piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 135


Powoli Słońce chyliło się ku horyzontowi, a zabawa dopiero nabierała tempa. Goście zapełnili parkiet, otaczając parę młodą, która wirowała na środku sali.
Stałam, przyglądając się im, kiedy poczułam, że ktoś obejmuje mnie w pasie. Obok siebie ujrzałam Emilio. Mężczyzna przytulił swój policzek do mojego i zamruczał uwodzicielsko.
- Zatańczymy? - szepnął wprost do mojego ucha, zaraz potem przenosząc usta na obojczyk.
Wzdrygnęłam się pod wpływem łaskotania jego warg i ochoczo pociągnęłam wgłąb parkietu.
Wynajęta kapela przygrywała właśnie jakąś skoczną melodię, w takt której zaczęliśmy podrygiwać. Musiałam przyznać, że Włoch był nie tylko doskonałym kucharzem, ale i wspaniałym tancerzem. Po paru piosenkach zdyszani, ale szczęśliwi i roześmiani opadliśmy na tarasową ławkę. Bezchmurne niebo odsłaniało gwiezdną szatę, pośród której dominował okazały Księżyc. Noc była ciepła, choć towarzyszył jej lekki, orzeźwiający wiatr.
Wtuliłam się w przyjaciela, który okrył mnie swoją marynarką, pachnącą jego perfumami. Nabrałam głębokiego wdechu i przymknęłam oczy.
- Przejdziemy się? - zaproponował.
Skinęłam głową i równocześnie wstaliśmy z ławki, wstępując na jedną z dworskich ścieżek. Alejki oświetlały lampy, ustawione przy krawężnikach oraz wysokie lampy, niczym te, z Opowieści z Narni. Uśmiechnęłam się na myśl o ulubionej książce z dzieciństwa.
- Mam coś na twarzy? - spytał Emilio.
- Pamiętasz, jak mówiłam ci o tym, że kiedyś moją wielką pasją była literatura?
Mężczyzna skinął głową na znak, abym kontynuowała.
- Byłam wychowywana z muzyką, ale kochałam pisać. Wiersze, opowiadania, cokolwiek. Byłam szczęśliwa mając przy sobie po prostu kawałek kartki i coś do pisania.
- Co się zmieniło?
- Po śmierci Marii rodzice uznali, że powinnam położyć nacisk na grę na skrzypcach i śpiew. Próbowali upodobnić mnie do siostry i choć nigdy nie sprzeciwiałam się ich woli, bo szczerze kochałam muzykę, w moim sercu zawsze było pisarstwo. Ostatecznie jednak oddałam się nutom, a marzenia o wydawaniu książek odeszły w kąt. Pamiętam długie rozmowy z ulubioną nauczycielką, kiedyś obiecałam jej, że coś jej zadedykuje - zaśmiałam się na wspomnienie dawnej mentorki.
- Chcesz spróbować od nowa?
- Wiesz, teraz, kiedy nie wiem, ile czasu mi zostało, chcę poświęcić go na coś specjalnego.
- Angie. - Emilio gwałtownie się zatrzymał, puścił moją dłoń, trzymaną dotychczas i potrząsnął mnie za ramiona, patrząc prosto w oczy. - Nie chcę, żebyś myślała w ten sposób - powiedział zdecydowanie. - Jesteś wyjątkowa, jeszcze tyle przed tobą.
Uśmiechnęłam się, wzruszona.
- Wiesz, że nikt mi jeszcze tego nie mówił?
- Jak to możliwe? - westchnął, przytulając mnie.
Oboje roześmialiśmy się, kontynuując spacer. Nawet nie zaważyliśmy, kiedy minęła godzina, a wskazówki zegara powoli zbliżały się do północy. Przed dworkiem zgromadzili się wszyscy goście, a już po chwili czarne niebo rozświetliły sztuczne ognie. Wtuleni w siebie oglądaliśmy widowisko spomiędzy koron rozłożystych drzew. Fajerwerki prezentowały się imponująco na tle migoczących gwiazd, z oddali słychać było okrzyki wiwatujących gości.
- Nie możesz się przeziębić - powiedział Emilio i pociągnął mnie w stronę lokalu.

Kwadrans po północy wszyscy goście ponownie zebrali się w pięknie ustrojonej auli, wznowiono zabawy i tańce. Zaraz po wejściu na salę podszedł do mnie Pablo. Ukłoniwszy się, poprosił do tańca i nie czekając na odpowiedź, zaprowadził na sam środek sali.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwy - mruknęłam. - Zasługujesz na to.
- Wiesz, czasem myślę, co by było, gdybym nie został tancerzem, ty byś nie wyjechała. Może teraz mielibyśmy dom i dzieci?
Zachichotałam.
- Kto wie. Nie umiałam dać ci tego szczęścia, Pablo. Dobrze, że spotkałeś kogoś, kto daje ci takie samo uczucie, jakim ty ją darzysz.
Mężczyzna chciał odpowiedzieć, ale w momencie, kiedy otworzył usta, zastygł  w bezruchu, patrząc przed siebie tępym wzrokiem.
Odwróciłam się, zdziwiona jego zachowaniem i również zamarłam.
- Przyjechałem po Violettę - rzekł German. - Ale może najpierw zechcesz zaszczycić mnie swoją obecnością na parkiecie? - dodał z szarmanckim uśmiechem, wysuwając dłoń w moją stronę,
Poczułam, jak kręci mi się w głowie, jednak zdążyłam zanotować, że ma na sobie odświętny smoking, jego perfumy są nad wyraz mocniejsze, niż dotychczas i rzeczywiście poprosił mnie do tańca.
"Gdzie masz narzeczoną?" - przeszło mi przez myśl, jednak zdobyłam się tylko na lekkie skinienie głową.
Inżynier ścisnął moją dłoń i zaprowadził na sam środek sali. W chwili, gdy mnie dotknął, poczułam znajome ciepło, zalewające mnie od środka. Jednocześnie wypełniła mnie złość, że tak łatwo poddaję się słabości.
Kątem oka zauważyłam, jak Pablo podchodzi do Emilio, który nerwowo rozglądał się po auli. Gdy nasze spojrzenia spotkały się przez krótką chwilę, dokładnie odczułam, że nie jest zadowolony z zaistniałej sytuacji i zamierza przez cały czas pilnować mnie wzrokiem. W duchu ucieszyłam się, że mam przy sobie takiego cichego Anioła.
Szwagier również nie spuszczał ze mnie oka, co bardzo mi schlebiało, ale i nie lada zawstydzało. Wiedziałam, że uważnie mi się przygląda, a co dziwne - w ogóle go to nie krępuje.
Splótł nasze dłonie u jednej ręki, zaś drugą objął mnie w pasie, mocno do siebie przyciągając i zmuszając jednocześnie, abym się w niego wtuliła. Bez cienia protestu ułożyłam rękę na jego ramieniu, czując na swoim policzku muskanie gorącego oddechu. Odwróciłam głowę, lecz wiedziałam, że wciąż na mnie patrzy. Również Emilio bacznie nas obserwował.
- Pięknie wyglądasz - szepnął German wprost do mojego ucha.
Zarumieniłam się, bełkocząc ciche dziękuję. 
Czułam się dziwnie, będąc tak blisko niego. Nasze ciała się stykały i niemalże słyszałam, bicie jego serca, czułam mocną woń perfum i mięty. Za każdym razem, gdy choć na milimetr przesunął palcami po mojej skórze, drżałam, drętwiejąc w jego uścisku.
W końcu melodia ucichła, ustępując miejsca nieco żywszej.
Odsunęliśmy się od siebie. Mężczyzna odważnie patrzył mi w oczy, a z jego ust nie schodził uśmiech. Mnie za to nie było zabawnie. Niepewnie wierciłam wzrokiem podłogę, modląc się, aby ta nagle się rozsunęła, chowając mnie w głębokiej przepaści.
- Dziękuję. - W końcu odezwał się German i chwyciwszy moją dłoń, musnął jej grzbiet.
Przymknęłam oczy w chwili, gdy jego aksamitne usta spoczęły na mojej dłoni.
- Cała przyjemność po mojej stronie - odburknęłam cicho, niepewna swoich słów.
Inżynier uśmiechnął się jeszcze żywiej, po czym siknął głową i zniknął wśród tłumu.
Zakręciło mi się w głowie.
- Wszystko w porządku? - Na tarasie dogonił mnie Emilio.
Łapczywie nabrałam głębokiego oddechu, a ostre, chłodne powietrze wypełniło moje wnętrze, tak, że niespodziewanie zaczęłam kaszleć.
- Przeziębisz się. - Blondyn okrył mnie swoją marynarką.
Schowałam głowę pomiędzy ramiona, pozwalając, aby mnie przytulił.
- Czułem, że to niezbyt dobry pomysł.
- Po prost mnie zaskoczył - wydusiłam. - Wracajmy.

Dwa dni po ślubie Pablo, nadszedł czas na pożegnanie Włochów.
Od rana trwały gorączkowe poszukiwania reszty niespakowanych rzeczy, zagubionych w moim mieszkaniu. Ivi biegała z kąta w kąt, z kolei Emilio, jakby nigdy nic popijał ze mną poranną herbatę. Gdyż, jak twierdził mój cały zapas kawy wyniosły małe irlandzkie krasnale.
- Życie to gra - powiedział niespodziewanie.
- Tak, a my jesteśmy graczami - zgodziłam się. - Na przykład my. Chodzimy na wspólne spacery, jemy wspólne śniadania i wspólne kolacje, sprzeczamy się, opiekujemy sobą, przytulamy. W naszej grze, kto pierwszy się zakocha - odpada - skwitowałam, jakby nigdy nic.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem i powróciliśmy do pakowania walizek. Z wielkim trudem przychodziło mi patrzenie, jak ubywa ich w tym miejscu, myśl, że niewiele ponad trzy godziny dzielą nas od rozstania, sprawiała, że miałam ochotę sprawić, by zostali ze mną. Ale nie miałam prawa ich o to prosić, nie miałam prawa prosić Emilio. Miał we Włoszech swoje życie, swój świat, a ja nie chciałam, żeby był ze mną z litości, chociaż wiedziałam, że nie stać byłoby go na coś tak płytkiego.
- Musimy już jechać. - Padło w końcu.

Na lotnisku byliśmy pół godziny przed startem samolotu. Przez całą drogę taksówką kurczowo trzymałam drobną dłoń Ivi, zaś przyjaciel obejmował mnie ramieniem. W myślach powtarzałam sobie, że muszę być twarda i nie dać po sobie nic poznać, jednak kiedy przez głośniki poinformowano pasażerów, że odprawa została rozpoczęta, zwyczajnie się rozkleiłam.
- Będę za tobą strasznie tęsknić. - Mocno przycisnęłam do siebie nastolatkę, muskając jej czoło.
- Ja też, Angie - załkała cicho. - Bardzo cię kocham, dziękuję.
Wypuściłam ją z objęć, bo w tym momencie u mojego boku stanął Emilio. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego porozumiewawczo i oznajmiając, że idzie po coś do picia, machając mi jeszcze ręką na pożegnanie.
Odwróciłam się ku mężczyźnie, spoglądając na niego zapłakanymi oczami. Ten bez wahania otarł moje mokre policzki i uśmiechnął się smutno, wciąż trzymając w dłoniach moją twarz.
Nie chciałam, żeby wyjeżdżał. Pragnęłam rzucić mu się na szyję i błagać, aby został ze mną. Aby już zawsze był blisko. Bałam się, że sobie nie poradzę.
- Jesteś bardzo dzielna. - Emilio czytał mi w myślach.
Zapłakałam, chowając się w jego ramionach. Silne ręce objęły moje plecy, przyciskając mocno do ciała Włocha. Pragnęłam spędzić wieki w jego uścisku.
Przesunęłam ustami po chropowatym policzku, dążąc do jego warg. Czułam gorący oddech na swoim nosie i piorunujący wzrok na sobie.
Dłużej nie mogliśmy już czekać, to była ostatnia szansa, aby się zbliżyć. Emilio ujął moją twarz w dłonie, natomiast ja zarzuciłam ręce na jego kark i oboje zatopiliśmy usta w pocałunku. Gdy w końcu mogłam poczuć jego usta, zrozumiałam, że to wszystko czego tak naprawdę potrzebowałam. On. W jednej chwili runęły wszystkie postanowienia, zapomniałam o obietnicy składanej samej sobie; że się nie zakocham, że dam mu spokój. Nawet jeśli kilka minut później moje serce, które sam połatał miałoby ponownie rozpaść się na milion kawałków, nie żałowałam decyzji, musiałam go poczuć.
Włoch ostrożnie muskał moje usta, sunąc kciukami po mojej brodzie. Za każdym razem, gdy odrywał się na chwilę, aby ułamek sekundy potem znów nas połączyć, czułam, jakbym wznosiła się ponad chmury. Nigdy dotąd czegoś takiego nie czułam. To nie było, jak zbliżenie z Pablo, Luisem, czy Germanem. To znów było coś innego, specjalnego.
- Powiedz jedno słowo, a zostanę - szepnął Emilio.
Załkałam, kręcąc głową. Nie miałam prawa.
- Chyba odpadam - powiedział. - Nie lubiłem cię tak po prostu, ale też nie kochałem. Zakochiwałem się. Zakochiwałem się w tobie - powiedział.
- Ja też się zakochiwałam - wydusiłam przez łzy, muskając jego nos swoim. - Ale twoje życie jest we Włoszech. Tam jest twoja bajka. A tu jest mój koszmar. 
Mężczyzna popatrzył mi w oczu smutnym wzrokiem. Jego ból był tak szczery i przejmujący, że przez ułamek sekundy zdawało mi się, że gdybym poprosiła go o pozostanie, to postąpiłabym najlepiej i dla niego, i dla mnie. 
- Ti amo, bella.
Zaśmiałam się przez łzy, opierając czoło o jego.
- Tylko wróć.
Ponownie zbliżył nasze usta, żarliwie je całując, tak jakbyśmy mieli się już nigdy nie spotkać. Ale w tym momencie złożył obietnicę:
- Wrócę - szepnął i oderwawszy się, odszedł w stronę jednego z korytarzy. Wiedziałam, że nasza historia jest jak książka - kończymy rozdział, ale nie kończymy opowieści. Nie, to nie był koniec. Jeszcze nie. 

_______________________
I tak oto ożeniłam Palito i wysłałam naszych Włochów do domu.
Mam nadzieję, że bardzo się nie pogniewacie. ;)
Dla niecierpliwych dodam, że już niedługo akcja nabierze tempa. Dajcie mi jeszcze trochę pocieszyć się tą monotonią. 

Wiktoria

PS. Z okazji świąt życzę wszystkim wszystkiego, co najlepsze. Radości, uśmiechu i miłych chwil spędzonych w gronie rodziny. Do przeczytania! 

11 komentarzy:

  1. Super! :D
    To pożegnanie na lotnisku... było takie słodkie :3 Wzruszyłam się ;,D
    Świetny rozdział ;) Czekam na ciąg dalszy :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Szczerze powiedziawszy, słowa pożegnania miałam ułożone już od początku wątku Emiliangie.

      Usuń
  2. Nowy rozdzial jak najszybciej :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracuję nad nim, przepraszam za nieobecność.

      Usuń
  3. http://germaniangie.blogspot.com/
    Zapraszam na mój blog.

    OdpowiedzUsuń