Leżałam na łóżku, już w świeżej bluzce, nucąc "Tienes Todo", gdy nagle przypomniałam
sobie o bardzo istotnym szczególe.
Właściwie to nie był szczegół, a raczej..
- Violetta! - Z tego wszystkiego zapomniałam o dziecku. - Z prędkością światła zbiegłam na dół do drzwi.
- Angie, gdzie idziesz? Zaraz będzie kolacja - Usłyszałam
znajomy głos.
- Viola! - krzyknęłam, przytulając dziewczynę.
- Udusisz mnie. - Nastolatka była wyraźnie rozbawiona.
- Przepraszam cię, skarbie. Wiem, że miałam na ciebie
poczekać.
- Nie przejmuj się, odprowadził mnie Leon. Rozumiem, że
masz swoje sprawy.
Przytuliłam Violettę jeszcze mocniej i z wyraźną ulgą
zasiadłyśmy do stołu, czekając na posiłek.
Wieczorem znów wróciły do mnie wspomnienia
ostatnich wydarzeń. Pablo i Jackie.. A teraz German.. Przewracając się z
boku na bok zastanawiałam się, jak wybrnąć z tych sytuacji. Opiekuńczy,
troskliwy, przystojny. Tylko mówiłam o Germanie czy Pablu ? Z żadnym z nich
nie mogłam być. Straciłam swoją szansę.
Nie mogłam zasnąć, co bezlitośnie wykorzystywały kłębiące się w mojej
głowie myśli. W końcu zirytowana zaświeciłam światło i wyciągnęłam z pod
łóżka pudełko z pamiątkami po Marii.
Przeglądając
zdjęcia natrafiłam na fotografię mnie i mojej siostry.
Byłyśmy takie beztroskie.
Szczególnie Maria. Zawsze umiała cieszyć się życiem. Zarażała uśmiechem.
Wspomnienia z nią związane bolały, ale nie potrafiłam wyrzucić ich z pamięci.
- Bardzo za tobą tęsknie, siostrzyczko. - wyszeptałam, trzymając w rękach jej zdjęcie.
Dalej natknęłam się na fotografię
rodzinną.
"Ostatni raz kiedy byliśmy
razem. Szczęśliwi.- Zalałam się łzami, przypominając sobie tragiczny wypadek
Marii. Ojciec nalegał, żeby odbyła ostatnią trasę koncertową, A ona chciała
zająć się córeczką. Po tym wszystkim German.. - Zadrżałam na wspomnienie
o szwagrze - ..zabrał małą. Wywiózł z kraju. Odciął od rodziny.. Wkrótce po tym
zmarł mój ojciec. Gdyby zobaczył Violettę, byłby dumny ze swojej wnuczki .
"
Na samym dnie pudełka leżał
pamiętnik Marii. Tak jak Violetta - nigdy się z nim nie rozstawała. Dziewczyna jest taka podobna do matki.
Posiedziałam tak jeszcze chwilę,
po czym odłożyłam wszystkie bibeloty z powrotem na miejsce.
Czułam, że
dalej nie zasnę. Ponownie się podniosłam, w celu pójścia do kuchni. Szłam po cichu, starając się nikogo nie obudzić. Po omacku, żeby światłem nikomu nie
przeszkadzać. Nagle na coś wpadłam.
- Au!
- Ała! - "Raczej na kogoś." - Angie? Wszystko w porządku? - "No nie, German!" - Nic ci nie jest?
German Castillo. Na pozór oschły
i stanowczy, a w środku wrażliwy i troskliwy.
- Nie. To znaczy tak. Wszystko gra. - wyszeptałam.
Kiedy spróbowałam zrobić krok
naprzód, poczułam ból w stopie.
-Ałć! -zawyłam.
German uciszył mnie, zatykając
moje usta dłonią.
- Boli ! - wycedziłam przez
zaciśnięte zęby.
Po chwili ciszy, German jedną
ręką złapał mnie za nogi, a drugą objął plecy. Nie wiedząc, o co chodzi zaczęłam
się wyrywać, lecz po chwili zaprzestałam szamotaniny. Mężczyzna zaniósł mnie
do mojego pokoju i ostrożnie położył na łóżku. Sam wyszedł z pokoju, ale po
upływie kilku minut wrócił z dwoma kubkami herbaty. Przysiadł na moim łóżku i
ująwszy moją stopę, zaczął ją masować.
- Ał! - jęknęłam - German, nie
musisz.. Naprawdę..
Ale on nie
zważając na moje słowa, z jeszcze większą
ostrożnością zajął się tą poszkodowaną częścią mnie. Zauważyłam, że co chwile na mnie zerka. Za którymś razem nasze spojrzenia się spotkały, a ja
automatycznie się zarumieniłam. Żadne z nas nie miało odwagi się odezwać.
Nagle poczułam się bardzo zmęczona. Zamknęłam oczy, obiecując sobie, że to tylko na moment. Nieświadoma, zasnęłam..
Kiedy się obudziłam był już ranek, a po Germanie ani śladu. A co jeśli to był tylko sen? Aczkolwiek bardzo przyjemny. Spojrzałam na stopę. Była zabandażowana. Czyli to wszystko: ból nogi, German, masaż - to mi się nie przyśniło.
Zegarek wskazywał równo 9, a to oznaczało, że godzinę temu zaczęłam pracę! Jak oparzona wyskoczyłam z łóżka, zapominając o zwichnięciu, które szybko dało o sobie znać. Zmagając się z bólem popędziłam do sypialni Violetty. Ku mojemu zdziwieniu pokój był pusty, a łóżko zaścielone. Zbiegłam do salonu, gdzie siedział Ramallo i spokojnie popijał kawę.
- Ramallo, gdzie Violetta? Zaspałyśmy!
Przyjaciel mojego szwagra zupełnie nie przejął się moimi krzykami, tylko, ani na chwilę nie odrywając głowy od dokumentów wyjaśnił mi, że German sam zawiózł córkę do Studia, a mi załatwił urlop.
- Ale jak to? Co? German .. - Nie wierzyłam.
- Yhm, tak, tak.
Znowu pomyślałam, że mój szwagier pod płaszczykiem powagi skrywa wiele tajemnic.
-Aha, panienko Angie. - Ramallo podniósł wzrok i skierował go na mnie. - German zostawił dla panienki coś w gabinecie.
Zaciekawiona poszłam do pracowni szwagra. Rzeczywiście. Na biurku leżała mała paczuszka, a na niej koperta podpisana moim imieniem. Bez zastanowienia otworzyłam list. W środku była wiadomość:
Angie!
Skoro to czytasz, to znaczy, że Ramallo wyjaśnił Ci już wszystko.
Mam nadzieję, że z Twoją nogą już lepiej, korzystaj z urlopu.
W pudełku znajdziesz maść, którą obficie nakładaj na stopę.
Udzielam Ci tych instrukcji, bo wcześnie rano wyjechałem w delegację,
a Ty.. tak uroczo spałaś.
Wracam jutro.
Ko Ściskam,
German
"German jest taki opiekuńczy, taki troskliwy.. Ale to nadal Twój szwagier, Angie !" - skarciłam się w duchu.
Nie zauważyłam, że przez uchylone drzwi patrzy na mnie Olga z takim dziwnym wyrazem twarzy. A ja się cieszę jak głupi do sera. Schowałam karteczkę do pudełka i poszłam się ubrać.
Zjadłam śniadanie i.. co dalej? Postanowiłam zadzwonić do Pabla. Już miałam wybierać numer, kiedy przypomniałam sobie o naszej wczorajszej kłótni. Zrezygnowana zabrałam się za uzupełnianie zaległych papierów.
Nie minęło 5 minut, kiedy , moja komórka zaćwierkała. SMS od Pabla:
Dalej się gniewasz?
Jak noga?
Porozmawiajmy.
- Ciekawe, co mnie jeszcze dzisiaj zaskoczy. - mruknęłam do siebie.
Mimo, że byłam na niego zła, nie chciałam dłużej się z nim kłócić.
Noga - lepiej.
Humor - lepiej.
O 15 w parku?
Po chwili przyszła wiadomość, potwierdzająca spotkanie.
Opuściłam dom za dziesięć trzecia. Szłam w umówione miejsce z mieszanymi uczuciami. Kiedy dotarłam na miejsce różne myśli przelatywały mi przez głowę. Usiadłam na ławce. Nagle spostrzegłam Pabla idącego w moją stronę.
-Cześć Angie.
- Witaj. - odparłam.
- Jak się czujesz?
- Bez wstępu, Pablo. Ale w porządku, dziękuję. Po co chciałeś się spotkać? -zapytałam, chociaż dobrze znałam odpowiedź.
- Angie, ja nie chcę się z tobą kłócić. Chce mieć przy sobie dwie najważniejsze kobiety w moim życiu.
Ciebie i Jackie. Zależy mi na naszej przyjaźni. - Doskonale wiedział, że czuję to samo. W końcu znał mnie nie od dziś. - Nie proszę cię , żebyś się od razu z nią zaprzyjaźniła , ale przynajmniej zaakceptuj ją jako moją dziewczynę. - Z uwagą obserwowałam zmarszczkę na jego czole. Pojawiała się zawsze, ilekroć się czymś martwił. Nazywałam ją Edward.
- Oj Pablo, nie w tym rzecz. - Mężczyzna najwyraźniej zbaraniał. - Zabolało mnie to, że od razu mi nie powiedziałeś, że kogoś masz. Nawet jeśli to jest Jackie. Jako twoja przyjaciółka miałam prawo wiedzieć. Myślałam, że mi ufasz, a widocznie się pomyliłam. - Chciałam wstać, ale Pablo mnie powstrzymał.
- Ufam ci. Tylko.. Zwyczajnie bałem się Twojej reakcji. Wiem, że lekko mówiąc nie przepadacie za sobą z Jackie. Przepraszam.
- Ja też. - westchnęłam.
Pablo tylko się uśmiechnął, po czym mocno mnie przytulił. Brakowało mi jego ciepłego uścisku. Nie wiedzieliśmy się zaledwie jeden dzień, a już zdążyliśmy odczuć swój brak.
- Tęskniłem, przyjaciółko. - szepną Pablo,myśląc, że nie usłyszałam. Jednak wiedziałam, że jemu też mnie brakowało.
__________________
Rozdział 3 [X]
Jak się podobał?
Pangie znów pogodzone. :D
Posty będę dodawać nieregularnie do czwartku. Od 25 rozdziały będą pojawiać się według zasady - jeden na dzień.
Saludo,
Wiktoria