niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 106

- " Si te sientes perdido en nigun lado,
Viajando a tumundo del pasado,
Si dices mi nombre yo te ire a buscar.."
- usłyszałam nucenie Violetty.
Śpiewała tak czysto i delikatnie. Po chwili dołączył do niej głos Germana. Przygrywał na fortepianie, a jego córka stała obok. Poczułam nieodpartą chęć zaśpiewania z nimi. Gdy przekroczyłam próg salonu, ich twarze skierowały się w moją stronę, a usta wykrzywiły w przyjaznym uśmiechu. Powoli podeszłam do potężnego instrumentu, a kiedy nastąpił refren zaśpiewałam razem z nimi:
- " Ya veras que algo se enciende de nuevo,
Tiene sentido intentar.
Cuando estamos juntos.
Algo se enciende de nuevo,
Riene sentido intentar,
Cuando estamos juntos."
Palce Violetty zacisnęły się na mojej dłoni, zaś jej druga ręka spoczęła na ramieniu ojca.
Byłam szczęśliwa widząc ich oboje, czułam radość, kiedy byli obok. Miałam wtedy wrażenie, że mogę wszystko, że już nic mi nie grozi, że jestem bezpieczna.
Piosenka powoli zbliżała się do końca, aż w końcu umilkliśmy, klawisze przykryła czarna zasuwka. Z twarzy Violetty zniknął uśmiech, a na jego miejscu pojawił się nieszczęśliwy grymas. Jej ciemne oczy wypełniły łzy, kolejno osuwając się po różowych policzkach. German także spochmurniał. Przybierając surową minę, wstał z krzesła i skierował się do swojego gabinetu, gdzie po chwili zniknął za drzwiami. Odprowadziłam go wzrokiem, aż do samego pomieszczenia, jednak on ani na chwilę się nie odwrócił. Zadumę przewał narastający szloch Violetty. Dziewczyna ukrywszy twarz w dłoniach, rzuciła się w bieg po schodach. Chciałam iść za nią, móc złapać w swoje ramiona, jednak coś blokowało moje ciało, nie mogłam się ruszyć..
- Violu! - Krzyczałam. - Zaczekaj, proszę!
Na próżno wołałam. Willa na dobre opustoszała, jakby całe życie w niej zamarło, a czas się zatrzymał. Zostałam sama.

Miotając się, w końcu otworzyłam oczy. Pokój wypełniało dzienne światło, radośnie nawołujące do pobudki.
Leniwie przeciągnęłam zastałe kości, wciąż czując smak niepokojącego snu. Sięgnęłam po leżącą na kmodzie komórkę i otworzyłam elektroniczną książkę telefoniczną, sunąc palcem po ekranie, w poszukiwaniu kontatu siostrzenicy.
- Valeria, Vivian.. Violetta.. - Zatrzymałam się przy zdjęciu dziewczyny.
Ikonka obejmowała jej rozpromienioną twarz. Dokładnie pamiętałam sytuację, w której zrobione zostało to zdjęcie, podczas jednego z obiadów w przerwach w Studio. Wtedy wszystko było prostsze, a nam wydawało się, że możemy dotykać chmur. A może rzeczywiście tak było? Towarzystwo ukochanych osób uskrzydlało.
Tęskiłam za siostrzenicą. To dla niej przemierzyłam pół świata. Żeby tylko móc ją zobaczyć, uchwycić tę drobną cząstkę Marii. W chwili, gdy ujrzałam ją poraz pierwszy od lat, nie przypuszczałam, że nasze losy potoczą się, aż tak burzliwie. Violetta dawała mi siłę, była swego rodzaju oparciem. Czy ona myśli teraz w ten sam sposób? Czy czytała list? A może od razu go potargała i znienawidziła mnie na resztę życia? - Te pytania zadręczały mnie odkąd opuściłam Buenos Aires, niestety sama nie chciałam usłyszeć odpowiedzi. Wiedziałam, że dziewczynie należą się wyjaśnienia, a jednak cały czas tchurzyłam..
Teraz też guziczkiem z boku urządzenia wyłączyłam telefon, odkładając go na leżącą obok mnie poduszkę.
Jeszcze chwilę poleżałam, a następnie zwlokłam się z łóżka. Przebijające się przez zasłone promienie słoneczne, zwiastowały piękną pogodę, nie mogłam przecież marnować pod kołdrą całego dnia.
Na boso powędrowałam do kuchni, tam otworzywszy lodówkę, stwierdziłam, że jest pusta.
- No tak. - Mruknęłam pod nosem. Przecież dotychczasowe posiłki spożywałam na miejście, nie troszcząc się o wyposażenie kuchni.
Z szafki nad zlewem wyciągnłęam szklandkę i nalałam do niej wody z kranu. Po wypiciu całej zawartości mój brzuch wydał z siebie nieprzyjemny pomruk. Chcąc, nie chcąc, w końcu musiałam udać się na zakupy.
Nałożyłam na siebie jasne jeansy, białą bluzkę na ramiączka i szary sweter. Włosy spięłam w kucyka, a na stopy wsunęłam balerinki i zrobiłam lekki makijaż. Tak wyszykowana ruszyłam na bazar, pełen świeżych warzyw i owoców. Jak włoszczyzna, to włoszczyzna. Sięgnęłam po jedenz czerwonych pomidorów z kartonu i przyłożyłam go do ust, rozkoszując się zapachem letniego słońca. Do mojego koszyka trafiły jeszcze kolejno: sałata, ogórki, cebula, papryka, rzodkiewki, brokuły i jeden dojrzały por.
- Grazie. - Starszy mężczyzna z wąsem oddał mi parę monet reszty i posłał ciepły uśmiech, który bez wahania odwzajemniłam. Włosi wydawali się być tacy beztroscy.
Na niewielkim rynku handlowym rozstawiło się poro straganów nie tylko z jedzeniem. Można tu było nabyć nową odzież, biżuterię, czy tanie perfumy lub rzeczy do wystroju mieszkań, typu firanki, dywany.
Przy jednym z rozłożonych straganów, siedziała skulona cyganka. Starsza kobieta wyglądała na zmęczoną, jednak nie było jej dane długo odpocząć, bowiem złośliwy handlarz, przepędził wróżbitkę ze swojego terenu. Kobieta utykając lekko, szybko się oddaliła, znikając wśród tłumu.
- "A jednak Włosi nie są jednogłośni. " - Pomyślałam.
Przy jednym ze straganów nabyłam świeże truskawki, pomarańcze i winogrono. Gdy sięgnęłam po leżące w kartonie jabłko, ktoś mnie wyprzedził. Spojrzałam na stojącą obok mnie osobę i aż zakręciło mi się w głowie. Tuż przy mnie znajdował się Luis. Mężczyzna obrócił w palcach owoc i przyłożył je do ust.
- Soczyste, świeże, pięknie pachnie. - Skwitował i podał mi jabłko.
Spuściłam głowę i ułożyłam owoc w koszyku, pośród innych oraz zapłaciłam sprzedawcy.
- Zapomniałam, że najlepiej się na tym znasz. 
- Mieszkam w okolicy, te stragany nie są mi obce, a jedzenie najlepsze na śniadanie. Włosi są mistrzami wiosennej kuchni.
- Skromnymi. - dodałam. - mistrzami kuchni. 
Luis uśmiechnął się zawadiacko, dołączając do mnie, gdy odeszłam od stoiska. 
- Mój szarmancki przyjaciel pewnie pokazał ci już całe miasto, więc może, żeby pobyć z tobą nieco dłużej, odprowadze cię do mieszkania? 
Zakłopotana, wlepiłam wzrok w marmurową kostkę, czując jak zaczyna zalewać mnie fala gorąca. Mężczyzna najwyraźniej potraktował moje milczenie, jako przytaknięcie, bo dotrzymując mi kroku, ciągnął rozmowę. Właściwie to wygłaszał monolog. Podobnie, jak Emilio - miał łatwość wypowiadania się, miło było go słuchać, choć jego towarzystwo z niewiadomych przyczyn mnie peszyło. 
- Ty chyba mnie nie lubisz. - Żartobliwie zmarszczył brwi i zwinął usta w dziubek, gdy zatrzymaliśmy się pod moim apartamentowcem. 
- Wydaje ci się. - Odparłam, kolejny raz sie czerwieniąc.
- To dobrze, bo ja cię bardzo. Lubię. - Skwitował z zawadiackim uśmiechem i poklepał moje ramię. - Więc do zobaczenia, Angie. Smacznego. - Salutując, oddalił się, a w końcu zniknął wśród tłumu, zanim zdążyłam zareagować. 
Z na wpół rozchylonymi ustami, wpatrywałam się w pojawiającą sie momentami sylwetkę Luisa, po czym weszłam do środka. 

________________________________
Powiało nudą, ocho. 
Luis się rozkręca. :D
Swoją drogą Geremka nie zabraknie. :P

Besos, 
Wiktoria

12 komentarzy:

  1. Świetny rozdział, widać że przyjemnie ci się piszę jako Angie. Tylko ten... no... gościu z obrazka nie ma piwnych oczu. Ale tak poza tym to się nie czepiam, robię to zdecydowanie zbyt często. Tak więc czekam na next'a baaaaaaardzo niecierpliwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja uwielbiam Chrisa i załóżmy, że ma. XD
      Dziękuję. :)

      Usuń
  2. *o* Jaram się rozdziałem jak Matias Marcelą xD. Świetny Warto było czekać :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny rozdział, chociaż niestety dzisiaj trochę krótki. :c
    Ale pocieszam się tym, że Germiego nie zabraknie. *-*
    Czekaaam na neeexta. :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział świetny. Luis, luis... ma być German! xD
    http://moja-historia-germangie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Niby krótki, ale cudnie napisany. Jak zwykle zresztą. Ehh. Mieć taki talent ;~;
    Czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ty tak zapowiadasz tego germana ale w opowianiu daej go ni ma :C Weź dajże już tą sierote bo się za nim stęksniłam haha xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, trochę trudno go wyczarować we Włoszech. XD Ale obiecywałam, to będzie. :D Niebawem

      Usuń