piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 123

Ocknęłam się pod wpływem głosu stweardessy, informującej o lądowaniu. Wyjrzałam za okno. Zza chmur obłoków wychylała się rozświetlona panorama Buenos Aires, otulonego mrokiem.
Poczułam, jak moje serce przyspiesza, a na usta wstępuje uśmiech. Argentyna, moja ojczyzna, kraj, w którym się wychowałam. Wspomnienia chwil spędzonych tutaj uderzyły we mnie niczym potężna fala tsunami. Poczułam lekki strach i obawy, kiedy już wraz z bagażami opuściłam samolot i lotnisko. Znowu tu byłam, mogłam przechadzać się rodzinnymi uliczkami, podziwiać piękno parku, w którym słychać było śpiew ze Studia, bez skrępowania rozmawiać po hiszpańsku z przypadkowo napotkanymi ludźmi, a co najważniejsze.. w końcu mogłam spotkać się z Violettą.
- Powoli, Angeles, nie ekscytuj się tak, mamy trzecią nad ranem. - O moje ramię oparł się Czarek.
Obruszyłam się, pozostawiając go za sobą. Miał rację, miasto powił jeszcze nocny półmrok, choć na deptakach zaczynali pojawiać się pierwsi ludzie, a na ulice powoli wstępowały kolejne samochody. Ziewnęłam głęboko, pomimo kilkugodzinnej drzemki w samolocie i ciągnąc za sobą walizki, udałam się do swojego starego mieszkania. Na klatce schodowej napotkałam sąsiada z góry. Od zawsze rozpoczynał prace już od świtu, dlatego jego widok nie był zaskoczeniem.
- Angie, cześć - przywitał mnie. - Dawno cię tu nie było.
- Jakiś czas przebywałam za granicą - wyjaśniłam.
- Hm, pod twoją nieobecność przychodzili tu jacyś mężczyźni, a kilka razy była też młoda dziewczyna.
- J-jak wyglądali? - wyjąkałam, sądząc, że tajemniczą dziewczyną z pewnością była Violetta.
- Cóż, jeden dość wysoki, bardzo szczupły, wręcz chudy. W średnim wieku i z łysiejącą czupryną, miał na nosie okulary i zawsze garnitur.
"Ramallo." - Przeszło mi przez myśl.
- Ten drugi był raczej przed czterdziestką. Umięśniony, ciemne włosy, zdawało mi się, że go kojarzyłem i nie myliłem się, w gazecie często piszą o niejakim inżynierze, Germanie Castillo, wydaje mi się, że pasuje do opisu - powiedział Adam, drapiąc się po brodzie. - Raz nawet zapytał mnie o ciebie, ale wyjaśniłem, że dawno cię nie widziałem.
- Dzięki. - Posłałam mu słaby uśmiech, na co zasalutował i popędził schodami w dół.
A więc German mnie szukał. I Ramallo. I Violetta. Martwili się.
Westchnęłam, otwierając drzwi mieszkania.
Zapaliłam światło, powitała mnie cisza i zapach kurzu i wilgoci. Rzuciłam bagaże w kąt i opadłam na sofę. Dopiero wtedy odczułam zmęczenie. Oczy piekły mnie niemiłosiernie, a barki i łopatki bolały. Nie zdążyłam nawet się rozebrać, gdy wyczerpana, zasnęłam..

Kidy się ocknęłam dochodziła 13, a ja wciąż leżałam w jeansach i marynarce. Dzień zapowiadał się wspaniale, za oknem błyszczał słońce, nie dające zaistniec ani jednej chmurce. Pogoda w Buenos Aires znacznie różniła sie od tej prawie codziennej pochmuernej we Włoszech. Poczułam, że na prawdęjestem w Argentynie, gdy powiew wiatru wpadł przez uchylone przez mnie okno. Przymknęłam oczy, rozkoszując się ciepłem promieni na moim zziębniętym ciele.
Dziś, poraz pierwszy od paru miesięcy mogłam spotkac się z Violettą. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia, jak zachowa się gdy mnie zobaczy? Przed wyjazdem pozostawiłam jej jedynie list, później nie kontaktowałyśmy się ani razu..
Mimo nękających mnie obaw, z uśmiechem zażyłam ożeźwiającego po tak długiej podróży prysznica, pomalowałam się i ubrałam, gotowa ruszyc w drogę do willi Castillo. W moim żołądku i gardle dominowały ciężkie kule, które w parze z zpustkami w lodówce odrzuciły myśli o posiłku.
Zarzuciłam torebkę na ramię, ostatni raz przejżałam się w lustrze i wyszłam z mieszkania.

Normalnie krótka trasa prowadząca do domu szwagra, terazd dłużyła się niemiłosiernie. Idąc tam miałam świadomośc, że widząc się z siostrzenicą, nie uniknę spotkania z Germanem. Nie byłam też przekonana co zrobi on, gdy otworzy drzwi. Zostawiłam go, spędziłam z nim upojną noc, a następnie wyjechałam, mająs świadomośc, że nigdy nie wyzbędę sie uczuc do czekoladowookiego bruneta.
Minęłam park i główną aleję, ciesząc się widokiem znajomych miejsc. W pobliżu ławki, przy której zawsze spotykałam się z Pablo, doleciał mnie słodki zapach jabłek w karmelu. Po kolejnych pięciu minutach byłam już na miejscu. Willa nie zmieniła się, wokół ścieżki prowadzącej od bramy wejściowej rosły jedynie inne kwiaty. Furtka zaskrzypiała donośnie, gdy ją przekroczyłam. Drżącą ręką sięgnęłam dzwonka.

Do moich uszu doleciał dźwięk dzwonka, zagłuszonego przez głośne kołatanie serca, które biło tak zawzięcie, że to jego stukot mógł przywołać któregoś z domowników.  Nie minęło pięc sekund, a drzwi otworzyły się, lecz nie stanęła w nich Olga, czy German, w progu ujrzałam kobietę mojego wzrostu, lecz niewiele starszą, o piwnych, prawie żółtych oczach i brązowych włosach, sięgających jej do ramion. Pomyślałam, że jest ładna, gustownie ubrana w białą koszulę i czarną kamizelkę oraz cygaretki i szpilki tego samego koloru. Usta miała podkreślone czerwoną szminką,  a na jej palcu wskazującym widniał pierścień z równie krwistym kamieniem. Może Ramallo wyjechał na wakacje i była nową asystentką Germana? Mimo wyniosłego wizerunku odezwała się miłym i spokojnym tonem”
- Dzień dobry, w czym mogę pani pomóc?
Jej głos natychmiastowo mnie otrzeźwił i choć nie mogłam oprzeć się chęci zapytania kim jest, przestałam lustrować ją wzrokiem i wydusiłam:
- Mam na imię Angie, jestem ciotką Violetty, przyszłam ją odwiedzić.
- A, Angeles? – rzekła kobieta z dziwnym podekscytowaniem w  głosie, jakby codziennie prowadziła wyjątkowo ożywione rozmowy na mój temat. – Viola tylko raz wspomniała mi o tobie, cieszę się, że mogę cię poznać, proszę, wejdź. –Ustąpiła mi miejsca, gestem ręki zapraszając do środka.
Rozejrzałam się po pustym salonie, w powietrzu nie unosił się zapamiętany mi dobrze zapach truskawek, zniknął też fortepian, a na jego miejscu stała gablotka z porcelaną. Nie miałam dalszej okazji przyjże się ewentualnym zmianom, bo w tym momencie drzwi, przez które chwilę wcześniej przeszłam ja i tajemnicza brunetka otworzyły się i ujrzałam Violettę. Ona też wyglądała inaczej, niż przed moim wyjazdem; długie, brązowe włosy zostały ścięte krótko przed ramiona, pocięte i rozjaśnione, a sama nastolatka wyzbyła się cukierkowej spódniczki i wstążek, zastępując je ciemnofioletową sukienką za kolana, czarną kamizelką oraz dużo mocniejszym makijażem, który ukazał się, gdy zsunęła z nosa ciemne okulary. Na mój widok przystanęła, wpatrując się we mnie ze zdziwieniem i.. złością?
- Cześć, Violu. – uśmiechnęłam się. Nozdrza dziewczyny zadrgały, zacisnęła pięści i przygryzła warg. Kątem oka zauważyłam, że piwno oka kobieta czmycha do kuchni, zostawiając mnie z siostrzenicą.
- Co tu robisz? – burknęła, jakby od niechcenia.
- Wróciłam.
- To widzę. Po co?
„Umierasz, więc wracasz..” – w myślach przemknęły mi słowa Ivi. –Tęskniłam, chciałam się z tobą zobaczyć.
- Akurat – prychnęła z odrazą, odwracając wzrok.
- Kochanie, myślałam, że..
- Że przyjedziesz tu tak z Nienacka i zaczarujesz mnie kilkoma słodkimi słówkami i wszystko będzie dobrze? Tak? To źle myślałaś..
- Violu, czytałaś mój list?
- Nie nazywaj mnie tak! – oburzyła się. – Nie jestem już tą dziewczynką, która ślepo wierzyła w te twoje kochane słówka. Czytałam, bo co? Zaraz potem go wyrzuciłam, jak wszystkie wspomnienia z tobą związane. – Poczułam się tak, jakbym dostała do niej prosto w twarz. Było w niej tyle nienawiści. – Tato zrobił to samo. – Szybko uniosłam głowę, ignorując napływ łez do oczu. – Skrzywdziłaś go, zostawiłaś, kiedy nie radził sobie ze śmiercią Javiera.
- Violu, mnie też było ciężko.. – broniłam się, ale nastolatka zdawała się tego nie słyszeć.
- Ta kobieta, którą poznałaś to Esmeralda, dziewczyna taty – rzuciła z sarkastycznym uśmiechem, a ja poczułam jak niewidzialna obręcz ściska moje gardło, a ból przeszywa klatkę piersiową i głowę na wylot. Zapomniałam o tabletce..  Drżącą dłonią, czując, że tracę nad sobą kontrolę, sięgnęłam po fiolkę, wysypując z niej na dłoń kilka błękitnych tabletek.
- Och, nie rób z siebie ofiary – zaśmiała się się kpiąco Violetta, podeszła do mnie i szybkim ruchem ręki wytrąciła kapsułki, które rozsypały się po podłodze.
- Violu.. – Zszokowana nerwowo zaczęłam zbierać  je z paneli, czemu towarzyszył złośliwy chichot siostrzenicy – nie uważasz, że zachowujesz się egoistycznie?
- Ja? – prychnęła, śmiejąc się. – To TY wyjechałaś –rzuciła, jako ostatnie u wspięła się po schodach.
Zaczęło mi się kręcić w głowie, tak, że rozsypane tabletki przypominały teraz jedynie błękitne plamy na kremowym tle. Odpuściłam nieudolnym próbom zgarnięcia ich z podłogi i chwiejnym krokiem ruszyłam do drzwi. Zatrzymałam się jednak tuż przy nich, usłyszawszy znajome głosy.
- Ta kobieta, o której German nie pozwala wspominać jest tu! – zapiszczała z podekscytowaniem Esmeralda.
- Angeles w naszej willi? – wydusiła Olga.
Aby nie natknąć się na którąś z kobiet lub co gorsza pana domu, wyszłam pospiesznie.

Zasapana i zmęczona krótkotrwałą wędrówką, opadłam na ławce w parku, ciężko dysząc. Cały mój podręczny zapas tabletek został w willi, a droga do domu, gdzie w walizce kryłam jeszcze kilka fiolek od dr. Romerro wydawała mi się nie do pokonania. Zatem utknęłam na ulicy, pomyślałam. Przynajmniej miałam pretekst, aby dłużej  rozkoszować się blaskiem słońca, którego radził mi unikać lekarz.
Nie tak wyobrażałam sobie spotkanie z Violettą. Oczywiście byłam przekonana o jej zdeterminowaniu, ale nie sądziłam, że najdelikatniejsza osoba, jaką w życiu znałam mogłaby się aż tak zmienić. Czułam się winna temu zamieszaniu. No i German. „Ta kobieta, o której nie pozwalał wspominać”, czyż nie tak mnie nazwała mnie jego nowa NARZECZONA ?
- Tak szybko się pocieszył! – ryknęłam, kończąc streszczać  Emilio moją wizytę w domu Castillo. Mężczyzna przez krótki czas milczał, aż w końcu odezwał się nieprzytomnym głosem:
- Angie, ale ty nie byłaś gorsza, sama miałaś przy sobie Luisa.
- No tak, ale.. – wyjąkałam – ALE TO BYŁA INNA SYTYACJA i.. i w ogóle!
Emilio chrapnął do słuchawki.
- Nie jesteś, aby przypadkiem zazdrosna?
- Może – westchnęłam. – W sumie mogłam się tego spodziewać, to ja go zostawiłam i dałam do zrozumienia, że ma na mnie nie czekać.
- Wiem, że to boli. Z czasem przekonasz się, czy rzeczywiście los chciał, aby wasz związek zakończył się definitywnie parę miesięcy temu. Jeśli wasze drogi mają się jeszcze skrzyżować, to tak będzie – powiedział, ziewając. – A Violettą nie przejmuj się zbytnio, była w szoku, w końcu sama się do ciebie odezwie.
Uśmiechnęłam się do telefonu, wysłuchując jeszcze przestróg w związku z moim stanem zdrowia.
- Brakuje mi cie tutaj..
- Ja też tęsknię.. – odparł z troską w głosie.
- Uważaj na siebie.
- Masz to, jak w banku – zaśmiałam się, kończąc połączenie. Rozmowa z przyjacielem podniosła mnie na duchu, a także nieco uśmierzyła fizyczny ból. To musiało wystarczyć, z nowym lekarzem umówiona byłam na jutrzejsze popołudnie.

Wieczorem po odświeżeniu i zażyciu zapasowej dawki tabletek, udałam się do mieszkania Pabla. Z nim jednym utrzymywałam kontakt, przebywając we Włoszech, tym większa była moja uciecha, gdy zobaczyłam go samego, z tym samym zarostem, z tym samym uśmiechem, w tych samych drzwiach.
- Co tu robisz, kochana? – zawołał radośnie, obejmując mnie. Miał trochę zakłopotaną minę i dopiero po chwili spostrzegłam, że jest w samych bokserkach.
- Kochanie, wychodzę. – Za plecami mężczyzny stanęła znana mi już, szczupła, młoda kobieta.
- Cześć, Monica. – Uśmiechnęłam się do kelnerki, z którą kilka razy widziałam przyjaciela.
- Angie, dawno cię nie widziałam. – Przytuliła mnie. – Niestety nie porozmawiamy za długo, mam zmianę w kawiarni. Ale Miś chętnie cię ugości. – Musnęła policzek Pabla, pomachała mi ręką i zbiegła po schodach.
Uśmiechnęłam się znacząco do przyjaciela.
- To jak będzie, Misiu? – powtórzyłam za Monicą, a zażenowany mężczyzna wpuścił mnie do środka. Wnętrze mieszkania nie zmieniło się, poza tym, że na pułkach przybyło parę bibelot, zapewne należących do brunetki.
- Mieszkacie razem? – spytałam, gdy mężczyzna w pełnej garderobie usiadł na kanapie obok mnie, choć spodziewałam się odpowiedzi.
- Mon i ja.. zaręczyliśmy się.
Z wrażenia zakrztusiłam się sokiem pomarańczowym, kasłając i sapiąc ciężko.
- Gratuluję! – rzuciłam mu się na szyję. Cieszyłam się, że w końcu znalazł miłość, której ja nie byłam w stanie mu dać. – Coś jeszcze mnie ominęło?
Uśmiech spełzł z jego twarzy. Westchnął i przez moment wydawało mi się, że oczy mu się zaszkliły.
- Antonio zmarł dwa tygodnie temu.
Zszokowana wytrzeszczyłam oczy, a po moich policzkach spłynęło kilka pojedynczych łez. Znałam go od dziecka, ja i Maria uczyłyśmy się w jego szkole, współpracował z naszym ojcem.
- Dlaczego mnie nie zawiadomiłeś?
- Miałaś swoje problemy z Ivi, Luisem, pracą..
- Ale nie uważasz, że powinnam wiedzieć?! – warknęłam z wyrzutem, lecz zaraz dodałam nieco spokojniej: - Co się stało?
- U- Mix za bardzo zaczął mieszać się w wewnętrzne sprawy Studia; organizowanie prywatnych koncertów, narzucanie repertuarów, zmiana wizerunku wybranych gwiazd.. Choćby Violetty. Nie miałem nic do gadania, Antonio miał już swoje lata, nerwy mu nie służyły. W końcu tego nie wytrzymał..
Pociągnęłam nosem, ocierając mokry podbródek.
- Jest jeszcze coś.. – rzekł Pablo, a ja zwróciłam spuszczony wzrok ku niemu. – Testament Antonia. Został odczytany zeszłej środy. Wspomniał tam.. o tobie.
Wytrzeszczyłam oczy w jeszcze większym zdumieniu, niż kiedy dowiedziałam się o śmierci mężczyzny. Antonio uwiecznił mnie w swoich zapiskach majątkowych?
- Jego notariusz miał utrudniony kontakt z tobą, bo opuściłaś kraj, sam dowiedziałem się wczoraj. Angie, powinnaś jak najszybciej się do niego zgłosić. – Dotknął mojego ramienia. - Antonio zapisał ci Studio.

____________________________
I tak oto dobrnęliśmy do rozdziału 123. 
Angie powraca, a wraz z nią starzy bohaterowie, fochy Violki i.. esmeralda. 
Jak Wam się podoba perspektywa zarządzania przez nią szkołą? :D 
Swoją drogą, jeśli oglądacie V3, to zapewne wiecie, że prawdopodobnie Antonio odchodzi, choć to jeszcze nic pewnego. ;)

Całusy,
Wiktoria

11 komentarzy:

  1. Ona tego psychicznie nie wytrzyma xD
    Świetny rozdział ale ESMERALDA?! I obrażona Violetta... ALE ESMERALDA?! SERIO?!
    Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wytrzyyyyyma. XD Serio, serio. XD Dziękuję. :)

      Usuń
  2. O, CHOLERA! Co tutaj robi esmeralda? Toż to... Pff XD
    Angie i przystojny sąsiad :D
    Violka strzela jakieś fochidła, małpiszon jeden XD Wytrąca tabletki biednej Angie.
    Pablito <3 Aż zapałałam do niego sympatią. Fajnie, że nasz Miś ma dziewczynę XD Lubię tą Monię :D Przypomina mi moją przyjaciółkę XD
    Antoni martwy. Aż zanuciłam jakiś marsz pogrzebowy XD Ale oto Angeles ma Studio :D A to Ci heca! Będzie się działo :D
    Rozdział jak zwykle porywający, zachwycający i... I powinnam tu wymyślić jeszcze jakiś fajny przymiotnik, ale jestem niewyspana, wiec nie mam siły, wybacz XD
    Oczywiście czekam na nexta! Ktoś w to jeszcze wątpi? :D
    Pozdrawiam ~B

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie, będzie. XD Pablo jest świetny w każdym calu, zasługuję na taką Milę. :P Dzięki, B. :)

      Usuń
  3. violka i jej fochy, no cóż zycie xD, ciekawe kiedy german się dowie że angie wróciła genialne czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  4. O rany! Ile emocji :D Angie wróciła do BA - extra ^^, German jest z Esme- Koszmar!, Nowa Violetta- o.O i jeszcze śmierć Antonia -smutno :(
    Ale rozdział jak najbardziej extra. Czekam na nexta :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PAULINKA KOMENTUJE! O.O ^^ Dziękuję, kochana. :)

      Usuń
  5. Swietny rozdzial!! Ale zrob cos z tą esmeraldą!! Violi niech przejdą fochy ;)) Noi Germangie ma być <3 I wszyscy szcześliwi ;D Czekam na nexta ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń