sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 132

- Do wielkiego otwarcia pozostało półtorej tygodnia - oznajmił Pablo, otwierając przed nami drzwi Studia.
Ivi i Emilio będący pod wrażeniem budynku, zdawali się zignorować jego słowa, wchodząc do środka. Sama byłam pod wrażeniem pracy, jaką udało się wykonać Pablo, mi, Gregorio i Beto w tak krótkim czasie. Odświeżono kolory ścian, a z niewielkich oszczędności dokupiliśmy parę mebli i instrumentów. 
- Wow - wybełkotała nastolatka, rozglądając się dookoła. 
Z dumą posłałam dyrektorowi uśmiech i zaproponowałam Włochom, że oprowadzę ich po salach. 
Rozpoczęliśmy od klas muzycznych, poprzez biuro Beto i taneczną, Zaprowadziłam ich nawet do pokoju nauczycielskiego, a na sam koniec pozostawiłam wielką aulę. 
- Tu zwykle odbywają się szkolne pokazy, apele i inne zebrania. - Rozchyliłam drzwi, ucharakteryzowane na klawisze pianina.
- No, no, nieźle się tu gościcie - zaśmiał się Emilio, podziwiając wystrój. Po chwili gwałtownie odwrócił się w moją stronę i posyłając mi łobuzerski uśmiech, usiadł przy fortepianie, przygrywając jakąś skoczną melodię. Roześmiałam się głośno, unosząc ręce w górę i kręcąc się w rytm utworu. Zaraz dołączyła do mnie Ivi i obie tańczyłyśmy do melodii, wygrywanej przez Włocha. W pewnym momencie mężczyzna urwał nutę, poczynając stukać w klawisze w nowy rytm.

Lately I've been, I've been losing sleep
Dreaming about the things that we could be
But baby I've been, I've been prayin' hard 
Said no more counting dollars 
We'll be counting stars - zaśpiwał

Usiadłam na stołku, obok niego, a nastolatka oparła się o instrument.

I see this life
Like a swinging vine
Swing my heart across the line
In my face is flashing signs
Seek it out ya shall find 

Dołączyłam do niego. Brunetka chwyciła ze stojaka gitarę, brzdąkając w takt. 
Emilio grał coraz szybciej, łącząc nasze głosy w refrenie. 
Ułożyłam dłoń na jego ramieniu i zaczęłam suwać nią po jego karku i plecach, jednocześnie przenosząc wzrok z mężczyzny, na nastolatkę, która po kilu wygranych wersach odważyła się nawet do nas dołączyć, tak, że tworzyliśmy całkiem zgrany zespół.


Take that money
Watch it burn
Sink in the river
The lessons I've learned


Zakończyliśmy, gdy Włoszka ostatni raz szarpnęła strunę. Rozległy się brawa. W drzwiach stanął Pablo. Przez ułamek sekundy wydawało mi się, że uśmiech na jego twarzy jest wymuszony. Czyżby był zazdrosny? 
Machinalnie zabrałam dłoń z ramienia blondyna. 
- Macie ochotę na herbatę? - zapytał.
- Pewnie - zgodziła się Ivi. Posłałam Emilio uśmiech i całą czwórką przenieśliśmy się do pokoju nauczycielskiego, gdzie czekały już na nas parujące kubki. W powietrzu unosił się charakterystyczny zapach malin i miodu. 
- Taka jak lubię. - Przymknęłam powieki, rozkoszując się słodkim smakiem. Musnęłam chropowaty policzek przyjaciela. 
- Może my zwiedzimy jeszcze raz sale, a wy sobie porozmawiajcie - zaproponował Włoch, posyłając mi znaczące spojrzenie. Skinęłam głową, odczekując moment, aż wyjdą. 
- Jak przygotowania do ślubu?
- W porządku, zostało jeszcze parę szczegółów do omówienia. 
- Nie jesteś zbyt przekonujący.. Czy w twoim związku wszystko gra?
- Ty mi powiedz. - spojrzał mi w oczy.
- Nie rozumiem, o czym mówisz.
- O tobie i Emilio. Angie, nie podoba mi się to w jaki sposób na siebie patrzycie, jak cię dotyka, nie chcę, żeby ktoś znowu cię skrzywdził.
Spłonęłam rumieńcem. 
- Emilio jest tylko moim przyjacielem, bardzo pomógł mi we Włoszech. 
- Kochanie. - Pablo ujął w dłonie moją twarz. - Jestem za ciebie odpowiedzialny, mam wyrzuty sumienia, że tak się od siebie oddaliliśmy. 
- Wszystko w porządku. - uśmiechnęłam się. 
Mężczyzna ze smutkiem uniósł kąciki ust, po czym powoli musnął moją skroń.

Następne dni spędziliśmy na wspólnych spacerach i wycieczkach, Żeby móc spędzać więcej czasu z Emilio i Ivi, wzięłam urlop w restauracji, aż do otwarcia Studia, mając również świadomość tego, że gdy rok szkolny się rozpocznie, nie będę w stanie pogodzić dwóch zajęć.


Nadszedł uroczysty dzień otwarcia Studia.
Otworzyłam oczy pod wpływem kojących promieni słonecznych i przeciągnęłam się leniwie. Z kuchni dolatywało wesołe podgwizdywanie i skwierczenie. Uśmiechnęłam się, siadając na łóżku. Miałam świadomość, że to moje ostatnie chwile w towarzystwie Ivi i Emilio, zamierzałam więc wykorzystać je w pełni.
Na oparciu obrotowego krzesła leżała już przygotowana miętowa sukienka, którą na siebie wsunęłam. Niedawno podcięte włosy przed łopatki zakręciłam i zrobiłam lekki makijaż. Stopy wsunęłam w szpilki i tak gotowa pomaszerowałam do kuchni. Emilio stał tyłem do mnie w samych spodniach od piżamy, przez ramię miał przewieszoną ścierkę.
Odwróciłam wzrok od jego nagich pleców i zawołałam zduszone Dzień dobry. Wiedziałam, że nie zostało nam dużo czasu, nie mogłam sobie pozwolić na uczucia.
- Jak się spało? - Uśmiechnął się do mnie przez ramię i wskazał na nakryty stół, przy którym od razu usiadłam. Nałożył mi jajecznicy i sam usiadł po drugiej stronie.
- Dobrze, dzięki. Gdzie Ivi?
- Poszła po świeże bułki, zaraz powinna być.
Skinęłam głową i wepchnęłam do ust trochę jajek, co usprawiedliwiało zaprzestanie rozmów. Było mi to na rękę, z każdym słowem chciałam go za trzymać przy sobie coraz bardziej.
- Nie smakuje ci? - spytał, widząc mój markotny wzrok wbity w danie.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć trzasnęły drzwi i do kuchni wpadła Ivi.
- Chodź, siadaj, musimy się pospieszyć - zarządziłam, składając swój talerz do zlewu, po czym bez słowa zaszyłam się w sypialni.

- Mogę?
Drzwi rozsunęły się i w progu stanął Emilio. Miał na sobie jasne jeansy i śnieżnobiałą koszulę. Oszałamiająco pachnął jakąś drogą, włoską perfumą.
Uniosłam głowę znad poduszki i skinęłam ręką, po czym znowu opadłam na pościel. Mężczyzna ułożył się obok.
- Ivi kończy się szykować - oznajmił. - Denerwujesz się? - dodał po chwili obustronnego milczenia.
- Trochę - stwierdziłam, jakby od niechcenia. Moje myśli nie przytłaczała przemowa, spotkanie z rodzicami, uczniami i Violettą, ale blondyn, który w tym momencie kciukiem łaskotał moją rękę przy nadgarstku.
Zaśmiałam się krótko.
- O czym tak myślisz?
- O tobie - odpowiedziałam bez namysłu.
Włoch powoli wypuścił powietrze. Przerwałam mu, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć:
- O tym, jak będzie kiedy wyjedziecie, kiedy znowu się zobaczymy, co poczuję, gdy wtedy cię uściskam. Zakochuję się, Emilio. - Spojrzałam na niego kątem oka, zaraz potem ponownie wbijając wzrok w sufit.
- Chcesz, żebym cię pocałował?
Pewnym ruchem przewróciłam się na bok, podparłam łokciem i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechał się delikatnie.
Zbliżyłam swoją twarz do jego, tak, że nasze usta dzielił zaledwie centymetr.
- Od początku zastanawiałem się jak smakujesz - szepnął, a jego miętowy oddech otulił moje wargi. Natychmiast zapragnęłam go poczuć. O tak, jego usta musiały smakować tak samo rozkosznie.
- Jeśli to zrobisz, to nie pozwolę już wam odejść - odpowiedziałam równie cicho. - Zbierajmy się - powiedziałam po dłuższej chwili, uśmiechając się.
Wstałam z łóżka, zmierzając do drzwi. Obejrzawszy się na chwilę, posłałam mężczyźnie całusa.
- To musi ci wystarczyć - zaśmiałam się i zniknęłam za ścianami korytarza.

Przed Studiem czekał już na nas zestresowany Pablo. Na jego czole widniało kilka kropel potu i głęboka zmarszczka. Nerwowo przestępował z nogi na nogę.
- No jesteście nareszcie! - zawołał na nasz widok i prawie siłą wepchnął do budynku.
- Wyluzuj, stary, wszystko pod kontrolą - rzuciła Ivi, siadając na biurku.
Pablo westchnął głośno i rozpiął guzik pod szyją.
- Spokojnie, wszystko się uda. - Pocieszyłam go, choć w rzeczywistości sama  trzęsłam się ze strachu. Jak miałam spojrzeć w oczy tym wszystkim ludziom i przekazać taką wiadomość? Jak ją odbiorą?

- Angie!
Obejrzałam się za siebie i oniemiałam. W moją stronę zmierzała Bella, pod rękę z Rickiem.
- Hej, jak się czujesz?
- W porządku, dziękuję -  odparłam.
- Rick - Wymieniliśmy uściski dłoni.  - Przepraszam, muszę iść na salę. Cieszę się, że jesteście.
Bell posłała mi uspokajający uśmiech.  Skinęłam głową i wróciłam do zatłoczonego budynku.
W auli zebrały się tłumy uczniów i ich rodzin, które przyszły towarzyszyć im podczas pierwszego dnia. Napotkałam kilka znajomych twarzy, lecz skrupulatnie wymigiwałam się od rozmów.
- Angie! - Za moimi plecami rozległ  się znajomy pisk. Odwróciłam się i ujrzałam nadchodzącą Francescę, Camilę, Maxiego i Naty. Ostatnia dwójka trzymała się za ręce.  Po chwili podszedł też Leon.
- Co u ciebie słychać?
- Dobrze cię widzieć!
- Tęskniliśmy!
Nastolatkowie zasypali mnie potokiem słów. Zdołałam tylko wykrztusić Porozmawiamy później, zanim ktoś szarpnął mnie za rękę i poprowadził w kierunku sceny. Jak się okazało, to Gregorio zniecierpliwił się czekaniem.
Wzrokiem odszukałam Emilio i Ivi, stojących na końcu sali, po czym zajęłam miejsce na podeście, obok Pablo i Beto.
- Dzień dobry, proszę wszystkich o uwagę - powiedział Galindo do mikrofonu.
Momentalnie ustały wszystkie rozmowy i sala zaległa ciszą.
Przełknęłam ślinę, przekazując spojrzeniem przyjacielowi, aby kontynuował. Ten jednak wepchnął urządzenie w moją dłoń.
- Witam - jęknęłam drżącym głosem. Zauważyłam, jak  z tłumu wynurza się sylwetka Violetty. Przeniosłam wzrok na Włocha, który uniósł oba kciuki w geście zachęty.
- Nazywam się Angeles Saramego, większość z państwa zna mnie, jako nauczycielkę śpiewu, jednak wraz z początkiem nowego roku szkolnego w Studiu, zaszło kilka zmian.. - Kątem oka spojrzałam na Pablo. - Bardzo trudno jest mi przekazywać tę wiadomość, dwa miesiące temu odszedł od nas Antonio, dotychczasowy właściciel Studia.
Po sali przeszedł szmer, rozległy się szepty i wzdychania. Zauważyłam, jak zszokowani podopieczni ze łzami w oczach wbijają we mnie spojrzenia. Naty oparła głowę na ramieniu Maxiego, Brodway objął Camilę, a Francesca ukryła twarz w dłoniach, trzęsąc się u boku Diego. Nigdzie nie mogłam dojrzeć Violetty, ani Leona.
- Doskonale rozumiemy państwa poruszenie, - powiedziałam po upływie długich sekund gwaru - ale to, że zebraliśmy się dziś tutaj świadczy o naszej wdzięczności Antonio za wszystko, co zrobił dla tej szkoły, uczniów i wszystkich nas z osobna. Mimo ogromnej straty, wedle woli naszego przyjaciela, zdecydowałam się podjąć próby utrzymania akademii z pomocą nauczycieli.
- Pani? Pani chce prowadzić Studio?! - prychnęła z pogardą jakaś kobieta.
- To niedorzeczne, ta szkoła bez pana Antonio nie istnieje! - zawtórował jej jakiś mężczyzna.
- Bardzo proszę o spokój. - Głos zabrał Pablo. - Zapewniam państwa, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby przywrócić temu miejscu choć namiastkę dawnej codzienności. Pozostaniemy wierni ideałom, które wyznawał Antonio, wciąż pamiętamy o jego woli, o miłości do muzyki i uczniów.
- Rekrutacja studentów będzie odbywała się jak zwykle, przez pierwszy miesiąc od rozpoczęcia nauki. Wszelkie formalności proszę załatwiać u mnie, dyrektora Galindo lub któregoś z nauczycieli. Mamy nadzieję, że Studio, którego pełna nazwa od dziś brzmi: Studio On Beat, jeszcze przez długi czas będzie cieszyć się rozwojem talentu młodych ludzi. Dziękuję - powiedziałam i w pośpiechu zeszłam ze sceny, zanim dziesiątki osób zdążyło zasypać mnie dodatkowymi pytaniami.
- Angie! - wśród rozmów usłyszałam głos Emilio, jednak nie zamierzałam się zatrzymywać, biegiem ruszyłam w stronę korytarza, a stamtąd do mojej starej klasy śpiewu.
Wszystko w niej było takie samo, jak kiedyś. Podczas wakacyjnych porządków bardzo staraliśmy się zachować dawny wystrój, tylko odnowiliśmy wnętrze i zakupiliśmy kilka nowych mebli. Nie chciałam, żeby ktokolwiek czuł się tu obco i przez to dotkliwiej odczuwał brak Antonia.
- Tu jesteś. - Do środka wszedł blondyn. Uśmiechnął się od progu, co smutno odwzajemniłam. - Świetnie ci poszło.
- Akurat. Zobaczysz, że teraz się zacznie. To będzie cud, jeśli uda nam się zachować przynajmniej połowę dotychczasowej liczby studentów.
- Pablo doskonale sobie radzi - przekonał mnie. - Gregorio też się zaangażował. I nawet Beto.
Uśmiechnęłam się pod nosem, czując łzy pod powiekami.
- O, kochana. - Włoch otulił mnie ramionami. Zaszlochałam cicho.
- Brakuje mi go, był dla mnie jak ojciec.
- Wiem.
- Nie, nie wiesz. Straciłam kolejną osobę, która dawała mi poczucie bezpieczeństwa, zapewniała, że wszystko może być dobrze.
- Teraz ja przejmę te rolę.
Włoch oderwał się od mojego ciała i popatrzył mi w oczy. Kciukiem przetarł mój mokry policzek, po czym pogłaskał go i uniósł kąciki ust.
- Będę przy tobie..
Spojrzałam smutno w jego tęczówki. Dostrzegłam w nich dobroć, troskę i miłość.
- Nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać - pouczyłam go, po czym wyswobodziłam się z uścisku. - To jedyna lekcja  dana mi przez życie, którą zrozumiałam - dodałam przy drzwiach i wyszłam.

Wróciłam na salę, która zdążyła już opustoszeć. Zostało jeszcze parę osób, zajętych rozmowami  z nauczycielami i kilkoro moich starych uczniów. Od progu powitały mnie krzyki Beto.
- A-angie, nie zgadniesz! - zawołał, machając kartkami. - Tylu się zapisało, tylu! - Rozłożył ręce.
Odpowiedziałam mu uśmiechem i podeszłam do grupki rozgadanych nastolatków.
- Cześć, jak się trzymacie?
- Tęskniliśmy! - Na szyję rzucił mi się Andres, a zaraz potem dołączyła do niego Francesca, Diego, Camila i pozostali. Poczułam, jak bardzo mi ich brakowało.
- Ja też, kochani.
- Nie mogliśmy uwierzyć, kiedy Antonio powiedział nam, że odeszłaś. Tak bez słowa, bez pożegnania.. Bardzo to przeżył, choć starał się tego nie okazywać.
- Przepraszam, wiem, że należało się wam wyjaśnienie, ale.. nie zawsze wszystko jest proste do wyjaśnienia. - Posmutniałam.
- Ale już z nami zostajesz?! - Wyrwał się Maxi.
Skinęłam głową.
- Wygląda na to, że tak - roześmiałam się. - Czy coś się stało? - zapytałam, widząc znaczące miny dzieciaków. - Chcecie o coś zapytać, coś mi powiedzieć?
- Nie.. To znaczy.. Chcieliśmy zapytać.. - jąkała się Francesca.
- Co u Violi? - dokończyła Camila. Pytanie wydało mi się nadzwyczaj dziwne.
- Jak to, nie macie kontaktu?
- Po twoim wyjeździe bardzo się zmieniła, przestała z nami rozmawiać, spotykać się..
- Nawet zerwała z Leonem! - wtrąciła Naty.
- Nie widzieliśmy się od zakończenia roku.
- Wiecie.. To ciężka sytuacja, Violetta nie chce ze mną rozmawiać. Jeśli nawiążę z nią kontakt, to obiecuję przekonać ją do rozmowy.
- Dziękujemy - powiedział Brodway i całą grupą odeszli.

Szkoła zaczynała powoli pustoszeć, uczniowie wybierali się na wspólne spacery, zaś rodzice z broszurkami i kartami informacyjnymi, wychodzili, pogrążeni w rozmowach na temat umieszczenia dzieci w Studiu.
Idąc, pośród topniejącego tłumu, natknęłam się na mniej pożądane osoby.
- Dzień dobry, Angie!
Gdy spojrzałam w bok, moim oczom ukazała się Esmeralda, wystrojona w sukienkę w agresywnym odcieniu czerwieni, mocnym makijażu i sznurkiem pereł na szyi. Pod ręką trzymała Germana.
Lustrując jego towarzyszkę, kątem oka zauważyłam, że mężczyzna bacznie mi się przygląda. Wzbudziło to we mnie złość.
- Przyszliście z Violettą? - zapytałam, wymuszając uśmiech. Nie śmiałam spojrzeć na szwagra.
- Tak, chciała zobaczyć, jak wszystko toczy się bez tego właściciela. Antonio, tak?
Pokiwałam twierdząco głową.
- Czy ona jest jeszcze gdzieś tutaj?
- Mówiła, że chce coś sprawdzić - odpowiedziała kobieta.
Ponowiłam poprzedni czyn, przeprosiłam i nie zaszczycając Germana spojrzeniem, odeszłam.


Si crees que todo esta olvidado
Que tu cielo azul esta nublado
Si dices mi nombre te voy a encontrar...

Z mojej dotychczasowej sali doleciał mnie dźwięczny głos. Gdy stanęłam w progu, ujrzałam Violettę, przyglądającą się zdjęciom uczniów, wiszących na ścianie.



Es tan fuerte lo que creo y siento
Que ya nada detendra este momento
El pasodo es un recuerdo
Y los sueńos crecen siempre creceran..

Dołączyłam do piosenki. Wraz z wyśpiewanym pierwszym wersem, nastolatka odwróciła się w moją stronę. Miała łzy w oczach.


Ya veras que algo se enciende de nue
tiene sentido intentar 
cuando estamos juntos
algo se enciende de nuevo

tiene sentido intentar 
cuando estamos juntos
cuando estamos juntos..

Refren należał do nas obu. Po raz pierwszy od bardzo dawna ujrzałam jej szczery uśmiech, przyćmiony przez spływające po różowych policzkach strugi łez. 
Gdy skończyłyśmy piosenkę dziewczyna najzwyczajniej w świecie rzuciła mi się na szyję. Nie pamiętałam już, jak to było trzymać ją w ramionach.
- Violu.. - wyszeptałam, wzruszonym głosem.
- Tak cię przepraszam.  - W jej oczach widziałam smutek. Musnęłam dłonią różowy policzek, czując, że zaraz sama się rozpłaczę.
- Mówiłam, że kiedyś zrozumiesz, dlaczego musiałam wyjechać. - Uśmiechnęłam się lekko, a siostrzenica przyglądała się mni. 
- Tęskniłam za tobą - szepnęła.
- Ja za tobą też - ponownie znalazłyśmy się w swoich ramionach. 

