poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Jednorazówka: Przekraczając granice cz. I

Słońce dawno schowało się za horyzontem, ustępując nieba srebrzystemu olbrzymowi. Mimo późnej pory jeden z okazałych posiadłości w Buenos Aires wciąż rozświetlał bijący blask kolorowych świateł, a wnętrze przepełniała muzyka, rozmowy i chichoty. Wielkie było zdziwienie młodej blondynki, gdy jej dziesięcioletni pikap stanął pośród kosztownych porshe. Jeszcze raz zerknęła na kartkę, sprawdzając nagryzmolony na niej adres i z niemiłym uczuciem niepewności wydostała się z auta, walcząc przy tym hałaśliwie z nieszczelnymi drzwiami, co zwróciło uwagę dwóch kobiet, zmierzających w głąb posesji. Zlustrowały wzrokiem blondynkę, rzucając jej pogardliwe spojrzenia. Nic dziwnego, wyglądały na kobiety z klasą, przebierające w wysoko usytuowanym towarzystwie, same nienagannie ubrane w sukienki, które nie mogły równać się z t-shirtem z Myszką Miki i przetartymi jeansami. Już w tak krótkim czasie dało jej się we znaki, że tu nie pasuje, a w najlepszym wypadku po prostu pomyliła adresy.
- Hej, mała.. - Na swoim ramieniu poczuła silną dłoń. Instynktownie odwróciła się w tył, szybkim ruchem chwytając nadgarstek napastnika, który chwilę później zawył przeraźliwie. - Oszalałaś!
Przed nią stał niewysoki brunet z zarostem i poplamioną, niebieską koszulą. Więcej nie była w stanie rozszyfrować, jego rysów twarzy, koloru oczu, mężczyzna zwijał się z bólu.
- Ach, przepraszam - wysapała, uwalniając go z uścisku.
- Ile ty masz siły - jęknął, masując obolałą część ręki. Na jego twarzy wciąż gościł grymas. - Zawsze tak reagujesz na przystojniaków?
- A ty na samotne piękności? - odpowiedziała mu ironią, krzyżując ręce na piersiach i unosząc brwi. Spodobała mu się ta gra,bo wykrzywił usta w dość głupkowatym uśmiechu.
- Twój książę.
- Angie.
Podałam mu rękę, lecz zamiast zwykłego uścisku, uniósł ją na wysokość swoich warg i musnął bardzo powoli, nie odrywając ode mnie swoich karmelowych oczu.
- To nie jest bezpieczna okolica. Ile masz lat? Nie powinnaś się sama włóczyć po nocy.
- Mam pistolet - odparła, dumnie unosząc głowę. Pablo wyglądał na zszokowanego. - Wyluzuj, pozwolenie też. I dowód.
Mężczyzna jakby się otrząsnął, uśmiechnął i rzekł:
- Słodka osiemnastka?
- Dziewiętnaście - poprawiłam go.
- A więc co tu robisz słodka Angie?
- Szukam niejakiego.. Germana Castillo. - Rzuciła okiem na kartonik, na którym spisany był m.in adres, pod którym aktualnie się znajdowałam.
- A to ciekawe - mruknął z nieodzownym uśmiechem, ale przez jego twarz przeszedł nikły cień zaniepokojenia. Zignorowałam to.
- Znasz go?
- A co jeśli powiem, że to ja nim jestem? - Zabawnie poruszał brwiami.
- Będę wiedziała, ze to kłamstwo - roześmiała się.
- Skąd?
- Bo jako gospodarz, nie stałbyś na dworze, podczas gdy w środku rozkręca się impreza i zdecydowanie nie flirtowałbyś ze mną, co jest najmocniejszym argumentem i w stu procentach cię wyklucza. No i po prostu mi nie pasujesz.
- Aha - zamruczał, zwijając usta w rulonik. - Więc dlaczego szukasz mojego brata?
- Brata - powtórzyła ze zdziwieniem. - Jego znajoma, Maria poleciła mi zatrzymać się tu do jej przyjazdu, żeby mogła przedstawić mi swojego byłego narzeczonego.
- Znajoma - zaśmiał się brunet. - Och, to dobrze powiedziane.
- Nie wiem, dlaczego ci tak wesoło - odparła zupełnie poważnie. - Burak zrobił jej dziecko, a następnie zostawił, trzeba mieć klasę.
Mężczyzna odpowiedział  gromkim chichotem.
- Racja – mruknął z rozbawieniem brunet, odsłaniając wymownie ścieżkę do willi. – Panie przodem.
Uśmiechnęła się cierpko i bez skrępowania pomaszerowała do drzwi, zatrzymując się przy samym progu. Zawahała się, czekając na nowego znajomego. Zlękła się, gdy radosne świsty i muzyka tak bezpośrednio uderzyły do jej uszu, kiedy nie okalały ich mury i kiedy znalazła się w ich centrum. Już na pierwszy rzut oka dawało się we znaki, że tu nie pasuje, nieprzyjemną atmosferę podsycały wyniosłe, zdegustowane spojrzenia gości, rzucane w jej stronę. Na szczęście w porę u jej boku pojawił się Pablo, dając do zrozumienia zebranym wokół niej osobom, że nie jest intruzem i mogą wracać do swoich spraw, za co po cichu była mu dozgonnie wdzięczna.
- Tędy.  – wskazał przedpokój, prowadzący do salonu – epicentrum zabawy.
Gdy obeszli brzoskwiniową ścianę ujrzała jeszcze więcej ludzi, zajętych rozmowami i rozmaitymi przekąskami oraz napojami, których multum spoczywało na blacie specjalnego barku. Na środku pomieszczenia leżał dywan, a na niej prostokątna, szklana ława, gdzie z umieszczonych na niej świeczników unosiły się smugi dymu o aromatycznym zapachu. Miniaturowemu stolikowi towarzyszyły dwie kremowe kanapy, wypełnione, jak blondynka zdążyła się domyśleć, gwiazdami tego wieczoru i najbardziej wyczekiwanymi gośćmi. Wśród nich dostrzegła szatyna, którego wskazał jej Pablo, o zniewalających, czekoladowych oczach, ciemniejszych od jego, smukłych rysach, umięśnionym ciele, którą opinała fioletowa koszula i wyraźnie zadowolonym uśmiechu. Trudno było nie rozpoznać w nim gospodarza, na jego muskularnych ramionach zawisły dwie rudowłose kobiety, ślepo wpatrzone w organizatora przyjęcia.
- To osoba, której szukasz – szepnął do niej Pablo, a zaraz potem zbliżył się do roześmianej grupki, zwracając się do szatyna. W tym samym momencie pan domu zauważył blondynkę, mierząc ją przenikliwym spojrzeniem, tak, że coś zaczęło piec ją w klatce piersiowej. Czy German przyjmie ją pod swój dach, za sprawą prośby Marii? A może nic nie wiedział o woli jej siostry i wyrzuci ją na bruk? W kieszeni miała zaledwie parę peso, a bak jej samochodu świecił pustkami, ale od biedy nadawałby się na hotel, na który nie było jej stac, aż do przyjazdu Marii.
Ku jej przerażeniu Castillo teraz kroczył w jej kierunku, ściskając w dłoni literatkę z jakimś drogim alkoholem.
- Angeles? – W jego głosie wyczuła więcej obojętnego stwierdzenia, niż pytania, lecz odważyła się na nieśmiałe kiwnięcie głową.
- Wolę Angie – wymamrotała cicho, starając się nie patrzeć w jego mroczne oczy.
- Pablito, pokaż Angeles  jej pokój – zdawał się zignorować słowa dziewczyny. – Wiesz, ten, który zajmują tacy specjalni goście – dodał z nutką kpiny.
„Jest dobrze, przynajmniej nie kazał ci się wynosić” – pomyślała, nabierając ukradkiem głębokiego wdechu.
- Ale, German.. – zaprotestował niższy o głowę brunet.
- Bez dyskusji – syknął gospodarz.
- Nie możesz prze..
- W porządku, Pablo - zdołała się odezwać. – Bardzo dziękuję, nie zostanę długo, tylko do czasu, kiedy przyjedzie Maria – powiedziała, odważając się zerknąć na Germana. Zdawało jej się, że na dźwięk imienia jej siostry przez jego twarz przechodzi grymas. Ale przecież byli przyjaciółmi, na pewno jej się zdawało.
Brązowooki mężczyzna więcej nie postanawiał się sprzeciwiać i bez słowa, chwycił rączkę walizki Angie, ciągnąc ją w głąb domu. Blondynka ostatni raz spojrzała na pana domu. Silne ręce splótł na piersiach i przyglądał jej się z grobową miną. Uśmiechnęła się lekko, starając jeszcze raz podkreślić swoją wdzięczność wobec niego, ale mężczyzna odwzajemnił to wycofaniem się w głąb salonu, co nieco ją zraziło, ale teraz postanowiła się tym nie przejmować, miała dach nad głową, nowego przyjaciela, a za parę dni zobaczy się z siostrą. Tylko to teraz się liczyło.

