Słysząc słowa Luisa zakręciło mi się w głowie.
"Zdaje się, że będziemy razem pracować. " - Powtórzyłam
w myślach.
Wymusiłam słaby uśmiech i pozwoliłam, aby mężczyzna odprowadził
mnie do mojej sali. Następnie poinformował, że po lekcji odbędzie się zebranie
nauczycieli i wyszedł.
Korzystając z ostatnich wolnych minut, rozejrzałam się po sali.
Klasa była gustownie urządzona, idealnie przystosowana do potrzeb dzieci. Nie zabrakło też miejsca na biurko, fortepian i inne
meble oraz gablotki z mniejszymi instrumentami. Zdążyłam rozłożyć kserówki z
nutami i zapoznać się z listą mojej grupy, gdy do sali zaczęli schodzić się
uczniowie. Grupa liczyła piętnastu uczniów w wieku od 9 do 12 lat. Na samym
początku poznałam ich imiona i sama się przedstawiłam, a następnie zaczęliśmy
zajęcia od piosenki, którą dzieciaki nauczyły się w zeszłym roku. Ja też
zaprezentowałam jedną ze swoich kompozycji.
Lekcja ku mojemu zdziwieniu minęła zadziwiająco szybko. W
przeciągu niecałej godziny zdążyłam polubić swoją nową klasę. Zajęcia minęły w
przyjemnej atmosferze.
Gdy rozległ się dzwonek na lunch, udałam się do pokoju nauczycielskiego,
gdzie kawę popijali już wszyscy nauczyciele. Oprócz tych, których przedstawił
mi wcześniej Emilio, poznałam jeszcze jedną kobietę, imieniem Isa.
- Czekamy tylko na dyrektora. - Szepnął blondyn.
Jak powiedział - tak było. Minęło pięć, dziesięć minut, a
kierownika szkoły nadal nie było. Powoli zaczynałam się irytować, choć reszta
nauczycieli nie wydawała się być specjalnie przejęta. Po upływie kolejnych
minut postanowiłam się przewietrzyć.
Jak o poranku, na placu zabaw było pełno dzieci. Usiadłam na
schodach i z oddali przypatrywałam się ich zabawom. Wtem ktoś zasłonił mi słońce. Przymrużyłam oczy, zerkając ku górze. Nade mną stał Luis.
- Nie idziesz na zebranie?
- Znudziło mi się czekanie. Nie wiem, co wyobraża sobie ten cały
dyrektor, zupełnie nie szanuje czasu innych.
Mężczyzna uniósł prawy kącik ust.
- Chyba nie wywarł na tobie pierwszego, dobrego wrażenia.
- Jak na razie nie.
- Może się zrehabilituje. - Mruknął. - Chodź do środka, mam
przeczucie, że zaraz się zacznie.
Nie protestując, ruszyłam za Luisem. Mężczyzna przepuścił mnie w
drzwiach.
- No panie dyrektorze, spóźnienie! - Zawołał Marco na widok..
" No pięknie " - Jęknęłam w myślach, czerwieniąc się.
Niepewnie spojrzałam za siebie. Luis wyglądał na mocno rozbawionego z
zaistniałej sytuacji.
Bez słowa zajęłam miejsce obok Emilio.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że to on mnie zatrudnił? -
Szepnęłam w stronę przyjaciela.
- A czy to coś by zmieniło?
Nie odpowiedziałam. Strzelając buraka, wlepiłam wzrok w podłogę.
- Na początku chciałem gorąco przeprosić za spóźnienie, mam
nadzieję, że mi wybaczycie. - Powiedział Luis, a ja czułam, jakby jego słowa
były skierowane wprost do mnie. - Witam też naszą nową koleżankę. Angeles.
Gdy uniosłam głowę, spostrzegłam, że siedem par oczu jest
skierowanych wprost na mnie. Uśmiechnęłam się nieśmiało, dodając parę słów od
siebie. Gdy skończyłam mówić, wyglądając jak dojrzały pomidor, Luis
krótko przedstawił plan na pierwsze tygodnie nowego semestru, zaprezentował
nowy system wprowadzenia ocen i pomysły na różne akcje z udziałem dzieci.
Nie dało się nie zauważyć, że był prawdziwą skarbnicą pomysłów.
W końcu zawył dzwonek i nauczyciele zaczęli rozchodzić się do
klas. Jedynie ja pozostałam w sali z zamiarem rozmowy z przełożonym.
- Coś nie tak? - Zapytał.
- Ja tylko chciałam..
- Daj spokój. - Przerwał mi, śmiejąc się.
Mnie nie było wesoło. Przeciwnie - czułam się głupio i
niezręcznie.
- Nie gniewam się. - Luis wyglądał na mocno rozbawionego. W końcu ja też odważyłam się uśmiechnąć. Po chwili oboje
chichotaliśmy, jak pomyleni.
- Teraz chyba muszę się zrehabilitować. Co powiesz na dobry
obiad? W końcu zająłem ci całą przerwę.
- Przestań, to ja powinnam cię zaprosić.
- Hej, szefowi się nie odmawia. - Cmoknął, mrugając lewym okiem. -
Będę czekać przed szkołą. - Podsumował i wyszedł, zanim zdążyłam coś dodać.
Z klasy wypadłam równo z dzwonkiem. Zanim wyszłam z budynku, w
toalecie poprawiłam makijaż i włosy. Wpatrując się w swoje odbicie w lustrem
nad umywalką, czułam lekkie spięcie, ale i dziwną ekscytację.
Mężczyzna czekał już przed szkołą. Na mój widok uśmiechnął się
zawadiacko. Ufając jego gustom, ruszyliśmy do resteuracji.
W drodze rozmawialiśmy niewiele. Czułam się lekko spięta w jego
towarzystwie, ale starałam się to ukryć i rozluźnić.
W pewnym momencie komórka Luisa zaćwierkała.
- Przepraszam, muszę odebrać. - Powiedział, zerkając na
wyświetlacz.
Skinęłam głową i przysiadłam na ławce, a mężczyzna nieznacznie się
oddalił. Obserwowałam jego zmieniającą się mimikę twarzy. Początkowo wyrażał
spokój, ale stopniowo stawał się coraz bardziej nerwowy. Biała koszula ciasno
opinała jego brzuch, podkreślając mięśnie i idealnie kontrastując z jasnymi
jeansami. Ciemno - brązowa czupryna kilkakrotnie została zmierzwiona w nerwowym
odruchu. Od czasu do czasu pogładził swój zarost, zawzięcie tłumacząc coś komuś
przez telefon. W końcu zakończył rozmowę.
- Przepraszam, Angie, dzwonił dyrektor teatru, z którym
współpracuje szkoła, muszę się z nim pilnie spotkać.
- W porządku, rozumiem. - Odparłam ukrywając zawód.
- Na prawdę mi głupio. Obiecuję, że ci to wynagrodzę. - Mówiąc to
chwycił moje dłonie, składając na nich pocałunek.
- Będę pamiętała, leć. - Uśmiechnęłam się, czerwieniąc.
Gdy Luis odszedł postanowiłam krótko przejść się po parku.
Pogoda dopisywała; słońce świeciło, a lekki wiatr tuszował ich palące
promienie. W duchu żałowałam, że nie ma przy mnie Luisa, czego sama nie do
końca rozumiałam. Z jednej strony budził we mnie swojego rodzaju strach, ale
swoją drogą miał coś, co mnie do niego ciągnęło. Kiedy patrzyłam w jego oczy,
miałam wrażenie, jakbym widziała... Germana?
Szybko odrzuciłam zbędne myśli i wróciłam do mieszkania, klecąc
obiad według przepisu Olgi. Z miseczką parującej zupy zasiadłam na kanapie i
włączyłam telewizor. Na jednym z kanałów przewinęła się jakaś komedia, dalej
horror i jakiś słaby film akcji. W końcu przypomniałam sobie o telenoweli,
którą niegdyś oglądałam na sto trzecim kanale. Sprawdziłam program telewizyjny
i okazało się, że serial rozpoczyna się za dwadzieścia minut. W tym czasie
zdążyłam posprzątać po obiedzie i z niezbyt wygodnych cygaretek oraz koszuli
przebrać się w krótkie, jeansowe spodenki i za dużą, czarną koszulkę z
nadrukiem Beatles'ów. Włosy związałam w kitkę i zmyłam makijaż. Nie był to do
końca mój styl, ale za to bardzo wygodny.
Zaparzyłam sobie drugą dzisiejszego dnia kawę i zasiadłam na
sofie. Na ekranie właśnie pojawiła się czołówka serialu.
Elwira od pierwszej minuty przystąpiła do ataku, naskakując na Juana, Maximiliano zabiegał o względy Clary, a Carlos wciąż poszukiwał matki.
Po dwudziestu pięciu minutach serial dobiegł końca, stając na
momencie, gdy Carlos z przerażeniem spogląda w okno. Teraz trzeba czekać całą dobę,
żeby dowiedzieć się kogo zobaczył. Klasyczny chwyt.
Wyłączyłam telewizor i odstawiłam brudny kubek po kawie do
zlewu.
Siedząc na kuchennym krześle i wymachując nogami, jak mała
dziewczynka, rozglądnęłam się po swoim mieszkaniu. Nie miałam tu wiele rzeczy,
jednak wystrój był bardzo domowy i przytulny.
Z pułki, na której stał telewizor wystawały albumy ze zdjęciami
rodzinnymi. Te nieco
"aktualniejsze" chowałam w pudełku, w szafie razem z
pamiątkami
Marii.
Po krótkim zastanowieniu zasiadłam po turecku przed szafą i
wyłowiłam z niej karton w czerwone maki. Pod wieczkiem kryły się zdjęcia
Marii, wycinki z gazet z jej koncertów, płyta, a także bransoletka
z kolorowego makaronu, którą jeszcze jako dziecko podarowałam jej na szczęście
przed trasą. Widać umiem przynosić jedynie pecha.
Marii odłożyłam na bok, dalej leżały zdjęcia z Pablo.
Wyglądaliśmy na szczęśliwych, roześmianych.
Jedna z fotografii była jeszcze z czasów studiów.
Trzymaliśmy się pod rękę, siedząc na schodach filharmonii.
Tęskniłam za jego ciepłym uściskiem, uśmiechem i dobrymi radami,
które zawsze mogłam od niego otrzymać. Nawet gdy sytuacja wydawała się
beznadziejna zawsze przy mnie był i otaczał swoją opieką.
A teraz odwdzięczyłam się mu w taki sposób, kłamiąc i wyjeżdżając
bez słowa.
Na samym dnie pudełka kryły się zdjęcia z Germanem.
Z koncertu Violetty, wesołego miasteczka, świąt. Ładnie razem
wyglądaliśmy, widać, że były to dla nas wspaniałe chwile. Chwile, które już nie
wrócą, które przeminęły na szalach historii. Obróciłam w dłoniach fotografię, przedstawiającą
samotną sylwetkę mężczyzny. Brakowało mi jego czekoladowych oczu..
Nagle dzwonek do drzwi zaryczał. Podskoczyłam, jak oparzona.
Szybko przetarłam mokre oczy i rzucając ostatnie spojrzenie w
kierunku lustra, na swój zmasakrowany wizerunek, otworzyłam drzwi.
Miałam resztki nadziei, że to tylko portier i szybko się go
pozbędę, jednak na korytarzu stał..
- German?
Także ten.. :D
Angie w nowej pracy,
nieudana randka,
Luis,
German w Rzymie?
Ja zatęskniłam za Pablito, a Wy?
Do przeczytania,
Wiktoria
Rozdział świetny
OdpowiedzUsuńGerman w Rzymie hmm..
Przerwać w takim momencie
Zapraszam do mnie
http://germangienazawsze.blogspot.com/
Na litość boską, czemu skończyłaś w TAKIM momencie?! ;-;
OdpowiedzUsuńBiedna Angie, Luis ją zostawił na randce. :c
Do Luisa nic nie mam, ale... wolę Germana. :)
Hahah, najlepsze było, gdy Angie dowiedziała się, że to Luis jest dyrektorem. xD
Czekam na następny rozdział. ♥
A jeśli w następnym nie będzie happy Germangie, to dowiem się gdzie mieszkasz, przylecę do Ciebie UFO (swag) i uduszę, zabiję i zakopię (yolo). c:
Pozdrawiam. <3
W tym momencie? Serio?!
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział!
http://moja-historia-germangie.blogspot.com/
Świetny ;)
OdpowiedzUsuńGerman w Rzymie...TAK!
Czekam na next i zapraszam do mnie :
http://zapach-sosny.blogspot.com/