Wciąż wzburzona przysiadłam na krawężniku. Serce kołatało mi w piersi, a obraz niebezpiecznie się kręcił. Powoli zaciągałam powietrze nosem i wypuszczałam ustami. Przymknęłam powieki, odliczając w myślach do dziesięciu.
Próbowałam analizować to, co wydarzyło się niecałą minutę temu, lecz w mojej głowie panował zupełny chaos. Przed oczami cały czas miałam oburzoną minę Germana i jego kpiąco - bezczelny ton. Jak on śmiał zwracać się do mnie w taki sposób? Jedno było pewne - bez wątpienia udało mi się wzbudzić złość w szwagrze. Ta myśl w zadziwiający sposób podnosiła mnie na duchu.
Gdy cień przysłonił mi słońce, przypomniałam sobie, że kilkanaście metrów dalej zostawiłam Ivi i Emilio. Uniosłam głowę, spoglądając na nich. Włosi przyglądali mi się z góry z badawczymi minami.
- W porządku? - zapytał blondyn.
Przytaknęłam skinieniem głowy, podnosząc się z ziemi z jego pomocą.
- Ivi, proszę cię, żebyś następnym razem powstrzymała się od komentarzy pod adresem Violetty.
- Angie, ale ona przecież...
Skarciłam ją znaczącym spojrzeniem.
- Dobrze, przepraszam.
Poklepałam dziewczynę po plecach, złapałam przyjaciela pod ramię i wspólnie, już bez przeszkód wróciliśmy do mieszkania, uprzednio wstępując na zakupy.
- Będziesz to sprzątał! - pisnęłam, uciekając przed mąką, fruwającą dokładnie po całej kuchni.
Emilio i Ivi doskonale bawili się przy przygotowywaniu ciasta na pizzę, ja za to biegałam za nimi ze ścierką.
- Chodź tu. - Mężczyzna złapał mnie od tyłu w pasie i zbliżył pięść z białym proszkiem do mojej twarzy. Śmiejąc się, próbowałam się mu wyrwać, lecz był silniejszy i sprytniejszy. Zwinnym ruchem przyozdobił moją twarz mąką.
- Ej, zakochańce, uśmiech! - Niespodziewanie rozbłysł flesz aparatu i nastolatka uwieczniła nasze szaleństwa na zdjęciach. Zastygliśmy z uśmiechami na twarzy, patrząc w obiektyw. Czułam przyspieszony oddech przyjaciela na skroni i jego dłonie umieszczone na moich żebrach, a stopniowo coraz bardziej czerwone policzki bez wątpienia wyróżniały się pomiędzy bielą.
- Dobra, kolacja się sama nie przygotuje - zaśmiał się mężczyzna, a w chwili, gdy oderwał swoje ciało od mojego, poczułam lekki niedosyt.
- No co? - Zawstydzona wzruszyłam ramionami, widząc zawadiacki uśmiech Ivi. Dziewczynka zaśmiała się pod nosem i uciekła do pokoju, natomiast ja, aby odgonić niezręczne myśli, zajęłam się nakrywaniem do stołu.
Talent kulinarny Emilia po raz kolejny mnie zaskoczył, ośmieliłabym się nawet powiedzieć, że niekiedy zbija z podium nawet Olgę.
Kiedy Ivi zasnęła, wróciłam do salonu, gdzie mężczyzna przeglądał nagrania z odtwarzacza DVD. Wybraliśmy jakiś film akcji, popijając przy tym wino, przywiezione prosto z Włoch przez moich gości.
Zachęcona przez szybko spożyty trunek, wtuliłam się w tors przyjaciela i przymknęłam powieki. Wtem rozległ się dzwonek.
- Spodziewasz się kogoś? - Emilio natychmiastowo się wyprostował.
Pokręciła głową i zdziwiona, podreptałam do drzwi. W progu stał German.
Z niedowierzaniem zacmokałam ustami, opierając się o futrynę. Szatyn wyglądał na zmęczonego.
- Angie, wszystko w porządku? - Obok mnie pojawił się Włoch.
Zobaczyłam jak mój szwagier unosi brwi i prycha pogardliwie.
- To twój nowy facet? - rzucił.
- Emilio. - Blondyn wyciągnął rękę ku szatynowi. - Wracajmy do środka - dodał, gdy ten nie zareagował. Poczułam, jak obejmuje mnie w pasie.
- Masz rację.
Już miałam się odwrócić, kiedy rozległ się stanowczy głos Germana:
- Chciałem porozmawiać.
- Ale ona chyba nie chce rozmawiać z tobą.
- Nikt nie pyta cie o zdanie..
- Ty te..
- Dosyć! - przerwałam im. - Wszystko w porządku, Emilio. - Wyswobodziłam się z jego uścisku. - Wyjaśnię sobie coś z moim szwagrem - wyraźnie zaakcentowałam ostatnie słowo - i zaraz wracam.
Włoch rzucił zirytowane spojrzenie w kierunku Castillo.
- Będę za drzwiami.
Przytaknęłam skinieniem głowy i zbliżyłam się do ojca Violetty.
- Więc o czym chciałeś porozmawiać?
- O nas.
- O nas? - zaśmiałam się, kpiąco. - Nie ma żadnych nas, Germanie. A może pochwaliłeś się narzeczonej? - syknęłam, usiłując spojrzeć w jego oczy, lecz mężczyzna unikał mojego wzroku. - Nie jesteś wobec nas uczciwy, ani szczery. Jesteś nikim. Nie zbliżaj się do mnie. - Chciałam wrócić do mieszkania, lecz ponownie zatrzymał mnie jego głos.
- Nie mów, że o mnie zapomniałaś.
- Nie zapomniałam. - zatrzymałam się, przełykając ślinę i w końcu decydując na szczerość przed nim i samą sobą. - Pamiętam każdy twój dotyk, uśmiech i pocałunek. Wciąż słyszę, jak wołasz mnie przez sen i żegnasz na dobranoc..
- Zniszczyłem to. Zabiłem naszą miłość.
- Nie można zabić czegoś, co dawno było martwe. - Gorzko przełknęłam ślinę, spoglądając na niego. Stał oparty o ścianę ze wzrokiem wlepionym w podłogę.
- Ty naprawdę mnie kochałaś..
- Bardziej niż kogokolwiek - przytaknęłam. Łzy zebrały mi się w kącikach oczu. - Chcę wierzyć, że i ty mnie kochałeś..
German nie odpowiedział. Popatrzył na mnie oczami pełnymi bólu i smutku, po czym podszedł, przysuną do ściany i złożył na moich ustach gorący pocałunek. Nie był ani zbyt gorliwy, ani za delikatny. Oddawał dokładnie wszystko to, co czuliśmy. Był jak ten pożegnalny pocałunek sprzed kilku miesięcy, gdy spędziliśmy pierwszą, wspólną noc.
Zacisnęłam pięści na kołnierzu jego koszuli i mocniej złączyłam nasze wargi. Nie próbował mnie dotykać, lecz zatopił dłonie w moich włosach i tak, jak ja - poddał się chwili, skupiając na tym jednym pocałunku. Każde osunięcie naszych ust krzyczało inną melodią, każde było inne i niepowtarzalne. Nigdy nie całował mnie w ten sam sposób, zawsze zachowywał te nutkę tajemniczości.
W końcu niechętnie oderwaliśmy się od siebie.
- Nie wiem jak, nie wiem kiedy, nie obchodzi mnie czyje usta wtedy będziesz całować.. jesteś moją dziewczyną - wysapał wprost do mojego ucha, po czym zdecydowanie odsunął się i nie obejrzawszy się w tył - odszedł, zostawiając mnie samą.
Moje serce kołatało dwa razy szybciej, niż podczas spaceru, całe ciało trzęsło się niczym w febrze, a kąciki oczu były mokre od kropelek łez.
"Nie rozkleję się" - powtarzałam sobie w myślach, lecz kiedy przekroczyłam próg mieszkania i zobaczyłam siedzącego na kanapie Emilia, po prostu wybuchłam.
Popędziłam do mężczyzny, wtulając się w niego, jakbym chciała wniknąć w jego ciało. Ciepło od niego bijące dawało mi dawno zapomniane poczucie bezpieczeństwa i spokój. Emilio, jakby słyszał moje myśli, bo bez wahania zacieśnił uścisk i począł kciukiem gładzić moje udo.
- Jestem, skarbie, jestem, kochanie - szeptał, obsypując czubek mojej głowy pocałunkami.
Płakałam pierwszy raz, odkąd wyjechałam do Włoch. Stopniowo czułam, jak niewidzialna zapora pomiędzy mną, a emocjami znika i mogę się ich wszystkich wyzbyć razem ze łzami.
Nazajutrz obudziłam się w swoim łóżku, otulona ciepłym kocem. Z kuchni dobiegły mnie rozmowy Ivi i Emilio w ich ojczystym języku. Niby umiałam go, lecz z tego o czym mówili nie zrozumiałam nic. I pomyśleć, że byłam we Włoszech... i to wszystko przez...
Zamknęłam oczy. Wszystko błyskawicznie pojawiło się przed moim oczami - poznanie Javiera, zapoznanie go z szwagrem, wspólne święta, zmiana Germana na lepsze... i na końcu śmierć chłopca, który nic nie zawinił, nic złego nie robił.
Łzy napłynęły do moich oczu, gdy przypomniałam sobie to wszystko. Do tego sytuacja z Germanem.
"Nie wiem jak, nie wiem kiedy, nie obchodzi mnie czyje usta będziesz całować... jesteś moją dziewczyną"
"Zabiłem tą miłość"
- Angie. - do pokoju weszła Ivi, trzymając talerz smacznie wyglądających kanapek. - Płaczesz? - Widząc łzy, odłożyła jedzenie na biurko i przytuliła mnie. Była osobą, która również diametralnie się zmieniła. Każdy się zmienił.
- Wszystko w porządku? - Emilio wszedł do sypialni i usiadł obok nastolatki. - Chodzi o Germana? - zapytał, podnosząc przy tym brew.
- Ten leszczu tu był? - zdziwienie i rozgoryczenie malowało się na twarzy brunetki. No tak, w jednym się nie zmieniła...
- To nie istotne... - wyjąkałam, poprawiając swoje włosy. Nastolatka przewróciła oczami i wyszła z pokoju, mówiąc coś o moim szwagrze. Emilio objął mnie ramieniem, głaszcząc go.
- Chodzi o niego, prawda? - zapytał, wskazując na nasze wspólne zdjęcie, stojące na biblioteczce. Byliśmy szczęśliwi, codziennie zasypiałam w jego ramionach, a pocałunkami, pieszczotami i rozmowami poznawałam go na nowo.
Wstałam z łóżka i wrzuciłam fotografię do szuflady biurka.
- German się zmienił. Nie był taki. Gdybyś nas zobaczył, przed śmiercią... - głos mi się załamał. W dłoni trzymałam zdjęcie ze Świąt Bożego Narodzenia. Czuć było od niego tą magię. Magię nie tylko samych świąt...
- Przed czyją śmiercią? - odwróciłam wzrok w kierunku Ivi, która oparta o framugę drzwi, patrzyła zaciekawionym wzrokiem.
- Javiera. - podałam Emilio zdjęcie, któremu przez moment się przyglądałam. Zainteresowana Ivi, przybliżyła się do Włocha, chcąc zobaczyć chłopczyka.
- To on. - pokazałam palcem na malutką, śmiejącą się istotkę. - Javierka poznałam, gdy Violetta miała problemy zdrowotne. Pamiętam, że zaczepił mnie pytając się czy mam czekoladę... - uśmiechnęłam się na samo wspomnienie pierwszego spotkanie z chłopcem.
- Dowiedziałam się od pielęgniarki, że Javier ma białaczkę i jest pod stałą opieką w szpitalu. Jego rodzice umarli w wypadku samochodowym, a babcia opiekowała się nim, dopóki sama nie popadła w chorobę. On miał tylko 6 lat... - zauważyłam, że Włosi z uwagą przyglądają się fotografii.
- Zapoznałam go z Violettą... i Germanem. Wtedy poznałam go z innej strony, on był zafascynowany Javierem, pokochał go jak rodzic, pokochał go jak ja. Spędzaliśmy z nim czas, przychodziliśmy do niego, a on tak się cieszył na nasz widok... nigdy nie zapomnę jego szczęścia, gdy dowiedział się że spędzi z nami święta. W Sylwestra byliśmy z Germanem w jednym miejscu, spędzaliśmy go razem... nagle zadzwonił Ramallo, asystent przyjaciel szwagra. Powiedział, że stan Javiera się pogorszył. Ja...ja... byłam przy nim jak umarł. - łzy lały się po moich policzkach. - Wszystko pamiętam, wszystko... powiedział, że boli go główka, że jak wyzdrowieje to chcę malować... Nie chciał być sam jak pójdzie ze swoim aniołkiem do nieba... i nie był. Ale odszedł. - szlochałam, nie opanowując emocji. Ivi wtuliła się we mnie, mocząc pojedynczymi łzami moją koszulkę. Emilio objął nas obie.
- Ciii. - szeptał do nas, a ja przetarłam oczy. Nastolatka również już się uspokoiła, patrząc na mnie ze współczuciem.
- Jesteś najsilniejszą osobą, którą znam.. - szepnęła.
Uśmiechnęłam się lekko, dając im znak, że chcę zostać sama. Kiedy wyszli z sypialni, ubrałam się, uczesałam i zrobiłam lekki makijaż.
Po skończonym śniadaniu, rzekłam tajemniczo:
- Chciałabym was gdzieś zaprowadzić.
Emilio i Ivi wymienili spojrzenia, ale przystanęli na propozycję i posłusznie powędrowali ze mną poza mieszkanie.
Przekroczyliśmy bramę cmentarza w ciszy. Powoli ruszyliśmy główną ścieżką, a ja przypominałam sobie pogrzeb Marii, taty i Javiera.
Przemknęłam oczy, cicho wzdychając, skręciłam w szereg równo ustawionych nagrobków. Włosi szli za mną, szepcząc coś do siebie.
- To tutaj. - rzekłam, siadając na ławce przed kamienną płytą. Emilio zajął miejsce
obok mnie, a Ivi stanęła przy nas. To tutaj, kilka miesięcy temu został pochowany Javier. To tu leży jego malutkie, bezwładne ciało. Przygryzłam wargę i wtuliłam się w towarzysza, który gładził mnie po włosach.
- Mam nadzieję, że spotkał tam swoich rodziców i są szczęśliwi. - szepnęła Ivi zduszonym głosem.
Wyobraziłam sobie to. To, jak cieszy się obecnością rodziców. To jak maluje z nimi i opowiada o oddanej mu Angie i opiekuńczym wujku Germania, który ma taaaaki wielki brzusio. Opowiada o wszystkim co widział... Przeżegnałam się i pomodliłam, po czym razem z Włochami, ruszyłam w kolejne miejsce.
- Czemu świat jest taki okrutny? - jęknęła brunetka, idąc, lecz nadal przyglądając się znikającemu już za horyzont nagrobkowi.
- To my budujemy świat i od nas zależy jaki on jest. - odpowiedziałam i ujęłam dłoń dziewczyny. - Teraz chcę, żebyśmy zatrzymali się przy grobie mojej siostry. - zauważyłam na twarzy nastolatki uśmiech. Chyba dobrze pamięta, jak to ona podała się jako Maria Saramego. Emilio również uniósł kąciki swoich ust. Idąc dalej, w końcu doszliśmy do nagrobka.
- Moja mama ją uwielbiała. - westchnął Włoch i cmoknął ustami.
- A ty nie? - udałam oburzenia, parskając przy tym śmiechem. Objęłam moich towarzyszy i w ciszy, obserwowaliśmy nagrobek. Paliło się na nim kilka czerwonych zniczy, a w wazonie czerwona róża- ulubiony kwiat Marii. Uwielbiałam wspominać czasy, gdy Maria po kryjomu wychodziła z domu na randki z Germanem i wracała za każdym razem jedną różą. Gdy jej się oświadczał powiedział, że każda róża to miłość, która na nowo odradzała się z każdym ich spotkaniem. Dlatego je tak uwielbiała.
- Angie. - Ivi dotknęła mojego zaróżowiałego i mokrego policzka... sama nie wiedziałam, że łzy kapały z moich oczu. - Chodźmy już...
Przytaknęłam i ruszyłam z nimi, w stronę wyjścia.
"Może niedługo się zobaczymy" - dodałam w myślach i z lekkim uśmiechem prowadziłam Włochów w kolejne miejsce. Aleje parku były zajętę przez rodziny przechadzające się z dziećmi przed porą obiadową. Udało się nam- staruszkom- przepchać przez tabun dzieci i młodych rodziców. Emilio niespodziewanie objął mnie w talii, zerknąwszy na dzieciaki, które biegły do swojej mamy.
- Czasem też tak myślisz, że nigdy nie będziesz mieć dzieci? - otworzyłam szeroko oczy. Pytanie przyjaciela wytrąciło mnie z równowagi. Miałam Javiera... co prawda nie był on moim synem, ale czułam się jak matka.
- Ja... nie, nie. - pokręciłam głową, zerkając na nastolatka, która beznamiętnie patrzyła w niebo. - Ej, młoda, co ci jest?
- Zdołowałaś mnie. - wybełkotała, mamrocząc coś o mojej siostrze i Javierku. Wypuściłam powietrze nosem, by lekko się uspokoić.
- Angie! - usłyszałam krzyk za swoimi plecami. W moją stronę szedł Pablo, z torbą na ramieniu i trzy..a może dwudniowym zarostem na brodzie. Zdyszany.. i spocony.. podszedł do mnie, przytulając mnie przy okazji.
- Kochana, tak strasznie cię przepraszam za tą moją nadopiekuńczość. - poczułam jak Włoch zabiera rękę z mojej talii. - Po prostu... aa, chyba w niczym nie przeszkadzam... - Pablo zauważył Emilia i stojącą za mną Ivi.
- Nie, nie... Pablo to jest Emilio, Emilio, to mój przyjaciel Pablo. - uścisnęli swoje dłonie, - A to Ivette.
- Ivi, miło mi cię poznać. - przerwała nastolatka, słysząc swoje pełne imię. Uśmiechnęłam się do Pablo, który mierzył wzrokiem blondyna. Chrząknęłam cicho, chcąc zwrócić uwagę bruneta.
- Ee, szedłem do Studia.
- Świetnie, my też się przejdziemy. - oznajmiłam, głaszcząc po plecach nastolatkę, która w końcu się uśmiechnęłam. Pablo również się uśmiechnął, lecz mało entuzjastycznie.
Ruszyliśmy w stronę szkoły, rozmawiając o muzyce. Mogłam zauważyć, że Ivi szybko polubiła bruneta, dobrze im się rozmawiało.
- Czyli Violetta się tam uczyła? - przytaknęłam, na pytanie dziewczyny.
- Ugh... - jęknęła, ale ja uśmiechnęłam się, bo w tym momencie pomiędzy koronami rozłożystych drzew ukazał się kolorowy budynek Studia.
_______________________________
131 rozdział za nami.
Trochę Germangie, a co. :D
Mamy nadzieję, że rozdział się Wam podobał.
Czekamy na wszelkie groźby, prośby, komentarze.
Do przeczytania!
W&Z
supeeeeeer germangie, tylko tyle wystarczyło żebym miała zaciesz na ryju :3 xD,czekam na next, ej a oglądałaś ,, Kosogłosa''
OdpowiedzUsuńI czemu ja mam niedosyt, to ja nie wiem :/
OdpowiedzUsuńStrasznie wciągnęłam się w ten rozdział....
Zwłaszcza po wizycie Germita :D
Mogłabym czytać i nie przerywać...
Ale jaki Germanek słodki... Oooo...
A Emilio nich się nie rozkręca... Bo go przestanę lubić lubić...
I nie będzie lubić lubić, tylko lubić lub tolerować!!!
Łapy przy sobie! Ona ma już księcia z bajki... heheheheeheeeee....
Rozdział MEGA!
Jedyne co mam, to wielką prośbę- Next! I to jak najszybciej!
Nie naciskam :D
Całuski :*
Ooooo genialny rozdział
OdpowiedzUsuńWkoncu trochę Germangie JEST nie moge sie doczekac następnego rozdziału :)
Emilio i Angie = Emiliangie ♥
OdpowiedzUsuńKiedy nowy rozdział????
OdpowiedzUsuńJutro, pojutrze.
Usuń