Wierzyłam, że kiedyś uda mi się pogodzić się z siostrzenicą, aczkolwiek nie spodziewałam się tego tak szybko. Teraz mogłam spokojnie przyjrzeć się szatynce. A właściwie.. blondynce. No tak, przefarbowała włosy i bardzo zmieniła. Zakończyła związek z Leonem, zerwała kontakt z przyjaciółmi. 
Miałm nadzieję, że teraz wszystko się zmieni pomiędzy nami i że znowu będzie tą samą Violettą, którą pokochałam jak córkę. 
Objęte, ruszyłyśmy korytarzem w stronę wyjścia, gdzie czekał German z jego narzeczoną.
- I jak cieszysz się, że Esmeralda będzie twoja macochą? - starałam się brzmieć naturalnie. Przez twarz dziewczyny przebiegł cień, lecz szybko się uśmiechnęła.
- Nic do niej nie mam, ale denerwuje mnie, że naciska na tatę. 

 Naciska na tatę? Już miałam zapytać, o co jej chodzi, lecz przerywa mi spokojny głos.
- Angie, w końcu cię znala... - Emilio urwał, widząc z kim jestem. Violetta mimo to wciąż się uśmiechała i ku mojemu zdziwieniu, wyciągnęła rękę w stronę mężczyzny.
- Przepraszam, że poznaliśmy się w tak niemiłych okolicznościach, zacznijmy od początku. Jestem Violetta., dziękuję, że zająłeś się moją ciocią, gdy ja nie mogłam.

 Włoch ścisnął dłoń nastolatki.
-  Emilio, i muszę ci powiedzieć, że to była dla mnie czysta przyjemność.
Nie wierzyłam, że taka scena się rozgrywa. Siostrzenica i mój przyjaciel. Zacisnęłam usta w cienką linie.
-
 W końcu was znala... - przerwała Ivi i zareagowała tak samo jak Emilio. Tym razem Violetta w skupieniu obserwowała brunetke, która odwzajemnia lodowate spojrzenie. 
-Violu to jest Ivette...
- Ivi - syknęła i skierowała się w stronę wyjścia. - Chodźmy, jestem głodna - dodała wkurzona, na co ja i mężczyzna wymieniliśmy rozb
rozbawione spojrzenia.
- Miła dziewczyna, może się jeszcze zaprzyjaźnimy - stwierdziła sarkastycznie Violetta. - A teraz przepraszam, już późno, czekają na mnie. Do zobaczenia! - Pomachała nam ręką i odeszła.
Nim zdążyłam zareagować, dziewczyna była już daleko.
- Mówiłem, że się ułoży - zaśmiał się Emilio, stojąc o krok za mną.
Obróciłam głowę ku niemu i złożyłam na zarośniętym policzku długi pocałunek. Czułam, jak ciepło jego skóry rozchodzi się po moich wargach, a on sam mruczy żartobliwie. 
- Mam nadzieję, że kiedyś spróbuję twoich ust... - szepnął mi do ucha.
Zauważam Ivi, która szczerzyła się do nas z końca korytarza oraz najmniej oczekiwaną osobę. 
- Dzień dobry. - Ku nam podszedł German i trzymająca go pod rękę Esmeralda. 

- Cześć - odpowiedziałam równocześnie z Emilio. Blondyn objął mnie ręką w talii, przysunął do siebie i mocno trzymał. Przez myśl przeszło mi, że zachowuje się tak samo, jak tego popołudnia, gdy poraz pierwszy spotkał mojego szwagra i jego narzeczoną. 
German mierzył nas surowym wzrokiem. Jego oczy zatrzymały się na naszych splecionych palcach i momentalnie poczerwieniał. Jego zazdrość przyniosła mi wiele satysfakcji 
- Miło was razem widzieć - zadźwięczała Esmeralda. - Jak się macie?
- W porządku, dziękujemy - odpowiedział Emilio.
- Może macie ochotę wpaść jutro na kolację? Poproszę Olgę, żeby przygotowałacoś specjalnego. Och, nie macie pojęcia, jak ona genialnie gotuje.
- Mamy - wyrwało mi się z nerwowym uśmiechem. 
- Dziękujemy, ale chyba musimy odmówić.
- Dlaczego, kochanie? - zwróciłam się do Włocha z nieukrywaną ironią. - Chętnie przyjdziemy - powiedziałam, patrząc Germanowi prosto w oczy. Zacisnął wargi i wtedy odczułam ostateczny triumf. 
- Świetnie, zapraszamy na osiemnastą - wycedził przez zęby brunet.
Kiwnęłam głową w stronę pary i żegnając się, pocągnęłam przyjaciela w kierunku wyjścia.

____________________________________

Cześć!
132 rozdział na dobry początek Nowego Roku.
Pisałyśmy go przez długi czas, dlatego treści jest sporo i mamy nadzieję, że przypadł Wam do gustu.
Piszcie w komentarzach opinie, pytania, sugestie.

Do przeczytania!

W&Z

czwartek, 25 grudnia 2014

Jednorazówka: Opowieść Wigilijna - fioletowa wersja

W domu Castillo 24 grudnia był dniem.. bardzo chaotycznym, mało kiedy poukładanym. Gosposia gotowała, kroiła, przysmażyła, przygotowując stół na tą świąteczną okazję. Córka pana Germana wraz z jej ciocią zdobiły pierniki różnymi słodkimi i dodatkami. Zajęcie w sam raz dla obu kobiet... gdyby nie to, że musiały dodatkowo jeszcze posprzątać cały salon. Pan domu wraz ze swoim asystentem przesiadywali w gabinecie, jedynym pomieszczeniu bez żadnego bałaganu i hałasu. German był osobą zapracowaną, dbającą o drobne szczegóły w swej pracy. Lecz to już powoli zaczynało działać na nerwy pozostałym domownikom.
- Nie możemy już tego zostawić? German, są przecież święta - Ramallo poprawił okulary, obserwując swojego przyjaciela, który zatopiony był w papierach. Inżynier mruknął coś pod nosem biorąc kolejne papiery w dłoń. Nie może tego teraz porzucić! To zwiastuje nie przyjęcie umowy i nici z budowy.
- Nie. Ramallo, czy ty nie potrafisz zrozumieć, że to dla nas wielka szansa?
- Czyli dla ciebie jest ważniejsza praca niż rodzina? - German spojrzał zza dokumentów na przyjaciela. Nie przepadał za tym, gdy do rozmowy a'la kłótni wkrada się słowo rodzina.
- Skończę przed kolacją - wybełkotał, a asystent pokręcił przecząco głową.
- O nie! Skończysz to teraz - Ramallo wyrwał inżynierowi papiery, a ten zdziwiony obserwował przyjaciela. "Co w niego wstąpiło" pomyślał i odwrócił wzrok od asystenta. Mężczyzna coś mówił, lecz Germana to nie obchodziło. Muszą dostać zgodę. Muszą. To jest teraz dla nich najważniejsze.
Kilka minut później Ramallo wyszedł, a pan domu w spokoju mógł się zająć pracą. Skoro powiedział, że odpuści przed kolacją, to tak będzie.
Praca to dla niego inny wymiar. Dzięki niej nie myślał o Angie. Nie chciał o niej myśleć! O ciotce jej córki, o kobiecie z anielskimi, blond włosami, z kojącym głosem, z roześmianymi oczami..
Tymczasem w kuchni zebrali się pozostali domownicy. Olga przyprawiała zupę grzybową, Violetta mieszała sałatki, a Ramallo i Angie czyścili talerze. Byli przygnębieni tą sytuacją. Chcieli by te święta były dla każdego idealne.
- Próbowałem - rzekł asystent Germana, wycierając naczynie. 
Angie uśmiechnęła się smutno wierząc w słowa mężczyzny. Kochała tego pracusia, ale chciała by on odwzajemnił to uczucie. Czy słowo "kocham" zmieniło by jego postępowanie? Chciała go przytulić, pocałować. Lecz najbardziej chciała pomóc. Wyciągnąć go z tej otchłani. Jej myśli krążyły ciągle przy nim.
- Quiero abrazarte, quiero besarte, quiero tenerte junto a mi... - nuciła pod nosem blondynka.
- Może zaproszę Leona - pomyślała na głos nastolatka. Jej ciocia przystanęła ochoczo na tą propozycje. Tak samo gosposia i asystent. Szatynka uśmiechnęła się zadowolona i pomyślała chwilę o tym jakie to by było wspaniałe. Ona, Leon, Angie... i tata.
- Zadzwonię do niego potem - mruknęła po chwili, mieszając dalej sałatki.

- Skończyłem - Zadowolony German wyszedł w końcu z gabinetu. Nie czuł zmęczenia, praca dla niego to przyjemność. Rozejrzał się po salonie, który wyglądał jak nie jego. Mnóstwo światełek, wielka choinka i... Angie, wieszająca jemiołę. Ubrana w typowo świąteczny sweter i czarną spódniczkę wyglądała oszałamiająco. Lecz pan domu szybko uciekł do kuchni. Musiał pamiętać, że blondynka jest jego szwagierką.
- O toż to cud świąteczny, pan German wyszedł z gabinetu - przywitała go gosposia, na co on lekko zawstydzony ruszył do jadalni. Tam Violetta siedziała na krześle, przy stole i rozmawiała przez telefon.
- O właśnie tu jest, poczekaj - oderwała telefon od ucha i uśmiechnęła się w moją stronę. Zegar wybił godzinę 21. - Tato, mogę zaprosić Leona na wigi...
- A czy Leon należy do rodziny? - przerwał córce ojciec. Wiedział, że Leon to chłopak Violetty, nawet go poniekąd tolerował, aczkolwiek święta to czas dla rodziny.
- Ale... tato - jęknęła nastolatka.
- Żadnych ale. Nie może i już - w progu kuchni stanęła Olga, a za nią zaciekawiony Ramallo. Angie powiesiła już jemiołę.
- Dlaczego? Wytłumaczysz - złość w szatynce wzrastała, tak samo w brunecie. "Czy on nie rozumie, że Leon jest dla mnie ważny" pomyślała dziewczyna, patrząc z nienawiścią na ojca.
- Bo święta to czas dla bliskich...
- Ach, tak? To idź do swoich papierów, bo ostatnio to twoi bliscy! - Violetta wykrzyczała Germanowi w twarz, po czym tłumiąc łzy pobiegła do łazienki. Brunet przetarł dłońmi twarz i kątem oka, obserwował twarz Angeles, na której malowało się niedowierzanie.
- Jesteś okropny. Leon dla niej to ktoś ważny...
- A co Leon nie może spędzić świąt z rodzicami? - rzucił wkurzony w stronę blondynki. - Nie ma rodziny, że musi spędzić święta tutaj? - Angie otworzyła usta ze zdziwienia. Dlaczego on nie mógł pojąć tak ważnej rzeczy?
- A ty nie miałeś rodziny jak przyszedłeś do nas na wigilię, do Marii - wypowiedziała spokojnie słowa, a pan domu lekko się uspokoił. Pamięta tą wigilię, pamięta ten uśmiech na jej twarzy, gdy otworzył drzwi i krzyknął "wesołych świąt".
- Nie mieszaj w to Marii. Tracę cierpliwość do was wszystkich, chcieliście rodzinną wigilię proszę bardzo! Zaproście cały Buenos Aires - krzyknął, po czym rozdrażniony ruszył do sypialni.
Serce Angie było nierównomiernie. Dała się omamić. Miała nadzieję, że te święta będą inne, lepsze, rodzinne. Łza skapnęła z jej policzka na podłogę. Ramallo z Olgą spoglądali to na siebie to na blondynkę.
Pan domu trzasnął drzwiami i usiadł na łóżko. Został wyprowadzony z równowagi. Ostatnio dość często wpadał w furię, nawet bez większego powodu. Denerwowało go zupełnie wszystko, a już w szczególności wspomnienia dotyczące zmarłej żony. Czuł, że gdyby tu była, wszystko potoczyłoby się inaczej. Miał pretensje do Boga, że zabrał mu ukochaną osobę, nie umiał też wybaczyć sobie bezradności, która nim rządziła.
Zażywszy prysznica, ułożył się na łóżku, wlepiając wzrok w sufit, skąpany w mroku. Gdy nie pracował, kładł się wcześnie, aby nie musieć rozmawiać z resztą domowników, jednak nie spał, targały nim sprzeczne emocje, których za wszelką cenę nie mógł się pozbyć.
Nagle zza drzwi rozległ się huk. Rozdrażniony, poderwał się na nogi i pospieszył do wyjścia.
- Ała! - ryknął, czując, jak bosą stopę rozrywa mu coś ostrego.
- German! - rozległ się pisk Angie.
Spojrzał w dół i pośród mroku ujrzał klęczącą szwagierkę. Ból wymusił na nim wycofanie się do pokoju.
- Nic ci nie jest? Usiądź. - Kobieta pomogła mu oprzeć się na łóżku.
Brunet wyrwał rękę z jej uścisku i rzucił okiem na krwawiącą ranę, w której widniało kilka kawałków szkła.
- Zostaw! - syknął, gdy blondynka poczęła usuwać odłamki literatki z jego stopy.
- German,,
- Wynoś się! - Odtrącił ją. Kobieta bez słowa, pospiesznie zerwała się z miejsca i uciekła, trzaskając drzwiami.
Odetchnął, zaciskając powieki. Nie chciał jej tak potraktować, ale.. ale nie dała mu wyboru. Warknął pod nosem, pozwalając sobie odpłynąć w sen..

Z letargu wywołało go dziwne uczucie niepokoju. Za oknem wciąż panował mrok, nie mogło być później niż przed drugą nad ranem.
Przetarł spocone czoło, nasłuchując. Zewsząd rozbrzmiewało ciche brzęczenie.. dzwonków. Dźwięk był tak lekki i niewinny, jakby wyrwany z obcej rzeczywistości.
Zdziwiony wstał z łóżka i wolnymi krokami zbliżał do drzwi. Gdy je uchylił, do pokoju wpadł niekiełznany wiatr i zmiótł go z nóg. Świat zawirował i pośród światła księżyca, rzucanego na ścianie, pojawił się cień, tak przerażający, że Germana przeszedł dreszcz. Zląkł się i odruchowo sięgnął po książkę z najtwardszą okładką. 
- K-kim jesteś? - wyjąkał. 
- Duchem Przyszłości - rozległ się głos. Był oziębły i pozbawiony wyrazu.
- Violetta? Szukasz sposobu, żeby mnie przekonać do wizyty Leona? Słabo ci idzie!
Duch nie odpowiedział. Znów zapanowało dzikie tornado, a zaraz potem mężczyzna poczuł, że coś ciągnie go ku oknu. Nim się obejrzał, szybował pośród śnieżnej zamieci, ponad argentyńskimi dachami. Chwilę potem znalazł się w znajomej mu izbie. Wewnątrz znajdował się podupadający kominek, stół i trzy krzesła, stary fotel i segment. Chata wyglądała na ubogą, dobrze znaną szatynowi. To tu przychodziło mu dorastać, w otoczeniu chorej matki i ojca - alkoholika. 
- Proszę, mamo, wypij. - Na łóżku, obok okna leżała kobieta w średnim wieku, a obok niej siedział kilkuletni chłopiec. Inżynier bez trudu rozpoznał swoją zmarłą rodzicielkę i.. siebie samego. 
Nigdy nie zaznał smaku prawdziwego dzieciństwa, jego dni kręciły się wokół zajmowania domem, gotowania i opieką nad schorowaną matką. Ojca nigdy nie obchodził ich los. Mimo, że w rodzinie panował głód i ubóstwo, nie starał się zmienić sytuacji swoich najbliższych, przepijając oszczędności, wymieniając rodzinne pamiątki na najtańsze wina. Już wtedy, ośmioletni German przysiągł sobie, że w przyszłości nie będzie taki, jak jego ojciec, Zdobędzie dobrą pracę, założy rodzinę, zrobi coś dla innych i.. będzie szczęśliwy.
- Kto by pomyślał, że wszystko tak się potoczy? - zagruchotał duch. - Przypomnij sobie czasem o ideach, które kiedyś wyznawałeś. 
Zjawa wykonała gwałtowny ruch i mężczyzna opadł na poduszki. Zszokowany starał się uspokoić zaciekłą gonitwę swojego serca, nim jednak zdążył dojść do siebie, pomieszczenie znów rozbłysło rażącym światłem i dało wyczuć się czyjąś obecność.
- Nie, nie, ja wariuję! - wrzasnął mężczyzna, kuląc się na skraju łóżka. - No dalej, obudź się, to się nie dzieje naprawdę! 
- Germanie. - Zabrzęczał melodyjny głos. - Germanie, spójrz na mnie.
Lecz szatyn nie zamierzał wykonać polecenia, zacisnął powieki, pod którymi zaczęły zbierać się łzy i zatkał dłońmi uszy.
- Ty też chcesz, żebym zwariował?!
- Jestem duchem teraźniejszości i chcę ci pokazać, co właśnie tracisz. - Spokojnie odparła postać.
- O nie, dość wycieczek - żachnął się, lecz w tym momencie ściany sypialni, meble i wszystko inne zniknęło, jak poprzednio, a na ich miejscu pojawił się salon. Ten sam, w jego willi, ten sam, w którym jeszcze niedawno przesiadywał.
Czekoladowym tęczówkom ukazała się ogromna choinka, stojąca na środku pomieszczenia. Sięgała aż do sufitu, dlatego strojąca ją Angeles musiała wspomóc się drabiną, aby dosięgnąć do jej górnych partii.                                           
                                                  Quanto amore nell’aria, rimani con me
e fidati del mio cuore
Quanto amore nell’aria,
se sono con te, non contano più le ore
Per il destino, il egame tra di noi è per sempre
è per sempre


Jej łagodny głos rozbrzmiewał wdzięcznie i napawał bezpieczeństwem.
Germanowi mocniej zabiło serce. Lubił jej słuchać, była taka łagodna i niewinna, ale nigdy nie śmiał jej tego powiedzieć. Nigdy też nie zdobył się na odwagę, aby podziękować za wszystko, co robiła.
Chwilę potem do salonu wszedł Ramallo, a za nim gosposia.
 - Piękna choinka! - zawołał mężczyzna
- Dziękuję, Lisandro - odrzekła, a w jej głosie można było doszukać się smutku.
Zeszła z drabiny i stanęła przy parze, aby wspólnie podziwiać efekt swojej pracy.
- Och, Angeles - westchnęła Olga, kładąc rękę na ramieniu blondynki. Po jej policzkach spływały łzy, załkała cicho.
- Jest chora? - spytał German, zerkając na bladą postać.
- O tak, cierpi na coś nieuleczalnego.
- Jak to?! Da się to wyleczyć?! Sprowadzę najlepszych fachowców!
- To miłość, Germanie - rzekł duch. - Uczucie tak silne miażdży jej serce, bo człowiek, którego nim obdarzyła, odsuwa się od niej.
- Nie mogę z nią być.
- Nie możesz, czy nie chcesz?
Inżynier nie odpowiedział nic. Milczenie zagłuszało głos jego serca, ale zaprzeczenie wyjawiłoby to, co tak naprawę czuł.
- Nie płacz, Angie. - Obok kobiety pojawiła się Violetta. Stanąwszy obok, objęła ją w pasie i przytuliła głowę do ramienia.
- Jak Leon?
- Powiedział, że się nie gniewa i wszystko w porządku, ale.. Angie, do cholery! To miały być nasze pierwsze wspólne święta! Miały pomóc nam w odbudowaniu naszych relacji. To pierwsze święta, odkąd ty jesteś z nami.. Rodzina w komplecie, tak bardzo chciałam to poczuć.
Nim szatyn zdążył cokolwiek powiedzieć, obraz rozpłynął się, a on znalazł się w swoim łóżku.
- Pomyśl o tym, co tracisz, to co przeminie, już nigdy nie wróci.
Obraz zamigotał i mężczyzna został sam. Zszokowany wydarzeniami, naciągnął kołdrę na głowę i zacisnął zęby, Pragnął się obudzić, pragnął, żeby to wszystko okazało się snem.
Nagle poczuł, że jakaś niewidzialna siła zrywa z niego nakrycie. Zacieśnił uścisk na rogach pierzyny, nie puszczając. Mimo ogromnego wytężenia sił, poczuł chłód na ciele, a otworzywszy oczy, ujrzał przed sobą kolejną zjawę. Tym razem była większa, bardziej zniekształcona, przyodziana w potargane łachmany i łańcuchy, wołała żałośnie.
- I teraz ty?! Kolej na przyszłość?! - zawołał jednocześnie zły i przerażony.
Duch wykonał ruch ręką, wywołując u Germana okrzyk strachu.
Kolejny raz rozbłysło światło, ściany pokoju zniknęły, a zastąpiły je mury piętrowego domu jednorodzinnego. Budynek zdobiły kolorowe światełka i gałązki choiny. Zza drzwi słychać było radosny gwar.
Dookoła zalegał śnieg, mężczyzna poczuł, jak mróz przeszywa każdy zakamarek jego ciała. Chwycił kołatkę i zapukał nieśmiało, jednak nikt mu nie odpowiedział. Niepewnie nacisnął klamkę i wszedł do środka. Korytarz prowadził do trzech pokoi, z którego jeden wypełniały czyjeś rozmowy, muzyka i dźwięk fortepianu. W powietrzu unosił się zapach piernika, szatyn nie miał wątpliwości, że to czas Bożego Narodzenia.
Wychylił się zza futryny drzwi, a wtedy jego oczom ukazały się dobrze znane mu osoby. Na sofie siedział Ramallo z Olgą, na fotelu Leon, a na jego kolanach Violetta. Przy choince stała Angie, trzymająca na rękach małą dziewczynkę, Obok niej wyłonił się Pablo. Wszyscy wyglądali na dużo starszych, na ustach mieli szerokie uśmiechy, wyglądali na szczęśliwych.
- Kochanie, ja ją potrzymam, odpocznij - Galindo zwrócił się do blondynki i musnął jej różowy policzek.
W Germanie zebrała się złość. Jak ona mogła pozwolić mu się dotykać?!
- Choć do tatusia, Iska..
I wtedy zrozumiał. Wszystko rozgrywało się w przyszłości, gdy jego już nie było, gdy wszyscy ułożyli sobie życie bez starego, zgorzkniałego Germana.
- Co to ma znaczyć?! - zawołał, jakby do siebie.
- Po tym jak wyrzuciłeś Angie z domu, związała się z Pablo, mają dziecko. Olga i Ramallo wyprowadzili się zaraz potem, a Violetta.. Nie mogła znieść dłużej twojego terroru, nie kontaktujecie się od siedmiu lat.
- Czyli.. ja żyję?
Jak na zawołanie sceneria uległa zmianie i teraz inżynier znajdował się ponownie w swojej willi. Coś jednak było nie tak, Pomieszczenia wyglądały na zaniedbane, meble popodgryzane przez korniki, pajęczyny zalegające w kątach. W fotelu pod oknem siedział.. on sam. Siwiejące włosy, pomarszczone ciało, zmęczone oczy. Otoczony papierami, pracował, zapomniawszy o otaczającym go świecie. Był sam. W Boże Narodzenie. Sam, zapomniany przez rodzinę, przyjaciół, przez otoczenie. Nie miał już na kogo liczyć, na kim polegać. Jedyne, co mu pozostało, to zalegające w każdym zakamarku domu dokumenty..

- Umrzesz samotnie, Germanie. Umrzesz samotnie - powtarzała zjawa. te słowa huczały mu w głowie, nie dając spokoju.
- Dość! - krzyczał, rwąc włosy z głowy. Przed oczami migały mu niedawno rozegrane sceny; umierająca matka, ubieranie choinki przez Violettę, pocałunki Angie i Pablo, on sam, osamotniony i opuszczony. - Nie, nie, NIEEE!

Otworzył oczy i z ulgą stwierdził, że znowu jest w swoim łóżku. Za oknem świtało, z dołu dolatywał dźwięk obijających się naczyń.
Zerknął na kalendarz, stojący na biblioteczce. 24 grudnia.
- Dziś Wigilia! - zawołał sam do siebie. 
Gwałtownie poderwał się na równe nogi i podbiegł do okna, otwierając je na oścież. Buchnęło mroźnym wiatrem, nos mężczyzny poczerwieniała już w przeciągu kilku sekund. 
Przymknął oczy i wydął usta w krzywym uśmiechu, po czym roześmiał się szczerze, łaknąć powietrze pełną piersią. Tak dawno nic nie przynosiło mu tyle uciechy, co w tamtym momencie zimowa pogoda. 
Nagle przypomniał sobie o czymś ważnym.
Na bosaka, w piżamach popędził na dół, gdzie trwały właśnie przygotowania do wieczornej kolacji; Ramallo i Violetta pilnowali w kuchni wypieków Olgi, która w tym czasie przeszukiwała sklepowe półki w poszukiwaniu brakujących produktów, zaś jego szwagierka wieszała ostatnie dekoracje. 
- Violu.. - Mężczyzna podszedł do kuchennego blatu, gdzie przesiadywała nastolatka. - Córeczko. - Złapał ją w ramiona.
Zdziwiona dziewczyna spojrzała pytająco na Ramallo, który równie zszokowany, wzruszył ramionami. 
- Córeczko, jeśli tak ci zależy, to Leon może do nas przyjść. Oczywiście, zaproś go i przekaż, że jest tu jak najmilej widziany. Ha, ha, przyjacielu! - Objął prawnika, po czym z radosnym krzykiem wybiegł z pomieszczenia.
- Oszalał - stwierdził Lisandro.

Już wolniejszym krokiem wszedł do salonu. Jego szwagierka właśnie schodziła z drabiny, która pomogła jej w zawieszeniu rozłożystej jemioły, tuż przy suficie. Teraz blondynka dumnie obserwowała całokształt swojej kilkudniowej pracy. 
- Angeles - niemalże wyszeptał, jednak kobiecie udało się to dosłyszeć. Miała wrażenie, że to świąteczny anioł wyśpiewał jej imię, nigdy bowiem nie słyszała tak dźwięcznego zawołania. Odwróciła się, a jej oczom ukazała się sylwetka inżyniera. Bosy, ubrany w pasiastą piżamę, ze zmierzwionymi włosami i uśmiechem na ustach był nie do poznania. 
- German. - Uśmiechnęła się nieśmiało, nie bardzo wiedząc, jak rzeczywiście ma się zachować. 
Mężczyzna był onieśmielony jej niewinnością, nigdy dotąd nie spotkał tak łagodnej osóbki. Od ich pierwszego spotkania po latach, intrygowała go jej postać. Ukradkiem przyglądał się jak śpiewa, gra, czy po prostu śmieje się, oglądając telewizję, czyta książki, opowiada o muzyce o swojej pasji. Pragnął jej całym sercem, pragnął poczuć choć raz dotyk tych malinowych warg. 
- Muszę ci coś powiedzieć - westchnął, dławiony podnieceniem. Podszedł do blondynki tak blisko, że niemalże słyszał przyspieszone bicie jej serca. Szmaragdowe oczy płonęły iskierkami, a usta same układały się w geście uśmiechu. 
Zerknął w górę, tuż nad nimi prezentowała się jemioła. 
Angeles poszła w ślad za szwagrem i roześmiała się szczerze na widok rzeczy, której się przypatrywał.
- Wiesz, jest taki zwyczaj.. - zaczął nieśmiało. 
- Jest..
Poczuł, że dłużej nie zniesie dystansu, który ich dzieli. Ciepło, bijące od kobiety, jej roześmiane tęczówki i miłość, żarząca się w jego sercu, popchnęły go do działania. Zatopił palce w złotych lokach i nie czekając dłużej, wpił się w usta blondynki. Początkowo niewinne pocałunki, z każdą sekundą stawały się coraz bardziej namiętne i zachłanne. Oboje pragnęli więcej i więcej, jakby chcieli jednocześnie wniknąć w siebie nawzajem i tworzyć jedno ciało. 
Z uczuciem przekazywał muśnięciami to, czego dotychczas nie umiał wyrazić słowami. Przygryzał i ssał jej wargę, czując, jak za każdym razem, gdy to robi, jego ukochana lekko się wzdryga.
 Błądziła dłońmi po jego torsie, od czasu do czasu napotykając chropowaty policzek. 
Namiętność biła od obojga. Wreszcie byli wolni, spełnieni, mogli wyrazić to, co tak naprawdę czują. 
- Kocham cię - wyszeptał, gdy oderwali się od siebie i zasapani, stykając się czołami, patrzyli w swoje oczy. 
Tak wiele czasu minęło, zanim odważył się to powiedzieć. Teraz zrozumiał, ile stracił za sprawą swojego gburowatego i oziębłego zachowania. Dzięki nocnym wydarzeniom nareszcie dotarło do niego, co miał, ma i co może stracić. Od dziś - nie od początku nowego roku, lecz właśnie teraz - postanowił być innym człowiekiem. Postanowił się zmienić.
- To prawdziwy cud - szepnęła Angie, zduszonym, radosnym głosem. - To prawdziwy, wigilijny cud. 

_____________________________________
Witajcie!
Powracamy po dość długim czasie razem ze świątecznym prezentem.
Oprócz fioletowego wydania bajki Dickensa, chcemy również jeszcze raz życzyć Wam - naszym czytelnikom wszystkiego, co najlepsze. Samych pogodnych chwil, uśmiechu na twarzy, szczerych przyjaciół, miłości, sukcesów, spełnienia najskrytszych marzeń i tego, czego jeszcze zapragniecie. 
Mamy nadzieję, że chwile spędzone w gronie najbliższych przyniosą Wam wiele radości i pozwolą cieszyć się ostatnimi dniami upływającego roku. 

Pozdrawiamy,
W&Z

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 131

Wciąż wzburzona przysiadłam na krawężniku. Serce kołatało mi w piersi, a obraz niebezpiecznie się kręcił. Powoli zaciągałam powietrze nosem i wypuszczałam ustami.  Przymknęłam powieki, odliczając w myślach do dziesięciu.
Próbowałam analizować to, co wydarzyło się niecałą minutę temu, lecz w mojej głowie panował zupełny chaos. Przed oczami cały czas miałam oburzoną minę Germana i jego kpiąco - bezczelny ton. Jak on śmiał zwracać się do mnie w taki sposób? Jedno było pewne - bez wątpienia udało mi się wzbudzić złość w szwagrze. Ta myśl w zadziwiający sposób podnosiła mnie na duchu.
Gdy cień przysłonił mi słońce, przypomniałam sobie, że kilkanaście metrów dalej zostawiłam Ivi i Emilio. Uniosłam głowę, spoglądając na nich. Włosi przyglądali mi się z góry z badawczymi minami.
- W porządku? - zapytał blondyn.
Przytaknęłam skinieniem głowy, podnosząc się z ziemi z jego pomocą.
- Ivi, proszę cię, żebyś następnym razem powstrzymała się od komentarzy pod adresem Violetty.
- Angie, ale ona przecież...
Skarciłam ją znaczącym spojrzeniem.
- Dobrze, przepraszam.
Poklepałam dziewczynę po plecach, złapałam przyjaciela pod ramię i wspólnie, już bez przeszkód wróciliśmy do mieszkania, uprzednio wstępując na zakupy.


- Będziesz to sprzątał! - pisnęłam, uciekając przed mąką, fruwającą dokładnie po całej kuchni.
Emilio i Ivi doskonale bawili się przy przygotowywaniu ciasta na pizzę, ja za to biegałam za nimi ze ścierką.
- Chodź tu. - Mężczyzna złapał mnie od tyłu w pasie i zbliżył pięść z białym proszkiem do mojej twarzy. Śmiejąc się, próbowałam się mu wyrwać, lecz był silniejszy i sprytniejszy. Zwinnym ruchem przyozdobił moją twarz mąką.
- Ej, zakochańce, uśmiech! - Niespodziewanie rozbłysł flesz aparatu i nastolatka uwieczniła nasze szaleństwa na zdjęciach. Zastygliśmy z uśmiechami na twarzy, patrząc w obiektyw. Czułam przyspieszony oddech przyjaciela na skroni i jego dłonie umieszczone na moich żebrach, a stopniowo coraz bardziej czerwone policzki bez wątpienia wyróżniały się pomiędzy bielą.
- Dobra, kolacja się sama nie przygotuje - zaśmiał się mężczyzna, a w chwili, gdy oderwał swoje ciało od mojego, poczułam lekki niedosyt.
- No co? - Zawstydzona wzruszyłam ramionami, widząc zawadiacki uśmiech Ivi. Dziewczynka zaśmiała się pod nosem i uciekła do pokoju, natomiast ja, aby odgonić niezręczne myśli, zajęłam się nakrywaniem do stołu.
Talent kulinarny Emilia po raz kolejny mnie zaskoczył, ośmieliłabym się nawet powiedzieć, że niekiedy zbija z podium nawet Olgę.
Kiedy Ivi zasnęła, wróciłam do salonu, gdzie mężczyzna przeglądał nagrania  z odtwarzacza DVD. Wybraliśmy jakiś film akcji, popijając przy tym wino, przywiezione prosto z Włoch przez moich gości.
Zachęcona przez szybko spożyty trunek, wtuliłam się w tors przyjaciela i przymknęłam powieki. Wtem rozległ się dzwonek.
- Spodziewasz się kogoś? - Emilio natychmiastowo się wyprostował.
Pokręciła głową i zdziwiona, podreptałam do drzwi. W progu stał German.
Z niedowierzaniem zacmokałam ustami, opierając się o futrynę. Szatyn wyglądał na zmęczonego.
- Angie, wszystko w porządku? - Obok mnie pojawił się Włoch.
Zobaczyłam jak mój szwagier unosi brwi i prycha pogardliwie.
- To twój nowy facet? - rzucił.
- Emilio. - Blondyn wyciągnął rękę ku szatynowi. - Wracajmy do środka - dodał, gdy ten nie zareagował. Poczułam, jak obejmuje mnie w pasie.
- Masz rację.
Już miałam się odwrócić, kiedy rozległ się stanowczy głos Germana:
- Chciałem porozmawiać.
- Ale ona chyba nie chce rozmawiać z tobą.
- Nikt nie pyta cie o zdanie..
- Ty te..
- Dosyć! - przerwałam im. - Wszystko w porządku, Emilio. - Wyswobodziłam się z jego uścisku. - Wyjaśnię sobie coś z moim szwagrem - wyraźnie zaakcentowałam ostatnie słowo - i zaraz wracam.
Włoch rzucił zirytowane spojrzenie w kierunku Castillo.
- Będę za drzwiami.
Przytaknęłam skinieniem głowy i zbliżyłam się do ojca Violetty.
- Więc o czym chciałeś porozmawiać?
- O nas.
- O nas? - zaśmiałam się, kpiąco. - Nie ma żadnych nas, Germanie. A może pochwaliłeś się narzeczonej? - syknęłam, usiłując spojrzeć w jego oczy, lecz mężczyzna unikał mojego wzroku. - Nie jesteś wobec nas uczciwy, ani szczery. Jesteś nikim. Nie zbliżaj się do mnie. - Chciałam wrócić do mieszkania, lecz ponownie zatrzymał mnie jego głos.
- Nie mów, że o mnie zapomniałaś.
- Nie zapomniałam. - zatrzymałam się, przełykając ślinę i w końcu decydując na szczerość przed nim i samą sobą. - Pamiętam każdy twój dotyk, uśmiech i pocałunek. Wciąż słyszę, jak wołasz mnie przez sen i żegnasz na dobranoc..
- Zniszczyłem to. Zabiłem naszą miłość.
- Nie można zabić czegoś, co dawno było martwe. - Gorzko przełknęłam ślinę, spoglądając na niego. Stał oparty o ścianę ze wzrokiem wlepionym w podłogę.
- Ty naprawdę mnie kochałaś..
- Bardziej niż kogokolwiek - przytaknęłam. Łzy zebrały mi się w kącikach oczu. - Chcę wierzyć, że i ty mnie kochałeś..
German nie odpowiedział. Popatrzył na mnie oczami pełnymi bólu i smutku, po czym podszedł, przysuną do ściany i złożył na moich ustach gorący pocałunek. Nie był ani zbyt gorliwy, ani za delikatny. Oddawał dokładnie wszystko to, co czuliśmy. Był jak ten pożegnalny pocałunek sprzed kilku miesięcy, gdy spędziliśmy pierwszą, wspólną noc.
Zacisnęłam pięści na kołnierzu jego koszuli i mocniej złączyłam nasze wargi. Nie próbował mnie dotykać, lecz zatopił dłonie w moich włosach i tak, jak ja - poddał się chwili, skupiając na tym jednym pocałunku. Każde osunięcie naszych ust krzyczało inną melodią, każde było inne i niepowtarzalne. Nigdy nie całował mnie w ten sam sposób, zawsze zachowywał te nutkę tajemniczości.
W końcu niechętnie oderwaliśmy się od siebie.
- Nie wiem jak, nie wiem kiedy, nie obchodzi mnie czyje usta wtedy będziesz całować.. jesteś moją dziewczyną - wysapał wprost do mojego ucha, po czym zdecydowanie odsunął się i nie obejrzawszy się w tył - odszedł, zostawiając mnie samą.
Moje serce kołatało dwa razy szybciej, niż podczas spaceru, całe ciało trzęsło się niczym w febrze, a kąciki oczu były mokre od kropelek łez.
"Nie rozkleję się" - powtarzałam sobie w myślach, lecz kiedy przekroczyłam próg mieszkania i zobaczyłam siedzącego na kanapie Emilia, po prostu wybuchłam.
Popędziłam do mężczyzny, wtulając się w niego, jakbym chciała wniknąć w jego ciało. Ciepło od niego bijące dawało mi dawno zapomniane poczucie bezpieczeństwa i spokój. Emilio, jakby słyszał moje myśli, bo bez wahania zacieśnił uścisk i począł kciukiem gładzić moje udo.
- Jestem, skarbie, jestem, kochanie - szeptał, obsypując czubek mojej głowy pocałunkami.
Płakałam pierwszy raz, odkąd wyjechałam do Włoch. Stopniowo czułam, jak niewidzialna zapora pomiędzy mną, a emocjami znika i mogę się ich wszystkich wyzbyć razem ze łzami.

Nazajutrz obudziłam się w swoim łóżku, otulona ciepłym kocem. Z kuchni dobiegły mnie rozmowy Ivi i Emilio w ich ojczystym języku. Niby umiałam go, lecz z tego o czym mówili nie zrozumiałam nic. I pomyśleć, że byłam we Włoszech... i to wszystko przez...
Zamknęłam oczy. Wszystko błyskawicznie pojawiło się przed moim oczami - poznanie Javiera, zapoznanie go z szwagrem, wspólne święta, zmiana Germana na lepsze... i na końcu śmierć chłopca, który nic nie zawinił, nic złego nie robił. 

Łzy napłynęły do moich oczu, gdy przypomniałam sobie to wszystko. Do tego sytuacja z Germanem.
"Nie wiem jak, nie wiem kiedy, nie obchodzi mnie czyje usta będziesz całować... jesteś moją dziewczyną"
"Zabiłem tą miłość"
- Angie. - do pokoju weszła Ivi, trzymając talerz smacznie wyglądających kanapek. - Płaczesz? - Widząc łzy, odłożyła jedzenie na biurko i przytuliła mnie. Była osobą, która również diametralnie się zmieniła. Każdy się zmienił.
- Wszystko w porządku? - Emilio wszedł do sypialni i usiadł obok nastolatki. - Chodzi o Germana? - zapytał, podnosząc przy tym brew.
- Ten leszczu tu był? - zdziwienie i rozgoryczenie malowało się na twarzy brunetki. No tak, w jednym się nie zmieniła...
- To nie istotne... - wyjąkałam, poprawiając swoje włosy. Nastolatka przewróciła oczami i wyszła z pokoju, mówiąc coś o moim szwagrze. Emilio objął mnie ramieniem, głaszcząc go.
- Chodzi o niego, prawda? - zapytał, wskazując na nasze wspólne zdjęcie, stojące na biblioteczce. Byliśmy szczęśliwi, codziennie zasypiałam w jego ramionach, a pocałunkami, pieszczotami i rozmowami poznawałam go na nowo.
Wstałam z łóżka i wrzuciłam fotografię do szuflady biurka.
- German się zmienił. Nie był taki. Gdybyś nas zobaczył, przed śmiercią... - głos mi się załamał. W dłoni trzymałam zdjęcie ze Świąt Bożego Narodzenia. Czuć było od niego tą magię. Magię nie tylko samych świąt...
- Przed czyją śmiercią? - odwróciłam wzrok w kierunku Ivi, która oparta o framugę drzwi, patrzyła zaciekawionym wzrokiem.
- Javiera. - podałam Emilio zdjęcie, któremu przez moment się przyglądałam. Zainteresowana Ivi, przybliżyła się do Włocha, chcąc zobaczyć chłopczyka.
- To on. - pokazałam palcem na malutką, śmiejącą się istotkę. - Javierka poznałam, gdy Violetta miała problemy zdrowotne. Pamiętam, że zaczepił mnie pytając się czy mam czekoladę... - uśmiechnęłam się na samo wspomnienie pierwszego spotkanie z chłopcem.
- Dowiedziałam się od pielęgniarki, że Javier ma białaczkę i jest pod stałą opieką w szpitalu. Jego rodzice umarli w wypadku samochodowym, a babcia opiekowała się nim, dopóki sama nie popadła w chorobę. On miał tylko 6 lat... - zauważyłam, że Włosi z uwagą przyglądają się fotografii.
- Zapoznałam go z Violettą... i Germanem. Wtedy poznałam go z innej strony, on był zafascynowany Javierem, pokochał go jak rodzic, pokochał go jak ja. Spędzaliśmy z nim czas, przychodziliśmy do niego, a on tak się cieszył na nasz widok... nigdy nie zapomnę jego szczęścia, gdy dowiedział się że spędzi z nami święta. W Sylwestra byliśmy z Germanem w jednym miejscu, spędzaliśmy go razem... nagle zadzwonił Ramallo, asystent przyjaciel szwagra. Powiedział, że stan Javiera się pogorszył. Ja...ja... byłam przy nim jak umarł. - łzy lały się po moich policzkach. - Wszystko pamiętam, wszystko... powiedział, że boli go główka, że jak wyzdrowieje to chcę malować... Nie chciał być sam jak pójdzie ze swoim aniołkiem do nieba... i nie był. Ale odszedł. - szlochałam, nie opanowując emocji. Ivi wtuliła się we mnie, mocząc pojedynczymi łzami moją koszulkę. Emilio objął nas obie.
- Ciii. - szeptał do nas, a ja przetarłam oczy. Nastolatka również już się uspokoiła, patrząc na mnie ze współczuciem.
- Jesteś najsilniejszą osobą, którą znam.. - szepnęła. 

Uśmiechnęłam się lekko, dając im znak, że chcę zostać sama. Kiedy wyszli z sypialni, ubrałam się, uczesałam i zrobiłam lekki makijaż. 
Po skończonym śniadaniu, rzekłam tajemniczo:
- Chciałabym was gdzieś zaprowadzić. 
Emilio i Ivi wymienili spojrzenia, ale przystanęli na propozycję i posłusznie powędrowali ze mną poza mieszkanie. 

Przekroczyliśmy bramę cmentarza w ciszy. Powoli ruszyliśmy główną ścieżką, a ja przypominałam sobie pogrzeb Marii, taty i Javiera. 
Przemknęłam oczy, cicho wzdychając, skręciłam w szereg równo ustawionych nagrobków. Włosi szli za mną, szepcząc coś do siebie.
- To tutaj. - rzekłam, siadając na ławce przed kamienną płytą. Emilio zajął miejsce

obok mnie, a Ivi stanęła przy nas. To tutaj, kilka miesięcy temu został pochowany Javier. To tu leży jego malutkie, bezwładne ciało. Przygryzłam wargę i wtuliłam się w towarzysza, który gładził mnie po włosach.
- Mam nadzieję, że spotkał tam swoich rodziców i są szczęśliwi. - szepnęła Ivi zduszonym głosem. 
Wyobraziłam sobie to. To, jak cieszy się obecnością rodziców. To jak maluje z nimi i opowiada o oddanej mu Angie i opiekuńczym wujku Germania, który ma taaaaki wielki brzusio. Opowiada o wszystkim co widział... Przeżegnałam się i pomodliłam, po czym razem z Włochami, ruszyłam w kolejne miejsce.
- Czemu świat jest taki okrutny? - jęknęła brunetka, idąc, lecz nadal przyglądając się znikającemu już za horyzont nagrobkowi.
- To my budujemy świat i od nas zależy jaki on jest. - odpowiedziałam i ujęłam dłoń dziewczyny. - Teraz chcę, żebyśmy zatrzymali się przy grobie mojej siostry. - zauważyłam na twarzy nastolatki uśmiech. Chyba dobrze pamięta, jak to ona podała się jako Maria Saramego. Emilio również uniósł kąciki swoich ust. Idąc dalej, w końcu doszliśmy do nagrobka.
- Moja mama ją uwielbiała. - westchnął Włoch i cmoknął ustami.
- A ty nie? - udałam oburzenia, parskając przy tym śmiechem. Objęłam moich towarzyszy i w ciszy, obserwowaliśmy nagrobek. Paliło się na nim kilka czerwonych zniczy, a w wazonie czerwona róża- ulubiony kwiat Marii. Uwielbiałam wspominać czasy, gdy Maria po kryjomu wychodziła z domu na randki z Germanem i wracała za każdym razem jedną różą. Gdy jej się oświadczał powiedział, że każda róża to miłość, która na nowo odradzała się z każdym ich spotkaniem. Dlatego je tak uwielbiała.
- Angie. - Ivi dotknęła mojego zaróżowiałego i mokrego policzka... sama nie wiedziałam, że łzy kapały z moich oczu. - Chodźmy już...
Przytaknęłam i ruszyłam z nimi, w stronę wyjścia.

 "Może niedługo się zobaczymy" - dodałam w myślach i z lekkim uśmiechem prowadziłam Włochów w kolejne miejsce. Aleje parku były zajętę przez rodziny przechadzające się z dziećmi przed porą obiadową. Udało się nam- staruszkom- przepchać przez tabun dzieci i młodych rodziców. Emilio niespodziewanie objął mnie w talii, zerknąwszy na dzieciaki, które biegły do swojej mamy.
- Czasem też tak myślisz, że nigdy nie będziesz mieć dzieci? - otworzyłam szeroko oczy. Pytanie przyjaciela wytrąciło mnie z równowagi. Miałam Javiera... co prawda nie był on moim synem, ale czułam się jak matka.
- Ja... nie, nie. - pokręciłam głową, zerkając na nastolatka, która beznamiętnie patrzyła w niebo. - Ej, młoda, co ci jest?
- Zdołowałaś mnie. - wybełkotała, mamrocząc coś o mojej siostrze i Javierku. Wypuściłam powietrze nosem, by lekko się uspokoić.
- Angie! - usłyszałam krzyk za swoimi plecami. W moją stronę szedł Pablo, z torbą na ramieniu i trzy..a może dwudniowym zarostem na brodzie. Zdyszany.. i spocony.. podszedł do mnie, przytulając mnie przy okazji.
- Kochana, tak strasznie cię przepraszam za tą moją nadopiekuńczość. - poczułam jak Włoch zabiera rękę z mojej talii. - Po prostu... aa, chyba w niczym nie przeszkadzam... - Pablo zauważył Emilia i stojącą za mną Ivi.
- Nie, nie... Pablo to jest Emilio, Emilio, to mój przyjaciel Pablo. - uścisnęli swoje dłonie, - A to Ivette.
- Ivi, miło mi cię poznać. - przerwała nastolatka, słysząc swoje pełne imię. Uśmiechnęłam się do Pablo, który mierzył wzrokiem blondyna. Chrząknęłam cicho, chcąc zwrócić uwagę bruneta.
- Ee, szedłem do Studia.
- Świetnie, my też się przejdziemy. - oznajmiłam, głaszcząc po plecach nastolatkę, która w końcu się uśmiechnęłam. Pablo również się uśmiechnął, lecz mało entuzjastycznie. 

Ruszyliśmy w stronę szkoły, rozmawiając o muzyce. Mogłam zauważyć, że Ivi szybko polubiła bruneta, dobrze im się rozmawiało.
- Czyli Violetta się tam uczyła? - przytaknęłam, na pytanie dziewczyny.
- Ugh... - jęknęła, ale ja uśmiechnęłam się, bo w tym momencie pomiędzy koronami rozłożystych drzew ukazał się kolorowy budynek Studia.


_______________________________
131 rozdział za nami. 
Trochę Germangie, a co. :D
Mamy nadzieję, że rozdział się Wam podobał.
Czekamy na wszelkie groźby, prośby, komentarze.

Do przeczytania!
W&Z

środa, 5 listopada 2014

Rozdział 130

(...) W drzwiach stał Emilio, wraz z Ivi.
Przytuliłam oboje, czując łzy szczęścia na policzkach.
http://27.media.tumblr.com/tumblr_l8kay8rg6c1qcv99so1_500.jpg- Co wy tu robicie? - zapytałam, zapraszając ich do środka. Emilio spojrzał na dziewczynę, która przewróciła oczami i rzuciła mi się na szyję. Oboje wyglądali na zmęczonych, ale mimo to uśmiechali się wesoło. Dopiero wtedy poczułam, jak bardzo brakowało mi optymizmu Emilia i jego promieniującej radości
- Postanowiliśmy, że skorzystamy z wakacji i zwiedzimy sobie Argentynę..
- Powiedziałam mu, że musimy przyjechać. - szepnęła mi do ucha dziewczynka. Uśmiechnęłam się do blondyna, na co wzruszył ramionami, odwzajemniając gest.
- Zmusiła mnie - dodał, a ja się zaśmiałam.
Ivi w końcu niechętnie oderwała się ode mnie i weszła do salonu. Wskazałam Emilio moją sypialnię, gdzie zostawił dwie, opasłe torby.
- Rozumiem, że wprowadzacie się na dłużej? - zaśmiałam się, patrząc na Włocha, który w skupieniu patrzył na zdjęcia, stojące na komodzie. Kiwnął głową, zajęty wpatrywaniem się w ramki.
- Kto to? - wskazał na zdjęcie moje i Pabla.
- Mój przyjaciel, Pablo. Opowiadałam ci o nim - rzekłam, uśmiechając się. Spoglądając ze zdjęcia na zdjęcie, mój wzrok zatrzymał się przy fotografii z Germanem z okresu świąt. Siedzieliśmy na kanapie, mężczyzna obejmował mnie ramieniem, a ja wtulona w niego, muskałam nosem jego brodę.
- Coś się zmieniło, odkąd wróciłaś? - zapytał.
- Nic czego byś nie wiedział - skłamałam, nie wspominając o nocy spędzonej ze szwagrem. To nie była pora na takie zwierzenia.
- A Violetta?
- Po tym razie, kiedy się pokłóciłyśmy, więcej jej nie widziałam.
Emilio wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale w tym momencie do pokoju wpadła rozanielona Ivi.
- Angie, masz piękne widoki z okna! - zapiszczała. Widać było, że bardzo się zmieniła, wróciwszy do rodziców.
- Masz za sobą długą podróż, jest po 21, więc teraz grzecznie pójdziesz spać, a jutro po mojej zmianie wybierzemy się na spacer - oświadczyłam, gasząc entuzjazm nastolatki. - No a  teraz chodź do mnie jeszcze, muszę ci się przyjrzeć! - zaśmiałam się, rozchylając ramiona. - Urosłaś.
- A ty zmizerniałaś. Jak się czujesz? - wtrącił Emilio.
Usiadłam na kanapie, biorąc dziewczynę na kolana. Mężczyzna stał obok fotela z rękami włożonymi do kieszeni i badawczo mi się przyglądał.
Znaczącym spojrzeniem  dałam mu znak, że nie jest to temat, w który powinna zagłębiać się kilkunastolatka i mocniej przesunęłam ją do siebie.
- Tak, Angie, powiedz - poprosiła,  chwytając mnie za szyję i badawczo spoglądając w oczy.
Zganiłam Emilia w myślach,  mrucząc łagodne dobrze. Mężczyzna posłał mi nerwowy uśmiech,  ale nie opanował,  dopóki Ivi nie wyszła z salonu.
Przeciągnęłam się ospale, rzucając aluzję, iż nie mam ochoty na rozmowę o moim zdrowiu. Przyjaciel jednak wygodnie usadowił się obok mnie i objął ramieniem.
- Nie patrz tak na mnie - prychnęłam.
- Patrzę na ciebie, jak zakochany w młodszej siostrzyczce brat - odparł jednym tchem i pozwolił mocniej wtulić się w jego tors.
- Kocham cię, przyjacielu - szepnęłam, ziewając.
Dopiero teraz zrozumiałam,  jak bardzo brakowało mi czyjegoś ciepła i obecności,. Przy Emilio nareszcie znowu poczułam się bezpiecznie, w końcu od bardzo długiego czasu odzyskałam spokój,  ciesząc się nim, nawet jeśli wiedziałam,  że jak to bywa moim życiu -  będzie on trwał tylko chwilę..
Ocknęłam się dwie godziny później za sprawą dźwięczącej komórki.  Zaspana, zarejestrowałam,  że nie znajduję się już na kanapie, w objęciach przyjaciela, ale w sypialni, obok pochrapującej Ivi. Czym prędzej dotykiem odszukałam urządzenie i wybiegłam do łazienki.
- Halo? - wymamrotałam do słuchawki, patrząc na swoje zmasakrowane odbicie w lustrze nad umywalką.
- Halo, dzień dobry. - Usłyszałam głos mamy Ivi. - Zdaję sobie sprawę z różnicy czasu, ale już nie mogłam wytrzymać.  Co prawda pan Emilio dzwonił po podróży...
- Wszystko jest w jak najlepszym  porządku. - Zapewniłam, przerywając jej wpół zdania. - Pańska córka dotarła do mojego mieszkania bezpiecznie, z tego co wiem lot też minął bez komplikacji,  a jeśli ma pani na myśli tę niespodziewaną wizytę,  to bardzo się cieszę z odwiedzin Ivi. Myślę,  że spędzimy razem we trójkę miło czas. Będziemy na bieżąco do państwa dzwonić.
- Bardzo dziękuję, już się z mężem martwiliśmy, że może..
- To nie problem. - Znów się wtrąciłam. - Cieszę się, że mogę spędzić trochę czasu z państwa córką. Bardzo przepraszam, ale..
- Och, tak, środek nocy. - Tym razem przerwała mi Brytyjka. - Dziękuję, dobrej nocy. - I zakończyła połączenie.
Potrząsnęłam niemrawo głową, nie świadoma tego, co przed chwilą się rozegrało i odłożyłam telefon na pralkę, poprzednio zerkając na godzinę, dochodziła druga w nocy. Następnie powlokłam się z powrotem do łóżka.

- Angie, Angie. - usłyszałam jak ktoś krzyczy mi do ucha. Przetarłam oczy i przede mną stała Ivi. Podniosłam się do pozycji siedzącej, przeciągając się przy okazji.
- Co, co? - wybełkotałam.
- Jest już dziesiąta. Chodź, śniadanie czeka. - Brunetka siłą wyciągnęła mnie z łóżka i pociągnęła do kuchni, gdzie Emilio nakładał jajecznicy. Oboje byli już ubrani.
Usiadłam przy stole, ziewając.
- Kawy? - zapytał Emilio, trzymając dzbanek z ciepłym napojem. Kiwnęłam głową i zaczęłam jeść śniadanie. - Pozwoliłem sobie, zajrzeć do twojej lodówki  i szafek - oznajmił, siadając obok mnie. Wybełkotałam coś niewyraźnie, z ustami pełnymi jajek.
- Wszystko dobrze, Angie? Wyglądasz na zmęczoną... - zapytała nastolatka, siadając po przeciwnej stronie.
- Dzwonili twoi rodzice, pytając się czy wszystko dobrze. - Przypomniałam sobie incydent z nocy. Zauważyłam jak kąciki ust dziewczyny wędrują ku górze.
Śniadanie zjedliśmy w miłej atmosferze, dawno nic nie smakowało mi tak dobrze. Nie wiedziałam czy to zasługa kucharza, czy towarzystwa. A może jedno i drugie tak na mnie wpłynęło?- Co będziemy zwiedzać? - pisnęła podekscytowana Ivi,odkładając brudne talerze do zlewu.
- Buenos Aires, a co innego? - zaśmiałam się, zmierzając do sypialni. Dziewczyna podążyła w ślad za mną.
Otworzyłam szafę w poszukiwaniu ubrań na dzisiejszy dzień. Od razu w oczy rzuciła mi się kolorowa sukienka w kwiecistym wzorze, wciśnięta w kąt mebla. Westchnęłam, rozprostowując ją. Łączyły się z nią wspomnienia z tamtego życia, z tamtego świata, gdzie miałam spokojny dom, pracę, byłam zdrowa..
Pewnym ruchem założyłam ją na siebie, była lekko ciasna w okolicach bioder, ale wciąż się sobie w niej podobałam.
Z uśmiechem na twarzy, całą trójką wyszliśmy z mieszkania. Buenos Aires było pełne ludzi, ze względu na wakacje, pogoda dopisywała. 
- Czyli pracujesz w restauracji? - zapytał Włoch, gdy skręciliśmy do miejskiego parku. Kiwnęłam głową, przypominając sobie ostatnią sytuacje z Pablo w pracy.
- Tak poza tym... chcę otworzyć Studio we wrześniu, ale boję się, że nie zdąrzę - dodałam, patrząc na Ivi, która obserwowała ogromne biurowce, rozstawione w około parku. - I jak? - zapytałam.
- Świetnie... Emilio dasz mi kilka peso, strasznie chcę mi się pić? - mężczyzna dał dziewczynie pieniądze, a ona pobiegła do pobliskiej budki.
- Usiądźmy. - poprosił, wskazując jedną z pobliskich ławek.
Uwielbiałam tą porę roku i ten park. Lato zawsze rozweselało to miejsce, które na jesień zaczynało zasypiać.
- Pięknie tu. - rzekł Emilio, obejmując mnie ramieniem.
- Taak. - westchnęłam, opierając się o ramię mężczyzny.
- Ej, zakochani, chodźmy dalej. - usłyszałam krzyk Ivi, na co razem z Włochem wybuchnęliśmy śmiechem. Tęskniłam za nimi... zawsze chciałabym, żeby tak było.
Następnym przystankiem była kawiarnia, w której zamówiliśmy po pucharze lodów. Ivi przez ten czas rozmawiała z rodzicami, Emilio przyglądał się ludziom przechodzącym przez ulicę, a ja wpatrywałam się w nich. Dokończyłam swoją porcję i pogoniłam swoich towarzyszy. Zaprowadziłam ich do muzeum sztuki nowoczesnej i oceanarium, przy okazji na kolejne dni planując wyjście do kina i na basen.
- Już dziewiętnasta... - oświadczyłam, siadając na ławce. Włosi zajęli miejsca obok mnie, wygrzewając się w ostatnich promieniach zachodzącego słońca.
- A co na kolacje? - zapytała nastolatka, a ja otworzyłam szeroko oczy.
- Zapomniałam pójść do sklepu. - Uderzyłam otwartą dłonią w czoło.
- Spokojnie - zaśmiał się Emilio. - Pójdziemy na zakupy i w domu przyrządzimy domowej roboty pizze. Co wy na to? - Podsunął pomysł
Na samą myśl o prawdziwym, włoskim jedzeniu poczułam burczenie w brzuchu i razem z Ivi ochoczo przystanęłyśmy na propozycję.
- Pospieszmy się, bo..
- Angie. - Usłyszałam za sobą znajomy głos.
Wstałam z ławki i wzięłam głęboki wdech, po czym powoli go wypuściłam. To Violetta szła w moją stronę, a za nią mogłam dostrzec Germana i jego narzeczoną.
Nerwowo poprawiłam włosy. Poczułam jak dłoń przyjaciela wsuwa się w moją.
- Violu...
- Angie, to ta zołza, która cię tak potraktowała? - Ivi stanęła obok mnie, mrużąc oczy.
Brunetka zacisnęła wargi, pomalowane szminką w kolorze ciemnego różu, aby po chwili je wydąć w kpiącym uśmiechu.
- A ty kim jesteś, żeby mnie przezywać? - zapytała po chwili, i przeniosła ciężar ciała na drugą nogę. Wzrokiem podążyłam w dal za jej plecami, gdzie zauważyłam jak German patrzy na palce Emilia, zaciśnięte na mojej dłoni.
- Na pewno osobą, która lepiej traktuje dorosłych - burknęła.
http://24.media.tumblr.com/b7dd966706835cb58900a9a8f03a0f3e/tumblr_mkc2x0jmRn1rgam16o4_250.gif- Ivi, dosyć. - Zganiłam ją. Oderwałam się od Włocha i podeszłam do siostrzenicy, która wlepiła wściekły wzrok w chodnik.
- Kim oni są? - tym razem pytania nie zadała nastolatka. Zwróciłam wzrok na Germana, który niespodziewanie znalazł się tuż za jej plecami. Tępo spoglądał na Emilia, a jego brawa brew była nieznacznie uniesiona. Esmeralda mocno trzymała się ramienia mojego szwagra, co przyprawiło mnie o złość. Szwagier, kochanek, były...
- A co was to obchodzi? - wybuchnęłam - Co ja was obchodzę? Co ja CIEBIE obchodzę? - Wycelowałam palcem w Germana. Czułam wściekłość i momentalnie zrobiło mi się gorąco. Jak oni śmieli wtrącać się w moje życie?
Z uporem starałam się spojrzeć w oczy mężczyzny, lecz ten skrupulatnie unikał mojego wzroku, z zaciśniętymi wargami obserwując jakiś punkt daleko za moimi plecami.
Zerknęłam na Violettę, która z bólem w oczach patrzyła to na mnie, to na swego ojca. Ivi wraz z Emilio obserwowali całe zdarzenie zza moich pleców. Przechodnie patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale mnie to nie obchodziło. Podeszłam do siostrzenicy i złapałam jej dłoń.
- Bardzo cie kocham, mam nadzieję, że kiedyś zrozumiesz moją decyzję i mi wybaczysz. 
Pocałowałam dziewczynę w czoło, po czym odwróciłam się na pięcie i nie zważywszy na nic, ani nikogo, odeszłam. 

________________________________
I drugi rozdział naszego autorstwa mamy już za sobą. :D
Germi taki zazdrosny, a jak. 
Czyżby Emiliangie?

Do przeczytania!
W & Z