czwartek, 2 października 2014

Rozdział 128

Nazajutrz rano zadzwoniłam do Marco, że dziś, ani ja, ani Bella nie pojawimy się w pracy. Dziewczyna spała jeszcze w mojej sypialni, gdzie pościeliłam jej tuż po powrocie do mieszkania, a sama zdrzemnęłam się na kanapie. Nasz szef nie wykazał przyjaznej inicjatywy i z nieodzowną złośliwością zdobył się na kilka komentarzy, ale niechętnie przystanął na udzielenie nam jednodniowego urlopu.
Zadowolona z pozytywnie zakończonej misji, podreptałam do kuchni i przygotowałam talerz tostów z serem i szynką. W chwili, gdy kończyłam parzyć kawę, w progu stanęła zaspana brunetka. Jej oczy były podpuchnięte i zaczerwienione, włosy rozczochrane, a na policzkach zalegały pozostałości tuszu. Domyśliłam się, że musiała przepłakać pół nocy, ale posłałam jej zachęcający uśmiech i zaprosiłam do stołu.
- Jak to jest, że ty masz zawsze tyle energii? - zapytała, upijając łyk napoju.
- O to samo mogłabym zapytać ciebie.
- Wiesz, że jesteśmy spóźnione do pracy, nie? Marco nas zabije.. - westchnęła, opierając brodę o kremowy blat.
- Dzwoniłam do niego i uprzedziłam, że dziś nie przyjdziemy.
- Wylecimy, jak nic..
- Nawet był miły - zaśmiałam się.
Nastała chwila ciszy. Dziewczyna z głową ułożoną na stole skubała brzeg tosta, a ja zastanawiałam się, jak zacząć rozmowę i ją pocieszyć.
- Wiesz, Bell..
- Wiem - przerwała mi. - Muszę się ogarnąć, wciąć w garść i skończyć z tamtą robotą.
- To też - przyznałam. - Ale przemyślałam to wszystko i myślę, że powinnaś jeszcze raz porozmawiać z Erickiem.
Brunetka gwałtownie się wyprostowała i wlepiła we mnie aromatycznie zielone oczy, tak, że poczułam się nieco zakłopotana.
- Żartujesz? Nie mam mu nic do powiedzenia.
- Ale on tobie najwidoczniej tak, skoro wczoraj cię odnalazł.
- Myślałam, że wszystko wczoraj ustaliłyśmy.
- Ja też, skarbie, pamiętasz co mówiłam? Że jeśli ludzie mają być ze so..
- To nie bajka, Angie! Nie jestem tą Bellą, księżniczką, która pokochała Rumpelstiltskina, a on mimo przeciwności losu robił wszystko, by byli razem. Nie jestem też Tonks z serii J.K Rowling o Harrym Potterze i nie będę już starała się przekonać swojego Remusa do tego, że mimo wszystko kocham właśnie jego. Nie jestem też tobą, Angie, nie będę cierpieć z miłości do faceta, który przez cały czas pokazywał, że ma mnie gdzieś..
Uśmiechnęłam się słabo, nagle czując nieprzyjemną gulę w gardle.
- Mam nadzieję, że wiesz, co robisz. - Przytuliłam ją.
- Powiesz mi, jak ty to robisz? - zaśmiała się. - Jak to jest, że mimo tego wszystkiego, czego doświadczyłaś, choroby i problemów, promieniejesz i ciągle myślisz o innych.
- Jeśli nie mogę pomóc sobie, to chcę być przy moich bliskich - odpowiedziałam.
W tym momencie rozległo się ćwierkanie mojej komórki. Na wyświetlaczu pojawił się numer Pabla. Bell ulotniła się z kuchni, natomiast ja odebrałam telefon.
- Cześć, Angie, gdzie jesteś? Czekamy na ciebie, Gregorio zaczyna się niecierpliwić..
- Cholera - zaklęłam. Zupełnie zapomniałam o spotkaniu z nauczycielami Studia. - Dajcie mi kwadrans, zaraz będę - rzuciłam i zakończyłam połączenie. W locie chwyciłam torebkę, przeczesałam dłonią włosy i ruszyłam do wyjścia, w porę przypominając sobie o mojej lokatorce.
- Bell, słuchaj, muszę na moment wyjść, ale..
- Daj spokój, leć. Ja też się zbieram i wracam do mieszkania, tato na pewno się niepokoił. Widzimy się w pracy.
Kiwnęłam głową i popędziłam na spotkanie.

Do Resto, gdzie byłam umówiona dotarłam parę minut później. Wnętrze znacznie się zmieniło; stoliki były ustawione w inny sposób, nowo ustawioną scenę zapełniały instrumenty, a na kremowo - czerwonych ścianach były namalowane nuty i wisiały zdjęcia moich starych uczniów, W miejscu przy oknie zauważyłam znajomych.
- Cześć. - Posłałam im ciepły uśmiech i zajęłam miejsce pomiędzy Pablem, a Beto. - Przepraszam za spóźnienie.
- Kochana! - Roberto rzucił mi się na szyję, wywracając przy tym cukierniczkę. - Tak się cieszę!
- Ta, my też - mruknął Gregorio, któremu złośliwym prychnięciem zawtórowała Jackie, ale przez ułamek sekundy zdawało mi się, że jego oczy zaświeciły radośnie. W duchu pomyślałam, że spróbuję się dowiedzieć więcej o jego pobycie w Rzymie, kiedy spotkaliśmy się na jednej z ulic.
- Was też miło widzieć - uśmiechnęłam się. - Dobrze, przejdźmy do konkretów. Wszyscy mamy świadomość tego, co stało się z naszym przyjacielem,, - zaczęłam, czując na kolanie dłoń Pabla. Podziękowałam mu w duchu za wsparcie i kontynuowałam. - W wyniku ostatniej woli Antonia, po jego odejściu to ja jestem właścicielką Studia - powiedziałam odważnie.
Beto zastygł z ciastkiem w ustach, Gregorio, jakby nagle zbladł, a Jackie zakrztusiła się kawą i wlepiła we mnie mordercze spojrzenie. Na pewno była wściekła i rozczarowana, że to nie jej, jako siostrzenicy zmarłego przypadł spadek. Sama kilkakrotnie zastanawiałam się nad tym, dlaczego mężczyzna nie powierzył swój dobytek komuś z rodziny, choćby związanej ze szkołą artystyczną Jackie.
- Ja też nie do końca rozumiem decyzje Antonia.. Początkowo chciałam zrzec się spadku, ale - Tu spojrzałam na Pabla - po dłuższych przemyśleniach zdecydowałam się na poprowadzenie Studia i.. potrzebuję waszej pomocy.
- M - możesz na mnie liczyć, Angie! - wyrwał się Roberto, któremu posłałam szczery uśmiech.
- Gregorio, Jackie? - Spojrzałam na nich wymownie.
- Cóż.. Ktoś musi pilnować, żebyś nie sprowadziła szkoły do bankructwa - dodał tancerz, usilnie obojętnym tonem.
- Świetnie.
- Jackie? - spytał Pablo. Kobieta siedziała z rękami skrzyżowanymi na piersiach i dzikim wzrokiem, wlepionym w cukierniczkę. - Bez ciebie sobie nie poradzimy..
- No to macie problem - syknęła, chwyciła torebkę i z hukiem opuściła lokal.

- Całkiem nieźle poszło - zaśmiał się Pablo w drodze do mojego mieszkania.
Od jutra, popołudniami mieliśmy spotykać się całą kadrą, planując nowy rok szkolny. Musiałam też pomyśleć o dodatkowym nauczycielu na miejsce Jackie.
- Hej, będzie dobrze. - Przyjaciel objął mnie ramieniem, tak że wtulona w niego i nieco uspokojona szłam dalej.
- Jak przygotowania do ślubu?
- Dobrze, to nie będzie wielkie przyjęcie, ale roboty jest sporo, został tydzień.
- Pablo, jeśli mogłabym wam jakoś pomóc, to..
- Wiem, dziękuję. - Wymieniliśmy uśmiechy i w dobrych nastrojach rozeszliśmy się do domów.

Kolejne dni minęły pracowicie. Rankiem pędziłam do restauracji, a popołudnia spędzałam w Resto z nauczycielami. Dotąd nie udało nam się znaleźć kogoś konkretnego na miejsce Jackie, ale starałam się myśleć pozytywnie, w końcu tyle czasu pracowaliśmy w czwórkę.
Każdy z nas mocno odczuł brak Antonia, kiedy po raz pierwszy przekroczyliśmy próg Studia. W wakacje, w połowie sierpnia, to on zawsze otwierał szkołę i witał wszystkich w gabinecie na otwarciu rady pedagogicznej.
Budynek nie zmienił się z zewnątrz, jak i w środku. Wciąż dominowały tam abstrakcyjne kolory, tęczowe poduszki, którymi obłożone były fotele w korytarzach. Drzwi do głównej sali dalej pokrywały klawisze pianina, a na ścianach wisiały tabla ze zdjęciami absolwentów szkoły.
Jednak miałam świadomość, że największy ból sprawi mi przemowa na otwarcie nowego roku szkolnego. Jak zareagują uczniowie na wprowadzone zmiany? A może nie podołam zadaniu?
Pablo na każdym kroku starał się dawać mi do zrozumienia, że mogę na nim polegać, jeździł na spotkania z dawnymi sponsorami i pomagał mi w załatwianiu ubezpieczeń oraz formalności z firmami dostawczymi. Rewanżowałam się pomocą z kateringiem i wystrojem sali, choć w końcu sama przed sobą musiałam przyznać, że stres i praca nie działają na mnie korzystnie.
- Panno Saramego, zdaje sobie pani sprawę z tego, że taki tryb życia, jaki pani prowadzi jest niedopuszczalny?
- Chcę zachowywać się normalnie. Sam pan mówił, że guz, to nie wyrok.
- Zgadza się, ale musi być pani świadoma ryzyka! Tabletki, które pani bierze najwidoczniej działają u pani odwrotnie - szkodzą, zamiast pomagać.
- Nie rozumiem, zawroty głowy, nudności i halucynacje mijają, gdy je wezmę.
- To efekt krótkotrwały, wyniszczają pani organizm. Musi pani odstawić leki.
- I pozwolić się zabić?! - straciłam kontrolę. - Obiecał pan! Na swoje wąsy..
- Obiecałem i zamierzam dotrzymać słowa - rzekł łagodnie. - Będziemy kontynuować radioterapię i jednocześnie szukać zastępczych lekarstw. Do tego czasu proszę się oszczędzać.
Milcząc, kiwnęłam głową i wyszłam z gabinetu, przed którym czekał na mnie spanikowany Pablo i szczera rozmowa.
- I co? Angie, jak się czujesz? - Złapał mnie pod rękę i zaprowadził na krzesło.
- Spokojnie, nic mi nie jest, to zwykłe omdlenie.
- Proszę, nie trzymaliby cię tam tyle. Monica mówiła, że to nie pierwszy raz, kiedy po kryjomu łykasz jakieś proszki.. Co się dzieje? Jesteśmy przyjaciółmi, możesz mi powiedzieć..
Troska w jego głosie wierciła w moim sercu. Westchnęłam i przymknęłam powieki, a głowę oparłam o ścianę. Przyszedł czas na wyznanie prawdy.
- Mam guza mózgu.
Usłyszałam, jak mężczyzna wydaje z siebie niemy okrzyk zdziwienia i świdruje mnie spojrzeniem. Najwidoczniej nie wiedział, co powiedzieć, ale nie oczekiwałam tego.
- To jeszcze nic nie znaczy, Angie. Przecież..
- Wiem, - Uśmiechnęłam się do niego. - Walczę z tym od kilku miesięcy, przepraszam, że ci nie powiedziałam, ale chciałam dalej żyć, jak kiedyś, bez wyrzeczeń. I spójrz, jestem silna.
- Zawsze byłaś. - Przytulił mnie.

_____________________________
Witam, witam i o zdrowie pytam. :D
Oto mamy rozdział nr. 128.
Pablito poznał prawdę, Angie choruje, Studio ruszyło, co dalej przyniosą moje szatańskie pomysły? XD

Do przeczytania,
Wiktoria!

PS. Po prawej stronie pojawiła się ankieta, na której bardzo mi zależy, także wszystkich czytelników gorąco proszę o odpowiedź. :)

8 komentarzy:

  1. Świetny rozdział :)
    Martwię się o Angie... :( A co jeśli zacznie się szkoła a ona nie wytrzyma psychicznie i wykituje? Wiem, że obstawiam najczarniejszy scenariusz, ale to co się tutaj dzieje jakoś dziwnie na mnie wpływa... :D
    Czekam na nexta :**.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PAULINKA! ♥♥♥♥♥♥
      Dziękuję za miłe słowa, wszystko się rozwiąże... mam nadzieję. XD

      Usuń
  2. Rozdział świetny !
    Dobrze, że Pablo dowiedział się o tym, że Angie ma guza mózgu. :) Dlaczego ojca Violetty nie było w rozdziale ?
    Czekam na next !
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sierota jeszcze się pojawi, spokojnie. XD Dziękuję, pozdrawiam również. :)

      Usuń
  3. Rozdział świetny, Angie...
    Zapraszam do mnie-----http://germangiemojahistoria.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń