środa, 4 lutego 2015

Rozdział 133

Po opuszczeniu budynku udaliśmy się do Resto. Ivi, oddana pod opiekę Belli i Ricka pozwoliła mi i Emilio na spędzenie popołudnia w towarzystwie nauczycieli Studia. Po piętnastu minutach dotarł Pablo, prowadząc pod rękę Monicę.
- Za udany start! - Uniosłam lampkę z winem, czemu zawtórowali pozostali. Widziałam wzrok Emilio, jednoznacznie przestrzegający mnie przed alkoholem. - Tylko trochę, okazyjnie - szepnęłam wprost do jego ucha i krótko musnęłam chropowaty policzek. Poczułam na sobie spojrzenia przyjaciół, dlatego szybko zmieniłam temat. 
- Kochani, chcielibyśmy razem z Monicą oficjalnie ogłosić nasze zaręczyny - powiedział Pablo po skończonym obiedzie. W oczach jego narzeczonej błyszczały iskierki szczęścia. - Mamy nadzieję, że już w przyszłą sobotę, podczas ceremonii będziemy mogli cieszyć się waszym towarzystwem.
Rozległy się oklaski, a na stół wkroczył szampan, o dziwo zamówiony przez Gregorio. Sięgnęłam po lampkę, ale w tym momencie spotkałam się z wyraźną dezaprobatą Emilio. Pablo też spojrzał na mnie znacząco, więc odpuściłam i zdecydowałam się na łyk soku pomarańczowego.

Owinięta kocem ułożyłam się w łóżku. Zaraz po powrocie do domu poczułam się nieco gorzej, doskwierał mi ból głowy i stan podgorączkowy. Emilio nie krył niepokoju.
- Dziękuję. - Odstawiłam kubek z herbatą malinową, zaparzoną mi przez przyjaciela.
Ponownie opadłam na miękkie poduszki, a Włoch przyłożył do mojego rozpalonego czoła kontrast i pogłaskał po policzku.
- Odpoczywaj..
- Będziesz tu, kiedy się obudzę? - spytałam, niczym mała dziewczynka.
- Obiecuję. - Pocałował mnie w skroń i otuliwszy szczelniej kocem, wyszedł z sypialni, zamykając za sobą drzwi.

- Emilio - obudziłam się. Rozejrzałam się po pokoju, za oknem było widać świecące gwiazdy. - Emilio! - krzyknęłam jeszcze raz, wstając z łóżka i boso, opuściłam sypialnie. 
Cisza, chłonęła powoli moją odwagę, a jej miejsce zajmował strach. W przedpokoju nie było butów Ivi, ani Włocha. Mrugnęłam kilka razy i wycofałam się do salonu.
- Bu - rozległo się i przerażona upadłam na kanapę. Słyszałam tylko bicie mojego serca i mój nierówny oddech. - Nie spodziewałaś się mnie? - ten głos znałam dobrze. Aż za dobrze.
- Czarek - szepnęłam, a przede mną pojawił się chłopiec ze swoim uśmiechem. Nadal taki sam, nadal pojawiający się i znęcający się nad moimi myślami.
- Angie, co tam u ciebie? Emilio... no, no - zaśmiał się, znikając i pojawiając w drugim końcu pokoju, przyglądając zdjęcia na parapecie. - A co z nim? - znowu się pojawił przede mną, trzymając fotografię przedstawiające mnie i Germana.
- Zostaw to! - Wyrwałam mu z dłoni ramkę i delikatnie odłożyłam na miejsce.
- Och, no tak... obwiniasz go za to, że związał się z Esmeraldą - Czarek z udawanym smutkiem mnie obserwował. 

Odwróciłam wzrok na lustro. W moich oczach widziałam strach, zagubienie. Nagle za mną pojawił się German. Objął mnie w talii, a swoją głowę oparł o moję ramię. Mimowolnie westchnęłam, czując zapach jego perfum. Jego usta wylądowały na moim karku i pozostawiały mokre ślady, aż do szyi.
- Tęskniłem - powiedział, spoglądając kątem oka w lustro, na moją osobę.
- Ja też - szepnęłam, lecz tym razem do Emilio. Lekko wycofałam się do tyłu, patrząc na Włocha. Odgarnął kosmyk moich włosów, patrząc w moje oczy. Otworzyłam usta, chcąc coś powiedzieć, lecz sama nie wiedziałam co. To sen. Nie dam się tak łatwo omamić Czarkowi.
- Przestań, nie dotykaj mnie - wrzasnęłam, a Emilio zniknął.

Upadłam na podłogę, chcąc nie chcąc zaczęłam płakać. Chłopiec, pojawił się nade mną, śmiejąc się ze słabości, jakie ja posiadam.
- Niezdecydowana, nie mająca uczuć, bawiąca się wszystkim - szeptał, a ja jak dziecko, zakrywałam głowę rękoma, żeby tylko go nie widzieć i nie słyszeć.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam, wstając i chwiejąc się lekko. Czarek zniknął, lecz nadal słyszałam jego śmiech.


- Angie, Angie..

Otworzyłam oczy i gwałtownie poderwałam się w górę, jednak ostry ból głowy zmusił mnie do ponownego ułożenia się na materacu. Wciąż jednak szamotałam się, jak oszalała, czując przyspieszone bicie serca, duszące gorąco i pot na całym ciele.
- Przynieś wodę - usłyszałam, rozpoznając dłonie przyjaciela na policzkach. - To tylko sen, kochanie - szeptał, stopniowo coraz ciszej. - To tylko zły sen..
Uspokojona jego głosem i dotykiem, odetchnęłam głęboko, pijąc do dna kranówkę, przyniesioną przez Ivi.
- Posiedzę przy niej - powiedziała dziewczyna. Ułożyła się obok mnie i przykryła moją dłoń swoją.
Wzdrygnęłam się.
- Co się dzieje? - zapytała.
Płakałam z bezsilności, czując się coraz gorzej. Obserwowałam dłoń Ivi, która głaskała moją. Wyglądała jakby dopiero co wybiegła z łóżka. Jej rozczochrane, włosy zasłaniały połowę twarzy. Uspokoiłam się lekko, biorąc wdech i wydech.
- Lepiej? 

Kiwnęłam głową, pytając o godzinę.
- Siódma rano, nieźle nas wystraszyłaś. - Uśmiechnęła się brunetka, a do pokoju wszedł Emilio.
Ivi, musnęła mój policzek i wyszła, zostawiając mnie i Włocha samych. Jego zatroskona mina wyryła się już w moich myślach. Co ja zrobię bez niego? Co ja zrobię bez nich? Nagle ogarnęło mnie poczucie samotności i łzy powróciły.
- Oh Angie, cicho - Emilio objął mnie, i jak malutkie dziecko. - Za godzine dzwonie do Germana i odwołuje kolacje - oświadczył, a ja automatycznie wyprostowałam się na dźwięk imienia szwagra.
- Nie, nie, widzisz już mi lepiej... - wstałam z łóżka i podążyłam do kuchni, w której Ivi rozwiązywała krzyżówki. Lekko zaskoczona zainteresowaniem nastolatki otworzyłam lodówkę i wyjęłam jogurt.
- Angie, ale źle się czujesz, masz gorączke - Emilio wszedł do małego pomieszczenia, po czym położył dłoń na moim czole. Odepchnęłam go, i wkurzona wzięłam łyżkę.
- Mam się dobrze, poza tym bardzo chcę się zobaczyć z Olgą, Viole...
- Zapobiega czkawce, słowo na 6 liter - Ivi przerwała, i zwróciła wzrok na nas.
- Cukier - odrzekłam, po krótkim zastanowieniu. Nastolatka, zadowolona, wpisała hasło, a ja wróciłam do Włocha.
Jego wyraz twarzy przypominał skrzyżowanie troski i niechęci. Położyłam dłoń na jego chropowatym policzku.
- Obiecuję, jak się poczuje gorzej... to od razu wyjedziemy - Emilio uśmiechnął się lekko, a jego oczy zaiskrzyły. Odwzajemniłam uśmiech i musnęłam jego policzek, następnie omijając Włocha i powracając do sypialni.


- Jesteś pewna, że chcesz tam iść? - zapytał Emilio, gdy nasza taksówka stanęła przed willą. - Jeszcze możemy uciec - zaśmiał się, ale wyczułam napięcie w jego głosie.
- Chodźmy - zadecydowałam i wysiadłam z samochodu.
Włoch zapłacił kierowcy i pospiesznie do mnie dołączył.
- Nie musisz nikomu nic udowadniać!
- Mylisz się. - Stanęłam tuż przed schodami i obróciłam się ku niemu. - Chcę mu pokazać, że.. że mogę być szczęśliwa. Bez niego. - Wspięłam się na palce i musnęłam jego policzek, co sprawiło, że nieco się rozpogodził.
- No to idziemy. - Sięgnął dzwonka i już po chwili słyszeliśmy jego ryk. Nie minęła sekunda, a w drzwiach pojawiła się Olga.
- Angeles! - pisnęła i złapała mnie w objęcia. Posłałam Emilio znaczące spojrzenie. - Tak się cieszę, maleńka. Zmarniałaś, trzeba ci prawdziwej, niemieckiej zupy - stwierdziła stanowczo i pociągnęła mnie w głąb domu.
- Oleńko, a to jest Emilio, mój..
- Aha! - Zmierzyła go krytycznym wzrokiem. - Włoch z krwi i kości. Europejczyk to jednak Europejczyka zrozumie. No ładnie się urządziłaś, Angeles - szepnęła w moją stronę na tyle głośno, że blondyn zdążył to wychwycić i skomentować cichym chichotem. Spłonęłam rumieńcem, bo jednocześnie w tym momencie w salonie pojawił się German i Esmeralda.
- Jak miło, że jesteście! - zapiszczała kobieta. Mój szwagier zawtórował jej mocno wymuszonym uśmiechem. Doskonale wiedziałam, kiedy kłamie.
Aby oderwać myśli od pana domu, przyjrzałam się jego narzeczonej. Jak zwykle nienagannie ubrana; prosta, czarna sukienka przed kolano, wysokie szpilki w tym samym kolorze, krwistoczerwona szminka i sznur pereł, zawieszonych wokół szyi, a włosy zebrane w ciasnego koka.
Zerknęłam na swoje przetarte czubki balerinek i letnią, białą sukienkę. Lustro wiszące na ścianie, obok mnie ukazało nieład, powstały ze sterczących w każdą stronę loków. Tak bardzo się różniłyśmy, może German w każdym względzie szukał zmiany.
- Jesteś najpiękniejsza. - Usłyszałam szept przyjaciela tuż przy swoim uchu i przeszedł mnie przyjemny dreszcz, gdy poczułam, jak obejmuje mnie w talii.
- Bardzo dziękujemy za zaproszenie - odrzekł, a w duchu podziękowałam mu, że nie każe mi krztusić się słowami.
- Cała przyjemność po naszej stronie - rozległ się chłodny głos Germana. I bez tego wiedziałam, że nie ma ochoty na nasze towarzystwo.
- Proszę, siadajcie do stołu. Pani Schulz* zaraz poda kolację.
Zajęliśmy krzesła naprzeciw kuchennym drzwiom, tam, gdzie niegdyś było moje stare miejsce, a mi przez myśl przeszło pytanie, dlaczego Esmeralda zwraca się do Olgi po nazwisku.
Emilo nie obejmował mnie już w pasie, ale siedział wystarczająco blisko, żebym mogła czuć jego ciepło i co jakiś czas zerkał na mnie kątem oka.
Rozmowa nadzwyczaj się nie kleiła, Włoch i brunetka prowadzili zawziętą rozmowę na temat egzotycznych odmian kaktusów, a ja i German ukradkiem piorunowaliśmy siebie wzrokiem. Gdy nasze spojrzenia się spotykały, mężczyzna nerwowo odwracał głowę, po sekundzie ponownie kierując ją w moją stronę. I z powrotem..
Niezręczną sytuację przerwała gosposia, serwująca na stół zachęcająco pachnącego kurczaka.
- Od miesięcy nie widzieliśmy tu mięsa - zawołał wkraczający do jadalni Ramallo.
- A konkretnie od twojego wyjazdu, Angie - dodała nadchodząca Violetta.
Przywitałam się czule z nastolatką i mogliśmy rozpoczynać kolację. Chociaż nie byłam głodna. tym razem miałam konkretny pretekst, aby się nie odzywać.
W pewnym momencie poczułam kciuk przyjaciela, osuwający się o kącik moich ust.
- Sos - wyjaśnił, widząc moją zaskoczoną minę, po czym oboje serdecznie się roześmialiśmy. Otrzymałam krótki pocałunek poniżej miejsca ubrudzenia. Spłonęłam rumieńcem, zauważając, że wszyscy na nas patrzą, łącznie z purpurowym panem domu. Odczułam satysfakcję z faktu, iż jest zazdrosny. A może tylko mi się wydawało?
- Angie, może opowiesz nam, jak było we Włoszech? - Ciszę przerwała Esmeralda. Zauważyłam, jak German nerwowo na mnie zerka, co dodało mi sił.
- Och, wspaniale - odrzekłam. - Zwiedziłam tyle wspaniałych miejsc, dużo się nauczyłam, poznałam fantastycznych ludzi..
- W to nie wątpię - zaśmiała się kobieta, mrugając okiem. - Tworzycie przepiękna parę.. Jak to jest spotkać swoją drugą połówkę praktycznie na drugim końcu świata?
Odpowiedź przerwała mi gwałtowna reakcja krztuszącego się Germana. Mężczyzna zachłysnął się winem, poczerwieniał i wykrzywił twarz w grymasie bólu i niezadowolenia.
- Nic ci nie jest, misiu? - Esmeralda poklepała narzeczonego po plecach i przetarła jego brodę serwetką.
- Angie, mogę panią prosić do gabinetu?
Zanotowałam tylko, że zwrócił się do mnie poprzez per pani, po czym posłusznie wstałam od stołu i podążyłam za mężczyzna.
- Będzie kłótnia. - Zdążyłam jeszcze usłyszeć dość wyraźny szept Olgi, a następnie zniknęłam we wnętrzu pracowni szatyna.
- O co chodzi? - zapytałam, starając się brzmieć naturalnie, choć byłam niemalże pewna, że wychwycił moje zdenerwowanie.
Mężczyzna stał do mnie odwrócony plecami, skierowany twarzą do okna. Uważnie obserwowałam jego unoszące się i opadające ramiona oraz napięte mięśnie pleców.
- Powiesz mi, dlaczego mnie tu wezwałeś, czy będziemy tak stać do jutra? - rzuciłam z irytacją. Aby opanować roztrzęsienie i dodać swojemu wizerunkowi pewności, skrzyżowałam ręce na piersiach.
Nim zdążyłam wypowiedzieć kolejne słowa gorzkich pretensji, German gwałtownie się odwrócił, podszedł do mnie i ujmując moją twarz, nachalnie złączył nasze wargi w dość niezgrabnym pocałunku. Mimo szamotania, nie potrafiłam się mu oprzeć. Czułam, że jeszcze sekunda i ulegnę, zatopię palce w jego włosach i odwzajemnię pieszczotę. Ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Dawna Angie z pewnością by tak postąpiła, ale jej już nie było. Nie istniała.
Z całej zebranej w sobie siły odepchnęłam mężczyznę i zamachnąwszy się, wymierzyłam mu siarczysty policzek. Popatrzył na mnie z żalem i wyrzutem. Momentalnie ogarnęło mnie poczucie winy, miałam ochotę podejść i z uczuciem pokazać, jak bardzo jest mi przykro. Ale..
- Przepraszam. - Spuściłam głowę. - Ustaliliśmy coś, a teraz sądzę. że nie tylko nie powinniśmy zostawać sami, ale w ogóle się widywać.
Uniosłam wzrok i zerknęłam na twarz szwagra. Z uporem wpatrywał się w podłogę, a na jego policzku malował się czerwony ślad. Wolnym krokiem zmierzyłam ku niemu i gdy byliśmy wystarczająco blisko, ujęłam jego twarz w dłonie, tak jak on moją przed paroma sekundami i zmusiłam go do kontaktu wzrokowego. Jego czekoladowe oczy przepełniał ból.
Zbliżyłam usta do miejsca, w które otrzymał cios i złożyłam na nim długi pocałunek. Czułam, jak pod wpływem mojego dotyku rozluźnia mięśnie i powoli wypuszcza powietrze. Przesunęłam kciukiem po jego brodzie, a następnie ostrożnie się odsunęłam i jeszcze raz popatrzyłam w ciemne tęczówki.
- Wracajmy - zarządziłam. Nie czekając na reakcję pana domu, niepewnym krokiem wróciłam do jadalni. Po przekroczeniu progu napotkałam zatroskane miny domowników.
- Wszystko w porządku? - Emilio zerwał się z miejsca. 
Obok mnie stanął German, do którego podbiegła Esmeralda. 
- Alfabetycznym - zaśmiałam się nerwowo, czemu zawtórował mój szwagier. Spojrzeliśmy na siebie zmieszani. 
- Jesteście w samą porę, zaraz deser - oznajmiła brunetka, przylegając do torsu narzeczonego. Odwróciłam głowę.
- O, grasz? - Emilio wskazał na stojący fortepian, zmieniając temat. Przyrzekłam sobie, że kiedyś odwdzięczę mu się za wybawianie z opresji. 
- Należał jeszcze do mojej żony, kiedyś jej akompaniowałem, nauczyłem fachu Violetty..
- Mogę? - zapytał blondyn.
Pan domu skinął głową, a Włoch zasiadł przed instrumentem, przywołując mnie gestem dłoni. Reszta zebranych też otoczyła muzyka.
- Gentili Signore e Signori.. (Szanowni państwo) 
Spod palców mężczyzny wypływały łagodne dźwięki. Od razu rozpoznałam graną melodię i bez wahania rozpoczęłam piosenkę. 

The day I first met you
You told me you'd never fall in love
But now that I get you
I know fear is what it really was

Now here we are, so close
Yet so far, haven't I passed the test?
When will you relize 
Baby, I'm not like the rest..


Ten utwór był mi bardzo dobrze znany. Nocna knajpka, do której często chodziliśmy we Włoszech oferowała amatorskie występy początkujących artystów. To była pierwsza piosenka, jaką wspólnie wykonaliśmy przed tamtejszą publicznością. 

W refrenie dołączył do mnie Emilio:

Don't wanna break your heart
I wanna give your heart a break
I know you're scared it's wrong
Like you might make a mistake
There's just one life to live
And there's no time to wait, to waste

So let me give your heart a break
Give your heart a break
Let me give your heart a break
Your heart a break..


Kątem oka zerknęłam na Germana, który piorunował nas wzrokiem, natomiast jego narzeczona wciąż uwieszona była na jego szyi i kołysząc się w rytm romantycznej ballady, pomrukiwała mu coś do ucha.

Przysunęłam się bliżej przyjaciela, sunąc otwartą dłonią po jego ramieniu i karku. Posłał mi ciepły uśmiech i odśpiewał kolejną zwrotkę, jego oczy śmiały się do mnie. Zapatrzeni w siebie nawzajem, wspólnie zakończyliśmy piosenkę.

On Sunday, you went home alone
There were tears in your eyes
I called your cell phone, my love
But you did not reply

The world is ours, if you want it
We can take it, if you just take my hand
There's no turning back now
Baby, try to understand..


Gdy dźwięki fortepianu umilkły, zostaliśmy zasypani falą braw i komplementów ze strony słuchaczy. Tylko mój szwagier stał z markotną minął i zaciśniętymi zębami, nawet na nas nie patrząc.

- Czujecie? - Violetta zmarszczyła nos.
- Moje ciasto! - pisnęła Olga i rzuciła się biegiem w stronę kuchni. W jej ślad podążyła nastolatka i Ramallo.
- German, gaśnica! - Po krótkiej chwili rozległ się głos Lisandra, przywołujący do kuchni pana domu, a za nim jego ogon  narzeczona. 
- Tyle wspomnień, co? - Zwróciłam się ku przyjacielowi, obejmując jego szyję. On zaś ułożył ręce na moich biodrach i głęboko spojrzał mi w oczy, delikatnie unosząc kąciki ust.
- Znowu mam sos na twarzy? - zaśmiałam się.
- Pięknie wyglądasz - westchnął bez zastanowienia.
Zarumieniłam się i spuściłam wzrok, lecz mężczyzna ponownie uniósł mój podbródek i uważnie obserwował usta. Nasze wargi dzieliły milimetry.. Momentalnie zapomniałam o wszystkim. co sobie przysięgłam; że się nie zakocham, że się nie przywiążę.. Byłam zdeterminowana, aby w końcu poczuć jego wargi na swoich.
- No i po deserze! - Do salonu wpadła zrezygnowana Olga. 
Jak oparzeni odskoczyliśmy od siebie.
- Ups, przepraszamy. - Za Niemką pojawiła się kolejno Esmaralda, Violetta i inżynier ze swoim asystentem. Zauważyłam. jak mój szwagier zaciska pięści. 
- Nie szkodzi, będziemy się już zbierać - powiedział Emilio, sięgając po nasze płaszcze i pomagając mi się nim okryć. 
- Nie, Angie, zostańcie jeszcze! - zapiszczała nastolatka.
- Było tak miło.. - dodała Esmeralda.
- Na pewno będzie jeszcze okazja, Violu. - Pocałowałam ją w czoło. Mój przyjaciel wymienił uściski dłoni z domownikami i chwytając mnie za rękę, poprowadził do drzwi.
- Jeszcze raz dziękujemy za zaproszenie. - Zwróciłam się do pani domu. - Germanie. Dobranoc. 
Mój szwagier pożegnał nas skinieniem głowy i sekundę później staliśmy już pod osłoną sierpniowej nocy.

*U nas Olga jest Niemką
________________________

Ta- daaam, 133 rozdział za nami.
Mamy nadzieję, że wybaczycie nam dłuższą nieobecność.
Uraczyłyśmy Was wizerunkiem Emilio, który cały czas zmieniamy. XD Decyzja padła na Bradley'a James'a i tak już chyba zostanie. 
Z uwagi ferii liczymy, że w ciągu jeszcze tych dwóch tygodni pojawi się jeszcze rozdział i niespodzianka. 
A tymczasem pozostawiamy Was w niepewności; jak potoczy się historia choroby Angie? Czy ślub Pablo i Monici dojdzie do skutku? I jak zachowa się German na niespodziewaną wieść o nowym związku ukochanej?

Zapraszamy na kolejne rozdziały!
W&Z

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 132

- Do wielkiego otwarcia pozostało półtorej tygodnia - oznajmił Pablo, otwierając przed nami drzwi Studia.
Ivi i Emilio będący pod wrażeniem budynku, zdawali się zignorować jego słowa, wchodząc do środka. Sama byłam pod wrażeniem pracy, jaką udało się wykonać Pablo, mi, Gregorio i Beto w tak krótkim czasie. Odświeżono kolory ścian, a z niewielkich oszczędności dokupiliśmy parę mebli i instrumentów. 
- Wow - wybełkotała nastolatka, rozglądając się dookoła. 
Z dumą posłałam dyrektorowi uśmiech i zaproponowałam Włochom, że oprowadzę ich po salach. 
Rozpoczęliśmy od klas muzycznych, poprzez biuro Beto i taneczną, Zaprowadziłam ich nawet do pokoju nauczycielskiego, a na sam koniec pozostawiłam wielką aulę. 
- Tu zwykle odbywają się szkolne pokazy, apele i inne zebrania. - Rozchyliłam drzwi, ucharakteryzowane na klawisze pianina.
- No, no, nieźle się tu gościcie - zaśmiał się Emilio, podziwiając wystrój. Po chwili gwałtownie odwrócił się w moją stronę i posyłając mi łobuzerski uśmiech, usiadł przy fortepianie, przygrywając jakąś skoczną melodię. Roześmiałam się głośno, unosząc ręce w górę i kręcąc się w rytm utworu. Zaraz dołączyła do mnie Ivi i obie tańczyłyśmy do melodii, wygrywanej przez Włocha. W pewnym momencie mężczyzna urwał nutę, poczynając stukać w klawisze w nowy rytm.

Lately I've been, I've been losing sleep
Dreaming about the things that we could be
But baby I've been, I've been prayin' hard 
Said no more counting dollars 
We'll be counting stars - zaśpiwał

Usiadłam na stołku, obok niego, a nastolatka oparła się o instrument.

I see this life
Like a swinging vine
Swing my heart across the line
In my face is flashing signs
Seek it out ya shall find 

Dołączyłam do niego. Brunetka chwyciła ze stojaka gitarę, brzdąkając w takt. 
Emilio grał coraz szybciej, łącząc nasze głosy w refrenie. 
Ułożyłam dłoń na jego ramieniu i zaczęłam suwać nią po jego karku i plecach, jednocześnie przenosząc wzrok z mężczyzny, na nastolatkę, która po kilu wygranych wersach odważyła się nawet do nas dołączyć, tak, że tworzyliśmy całkiem zgrany zespół.


Take that money
Watch it burn
Sink in the river
The lessons I've learned


Zakończyliśmy, gdy Włoszka ostatni raz szarpnęła strunę. Rozległy się brawa. W drzwiach stanął Pablo. Przez ułamek sekundy wydawało mi się, że uśmiech na jego twarzy jest wymuszony. Czyżby był zazdrosny? 
Machinalnie zabrałam dłoń z ramienia blondyna. 
- Macie ochotę na herbatę? - zapytał.
- Pewnie - zgodziła się Ivi. Posłałam Emilio uśmiech i całą czwórką przenieśliśmy się do pokoju nauczycielskiego, gdzie czekały już na nas parujące kubki. W powietrzu unosił się charakterystyczny zapach malin i miodu. 
- Taka jak lubię. - Przymknęłam powieki, rozkoszując się słodkim smakiem. Musnęłam chropowaty policzek przyjaciela. 
- Może my zwiedzimy jeszcze raz sale, a wy sobie porozmawiajcie - zaproponował Włoch, posyłając mi znaczące spojrzenie. Skinęłam głową, odczekując moment, aż wyjdą. 
- Jak przygotowania do ślubu?
- W porządku, zostało jeszcze parę szczegółów do omówienia. 
- Nie jesteś zbyt przekonujący.. Czy w twoim związku wszystko gra?
- Ty mi powiedz. - spojrzał mi w oczy.
- Nie rozumiem, o czym mówisz.
- O tobie i Emilio. Angie, nie podoba mi się to w jaki sposób na siebie patrzycie, jak cię dotyka, nie chcę, żeby ktoś znowu cię skrzywdził.
Spłonęłam rumieńcem. 
- Emilio jest tylko moim przyjacielem, bardzo pomógł mi we Włoszech. 
- Kochanie. - Pablo ujął w dłonie moją twarz. - Jestem za ciebie odpowiedzialny, mam wyrzuty sumienia, że tak się od siebie oddaliliśmy. 
- Wszystko w porządku. - uśmiechnęłam się. 
Mężczyzna ze smutkiem uniósł kąciki ust, po czym powoli musnął moją skroń.

Następne dni spędziliśmy na wspólnych spacerach i wycieczkach, Żeby móc spędzać więcej czasu z Emilio i Ivi, wzięłam urlop w restauracji, aż do otwarcia Studia, mając również świadomość tego, że gdy rok szkolny się rozpocznie, nie będę w stanie pogodzić dwóch zajęć.


Nadszedł uroczysty dzień otwarcia Studia.
Otworzyłam oczy pod wpływem kojących promieni słonecznych i przeciągnęłam się leniwie. Z kuchni dolatywało wesołe podgwizdywanie i skwierczenie. Uśmiechnęłam się, siadając na łóżku. Miałam świadomość, że to moje ostatnie chwile w towarzystwie Ivi i Emilio, zamierzałam więc wykorzystać je w pełni.
Na oparciu obrotowego krzesła leżała już przygotowana miętowa sukienka, którą na siebie wsunęłam. Niedawno podcięte włosy przed łopatki zakręciłam i zrobiłam lekki makijaż. Stopy wsunęłam w szpilki i tak gotowa pomaszerowałam do kuchni. Emilio stał tyłem do mnie w samych spodniach od piżamy, przez ramię miał przewieszoną ścierkę.
Odwróciłam wzrok od jego nagich pleców i zawołałam zduszone Dzień dobry. Wiedziałam, że nie zostało nam dużo czasu, nie mogłam sobie pozwolić na uczucia.
- Jak się spało? - Uśmiechnął się do mnie przez ramię i wskazał na nakryty stół, przy którym od razu usiadłam. Nałożył mi jajecznicy i sam usiadł po drugiej stronie.
- Dobrze, dzięki. Gdzie Ivi?
- Poszła po świeże bułki, zaraz powinna być.
Skinęłam głową i wepchnęłam do ust trochę jajek, co usprawiedliwiało zaprzestanie rozmów. Było mi to na rękę, z każdym słowem chciałam go za trzymać przy sobie coraz bardziej.
- Nie smakuje ci? - spytał, widząc mój markotny wzrok wbity w danie.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć trzasnęły drzwi i do kuchni wpadła Ivi.
- Chodź, siadaj, musimy się pospieszyć - zarządziłam, składając swój talerz do zlewu, po czym bez słowa zaszyłam się w sypialni.

- Mogę?
Drzwi rozsunęły się i w progu stanął Emilio. Miał na sobie jasne jeansy i śnieżnobiałą koszulę. Oszałamiająco pachnął jakąś drogą, włoską perfumą.
Uniosłam głowę znad poduszki i skinęłam ręką, po czym znowu opadłam na pościel. Mężczyzna ułożył się obok.
- Ivi kończy się szykować - oznajmił. - Denerwujesz się? - dodał po chwili obustronnego milczenia.
- Trochę - stwierdziłam, jakby od niechcenia. Moje myśli nie przytłaczała przemowa, spotkanie z rodzicami, uczniami i Violettą, ale blondyn, który w tym momencie kciukiem łaskotał moją rękę przy nadgarstku.
Zaśmiałam się krótko.
- O czym tak myślisz?
- O tobie - odpowiedziałam bez namysłu.
Włoch powoli wypuścił powietrze. Przerwałam mu, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć:
- O tym, jak będzie kiedy wyjedziecie, kiedy znowu się zobaczymy, co poczuję, gdy wtedy cię uściskam. Zakochuję się, Emilio. - Spojrzałam na niego kątem oka, zaraz potem ponownie wbijając wzrok w sufit.
- Chcesz, żebym cię pocałował?
Pewnym ruchem przewróciłam się na bok, podparłam łokciem i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechał się delikatnie.
Zbliżyłam swoją twarz do jego, tak, że nasze usta dzielił zaledwie centymetr.
- Od początku zastanawiałem się jak smakujesz - szepnął, a jego miętowy oddech otulił moje wargi. Natychmiast zapragnęłam go poczuć. O tak, jego usta musiały smakować tak samo rozkosznie.
- Jeśli to zrobisz, to nie pozwolę już wam odejść - odpowiedziałam równie cicho. - Zbierajmy się - powiedziałam po dłuższej chwili, uśmiechając się.
Wstałam z łóżka, zmierzając do drzwi. Obejrzawszy się na chwilę, posłałam mężczyźnie całusa.
- To musi ci wystarczyć - zaśmiałam się i zniknęłam za ścianami korytarza.

Przed Studiem czekał już na nas zestresowany Pablo. Na jego czole widniało kilka kropel potu i głęboka zmarszczka. Nerwowo przestępował z nogi na nogę.
- No jesteście nareszcie! - zawołał na nasz widok i prawie siłą wepchnął do budynku.
- Wyluzuj, stary, wszystko pod kontrolą - rzuciła Ivi, siadając na biurku.
Pablo westchnął głośno i rozpiął guzik pod szyją.
- Spokojnie, wszystko się uda. - Pocieszyłam go, choć w rzeczywistości sama  trzęsłam się ze strachu. Jak miałam spojrzeć w oczy tym wszystkim ludziom i przekazać taką wiadomość? Jak ją odbiorą?

- Angie!
Obejrzałam się za siebie i oniemiałam. W moją stronę zmierzała Bella, pod rękę z Rickiem.
- Hej, jak się czujesz?
- W porządku, dziękuję -  odparłam.
- Rick - Wymieniliśmy uściski dłoni.  - Przepraszam, muszę iść na salę. Cieszę się, że jesteście.
Bell posłała mi uspokajający uśmiech.  Skinęłam głową i wróciłam do zatłoczonego budynku.
W auli zebrały się tłumy uczniów i ich rodzin, które przyszły towarzyszyć im podczas pierwszego dnia. Napotkałam kilka znajomych twarzy, lecz skrupulatnie wymigiwałam się od rozmów.
- Angie! - Za moimi plecami rozległ  się znajomy pisk. Odwróciłam się i ujrzałam nadchodzącą Francescę, Camilę, Maxiego i Naty. Ostatnia dwójka trzymała się za ręce.  Po chwili podszedł też Leon.
- Co u ciebie słychać?
- Dobrze cię widzieć!
- Tęskniliśmy!
Nastolatkowie zasypali mnie potokiem słów. Zdołałam tylko wykrztusić Porozmawiamy później, zanim ktoś szarpnął mnie za rękę i poprowadził w kierunku sceny. Jak się okazało, to Gregorio zniecierpliwił się czekaniem.
Wzrokiem odszukałam Emilio i Ivi, stojących na końcu sali, po czym zajęłam miejsce na podeście, obok Pablo i Beto.
- Dzień dobry, proszę wszystkich o uwagę - powiedział Galindo do mikrofonu.
Momentalnie ustały wszystkie rozmowy i sala zaległa ciszą.
Przełknęłam ślinę, przekazując spojrzeniem przyjacielowi, aby kontynuował. Ten jednak wepchnął urządzenie w moją dłoń.
- Witam - jęknęłam drżącym głosem. Zauważyłam, jak  z tłumu wynurza się sylwetka Violetty. Przeniosłam wzrok na Włocha, który uniósł oba kciuki w geście zachęty.
- Nazywam się Angeles Saramego, większość z państwa zna mnie, jako nauczycielkę śpiewu, jednak wraz z początkiem nowego roku szkolnego w Studiu, zaszło kilka zmian.. - Kątem oka spojrzałam na Pablo. - Bardzo trudno jest mi przekazywać tę wiadomość, dwa miesiące temu odszedł od nas Antonio, dotychczasowy właściciel Studia.
Po sali przeszedł szmer, rozległy się szepty i wzdychania. Zauważyłam, jak zszokowani podopieczni ze łzami w oczach wbijają we mnie spojrzenia. Naty oparła głowę na ramieniu Maxiego, Brodway objął Camilę, a Francesca ukryła twarz w dłoniach, trzęsąc się u boku Diego. Nigdzie nie mogłam dojrzeć Violetty, ani Leona.
- Doskonale rozumiemy państwa poruszenie, - powiedziałam po upływie długich sekund gwaru - ale to, że zebraliśmy się dziś tutaj świadczy o naszej wdzięczności Antonio za wszystko, co zrobił dla tej szkoły, uczniów i wszystkich nas z osobna. Mimo ogromnej straty, wedle woli naszego przyjaciela, zdecydowałam się podjąć próby utrzymania akademii z pomocą nauczycieli.
- Pani? Pani chce prowadzić Studio?! - prychnęła z pogardą jakaś kobieta.
- To niedorzeczne, ta szkoła bez pana Antonio nie istnieje! - zawtórował jej jakiś mężczyzna.
- Bardzo proszę o spokój. - Głos zabrał Pablo. - Zapewniam państwa, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby przywrócić temu miejscu choć namiastkę dawnej codzienności. Pozostaniemy wierni ideałom, które wyznawał Antonio, wciąż pamiętamy o jego woli, o miłości do muzyki i uczniów.
- Rekrutacja studentów będzie odbywała się jak zwykle, przez pierwszy miesiąc od rozpoczęcia nauki. Wszelkie formalności proszę załatwiać u mnie, dyrektora Galindo lub któregoś z nauczycieli. Mamy nadzieję, że Studio, którego pełna nazwa od dziś brzmi: Studio On Beat, jeszcze przez długi czas będzie cieszyć się rozwojem talentu młodych ludzi. Dziękuję - powiedziałam i w pośpiechu zeszłam ze sceny, zanim dziesiątki osób zdążyło zasypać mnie dodatkowymi pytaniami.
- Angie! - wśród rozmów usłyszałam głos Emilio, jednak nie zamierzałam się zatrzymywać, biegiem ruszyłam w stronę korytarza, a stamtąd do mojej starej klasy śpiewu.
Wszystko w niej było takie samo, jak kiedyś. Podczas wakacyjnych porządków bardzo staraliśmy się zachować dawny wystrój, tylko odnowiliśmy wnętrze i zakupiliśmy kilka nowych mebli. Nie chciałam, żeby ktokolwiek czuł się tu obco i przez to dotkliwiej odczuwał brak Antonia.
- Tu jesteś. - Do środka wszedł blondyn. Uśmiechnął się od progu, co smutno odwzajemniłam. - Świetnie ci poszło.
- Akurat. Zobaczysz, że teraz się zacznie. To będzie cud, jeśli uda nam się zachować przynajmniej połowę dotychczasowej liczby studentów.
- Pablo doskonale sobie radzi - przekonał mnie. - Gregorio też się zaangażował. I nawet Beto.
Uśmiechnęłam się pod nosem, czując łzy pod powiekami.
- O, kochana. - Włoch otulił mnie ramionami. Zaszlochałam cicho.
- Brakuje mi go, był dla mnie jak ojciec.
- Wiem.
- Nie, nie wiesz. Straciłam kolejną osobę, która dawała mi poczucie bezpieczeństwa, zapewniała, że wszystko może być dobrze.
- Teraz ja przejmę te rolę.
Włoch oderwał się od mojego ciała i popatrzył mi w oczy. Kciukiem przetarł mój mokry policzek, po czym pogłaskał go i uniósł kąciki ust.
- Będę przy tobie..
Spojrzałam smutno w jego tęczówki. Dostrzegłam w nich dobroć, troskę i miłość.
- Nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać - pouczyłam go, po czym wyswobodziłam się z uścisku. - To jedyna lekcja  dana mi przez życie, którą zrozumiałam - dodałam przy drzwiach i wyszłam.

Wróciłam na salę, która zdążyła już opustoszeć. Zostało jeszcze parę osób, zajętych rozmowami  z nauczycielami i kilkoro moich starych uczniów. Od progu powitały mnie krzyki Beto.
- A-angie, nie zgadniesz! - zawołał, machając kartkami. - Tylu się zapisało, tylu! - Rozłożył ręce.
Odpowiedziałam mu uśmiechem i podeszłam do grupki rozgadanych nastolatków.
- Cześć, jak się trzymacie?
- Tęskniliśmy! - Na szyję rzucił mi się Andres, a zaraz potem dołączyła do niego Francesca, Diego, Camila i pozostali. Poczułam, jak bardzo mi ich brakowało.
- Ja też, kochani.
- Nie mogliśmy uwierzyć, kiedy Antonio powiedział nam, że odeszłaś. Tak bez słowa, bez pożegnania.. Bardzo to przeżył, choć starał się tego nie okazywać.
- Przepraszam, wiem, że należało się wam wyjaśnienie, ale.. nie zawsze wszystko jest proste do wyjaśnienia. - Posmutniałam.
- Ale już z nami zostajesz?! - Wyrwał się Maxi.
Skinęłam głową.
- Wygląda na to, że tak - roześmiałam się. - Czy coś się stało? - zapytałam, widząc znaczące miny dzieciaków. - Chcecie o coś zapytać, coś mi powiedzieć?
- Nie.. To znaczy.. Chcieliśmy zapytać.. - jąkała się Francesca.
- Co u Violi? - dokończyła Camila. Pytanie wydało mi się nadzwyczaj dziwne.
- Jak to, nie macie kontaktu?
- Po twoim wyjeździe bardzo się zmieniła, przestała z nami rozmawiać, spotykać się..
- Nawet zerwała z Leonem! - wtrąciła Naty.
- Nie widzieliśmy się od zakończenia roku.
- Wiecie.. To ciężka sytuacja, Violetta nie chce ze mną rozmawiać. Jeśli nawiążę z nią kontakt, to obiecuję przekonać ją do rozmowy.
- Dziękujemy - powiedział Brodway i całą grupą odeszli.

Szkoła zaczynała powoli pustoszeć, uczniowie wybierali się na wspólne spacery, zaś rodzice z broszurkami i kartami informacyjnymi, wychodzili, pogrążeni w rozmowach na temat umieszczenia dzieci w Studiu.
Idąc, pośród topniejącego tłumu, natknęłam się na mniej pożądane osoby.
- Dzień dobry, Angie!
Gdy spojrzałam w bok, moim oczom ukazała się Esmeralda, wystrojona w sukienkę w agresywnym odcieniu czerwieni, mocnym makijażu i sznurkiem pereł na szyi. Pod ręką trzymała Germana.
Lustrując jego towarzyszkę, kątem oka zauważyłam, że mężczyzna bacznie mi się przygląda. Wzbudziło to we mnie złość.
- Przyszliście z Violettą? - zapytałam, wymuszając uśmiech. Nie śmiałam spojrzeć na szwagra.
- Tak, chciała zobaczyć, jak wszystko toczy się bez tego właściciela. Antonio, tak?
Pokiwałam twierdząco głową.
- Czy ona jest jeszcze gdzieś tutaj?
- Mówiła, że chce coś sprawdzić - odpowiedziała kobieta.
Ponowiłam poprzedni czyn, przeprosiłam i nie zaszczycając Germana spojrzeniem, odeszłam.


Si crees que todo esta olvidado
Que tu cielo azul esta nublado
Si dices mi nombre te voy a encontrar...

Z mojej dotychczasowej sali doleciał mnie dźwięczny głos. Gdy stanęłam w progu, ujrzałam Violettę, przyglądającą się zdjęciom uczniów, wiszących na ścianie.



Es tan fuerte lo que creo y siento
Que ya nada detendra este momento
El pasodo es un recuerdo
Y los sueńos crecen siempre creceran..

Dołączyłam do piosenki. Wraz z wyśpiewanym pierwszym wersem, nastolatka odwróciła się w moją stronę. Miała łzy w oczach.


Ya veras que algo se enciende de nue
tiene sentido intentar 
cuando estamos juntos
algo se enciende de nuevo

tiene sentido intentar 
cuando estamos juntos
cuando estamos juntos..

Refren należał do nas obu. Po raz pierwszy od bardzo dawna ujrzałam jej szczery uśmiech, przyćmiony przez spływające po różowych policzkach strugi łez. 
Gdy skończyłyśmy piosenkę dziewczyna najzwyczajniej w świecie rzuciła mi się na szyję. Nie pamiętałam już, jak to było trzymać ją w ramionach.
- Violu.. - wyszeptałam, wzruszonym głosem.
- Tak cię przepraszam.  - W jej oczach widziałam smutek. Musnęłam dłonią różowy policzek, czując, że zaraz sama się rozpłaczę.
- Mówiłam, że kiedyś zrozumiesz, dlaczego musiałam wyjechać. - Uśmiechnęłam się lekko, a siostrzenica przyglądała się mni. 
- Tęskniłam za tobą - szepnęła.
- Ja za tobą też - ponownie znalazłyśmy się w swoich ramionach. 

Wierzyłam, że kiedyś uda mi się pogodzić się z siostrzenicą, aczkolwiek nie spodziewałam się tego tak szybko. Teraz mogłam spokojnie przyjrzeć się szatynce. A właściwie.. blondynce. No tak, przefarbowała włosy i bardzo zmieniła. Zakończyła związek z Leonem, zerwała kontakt z przyjaciółmi. 
Miałm nadzieję, że teraz wszystko się zmieni pomiędzy nami i że znowu będzie tą samą Violettą, którą pokochałam jak córkę. 
Objęte, ruszyłyśmy korytarzem w stronę wyjścia, gdzie czekał German z jego narzeczoną.
- I jak cieszysz się, że Esmeralda będzie twoja macochą? - starałam się brzmieć naturalnie. Przez twarz dziewczyny przebiegł cień, lecz szybko się uśmiechnęła.
- Nic do niej nie mam, ale denerwuje mnie, że naciska na tatę. 

 Naciska na tatę? Już miałam zapytać, o co jej chodzi, lecz przerywa mi spokojny głos.
- Angie, w końcu cię znala... - Emilio urwał, widząc z kim jestem. Violetta mimo to wciąż się uśmiechała i ku mojemu zdziwieniu, wyciągnęła rękę w stronę mężczyzny.
- Przepraszam, że poznaliśmy się w tak niemiłych okolicznościach, zacznijmy od początku. Jestem Violetta., dziękuję, że zająłeś się moją ciocią, gdy ja nie mogłam.

 Włoch ścisnął dłoń nastolatki.
-  Emilio, i muszę ci powiedzieć, że to była dla mnie czysta przyjemność.
Nie wierzyłam, że taka scena się rozgrywa. Siostrzenica i mój przyjaciel. Zacisnęłam usta w cienką linie.
-
 W końcu was znala... - przerwała Ivi i zareagowała tak samo jak Emilio. Tym razem Violetta w skupieniu obserwowała brunetke, która odwzajemnia lodowate spojrzenie. 
-Violu to jest Ivette...
- Ivi - syknęła i skierowała się w stronę wyjścia. - Chodźmy, jestem głodna - dodała wkurzona, na co ja i mężczyzna wymieniliśmy rozb
rozbawione spojrzenia.
- Miła dziewczyna, może się jeszcze zaprzyjaźnimy - stwierdziła sarkastycznie Violetta. - A teraz przepraszam, już późno, czekają na mnie. Do zobaczenia! - Pomachała nam ręką i odeszła.
Nim zdążyłam zareagować, dziewczyna była już daleko.
- Mówiłem, że się ułoży - zaśmiał się Emilio, stojąc o krok za mną.
Obróciłam głowę ku niemu i złożyłam na zarośniętym policzku długi pocałunek. Czułam, jak ciepło jego skóry rozchodzi się po moich wargach, a on sam mruczy żartobliwie. 
- Mam nadzieję, że kiedyś spróbuję twoich ust... - szepnął mi do ucha.
Zauważam Ivi, która szczerzyła się do nas z końca korytarza oraz najmniej oczekiwaną osobę. 
- Dzień dobry. - Ku nam podszedł German i trzymająca go pod rękę Esmeralda. 

- Cześć - odpowiedziałam równocześnie z Emilio. Blondyn objął mnie ręką w talii, przysunął do siebie i mocno trzymał. Przez myśl przeszło mi, że zachowuje się tak samo, jak tego popołudnia, gdy poraz pierwszy spotkał mojego szwagra i jego narzeczoną. 
German mierzył nas surowym wzrokiem. Jego oczy zatrzymały się na naszych splecionych palcach i momentalnie poczerwieniał. Jego zazdrość przyniosła mi wiele satysfakcji 
- Miło was razem widzieć - zadźwięczała Esmeralda. - Jak się macie?
- W porządku, dziękujemy - odpowiedział Emilio.
- Może macie ochotę wpaść jutro na kolację? Poproszę Olgę, żeby przygotowałacoś specjalnego. Och, nie macie pojęcia, jak ona genialnie gotuje.
- Mamy - wyrwało mi się z nerwowym uśmiechem. 
- Dziękujemy, ale chyba musimy odmówić.
- Dlaczego, kochanie? - zwróciłam się do Włocha z nieukrywaną ironią. - Chętnie przyjdziemy - powiedziałam, patrząc Germanowi prosto w oczy. Zacisnął wargi i wtedy odczułam ostateczny triumf. 
- Świetnie, zapraszamy na osiemnastą - wycedził przez zęby brunet.
Kiwnęłam głową w stronę pary i żegnając się, pocągnęłam przyjaciela w kierunku wyjścia.

____________________________________

Cześć!
132 rozdział na dobry początek Nowego Roku.
Pisałyśmy go przez długi czas, dlatego treści jest sporo i mamy nadzieję, że przypadł Wam do gustu.
Piszcie w komentarzach opinie, pytania, sugestie.

Do przeczytania!

W&Z

czwartek, 25 grudnia 2014

Jednorazówka: Opowieść Wigilijna - fioletowa wersja

W domu Castillo 24 grudnia był dniem.. bardzo chaotycznym, mało kiedy poukładanym. Gosposia gotowała, kroiła, przysmażyła, przygotowując stół na tą świąteczną okazję. Córka pana Germana wraz z jej ciocią zdobiły pierniki różnymi słodkimi i dodatkami. Zajęcie w sam raz dla obu kobiet... gdyby nie to, że musiały dodatkowo jeszcze posprzątać cały salon. Pan domu wraz ze swoim asystentem przesiadywali w gabinecie, jedynym pomieszczeniu bez żadnego bałaganu i hałasu. German był osobą zapracowaną, dbającą o drobne szczegóły w swej pracy. Lecz to już powoli zaczynało działać na nerwy pozostałym domownikom.
- Nie możemy już tego zostawić? German, są przecież święta - Ramallo poprawił okulary, obserwując swojego przyjaciela, który zatopiony był w papierach. Inżynier mruknął coś pod nosem biorąc kolejne papiery w dłoń. Nie może tego teraz porzucić! To zwiastuje nie przyjęcie umowy i nici z budowy.
- Nie. Ramallo, czy ty nie potrafisz zrozumieć, że to dla nas wielka szansa?
- Czyli dla ciebie jest ważniejsza praca niż rodzina? - German spojrzał zza dokumentów na przyjaciela. Nie przepadał za tym, gdy do rozmowy a'la kłótni wkrada się słowo rodzina.
- Skończę przed kolacją - wybełkotał, a asystent pokręcił przecząco głową.
- O nie! Skończysz to teraz - Ramallo wyrwał inżynierowi papiery, a ten zdziwiony obserwował przyjaciela. "Co w niego wstąpiło" pomyślał i odwrócił wzrok od asystenta. Mężczyzna coś mówił, lecz Germana to nie obchodziło. Muszą dostać zgodę. Muszą. To jest teraz dla nich najważniejsze.
Kilka minut później Ramallo wyszedł, a pan domu w spokoju mógł się zająć pracą. Skoro powiedział, że odpuści przed kolacją, to tak będzie.
Praca to dla niego inny wymiar. Dzięki niej nie myślał o Angie. Nie chciał o niej myśleć! O ciotce jej córki, o kobiecie z anielskimi, blond włosami, z kojącym głosem, z roześmianymi oczami..
Tymczasem w kuchni zebrali się pozostali domownicy. Olga przyprawiała zupę grzybową, Violetta mieszała sałatki, a Ramallo i Angie czyścili talerze. Byli przygnębieni tą sytuacją. Chcieli by te święta były dla każdego idealne.
- Próbowałem - rzekł asystent Germana, wycierając naczynie. 
Angie uśmiechnęła się smutno wierząc w słowa mężczyzny. Kochała tego pracusia, ale chciała by on odwzajemnił to uczucie. Czy słowo "kocham" zmieniło by jego postępowanie? Chciała go przytulić, pocałować. Lecz najbardziej chciała pomóc. Wyciągnąć go z tej otchłani. Jej myśli krążyły ciągle przy nim.
- Quiero abrazarte, quiero besarte, quiero tenerte junto a mi... - nuciła pod nosem blondynka.
- Może zaproszę Leona - pomyślała na głos nastolatka. Jej ciocia przystanęła ochoczo na tą propozycje. Tak samo gosposia i asystent. Szatynka uśmiechnęła się zadowolona i pomyślała chwilę o tym jakie to by było wspaniałe. Ona, Leon, Angie... i tata.
- Zadzwonię do niego potem - mruknęła po chwili, mieszając dalej sałatki.

- Skończyłem - Zadowolony German wyszedł w końcu z gabinetu. Nie czuł zmęczenia, praca dla niego to przyjemność. Rozejrzał się po salonie, który wyglądał jak nie jego. Mnóstwo światełek, wielka choinka i... Angie, wieszająca jemiołę. Ubrana w typowo świąteczny sweter i czarną spódniczkę wyglądała oszałamiająco. Lecz pan domu szybko uciekł do kuchni. Musiał pamiętać, że blondynka jest jego szwagierką.
- O toż to cud świąteczny, pan German wyszedł z gabinetu - przywitała go gosposia, na co on lekko zawstydzony ruszył do jadalni. Tam Violetta siedziała na krześle, przy stole i rozmawiała przez telefon.
- O właśnie tu jest, poczekaj - oderwała telefon od ucha i uśmiechnęła się w moją stronę. Zegar wybił godzinę 21. - Tato, mogę zaprosić Leona na wigi...
- A czy Leon należy do rodziny? - przerwał córce ojciec. Wiedział, że Leon to chłopak Violetty, nawet go poniekąd tolerował, aczkolwiek święta to czas dla rodziny.
- Ale... tato - jęknęła nastolatka.
- Żadnych ale. Nie może i już - w progu kuchni stanęła Olga, a za nią zaciekawiony Ramallo. Angie powiesiła już jemiołę.
- Dlaczego? Wytłumaczysz - złość w szatynce wzrastała, tak samo w brunecie. "Czy on nie rozumie, że Leon jest dla mnie ważny" pomyślała dziewczyna, patrząc z nienawiścią na ojca.
- Bo święta to czas dla bliskich...
- Ach, tak? To idź do swoich papierów, bo ostatnio to twoi bliscy! - Violetta wykrzyczała Germanowi w twarz, po czym tłumiąc łzy pobiegła do łazienki. Brunet przetarł dłońmi twarz i kątem oka, obserwował twarz Angeles, na której malowało się niedowierzanie.
- Jesteś okropny. Leon dla niej to ktoś ważny...
- A co Leon nie może spędzić świąt z rodzicami? - rzucił wkurzony w stronę blondynki. - Nie ma rodziny, że musi spędzić święta tutaj? - Angie otworzyła usta ze zdziwienia. Dlaczego on nie mógł pojąć tak ważnej rzeczy?
- A ty nie miałeś rodziny jak przyszedłeś do nas na wigilię, do Marii - wypowiedziała spokojnie słowa, a pan domu lekko się uspokoił. Pamięta tą wigilię, pamięta ten uśmiech na jej twarzy, gdy otworzył drzwi i krzyknął "wesołych świąt".
- Nie mieszaj w to Marii. Tracę cierpliwość do was wszystkich, chcieliście rodzinną wigilię proszę bardzo! Zaproście cały Buenos Aires - krzyknął, po czym rozdrażniony ruszył do sypialni.
Serce Angie było nierównomiernie. Dała się omamić. Miała nadzieję, że te święta będą inne, lepsze, rodzinne. Łza skapnęła z jej policzka na podłogę. Ramallo z Olgą spoglądali to na siebie to na blondynkę.
Pan domu trzasnął drzwiami i usiadł na łóżko. Został wyprowadzony z równowagi. Ostatnio dość często wpadał w furię, nawet bez większego powodu. Denerwowało go zupełnie wszystko, a już w szczególności wspomnienia dotyczące zmarłej żony. Czuł, że gdyby tu była, wszystko potoczyłoby się inaczej. Miał pretensje do Boga, że zabrał mu ukochaną osobę, nie umiał też wybaczyć sobie bezradności, która nim rządziła.
Zażywszy prysznica, ułożył się na łóżku, wlepiając wzrok w sufit, skąpany w mroku. Gdy nie pracował, kładł się wcześnie, aby nie musieć rozmawiać z resztą domowników, jednak nie spał, targały nim sprzeczne emocje, których za wszelką cenę nie mógł się pozbyć.
Nagle zza drzwi rozległ się huk. Rozdrażniony, poderwał się na nogi i pospieszył do wyjścia.
- Ała! - ryknął, czując, jak bosą stopę rozrywa mu coś ostrego.
- German! - rozległ się pisk Angie.
Spojrzał w dół i pośród mroku ujrzał klęczącą szwagierkę. Ból wymusił na nim wycofanie się do pokoju.
- Nic ci nie jest? Usiądź. - Kobieta pomogła mu oprzeć się na łóżku.
Brunet wyrwał rękę z jej uścisku i rzucił okiem na krwawiącą ranę, w której widniało kilka kawałków szkła.
- Zostaw! - syknął, gdy blondynka poczęła usuwać odłamki literatki z jego stopy.
- German,,
- Wynoś się! - Odtrącił ją. Kobieta bez słowa, pospiesznie zerwała się z miejsca i uciekła, trzaskając drzwiami.
Odetchnął, zaciskając powieki. Nie chciał jej tak potraktować, ale.. ale nie dała mu wyboru. Warknął pod nosem, pozwalając sobie odpłynąć w sen..

Z letargu wywołało go dziwne uczucie niepokoju. Za oknem wciąż panował mrok, nie mogło być później niż przed drugą nad ranem.
Przetarł spocone czoło, nasłuchując. Zewsząd rozbrzmiewało ciche brzęczenie.. dzwonków. Dźwięk był tak lekki i niewinny, jakby wyrwany z obcej rzeczywistości.
Zdziwiony wstał z łóżka i wolnymi krokami zbliżał do drzwi. Gdy je uchylił, do pokoju wpadł niekiełznany wiatr i zmiótł go z nóg. Świat zawirował i pośród światła księżyca, rzucanego na ścianie, pojawił się cień, tak przerażający, że Germana przeszedł dreszcz. Zląkł się i odruchowo sięgnął po książkę z najtwardszą okładką. 
- K-kim jesteś? - wyjąkał. 
- Duchem Przyszłości - rozległ się głos. Był oziębły i pozbawiony wyrazu.
- Violetta? Szukasz sposobu, żeby mnie przekonać do wizyty Leona? Słabo ci idzie!
Duch nie odpowiedział. Znów zapanowało dzikie tornado, a zaraz potem mężczyzna poczuł, że coś ciągnie go ku oknu. Nim się obejrzał, szybował pośród śnieżnej zamieci, ponad argentyńskimi dachami. Chwilę potem znalazł się w znajomej mu izbie. Wewnątrz znajdował się podupadający kominek, stół i trzy krzesła, stary fotel i segment. Chata wyglądała na ubogą, dobrze znaną szatynowi. To tu przychodziło mu dorastać, w otoczeniu chorej matki i ojca - alkoholika. 
- Proszę, mamo, wypij. - Na łóżku, obok okna leżała kobieta w średnim wieku, a obok niej siedział kilkuletni chłopiec. Inżynier bez trudu rozpoznał swoją zmarłą rodzicielkę i.. siebie samego. 
Nigdy nie zaznał smaku prawdziwego dzieciństwa, jego dni kręciły się wokół zajmowania domem, gotowania i opieką nad schorowaną matką. Ojca nigdy nie obchodził ich los. Mimo, że w rodzinie panował głód i ubóstwo, nie starał się zmienić sytuacji swoich najbliższych, przepijając oszczędności, wymieniając rodzinne pamiątki na najtańsze wina. Już wtedy, ośmioletni German przysiągł sobie, że w przyszłości nie będzie taki, jak jego ojciec, Zdobędzie dobrą pracę, założy rodzinę, zrobi coś dla innych i.. będzie szczęśliwy.
- Kto by pomyślał, że wszystko tak się potoczy? - zagruchotał duch. - Przypomnij sobie czasem o ideach, które kiedyś wyznawałeś. 
Zjawa wykonała gwałtowny ruch i mężczyzna opadł na poduszki. Zszokowany starał się uspokoić zaciekłą gonitwę swojego serca, nim jednak zdążył dojść do siebie, pomieszczenie znów rozbłysło rażącym światłem i dało wyczuć się czyjąś obecność.
- Nie, nie, ja wariuję! - wrzasnął mężczyzna, kuląc się na skraju łóżka. - No dalej, obudź się, to się nie dzieje naprawdę! 
- Germanie. - Zabrzęczał melodyjny głos. - Germanie, spójrz na mnie.
Lecz szatyn nie zamierzał wykonać polecenia, zacisnął powieki, pod którymi zaczęły zbierać się łzy i zatkał dłońmi uszy.
- Ty też chcesz, żebym zwariował?!
- Jestem duchem teraźniejszości i chcę ci pokazać, co właśnie tracisz. - Spokojnie odparła postać.
- O nie, dość wycieczek - żachnął się, lecz w tym momencie ściany sypialni, meble i wszystko inne zniknęło, jak poprzednio, a na ich miejscu pojawił się salon. Ten sam, w jego willi, ten sam, w którym jeszcze niedawno przesiadywał.
Czekoladowym tęczówkom ukazała się ogromna choinka, stojąca na środku pomieszczenia. Sięgała aż do sufitu, dlatego strojąca ją Angeles musiała wspomóc się drabiną, aby dosięgnąć do jej górnych partii.                                           
                                                  Quanto amore nell’aria, rimani con me
e fidati del mio cuore
Quanto amore nell’aria,
se sono con te, non contano più le ore
Per il destino, il egame tra di noi è per sempre
è per sempre


Jej łagodny głos rozbrzmiewał wdzięcznie i napawał bezpieczeństwem.
Germanowi mocniej zabiło serce. Lubił jej słuchać, była taka łagodna i niewinna, ale nigdy nie śmiał jej tego powiedzieć. Nigdy też nie zdobył się na odwagę, aby podziękować za wszystko, co robiła.
Chwilę potem do salonu wszedł Ramallo, a za nim gosposia.
 - Piękna choinka! - zawołał mężczyzna
- Dziękuję, Lisandro - odrzekła, a w jej głosie można było doszukać się smutku.
Zeszła z drabiny i stanęła przy parze, aby wspólnie podziwiać efekt swojej pracy.
- Och, Angeles - westchnęła Olga, kładąc rękę na ramieniu blondynki. Po jej policzkach spływały łzy, załkała cicho.
- Jest chora? - spytał German, zerkając na bladą postać.
- O tak, cierpi na coś nieuleczalnego.
- Jak to?! Da się to wyleczyć?! Sprowadzę najlepszych fachowców!
- To miłość, Germanie - rzekł duch. - Uczucie tak silne miażdży jej serce, bo człowiek, którego nim obdarzyła, odsuwa się od niej.
- Nie mogę z nią być.
- Nie możesz, czy nie chcesz?
Inżynier nie odpowiedział nic. Milczenie zagłuszało głos jego serca, ale zaprzeczenie wyjawiłoby to, co tak naprawę czuł.
- Nie płacz, Angie. - Obok kobiety pojawiła się Violetta. Stanąwszy obok, objęła ją w pasie i przytuliła głowę do ramienia.
- Jak Leon?
- Powiedział, że się nie gniewa i wszystko w porządku, ale.. Angie, do cholery! To miały być nasze pierwsze wspólne święta! Miały pomóc nam w odbudowaniu naszych relacji. To pierwsze święta, odkąd ty jesteś z nami.. Rodzina w komplecie, tak bardzo chciałam to poczuć.
Nim szatyn zdążył cokolwiek powiedzieć, obraz rozpłynął się, a on znalazł się w swoim łóżku.
- Pomyśl o tym, co tracisz, to co przeminie, już nigdy nie wróci.
Obraz zamigotał i mężczyzna został sam. Zszokowany wydarzeniami, naciągnął kołdrę na głowę i zacisnął zęby, Pragnął się obudzić, pragnął, żeby to wszystko okazało się snem.
Nagle poczuł, że jakaś niewidzialna siła zrywa z niego nakrycie. Zacieśnił uścisk na rogach pierzyny, nie puszczając. Mimo ogromnego wytężenia sił, poczuł chłód na ciele, a otworzywszy oczy, ujrzał przed sobą kolejną zjawę. Tym razem była większa, bardziej zniekształcona, przyodziana w potargane łachmany i łańcuchy, wołała żałośnie.
- I teraz ty?! Kolej na przyszłość?! - zawołał jednocześnie zły i przerażony.
Duch wykonał ruch ręką, wywołując u Germana okrzyk strachu.
Kolejny raz rozbłysło światło, ściany pokoju zniknęły, a zastąpiły je mury piętrowego domu jednorodzinnego. Budynek zdobiły kolorowe światełka i gałązki choiny. Zza drzwi słychać było radosny gwar.
Dookoła zalegał śnieg, mężczyzna poczuł, jak mróz przeszywa każdy zakamarek jego ciała. Chwycił kołatkę i zapukał nieśmiało, jednak nikt mu nie odpowiedział. Niepewnie nacisnął klamkę i wszedł do środka. Korytarz prowadził do trzech pokoi, z którego jeden wypełniały czyjeś rozmowy, muzyka i dźwięk fortepianu. W powietrzu unosił się zapach piernika, szatyn nie miał wątpliwości, że to czas Bożego Narodzenia.
Wychylił się zza futryny drzwi, a wtedy jego oczom ukazały się dobrze znane mu osoby. Na sofie siedział Ramallo z Olgą, na fotelu Leon, a na jego kolanach Violetta. Przy choince stała Angie, trzymająca na rękach małą dziewczynkę, Obok niej wyłonił się Pablo. Wszyscy wyglądali na dużo starszych, na ustach mieli szerokie uśmiechy, wyglądali na szczęśliwych.
- Kochanie, ja ją potrzymam, odpocznij - Galindo zwrócił się do blondynki i musnął jej różowy policzek.
W Germanie zebrała się złość. Jak ona mogła pozwolić mu się dotykać?!
- Choć do tatusia, Iska..
I wtedy zrozumiał. Wszystko rozgrywało się w przyszłości, gdy jego już nie było, gdy wszyscy ułożyli sobie życie bez starego, zgorzkniałego Germana.
- Co to ma znaczyć?! - zawołał, jakby do siebie.
- Po tym jak wyrzuciłeś Angie z domu, związała się z Pablo, mają dziecko. Olga i Ramallo wyprowadzili się zaraz potem, a Violetta.. Nie mogła znieść dłużej twojego terroru, nie kontaktujecie się od siedmiu lat.
- Czyli.. ja żyję?
Jak na zawołanie sceneria uległa zmianie i teraz inżynier znajdował się ponownie w swojej willi. Coś jednak było nie tak, Pomieszczenia wyglądały na zaniedbane, meble popodgryzane przez korniki, pajęczyny zalegające w kątach. W fotelu pod oknem siedział.. on sam. Siwiejące włosy, pomarszczone ciało, zmęczone oczy. Otoczony papierami, pracował, zapomniawszy o otaczającym go świecie. Był sam. W Boże Narodzenie. Sam, zapomniany przez rodzinę, przyjaciół, przez otoczenie. Nie miał już na kogo liczyć, na kim polegać. Jedyne, co mu pozostało, to zalegające w każdym zakamarku domu dokumenty..

- Umrzesz samotnie, Germanie. Umrzesz samotnie - powtarzała zjawa. te słowa huczały mu w głowie, nie dając spokoju.
- Dość! - krzyczał, rwąc włosy z głowy. Przed oczami migały mu niedawno rozegrane sceny; umierająca matka, ubieranie choinki przez Violettę, pocałunki Angie i Pablo, on sam, osamotniony i opuszczony. - Nie, nie, NIEEE!

Otworzył oczy i z ulgą stwierdził, że znowu jest w swoim łóżku. Za oknem świtało, z dołu dolatywał dźwięk obijających się naczyń.
Zerknął na kalendarz, stojący na biblioteczce. 24 grudnia.
- Dziś Wigilia! - zawołał sam do siebie. 
Gwałtownie poderwał się na równe nogi i podbiegł do okna, otwierając je na oścież. Buchnęło mroźnym wiatrem, nos mężczyzny poczerwieniała już w przeciągu kilku sekund. 
Przymknął oczy i wydął usta w krzywym uśmiechu, po czym roześmiał się szczerze, łaknąć powietrze pełną piersią. Tak dawno nic nie przynosiło mu tyle uciechy, co w tamtym momencie zimowa pogoda. 
Nagle przypomniał sobie o czymś ważnym.
Na bosaka, w piżamach popędził na dół, gdzie trwały właśnie przygotowania do wieczornej kolacji; Ramallo i Violetta pilnowali w kuchni wypieków Olgi, która w tym czasie przeszukiwała sklepowe półki w poszukiwaniu brakujących produktów, zaś jego szwagierka wieszała ostatnie dekoracje. 
- Violu.. - Mężczyzna podszedł do kuchennego blatu, gdzie przesiadywała nastolatka. - Córeczko. - Złapał ją w ramiona.
Zdziwiona dziewczyna spojrzała pytająco na Ramallo, który równie zszokowany, wzruszył ramionami. 
- Córeczko, jeśli tak ci zależy, to Leon może do nas przyjść. Oczywiście, zaproś go i przekaż, że jest tu jak najmilej widziany. Ha, ha, przyjacielu! - Objął prawnika, po czym z radosnym krzykiem wybiegł z pomieszczenia.
- Oszalał - stwierdził Lisandro.

Już wolniejszym krokiem wszedł do salonu. Jego szwagierka właśnie schodziła z drabiny, która pomogła jej w zawieszeniu rozłożystej jemioły, tuż przy suficie. Teraz blondynka dumnie obserwowała całokształt swojej kilkudniowej pracy. 
- Angeles - niemalże wyszeptał, jednak kobiecie udało się to dosłyszeć. Miała wrażenie, że to świąteczny anioł wyśpiewał jej imię, nigdy bowiem nie słyszała tak dźwięcznego zawołania. Odwróciła się, a jej oczom ukazała się sylwetka inżyniera. Bosy, ubrany w pasiastą piżamę, ze zmierzwionymi włosami i uśmiechem na ustach był nie do poznania. 
- German. - Uśmiechnęła się nieśmiało, nie bardzo wiedząc, jak rzeczywiście ma się zachować. 
Mężczyzna był onieśmielony jej niewinnością, nigdy dotąd nie spotkał tak łagodnej osóbki. Od ich pierwszego spotkania po latach, intrygowała go jej postać. Ukradkiem przyglądał się jak śpiewa, gra, czy po prostu śmieje się, oglądając telewizję, czyta książki, opowiada o muzyce o swojej pasji. Pragnął jej całym sercem, pragnął poczuć choć raz dotyk tych malinowych warg. 
- Muszę ci coś powiedzieć - westchnął, dławiony podnieceniem. Podszedł do blondynki tak blisko, że niemalże słyszał przyspieszone bicie jej serca. Szmaragdowe oczy płonęły iskierkami, a usta same układały się w geście uśmiechu. 
Zerknął w górę, tuż nad nimi prezentowała się jemioła. 
Angeles poszła w ślad za szwagrem i roześmiała się szczerze na widok rzeczy, której się przypatrywał.
- Wiesz, jest taki zwyczaj.. - zaczął nieśmiało. 
- Jest..
Poczuł, że dłużej nie zniesie dystansu, który ich dzieli. Ciepło, bijące od kobiety, jej roześmiane tęczówki i miłość, żarząca się w jego sercu, popchnęły go do działania. Zatopił palce w złotych lokach i nie czekając dłużej, wpił się w usta blondynki. Początkowo niewinne pocałunki, z każdą sekundą stawały się coraz bardziej namiętne i zachłanne. Oboje pragnęli więcej i więcej, jakby chcieli jednocześnie wniknąć w siebie nawzajem i tworzyć jedno ciało. 
Z uczuciem przekazywał muśnięciami to, czego dotychczas nie umiał wyrazić słowami. Przygryzał i ssał jej wargę, czując, jak za każdym razem, gdy to robi, jego ukochana lekko się wzdryga.
 Błądziła dłońmi po jego torsie, od czasu do czasu napotykając chropowaty policzek. 
Namiętność biła od obojga. Wreszcie byli wolni, spełnieni, mogli wyrazić to, co tak naprawdę czują. 
- Kocham cię - wyszeptał, gdy oderwali się od siebie i zasapani, stykając się czołami, patrzyli w swoje oczy. 
Tak wiele czasu minęło, zanim odważył się to powiedzieć. Teraz zrozumiał, ile stracił za sprawą swojego gburowatego i oziębłego zachowania. Dzięki nocnym wydarzeniom nareszcie dotarło do niego, co miał, ma i co może stracić. Od dziś - nie od początku nowego roku, lecz właśnie teraz - postanowił być innym człowiekiem. Postanowił się zmienić.
- To prawdziwy cud - szepnęła Angie, zduszonym, radosnym głosem. - To prawdziwy, wigilijny cud. 

_____________________________________
Witajcie!
Powracamy po dość długim czasie razem ze świątecznym prezentem.
Oprócz fioletowego wydania bajki Dickensa, chcemy również jeszcze raz życzyć Wam - naszym czytelnikom wszystkiego, co najlepsze. Samych pogodnych chwil, uśmiechu na twarzy, szczerych przyjaciół, miłości, sukcesów, spełnienia najskrytszych marzeń i tego, czego jeszcze zapragniecie. 
Mamy nadzieję, że chwile spędzone w gronie najbliższych przyniosą Wam wiele radości i pozwolą cieszyć się ostatnimi dniami upływającego roku. 

Pozdrawiamy,
W&Z