niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 136


Niechętnie przekręciłam klucz w zamku i powoli otworzyłam drzwi. Mieszkanie skąpane było w blasku zachodzącego Słońca i nieznośnej ciszy. Nie przywitały mnie radosne śmiechy, ani zapach naleśników. Tak szybko odczułam brak Emilio i Ivi.
Westchnęłam, wiedząc, że czas ustąpić codzienności.
Zsunęłam z nóg przetarte trampki i poczłapałam do salonu. Aby stłumić ciszę włączyłam telewizor, ale nie znalazłam nic godnego uwagi. W końcu, zirytowana, cisnęłam pilotem w kanapę i zakryłam twarz poduszką.
Przez myśl przemknęło mi, że branie wolnego od pracy nie było najlepszym pomysłem, ale świeżo upieczony pan młody stanowczo nalegał, abym odpoczęła przed jego wyjazdem w podróż poślubną.
Znudzona, ułożyłam się na dywanie, spoglądając w sufit. O ile prostsze byłoby życie, gdybym została we Włoszech, pomyślałam, lecz szybko zganiłam się za sceptyczne podejście. Przypomniały mi się słowa Emilio, kiedy opowiadał o spełnianiu marzeń i życiowych celach. 
Przez cały jego pobyt łaknęłam ciepła, którym emanował, pragnęłam posiadać jego optymizm.
- Może to nie taki zły pomysł - szepnęłam do siebie, otwierając szufladę niewielkiej, dębowej komody, która znacznie wyróżniała się na tle śnieżnobiałych mebli.
Z wnętrza wyłowiłam drewnianą szkatułkę, ozdobioną różnorakimi naklejkami i napisami. 
Gdy uchyliłam wieczko, moim oczom ukazały się pliki listów, moje pierwsze teksty piosenek i wierszy z czasów szkolnych.
Przegrzebałam papiery, w końcu wyciągając spośród nich kartkę w kolorze pudrowego różu.




Kochana Angeles!

  To już czas, kiedy nasze drogi się rozchodzą. Przez wiele lat miałam przyjemność czytania Twoich pięknych prac i śledzenia postępów. Z każdym Twoim sukcesem czułam, jakbym sama odnosiła zwycięstwo. 
  Jesteś mi bardzo bliska, niczym własna córka. W końcu przychodzi ten bolesny moment rozstania, puścisz moją rękę i nie będę mogła Ci towarzyszyć. Chcę jednak, abyś zawsze pamiętała, jak wielki skrywasz talent i ile możesz osiągnąć. Nigdy nie przestawaj marzyć, kochanie. Czym byłoby życie 
bez snów? 
Arthur Sopenhauer powiedział: "Moim prawdziwym obowiązkiem jest ocalić własne marzenia". 
  Nie poddawaj się, walcz. Kiedy poczujesz, że brakuje Ci sił, sięgnij pamięcią do licealnych czasów
i przypomnij sobie moje słowa. 

                                                                                        
                                                                                                              Więrzę w Ciebie, Angie.
                                                                                                                                  Twoja Mary. 


Uśmiechnęłam się na wspomnienie dawnej nauczycielki. To ona zaszczepiła we mnie chęć pisania i w ten sposób pomogła uporać się z negatywnymi emocjami. Teraz znów poczułam jej obecność. Z mocnym postanowieniem powrotu do pisania i listem przytulonym do piersi, zasnęłam na dywanie.

Obudził mnie przeraźliwy ból szyi. Rozmasowałam skostniały kark i plecy, z trudem podnosząc się z podłogi. Za oknem panowała noc, zegar ścienny wskazał czwartą nad ranem.
Ziewnęłam, człapiąc do sypialni, gdzie owinąwszy się kołdrą próbowałam za wszelką cenę ponownie trafić do krainy Morfeusza. Nie było mi jednak dane znów zasnąć.
Zerknęłam na wyświetlacz telefonu, w Rzymie dochodziła dziewiąta, Emilio i Ivi dawno powinni być już na miejscu. Wybrałam numer przyjaciela i czekałam, aż odbierze, jednak tuż po pierwszym sygnale połączenie zostało przerwane. Automatyczna sekretarka poinformowała mnie, że abonent jest nieosiągalny, podobnie było i w przypadku nastolatki.
Zaniepokoiłam się, ale starałam nie denerwować na zapas. Chodź zawsze byłam panikarą, wiedziałam, że nerwy na nic się nie zdadzą.
"Może nie włączyli telefonów po przylocie" - uspokoiłam się w myślach.

Tego wczesnego poranka już nie zasnęłam. Z komórką w jednej dłoni i kubkiem kawy w drugiej, obserwowałam z balkonu wzrastający uliczny ruch. W końcu zegar wskazał południe, co oznaczało, że w stolicy Rzymu rozpoczynał się wieczór. Mimo usilnych prób kontaktu z przyjaciółmi, ich aparaty wciąż milczały. Aby zniwelować zdenerwowanie wykonałam lekki makijaż, dresy zamieniłam na dżinsy i udałam się do Studia.
Dzień, choć początkowo zapowiadał się słonecznie, skąpany był w szarości, liczne chmury zakryły niebo, a wiatr targał parasolami. Dopięłam guziki katany i przyspieszyłam kroku,ostatecznie wbiegając do budynku szkoły tuż przed rozpoczęciem ulewy.
Zdyszana, oparłam się o ścianę, łapczywie nabierając oddechu. Coraz trudniej było mi ukryć fakt, że choroba postępuje. Częściej brakowało mi sił, czułam się zmęczona i ociężała, a większy wysiłek kosztował mnie dużo starań.
Gdy w końcu się opanowałam, zmierzyłam wzrokiem pusty korytarz. W holu, pomimo przerwy nie było ani jednego ucznia, także codzienna muzyka nie rozbrzmiewała z żadnej z klas. Jedynie ponury dźwięk saksofonu obijał się o ściany szkoły.
Ruszyłam w kierunku pokoju nauczycielskiego, gdzie zastałam Pablo i Beto. Drugi z mężczyzn pochlipywał cicho, tuląc do siebie skrzypce. Spojrzałam na nich pytająco, czując się jak w okresie, gdy oficjalnie ogłoszono odejście Antonio.
- Och, Angie.. - Nauczyciel muzyki popatrzył na mnie przez zaparowane okulary i mocno przytulił.
- Ale.. O co.. - Wpatrywałam się w Pablo, czując drżenie Beto i chłodny przeciąg na swoim ciele. Oczy zaczęły mnie piec, a obręcz zacisnęła się na mojej szyi.
Przyjaciel spoglądał na mnie smutnym wzrokiem, miał zaczerwieniony nos i lekko podpuchnięte powieki.
Zatrzęsłam się, a Beto uwolnił mnie z uścisku, wybiegając z pomieszczenia.
- Nie.. - zaśmiałam się nerwowo. - Nie. - Zacisnęłam zęby, śmiejąc się przez łzy do momentu, aż przyjaciel uścisnął moje ramiona.
Zaczęłam szamotać się w jego uścisku, dławiąc łzami. Zmięłam w dłoniach jego koszulę tak mocno, że zapewne odczuł kłucie paznokci na swoich plecach. Poczułam nagły odpływ sił i zaczęłam osuwać się w dół, mężczyzna złapał mnie mocniej,
- To nie może być prawda - zawodziłam. - Nie oni.. Nie teraz.. Nie w taki sposób..
Pragnęłam się obudzić, lecz mój koszmar okazał się rzeczywistością. Historia lubi się powtarzać.


***

Od katastrofy lotniczej, w której uczestniczyli Emilio i Ivi minęły dwa tygodnie, a ja powoli zamieniałam się we wrak człowieka. Choć Pablo i Monica odwołali swoją podróż poślubną i stanowczo nalegali, abym się do nich przeniosła, ja ani przez chwilę nie poczułam się lepiej. Całe dnie spędzałam w pokoju przeznaczonym dla ich przyszłego dziecka, który na jakiś czas został mi udostępniony. Porzuciłam myśli o Studiu, Germanie i Violetcie oraz swojej chorobie. Czułam się pusta, jakby wraz z ich śmiercią wyrwano mi duszę. Gdy zginęła Maria wypełniał mnie ból, kiedy odszedł tato czułam żal, wraz z utratą Javiera doskwierała mi bezsilność, a teraz.. Moje serce, które powoli się rozsypywało, nagle pękło na miliony kawałeczków.
- Musisz coś zrobić, ona nie może zostać z nami wieczność! - Przez ścianę usłyszałam zdenerwowanie Monici. 
- Skarbie, wiesz w jakiej jest sytuacji, nie możemy jej teraz zostawić. - Uspokajał Pablo. 
- Jeśli cały czas będziesz tak wokół niej chodził, to nie wyniesie się nigdy! Pomyśl o naszej przyszłości. Ja, ty, dziecko i Angie?! Wiedziałam, że zawsze cię coś z nią łączyło. Pablo, na litość, mam czekać, aż umrze?!
Słowa kobiety nie wywarły na mnie żadnych emocji. Przekręciłam się na drugi bok i wsunęłam rękę za głowę.
- Angie.. 
Drzwi zaskrzypiały i do pomieszczenia wszedł Pablo. Usiadł na skraju łóżka, na którym leżałam i pogłaskał mnie po udzie. 
Nie płakałam. Kiedy skończyły się łzy, uszły uczucia. Została nieprzenikniona pustka, której nic nie było w stanie zastąpić. 
Jego dotyk był tak chłodny, jakby odległy i nierzeczywisty. Słyszałam, że mówił, ale słowa nie docierały do mnie.
- Angie, musisz zacząć jeść. O szesnastej masz chemioterapię, zawiozę cię. 
- Nie - powiedziałam stanowczo. - Nie będę tam więcej chodzić. 
- Leczenie jest ważne, jeśli ma przynieść poprawę. 
- Nie będę się więcej leczyć. Nie chcę. 
Pragnęłam, aby wszystkie sprawy, którymi zaprzątano mi głowę, zniknęły. Nie miałam sił, by dłużej walczyć. 
- Angie, przecież wiesz, że bez tego..
Odwróciłam się w jego stronę. Miał zakłopotaną minę, a na czole widniało kilka głębokich zmarszczek.
 - To nie ma sensu, tak, Monica ma rację. Lekarstwa, terapie.. Przecież i tak umrę, 
- Nie mów tak - poprosił, przymrużając oczy. Zesztywniał. Wiedziałam, że cierpi, ale w żaden sposób nie potrafiłam mu ulżyć. 
Podniosłam się i usiadłam naprzeciw niego. Patrzył na mnie wyczekująco, lecz nie mogłam powiedzieć nic, co ostatecznie by go zadowoliło. W zamian za to wstałam z łóżka, spod którego wysunęłam walizkę, w której przyjaciel przywiózł z mojego mieszkania kilka rzeczy. 
Założyłam przetarte tenisówki i dres, zmierzając do drzwi. 
- Co robisz? Proszę, zostaw to.. - Próbował wyrwać mi rączkę torby, którą wlokłam za sobą. 
Na korytarz wyszła Monica i opierając się o futrynę kuchennych drzwi, przyglądała całemu zajściu. 
- Mon, powiedz coś.. - błagał Pablo.
- Angie, z naszym wsparciem.. - zaczęła.
- Nie chcę waszej pomocy - ucięłam krótko. - Nie potrzebuję nikogo. Po prostu.. dajcie mi spokój - rzekłam stanowczo, znikając za drzwiami.  
Gdy byłam już na dole, usłyszałam za sobą wołanie przyjaciela. Galindo uścisnął moje ramiona, próbując zmusić do kontaktu wzrokowego. 
- Nawet nie mogłam się z nimi pożegnać.. - szepnęłam bezbarwnym głosem. Mężczyzna zaszlochał cicho, chowając mnie w uścisku. 
Nie powiedział już nic. Ja także milczałam, pozwalając mu się pożegnać. Czułam, jak jego łzy przenikają bawełnę, a całe ciało targają niekontrolowane drgawki. 
Ostrożnie wyswobodziłam się z jego uścisku i popatrzyłam w oczy. Wymuszonym uśmiechem starałam się załagodzić ból w jego spojrzeniu.
Skinęłam głową i wyminęłam go. To był mój czas, musiałam go wykorzystać.

___________________________
Witam wszystkich, którzy wiernie wyczekiwali 136 rozdziału!
Przepraszam za nieobecność i obiecuję rehabilitację.
Mam nadzieję, że przerwa i ten niespodziewany zwrot wydarzeń Was nie zniechęcił. 

Do przeczytania!
Wiktoria

7 komentarzy:

  1. Taki smutny rozdział, dlaczego uśmierciłaś Emilio i ivi ?, i Angie ni chcę jakoś na terapie chodzić, ejejej tylko mam nadzieje że nie zakończysz bloga śmiercią Angie. Pablo przy niej będzie zawsze to takie urocze, ale co z Germanem, kiedy on się dowie, albo viola, tyle pytań bez odpowiedzi. Ale jestem też ciekawa ich reakcji < jakoś sb wyobrażałam tą rekację, ale zwszę zaczynało i kończyło się na rozdziabionych buziach 0.o >. Super czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  2. Cooooo???
    Jak tooooo....?????
    Nieeeee....!!!
    Nie, nie, oni nie zginęli...!!!
    To jest tylko jakiś koszmar Angie... Nie widzę innej opcji...
    Jak mogłaś pogrzebać Emilio... I Ivi... To prawda, pisarze potrafią zabić lubiane przez czytelników postacie...
    Wracasz z naprawdę do nieprzewidzenia rozdziałem i tokiem wydarzeń...
    A już przez chwilę pomyślałam sobie, że coś się stało wiolce, no bo Studio zamarło, a tu taki BUM!
    Jestem zszokowana, i to na maksa...
    A co najgorsze nie było Germana i Germangie... No co to ma być, się pytam...
    No nie... Rozdział czadowy i wgl.... Ale ty to wiesz... ;)
    Czekam z niecierpliwością na rozwój wydarzeń :D
    Sciskam ~ Sanna :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja pitole. Kurde no. Moje serce bije jak szalone. Czemu ona musi tak cierpieć? Gdzie jest ten dupek German? Kurde no. Nawet nie potrafię napisać czegoś sensownego. Oczywiście wszystko jest cudowne jak zawsze, ale... no kurde. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział i szczęściwą Angusię. :D Bardzo się cieszę, że znowu jesteś.♡ :*

    OdpowiedzUsuń
  4. KUŹWA. tak, właśnie. czemu tak ją ranisz? nie moge patrzeć jak cierpi. nie da sie coś z tym zrobić? prosze uratuj ją. ej a gdzie Sierota tak wgl? może byś tak ruszył dupe i ją pocieszył ? głupek tyle w temacie. no ale ogólnie rozdzialik supcio , czekamm na nexcik ;**

    OdpowiedzUsuń
  5. wreszcie wyczekiwany rozdział! czekam na następny z niecierpliwością i mam nadzieję, że dodasz go szybciej niż poprzedni :D zapraszam do mnie http://angie-saramego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeeej <3 Genialny rozdział ,opłacało się tak dłuuugo czekać :) Niecierpliwie czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja już sama nie wiem co się dzieje z tymi współczesnymi twórcami. Tak mam na myśli Ciebie Rachel :>
    Najgenialniejsze serie książek, które czytam mają ze sobą wspólną cechę i twoje opowiadanie również ją ma: Zabijanie najlepszych postaci! Normalnie rozpłakałam się jak dziecko słysząc... czytając o kolejnej śmierci :c
    Eh... nie mniej jednak podoba mi się ten rozdział :) Ty to wiesz jak rozbudzić w czytelniku silne emocje ;)
    Czekam na nexta :>

    OdpowiedzUsuń