenia?
Nie chcę szantażować Was ilością komentarzy,ale dobrze jest znać opinię czytelników,to pomaga. :)
Pozdrawiam! ♥
Wiktoria
Nadal czułam ssanie żołądka,lecz postanowiłam więcej nie podjadać przed śniadaniem.
Nie byłam już senna-bramy królestwa Morfeusza zostały dla mnie zamknięte.Podniosłam rolety,wpuszczając do pokoju trochę światła.Promienie słoneczne znacznie ożywiły wnętrze,nadając sypialni przyjazny charakter.
Do rozpoczęcia lekcji zostały niecałe trzy godziny
-Umrę z nudów . - Powiedziałam sama do siebie.
-"Pewnie zaraz w kuchni pojawi się Olga." - Przeszło mi przez myśl.
Oczekując na hałasy z dołu,opadłam na zaścielone wcześniej łóżko.W oczy cały czas rzucał mi się ścienny napis.Dzisiaj po raz pierwszy od jakiegoś czasu nie zostałam obudzona pocałunkiem.Nie usłyszałam spokojnego "Skarbie,już ranek.." .
W tej chwili zdałam sobie sprawę,że miłość Germana jest mi potrzebna.To uczucie każdego dnia tchnie do działania,napawa radością.Życie bez miłości nie miałoby sensu.Nie ważne,czy zawiązuje się między ludźmi tej samej płci,czy też nie.Czy ujawnia się w młodym wieku,czy przychodzi na starość - ma takie samo zadanie.
Niekiedy rani,lecz później uśmiecha się do ciebie niczym stara przyjaciółka i mówi : "Nauczyłeś się kochać..".
Ona nigdy nie odchodzi.Wrasta w serce,zakorzenia się.
Przyjaciele,rodzina,partnerzy. - Miłość ma takie samo znaczenie.
Mimo oporu zmorzył mnie sen.Znów odpłynęłam..
-Angie..Angie.. - Doleciał mnie cichy szept. - Ciociu !!
-CO ?! - Poderwałam się z łóżka. - Violu.. - Wysapałam,próbując uspokoić oszalałe serce. - Pali się?
-No niby nie,ale Olga pięć razy wołała cię na śniadanie. - Wyjaśniła,śmiejąc się z mojej nie do końca obudzonej osoby. - Czemu śpisz w ubraniach i makijażu? - Zdziwiła się.
Nie zdążyłam odpowiedzieć.Z prędkością światła opuściłam pokój,biegnąc do łazienki.Czułam,jak w moim brzuchu trwa rewolucja.Po zatrzaśnięciu drzwi,uklękłam przy muszli haftując.
-Angie?Angie porządku? - Pukała do drzwi. - Mam iść po tatę? - Palnęła w pewnym momencie.
-.. Violu..Nie.. - Udało mi się wydusić,pomiędzy kolejnymi napadami.
Nastolatka najwidoczniej mnie nie posłuchała,bo chwilę potem obok mnie kucał German.
-Idź stąd! - Warknęłam,dławiąc się.
-Nie zostawię cię. - Uparł się,zaciskając swoje palce na mojej dłoni.
-Wynoś się! - Krzyknęłam z całych sił.
-Angie..
-Wynocha!
Mężczyzna niechętnie podźwignął się z posadzki i wyszedł.
Ja też wstałam.Cała się trzęsłam, nogi drżały,ledwo mnie utrzymując.Żeby nie stracić równowagi,oparłam się o umywalkę.
Moja twarz zalana była potem,tusz rozmazany,a oczy podkrążone.Ignorując tępy ból głowy,przepłukałam usta,poprawiłam makijaż i fryzurę,po czym opuściłam łazienkę.
-Raz,dwa..Osiem,dziewięć,dziesięć.. - Odliczyłam w myślach,zmierzając do jadalni.
Przy stole siedzieli już wszyscy,łącznie z panem domu.
Ignorując jego zatroskane spojrzenie,zajęłam miejsce obok siostrzenicy.
-Dzień dobry. - Przywitałam się.Brakowało mi sił.
-O,panienka Angie coś nie w humorze. - Podsumowała gosposia. - Mocno pani spała,pewnie śnił się panience jakiś przystojniak.Chyba to ten Pablito.Ach,ładna z państwa parka,ale coś ostatnio nie widać naszego Misia. - Nawijała. - A blada pani. - Zmrużyła oczy,badawczo mi się przyglądając.
-Trochę mi nie dobrze,to wszystko. - Wyjaśniłam. - Nie martw się Olguniu. - Powiedziałam,wymuszając słaby uśmiech.
-A może w ciąży panienka jest?! - Wyskoczyła nagle,a mnie zamurowało.Podobnie z resztą,jak przerażonego Germana.
-Nie,Olga,nie.. - Wybełkotałam,zaskoczona.
-To pewnie tylko zatrucie pokarmowe. - Stwierdził Ramallo,próbując ratować sytuację.Niestety tym samym,narażając się gosposi.-Sugeruje pan,że źle gotuję?! - Oburzyła się,mordując Lisandra wzrokiem. - No mów,stary durniu!
-Olgo,Olgito,jestem pewny,że Ramallo nie miał na myśli niczego złego. - Wtrącił się pan domu,wstając od stołu. - Japończycy. - Skwitował,zmierzając do swojego gabinetu.
-To ja też dziękuję. - Asystent Germana również się ulotnił.
W jadalni zostałam sama z siostrzenicą,gosposia krzątała się w kuchni.
-Idziemy,Violu? - Zapytałam,chwytając torebkę.
-Ale..To ty nie zostajesz? - Zdziwiła się. -Może odpocznij,weź dzień wolnego. - Nalegała.-Nie ma takiej potrzeby,słońce.Chodź. - Pociągnęłam ją za rękę.
Po wyjściu z domu od razu zrobiło mi się lepiej.Świeże powietrze natychmiastowo uderzyło do mojej głowy,a przyjemny wiatr,uspokajająco głaskał twarz.
Dzień zapowiadał się pięknie,jak na listopad.W powietrzu rozchodziła się słodka woń waty cukrowej,dolatującej z pobliskiego stoiska,a delikatne obłoczki stanowiły zaporę dla przebijających się przez nie rąk Heliosa.Miasto tętniło życiem.
-Cudowna pogoda. - Szepnęłam zahipnotyzowana śpiewem ptaków.
Matka natura na szczęście nie odzwierciedlała mojego nastroju.Podziwiając jej dzisiejszą kreację,postanowiłam spróbować jej dorównać.Zapominając o porannej sytuacji oraz kłótni z Germanem,podążałam do Studia.Dziś na ustach wypisane miałam "Będzie dobrze".\
_______________________________
Beznadziejne.
Zachcianki Angie. :D
Drugi rozdział po przerwie.Jak wrażenia?
Nie chcę szantażować Was ilością komentarzy,ale dobrze jest znać opinię czytelników,to pomaga. :)
Pozdrawiam! ♥
Wiktoria

Jogurt? Ogórki? Paw? Czy aby na pewno Olga się nie myliła? Może jednak Angie jest w ciąży?
OdpowiedzUsuńSądząc po tym rozdziale to pytanie pewnie padnie wiele razy ;D
Bombowy rozdział :)
Czekam na nexta :D
Super.....Właśnie może Angie jest w ciąży? Było by fajnie:D
OdpowiedzUsuńCiekawe. Też mi krążą po głowie różne pytania. Mam nadzieję odpowiedzi na nie znajdę w kolejnych rozdziałach. Rozdział cudowny. Czekam na następny. Jak masz czas możesz wpaść do mnie.
OdpowiedzUsuńDziekuje. :)
UsuńChetnie do Ciebie zajrze,a co do pytan,to pisz smialo,byc moze nie na wszystkie otrzymacie odpowiedzi.Moze cos pozostanie zagadka. ;)
Supper.
OdpowiedzUsuńJak Angie może być w ciąży skoro ona i German nie?
Czekam na next
extra czekam na nexta
OdpowiedzUsuńCUDO :D Wybacz, że nie komentowałam, dziś nadrobię.
OdpowiedzUsuń1. Wszystko co piszesz jest wręcz magiczne. Czytasz i czujesz jakbyś była w słonecznej Argentynie.
2. Germangie. Coś cudownego. Muszą się ujawnić. :D
3. Javier. Uwielbiam go.
4. Ciąża Angie? Ciekawe... Choć wolałabym tego póki co uniknąć.
5. Olga i Ramek. Szkoda, że ich kłótnia była krótka.
6. Jogurt i ogórki :D Dobry wybór Angie XD
7. Ogółem - Fantastyczne.
Pozdrawiam - B.
Nie wiem co napisać...Po prostu cudo! :3
OdpowiedzUsuńCzekam na next'a :D
Pozdrawiam :*
Chcesz szczerości no to przecież ją dostajesz :/
OdpowiedzUsuńŻal mi Angie.. Ogórki i jogurt.. Serio?
Będę szczera - piszesz genialnie.
Sory, że tak mało, ale dopiero co dopadłam komputer, po pięciogodzinnym byciu na dworze.. Nie wiem, jak u Ciebie/Was ale u mnie jest zimno i wieje..Mocno. Więc nie czuje palców a poprzez mój stan nie che zacząć pisać prawdziwej szczerości.. Trzymaj się, do następnego.