środa, 14 maja 2014

Rozdział 107

Po wejściu do mieszkania od razu wzięłam się za przygotowywanie śniadania. Korzystając z kupionych warzyw postawiłam na sałatkę. Zaczęłam od krojenia pomidorów, następnie rzodkiewka, sałata. Kombinowałam na wszystkie sposoby. W końcu po pół godziny zabawy, osiągnęłam zamierzony efekt: salaterka pełna włoszczyzny, wyglądała smakowicie. Zaparzyłam dwa liście herbaty i z tak gotowym daniem zasiadłam przy stole. Jedzenie smakowało wybornie, a włoskie warzywa miały w sobie coś, co odróżniało je od tych, które kupowała Olga. Choć owoce rzymskich upraw nie miały w sobie ani grama niedoskonałości, nic nie równało się z potrawami gosposi w domu Castillo. Był to jeden z wielu detali, których mi brakowało..
- Stop! - Burknęłam sama do siebie. 
Miałam zapomnieć o przeszłości, o życiu, w którym miałam dom, rodzinę, pracę. Skoro dałam się porwać szaleństwu i straciłam tą całą stabilizację, to nie było już odwrotu.
Po skończonym śniadaniu uprzątnęłam stół, kuchnię i pozmywałam naczynia. Od tego czasu miałam wolne, aż do jutra, kiedy miałam zacząć nową pracę. Emilio przekazał mi wszystkie najważniejsze informacje dotyczące zakresu moich obowiązków, sam miał też oprowadzić mnie po placówce, dlatego nie martwiłam się o następny dzień. Przeciwnie - praca artystyczna z chorymi dziećmi była dla mnie wyzwaniem, jako dla nauczyciela, muzyka i człowieka. Wywoływało to nie niepokój i strach, a ekscytację. 
Postanowiłam skorzystać z ostatnich wolnych godzin lenistwa i zasiadłam przed telewizorem. Dawno tego nie robiłam, po prostu oddawałam się fabule filmu. W przeciągu ostatnich dni miałam w głowie jedynie obraz bolesnych wspomnień. Czas aby uwolnić od nich umysł.
Pilotem uruchomiłam plazmę. Skacząc z kanału na kanał, natrafiłam na jakąś głupkowatą telenowelę. 
- Ach, Julianie. - Płaczliwym głosem wyjąkała jedna z bohaterek.
Mężczyzna, ujmujący jej dłoń, wpatrywał się w jej oczy ze sztucznie wymalowanymi łzami na policzkach. 
- To prawda, Rozalio. - Chlipnął.
Stwierdziłam, że skoro i tak nie znam wątku, ani sprawy, w której Rozia miała wierzyć Julciowi, to nic tu po mnie. Zieloną strzałką przełączyłam kanał. Tam natrafiłam na kolejną komedię romantyczną, tym razem produkcji francuskiej. Bohaterowie właśnie zbliżali się ku sobie, łącząc swoje usta w namiętnym pocałunku. Po kilku sekundach zakończyłam i ten seans. 
Zła chwyciłam za pierwszą książkę, leżącą na regale. Tytuł głosił: Panna młoda w śniegu. Była to jedna z moich ulubionych powieści kryminalnych, stanowiąca ciekawe urozmaicenie pośród romansów. Mroczne opisy nadawały gęstej atmosfery i wciągały w opisane intrygi. Autor nie zawiódł w żadnym z elementów, serwując czytelnikom dawkę dobrej rozrywki, a wszystko to dzięki nakreślonym postaciom, zapadającym w pamięci opisom i niebanalnemu pomysłowi na zbrodnię. Mimo, iż powieść przestudiowałam nieraz, znowu dałam się ponieść fabule, spędzając kolejne godziny w fotelu. Przerwał mi dopiero dźwięk komórki. Dzwonił Emilio. 
- Ciao, jak się masz? - Usłyszałam po naciśnięciu zielonej słuchawki. 
- W porządku, dzięki, odpoczywam przed jutrem. 
- I bardzo dobrze, bo w tej szkole nie da się nudzić. - Roześmiał się.
- Mam nadzieję. 
- Wstąpię po ciebie o ósmej, żebyś poznała drogę. Pasuje ci?
- Nie ma sprawy. - Odparłam.
- Więc do zobaczenia. 
- Do jutra. - Zakończyłam rozmowę, uśmiechając się pod nosem. 
Odłożyłam książkę i telefon, po czym zabrałam się za przygotowywanie stroju na jutro. 
- Gustownie, ale niebyt elegancko. Szykownie, ale nie ekstrawagancko. 
W końcu wybrałam czerwone cygaretki, do których miałam wpuścić białą bluzkę na ramiączka. Potem udałam się do łazienki, zażyć kąpieli. Wanna pełna gorącej wody i olejku kokosowego przyniosła mi odprężenie. Ciepło rozchodziło się po moim ciele, kojąc wszelkie niedoskonałości. Po pewnym czasie opuściłam łazienkę. Znudzona nie powróciłam do czytania książki, tylko od razu położyłam się spać.

