piątek, 20 marca 2015

Rozdział 134


- Było całkiem przyjemnie - stwierdził Emilio, nabierając głęboko świeżego powietrza.
- Tak. Chyba tak..
- Czego chciał German?
- Teraz chcesz o tym rozmawiać? - parsknęłam śmiechem, chwytając przyjaciela za rękę.
Noc była wyjątkowo ciepła, gwiazdy błyszczały nad naszymi głowami, a ogromny księżyc zdawał się świecić tylko dla nas.
Palce przyjaciela ochoczo splotły się z moimi i jednomyślnie ruszyliśmy przed siebie, opuszczając posesję Castillo.
- Spacer pod gwiazdami, czego chcieć więcej?! - Zadarłam głowę ku niebu. - Dla takich chwil się żyje.
Niemalże czułam, jak Emilio się uśmiecha, dorównując mojemu szybkiemu kroku.
- Gdzieś się spieszymy?
- W jedno miejsce - rzekłam tajemniczo i pociągnęłam mężczyznę wzdłuż głównej ulicy.

- Zamknij oczy - zarządziłam, gdy znaleźliśmy się na miejscu.

- To wieżowiec - roześmiał się Włoch.
Uniosłam prawą brew i kąciki ust, a blondyn odpuścił i wykonał polecenie. Ponownie ujęłam jego dłoń, prowadząc w górę stromych schodów.
- Próg! - krzyknęłam, lecz nim ostrzeżenie dotarło do mężczyzny, runął przed siebie, przygniatając mnie swoim ciężarem.
Wybuchnęliśmy śmiechem, głowa Emilio spoczęła pomiędzy moją szyją, a ramieniem, a sam Włoch podtrzymywał swoje ciało rękami, które otaczały mnie z obu stron, uniemożliwiając ucieczkę.
- Masz piękne oczy - rzekł, onieśmielając mnie spojrzeniem, po czym podniósł się i wyciągnął dłoń w moją stronę. Ujęłam ją i wstałam, nieco śmiejąc z zaistniałej sytuacji. Bez żadnego słowa ruszyłam schodami w górę,  Emilio szedł tuż za mną.
- Tym razem patrz, jak chodzisz - oznajmiłam mu, i choć nie wiedziałam jego twarzy, byłam pewna, że się uśmiechnął.
- Cóż, to nie będzie trudne, kiedy mam przed sobą taki widok. - usłyszałam i roześmiałam się.

Gdy doszliśmy do drzwi prowadzących w to tajemnicze miejsce, zatrzymałam się. 

- Zamknij oczy - nakazałam mężczyźnie, a on marszcząc brwi, wykonał polecenie. Z tajemniczym uśmiechem, otworzyłam drzwi i złapałam Emilia za rękę, który ufnie podążał za mną. Wzięłam wdech, patrząc w górę. Od zawsze ten widok mnie zaskakiwał. 
- Możesz patrzeć. 
Ścisnęłam jego dłoń, a wtedy zerknął na mnie pytająco.
- Spójrz w górę - rzekłam, patrząc nadal w jego oczy.
 Jego ręka objęła mnie w pasie, i jakby niechętnie odwrócił wzrok, na niebo. Westchnął cicho i wspólnie podeszliśmy do barierki. Przed nami rozciągał się wspaniały widok panoramy miasta. Buenos Aires wyglądało nocą jeszcze bardziej imponująco, niż za dnia. 
Przyjaciel objął mnie mocniej, a ja swobodnie się w niego wtuliłam. 
- Nie chcę wyjeżdżać - wyznał cicho, siadając na bruku. Kucnęłam obok niego, spoglądając w błękitne oczy pełne smutku. Mówił to szczerze. 
Przykryłam jego dłoń swoją, widząc jak się uśmiecha. 
- German mnie pocałował - Emilio spojrzał na mnie zdziwiony. - Kochałam go, ale.. coś się zmieniło, zapominam o nim. - Włoch uniósł brwi. 
- Dzięki mnie. - Ni to zapytał, ni stwierdził, przenosząc wzrok na gwiazdy, które wesoło błyskały w naszą stronę. Mocniej ścisnęłam jego palce.
- Boję się, że jak wrócicie, to sobie przypomnę - wyznałam, mimo iż nigdy nie chciałam tego powiedzieć. - Przypomnę sobie, że go kocham..
Emilio poruszył się niespokojnie i wrócił wzrokiem na moją osobę. 
- To wrócę, by zostawić Ivi i... 
- Nie. Nie, Emilio, ty masz we Włoszech swoje życie, rodzinę, pracę, dom.. - uśmiechnęłam się smutno.
- Dom jest tam, gdzie serce twoje..
- Chloe Nei. Wiesz, że literatura to moje drugie hobby? - szepnęłam, rumieniąc się i szybko zmieniając temat. Mężczyzna chyba to wyczuł, bo przysunął się bliżej i ponownie, mocno mnie objął.
- Myślisz, że tam na górze rzeczywiście ktoś jest? 
Zaskoczył mnie tym pytaniem. W dzieciństwie co niedzielę chodziłam z rodzicami do kościoła i siedząc w pierwszej ławce, tuż przed ołtarzem, pilnie odmawiałam modlitwy. Po jednej stronie miałam mamę, po drugiej tatę i patrząc na ich głębokie rozważania, pragnęłam być osobą o równie głębokiej wierze. Z czasem jednak przestałam uczęszczać na msze, słuchać filozoficznych kazań księży i odmawiać pacierz. Nim się spostrzegłam, oddaliłam się od Boga. 
- Myślę, że nic nie dzieje się bez powodu. Nasz los.. jest gdzieś zapisany.
- W gwiazdach? - zadarł głowę ku niebu. 
- Może - westchnęłam tak cicho, że to prawe pewne, iż nie usłyszał. 
Resztę wieczoru spędziliśmy w swoich objęciach, na dachu wieżowca, aby dopiero późną nocą wrócić do mieszkania. 

Nadszedł uroczysty dzień Pabla i Monici. Od czasu kolacji w willi Castillo, nie miała kontaktu ze swoim szwagrem. Jedynie raz mignął mi wśród tłumu studentów, kiedy przyjechał odebrać Violettę ze szkoły. 

Już o piątej nad ranem obudziły mnie złociste promienie słońca i choć było jeszcze wcześnie, postanowiłam wstać. 
W szlafroku i z kubkiem kawy, przysiadłam na parapecie, wpatrując się w panoramę miasta, które powoli wyłaniało się spomiędzy szponów mrocznej nocy. 
- Lekarz kazał ci odstawić kofeinę. - Usłyszałam za sobą głos Emilio. - Oddawaj.
Szybko upiłam jeszcze łyk napoju i podałam kubek mężczyźnie, który bez namysłu opróżnił go w całości.
- Nie boisz się zarazków? - zakpiłam.
- Kiedy w końcu cię pocałuję, to nie będzie ważne - odrzekł z triumfalną miną. 
Mimowolnie na moje usta wkradł się uśmiech i speszona, odwróciłam wzrok, czując, że wciąż na mnie patrzy.
Zapanowało milczenie. Słońce raziło mnie w oczy i piekło w twarz, a mimo to wciąż byłam przyklejona do okna. 
Nagle poczułam, jak dłonie mężczyzny oplatają moje biodra. Jego tors przywarł do moich pleców, a usta spoczęły za uchem. 
Przymknęłam oczy i rozchyliłam usta pod wpływem pieszczoty, czując, jak powoli miękną mi kolana. Na szczęście moje bezwładne ciało napotkało opór w postaci ramion Emilio i nim się obejrzałam, moje ramiona, twarz i dekolt zostały zasypane pocałunkami. 
- Cholera - jęknął mężczyzna. - Jesteś taka.. nie umiem się powstrzymać.
- Proszę - wysapałam, obdarowywana pieszczotami. Włoch sumiennie omijał usta, za to drażnił swoimi wargami moją brodę, nos, policzki. 
- Lepiej idź się zbierać, bo stojąc przede mną naga, w samym szlafroku, cholernie mnie kusisz - mruknął wprost w moje włosy. 
Zaśmiałam się i wyrwałam przyjacielowi, ostatni raz posyłając z progu szelmowskie spojrzenie. 

Przed południem przygotowałam sukienki dla siebie i Ivi oraz garnitur Włocha, po czym zabrałam nastolatkę do fryzjera. Uroczystość miała rozpocząć się o trzynastej, toteż miałyśmy jeszcze chwilę na profesjonalne przygotowanie. Stylistka pokręciła zwykle proste włosy dziewczyny i luźno opuściła na jej ramiona, po czym zabrała się za układanie mojej fryzury.

- Życzy sobie pani coś specjalnego?
- Raczej coś wygodnego i prostego, ale eleganckiego.
- Nie ma sprawy. - Kobieta w średnim wieku porwała do pracy blond kosmyk. - Bardzo wypadają. - Przeczesała je palcami.
I rzeczywiście; na jej dłoni kłębił się duży pęk moich włosów. Przypomniała mi się jedna z rozmów z lekarzem, kiedy ostrzegł mnie przed następstwami choroby. Automatycznie w mojej głowie pojawił się widok ludzi z ogolonymi głowami, których spotykałam w klinice.
- Proponowałabym podcięcie końcówek, może nawet do ramion. - Z zamyślenia wyrwał mnie głos kobiety. - Cebulki się odbudują, odżyją.
Bez słowa kiwnęłam głową, pozwalając fryzjerce pracować. Najpierw umyła i wysuszyła mi włosy, a następnie po rozczesaniu, chwyciła nożyczki i rozpoczęła strzępienie końcówek.
Z mieszanymi uczuciami wpatrywałam się, jak dotychczas moje długie loki, szczelnie wypełniają podłogę wokół fotela.
Kiedy włosy sięgały mi już do połowy szyi, stylistka podkręciła końcówki i spryskała je lakierem. Zerknąwszy w lustro ujrzałam zupełnie inną osobę.
- Ulala - zagwizdała Ivi, widząc mój nowy look.
Czułam się taka lekka i bezwładna, jakby cały ciężar nagle zniknął. Może nawet zaczynało mi się podobać?
- Myślisz, że Emilio się spodoba? - zapytałam, jeszcze raz podziwiając swoją nową fryzurę w odbiciu szyby sklepu.
- Och, na pewno - parsknęła śmiechem nastolatka.
W dobrym humorze wróciłyśmy do mieszkania, gdzie Włoch właśnie zażywał kąpieli. Kiedy wkroczyłyśmy do salonu, stanął nieruchomo z rozdziawionymi ustami.
- I jak? - zatrzepotała rzęsami Ivi.
- Bella - westchnął, onieśmielając mnie spojrzeniem. Zachichotałam przypominając sobie nasze pierwsze spotkanie.
Dziewczyna wywróciła oczami i zniknęła za drzwiami łazienki, oznajmiając, że teraz jej kolej na prysznic, natomiast ja, rumieniąc się, popędziłam do sypialni, gdzie również rozpoczęłam przygotowania do wyjścia. Rozpoczęłam od pomalowania paznokci, a następnie wykonałam nieco mocniejszy makijaż. Ubrałam pudrowo-różową, obcisłą sukienkę do połowy uda i kremowe szpilki oraz dobrałam srebrne akcesoria. W dłoń chwyciłam kopertówkę w kolorze butów.
Przyjaciel powitał mnie minął sprzed kilkunastu minut, jednak tym razem pojedyncze komplementy stłumiła Ivi, ubrana wyjątkowo w błękitną sukienkę. Nigdy dotąd nie widziałam jej ubraną inaczej, niż w jeansy, czy dresy. Prezentowała się bardzo ładnie.
- Ivette. - Emilio podał ramię nastolatce. - Mój aniele. - Zwrócił się ku mnie i całą trójką ruszyliśmy do kościoła.

- Angeles!

Przed świątynia spotkaliśmy rodziców i babcię Pablo. Staruszka wyściskała mnie i ze wzruszeniem przez kilka minut trzymała w objęciach.
- Cukiereczku, tak bardzo to ciebie chciałabym zobaczyć przy ołtarzu z moim Pablitkiem. Och, była z was taka piękna para!
- Mamo, Pablo ma narzeczona - wtrącił się Galindo. - Dobrze cię widzieć, Angie - ucałował moje policzki.
- Państwo również - odparłam. - To moi przyjaciele: Ivi i Emilio.
Włosi wymienili uściski dłoni z krewnymi pana młodego, po czym wspólnie weszliśmy do świątyni i zajęliśmy miejsca w połowie środkowego rzędu. 
Pomachałam ręką stojącemu przy ołtarzu przyjacielowi, na co odpowiedział nieśmiałym uśmiechem. Wiedziałam, że jest zdenerwowany i przejęty, miałam jednak nadzieję, że wie, jak mocno go wspieram. 

Niecałe dziesięć minut później rozległ się weselny marsz i przez środek świątyni przemaszerowała panna młoda, ubrana w śnieżnobiałą suknię, w asyście trzech druhen. Spośród gości wychwyciłam znajome postacie Beto, Gregorio i kilkoro uczniów ze Studia. Obok Leona dostrzegłam Violettę i przez myśl przeszło mi, czy Pablo skusił się zaprosić również jej ojca. 
- Nie, nie zrobiłby mi tego - szepnęłam sama do siebie. 
- Hm? - mruknął Emilio, lekko szturchając mnie łokciem. 
Pokręciłam przecząco głową i położyłam ją na jego ramieniu. 
Właśnie rozbrzmiały słowa przysięgi. Państwo młodzi wymienili się obrączkami, aby chwilę później wpić się w usta małżonka. 
Goście zerwali się z miejsc i zaczęli klaskać, a ja poczułam lekkie ukłucie zazdrości. Nie było już odwrotu, musiałam pogodzić się z tym, że straciłam Pablo na zawsze. Jednocześnie przepełniała mnie duma, cieszyłam się, patrząc na jego szczęście. Zasługiwał na wszystko, co najlepsze. 

- Witam najpiękniejszą dziewczynę na świecie.
Ktoś przysłonił mi oczy, a do nozdrzy doleciał intensywny zapach perfum i tulipanów. 
- Zdradziłeś się - zachichotałam, odwracając w kierunku młodzieńca. 
Jego oczy śmiały się do mnie, a usta same układały w podkówkę. Momentalnie moje kąciki ust również powędrowały w górę i rzuciłam mu się na szyję. 
- Tęskniłam - wyszeptałam pomiędzy czułymi pocałunkami, którymi obdarowywał mnie chłopak. 
- Ja też. Przez cały kurs myślałem tylko o tobie i o tym, jak bardzo cię kocham. 

Od najmłodszych lat byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, lecz w okresie studiów połączyło nas coś więcej. Oboje zapragnęliśmy być dla siebie kimś innym, niż tylko kumplem. 

- Co jeśli któregoś dnia będę musiała odejść? - zapytałam pewnego popołudnia, leżąc z Pablo pośród wysokich traw. Słońce powoli chyliło się ku horyzontowi, w powietrzu czuć było słodki zapach bzu, a gdzieś niedaleko nas trwał właśnie koncert koników polnych. 
- O czym ty mówisz? - nerwowo zaśmiał się brunet. 
- Wiesz.. Co jeśli kiedyś będziemy musieli się rozstać na dłuższą chwilę. Ty wyjedziesz na kolejne warsztaty taneczne, ja poświęcę się gry na skrzypcach.. Co będzie z nami?
- Nic się nie zmieni, Angie. Nic. Wtedy po prostu usiądziemy i poczekamy na siebie. Jeśli się kogoś kocha, to ta osoba nigdy od nas nie odchodzi. 

Wtedy Pablo nie wiedział jeszcze, że mój ojciec dostał propozycję poprowadzenia Studia wraz z Antonio, a ja miałam rozpocząć szkołę na tamtejszym Uniwersytecie Muzycznym. 
Kilka dni później stałam na peronie, czekając z rodzicami na przyjazd pociągu, który miał nas zabrać prosto do Buenos Aires. Dłuższa rozłąka w końcu doprowadziła do naszego zerwania. Choć Pablo nie chciał się rozstać, ja czułam, że im dłużej jestem w stolicy Argentyny, tym mniej tęsknie za starym kątem i uczuciem, które nas kiedyś łączyło. Mimo, że był moją pierwszą wielką miłością, podjęłam decyzję o rozejściu. 

- Źle się czujesz? - Z zamyślenia wyrwał mnie głos Emlio.  Miał przejętą minę i wpatrywał się we mnie z niepokojem. 
- Wszystko w porządku - odparłam, wychodząc z ławki. Emilio i Ivi podążyli za mną, kierując się z pozostałymi gośćmi ku wyjściu. 
Młoda para wsiadła do białej limuzyny, za którą sznurkiem ruszyły samochody zaproszonych. 
Nasza trójka zabrała się z Gregorio, któremu towarzyszył Beto. 
Przez całą drogę czułam na sobie wzrok mężczyzn, którzy komentowali moją nową fryzurę. Nawet choreograf nie szczędził komplementów, co wprowadziło mnie w lekkie zakłopotanie. 
Tuż po wejściu do lokalu, pospieszyłam w stronę Pablo i Monici.
- Wszystkiego, co najlepsze, kochani! - Ucałowałam obojga. - Serdecznie wam gratuluję, zasługujecie na szczęście. 
Jeszcze raz uściskałam przyjaciela, czemu zawtórowali Włosi, podając parze prezent, który wspólnie wybraliśmy. 
Odstąpiłam od nowożeńców i zaczepiłam Violettę.
- Widziałam cię z Leonem, wróciliście do siebie? 
Dziewczyna spłonęła rumieńcem. 
- Nie jest jeszcze idealnie, ale powoli znów uczymy się sobie ufać. A ty? Pablo zaklepany, tato.. no wiesz. A Emilio? 
- To tylko mój przyjaciel - powiedziałam, czerwieniąc się, bo w tym momencie u mojego boku stanął Włoch. 
- Podają obiad, idziemy? - zapytał z uśmiechem. 
Chwyciłam nastolatki pod ręce, udając się do auli. 

_______________________________
I tym oto pozytywnym akcentem kończymy rozdział 134.
Mam nadzieję, że wybaczycie nam nieobecność. 
Było trochę Pangie, Emiliangie, mała wzmianka o Sierocie - do wyboru, do koloru! :D
Mamy nadzieję, że mimo przerw w notkach nas nie opuścicie. 

Do przeczytania!
W&Z

7 komentarzy:

  1. Super! Mega ! Najlepszy blog ever! Ale szczerze to juz bym nawet chciala zeby ta nasza najukochansza byla z sierotą ;( emilo jest słodki i uroczy ale to nie to ... ;D pozdrawiam i czekam z niecierpliwościa na nexta :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jest to hejt , ale rozdziały po prostu robią się nudne . Brakuje mi wcześniejszych , które były bardzo dobre. Codziennie sprawiałam czy nie dodałyscie nexta . Ale mimo to jest dobrze . no ale wiecie German jest mega i liczymy na germangie :D:D pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Milo, ze wyrazasz swoje zdanie, to dla nas bardzo wazne, zeby znac opinie czytelnikow. Choc mnie sama nudzi ta "monotonia", to niedlugo akcja nabierze rumiencow. A moze masz jakis pomysl na inny watek? Chetnie rozpatrzymy wszelkie propozycje! :)

      Usuń
  3. Nie słuchajcie anonima, to było piękne. I jestem meeega złą osobą, która zapomniała ostatnio skomentować. Więc... Bradley James jako Emilio. Moje życie jest teraz piękne *_* Kocham Emilio jeszcze bardziej. I piosenka z zeszłego rozdziału... A German niech się lepiej nie wtrąca, bo nie dorasta Angie do pięt. To absurdalne, ale doszłam do wniosku, że kij z Germanem. Angie powinna hajtnąć się z Emilio i adoptować Ivi. Fajnie by było, nie? :D Angie włosy wypadają. To smutne... :( Ale cieszę się ze ślubu Pablito. Lubię tego misia, no. I w ogóle brakowało mi Czarka w tym rozdziale. Angie pewnie nie XD Ale lubię takie intrygujące wątki. I seriale kryminalne, ale to tak nawiasem mówiąc XD Scena na dachu wieżowca... Kocham <3 I wreszcie czuję, że Gregorio kręci z Beto. Ale ciii! :D Pozdrawiam serdecznie ~B

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne odczucia co do Gregoria i Beto- czy oni aby na pewno są hetero? o,O xD

      Usuń
  4. Heh wprost nie mogę się powstrzymać, przez skomentowaniem tego cytatu "Dom jest tam, gdzie serce twoje" :D Wprawdzie Chloe użyła go w tytule jednego z rozdziałów "Kąsania Piątkowej Nocy", ale nie jest to autentycznie jej tekst :D Nie mniej jednak jestem zadowolona z posłużenia się autorką, czytanej przeze mnie niedawno, serii książek :3
    A wracając do rozdziału: cudo! cudo! cudo! :] Angie z Emilio są tacy uroczy ^^
    Mnie to już wszystko jedno- German, czy Emilio, byleby był jakiś romansik :D (chociaż oczywiście z sieroty ucieszyłabym się bardziej ;P)
    Czekam na next :**

    OdpowiedzUsuń