Każdy krok w przód równał się z coraz bardziej łapczywymi oddechami.Mimo,iż moje ruchy nie były zbyt dynamiczne,brakowało mi tchu.Przenikliwy ścisk czaszki stawał się nie do zniesienia.
Mimo to,prosto ze szkoły,udałam się w odwiedziny do Javiera.
-Wujek German nie przyszedł? - Padło w pewnym momencie zabawy.
-Dzisiaj ma bardzo dużo pracy,niestety nie dał rady. - Wyjaśniłam,czochrając jego gęstą czuprynę. - Ale za to może jutro uda mu się wpaść. - Starałam sie go pocieszyć.
-Fajnie! - Na twarzy malca zagościł szeroki uśmiech. - Porysujemy? - Zaproponował,zsuwając sie z moich kolan.Już po chwili wrócił z pudełeczkiem kredek i blokiem rysunkowym.
-Dobrze,jeśli masz ochotę. - Posadziłam go przy stoliku,po czym zajęłam miejsce na drugim krześle. - To co dzisiaj mam nabazgrać? - Zażartowałam. - Nie umiem malować tak ślicznie,jak ty.
-Nie prawda. - Zaprzeczył chłopczyk. - Jesteś najśliczniowszą i najmądrowszą panią na świecie!Jak moja mamusia. - Dodał,wyciągając z kolorowego pudełka poniszczone zdjęcie.
Fotografia przedstawiała szczęśliwą parę,ściskającą w swoich ramionach małe dziecko.Kobieta,która trzymała niemowlę bardzo przypominała Javierka.Ten sam uśmiech,rysy twarzy,kolor włosów.Po ojcu maluch odziedziczył nos i bystre spojrzenie.Oni wyglądali na szczęśliwych,spełnionych.Mieli wielki skarb - dziecko,które dawało im poczucie pełnego szczęścia.To takie niesprawiedliwe,że ludzie mający przed sobą całe życie,mający wielkie plany - odchodzą,często osieracając swoje pociechy.
Nie mogłam sobie wyobrazić,jak los może karać niewinne dzieci,pozbawiając ich rodziców,szczęścia.
Zerknęłam na Javiera.Chłopczyk w skupieniu wpatrywał się w wizerunek swoich bliskich.Jego przejęta mina zwolniła hamulce moich łez,które teraz swobodnie spływały po rozgrzanych policzkach.
Mimo tak małego wieku,tyle przeszedł.Może nie do końca rozumie,co się wydarzyło,ale w przyszłości to odczuje.A choroba,która go dotknęła?Nie powinien leżeć w tym szpitalu,w pustej sali,a ja nie powinnam być jedyną osobą,która go odwiedza.Teraz powinien beztrosko bawić się ze swoimi rodzicami,któzy z całych sił wspieraliby go w tych ciężkich chwilach.
To nie do przyjęcia,że to biedne dziecko zostało tak brutalnie skrzywdzone.Teraz wiedziałam,że jak po śmierci Marii - Violetta miała Germana,ja muszę zaopiekować się Javieram. Zasługiwał na szczęście i rodzinne ciepło,które zamierzałam mu dać.
-To może narysujemy Pinto? - Przerwałam ciszę,szybkim ruchem ocierając mokrą twarz.
-Świetny pomysł! -Javier od razu się rozweselił.Schował zdjęcie,po czym chwycił jedną z leżących kredek. - Do dzieła! - Zakomenderował.
Niesamowite ile pozytywnej energii może przekazać jeden dziecięcy uśmiech.Przezwycięża on wszelki ból i koi najgłębsze rany.
-Do dzieła.. - Powtórzyłam,całując skroń malca.
-Mój Pinto gotowy. - Stwierdziłam po dwóch kwadransach mazania gumką krzywych linii i niekształtnych części ciała. - A jak tobie idzie? - Nachyliłam głowę,aby zaglądnąć na kartkę towarzysza.
-Już prawie kończę. - Odpowiedział,zaginając róg obrazka. - Nie podglądaj,to niespodzianka. - Pogroził mi palcem.
-Dobrze,dobrze. - Zagestykulowałam 'poddają się'. - To ty kończ rysunek,a ja pójdę do bufetu po kremówki,co?Masz ochotę?
-Aaa może mufinki? - Zaobserwowałam błysk w oczach chłopczyka.
-Niech będzie. - Zgodziłam się,opuszczając salę.
Nim jednak udałam się po słodkości,zaczepiłam pielęgniarkę czuwającą nad zdrowiem Javiera.
-Dzień dobry Lindo,możemy chwilę porozmawiać?
-Angie,witaj. - Posłałą mi ciepły uśmiech. - Oczywiście,akurat mam przerwę.Może napijemy się kawy?
Przytaknęłam na propozycję i razem z dyżurną zjechałam windą na parter.Oprócz pobudzającego napoju zamówiłam cztery czekoladowe mufinki,które kelnerka wedle życzenia,zapakowała w małe pudełeczko.
-A więc słucham. - Kobieta upiła łyk kawy,uważnie na mnie patrząc. - Domyślam sie,że chodzi Ci o Javierka.
-Tak,ymm..Bez owijania w bawełnę - czy wiesz coś o śmierci jego rodziców? - Zapytałam.
Pielęgniarka ciężko westchnęła,smutno zaciskając wargi.
-To przykra historia. - Ponownie podniosła filiżankę do ust. - Margaret i Christian - tak się nazywali.Oboje pracowali,jako przejezdni aktorzy,dużo podróżowali.Dziecko zostawało pod opieką babci.Kiedy zachorował i trafił tutaj,jego rodzice niezwłocznie postanowili wracać.. - Przerwała,zajmując dłonie skubaniem serwetki. - Ja ich wtedy poinformowałam..Zawrócili z drugiego końca kraju.. - Nerwowo przełknęła ślinę. - Był środek nocy..Jechali bardzo szybko,chcieli być przy swoim maleństwie..Wtedy to się wydarzyło..Rozpędzona ciężarówka uderzyła w ich samochód.. - Jej głos łąmał się z każdym ułamkiem sekundy. - Zginęli na miejscu..
Wzruszona przeczesałam dłonią włosy.Ich historia była taka nieprawdopodobna,tragiczna..
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego,że jestem zalana łzami i cała się trzęsę.
-Babcia Javierka opiekowała się nim przez następne pół roku,ale sama była schorowana.. - Kontynuowała. -Od kąd jej też zabrakło,chłopiec nie opuszcza szpitala..Posłuchaj,Angie. - Złapała moją dłoń. - Jesteś dla niego bardzo ważną osobą,przy tobie Javier ma szansę na normalne życie..Dziękuję,że Bóg postawił cię na jego drodze. - Podsumowała.
Odwzajemniłam posłany mi uśmiech,po czym opuściłam kawiarenkę.
-Będę przy nim już zawsze. - Dodałam przed wyjściem. - Możesz być pewna,Lindo.
-Angie,myślałem,że już sobie poszłaś. - Przywitał mnie chłopiec. - Długo cię nie było.
-Przepraszam kochanie.. - Przytuliłam go. - Mnóstwo ludzi lubi mufinki i była dłuuugaśna kolejka! -Uniosłam ręce. -Ale udało mi się parę zdobyć dla mojego zucha. - Podałąm mu pudełeczko.
-Dzięki. - Zapiszczał,uradowany.Miło było patrzeć,jak się cieszy.
-Skończyłeś już rysunek? - Zapytałam.
-O tak! - Powiedział pomiędzy kolejnymi gryzami babeczki. - Pokażę ci. - Przerwał jedzenie i przysunął w moją stronę pustą kartkę. - Odwróć. -Uśmiechnął się łobuzersko.
Po przekręceniu obrazka moim oczom ukazały się dwa patyczkowate,uśmiechnięte ludziki.Środowiskiem,w którym sie znajdowały była słoneczna łąka.
-To twoi rodzice?
-Oj,Angie! - Zaśmiał się malec. - To ty i wujek German!Przecież ma taki duuuży brzuchol. - Rozłożył rączki.
"Taki duuuży brzuchol" - Powtórzyłam w myślach,chichocząc.
Rzeczywiście,męski osobnik na pozór przypominał mojego szwagra.
-Przepięknie. - Pochwaliłam rysunek. - Masz wielki talent.
Na twarzy chłopczyka pojawiły się rumieńce - zawstydził się.
-Dziękuję. - Szepnął,speszony. - Ty i wujek Germi jesteście tacy fajni.Wasze dzieci będą mieć fajną mamusię i tatusia.
Zaskoczona słowami Javiera,lekko wzdrygnęłam.
-O,maleństwo.. - Pogłaskałam jego delikatną główkę. - Już zawsze będę przy tobie..Będziemy..Ja,Violetta i wujek German..Obiecuję..
_______________________________
Takie rodzinne,nudne.. :)Za wszelkie błędy przepraszam,wynik pośpiechu.
Jestę miszczę painta. :D
Napisałam dwa 66-te rozdziały o różnej treści,ale zdecydowałam się w końcu na tę.
Jak Wam się podoba? ;)
Much love. <3
Wiktoria
-Wujek German nie przyszedł? - Padło w pewnym momencie zabawy.
-Dzisiaj ma bardzo dużo pracy,niestety nie dał rady. - Wyjaśniłam,czochrając jego gęstą czuprynę. - Ale za to może jutro uda mu się wpaść. - Starałam sie go pocieszyć.
-Fajnie! - Na twarzy malca zagościł szeroki uśmiech. - Porysujemy? - Zaproponował,zsuwając sie z moich kolan.Już po chwili wrócił z pudełeczkiem kredek i blokiem rysunkowym.
-Dobrze,jeśli masz ochotę. - Posadziłam go przy stoliku,po czym zajęłam miejsce na drugim krześle. - To co dzisiaj mam nabazgrać? - Zażartowałam. - Nie umiem malować tak ślicznie,jak ty.
-Nie prawda. - Zaprzeczył chłopczyk. - Jesteś najśliczniowszą i najmądrowszą panią na świecie!Jak moja mamusia. - Dodał,wyciągając z kolorowego pudełka poniszczone zdjęcie.Fotografia przedstawiała szczęśliwą parę,ściskającą w swoich ramionach małe dziecko.Kobieta,która trzymała niemowlę bardzo przypominała Javierka.Ten sam uśmiech,rysy twarzy,kolor włosów.Po ojcu maluch odziedziczył nos i bystre spojrzenie.Oni wyglądali na szczęśliwych,spełnionych.Mieli wielki skarb - dziecko,które dawało im poczucie pełnego szczęścia.To takie niesprawiedliwe,że ludzie mający przed sobą całe życie,mający wielkie plany - odchodzą,często osieracając swoje pociechy.
Nie mogłam sobie wyobrazić,jak los może karać niewinne dzieci,pozbawiając ich rodziców,szczęścia.
Zerknęłam na Javiera.Chłopczyk w skupieniu wpatrywał się w wizerunek swoich bliskich.Jego przejęta mina zwolniła hamulce moich łez,które teraz swobodnie spływały po rozgrzanych policzkach.
Mimo tak małego wieku,tyle przeszedł.Może nie do końca rozumie,co się wydarzyło,ale w przyszłości to odczuje.A choroba,która go dotknęła?Nie powinien leżeć w tym szpitalu,w pustej sali,a ja nie powinnam być jedyną osobą,która go odwiedza.Teraz powinien beztrosko bawić się ze swoimi rodzicami,któzy z całych sił wspieraliby go w tych ciężkich chwilach.
To nie do przyjęcia,że to biedne dziecko zostało tak brutalnie skrzywdzone.Teraz wiedziałam,że jak po śmierci Marii - Violetta miała Germana,ja muszę zaopiekować się Javieram. Zasługiwał na szczęście i rodzinne ciepło,które zamierzałam mu dać.
-To może narysujemy Pinto? - Przerwałam ciszę,szybkim ruchem ocierając mokrą twarz.
-Świetny pomysł! -Javier od razu się rozweselił.Schował zdjęcie,po czym chwycił jedną z leżących kredek. - Do dzieła! - Zakomenderował.
Niesamowite ile pozytywnej energii może przekazać jeden dziecięcy uśmiech.Przezwycięża on wszelki ból i koi najgłębsze rany.
-Do dzieła.. - Powtórzyłam,całując skroń malca.
-Mój Pinto gotowy. - Stwierdziłam po dwóch kwadransach mazania gumką krzywych linii i niekształtnych części ciała. - A jak tobie idzie? - Nachyliłam głowę,aby zaglądnąć na kartkę towarzysza.
-Już prawie kończę. - Odpowiedział,zaginając róg obrazka. - Nie podglądaj,to niespodzianka. - Pogroził mi palcem.
-Dobrze,dobrze. - Zagestykulowałam 'poddają się'. - To ty kończ rysunek,a ja pójdę do bufetu po kremówki,co?Masz ochotę?
-Aaa może mufinki? - Zaobserwowałam błysk w oczach chłopczyka.
-Niech będzie. - Zgodziłam się,opuszczając salę.
-Dzień dobry Lindo,możemy chwilę porozmawiać?
-Angie,witaj. - Posłałą mi ciepły uśmiech. - Oczywiście,akurat mam przerwę.Może napijemy się kawy?
Przytaknęłam na propozycję i razem z dyżurną zjechałam windą na parter.Oprócz pobudzającego napoju zamówiłam cztery czekoladowe mufinki,które kelnerka wedle życzenia,zapakowała w małe pudełeczko.
-A więc słucham. - Kobieta upiła łyk kawy,uważnie na mnie patrząc. - Domyślam sie,że chodzi Ci o Javierka.
-Tak,ymm..Bez owijania w bawełnę - czy wiesz coś o śmierci jego rodziców? - Zapytałam.
Pielęgniarka ciężko westchnęła,smutno zaciskając wargi.
-To przykra historia. - Ponownie podniosła filiżankę do ust. - Margaret i Christian - tak się nazywali.Oboje pracowali,jako przejezdni aktorzy,dużo podróżowali.Dziecko zostawało pod opieką babci.Kiedy zachorował i trafił tutaj,jego rodzice niezwłocznie postanowili wracać.. - Przerwała,zajmując dłonie skubaniem serwetki. - Ja ich wtedy poinformowałam..Zawrócili z drugiego końca kraju.. - Nerwowo przełknęła ślinę. - Był środek nocy..Jechali bardzo szybko,chcieli być przy swoim maleństwie..Wtedy to się wydarzyło..Rozpędzona ciężarówka uderzyła w ich samochód.. - Jej głos łąmał się z każdym ułamkiem sekundy. - Zginęli na miejscu..
Wzruszona przeczesałam dłonią włosy.Ich historia była taka nieprawdopodobna,tragiczna..Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego,że jestem zalana łzami i cała się trzęsę.
-Babcia Javierka opiekowała się nim przez następne pół roku,ale sama była schorowana.. - Kontynuowała. -Od kąd jej też zabrakło,chłopiec nie opuszcza szpitala..Posłuchaj,Angie. - Złapała moją dłoń. - Jesteś dla niego bardzo ważną osobą,przy tobie Javier ma szansę na normalne życie..Dziękuję,że Bóg postawił cię na jego drodze. - Podsumowała.
Odwzajemniłam posłany mi uśmiech,po czym opuściłam kawiarenkę.
-Będę przy nim już zawsze. - Dodałam przed wyjściem. - Możesz być pewna,Lindo.
-Angie,myślałem,że już sobie poszłaś. - Przywitał mnie chłopiec. - Długo cię nie było.
-Przepraszam kochanie.. - Przytuliłam go. - Mnóstwo ludzi lubi mufinki i była dłuuugaśna kolejka! -Uniosłam ręce. -Ale udało mi się parę zdobyć dla mojego zucha. - Podałąm mu pudełeczko.
-Dzięki. - Zapiszczał,uradowany.Miło było patrzeć,jak się cieszy.
-Skończyłeś już rysunek? - Zapytałam.
-O tak! - Powiedział pomiędzy kolejnymi gryzami babeczki. - Pokażę ci. - Przerwał jedzenie i przysunął w moją stronę pustą kartkę. - Odwróć. -Uśmiechnął się łobuzersko.
Po przekręceniu obrazka moim oczom ukazały się dwa patyczkowate,uśmiechnięte ludziki.Środowiskiem,w którym sie znajdowały była słoneczna łąka.-To twoi rodzice?
-Oj,Angie! - Zaśmiał się malec. - To ty i wujek German!Przecież ma taki duuuży brzuchol. - Rozłożył rączki.
"Taki duuuży brzuchol" - Powtórzyłam w myślach,chichocząc.
Rzeczywiście,męski osobnik na pozór przypominał mojego szwagra.
-Przepięknie. - Pochwaliłam rysunek. - Masz wielki talent.
Na twarzy chłopczyka pojawiły się rumieńce - zawstydził się.
-Dziękuję. - Szepnął,speszony. - Ty i wujek Germi jesteście tacy fajni.Wasze dzieci będą mieć fajną mamusię i tatusia.
Zaskoczona słowami Javiera,lekko wzdrygnęłam.
-O,maleństwo.. - Pogłaskałam jego delikatną główkę. - Już zawsze będę przy tobie..Będziemy..Ja,Violetta i wujek German..Obiecuję..
_______________________________
Takie rodzinne,nudne.. :)
Jestę miszczę painta. :D
Napisałam dwa 66-te rozdziały o różnej treści,ale zdecydowałam się w końcu na tę.
Jak Wam się podoba? ;)
Much love. <3
Wiktoria
Może niech Angie i German adoptują Javiera, jak wyzdrowieje? Może okazać się superzdolny muzycznie. :D
OdpowiedzUsuńRozdział jak zawsze boski. Pozdrawiam i czekam na next. :D
Dziękuję za pomysł,co do Javiera mam już gotowy plan wydarzeń. :D
UsuńRównież pozdrawiam. :)
Popieram pomysł Angie♥ fajnie by było, gdyby adoptowali Javierka ;)
UsuńJakie urocze *,* Zwłaszcza tekst o "brzucholu" Germana :D
OdpowiedzUsuńCudo <3 Czekam na next'a :D
Dziękuję.♥
UsuńSuper rozdział :)
OdpowiedzUsuń"taaki brzuchol" xD tarzam się ze śmiechu po podłodze
czekam na następny rozdział ;D
Dzięki. :)
Usuń'Brzuchol',jako rzecz charakterystyczna u Germana. :D
Piękny rozdział. Tekst "taki brzuchol" rozwalający na maxa. Rozumiem
OdpowiedzUsuńKaa... jesteś mistrzem painta, bo jak to inaczej ująć. Boski rozdział. I czekam na nastepny.
Dziękuję.♥
UsuńTaki brzuchol :-). cudowne, bo jakie inaczej? :-) czekamy na nexta miszczu painta XD Pozdrawiam - B.
OdpowiedzUsuńDziękuję i również pozdrawiam. :)
UsuńBrzuchol najlepszy ^^"
OdpowiedzUsuńŚwietny rozwiał zresztą jak zwykle ;)
Życzę weny :)
Saludo, Kierka ;3
Dziękuję :)
Usuń