Równo z rykiem budzika poderwałam się z łóżka. Czułam się wypoczęta i zrelaksowana, dzięki czemu żaden stres wiążący się z nową pracą nie doskwierał mi. Zamiast tego w moim brzuchu nurtowała ekscytacja.
Nie byłam najlepszą kucharką, dlatego postawiłam na prymitywne tosty. Ubrana i odświeżona zasiadłam do stołu. Punkt ósma usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Cześć. - Uśmiechnęłam się na widok Emilio.
Mężczyzna miał na sobie jasne jeansy, białą koszulę, a na nosie czarne okulary przeciwsłoneczne.
- Gotowa?
- Tylko wezmę torebkę.
Z kuchennego krzesła zwinęłam podręczny bagaż, upiłam ostatni łyk kawy i z kęsem tosta w dłoni dołączyłam do Emilio.

Okazało się, że placówka szkolna mieści się całkiem niedaleko mojego mieszkania, a droga którą szliśmy zdawała się być przyjemna i może.. nieco podobna do mojej starej ścieżki do Studia. Mijaliśmy park, plac zabaw i stragany z łakociami. Po przejściu przez ulicę, za rozłożystym drzewem, wyłonił się ogromny budynek. Na parkingu stało kilka samochodów, a na pobliskich huśtawkach kołysały się dwie podobne do siebie dziewczynki, które na widok Emilio energicznie mu pomachały, uśmiechając się od ucha do ucha.
Mężczyzna wszedł do środka, gdzie na parterze znajdował się hol, a dalej biura, pokoje socjalne i nauczycielski. Do tego ostatniego zaprowadził mnie Emilio, a gdy poznałam plan lekcyjny i kilkoro nauczycieli, pokazał całą szkołę.

Po godzinie miały odbyć się pierwsze lekcje. Z teczką pod ręką, spisem godzin i lekkim stresem szłam do swojej klasy, która znajdowała się na piętrze. Mimo, że Włoch prezentował mi salę, przeznaczoną do mojej dyspozycji, po wejściu na górny korytarz doznałam całkowitej dezorientacji.
- Może w czymś pomóc? - Usłyszałam za plecami.
Gdy się odwróciłam doznałam szoku.
- Luis?!
- Też się cieszę, że cię widzę.
- Ale co ty tu robisz?
- Zdaje się, że będziemy ze sobą pracować.

___________________________
Także ten. XD 
Dziś bez obrazków, nie mam nastroju. 
Swoją drogą pracuje nad sylwetką Luisa, więc niedługo pojawi się ona w zakładce. 


Dziękuję za przeczytanie,
Wiktoria

8 komentarzy:

  1. Hm.... Luis? Kojarzę go, ale nie mogę sobie przypomnieć. Wszystko mi się już pokręciło :/
    Kiedy ty masz czas to pisać to ja nie wiem...
    Rozdział trochę krótki, ale wybaczę, bo dość szybko się pojawił :D
    Kiedy pojawi się Germanek??? Czekam i czekam a tu nic :(
    Rozdział super :)
    Oby next był tak szybko jak ten ;)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne :)
    Nie mogę się już doczekać nexta :P
    Zapraszam do siebie ;)

    http://zapach-sosny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. genialne czekam na nexta wyczękuje sierotki xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, dosyć szybko nowy rozdział napisałaś. :D
    Miałam nadzieję, że pojawi się Germangie, no ale nic. :c
    Będę czekać dalej. ^^
    Ach, ten Luis. :3
    Czekam na kolejny rozdział. *-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział genialny jak zwykle.
    Czekam na nexta, w którym mam nadzieje pojawi się w końcu Germangie ^^

    PS.: Zapraszam do mnie:
    theredthreadofdestiny-myimagination.blogspot.com
    Jest to blog z opowiadaniem fantasy, niezwiązanym z Germangie, chociaż będą się pojawiać co jakiś czas jednorazówki o tej parze.
    Dopiero zaczynam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialne!
    Luis... German ma być, jasne? xD
    http://moja-historia-germangie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Co tu pisać. Rozdział cudowny, jak zwykle :)
    Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja tu liczyłam na wejście smoka. to jest Germana..
    Ale skoro ma być Luis, pamiętaj - Orlando, Aidan, Dean, czy Leonardo (di Caprio) nie gryzą :D

    OdpowiedzUsuń