poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 125

Kolejne dni minęły w spokoju, zdąrzyłam się zaadoptowac w nowej pracy, mogłam też liczyc na pomoc Monici. Po zmianach zazwyczaj szłam prosto do kliniki, a zaraz potem, senna opadałam na domowe łóżko. Czasami udawało mi się odwiedzic Pabla, ale zwykle zmęczenie wygrywało. Przez ten czas ani razu nie zobaczyłam się z Violettą, Esmeraldą, Germanem, czy kimkolwiek z przyjaciół. Sama bałam się wykonywac jakikolwiek krok w kierunku porozumienia się z siostrzenicą, Emilio i Pablo twierdzili, że powinnam dac jej czas, lecz każdy dzień, minuta i sekunda był coraz większym cierpieniem. Była tylko parę ulic dalej, nie tysiące kilometrów, a mimo to nie mogłam jej przytulic, porozmawiac, usłyszec jak śpiewa.
- Dzień dobry, cieszę się, że w końcu udało nam się spotkac.
Któregoś dnia po zakończeniu zmiany w restauracji, udałam się do jednej z miastowych kancelarii, porozmawiac o spadku z notariuszem Antonia. Mężczyzna przedstawił się jako Severus Montenegro i od razu przeszedł do konkretów.
- Ja, Antonio Stefano X w pełni świadom swoich czynów przekazuję studio muzyczne Angeles Jane Saramego z dniem mojej śmierci - przeczytał prawnik. Poczułam nieprzyjemny świst w żołądku, dotąd miałąm cichą nadzieję, że może Pablo się pomylił i Studio nie przypadło mi. - Czy zrozumiała pani treśc postanowienia?
- T-tak - odparłam nieprzytomnie.
Mężczyzna uśmiechnął się życzliwie i wytłumaczył mi na czym będą polegały dalsze procedury. Ustaliliśmy, że następnego dnia podam mu swoją odpowiedź, od której będzie zależec dalszy los szkoły.

Z mieszanymi uczuciami opóściłam kancelarię. Łyknęłam haustem niebieską tabletkę i ruszyłam przed siebie. Lipcowe słońce paliło dziś wyjątkowo mocno, na niebie nie widac było ani jednej chmurki, toteż co jakiś czas musiałam zatrzymywac się przy jakiejeś łąwce w cieniu, czy fontannie, pamiętając o ostrzeżeniach lekarza, abym unikała upałów.
Siedząc na kamiennym murku przetarłam mokre czoło i zaczerpnęłam kupionej wody mineralnej. W głowie mieszały mi się miliony różnych myśli. Wiedziałam ile Studio znaczyło dla Marii i Antonia, mojego ojca, który jak się okazało był jednym z jego założycieli. Violetta, Pablo, inne dzieciaki i ja sama - znaleźliśmy tam drugi dom, pracę, odnaleźliśmy pasję, siebie. Zgodnie z tym, co powiedział Montenegro, jeśli zrzeknę się spadku, udziały przypadną władzom miasta, a wtedy szkoła zostanie najpewniej zamknięta. Do tego nie mogłam dopóścic. Lecz z drugiej strony.. Ile czasu mi zostało? Terapie rozpoczęte we Włoszech, jak i te  kontynuowane w Buenos Aires nie przynosiły zauważalnych rezultatów, czy miałam się czego obawiac?
Westchnęłam, przełykając gorzko ślinę i ukryłam twarz w dłoniach. A co jeśli nie udźwignę wszystkich obowiązków i sama doprowadzę Studio do bankróctwa? Zawiodę tyle osób..
- Angie..
Ktoś przysłonił mi słońce. Uniosłam głowę, nade mną stał Pablo. Miał na ustach promienny uśmiech, ale rozszyfrowałam z jego miny lekkie zaniepokojenie.
- Co się dzieje? - usiadł obok mnie. - Monica mówiła, że stale błądzisz gdzieś myślami, jesteś nieobecna. Kochana, wiesz, że możesz mi wszystko powiedziec..
Uśmiechnęłam się do niego słabo i bez słowa ułożyłam głowę na jego ramieniu. On zaś otoczył mnie ramieniem, muskając ustami czubek mojej głowy. Podobało mi się to, że o nic nie pytał, nie zmuszał na siłę do odpowiedzi, po prostu był blisko. Uważałam jednak, że należą mu się wyjaśnienia.
- Widziałam się dziś z notariuszem Antonia.
- Oo - wydusił. - I co postanowiłaś?
- Na razie nic. Do jutra mam podjąc decyzję, ale szczerze nie wiem, co robic. Boję się, że wszystko zaprzepaszczę i.. - Nie byłam przekonana o słuszności informowania przyjaciela o swojej chorobie. Jeszcze nie teraz. - Po prostu się waham. Wiem, czym dla moich bliskich jest ta szkoła..
- Angie - zaczął przejętym głosem, odrywając mnie od siebie, tak, że taraz swobodnie mogliśmy patrzec sobie w oczy. - Nie myśl przez chwilę o innych. Zapomnij o mnie, o Violetcie, o woli Antonia i dzieciakach. Zawsze taka byłaś, zawsze troszczyłaś się o każdego, oprócz siebie. Chyba najwyższa pora to zmienic.. Przejęcie Studia to nie to samo, co zaadoptowanie psa, to większa odpowiedzialnośc, wymaga przemyślanej, rozsądnej decyzji, nie możesz kierowac się emocjami i presją narzucaną przez otoczenie. Jeśli nie jesteś na siłach, aby poprowadzic szkołę, to nie rób tego, bo będzie ci jeszcze ciężej. Ale jeśli czujesz, gdzieś w głębi, że dasz radę, to zrobię wszystko, żeby ci pomóc.
- A jeśli nic nie czuję?
- Jestem pewien, że to jedynie pozór. - uśmiechnął się. - Ja w ciebie wierzę, Angeles. Pytanie, czy ty w siebie wierzysz.
Odwróciłam na chwilę wzrok, przypominając sobie to wszystko, czego dotychczas doświadczyłam. Miałam szansę poraz kolejny odbic się od dna i zacząc od nowa. Czy jeśli bym nie spróbowała, to później żałowałabym tego do końca życia?

I used to think that I could not go on 
and life was nothing but an awful song 
But now I know the meaning of true love
I'm leaningon the everlasting arms. 
If I can see it 
then I can do it 
If I just believe it 
there's nothing to it..

Melodyjny głos Pabla wypełnił przestrzeń między nami. Uśmiechnęłam się, słysząc dobrze znaną mi piosenkę. Zawsze podśpiewywał ją, kiedy starał się podnieśc mnie na duchu i natchnąc do działania. Stosował to też w szkolę, wśród młodzieży, to był jego znak rozpoznawczy.

I believe I can fly 

I believe I can touch the sky 
I think about it every night and day
Spread my wings and fly away 
I believe I can soar 
I see me runnin' through that open door 
I believe I can fly 
I believe I can fly 
I believe I can fly..

Ostatnie zdania zanuciliśmy wspólnie, oboje z szerokimi uśmiechami na twarzy. 
"Wierzę, że mogę latac" - powtórzyłam w myśli. 

Następnego dnia podczas przerwy śniadaniowej, drżącą ręką wybrałam numer Montenegro. 
- Zgadzam się, przejmę Studio - wyjąkałam niepewnie, aczkolwiek w duchu bardzo zdecydowanie. 
- Wspaniale! - rozległ się rozradowany głos prawnika. Przygotuję dokumenty na jutrzejsze popołudnie, nie przeszkadza to pani?
- Idealnie - przytaknęłam wciąż oszołomiona i zakończyłam połączenie. 
Pablo miał rację, powinnam w końcu zrobic coś dla siebie, a jeśli miejsce moich wspomnień mogłoby pomóc nie tylko mi, ale też moim bliskim, dlaczego miałam nie spóbowac? Nigdy przecież nie przekonałabym się, czy nie było warto, jeśli nie podołałabym wyzwaniu. 
Uśmiechnęłam się do siebie i zabrałam za nowe obowiązki. Powitałam przybyłych klientów, spisałam zamówienie i popędziłam do kuchni. W oczekiwaniu na dania, ukradkiem wykręciłam numer do przyjaciela. 
- Galindo, sucham?
- Cześc, to ja! - niemalże zawołałam, przejętym głosem. 
- Hej, Angie. Wszystko w porządku?
- Tak, a nawet lepiej. Nie zgadniesz.. jutro podpisuję papiery, Studio będzie oficjalnie moje! - pisnęłam. Przez ułamek sekundy wydawało mi się, że w oddali słyszę czyjś rozradowany krzyk, a sam mężczyzna wzdycha z ulgą. 
- Cudowna wiadomośc, kochana!
- Oj, nie ciesz się tak, bo to oznacza, że i ty będziesz miał więcej pracy. Oczekuję od ciebie pełnego zaangażowania, mam zamar wprowadzic dużo zmian, będziesz koordynatorem, nie dam ci chwili wytchnienia! - ostrzegłam, rozbawionym głosem. 
- Jak to.. to znaczy, że zatrzymuję posadę? - wyjąkał, zdziwiony, jakby nie było to czymś oczywistym.
- Kto będzie lepszym dyrektorem od ciebie? Nigdy nie myślałam o nikim innym na tym stanowisku. 
- Nie wiem, jak ci dziękowac, Angie..
- Na razie nie dziękuj, mamy pełne ręce roboty. O ile to możliwe, chciałabym się z tobą spotkac zaraz po omówieniu formalności z Montenegro, już połowa lipca, musimy zacząc się przygotowywac.
- O-oczywiście - wyjąkał wciąż zszokowany mężczyzna. - W takim razie zapraszam jutro, do nas, na kolację. Pasuje?
- Chętnię, do zobaczenia!
Wrzuciłam komórkę do kieszeni, chwyciłam talerze i popędziłam z zamówieniem do klientów. Kątem oka spostrzegłam, że ktoś nowy przysiadł się na zewnątrz. Poprawiłam spódniczkę i wyszłam z lokalu. Kiedy podeszłam bliżej, aż zakręciło mi się w głowie. W wiklinowym fotelu siedziała Esmeralda.
- Angeles, witaj! - zawołała na mój widok. Mimo elegancji i statecznej miny wydawała się tryskac energią.
- Dzień dobry, co podac?
- Nie wiedziałam, że tu pracujesz. - Zdawała się nie dosłyszec pytania. A może nie była taka niewinna i zwyczajnie chciała mnie poniżyc? Moje policzki natychmiast zapłonęły.
- Tak wyszło, wie pani, szkoły na ogół są nieczynne w wakacje. - Odpłaciłam się jej pięknym za nadobne, traktując ją nieco, jak osobę z inteligencją Jade.
- Oczywiście. - Uśmiechnęła się. - Poproszę dwie kawy z mlekiem, to wszystko. 
Zanotowałam w notesie i kiwając głową, oddaliłam się od stolika, który zajmowała ciemnowłosa. Miałam nadzieję, że jej towarzyszem nie okaże się mój szwagier. Specjalnie ociągałam się z podaniem kucharzowi zamówienia i pod byle pretekstem uciekałam z sali, aby tylko nie musiec wracac na zewnątrz. Pech chciał, że w lokalu pojawił się podirytowany szef i ze skruchą i przejęciem ruszyłam z tacą. 
Szłam powoli, pilnując każdego kroku. Serce biło mi, jak szalone, choc w gruncie rzeczy nie miałam się czego obawiac.. Szybko jednak moje myśli zostały rozwiane, bo w pewny momencie trzymane filiżanki wyśliznęły mi się z rąk, pod wpływem uderzenia o coś twardego. Zachwiałam się, ale nie straciłam równowagi.
- Ała! - ryknęło. - Mogłaby pani.. Angie?
Zamarłam. Przede mną stał German we własnej osobie i teraz wpatrywał się we mnie zdziwionym i przerażonym wzrokiem. 

___________________
Tamtaram, i kolejny rozdział możemy odhaczyc. :D
Macie Sierotę, ależ proszę. Nie zabrakło oczywiście Pangie.
Angie już prawnie właścicielką Studio. Co z tego wyniknie?
Wszystko w kolejnych rozdziałach!

Wiktoria

PS. Życzę wszystkim wytrwałości w nowym roku szkolnym! 




6 komentarzy:

  1. KAMAN SEVERUS HAHAAAAHA
    nie no HP everywhere.
    brawooooo Angeles! ciekawe czy da rade? i czy się udadza terapie. zgaduje ze krzyk przez telefon nalezal do Monici.
    polubiłam kobitke. natomiast........ esme... niech idzie do domu. nie lubie jej. reakcja Germana nie będzie pewnie radosna więc...
    rok szkolny - znasz moja opinie i lekcje na jutrzejszy dzień.
    czekam na nowe postacie (8)) i na nowy rozdzial!

    OdpowiedzUsuń
  2. ezu jak na kocham tego bloga dzisiaj rano byłam w nie najlepszym nastroju bo szkoła noi pomyślałam ze chociaż jakis rozdział wstawia przeglądam wszystkie czytane przezemnie blogi patrzę a tu nowy rozdział od razu chce mi sie żyć
    Poprostu dziękuje

    OdpowiedzUsuń
  3. Wstaje i bije pokłony.
    Scenarzyści i filmowcy powinni płacić Wiki, za wymyślanie bardzo oryginalnych rozdziałów!
    Świętej Pamięci Wakacje dobiegły końca. Tragedia. Trzecia klasa gimbazy T.T testy. Help me. Ale jednak życie jest piękne, jak orientujesz się, że przepada Ci lekcja historii. Kto to widział zaczynać wtorki od tego przeklętego przedmiotu!?

    JAK MOGŁAŚ!? Jak mogłaś sprawić, że Galindo zdradza MNIE z jakąś Moniką!? NOT FAIR!
    FOCH Z PRZYTUPEM I OBROTEM I PODSKOKIEM NA PIĘTNAŚCIE MINUT!
    Choroba zżera Angie a ona ma przejąć Stud!o. Się skomplikowało.
    GŁUPIA ESMERALDA!

    OdpowiedzUsuń
  4. Lalalalala german :-D super, szybko next ;-) mmm... czy to coś zmieni? Muhehe....

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialne. Czekam na kolejny rozdział...

    OdpowiedzUsuń