czwartek, 11 września 2014

Rozdział 126

- German..
- Angie..
Brunet natychmiast otrząsną się, wyprostował i odchrząknął wymownie. Poszłam za jego przykładem. 
- Przepraszam. - Zauważyłam plamę na jego koszuli. 
- To nic.. to tylko.. taką mamy grawitację - wyjąkał pospiesznie, rzucając mi nerwowy uśmiech. Chyba wyniknęła z tego gafa porównywalna do mojego porządku alfabetycznego. 
Mężczyzna przysiadł na pobliskim krześle i przeją ode mnie ścierkę, wycierając nią mokry brzuch. Nastała chwila milczenia, którą po pewnym czasie przerwał.
- Esmeralda powiedziała mi, że byłaś parę dni temu. Esmeralda to..
- Twoja nowa narzeczona - zaakcentowałam ostatnie słowo, szybko przerywając mu zreflektowanie się.
Kiwną głową i począł ponownie zajmowac się ubraniem.
- Dla Violetty to był szok - wypalił.
- Nie musisz się za nią tłumaczyc - odrzekłam szorstko. Sama nie wiedziałam, dlaczego nagle przybrałam kamienną twarz, choc w środku wszystko się we mnie trzęsło. 
- Nawet nie wiem, co ci teraz powiedziec. - Odłożył ścierkę i spojrzał mi w twarz. Natychmiast odwróciłam wzrok, chciałam grac nieugiętą. Przełknął ślinę, ale nie kontynuował, bo w tym momencie do środka wpadła Esmeralda. 
- Kochanie, nic ci nie jest? Widziałam przez szybę.. 
- Wszystko w porządku - powiedział cierpko German, wciąż lustrując mnie wzrokiem. - Chciałbym was sobie oficjalnie przedstawic. Angie, to jest Esmeralda, moja.. - zawahał się.
- Narzeczona, tak, przecież wiem - rzuciłam chłodniej, niż zdawało mi się w myślach. Mężczyzna skinął głową i dodał:
- Esmeraldo, to Angie, siostra mojej zmarłej żony. 
Odnotowałam tylko ostatnie słowa. Szwagierka, czyż nie tak mnie nazwał? Wolał uniknąc prawdy przed nową kobietą, chowając mnie pod przykrywką zwykłej krewnej. Przełknęłam gorzko ślinę, czując napływ łez. Zabolało mnie to.
- Już się poznałyśmy, pamiętasz, mówiłam ci.. - Uśmiechnęła się ciemnowłosa.
- Tak, tak - odrzekł nieprzytomnie German. 
- Zatem niedługo będziemy rodziną! - pisnęła. Zdawało mi się, że inżynier nagle pobladł, samej ugięły mi się nogi. Wiedziałam już kim jest nowa mieszkanka jego willi, ale dotąd tak na prawdę nie chciałam zaakceptowac prawdy. - Może dasz się zaprosic na kolację, co?
Odważyłam się spojrzec na Germana, który teraz dla odmiany unikął mojego wzroku. 
- Przepraszam, mam dużo pracy, może innym razem - odpowiedziałam, jak parę dni temu Oldze. 
Kobieta chciała chyba zaprotestowac, ale w tym momencie z zaplecza wyskoczył mój szef i zaczął przebłagiwac parę darmowymi kuponami i oferowac Germanowi pokrycie kosztów pralni. Do mnie zdąrzył syknąc tylko, abym schowała się w kuchni i lepiej do końca dnia nie wchodziła mu w drogę. 
- Szybko zdąrzyłeś się pocieszyc - rzuciłam szeptem w kierunku inżyniera, zanim odwróciłam się na pięcie i popędziłam do pomieszczenia dla pracowników. - Mam tylko nadzieję, że Violetta w końcu wybaczy mi moją decyzję. 
Gdy w końcu stanęłam do niego tyłem, pozwoliłam, aby moje łzy luźno spłynęły po policzkach. Pędem pobiegłam na zaplecze.

Skulona, siedząc w kącie składzika słyszałam tylko pojedyncze trzaski i rozmowy. Na moje szczęście nikt nie próbował mnie szukać, zupełnie, jakbym była niewidzialna. Nawet szef nie trudził się o reprymendę.
Westchnęłam głośno, ocierając mokrą twarz. Dlaczego płakałam? Przecież w pełni świadoma odeszłam od Germana, wiedząc, że już nigdy nie będziemy razem. Wszystko skreśliłam, nie licząc, że moje poukładane życie będzie czekało, kiedy wrócę z Włoch. Liczyłam się z tym, że zastanę ich szczęśliwych, z nowym rozdziałem życia, do którego wepcham się z butami. A mimo to cierpiałam, wiedząc, że ktoś zastąpił moje miejsce. Nie, to nie była zazdrość, to nie był egoizm, to był strach przed samotnością. O tak, zostałam sama.
- Angie?
Usłyszałam pukanie, zza drzwi, o które się opierałam dobiegł mnie głos Monici.
- Wiem, że tam jesteś, wpuść mnie.
Niechętnie odsunęłam się od wejścia, pozwalając kobiecie wejść. Kucnęła obok mnie. Czułam na sobie jej troskliwy wzrok, ale mimo to unikałam spojrzenia. Nie było nawet sensu ocierać łez i ukrywać tego, co czułam.
- Widziałam, co się stało - szepnęła. - Pablo tylko raz wspomniał o tym mężczyźnie. German, tak?
Milczałam, wsłuchując się w jej przejęty głos, pełen współczucia. Nie znała mnie, ani mojej historii, a mimo to poczuwała się do solidarności.
- Byłam głupia - powiedziałam w końcu, wciąż wpatrując się w jedno z pudeł. - To ja zakończyłam nasz związek, ale teraz nie mogę dopuścić do siebie myśli, że ktoś zastąpił moje miejsce u boku jego i Violetty.
- Po prostu go kochasz.. Nie powinno się przepraszać za miłość, tak jak płakać nad przeszłością. Zamiast tego zadbaj o przyszłość. Jeśli los chce, żebyście byli jeszcze kiedyś razem, to wasze drogi się skrzyżują.
- Wierzysz w to? - Po raz pierwszy na nią spojrzałam. - W jedyną i prawdziwą miłość.
Widziałam, że się zawahała, ale szybko dodała:
- Wierzę. Miłość nie jest idealna. - Pogłaskała moje kolano i podała chusteczkę, którą głośno wytarłam nos.

Następny dzień powitałam z lekkim ćmieniem głowy. Za oknem szalał wiatr, a niebo przysłoniły chmury, ale mimo to termometr pokazywał dość dużo kresek. Zamiast służbowej koszuli na długi rękaw, ubrałam zwykłą bokserkę w tym, samym ciemnym odcieniu i firmową spódniczkę, do której wpuściłam bluzkę. Włosy jak zwykle związałam w kitkę i zrobiłam makijaż. Ostatnio musiałam używac znacznie większej ilości pudru, aby zatuszowac sińce wokół oczu. Ilekroc wspominałam o nich lekarzowi, oglądał je z uwagą, mrucząc coś pod nosem, ale nic nie mówił. Na razie wolałam nie pytac. Łyknęłam niebieską tabletkę i popiłam ją sokiem pomarańczowym.

Powietrze było dośc ciężkie, lecz przyjemną ochłodę stanowił lekki wiatr. Chyba zanosiło się na burzę, pomyślałam, zerkając na poszarzałe od ciemnych chmur niebo i przyspieszyłam kroku. Do restauracji dotarłam w samą porę, bo tuż po przekroczeniu progu luną deszcz.
- Mam nadzieję, że dziś pójdzie ci lepiej - chłodno powitał mnie szef, po czym odszedł.
Zawiesiłam torbę na wieszaku w pokoju dla pracowników i ruszyłam na salę. Dziś pracowałam z jakąś nowoprzyjętą, dwudziestokilkoletnią dziewczyną. Wyglądała na mocno spiętą i zdenerwowaną pierwszym dniem w nowej pracy, dlatego kilka razy posłałam jej zachęcający uśmiech. W końcu, kiedy nadeszło popołudnie z ulgą stwierdziłam, że ani mi, ani mojej młodszej koleżance nie przydarzyło się dziś nic złego, co niepotrzebnie zdenerwowałoby i tak łysiejącego już i wychudziałego właściciela knajpki.
Gdy w końcu dotarłam do domu, dochodziła osiemnasta. Odświeżyłam się i poprawiłam makijaż, po czym w pełnej gotowości stanęłam przed szafą w poszukiwaniu stroju na wieczór. Po paru minutach wertowań pułek zdecydowałam się na morelową sukienkę, do której dobrałam zwykłe balerinki w jaśniejszym odcieniu, a włosy pozostawiłam rozpuszczone. Przeglądnęłam się ostatni raz w lustrze, po czym wyszłam.

- Hej, świetnie wyglądasz! - W progu powitał mnie Pablo.
- Cześc! - Zaraz obok niego pojawiła się Monica.
Przytuliłam obojga i podałam kobiecie kupione w drodze wino. W salonie stał stół, nakryty białym obrusem, a na nim rozłożona już była zastawa.
- Ja dziękuję - powiedziałam, kiedy Galindo rozlewał do lampek czerwony trunek.
- Daj spokój, mamy weekend, każdy zasługuję na trochę odpoczynku.
- Nie mam ochoty - zaprzeczyłam. Przy mojej terapi i tabletkach, które zażywałam, alkohol był nie wskazany, a wręcz wykluczony.
Mężczyzna popatrzył na mnie dziwnie, ale nie oponował, nalewając do kieliszka zwykłej wody. Uśmiechnęłam się do niego w geście podziękowania.
- Myślę, że od początku sierpnia powinniśmy zacząc układac plan zajęc, koncertów i przede wszystkim już teraz zawiadomic nauczycieli i uczniów. No i trzeba też otworzyc nowe listy naborów - wyliczałam, pochłaniając kolejne kęsy kurczaka.
- Chcesz zachowac całą kadrę? - zapytał dla pewności Pablo.
- Oczywiście. Jak najszybciej musimy spotkac się z Beto i Gregoriem. Wiem, że różnie z nim bywa, ale też jest częścią Studia.. Ja sama dalej poprowadzę zajęcia ze śpiewu, ale trzeba będzie pomyślec o jakimś zmienniku - westchnęłam. Zarządzanie szkołą jednak nie było takie proste.
- Damy radę. - Mrugnął porozumiewawczo mężczyzna.
Resztę wieczoru spędziliśmy na pogawędkach o wakacjach i wspomnieniach dzieciństwa, opowiedziałam też o swoich doświadczeniach nabytych we Włoszech.
- Angie, chcieliśmy.. - rzekł mój przyjaciel, kiedy po skończonym posiłku, całą trójką zasiedliśmy w fotelach.
- Pablo i ja chcieliśmy oficjalnie zaprosic cię na nasz ślub - dokończyła Monica, podając mi białą kopertę. - Zastanawialiśmy się też, czy zechciałabyś zostac moim świadkiem.
- T-tak, jasne - odparłam mile zaskoczona, oglądając kartkę, w środku widniała dokładna data wesela.
- Dwudziesty ósmy lipca.. to już za dwa tygodnie! - wykrzyknęłam zdumiona. Para przytaknęła.
Jeszcze raz podziękowałam za zaproszenie i zebrałam się do wyjścia. Ustaliliśmy z Pablo, że w poniedziałek po pracy spotkamy się z kolegami ze starej pracy i wyszłam.

Następnego dnia mogłam pozwolic sobie na dłuższe lenistwo, zmianę w restauracji rozpoczynałam dopiero wieczorem, kiedy to miał odbyc się jakiś mały bankiet. Kiedy z paczką chipsów zasiadłam przed telewizorem, zapikała moja komórka.

Potrzebuję Cię do pomocy w przygotowaniach.
Widzimy się wszyscy o 15:30 w lokalu.

                                                                 Marco
- Cholera - zaklęłam pod nosem, czytając SMSa od szefa. Do umówionej godziny pozostało nie całe pół godziny. - Ten to ma wyczucie czasu. 
Poprawiłam makijaż, chwyciłam torebkę i wyszłam z mieszkania. Pogoda tego lata była wyjątkowo kapryśna, na niebie znów górowały chmury, lecz gdzieniegdzie wyglądało słońce. Wsunęłam w uszy słuchawki i nastawiłam ulubioną piosenkę 3 Doors Down. 
And all these days I spent away. I'll make up for this, I swear.. - zanuciłam. 
W rytmach ulubionego zespołu dotarłam do restauracji. W środku panował już gwar, moi współpracownicy biegali od stolika do stolika, rozkładając przekąski i napoje, inni zamiatali podłogę, czy zmieniali ustawienie krzeseł pod dyktandem wyraźnie spanikowanego szefa. 
- No jesteś wreszcie! - warknął, widząc mnie w drzwiach. - Natychmiast się przebrac i do roboty!
Kątem oka zauważyłam, że Monica posyła mi porozumiewawczy uśmiech który odwzajemniłam, wlekąc się na zaplecze. 
Z okazji bankietu kelnerzy mieli wyjątkowo ubrac się czarno - białe stroje. Żeńskiej części przypadała ciemna spódnica i biała koszula. Wsunęłam na nogi baletki i spięłam włosy w ciasnego, wysokiego koka. Kiedy wróciłam na salę, znalazłam się w samym środku kłótni pomiędzy Marco i jego najmłodszej pracownicy, której często pomagałam. 
- Mam dośc tego, jak nas traktujesz! - krzyczała.
- Grzeczniej, w każdej chwili mogę cię wyrzucic! - odgrażał się mężczyzna.
- Chyba wystarczy, weźmy się do pracy. - Złapałam dziewczynę za ramię, przerywając im. 
- W końcu mówisz z sensem - mruknął nasz szef i rzucając kilka uwag w stronę obsługi kateringu, zniknął za drzwiami kuchni.
- Dzięki, jeszcze chwila i wydrapałabym mu oczy..
- Sama czuję nóż w kieszeni. Jestem Angie.
- Isabella, ale mów mi Bell. 
Obie zabrałyśmy się za nakrywanie obrusem stołów. Ukradkiem zerkałam na wciąż poczerwieniałą twarz koleżanki. 
- Tak, jestem tu tylko ze względu na dziórę w budżecie - zaśmiała się w pewnym momencie, a moją twarz oblał rumieniec.
- Nie chcia..
- W porządku. To nie jest szczyt moich marzeń, ale potrzebuję pieniędzy, mam niepełnosprawną siostrę, mój ojciec jest w starszym wieku, mama nie żyje, rzuciłam faceta dla innego, ale ten z kolei mnie nie chce.. Życie - mruknęła, prostując biały materiał. - A ty co tu robisz? Też nie wyglądasz na spełnioną. 
Już miałam otworzyc usta, kiedy ponownie przystąpił do nas szef, wrzeszcząc, że za kwadrans zacznął schodzic się goście. 
- Pogadamy po armagedonie - uśmiechnęła się Bell, lecz szybko przybrała kwaśną minę, idąc za przełożonym po kolejne przekąski. 
Kilka minut później sala zapełniła się biznesmenami. Chwyciłam z zaplecza tacę z szampanem i ruszyłam na salę, rozdając lampki gościom. Szybko wydałam wszystkie i wróciłam do kuchni po kolejną serię. W drzwiach minęłam się z Monicą. Wymieniłyśmy uśmiechy i wtopiłyśmy się w tłum. Nie mogłam wyjśc z podziwu, jak takie bankiety mogą byc nadzwyczaj nudne. Zaproszeni goście nie robili nic poza wymienianiem uwag z pracy, czy dyskutowaniem o walucie i polityce. Jak German wytrzymywał na takich spotkaniach, pomyślałam. 
Gdzieś między ludźmi mignęła mi znajoma twarz, nie był to jednak nikt z pracy, czego byłam pewna, pomimo ułamka sekundy, w jakiej mogłam przyglądnąc się osobie. Szybko niestety zgubiłam ją wśród tłumu. 
- Przekąski - syknął Marco, nagle pojawiając się u mojego boku. 
Posłusznie wróciłam na zaplecze i zwinęłam tacę z czymś, co w żadnym razie nie przypominało jadalnej rzeczy.
- Może się pan poczęstuje? - pytałam uprzejmie napotykanych ludzi. ŻRYJ, DZIADU!
Nikt nie miał specjalnie ochoty na specjały przywiezione z kateringu. Może wyczuli z daleka, że chcemy ich otruc? 
Znużona, stanęłam obok jednego ze stołów. Dochodziła północ, a co więcej nie miałam pojęcia, do której godziny będzie trwało przyjęcie, a później spotkanie. Westchnęłam na samą myśl o niekończącej się nocy i czmychnęłam w głąb sali, widząc zbliżającego się szefa. Ku mojemu nieszczęściu sytuacja sprzed dnia powtórzyła się i znów niezdarnie potknęłam się o własne nogi, lądując na którymś z gości. Zielony sos, którą rozdawałam do strączków wylądował na twarzy mężczyzny. Podniosłam głowę i zdębiałam, pode mną równie zdezorientowany leżał German. 

________________________
Pamparam, 126 rozdział za nami.
Powitajmy również nową postac, fanom OUAT jej sylwetka jest z pewnością dobrze znana.
Germangie, a jakże, proszę bardzo. :D
Także ten.. XD Mam nadzieję, że rozdział się Wam podobał i do następnego!

Całusy,
Wiktoria

3 komentarze:

  1. uuuuuuu, aaaaaa angie na germanie szkoda że nie w innej sytuacji xD, tak na poważ nięc super czekam na next < tak tradycyjnie xd >

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciągle German XD
    Ja to wiedzialam...
    No cóż... German to chuj, wiadomo i w ogóle
    Monablo albo Panica HHAHAHAHA <333 lofffff duży!
    Ogólnie genialnie czekam na nexta.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jajaajajajajajajj! Zgadnij jaka była moja reakcja, gdy blogger wyświetlił, że dodałaś nowy rozdział, a koło niego pojawiło się zdjęcie Bell/Belli/dziewczyny Oscuro? XD Podpowiem, że zaklęłam szpetnie, podskoczył, znowu zaklęłam i cały rozdział czekała, aby dowiedzieć się kim jest. Rozdział oczywiście wspaniały. Żadna nowość, nie? :D Akcje Germangie mnie rozbrajają XD Słodcy są. Ponica się żeni :D Tak ich nazywam. Kojarzy mi się z kucykami My Little Pony, ale dobra XD Ubóstwiam ich. Angeles dziarską zajmuje się szkołą. :D Ale wracając do Bell, to jej sylwetka przypomina mi serialową Bellę. Ma ojca, poświęca się dla innych, rzuciła Gastona dla gostka, który jej nie chcę (mój Rumplestiltskin kochany :D). :D Śmiałam się jak głupia z przekreślonych tekstów. I z porządku alfabetycznego. I z grawitacji XD Też tak kiedyś przywaliłam. Kolega gadał na angielskim z moją kumpelą i nagle się mnie o coś pyta, a ja ni stąd, ni zowąd "To przez grawitację!" XD Normalka. Jeeeeeeny, dalej obczajam Bell. Jakoś nie wierzę, że mogłaby wydrapać komuś oczy XD Moment, muszę się uspokoić. Poczekaj chwilę...................................................................................................................................................................................................................................................................Tak, już lepiej. Świetny tekst. :D Uwielbiam Twoje rozdziały. Ej, właśnie ogarnęłam, że masz na imię Wiktoria XD Wiem, jestem bystra jak Andres. :D Pewnie już mi kiedyś mówiłaś, ale ja mam problem z imionami. Ostatnio dyrektorka się pytała, kto jest moim wychowawcą, a ja nie pamiętałam nazwiska. Dobrze, że przyjaciel był obok i powiedział XD Aaa, znowu zeszłam z tematu. Rany Julek, komentów pisać nie potrafię :D Pozdrawiam ~B

    OdpowiedzUsuń