Pokój, o którym wspomniał German i o którego tak bardzo wykłócał się jej nowy znajomy okazał się być małą klitką na miotły pod schodami.
- Jak Harry Potter, może zaraz dostanę list z Hogwartu – zażartowała, przyglądając się wnętrzu. W środku stała tylko maleńka szafka z dwoma półkami i łóżko, które zajmowało większość miejsca. Nie można było nawet swobodnie stać. Aby prowadzić rozmowę z brunetem i jednocześnie nie stać w progu plecami do niego, musiała usiąść na materacu, a walizkę wepchnąć pod łóżko. Jej głowa prawie dotykała skośnego sufitu.
- Naprawdę bardzo mi przykro, Angie.
- Daj spokój, przynajmniej mam gdzie spać, to lepsze od niewygodnych foteli mojego pikapa. – Posłała mu szczery uśmiech, co całą siłą woli odwzajemnił. Nie chciał zostawiać jej w tej ciasnej komórce.
- Może wolałabyś pojechać do mnie? – wypalił. – Mieszkam niedaleko, mam swój dom i sporo wolnych, przestronnych pokoi, dobrze byś się tam czuła.
Zdziwiła ją nagła propozycja przyjaciela, ale jednocześnie ucieszyła się, miło było wiedzieć, że ktoś się o nią troszczy i martwi jej los.
- Bardzo dziękuję, ale zostanę tutaj. Moja siostra poleciła mi, żebym zatrzymała się u Germana – wyjaśniła z życzliwym uśmiechem. 
- Maria, tak? – Pablo podrapał się po karku, marszcząc dość zabawnie policzki i brodę, jakby zjadł niedojrzałą cytrynę.
- Tak, znasz ją?
- Powiedzmy.. Dobra, jeśli  tu zostajesz – urwał- to ja muszę się już zmywać. Matka kazała mi mieć oko na tego staruszka, co za ironia!
- Czekaj.. ty i German jesteście braćmi? – spytała zaskoczona.
- No tak – odrzekł, jakby był na jakimś przesłuchaniu, a każda jego odpowiedz miałaby go pogrążyć. – Ale ja jestem ten przystojniejszy, zabawniejszy i milszy – uśmiechnął się zawadiacko, na co zachichotała. - Nie obraź się, naprawdę muszę już lecieć.
- Jasne. Dzięki za wszystko, Pablo. No i przepraszam za ten atak..
- Kiedyś spłacisz dług – mrugnął do niej prawym okiem i znikną, zamykając za sobą białe drzwiczki.
Blondynka już swobodnie opadła na łóżko, dopiero teraz czując zmęczenie podróży i brudu oraz potu, jaki na sobie nosiła. No tak, zapomniałam zapytać Germana z jakiej łazienki mogę skorzystać, pomyślała. Ale sądząc po tym, jaki pokój jej wskazał, nie miała odpowiadać mu żadna z wanien, czy prysznicy. Z cichym postanowieniem, że jutro czegoś poszuka, opadła na cienką poduszkę i mimo tupotów na schodach dość szybko odpłynęła w sen.

Gdy się obudziła, nie była w stanie określić pory dnia, nie miała telefonu, ani budzika, a w komórce nie było okna. Przeciągnęła się i wychyliła zza drzwi klitki, dom toną w ciszy i bladym świetle, rzuconym przez wschodzące słońce. Musiał być wczesny ranek.
W pobliżu nie było pana domu, ani żadnego z imprezowiczów, za to straszny bałagan; po podłodze walały się butelki i plastikowe kubeczki, a na stolikach zalegały resztki jedzenia.  Prześliznęła się przez równie zapuszczoną kuchnię, aż w końcu jej oczom ukazały się małe drzwi wielkości tych jej pokoju. Domyśliła się, że musi to być łazienka dla pracowników, a po zaglądnięciu tam, stwierdziła, że nie myliła się, w środku był wąski prysznic, mała umywalka i ubikacja, a na półce pod sufitem leżał ręcznik oraz butelka płynu do kąpieli i szampon.
- Bingo.
Po dwudziestu minutach wyszła odświeżona i rześka. Z uwagą obserwowała, czy korytarz nadal jest pusty, nie chciała, aby ktokolwiek dostrzegł ją czmychającą w samej bieliźnie. Na szczęście dom dalej otulała cisza, jego właściciela, jak i tych, którzy zapewne zostali na noc zmęczyła wielogodzinna impreza.
Na palcach prześliznęła się przez przedpokój i salon, a gdy była już nieopodal schodów, ktoś niespodziewanie zagrodził jej drogę. Odbiła się od muskularnego ciała, którego ciepło mimo zetknięcia przez ułamek sekundy zdążyła odczuć i runęła na podłogę.  Tajemnicza osoba zachwiała się, jednak twardo trzymała na nogach. Blondynka nieśmiało uniosła głowę, po czym spełniły się jej najgorsze przypuszczenia: przed nią stał German.
- J-ja.. – wyjąkała. – Przepraszam, chciałam się tylko umyć, ale zapomniałam ubrań i.. i myślałam, że wszyscy jeszcze śpią. Przepraszam.. – panikowała. Zupełnie nie wiedziała, jak ma się obchodzić z pozornie surowym i zadumanym mężczyzną.
- Nie tłumacz się – rzucił, jakby od niechcenia. – I na miłość bosą, wstań z tej podłogi!
Angie odetchnęła z ulgą, niepewnie unosząc się w górę, choć wciąż obawiała się, że dała szatynowi pretekst, aby bezceremonialnie wyrzucił ją z domu. Z drugiej strony intrygowała ją jego tajemnicza i chłodna wobec niej postawa, przecież była siostrą Marii, jej przyjaciółki, czy to nie o nim tak dobrze wyrażała się jej krewna? A może wzbudzała w nim wstręt, jako osoba niższej klasy? On i Maria opływali w luksusie, dzięki wcześnie rozpoczętym karierom i nie byli przyzwyczajeni do noszenia ubrań z wyprzedaży, czy jadania tanich mrożonek z supermarketów.
Ukradkiem spostrzegła, że German lustruje jej półnagie ciało, co sprawiło, że blade policzki oblał potężny rumieniec. Onieśmielał ją swoją bezpośredniością, stojąc przed nią w samych szortach i badając niewinne krągłości swoimi ciemnymi tęczówkami.
Nieśmiało uniosła wzrok, zauważając, że oczy mężczyzny zatrzymały się na jej niebieskim staniku, co sprawiło, że jeszcze bardziej się zawstydziła, jej piersi nie równały się z wydatnymi biustami jego towarzyszek wieczoru.
- Ile masz lat?
- Za dwa miesiące skończę dwadzieścia – wyjąkała, zaskoczona nagły pytaniem.
- Smarkata – skwitował i z dziwnym oporem wyminął ją.
- A ty?- zdążyła zawołać, zanim schował się za ścianą salonu, lecz i tak zniknął z pola widzenia.
- Nie łódź się, jestem dla ciebie za stary.
Jego słowa nagle do niej uderzyły. Dlaczego pomyślał, że chciałaby, aby między nimi mogło coś zaistnieć?
- Ale ja..
- Nie udawaj niewinnej, Angeles. – Natychmiastowo wrócił, trzymając w ręku literatkę z karmelowym, aromatycznym alkoholem. Na ustach miał figlarny uśmieszek. – Widziałem, jak na mnie patrzysz. Pociągam cię? – szepnął wprost do jej ucha, wolną ręką odgarniając jej włosy z szyi, tak, że teraz prócz biustonosza nic nie kryło jej piersi.
Czuła, jak pod wpływem jego dotyku i oddechu jej serce przyspiesza gwałtownie, a temperatura znacznie się podwyższa. Zlękła się, że usłyszy kołatanie w jej piersi, lecz  w żaden sposób nie mogła się ruszyć, czy odezwać. Znali się, albo i nawet nie zaledwie dzień, a on zdążył zdobyć nad nią taką kontrolę.
- Ciekawa z ciebie dziewczynka, Angeles – zaśmiał się, odrywając od jej ciała – ale dam ci radę, nie zbliżaj się do mnie, nie byłoby dobrze, gdybyśmy znaleźli się za blisko.
I odszedł, pozostawiając ją rozgorączkowaną, a zarazem zszokowaną całym zajściem. Uważał ją za interesującą? A może nawet fajną? Czy mu się podobała? I co miały znaczyć ostatnie słowa?
Zupełnie zapomniała o głodzie, jaki doskwierał jej od wczorajszego popołudnia, kiedy opuściła swoje rodzinne miasto, aby udać się do oddalonego o sześc godzin Buenos Aires. Pilnując, aby nie natknąć się więcej na nikogo pobiegła do komórki i pospiesznie się ubrała. Chwyciła jeszcze podniszczoną, skórkową torebkę i niepewna swojego celu wyszła z willi Germana.

Choć nie znała godziny, o której opuściła dom przyjaciela Marii, teraz jeden z zegarów na ruchomym bilbordzie wskazywał pięć minut po południu. Pogoda też znacznie uległa zmianie; rano panował lekki chłód, za to teraz żar lał się z nieba, doskwierając wszystkim mieszkańcom miasta, którzy roznegliżowani, jak tylko mogli uciekali z zatłoczonych, parujących ulic. W końcu zmęczona spacerem po nowym miejscu, opadła na kanapę jednego z barów mlecznych. Gdy nieco się uspokoiła i pozwoliła trzymanym na uwięzi myślom o Germanie nieco odejść, znów poczuła ssanie w żołądku. Jej mały, koralikowy portfelik krył jedynie parę peso, które po przeliczeniu dawały jej możliwość zamówienia tostów bez sera, albo posnych naleśników. Westchnęła, prosząc kelnerkę w mniej- więcej jej wieku o szklankę mleka. Na siedzeniu obok leżała porzucona przez kogoś gazeta, w której zakreśliła parę korzystnych ogłoszeń o pracę.
- Proszę. – Rudowłosa pracownica baru postawiła przed nią zamówienie i dodatkowo talerz z kanapkami z szynką, sałatą, pomidorem i szczypiorkiem.
- Nie zamawiałam tego.
- Na koszt formy. -  Uśmiechnęła się. – Spodobałaś się mojemu szefowi, wyglądasz na głodną.
Blondynka rozglądnęła się po małym pomieszczeniu, ale wewnątrz oprócz niej i kelnerki pod oknem siedział jakiś starszy mężczyzna.
- Jestem Anabell – przedstawiła się.
- Angie.
- Pierwszy raz cię tu widzę, choc miasto jest duże – powiedziała, przysiadając się. – Powiedz, Angie, nie szukasz może pracy? Will kazał mi cię wypytać – szepnęła, z jednej strony zatykając dłonią usta.
- Tak się składa, że rozglądam się za czymś ciekawym.
- Świetnie! – klasnęła w dłonie i z trzymanej na kolanach tacy zsunęła kartkę papieru, na której czarnym drukiem było coś wypisane. – To umowa o pracę, możesz zaczynać od jutra, zastanów się, Will musiał wyjść, ale powiedział, że chętnie pomówi z tobą jutro, jeśli się zgodzisz.
Blondynka wpatrywała się w Anabell uważnie, jakby starała się odczytać z jej miny intencje, ale rudowłosa uśmiechała się życzliwie. Czy to możliwe, aby taka okazja spadła z nieba?
- No nie wiem.
- Och, Angie, dobrze wiesz, jak jest, trudno teraz o pracę, takich propozycji nie otrzymuje się codziennie.
Miała rację, a dwudziestolatka wiedziała to doskonale. Bez większego namysłu chwyciła długopis, składając w wyeksponowanym miejscu swój podpis. Od jutra zaczynała pracę i nowe życie. 

_________________________
Zamiast rozdziału prezentuję pierwszą część jednorazówki. :D
Ot tak, kolejna Inna Historia. 
Oglądacie V3? Widzieliście powrót Angie? :D
20% nieubłaganie stała się Marcesca, co pozwala nam w spokoju cieszyć się Germangie. 

Komentujcie, krytykujcie, motywujcie!
Wiktoria

10 komentarzy:

  1. Genialne!
    Czekam na kolejną część jednorazówki.

    OdpowiedzUsuń
  2. HMM A JA WIEM CO BĘDZIE DALEEEJ BO CZYTAŁAM TA SOL MACZ ZBOCZONA KSIĄŻKE. Hahaaha, nie mów, że tu tez tak napiszesz.
    Ale podoba mi się, oł yeaaah!!!
    Jeju, wszystko trochę robisz to no krótko. Więc daje okejke, bo wyszło ci genialnie.... <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, dziękuję, Zuzanno! :D No nie do końca będę się trzymać książki, ale zobaczymy co z tego wyniknie, XD

      Usuń
  3. Świetne <3 Mam nadzieję na szybki next :)

    OdpowiedzUsuń
  4. genialne *.* zapraszam do mnie :) http://diego-i-angie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń