Poczułam, jak moje serce przyspiesza, a na usta wstępuje uśmiech. Argentyna, moja ojczyzna, kraj, w którym się wychowałam. Wspomnienia chwil spędzonych tutaj uderzyły we mnie niczym potężna fala tsunami. Poczułam lekki strach i obawy, kiedy już wraz z bagażami opuściłam samolot i lotnisko. Znowu tu byłam, mogłam przechadzać się rodzinnymi uliczkami, podziwiać piękno parku, w którym słychać było śpiew ze Studia, bez skrępowania rozmawiać po hiszpańsku z przypadkowo napotkanymi ludźmi, a co najważniejsze.. w końcu mogłam spotkać się z Violettą.
- Powoli, Angeles, nie ekscytuj się tak, mamy trzecią nad ranem. - O moje ramię oparł się Czarek.
Obruszyłam się, pozostawiając go za sobą. Miał rację, miasto powił jeszcze nocny półmrok, choć na deptakach zaczynali pojawiać się pierwsi ludzie, a na ulice powoli wstępowały kolejne samochody. Ziewnęłam głęboko, pomimo kilkugodzinnej drzemki w samolocie i ciągnąc za sobą walizki, udałam się do swojego starego mieszkania. Na klatce schodowej napotkałam sąsiada z góry. Od zawsze rozpoczynał prace już od świtu, dlatego jego widok nie był zaskoczeniem.
- Angie, cześć - przywitał mnie. - Dawno cię tu nie było.
- Jakiś czas przebywałam za granicą - wyjaśniłam.
- Hm, pod twoją nieobecność przychodzili tu jacyś mężczyźni, a kilka razy była też młoda dziewczyna.
- J-jak wyglądali? - wyjąkałam, sądząc, że tajemniczą dziewczyną z pewnością była Violetta.
- Cóż, jeden dość wysoki, bardzo szczupły, wręcz chudy. W średnim wieku i z łysiejącą czupryną, miał na nosie okulary i zawsze garnitur.
"Ramallo." - Przeszło mi przez myśl.
- Ten drugi był raczej przed czterdziestką. Umięśniony, ciemne włosy, zdawało mi się, że go kojarzyłem i nie myliłem się, w gazecie często piszą o niejakim inżynierze, Germanie Castillo, wydaje mi się, że pasuje do opisu - powiedział Adam, drapiąc się po brodzie. - Raz nawet zapytał mnie o ciebie, ale wyjaśniłem, że dawno cię nie widziałem.
- Dzięki. - Posłałam mu słaby uśmiech, na co zasalutował i popędził schodami w dół.
A więc German mnie szukał. I Ramallo. I Violetta. Martwili się.
Westchnęłam, otwierając drzwi mieszkania.
Zapaliłam światło, powitała mnie cisza i zapach kurzu i wilgoci. Rzuciłam bagaże w kąt i opadłam na sofę. Dopiero wtedy odczułam zmęczenie. Oczy piekły mnie niemiłosiernie, a barki i łopatki bolały. Nie zdążyłam nawet się rozebrać, gdy wyczerpana, zasnęłam..
Kidy się ocknęłam dochodziła 13, a ja wciąż leżałam w jeansach i marynarce. Dzień zapowiadał się wspaniale, za oknem błyszczał słońce, nie dające zaistniec ani jednej chmurce. Pogoda w Buenos Aires znacznie różniła sie od tej prawie codziennej pochmuernej we Włoszech. Poczułam, że na prawdęjestem w Argentynie, gdy powiew wiatru wpadł przez uchylone przez mnie okno. Przymknęłam oczy, rozkoszując się ciepłem promieni na moim zziębniętym ciele.
Dziś, poraz pierwszy od paru miesięcy mogłam spotkac się z Violettą. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia, jak zachowa się gdy mnie zobaczy? Przed wyjazdem pozostawiłam jej jedynie list, później nie kontaktowałyśmy się ani razu..
Mimo nękających mnie obaw, z uśmiechem zażyłam ożeźwiającego po tak długiej podróży prysznica, pomalowałam się i ubrałam, gotowa ruszyc w drogę do willi Castillo. W moim żołądku i gardle dominowały ciężkie kule, które w parze z zpustkami w lodówce odrzuciły myśli o posiłku.
Zarzuciłam torebkę na ramię, ostatni raz przejżałam się w lustrze i wyszłam z mieszkania.
Normalnie krótka trasa prowadząca do domu szwagra, terazd dłużyła się niemiłosiernie. Idąc tam miałam świadomośc, że widząc się z siostrzenicą, nie uniknę spotkania z Germanem. Nie byłam też przekonana co zrobi on, gdy otworzy drzwi. Zostawiłam go, spędziłam z nim upojną noc, a następnie wyjechałam, mająs świadomośc, że nigdy nie wyzbędę sie uczuc do czekoladowookiego bruneta.
Minęłam park i główną aleję, ciesząc się widokiem znajomych miejsc. W pobliżu ławki, przy której zawsze spotykałam się z Pablo, doleciał mnie słodki zapach jabłek w karmelu. Po kolejnych pięciu minutach byłam już na miejscu. Willa nie zmieniła się, wokół ścieżki prowadzącej od bramy wejściowej rosły jedynie inne kwiaty. Furtka zaskrzypiała donośnie, gdy ją przekroczyłam. Drżącą ręką sięgnęłam dzwonka.
Do moich uszu doleciał dźwięk dzwonka, zagłuszonego przez
głośne kołatanie serca, które biło tak zawzięcie, że to jego stukot mógł przywołać
któregoś z domowników. Nie minęło pięc
sekund, a drzwi otworzyły się, lecz nie stanęła w nich Olga, czy German, w
progu ujrzałam kobietę mojego wzrostu, lecz niewiele starszą, o piwnych, prawie
żółtych oczach i brązowych włosach, sięgających jej do ramion. Pomyślałam, że
jest ładna, gustownie ubrana w białą koszulę i czarną kamizelkę oraz cygaretki
i szpilki tego samego koloru. Usta miała podkreślone czerwoną szminką, a na jej palcu wskazującym widniał pierścień
z równie krwistym kamieniem. Może Ramallo wyjechał na wakacje i była nową
asystentką Germana? Mimo wyniosłego wizerunku odezwała się miłym i spokojnym
tonem”
- Dzień dobry, w czym mogę pani pomóc?
Jej głos natychmiastowo mnie otrzeźwił i choć nie mogłam oprzeć
się chęci zapytania kim jest, przestałam lustrować ją wzrokiem i wydusiłam:
- Mam na imię Angie, jestem ciotką Violetty, przyszłam ją odwiedzić.
- A, Angeles? – rzekła kobieta z dziwnym podekscytowaniem
w głosie, jakby codziennie prowadziła
wyjątkowo ożywione rozmowy na mój temat. – Viola tylko raz wspomniała mi o
tobie, cieszę się, że mogę cię poznać, proszę, wejdź. –Ustąpiła mi miejsca,
gestem ręki zapraszając do środka.
Rozejrzałam się po pustym salonie, w powietrzu nie unosił
się zapamiętany mi dobrze zapach truskawek, zniknął też fortepian, a na jego
miejscu stała gablotka z porcelaną. Nie miałam dalszej okazji przyjże się
ewentualnym zmianom, bo w tym momencie drzwi, przez które chwilę wcześniej
przeszłam ja i tajemnicza brunetka otworzyły się i ujrzałam Violettę. Ona też
wyglądała inaczej, niż przed moim wyjazdem; długie, brązowe włosy zostały
ścięte krótko przed ramiona, pocięte i rozjaśnione, a sama nastolatka wyzbyła
się cukierkowej spódniczki i wstążek, zastępując je ciemnofioletową sukienką za
kolana, czarną kamizelką oraz dużo mocniejszym makijażem, który ukazał się, gdy
zsunęła z nosa ciemne okulary. Na mój widok przystanęła, wpatrując się we mnie
ze zdziwieniem i.. złością?
- Cześć, Violu. – uśmiechnęłam się. Nozdrza dziewczyny
zadrgały, zacisnęła pięści i przygryzła warg. Kątem oka zauważyłam, że piwno
oka kobieta czmycha do kuchni, zostawiając mnie z siostrzenicą.
- Co tu robisz? – burknęła, jakby od niechcenia.
- Wróciłam.
- To widzę. Po co?
„Umierasz, więc wracasz..” – w myślach przemknęły mi słowa
Ivi. –Tęskniłam, chciałam się z tobą zobaczyć.
- Akurat – prychnęła z odrazą, odwracając wzrok.
- Kochanie, myślałam, że..
- Że przyjedziesz tu tak z Nienacka i zaczarujesz mnie
kilkoma słodkimi słówkami i wszystko będzie dobrze? Tak? To źle myślałaś..
- Violu, czytałaś mój list?
- Nie nazywaj mnie tak! – oburzyła się. – Nie jestem już tą
dziewczynką, która ślepo wierzyła w te twoje kochane słówka. Czytałam, bo co?
Zaraz potem go wyrzuciłam, jak wszystkie wspomnienia z tobą związane. – Poczułam
się tak, jakbym dostała do niej prosto w twarz. Było w niej tyle nienawiści. –
Tato zrobił to samo. – Szybko uniosłam głowę, ignorując napływ łez do oczu. –
Skrzywdziłaś go, zostawiłaś, kiedy nie radził sobie ze śmiercią Javiera.
- Violu, mnie też było ciężko.. – broniłam się, ale nastolatka
zdawała się tego nie słyszeć.
- Ta kobieta, którą poznałaś to Esmeralda, dziewczyna taty –
rzuciła z sarkastycznym uśmiechem, a ja poczułam jak niewidzialna obręcz ściska
moje gardło, a ból przeszywa klatkę piersiową i głowę na wylot. Zapomniałam o
tabletce.. Drżącą dłonią, czując, że
tracę nad sobą kontrolę, sięgnęłam po fiolkę, wysypując z niej na dłoń kilka
błękitnych tabletek.
- Och, nie rób z siebie ofiary – zaśmiała się się kpiąco
Violetta, podeszła do mnie i szybkim ruchem ręki wytrąciła kapsułki, które
rozsypały się po podłodze.
- Violu.. – Zszokowana nerwowo zaczęłam zbierać je z paneli, czemu towarzyszył złośliwy
chichot siostrzenicy – nie uważasz, że zachowujesz się egoistycznie?
- Ja? – prychnęła, śmiejąc się. – To TY wyjechałaś –rzuciła,
jako ostatnie u wspięła się po schodach.
Zaczęło mi się kręcić w głowie, tak, że rozsypane tabletki
przypominały teraz jedynie błękitne plamy na kremowym tle. Odpuściłam
nieudolnym próbom zgarnięcia ich z podłogi i chwiejnym krokiem ruszyłam do
drzwi. Zatrzymałam się jednak tuż przy nich, usłyszawszy znajome głosy.
- Ta kobieta, o której German nie pozwala wspominać jest tu!
– zapiszczała z podekscytowaniem Esmeralda.
- Angeles w naszej willi? – wydusiła Olga.
Aby nie natknąć się na którąś z kobiet lub co gorsza pana
domu, wyszłam pospiesznie.
Zasapana i zmęczona krótkotrwałą wędrówką, opadłam na ławce
w parku, ciężko dysząc. Cały mój podręczny zapas tabletek został w willi, a
droga do domu, gdzie w walizce kryłam jeszcze kilka fiolek od dr. Romerro
wydawała mi się nie do pokonania. Zatem utknęłam na ulicy, pomyślałam.
Przynajmniej miałam pretekst, aby dłużej
rozkoszować się blaskiem słońca, którego radził mi unikać lekarz.
Nie tak wyobrażałam sobie spotkanie z Violettą. Oczywiście
byłam przekonana o jej zdeterminowaniu, ale nie sądziłam, że najdelikatniejsza
osoba, jaką w życiu znałam mogłaby się aż tak zmienić. Czułam się winna temu
zamieszaniu. No i German. „Ta kobieta, o której nie pozwalał wspominać”, czyż
nie tak mnie nazwała mnie jego nowa NARZECZONA ?
- Tak szybko się pocieszył! – ryknęłam, kończąc streszczać Emilio moją wizytę w domu Castillo. Mężczyzna
przez krótki czas milczał, aż w końcu odezwał się nieprzytomnym głosem:
- Angie, ale ty nie byłaś gorsza, sama miałaś przy sobie
Luisa.
- No tak, ale.. – wyjąkałam – ALE TO BYŁA INNA SYTYACJA i..
i w ogóle!
Emilio chrapnął do słuchawki.
- Nie jesteś, aby przypadkiem zazdrosna?
- Może – westchnęłam. – W sumie mogłam się tego spodziewać,
to ja go zostawiłam i dałam do zrozumienia, że ma na mnie nie czekać.
- Wiem, że to boli. Z czasem przekonasz się, czy rzeczywiście
los chciał, aby wasz związek zakończył się definitywnie parę miesięcy temu.
Jeśli wasze drogi mają się jeszcze skrzyżować, to tak będzie – powiedział,
ziewając. – A Violettą nie przejmuj się zbytnio, była w szoku, w końcu sama się
do ciebie odezwie.
Uśmiechnęłam się do telefonu, wysłuchując jeszcze przestróg
w związku z moim stanem zdrowia.
- Brakuje mi cie tutaj..
- Ja też tęsknię.. – odparł z troską w głosie.
- Uważaj na siebie.
- Masz to, jak w banku – zaśmiałam się, kończąc połączenie.
Rozmowa z przyjacielem podniosła mnie na duchu, a także nieco uśmierzyła
fizyczny ból. To musiało wystarczyć, z nowym lekarzem umówiona byłam na
jutrzejsze popołudnie.
Wieczorem po odświeżeniu i zażyciu zapasowej dawki tabletek,
udałam się do mieszkania Pabla. Z nim jednym utrzymywałam kontakt, przebywając
we Włoszech, tym większa była moja uciecha, gdy zobaczyłam go samego, z tym
samym zarostem, z tym samym uśmiechem, w tych samych drzwiach.
- Co tu robisz, kochana? – zawołał radośnie, obejmując mnie.
Miał trochę zakłopotaną minę i dopiero po chwili spostrzegłam, że jest w samych
bokserkach.
- Kochanie, wychodzę. – Za plecami mężczyzny stanęła znana
mi już, szczupła, młoda kobieta.
- Cześć, Monica. – Uśmiechnęłam się do kelnerki, z którą
kilka razy widziałam przyjaciela.
- Angie, dawno cię nie widziałam. – Przytuliła mnie. –
Niestety nie porozmawiamy za długo, mam zmianę w kawiarni. Ale Miś chętnie cię
ugości. – Musnęła policzek Pabla, pomachała mi ręką i zbiegła po schodach.
Uśmiechnęłam się znacząco do przyjaciela.
- To jak będzie, Misiu? – powtórzyłam za Monicą, a
zażenowany mężczyzna wpuścił mnie do środka. Wnętrze mieszkania nie zmieniło
się, poza tym, że na pułkach przybyło parę bibelot, zapewne należących do
brunetki.
- Mieszkacie razem? – spytałam, gdy mężczyzna w pełnej
garderobie usiadł na kanapie obok mnie, choć spodziewałam się odpowiedzi.
- Mon i ja.. zaręczyliśmy się.
- Gratuluję! – rzuciłam mu się na szyję. Cieszyłam się, że w
końcu znalazł miłość, której ja nie byłam w stanie mu dać. – Coś jeszcze mnie
ominęło?
Uśmiech spełzł z jego twarzy. Westchnął i przez moment
wydawało mi się, że oczy mu się zaszkliły.
- Antonio zmarł dwa tygodnie temu.
Zszokowana wytrzeszczyłam oczy, a po moich policzkach
spłynęło kilka pojedynczych łez. Znałam go od dziecka, ja i Maria uczyłyśmy się
w jego szkole, współpracował z naszym ojcem.
- Dlaczego mnie nie zawiadomiłeś?
- Miałaś swoje problemy z Ivi, Luisem, pracą..
- Ale nie uważasz, że powinnam wiedzieć?! – warknęłam z
wyrzutem, lecz zaraz dodałam nieco spokojniej: - Co się stało?
- U- Mix za bardzo zaczął mieszać się w wewnętrzne sprawy
Studia; organizowanie prywatnych koncertów, narzucanie repertuarów, zmiana
wizerunku wybranych gwiazd.. Choćby Violetty. Nie miałem nic do gadania,
Antonio miał już swoje lata, nerwy mu nie służyły. W końcu tego nie wytrzymał..
Pociągnęłam nosem, ocierając mokry podbródek.
- Jest jeszcze coś.. – rzekł Pablo, a ja zwróciłam
spuszczony wzrok ku niemu. – Testament Antonia. Został odczytany zeszłej środy.
Wspomniał tam.. o tobie.
Wytrzeszczyłam oczy w jeszcze większym zdumieniu, niż kiedy
dowiedziałam się o śmierci mężczyzny. Antonio uwiecznił mnie w swoich zapiskach
majątkowych?
- Jego notariusz miał utrudniony kontakt z tobą, bo
opuściłaś kraj, sam dowiedziałem się wczoraj. Angie, powinnaś jak najszybciej
się do niego zgłosić. – Dotknął mojego ramienia. - Antonio zapisał ci Studio.
____________________________
I tak oto dobrnęliśmy do rozdziału 123.
Angie powraca, a wraz z nią starzy bohaterowie, fochy Violki i.. esmeralda.
Jak Wam się podoba perspektywa zarządzania przez nią szkołą? :D
Swoją drogą, jeśli oglądacie V3, to zapewne wiecie, że prawdopodobnie Antonio odchodzi, choć to jeszcze nic pewnego. ;)
Całusy,
Wiktoria
____________________________
I tak oto dobrnęliśmy do rozdziału 123.
Angie powraca, a wraz z nią starzy bohaterowie, fochy Violki i.. esmeralda.
Jak Wam się podoba perspektywa zarządzania przez nią szkołą? :D
Swoją drogą, jeśli oglądacie V3, to zapewne wiecie, że prawdopodobnie Antonio odchodzi, choć to jeszcze nic pewnego. ;)
Całusy,
Wiktoria


Ona tego psychicznie nie wytrzyma xD
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział ale ESMERALDA?! I obrażona Violetta... ALE ESMERALDA?! SERIO?!
Czekam na next!
Wytrzyyyyyma. XD Serio, serio. XD Dziękuję. :)
UsuńO, CHOLERA! Co tutaj robi esmeralda? Toż to... Pff XD
OdpowiedzUsuńAngie i przystojny sąsiad :D
Violka strzela jakieś fochidła, małpiszon jeden XD Wytrąca tabletki biednej Angie.
Pablito <3 Aż zapałałam do niego sympatią. Fajnie, że nasz Miś ma dziewczynę XD Lubię tą Monię :D Przypomina mi moją przyjaciółkę XD
Antoni martwy. Aż zanuciłam jakiś marsz pogrzebowy XD Ale oto Angeles ma Studio :D A to Ci heca! Będzie się działo :D
Rozdział jak zwykle porywający, zachwycający i... I powinnam tu wymyślić jeszcze jakiś fajny przymiotnik, ale jestem niewyspana, wiec nie mam siły, wybacz XD
Oczywiście czekam na nexta! Ktoś w to jeszcze wątpi? :D
Pozdrawiam ~B
Będzie, będzie. XD Pablo jest świetny w każdym calu, zasługuję na taką Milę. :P Dzięki, B. :)
Usuńviolka i jej fochy, no cóż zycie xD, ciekawe kiedy german się dowie że angie wróciła genialne czekam na nexta
OdpowiedzUsuńW swoim czasie pewnie tak. ;) Dzięki.
UsuńO rany! Ile emocji :D Angie wróciła do BA - extra ^^, German jest z Esme- Koszmar!, Nowa Violetta- o.O i jeszcze śmierć Antonia -smutno :(
OdpowiedzUsuńAle rozdział jak najbardziej extra. Czekam na nexta :*
PAULINKA KOMENTUJE! O.O ^^ Dziękuję, kochana. :)
UsuńSwietny rozdzial!! Ale zrob cos z tą esmeraldą!! Violi niech przejdą fochy ;)) Noi Germangie ma być <3 I wszyscy szcześliwi ;D Czekam na nexta ;P
OdpowiedzUsuńEsma dopiero się rozkręca. XD Dziękuję. :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń