piątek, 20 marca 2015

Rozdział 134


- Było całkiem przyjemnie - stwierdził Emilio, nabierając głęboko świeżego powietrza.
- Tak. Chyba tak..
- Czego chciał German?
- Teraz chcesz o tym rozmawiać? - parsknęłam śmiechem, chwytając przyjaciela za rękę.
Noc była wyjątkowo ciepła, gwiazdy błyszczały nad naszymi głowami, a ogromny księżyc zdawał się świecić tylko dla nas.
Palce przyjaciela ochoczo splotły się z moimi i jednomyślnie ruszyliśmy przed siebie, opuszczając posesję Castillo.
- Spacer pod gwiazdami, czego chcieć więcej?! - Zadarłam głowę ku niebu. - Dla takich chwil się żyje.
Niemalże czułam, jak Emilio się uśmiecha, dorównując mojemu szybkiemu kroku.
- Gdzieś się spieszymy?
- W jedno miejsce - rzekłam tajemniczo i pociągnęłam mężczyznę wzdłuż głównej ulicy.

- Zamknij oczy - zarządziłam, gdy znaleźliśmy się na miejscu.

- To wieżowiec - roześmiał się Włoch.
Uniosłam prawą brew i kąciki ust, a blondyn odpuścił i wykonał polecenie. Ponownie ujęłam jego dłoń, prowadząc w górę stromych schodów.
- Próg! - krzyknęłam, lecz nim ostrzeżenie dotarło do mężczyzny, runął przed siebie, przygniatając mnie swoim ciężarem.
Wybuchnęliśmy śmiechem, głowa Emilio spoczęła pomiędzy moją szyją, a ramieniem, a sam Włoch podtrzymywał swoje ciało rękami, które otaczały mnie z obu stron, uniemożliwiając ucieczkę.
- Masz piękne oczy - rzekł, onieśmielając mnie spojrzeniem, po czym podniósł się i wyciągnął dłoń w moją stronę. Ujęłam ją i wstałam, nieco śmiejąc z zaistniałej sytuacji. Bez żadnego słowa ruszyłam schodami w górę,  Emilio szedł tuż za mną.
- Tym razem patrz, jak chodzisz - oznajmiłam mu, i choć nie wiedziałam jego twarzy, byłam pewna, że się uśmiechnął.
- Cóż, to nie będzie trudne, kiedy mam przed sobą taki widok. - usłyszałam i roześmiałam się.

Gdy doszliśmy do drzwi prowadzących w to tajemnicze miejsce, zatrzymałam się. 

- Zamknij oczy - nakazałam mężczyźnie, a on marszcząc brwi, wykonał polecenie. Z tajemniczym uśmiechem, otworzyłam drzwi i złapałam Emilia za rękę, który ufnie podążał za mną. Wzięłam wdech, patrząc w górę. Od zawsze ten widok mnie zaskakiwał. 
- Możesz patrzeć. 
Ścisnęłam jego dłoń, a wtedy zerknął na mnie pytająco.
- Spójrz w górę - rzekłam, patrząc nadal w jego oczy.
 Jego ręka objęła mnie w pasie, i jakby niechętnie odwrócił wzrok, na niebo. Westchnął cicho i wspólnie podeszliśmy do barierki. Przed nami rozciągał się wspaniały widok panoramy miasta. Buenos Aires wyglądało nocą jeszcze bardziej imponująco, niż za dnia. 
Przyjaciel objął mnie mocniej, a ja swobodnie się w niego wtuliłam. 
- Nie chcę wyjeżdżać - wyznał cicho, siadając na bruku. Kucnęłam obok niego, spoglądając w błękitne oczy pełne smutku. Mówił to szczerze. 
Przykryłam jego dłoń swoją, widząc jak się uśmiecha. 
- German mnie pocałował - Emilio spojrzał na mnie zdziwiony. - Kochałam go, ale.. coś się zmieniło, zapominam o nim. - Włoch uniósł brwi. 
- Dzięki mnie. - Ni to zapytał, ni stwierdził, przenosząc wzrok na gwiazdy, które wesoło błyskały w naszą stronę. Mocniej ścisnęłam jego palce.
- Boję się, że jak wrócicie, to sobie przypomnę - wyznałam, mimo iż nigdy nie chciałam tego powiedzieć. - Przypomnę sobie, że go kocham..
Emilio poruszył się niespokojnie i wrócił wzrokiem na moją osobę. 
- To wrócę, by zostawić Ivi i... 
- Nie. Nie, Emilio, ty masz we Włoszech swoje życie, rodzinę, pracę, dom.. - uśmiechnęłam się smutno.
- Dom jest tam, gdzie serce twoje..
- Chloe Nei. Wiesz, że literatura to moje drugie hobby? - szepnęłam, rumieniąc się i szybko zmieniając temat. Mężczyzna chyba to wyczuł, bo przysunął się bliżej i ponownie, mocno mnie objął.
- Myślisz, że tam na górze rzeczywiście ktoś jest? 
Zaskoczył mnie tym pytaniem. W dzieciństwie co niedzielę chodziłam z rodzicami do kościoła i siedząc w pierwszej ławce, tuż przed ołtarzem, pilnie odmawiałam modlitwy. Po jednej stronie miałam mamę, po drugiej tatę i patrząc na ich głębokie rozważania, pragnęłam być osobą o równie głębokiej wierze. Z czasem jednak przestałam uczęszczać na msze, słuchać filozoficznych kazań księży i odmawiać pacierz. Nim się spostrzegłam, oddaliłam się od Boga. 
- Myślę, że nic nie dzieje się bez powodu. Nasz los.. jest gdzieś zapisany.
- W gwiazdach? - zadarł głowę ku niebu. 
- Może - westchnęłam tak cicho, że to prawe pewne, iż nie usłyszał. 
Resztę wieczoru spędziliśmy w swoich objęciach, na dachu wieżowca, aby dopiero późną nocą wrócić do mieszkania. 

Nadszedł uroczysty dzień Pabla i Monici. Od czasu kolacji w willi Castillo, nie miała kontaktu ze swoim szwagrem. Jedynie raz mignął mi wśród tłumu studentów, kiedy przyjechał odebrać Violettę ze szkoły. 

Już o piątej nad ranem obudziły mnie złociste promienie słońca i choć było jeszcze wcześnie, postanowiłam wstać. 
W szlafroku i z kubkiem kawy, przysiadłam na parapecie, wpatrując się w panoramę miasta, które powoli wyłaniało się spomiędzy szponów mrocznej nocy. 
- Lekarz kazał ci odstawić kofeinę. - Usłyszałam za sobą głos Emilio. - Oddawaj.
Szybko upiłam jeszcze łyk napoju i podałam kubek mężczyźnie, który bez namysłu opróżnił go w całości.
- Nie boisz się zarazków? - zakpiłam.
- Kiedy w końcu cię pocałuję, to nie będzie ważne - odrzekł z triumfalną miną. 
Mimowolnie na moje usta wkradł się uśmiech i speszona, odwróciłam wzrok, czując, że wciąż na mnie patrzy.
Zapanowało milczenie. Słońce raziło mnie w oczy i piekło w twarz, a mimo to wciąż byłam przyklejona do okna. 
Nagle poczułam, jak dłonie mężczyzny oplatają moje biodra. Jego tors przywarł do moich pleców, a usta spoczęły za uchem. 
Przymknęłam oczy i rozchyliłam usta pod wpływem pieszczoty, czując, jak powoli miękną mi kolana. Na szczęście moje bezwładne ciało napotkało opór w postaci ramion Emilio i nim się obejrzałam, moje ramiona, twarz i dekolt zostały zasypane pocałunkami. 
- Cholera - jęknął mężczyzna. - Jesteś taka.. nie umiem się powstrzymać.
- Proszę - wysapałam, obdarowywana pieszczotami. Włoch sumiennie omijał usta, za to drażnił swoimi wargami moją brodę, nos, policzki. 
- Lepiej idź się zbierać, bo stojąc przede mną naga, w samym szlafroku, cholernie mnie kusisz - mruknął wprost w moje włosy. 
Zaśmiałam się i wyrwałam przyjacielowi, ostatni raz posyłając z progu szelmowskie spojrzenie. 

Przed południem przygotowałam sukienki dla siebie i Ivi oraz garnitur Włocha, po czym zabrałam nastolatkę do fryzjera. Uroczystość miała rozpocząć się o trzynastej, toteż miałyśmy jeszcze chwilę na profesjonalne przygotowanie. Stylistka pokręciła zwykle proste włosy dziewczyny i luźno opuściła na jej ramiona, po czym zabrała się za układanie mojej fryzury.

- Życzy sobie pani coś specjalnego?
- Raczej coś wygodnego i prostego, ale eleganckiego.
- Nie ma sprawy. - Kobieta w średnim wieku porwała do pracy blond kosmyk. - Bardzo wypadają. - Przeczesała je palcami.
I rzeczywiście; na jej dłoni kłębił się duży pęk moich włosów. Przypomniała mi się jedna z rozmów z lekarzem, kiedy ostrzegł mnie przed następstwami choroby. Automatycznie w mojej głowie pojawił się widok ludzi z ogolonymi głowami, których spotykałam w klinice.
- Proponowałabym podcięcie końcówek, może nawet do ramion. - Z zamyślenia wyrwał mnie głos kobiety. - Cebulki się odbudują, odżyją.
Bez słowa kiwnęłam głową, pozwalając fryzjerce pracować. Najpierw umyła i wysuszyła mi włosy, a następnie po rozczesaniu, chwyciła nożyczki i rozpoczęła strzępienie końcówek.
Z mieszanymi uczuciami wpatrywałam się, jak dotychczas moje długie loki, szczelnie wypełniają podłogę wokół fotela.
Kiedy włosy sięgały mi już do połowy szyi, stylistka podkręciła końcówki i spryskała je lakierem. Zerknąwszy w lustro ujrzałam zupełnie inną osobę.
- Ulala - zagwizdała Ivi, widząc mój nowy look.
Czułam się taka lekka i bezwładna, jakby cały ciężar nagle zniknął. Może nawet zaczynało mi się podobać?
- Myślisz, że Emilio się spodoba? - zapytałam, jeszcze raz podziwiając swoją nową fryzurę w odbiciu szyby sklepu.
- Och, na pewno - parsknęła śmiechem nastolatka.
W dobrym humorze wróciłyśmy do mieszkania, gdzie Włoch właśnie zażywał kąpieli. Kiedy wkroczyłyśmy do salonu, stanął nieruchomo z rozdziawionymi ustami.
- I jak? - zatrzepotała rzęsami Ivi.
- Bella - westchnął, onieśmielając mnie spojrzeniem. Zachichotałam przypominając sobie nasze pierwsze spotkanie.
Dziewczyna wywróciła oczami i zniknęła za drzwiami łazienki, oznajmiając, że teraz jej kolej na prysznic, natomiast ja, rumieniąc się, popędziłam do sypialni, gdzie również rozpoczęłam przygotowania do wyjścia. Rozpoczęłam od pomalowania paznokci, a następnie wykonałam nieco mocniejszy makijaż. Ubrałam pudrowo-różową, obcisłą sukienkę do połowy uda i kremowe szpilki oraz dobrałam srebrne akcesoria. W dłoń chwyciłam kopertówkę w kolorze butów.
Przyjaciel powitał mnie minął sprzed kilkunastu minut, jednak tym razem pojedyncze komplementy stłumiła Ivi, ubrana wyjątkowo w błękitną sukienkę. Nigdy dotąd nie widziałam jej ubraną inaczej, niż w jeansy, czy dresy. Prezentowała się bardzo ładnie.
- Ivette. - Emilio podał ramię nastolatce. - Mój aniele. - Zwrócił się ku mnie i całą trójką ruszyliśmy do kościoła.

- Angeles!

Przed świątynia spotkaliśmy rodziców i babcię Pablo. Staruszka wyściskała mnie i ze wzruszeniem przez kilka minut trzymała w objęciach.
- Cukiereczku, tak bardzo to ciebie chciałabym zobaczyć przy ołtarzu z moim Pablitkiem. Och, była z was taka piękna para!
- Mamo, Pablo ma narzeczona - wtrącił się Galindo. - Dobrze cię widzieć, Angie - ucałował moje policzki.
- Państwo również - odparłam. - To moi przyjaciele: Ivi i Emilio.
Włosi wymienili uściski dłoni z krewnymi pana młodego, po czym wspólnie weszliśmy do świątyni i zajęliśmy miejsca w połowie środkowego rzędu. 
Pomachałam ręką stojącemu przy ołtarzu przyjacielowi, na co odpowiedział nieśmiałym uśmiechem. Wiedziałam, że jest zdenerwowany i przejęty, miałam jednak nadzieję, że wie, jak mocno go wspieram. 

Niecałe dziesięć minut później rozległ się weselny marsz i przez środek świątyni przemaszerowała panna młoda, ubrana w śnieżnobiałą suknię, w asyście trzech druhen. Spośród gości wychwyciłam znajome postacie Beto, Gregorio i kilkoro uczniów ze Studia. Obok Leona dostrzegłam Violettę i przez myśl przeszło mi, czy Pablo skusił się zaprosić również jej ojca. 
- Nie, nie zrobiłby mi tego - szepnęłam sama do siebie. 
- Hm? - mruknął Emilio, lekko szturchając mnie łokciem. 
Pokręciłam przecząco głową i położyłam ją na jego ramieniu. 
Właśnie rozbrzmiały słowa przysięgi. Państwo młodzi wymienili się obrączkami, aby chwilę później wpić się w usta małżonka. 
Goście zerwali się z miejsc i zaczęli klaskać, a ja poczułam lekkie ukłucie zazdrości. Nie było już odwrotu, musiałam pogodzić się z tym, że straciłam Pablo na zawsze. Jednocześnie przepełniała mnie duma, cieszyłam się, patrząc na jego szczęście. Zasługiwał na wszystko, co najlepsze. 

- Witam najpiękniejszą dziewczynę na świecie.
Ktoś przysłonił mi oczy, a do nozdrzy doleciał intensywny zapach perfum i tulipanów. 
- Zdradziłeś się - zachichotałam, odwracając w kierunku młodzieńca. 
Jego oczy śmiały się do mnie, a usta same układały w podkówkę. Momentalnie moje kąciki ust również powędrowały w górę i rzuciłam mu się na szyję. 
- Tęskniłam - wyszeptałam pomiędzy czułymi pocałunkami, którymi obdarowywał mnie chłopak. 
- Ja też. Przez cały kurs myślałem tylko o tobie i o tym, jak bardzo cię kocham. 

Od najmłodszych lat byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, lecz w okresie studiów połączyło nas coś więcej. Oboje zapragnęliśmy być dla siebie kimś innym, niż tylko kumplem. 

- Co jeśli któregoś dnia będę musiała odejść? - zapytałam pewnego popołudnia, leżąc z Pablo pośród wysokich traw. Słońce powoli chyliło się ku horyzontowi, w powietrzu czuć było słodki zapach bzu, a gdzieś niedaleko nas trwał właśnie koncert koników polnych. 
- O czym ty mówisz? - nerwowo zaśmiał się brunet. 
- Wiesz.. Co jeśli kiedyś będziemy musieli się rozstać na dłuższą chwilę. Ty wyjedziesz na kolejne warsztaty taneczne, ja poświęcę się gry na skrzypcach.. Co będzie z nami?
- Nic się nie zmieni, Angie. Nic. Wtedy po prostu usiądziemy i poczekamy na siebie. Jeśli się kogoś kocha, to ta osoba nigdy od nas nie odchodzi. 

Wtedy Pablo nie wiedział jeszcze, że mój ojciec dostał propozycję poprowadzenia Studia wraz z Antonio, a ja miałam rozpocząć szkołę na tamtejszym Uniwersytecie Muzycznym. 
Kilka dni później stałam na peronie, czekając z rodzicami na przyjazd pociągu, który miał nas zabrać prosto do Buenos Aires. Dłuższa rozłąka w końcu doprowadziła do naszego zerwania. Choć Pablo nie chciał się rozstać, ja czułam, że im dłużej jestem w stolicy Argentyny, tym mniej tęsknie za starym kątem i uczuciem, które nas kiedyś łączyło. Mimo, że był moją pierwszą wielką miłością, podjęłam decyzję o rozejściu. 

- Źle się czujesz? - Z zamyślenia wyrwał mnie głos Emlio.  Miał przejętą minę i wpatrywał się we mnie z niepokojem. 
- Wszystko w porządku - odparłam, wychodząc z ławki. Emilio i Ivi podążyli za mną, kierując się z pozostałymi gośćmi ku wyjściu. 
Młoda para wsiadła do białej limuzyny, za którą sznurkiem ruszyły samochody zaproszonych. 
Nasza trójka zabrała się z Gregorio, któremu towarzyszył Beto. 
Przez całą drogę czułam na sobie wzrok mężczyzn, którzy komentowali moją nową fryzurę. Nawet choreograf nie szczędził komplementów, co wprowadziło mnie w lekkie zakłopotanie. 
Tuż po wejściu do lokalu, pospieszyłam w stronę Pablo i Monici.
- Wszystkiego, co najlepsze, kochani! - Ucałowałam obojga. - Serdecznie wam gratuluję, zasługujecie na szczęście. 
Jeszcze raz uściskałam przyjaciela, czemu zawtórowali Włosi, podając parze prezent, który wspólnie wybraliśmy. 
Odstąpiłam od nowożeńców i zaczepiłam Violettę.
- Widziałam cię z Leonem, wróciliście do siebie? 
Dziewczyna spłonęła rumieńcem. 
- Nie jest jeszcze idealnie, ale powoli znów uczymy się sobie ufać. A ty? Pablo zaklepany, tato.. no wiesz. A Emilio? 
- To tylko mój przyjaciel - powiedziałam, czerwieniąc się, bo w tym momencie u mojego boku stanął Włoch. 
- Podają obiad, idziemy? - zapytał z uśmiechem. 
Chwyciłam nastolatki pod ręce, udając się do auli. 

_______________________________
I tym oto pozytywnym akcentem kończymy rozdział 134.
Mam nadzieję, że wybaczycie nam nieobecność. 
Było trochę Pangie, Emiliangie, mała wzmianka o Sierocie - do wyboru, do koloru! :D
Mamy nadzieję, że mimo przerw w notkach nas nie opuścicie. 

Do przeczytania!
W&Z

środa, 4 lutego 2015

Rozdział 133

Po opuszczeniu budynku udaliśmy się do Resto. Ivi, oddana pod opiekę Belli i Ricka pozwoliła mi i Emilio na spędzenie popołudnia w towarzystwie nauczycieli Studia. Po piętnastu minutach dotarł Pablo, prowadząc pod rękę Monicę.
- Za udany start! - Uniosłam lampkę z winem, czemu zawtórowali pozostali. Widziałam wzrok Emilio, jednoznacznie przestrzegający mnie przed alkoholem. - Tylko trochę, okazyjnie - szepnęłam wprost do jego ucha i krótko musnęłam chropowaty policzek. Poczułam na sobie spojrzenia przyjaciół, dlatego szybko zmieniłam temat. 
- Kochani, chcielibyśmy razem z Monicą oficjalnie ogłosić nasze zaręczyny - powiedział Pablo po skończonym obiedzie. W oczach jego narzeczonej błyszczały iskierki szczęścia. - Mamy nadzieję, że już w przyszłą sobotę, podczas ceremonii będziemy mogli cieszyć się waszym towarzystwem.
Rozległy się oklaski, a na stół wkroczył szampan, o dziwo zamówiony przez Gregorio. Sięgnęłam po lampkę, ale w tym momencie spotkałam się z wyraźną dezaprobatą Emilio. Pablo też spojrzał na mnie znacząco, więc odpuściłam i zdecydowałam się na łyk soku pomarańczowego.

Owinięta kocem ułożyłam się w łóżku. Zaraz po powrocie do domu poczułam się nieco gorzej, doskwierał mi ból głowy i stan podgorączkowy. Emilio nie krył niepokoju.
- Dziękuję. - Odstawiłam kubek z herbatą malinową, zaparzoną mi przez przyjaciela.
Ponownie opadłam na miękkie poduszki, a Włoch przyłożył do mojego rozpalonego czoła kontrast i pogłaskał po policzku.
- Odpoczywaj..
- Będziesz tu, kiedy się obudzę? - spytałam, niczym mała dziewczynka.
- Obiecuję. - Pocałował mnie w skroń i otuliwszy szczelniej kocem, wyszedł z sypialni, zamykając za sobą drzwi.

- Emilio - obudziłam się. Rozejrzałam się po pokoju, za oknem było widać świecące gwiazdy. - Emilio! - krzyknęłam jeszcze raz, wstając z łóżka i boso, opuściłam sypialnie. 
Cisza, chłonęła powoli moją odwagę, a jej miejsce zajmował strach. W przedpokoju nie było butów Ivi, ani Włocha. Mrugnęłam kilka razy i wycofałam się do salonu.
- Bu - rozległo się i przerażona upadłam na kanapę. Słyszałam tylko bicie mojego serca i mój nierówny oddech. - Nie spodziewałaś się mnie? - ten głos znałam dobrze. Aż za dobrze.
- Czarek - szepnęłam, a przede mną pojawił się chłopiec ze swoim uśmiechem. Nadal taki sam, nadal pojawiający się i znęcający się nad moimi myślami.
- Angie, co tam u ciebie? Emilio... no, no - zaśmiał się, znikając i pojawiając w drugim końcu pokoju, przyglądając zdjęcia na parapecie. - A co z nim? - znowu się pojawił przede mną, trzymając fotografię przedstawiające mnie i Germana.
- Zostaw to! - Wyrwałam mu z dłoni ramkę i delikatnie odłożyłam na miejsce.
- Och, no tak... obwiniasz go za to, że związał się z Esmeraldą - Czarek z udawanym smutkiem mnie obserwował. 

Odwróciłam wzrok na lustro. W moich oczach widziałam strach, zagubienie. Nagle za mną pojawił się German. Objął mnie w talii, a swoją głowę oparł o moję ramię. Mimowolnie westchnęłam, czując zapach jego perfum. Jego usta wylądowały na moim karku i pozostawiały mokre ślady, aż do szyi.
- Tęskniłem - powiedział, spoglądając kątem oka w lustro, na moją osobę.
- Ja też - szepnęłam, lecz tym razem do Emilio. Lekko wycofałam się do tyłu, patrząc na Włocha. Odgarnął kosmyk moich włosów, patrząc w moje oczy. Otworzyłam usta, chcąc coś powiedzieć, lecz sama nie wiedziałam co. To sen. Nie dam się tak łatwo omamić Czarkowi.
- Przestań, nie dotykaj mnie - wrzasnęłam, a Emilio zniknął.

Upadłam na podłogę, chcąc nie chcąc zaczęłam płakać. Chłopiec, pojawił się nade mną, śmiejąc się ze słabości, jakie ja posiadam.
- Niezdecydowana, nie mająca uczuć, bawiąca się wszystkim - szeptał, a ja jak dziecko, zakrywałam głowę rękoma, żeby tylko go nie widzieć i nie słyszeć.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam, wstając i chwiejąc się lekko. Czarek zniknął, lecz nadal słyszałam jego śmiech.


- Angie, Angie..

Otworzyłam oczy i gwałtownie poderwałam się w górę, jednak ostry ból głowy zmusił mnie do ponownego ułożenia się na materacu. Wciąż jednak szamotałam się, jak oszalała, czując przyspieszone bicie serca, duszące gorąco i pot na całym ciele.
- Przynieś wodę - usłyszałam, rozpoznając dłonie przyjaciela na policzkach. - To tylko sen, kochanie - szeptał, stopniowo coraz ciszej. - To tylko zły sen..
Uspokojona jego głosem i dotykiem, odetchnęłam głęboko, pijąc do dna kranówkę, przyniesioną przez Ivi.
- Posiedzę przy niej - powiedziała dziewczyna. Ułożyła się obok mnie i przykryła moją dłoń swoją.
Wzdrygnęłam się.
- Co się dzieje? - zapytała.
Płakałam z bezsilności, czując się coraz gorzej. Obserwowałam dłoń Ivi, która głaskała moją. Wyglądała jakby dopiero co wybiegła z łóżka. Jej rozczochrane, włosy zasłaniały połowę twarzy. Uspokoiłam się lekko, biorąc wdech i wydech.
- Lepiej? 

Kiwnęłam głową, pytając o godzinę.
- Siódma rano, nieźle nas wystraszyłaś. - Uśmiechnęła się brunetka, a do pokoju wszedł Emilio.
Ivi, musnęła mój policzek i wyszła, zostawiając mnie i Włocha samych. Jego zatroskona mina wyryła się już w moich myślach. Co ja zrobię bez niego? Co ja zrobię bez nich? Nagle ogarnęło mnie poczucie samotności i łzy powróciły.
- Oh Angie, cicho - Emilio objął mnie, i jak malutkie dziecko. - Za godzine dzwonie do Germana i odwołuje kolacje - oświadczył, a ja automatycznie wyprostowałam się na dźwięk imienia szwagra.
- Nie, nie, widzisz już mi lepiej... - wstałam z łóżka i podążyłam do kuchni, w której Ivi rozwiązywała krzyżówki. Lekko zaskoczona zainteresowaniem nastolatki otworzyłam lodówkę i wyjęłam jogurt.
- Angie, ale źle się czujesz, masz gorączke - Emilio wszedł do małego pomieszczenia, po czym położył dłoń na moim czole. Odepchnęłam go, i wkurzona wzięłam łyżkę.
- Mam się dobrze, poza tym bardzo chcę się zobaczyć z Olgą, Viole...
- Zapobiega czkawce, słowo na 6 liter - Ivi przerwała, i zwróciła wzrok na nas.
- Cukier - odrzekłam, po krótkim zastanowieniu. Nastolatka, zadowolona, wpisała hasło, a ja wróciłam do Włocha.
Jego wyraz twarzy przypominał skrzyżowanie troski i niechęci. Położyłam dłoń na jego chropowatym policzku.
- Obiecuję, jak się poczuje gorzej... to od razu wyjedziemy - Emilio uśmiechnął się lekko, a jego oczy zaiskrzyły. Odwzajemniłam uśmiech i musnęłam jego policzek, następnie omijając Włocha i powracając do sypialni.


- Jesteś pewna, że chcesz tam iść? - zapytał Emilio, gdy nasza taksówka stanęła przed willą. - Jeszcze możemy uciec - zaśmiał się, ale wyczułam napięcie w jego głosie.
- Chodźmy - zadecydowałam i wysiadłam z samochodu.
Włoch zapłacił kierowcy i pospiesznie do mnie dołączył.
- Nie musisz nikomu nic udowadniać!
- Mylisz się. - Stanęłam tuż przed schodami i obróciłam się ku niemu. - Chcę mu pokazać, że.. że mogę być szczęśliwa. Bez niego. - Wspięłam się na palce i musnęłam jego policzek, co sprawiło, że nieco się rozpogodził.
- No to idziemy. - Sięgnął dzwonka i już po chwili słyszeliśmy jego ryk. Nie minęła sekunda, a w drzwiach pojawiła się Olga.
- Angeles! - pisnęła i złapała mnie w objęcia. Posłałam Emilio znaczące spojrzenie. - Tak się cieszę, maleńka. Zmarniałaś, trzeba ci prawdziwej, niemieckiej zupy - stwierdziła stanowczo i pociągnęła mnie w głąb domu.
- Oleńko, a to jest Emilio, mój..
- Aha! - Zmierzyła go krytycznym wzrokiem. - Włoch z krwi i kości. Europejczyk to jednak Europejczyka zrozumie. No ładnie się urządziłaś, Angeles - szepnęła w moją stronę na tyle głośno, że blondyn zdążył to wychwycić i skomentować cichym chichotem. Spłonęłam rumieńcem, bo jednocześnie w tym momencie w salonie pojawił się German i Esmeralda.
- Jak miło, że jesteście! - zapiszczała kobieta. Mój szwagier zawtórował jej mocno wymuszonym uśmiechem. Doskonale wiedziałam, kiedy kłamie.
Aby oderwać myśli od pana domu, przyjrzałam się jego narzeczonej. Jak zwykle nienagannie ubrana; prosta, czarna sukienka przed kolano, wysokie szpilki w tym samym kolorze, krwistoczerwona szminka i sznur pereł, zawieszonych wokół szyi, a włosy zebrane w ciasnego koka.
Zerknęłam na swoje przetarte czubki balerinek i letnią, białą sukienkę. Lustro wiszące na ścianie, obok mnie ukazało nieład, powstały ze sterczących w każdą stronę loków. Tak bardzo się różniłyśmy, może German w każdym względzie szukał zmiany.
- Jesteś najpiękniejsza. - Usłyszałam szept przyjaciela tuż przy swoim uchu i przeszedł mnie przyjemny dreszcz, gdy poczułam, jak obejmuje mnie w talii.
- Bardzo dziękujemy za zaproszenie - odrzekł, a w duchu podziękowałam mu, że nie każe mi krztusić się słowami.
- Cała przyjemność po naszej stronie - rozległ się chłodny głos Germana. I bez tego wiedziałam, że nie ma ochoty na nasze towarzystwo.
- Proszę, siadajcie do stołu. Pani Schulz* zaraz poda kolację.
Zajęliśmy krzesła naprzeciw kuchennym drzwiom, tam, gdzie niegdyś było moje stare miejsce, a mi przez myśl przeszło pytanie, dlaczego Esmeralda zwraca się do Olgi po nazwisku.
Emilo nie obejmował mnie już w pasie, ale siedział wystarczająco blisko, żebym mogła czuć jego ciepło i co jakiś czas zerkał na mnie kątem oka.
Rozmowa nadzwyczaj się nie kleiła, Włoch i brunetka prowadzili zawziętą rozmowę na temat egzotycznych odmian kaktusów, a ja i German ukradkiem piorunowaliśmy siebie wzrokiem. Gdy nasze spojrzenia się spotykały, mężczyzna nerwowo odwracał głowę, po sekundzie ponownie kierując ją w moją stronę. I z powrotem..
Niezręczną sytuację przerwała gosposia, serwująca na stół zachęcająco pachnącego kurczaka.
- Od miesięcy nie widzieliśmy tu mięsa - zawołał wkraczający do jadalni Ramallo.
- A konkretnie od twojego wyjazdu, Angie - dodała nadchodząca Violetta.
Przywitałam się czule z nastolatką i mogliśmy rozpoczynać kolację. Chociaż nie byłam głodna. tym razem miałam konkretny pretekst, aby się nie odzywać.
W pewnym momencie poczułam kciuk przyjaciela, osuwający się o kącik moich ust.
- Sos - wyjaśnił, widząc moją zaskoczoną minę, po czym oboje serdecznie się roześmialiśmy. Otrzymałam krótki pocałunek poniżej miejsca ubrudzenia. Spłonęłam rumieńcem, zauważając, że wszyscy na nas patrzą, łącznie z purpurowym panem domu. Odczułam satysfakcję z faktu, iż jest zazdrosny. A może tylko mi się wydawało?
- Angie, może opowiesz nam, jak było we Włoszech? - Ciszę przerwała Esmeralda. Zauważyłam, jak German nerwowo na mnie zerka, co dodało mi sił.
- Och, wspaniale - odrzekłam. - Zwiedziłam tyle wspaniałych miejsc, dużo się nauczyłam, poznałam fantastycznych ludzi..
- W to nie wątpię - zaśmiała się kobieta, mrugając okiem. - Tworzycie przepiękna parę.. Jak to jest spotkać swoją drugą połówkę praktycznie na drugim końcu świata?
Odpowiedź przerwała mi gwałtowna reakcja krztuszącego się Germana. Mężczyzna zachłysnął się winem, poczerwieniał i wykrzywił twarz w grymasie bólu i niezadowolenia.
- Nic ci nie jest, misiu? - Esmeralda poklepała narzeczonego po plecach i przetarła jego brodę serwetką.
- Angie, mogę panią prosić do gabinetu?
Zanotowałam tylko, że zwrócił się do mnie poprzez per pani, po czym posłusznie wstałam od stołu i podążyłam za mężczyzna.
- Będzie kłótnia. - Zdążyłam jeszcze usłyszeć dość wyraźny szept Olgi, a następnie zniknęłam we wnętrzu pracowni szatyna.
- O co chodzi? - zapytałam, starając się brzmieć naturalnie, choć byłam niemalże pewna, że wychwycił moje zdenerwowanie.
Mężczyzna stał do mnie odwrócony plecami, skierowany twarzą do okna. Uważnie obserwowałam jego unoszące się i opadające ramiona oraz napięte mięśnie pleców.
- Powiesz mi, dlaczego mnie tu wezwałeś, czy będziemy tak stać do jutra? - rzuciłam z irytacją. Aby opanować roztrzęsienie i dodać swojemu wizerunkowi pewności, skrzyżowałam ręce na piersiach.
Nim zdążyłam wypowiedzieć kolejne słowa gorzkich pretensji, German gwałtownie się odwrócił, podszedł do mnie i ujmując moją twarz, nachalnie złączył nasze wargi w dość niezgrabnym pocałunku. Mimo szamotania, nie potrafiłam się mu oprzeć. Czułam, że jeszcze sekunda i ulegnę, zatopię palce w jego włosach i odwzajemnię pieszczotę. Ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Dawna Angie z pewnością by tak postąpiła, ale jej już nie było. Nie istniała.
Z całej zebranej w sobie siły odepchnęłam mężczyznę i zamachnąwszy się, wymierzyłam mu siarczysty policzek. Popatrzył na mnie z żalem i wyrzutem. Momentalnie ogarnęło mnie poczucie winy, miałam ochotę podejść i z uczuciem pokazać, jak bardzo jest mi przykro. Ale..
- Przepraszam. - Spuściłam głowę. - Ustaliliśmy coś, a teraz sądzę. że nie tylko nie powinniśmy zostawać sami, ale w ogóle się widywać.
Uniosłam wzrok i zerknęłam na twarz szwagra. Z uporem wpatrywał się w podłogę, a na jego policzku malował się czerwony ślad. Wolnym krokiem zmierzyłam ku niemu i gdy byliśmy wystarczająco blisko, ujęłam jego twarz w dłonie, tak jak on moją przed paroma sekundami i zmusiłam go do kontaktu wzrokowego. Jego czekoladowe oczy przepełniał ból.
Zbliżyłam usta do miejsca, w które otrzymał cios i złożyłam na nim długi pocałunek. Czułam, jak pod wpływem mojego dotyku rozluźnia mięśnie i powoli wypuszcza powietrze. Przesunęłam kciukiem po jego brodzie, a następnie ostrożnie się odsunęłam i jeszcze raz popatrzyłam w ciemne tęczówki.
- Wracajmy - zarządziłam. Nie czekając na reakcję pana domu, niepewnym krokiem wróciłam do jadalni. Po przekroczeniu progu napotkałam zatroskane miny domowników.
- Wszystko w porządku? - Emilio zerwał się z miejsca. 
Obok mnie stanął German, do którego podbiegła Esmeralda. 
- Alfabetycznym - zaśmiałam się nerwowo, czemu zawtórował mój szwagier. Spojrzeliśmy na siebie zmieszani. 
- Jesteście w samą porę, zaraz deser - oznajmiła brunetka, przylegając do torsu narzeczonego. Odwróciłam głowę.
- O, grasz? - Emilio wskazał na stojący fortepian, zmieniając temat. Przyrzekłam sobie, że kiedyś odwdzięczę mu się za wybawianie z opresji. 
- Należał jeszcze do mojej żony, kiedyś jej akompaniowałem, nauczyłem fachu Violetty..
- Mogę? - zapytał blondyn.
Pan domu skinął głową, a Włoch zasiadł przed instrumentem, przywołując mnie gestem dłoni. Reszta zebranych też otoczyła muzyka.
- Gentili Signore e Signori.. (Szanowni państwo) 
Spod palców mężczyzny wypływały łagodne dźwięki. Od razu rozpoznałam graną melodię i bez wahania rozpoczęłam piosenkę. 

The day I first met you
You told me you'd never fall in love
But now that I get you
I know fear is what it really was

Now here we are, so close
Yet so far, haven't I passed the test?
When will you relize 
Baby, I'm not like the rest..


Ten utwór był mi bardzo dobrze znany. Nocna knajpka, do której często chodziliśmy we Włoszech oferowała amatorskie występy początkujących artystów. To była pierwsza piosenka, jaką wspólnie wykonaliśmy przed tamtejszą publicznością. 

W refrenie dołączył do mnie Emilio:

Don't wanna break your heart
I wanna give your heart a break
I know you're scared it's wrong
Like you might make a mistake
There's just one life to live
And there's no time to wait, to waste

So let me give your heart a break
Give your heart a break
Let me give your heart a break
Your heart a break..


Kątem oka zerknęłam na Germana, który piorunował nas wzrokiem, natomiast jego narzeczona wciąż uwieszona była na jego szyi i kołysząc się w rytm romantycznej ballady, pomrukiwała mu coś do ucha.

Przysunęłam się bliżej przyjaciela, sunąc otwartą dłonią po jego ramieniu i karku. Posłał mi ciepły uśmiech i odśpiewał kolejną zwrotkę, jego oczy śmiały się do mnie. Zapatrzeni w siebie nawzajem, wspólnie zakończyliśmy piosenkę.

On Sunday, you went home alone
There were tears in your eyes
I called your cell phone, my love
But you did not reply

The world is ours, if you want it
We can take it, if you just take my hand
There's no turning back now
Baby, try to understand..


Gdy dźwięki fortepianu umilkły, zostaliśmy zasypani falą braw i komplementów ze strony słuchaczy. Tylko mój szwagier stał z markotną minął i zaciśniętymi zębami, nawet na nas nie patrząc.

- Czujecie? - Violetta zmarszczyła nos.
- Moje ciasto! - pisnęła Olga i rzuciła się biegiem w stronę kuchni. W jej ślad podążyła nastolatka i Ramallo.
- German, gaśnica! - Po krótkiej chwili rozległ się głos Lisandra, przywołujący do kuchni pana domu, a za nim jego ogon  narzeczona. 
- Tyle wspomnień, co? - Zwróciłam się ku przyjacielowi, obejmując jego szyję. On zaś ułożył ręce na moich biodrach i głęboko spojrzał mi w oczy, delikatnie unosząc kąciki ust.
- Znowu mam sos na twarzy? - zaśmiałam się.
- Pięknie wyglądasz - westchnął bez zastanowienia.
Zarumieniłam się i spuściłam wzrok, lecz mężczyzna ponownie uniósł mój podbródek i uważnie obserwował usta. Nasze wargi dzieliły milimetry.. Momentalnie zapomniałam o wszystkim. co sobie przysięgłam; że się nie zakocham, że się nie przywiążę.. Byłam zdeterminowana, aby w końcu poczuć jego wargi na swoich.
- No i po deserze! - Do salonu wpadła zrezygnowana Olga. 
Jak oparzeni odskoczyliśmy od siebie.
- Ups, przepraszamy. - Za Niemką pojawiła się kolejno Esmaralda, Violetta i inżynier ze swoim asystentem. Zauważyłam. jak mój szwagier zaciska pięści. 
- Nie szkodzi, będziemy się już zbierać - powiedział Emilio, sięgając po nasze płaszcze i pomagając mi się nim okryć. 
- Nie, Angie, zostańcie jeszcze! - zapiszczała nastolatka.
- Było tak miło.. - dodała Esmeralda.
- Na pewno będzie jeszcze okazja, Violu. - Pocałowałam ją w czoło. Mój przyjaciel wymienił uściski dłoni z domownikami i chwytając mnie za rękę, poprowadził do drzwi.
- Jeszcze raz dziękujemy za zaproszenie. - Zwróciłam się do pani domu. - Germanie. Dobranoc. 
Mój szwagier pożegnał nas skinieniem głowy i sekundę później staliśmy już pod osłoną sierpniowej nocy.

*U nas Olga jest Niemką
________________________

Ta- daaam, 133 rozdział za nami.
Mamy nadzieję, że wybaczycie nam dłuższą nieobecność.
Uraczyłyśmy Was wizerunkiem Emilio, który cały czas zmieniamy. XD Decyzja padła na Bradley'a James'a i tak już chyba zostanie. 
Z uwagi ferii liczymy, że w ciągu jeszcze tych dwóch tygodni pojawi się jeszcze rozdział i niespodzianka. 
A tymczasem pozostawiamy Was w niepewności; jak potoczy się historia choroby Angie? Czy ślub Pablo i Monici dojdzie do skutku? I jak zachowa się German na niespodziewaną wieść o nowym związku ukochanej?

Zapraszamy na kolejne rozdziały!
W&Z

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 132

- Do wielkiego otwarcia pozostało półtorej tygodnia - oznajmił Pablo, otwierając przed nami drzwi Studia.
Ivi i Emilio będący pod wrażeniem budynku, zdawali się zignorować jego słowa, wchodząc do środka. Sama byłam pod wrażeniem pracy, jaką udało się wykonać Pablo, mi, Gregorio i Beto w tak krótkim czasie. Odświeżono kolory ścian, a z niewielkich oszczędności dokupiliśmy parę mebli i instrumentów. 
- Wow - wybełkotała nastolatka, rozglądając się dookoła. 
Z dumą posłałam dyrektorowi uśmiech i zaproponowałam Włochom, że oprowadzę ich po salach. 
Rozpoczęliśmy od klas muzycznych, poprzez biuro Beto i taneczną, Zaprowadziłam ich nawet do pokoju nauczycielskiego, a na sam koniec pozostawiłam wielką aulę. 
- Tu zwykle odbywają się szkolne pokazy, apele i inne zebrania. - Rozchyliłam drzwi, ucharakteryzowane na klawisze pianina.
- No, no, nieźle się tu gościcie - zaśmiał się Emilio, podziwiając wystrój. Po chwili gwałtownie odwrócił się w moją stronę i posyłając mi łobuzerski uśmiech, usiadł przy fortepianie, przygrywając jakąś skoczną melodię. Roześmiałam się głośno, unosząc ręce w górę i kręcąc się w rytm utworu. Zaraz dołączyła do mnie Ivi i obie tańczyłyśmy do melodii, wygrywanej przez Włocha. W pewnym momencie mężczyzna urwał nutę, poczynając stukać w klawisze w nowy rytm.

Lately I've been, I've been losing sleep
Dreaming about the things that we could be
But baby I've been, I've been prayin' hard 
Said no more counting dollars 
We'll be counting stars - zaśpiwał

Usiadłam na stołku, obok niego, a nastolatka oparła się o instrument.

I see this life
Like a swinging vine
Swing my heart across the line
In my face is flashing signs
Seek it out ya shall find 

Dołączyłam do niego. Brunetka chwyciła ze stojaka gitarę, brzdąkając w takt. 
Emilio grał coraz szybciej, łącząc nasze głosy w refrenie. 
Ułożyłam dłoń na jego ramieniu i zaczęłam suwać nią po jego karku i plecach, jednocześnie przenosząc wzrok z mężczyzny, na nastolatkę, która po kilu wygranych wersach odważyła się nawet do nas dołączyć, tak, że tworzyliśmy całkiem zgrany zespół.


Take that money
Watch it burn
Sink in the river
The lessons I've learned


Zakończyliśmy, gdy Włoszka ostatni raz szarpnęła strunę. Rozległy się brawa. W drzwiach stanął Pablo. Przez ułamek sekundy wydawało mi się, że uśmiech na jego twarzy jest wymuszony. Czyżby był zazdrosny? 
Machinalnie zabrałam dłoń z ramienia blondyna. 
- Macie ochotę na herbatę? - zapytał.
- Pewnie - zgodziła się Ivi. Posłałam Emilio uśmiech i całą czwórką przenieśliśmy się do pokoju nauczycielskiego, gdzie czekały już na nas parujące kubki. W powietrzu unosił się charakterystyczny zapach malin i miodu. 
- Taka jak lubię. - Przymknęłam powieki, rozkoszując się słodkim smakiem. Musnęłam chropowaty policzek przyjaciela. 
- Może my zwiedzimy jeszcze raz sale, a wy sobie porozmawiajcie - zaproponował Włoch, posyłając mi znaczące spojrzenie. Skinęłam głową, odczekując moment, aż wyjdą. 
- Jak przygotowania do ślubu?
- W porządku, zostało jeszcze parę szczegółów do omówienia. 
- Nie jesteś zbyt przekonujący.. Czy w twoim związku wszystko gra?
- Ty mi powiedz. - spojrzał mi w oczy.
- Nie rozumiem, o czym mówisz.
- O tobie i Emilio. Angie, nie podoba mi się to w jaki sposób na siebie patrzycie, jak cię dotyka, nie chcę, żeby ktoś znowu cię skrzywdził.
Spłonęłam rumieńcem. 
- Emilio jest tylko moim przyjacielem, bardzo pomógł mi we Włoszech. 
- Kochanie. - Pablo ujął w dłonie moją twarz. - Jestem za ciebie odpowiedzialny, mam wyrzuty sumienia, że tak się od siebie oddaliliśmy. 
- Wszystko w porządku. - uśmiechnęłam się. 
Mężczyzna ze smutkiem uniósł kąciki ust, po czym powoli musnął moją skroń.

Następne dni spędziliśmy na wspólnych spacerach i wycieczkach, Żeby móc spędzać więcej czasu z Emilio i Ivi, wzięłam urlop w restauracji, aż do otwarcia Studia, mając również świadomość tego, że gdy rok szkolny się rozpocznie, nie będę w stanie pogodzić dwóch zajęć.


Nadszedł uroczysty dzień otwarcia Studia.
Otworzyłam oczy pod wpływem kojących promieni słonecznych i przeciągnęłam się leniwie. Z kuchni dolatywało wesołe podgwizdywanie i skwierczenie. Uśmiechnęłam się, siadając na łóżku. Miałam świadomość, że to moje ostatnie chwile w towarzystwie Ivi i Emilio, zamierzałam więc wykorzystać je w pełni.
Na oparciu obrotowego krzesła leżała już przygotowana miętowa sukienka, którą na siebie wsunęłam. Niedawno podcięte włosy przed łopatki zakręciłam i zrobiłam lekki makijaż. Stopy wsunęłam w szpilki i tak gotowa pomaszerowałam do kuchni. Emilio stał tyłem do mnie w samych spodniach od piżamy, przez ramię miał przewieszoną ścierkę.
Odwróciłam wzrok od jego nagich pleców i zawołałam zduszone Dzień dobry. Wiedziałam, że nie zostało nam dużo czasu, nie mogłam sobie pozwolić na uczucia.
- Jak się spało? - Uśmiechnął się do mnie przez ramię i wskazał na nakryty stół, przy którym od razu usiadłam. Nałożył mi jajecznicy i sam usiadł po drugiej stronie.
- Dobrze, dzięki. Gdzie Ivi?
- Poszła po świeże bułki, zaraz powinna być.
Skinęłam głową i wepchnęłam do ust trochę jajek, co usprawiedliwiało zaprzestanie rozmów. Było mi to na rękę, z każdym słowem chciałam go za trzymać przy sobie coraz bardziej.
- Nie smakuje ci? - spytał, widząc mój markotny wzrok wbity w danie.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć trzasnęły drzwi i do kuchni wpadła Ivi.
- Chodź, siadaj, musimy się pospieszyć - zarządziłam, składając swój talerz do zlewu, po czym bez słowa zaszyłam się w sypialni.

- Mogę?
Drzwi rozsunęły się i w progu stanął Emilio. Miał na sobie jasne jeansy i śnieżnobiałą koszulę. Oszałamiająco pachnął jakąś drogą, włoską perfumą.
Uniosłam głowę znad poduszki i skinęłam ręką, po czym znowu opadłam na pościel. Mężczyzna ułożył się obok.
- Ivi kończy się szykować - oznajmił. - Denerwujesz się? - dodał po chwili obustronnego milczenia.
- Trochę - stwierdziłam, jakby od niechcenia. Moje myśli nie przytłaczała przemowa, spotkanie z rodzicami, uczniami i Violettą, ale blondyn, który w tym momencie kciukiem łaskotał moją rękę przy nadgarstku.
Zaśmiałam się krótko.
- O czym tak myślisz?
- O tobie - odpowiedziałam bez namysłu.
Włoch powoli wypuścił powietrze. Przerwałam mu, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć:
- O tym, jak będzie kiedy wyjedziecie, kiedy znowu się zobaczymy, co poczuję, gdy wtedy cię uściskam. Zakochuję się, Emilio. - Spojrzałam na niego kątem oka, zaraz potem ponownie wbijając wzrok w sufit.
- Chcesz, żebym cię pocałował?
Pewnym ruchem przewróciłam się na bok, podparłam łokciem i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechał się delikatnie.
Zbliżyłam swoją twarz do jego, tak, że nasze usta dzielił zaledwie centymetr.
- Od początku zastanawiałem się jak smakujesz - szepnął, a jego miętowy oddech otulił moje wargi. Natychmiast zapragnęłam go poczuć. O tak, jego usta musiały smakować tak samo rozkosznie.
- Jeśli to zrobisz, to nie pozwolę już wam odejść - odpowiedziałam równie cicho. - Zbierajmy się - powiedziałam po dłuższej chwili, uśmiechając się.
Wstałam z łóżka, zmierzając do drzwi. Obejrzawszy się na chwilę, posłałam mężczyźnie całusa.
- To musi ci wystarczyć - zaśmiałam się i zniknęłam za ścianami korytarza.

Przed Studiem czekał już na nas zestresowany Pablo. Na jego czole widniało kilka kropel potu i głęboka zmarszczka. Nerwowo przestępował z nogi na nogę.
- No jesteście nareszcie! - zawołał na nasz widok i prawie siłą wepchnął do budynku.
- Wyluzuj, stary, wszystko pod kontrolą - rzuciła Ivi, siadając na biurku.
Pablo westchnął głośno i rozpiął guzik pod szyją.
- Spokojnie, wszystko się uda. - Pocieszyłam go, choć w rzeczywistości sama  trzęsłam się ze strachu. Jak miałam spojrzeć w oczy tym wszystkim ludziom i przekazać taką wiadomość? Jak ją odbiorą?

- Angie!
Obejrzałam się za siebie i oniemiałam. W moją stronę zmierzała Bella, pod rękę z Rickiem.
- Hej, jak się czujesz?
- W porządku, dziękuję -  odparłam.
- Rick - Wymieniliśmy uściski dłoni.  - Przepraszam, muszę iść na salę. Cieszę się, że jesteście.
Bell posłała mi uspokajający uśmiech.  Skinęłam głową i wróciłam do zatłoczonego budynku.
W auli zebrały się tłumy uczniów i ich rodzin, które przyszły towarzyszyć im podczas pierwszego dnia. Napotkałam kilka znajomych twarzy, lecz skrupulatnie wymigiwałam się od rozmów.
- Angie! - Za moimi plecami rozległ  się znajomy pisk. Odwróciłam się i ujrzałam nadchodzącą Francescę, Camilę, Maxiego i Naty. Ostatnia dwójka trzymała się za ręce.  Po chwili podszedł też Leon.
- Co u ciebie słychać?
- Dobrze cię widzieć!
- Tęskniliśmy!
Nastolatkowie zasypali mnie potokiem słów. Zdołałam tylko wykrztusić Porozmawiamy później, zanim ktoś szarpnął mnie za rękę i poprowadził w kierunku sceny. Jak się okazało, to Gregorio zniecierpliwił się czekaniem.
Wzrokiem odszukałam Emilio i Ivi, stojących na końcu sali, po czym zajęłam miejsce na podeście, obok Pablo i Beto.
- Dzień dobry, proszę wszystkich o uwagę - powiedział Galindo do mikrofonu.
Momentalnie ustały wszystkie rozmowy i sala zaległa ciszą.
Przełknęłam ślinę, przekazując spojrzeniem przyjacielowi, aby kontynuował. Ten jednak wepchnął urządzenie w moją dłoń.
- Witam - jęknęłam drżącym głosem. Zauważyłam, jak  z tłumu wynurza się sylwetka Violetty. Przeniosłam wzrok na Włocha, który uniósł oba kciuki w geście zachęty.
- Nazywam się Angeles Saramego, większość z państwa zna mnie, jako nauczycielkę śpiewu, jednak wraz z początkiem nowego roku szkolnego w Studiu, zaszło kilka zmian.. - Kątem oka spojrzałam na Pablo. - Bardzo trudno jest mi przekazywać tę wiadomość, dwa miesiące temu odszedł od nas Antonio, dotychczasowy właściciel Studia.
Po sali przeszedł szmer, rozległy się szepty i wzdychania. Zauważyłam, jak zszokowani podopieczni ze łzami w oczach wbijają we mnie spojrzenia. Naty oparła głowę na ramieniu Maxiego, Brodway objął Camilę, a Francesca ukryła twarz w dłoniach, trzęsąc się u boku Diego. Nigdzie nie mogłam dojrzeć Violetty, ani Leona.
- Doskonale rozumiemy państwa poruszenie, - powiedziałam po upływie długich sekund gwaru - ale to, że zebraliśmy się dziś tutaj świadczy o naszej wdzięczności Antonio za wszystko, co zrobił dla tej szkoły, uczniów i wszystkich nas z osobna. Mimo ogromnej straty, wedle woli naszego przyjaciela, zdecydowałam się podjąć próby utrzymania akademii z pomocą nauczycieli.
- Pani? Pani chce prowadzić Studio?! - prychnęła z pogardą jakaś kobieta.
- To niedorzeczne, ta szkoła bez pana Antonio nie istnieje! - zawtórował jej jakiś mężczyzna.
- Bardzo proszę o spokój. - Głos zabrał Pablo. - Zapewniam państwa, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby przywrócić temu miejscu choć namiastkę dawnej codzienności. Pozostaniemy wierni ideałom, które wyznawał Antonio, wciąż pamiętamy o jego woli, o miłości do muzyki i uczniów.
- Rekrutacja studentów będzie odbywała się jak zwykle, przez pierwszy miesiąc od rozpoczęcia nauki. Wszelkie formalności proszę załatwiać u mnie, dyrektora Galindo lub któregoś z nauczycieli. Mamy nadzieję, że Studio, którego pełna nazwa od dziś brzmi: Studio On Beat, jeszcze przez długi czas będzie cieszyć się rozwojem talentu młodych ludzi. Dziękuję - powiedziałam i w pośpiechu zeszłam ze sceny, zanim dziesiątki osób zdążyło zasypać mnie dodatkowymi pytaniami.
- Angie! - wśród rozmów usłyszałam głos Emilio, jednak nie zamierzałam się zatrzymywać, biegiem ruszyłam w stronę korytarza, a stamtąd do mojej starej klasy śpiewu.
Wszystko w niej było takie samo, jak kiedyś. Podczas wakacyjnych porządków bardzo staraliśmy się zachować dawny wystrój, tylko odnowiliśmy wnętrze i zakupiliśmy kilka nowych mebli. Nie chciałam, żeby ktokolwiek czuł się tu obco i przez to dotkliwiej odczuwał brak Antonia.
- Tu jesteś. - Do środka wszedł blondyn. Uśmiechnął się od progu, co smutno odwzajemniłam. - Świetnie ci poszło.
- Akurat. Zobaczysz, że teraz się zacznie. To będzie cud, jeśli uda nam się zachować przynajmniej połowę dotychczasowej liczby studentów.
- Pablo doskonale sobie radzi - przekonał mnie. - Gregorio też się zaangażował. I nawet Beto.
Uśmiechnęłam się pod nosem, czując łzy pod powiekami.
- O, kochana. - Włoch otulił mnie ramionami. Zaszlochałam cicho.
- Brakuje mi go, był dla mnie jak ojciec.
- Wiem.
- Nie, nie wiesz. Straciłam kolejną osobę, która dawała mi poczucie bezpieczeństwa, zapewniała, że wszystko może być dobrze.
- Teraz ja przejmę te rolę.
Włoch oderwał się od mojego ciała i popatrzył mi w oczy. Kciukiem przetarł mój mokry policzek, po czym pogłaskał go i uniósł kąciki ust.
- Będę przy tobie..
Spojrzałam smutno w jego tęczówki. Dostrzegłam w nich dobroć, troskę i miłość.
- Nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać - pouczyłam go, po czym wyswobodziłam się z uścisku. - To jedyna lekcja  dana mi przez życie, którą zrozumiałam - dodałam przy drzwiach i wyszłam.

Wróciłam na salę, która zdążyła już opustoszeć. Zostało jeszcze parę osób, zajętych rozmowami  z nauczycielami i kilkoro moich starych uczniów. Od progu powitały mnie krzyki Beto.
- A-angie, nie zgadniesz! - zawołał, machając kartkami. - Tylu się zapisało, tylu! - Rozłożył ręce.
Odpowiedziałam mu uśmiechem i podeszłam do grupki rozgadanych nastolatków.
- Cześć, jak się trzymacie?
- Tęskniliśmy! - Na szyję rzucił mi się Andres, a zaraz potem dołączyła do niego Francesca, Diego, Camila i pozostali. Poczułam, jak bardzo mi ich brakowało.
- Ja też, kochani.
- Nie mogliśmy uwierzyć, kiedy Antonio powiedział nam, że odeszłaś. Tak bez słowa, bez pożegnania.. Bardzo to przeżył, choć starał się tego nie okazywać.
- Przepraszam, wiem, że należało się wam wyjaśnienie, ale.. nie zawsze wszystko jest proste do wyjaśnienia. - Posmutniałam.
- Ale już z nami zostajesz?! - Wyrwał się Maxi.
Skinęłam głową.
- Wygląda na to, że tak - roześmiałam się. - Czy coś się stało? - zapytałam, widząc znaczące miny dzieciaków. - Chcecie o coś zapytać, coś mi powiedzieć?
- Nie.. To znaczy.. Chcieliśmy zapytać.. - jąkała się Francesca.
- Co u Violi? - dokończyła Camila. Pytanie wydało mi się nadzwyczaj dziwne.
- Jak to, nie macie kontaktu?
- Po twoim wyjeździe bardzo się zmieniła, przestała z nami rozmawiać, spotykać się..
- Nawet zerwała z Leonem! - wtrąciła Naty.
- Nie widzieliśmy się od zakończenia roku.
- Wiecie.. To ciężka sytuacja, Violetta nie chce ze mną rozmawiać. Jeśli nawiążę z nią kontakt, to obiecuję przekonać ją do rozmowy.
- Dziękujemy - powiedział Brodway i całą grupą odeszli.

Szkoła zaczynała powoli pustoszeć, uczniowie wybierali się na wspólne spacery, zaś rodzice z broszurkami i kartami informacyjnymi, wychodzili, pogrążeni w rozmowach na temat umieszczenia dzieci w Studiu.
Idąc, pośród topniejącego tłumu, natknęłam się na mniej pożądane osoby.
- Dzień dobry, Angie!
Gdy spojrzałam w bok, moim oczom ukazała się Esmeralda, wystrojona w sukienkę w agresywnym odcieniu czerwieni, mocnym makijażu i sznurkiem pereł na szyi. Pod ręką trzymała Germana.
Lustrując jego towarzyszkę, kątem oka zauważyłam, że mężczyzna bacznie mi się przygląda. Wzbudziło to we mnie złość.
- Przyszliście z Violettą? - zapytałam, wymuszając uśmiech. Nie śmiałam spojrzeć na szwagra.
- Tak, chciała zobaczyć, jak wszystko toczy się bez tego właściciela. Antonio, tak?
Pokiwałam twierdząco głową.
- Czy ona jest jeszcze gdzieś tutaj?
- Mówiła, że chce coś sprawdzić - odpowiedziała kobieta.
Ponowiłam poprzedni czyn, przeprosiłam i nie zaszczycając Germana spojrzeniem, odeszłam.


Si crees que todo esta olvidado
Que tu cielo azul esta nublado
Si dices mi nombre te voy a encontrar...

Z mojej dotychczasowej sali doleciał mnie dźwięczny głos. Gdy stanęłam w progu, ujrzałam Violettę, przyglądającą się zdjęciom uczniów, wiszących na ścianie.



Es tan fuerte lo que creo y siento
Que ya nada detendra este momento
El pasodo es un recuerdo
Y los sueńos crecen siempre creceran..

Dołączyłam do piosenki. Wraz z wyśpiewanym pierwszym wersem, nastolatka odwróciła się w moją stronę. Miała łzy w oczach.


Ya veras que algo se enciende de nue
tiene sentido intentar 
cuando estamos juntos
algo se enciende de nuevo

tiene sentido intentar 
cuando estamos juntos
cuando estamos juntos..

Refren należał do nas obu. Po raz pierwszy od bardzo dawna ujrzałam jej szczery uśmiech, przyćmiony przez spływające po różowych policzkach strugi łez. 
Gdy skończyłyśmy piosenkę dziewczyna najzwyczajniej w świecie rzuciła mi się na szyję. Nie pamiętałam już, jak to było trzymać ją w ramionach.
- Violu.. - wyszeptałam, wzruszonym głosem.
- Tak cię przepraszam.  - W jej oczach widziałam smutek. Musnęłam dłonią różowy policzek, czując, że zaraz sama się rozpłaczę.
- Mówiłam, że kiedyś zrozumiesz, dlaczego musiałam wyjechać. - Uśmiechnęłam się lekko, a siostrzenica przyglądała się mni. 
- Tęskniłam za tobą - szepnęła.
- Ja za tobą też - ponownie znalazłyśmy się w swoich ramionach. 

Wierzyłam, że kiedyś uda mi się pogodzić się z siostrzenicą, aczkolwiek nie spodziewałam się tego tak szybko. Teraz mogłam spokojnie przyjrzeć się szatynce. A właściwie.. blondynce. No tak, przefarbowała włosy i bardzo zmieniła. Zakończyła związek z Leonem, zerwała kontakt z przyjaciółmi. 
Miałm nadzieję, że teraz wszystko się zmieni pomiędzy nami i że znowu będzie tą samą Violettą, którą pokochałam jak córkę. 
Objęte, ruszyłyśmy korytarzem w stronę wyjścia, gdzie czekał German z jego narzeczoną.
- I jak cieszysz się, że Esmeralda będzie twoja macochą? - starałam się brzmieć naturalnie. Przez twarz dziewczyny przebiegł cień, lecz szybko się uśmiechnęła.
- Nic do niej nie mam, ale denerwuje mnie, że naciska na tatę. 

 Naciska na tatę? Już miałam zapytać, o co jej chodzi, lecz przerywa mi spokojny głos.
- Angie, w końcu cię znala... - Emilio urwał, widząc z kim jestem. Violetta mimo to wciąż się uśmiechała i ku mojemu zdziwieniu, wyciągnęła rękę w stronę mężczyzny.
- Przepraszam, że poznaliśmy się w tak niemiłych okolicznościach, zacznijmy od początku. Jestem Violetta., dziękuję, że zająłeś się moją ciocią, gdy ja nie mogłam.

 Włoch ścisnął dłoń nastolatki.
-  Emilio, i muszę ci powiedzieć, że to była dla mnie czysta przyjemność.
Nie wierzyłam, że taka scena się rozgrywa. Siostrzenica i mój przyjaciel. Zacisnęłam usta w cienką linie.
-
 W końcu was znala... - przerwała Ivi i zareagowała tak samo jak Emilio. Tym razem Violetta w skupieniu obserwowała brunetke, która odwzajemnia lodowate spojrzenie. 
-Violu to jest Ivette...
- Ivi - syknęła i skierowała się w stronę wyjścia. - Chodźmy, jestem głodna - dodała wkurzona, na co ja i mężczyzna wymieniliśmy rozb
rozbawione spojrzenia.
- Miła dziewczyna, może się jeszcze zaprzyjaźnimy - stwierdziła sarkastycznie Violetta. - A teraz przepraszam, już późno, czekają na mnie. Do zobaczenia! - Pomachała nam ręką i odeszła.
Nim zdążyłam zareagować, dziewczyna była już daleko.
- Mówiłem, że się ułoży - zaśmiał się Emilio, stojąc o krok za mną.
Obróciłam głowę ku niemu i złożyłam na zarośniętym policzku długi pocałunek. Czułam, jak ciepło jego skóry rozchodzi się po moich wargach, a on sam mruczy żartobliwie. 
- Mam nadzieję, że kiedyś spróbuję twoich ust... - szepnął mi do ucha.
Zauważam Ivi, która szczerzyła się do nas z końca korytarza oraz najmniej oczekiwaną osobę. 
- Dzień dobry. - Ku nam podszedł German i trzymająca go pod rękę Esmeralda. 

- Cześć - odpowiedziałam równocześnie z Emilio. Blondyn objął mnie ręką w talii, przysunął do siebie i mocno trzymał. Przez myśl przeszło mi, że zachowuje się tak samo, jak tego popołudnia, gdy poraz pierwszy spotkał mojego szwagra i jego narzeczoną. 
German mierzył nas surowym wzrokiem. Jego oczy zatrzymały się na naszych splecionych palcach i momentalnie poczerwieniał. Jego zazdrość przyniosła mi wiele satysfakcji 
- Miło was razem widzieć - zadźwięczała Esmeralda. - Jak się macie?
- W porządku, dziękujemy - odpowiedział Emilio.
- Może macie ochotę wpaść jutro na kolację? Poproszę Olgę, żeby przygotowałacoś specjalnego. Och, nie macie pojęcia, jak ona genialnie gotuje.
- Mamy - wyrwało mi się z nerwowym uśmiechem. 
- Dziękujemy, ale chyba musimy odmówić.
- Dlaczego, kochanie? - zwróciłam się do Włocha z nieukrywaną ironią. - Chętnie przyjdziemy - powiedziałam, patrząc Germanowi prosto w oczy. Zacisnął wargi i wtedy odczułam ostateczny triumf. 
- Świetnie, zapraszamy na osiemnastą - wycedził przez zęby brunet.
Kiwnęłam głową w stronę pary i żegnając się, pocągnęłam przyjaciela w kierunku wyjścia.

____________________________________

Cześć!
132 rozdział na dobry początek Nowego Roku.
Pisałyśmy go przez długi czas, dlatego treści jest sporo i mamy nadzieję, że przypadł Wam do gustu.
Piszcie w komentarzach opinie, pytania, sugestie.

Do przeczytania!

W&Z