Po wejściu do mieszkania od razu
wzięłam się za przygotowywanie śniadania. Korzystając z kupionych warzyw
postawiłam na sałatkę. Zaczęłam od krojenia pomidorów, następnie rzodkiewka,
sałata. Kombinowałam na wszystkie sposoby. W końcu po pół godziny zabawy,
osiągnęłam zamierzony efekt: salaterka pełna włoszczyzny, wyglądała smakowicie.
Zaparzyłam dwa liście herbaty i z tak gotowym daniem zasiadłam przy stole.
Jedzenie smakowało wybornie, a włoskie warzywa miały w sobie coś, co odróżniało
je od tych, które kupowała Olga. Choć owoce rzymskich upraw nie miały w sobie
ani grama niedoskonałości, nic nie równało się z potrawami gosposi w domu
Castillo. Był to jeden z wielu detali, których mi brakowało..
- Stop! - Burknęłam sama do
siebie.
Miałam zapomnieć o przeszłości, o
życiu, w którym miałam dom, rodzinę, pracę. Skoro dałam się porwać szaleństwu i
straciłam tą całą stabilizację, to nie było już odwrotu.
Po skończonym śniadaniu uprzątnęłam
stół, kuchnię i pozmywałam naczynia. Od tego czasu miałam wolne, aż do jutra,
kiedy miałam zacząć nową pracę. Emilio przekazał mi wszystkie najważniejsze
informacje dotyczące zakresu moich obowiązków, sam miał też oprowadzić mnie po
placówce, dlatego nie martwiłam się o następny dzień. Przeciwnie - praca
artystyczna z chorymi dziećmi była dla mnie wyzwaniem, jako dla nauczyciela,
muzyka i człowieka. Wywoływało to nie niepokój i strach, a ekscytację.
Postanowiłam skorzystać z ostatnich
wolnych godzin lenistwa i zasiadłam przed telewizorem. Dawno tego nie robiłam,
po prostu oddawałam się fabule filmu. W przeciągu ostatnich dni miałam w głowie
jedynie obraz bolesnych wspomnień. Czas aby uwolnić od nich umysł.
Pilotem uruchomiłam plazmę. Skacząc z
kanału na kanał, natrafiłam na jakąś głupkowatą telenowelę.
- Ach, Julianie. - Płaczliwym głosem
wyjąkała jedna z bohaterek.
Mężczyzna, ujmujący jej dłoń,
wpatrywał się w jej oczy ze sztucznie wymalowanymi łzami na policzkach.
- To prawda, Rozalio. - Chlipnął.
Stwierdziłam, że skoro i tak nie znam
wątku, ani sprawy, w której Rozia miała wierzyć Julciowi, to nic tu po mnie.
Zieloną strzałką przełączyłam kanał. Tam natrafiłam na kolejną komedię romantyczną,
tym razem produkcji francuskiej. Bohaterowie właśnie zbliżali się ku sobie,
łącząc swoje usta w namiętnym pocałunku. Po kilku sekundach zakończyłam i ten
seans.
Zła chwyciłam za pierwszą książkę,
leżącą na regale. Tytuł głosił: Panna
młoda w śniegu. Była to jedna
z moich ulubionych powieści kryminalnych, stanowiąca ciekawe urozmaicenie
pośród romansów. Mroczne opisy nadawały gęstej atmosfery i wciągały w opisane
intrygi. Autor nie zawiódł w żadnym z elementów, serwując czytelnikom dawkę
dobrej rozrywki, a wszystko to dzięki nakreślonym postaciom, zapadającym w
pamięci opisom i niebanalnemu pomysłowi na zbrodnię. Mimo, iż powieść
przestudiowałam nieraz, znowu dałam się ponieść fabule, spędzając kolejne
godziny w fotelu. Przerwał mi dopiero dźwięk komórki. Dzwonił Emilio.
- Ciao, jak się masz? - Usłyszałam po
naciśnięciu zielonej słuchawki.
- W porządku, dzięki, odpoczywam przed
jutrem.
- I bardzo dobrze, bo w tej szkole nie
da się nudzić. - Roześmiał się.
- Mam nadzieję.
- Wstąpię po ciebie o ósmej, żebyś
poznała drogę. Pasuje ci?
- Nie ma sprawy. - Odparłam.
- Więc do zobaczenia.
- Do jutra. - Zakończyłam rozmowę,
uśmiechając się pod nosem.
Odłożyłam książkę i telefon, po czym
zabrałam się za przygotowywanie stroju na jutro.
- Gustownie, ale niebyt elegancko.
Szykownie, ale nie ekstrawagancko.
W końcu wybrałam czerwone cygaretki,
do których miałam wpuścić białą bluzkę na ramiączka. Potem udałam się do
łazienki, zażyć kąpieli. Wanna pełna gorącej wody i olejku kokosowego
przyniosła mi odprężenie. Ciepło rozchodziło się po moim ciele, kojąc wszelkie
niedoskonałości. Po pewnym czasie opuściłam łazienkę. Znudzona nie powróciłam
do czytania książki, tylko od razu położyłam się spać.
Równo z rykiem budzika poderwałam się
z łóżka. Czułam się wypoczęta i zrelaksowana, dzięki czemu żaden stres wiążący
się z nową pracą nie doskwierał mi. Zamiast tego w moim brzuchu nurtowała
ekscytacja.
Nie byłam najlepszą kucharką, dlatego
postawiłam na prymitywne tosty. Ubrana i odświeżona zasiadłam do stołu. Punkt
ósma usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Cześć. - Uśmiechnęłam się na widok
Emilio.
Mężczyzna miał na sobie jasne jeansy,
białą koszulę, a na nosie czarne okulary przeciwsłoneczne.
- Gotowa?
- Tylko wezmę torebkę.
Z kuchennego krzesła zwinęłam
podręczny bagaż, upiłam ostatni łyk kawy i z kęsem tosta w dłoni dołączyłam do
Emilio.
Okazało się, że placówka szkolna
mieści się całkiem niedaleko mojego mieszkania, a droga którą szliśmy zdawała
się być przyjemna i może.. nieco podobna do mojej starej ścieżki do Studia.
Mijaliśmy park, plac zabaw i stragany z łakociami. Po przejściu przez ulicę, za
rozłożystym drzewem, wyłonił się ogromny budynek. Na parkingu stało kilka
samochodów, a na pobliskich huśtawkach kołysały się dwie podobne do siebie
dziewczynki, które na widok Emilio energicznie mu pomachały, uśmiechając się od
ucha do ucha.
Mężczyzna wszedł do środka, gdzie na
parterze znajdował się hol, a dalej biura, pokoje socjalne i nauczycielski. Do
tego ostatniego zaprowadził mnie Emilio, a gdy poznałam plan lekcyjny i kilkoro
nauczycieli, pokazał całą szkołę.
Po godzinie miały odbyć się pierwsze
lekcje. Z teczką pod ręką, spisem godzin i lekkim stresem szłam do swojej
klasy, która znajdowała się na piętrze. Mimo, że Włoch prezentował mi salę,
przeznaczoną do mojej dyspozycji, po wejściu na górny korytarz doznałam
całkowitej dezorientacji.
- Może w czymś pomóc? - Usłyszałam za
plecami.
Gdy się odwróciłam doznałam szoku.
- Luis?!
- Też się cieszę, że cię widzę.
- Ale co ty tu robisz?
- Zdaje się, że będziemy ze sobą
pracować.
___________________________
Także ten. XD
Dziś bez obrazków, nie mam
nastroju.
Swoją drogą pracuje nad sylwetką
Luisa, więc niedługo pojawi się ona w zakładce.
Dziękuję za przeczytanie,
Wiktoria
Hm.... Luis? Kojarzę go, ale nie mogę sobie przypomnieć. Wszystko mi się już pokręciło :/
OdpowiedzUsuńKiedy ty masz czas to pisać to ja nie wiem...
Rozdział trochę krótki, ale wybaczę, bo dość szybko się pojawił :D
Kiedy pojawi się Germanek??? Czekam i czekam a tu nic :(
Rozdział super :)
Oby next był tak szybko jak ten ;)
Pozdrawiam :*
Świetne :)
OdpowiedzUsuńNie mogę się już doczekać nexta :P
Zapraszam do siebie ;)
http://zapach-sosny.blogspot.com/
genialne czekam na nexta wyczękuje sierotki xD
OdpowiedzUsuńWow, dosyć szybko nowy rozdział napisałaś. :D
OdpowiedzUsuńMiałam nadzieję, że pojawi się Germangie, no ale nic. :c
Będę czekać dalej. ^^
Ach, ten Luis. :3
Czekam na kolejny rozdział. *-*
Rozdział genialny jak zwykle.
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta, w którym mam nadzieje pojawi się w końcu Germangie ^^
PS.: Zapraszam do mnie:
theredthreadofdestiny-myimagination.blogspot.com
Jest to blog z opowiadaniem fantasy, niezwiązanym z Germangie, chociaż będą się pojawiać co jakiś czas jednorazówki o tej parze.
Dopiero zaczynam.
Genialne!
OdpowiedzUsuńLuis... German ma być, jasne? xD
http://moja-historia-germangie.blogspot.com/
Co tu pisać. Rozdział cudowny, jak zwykle :)
OdpowiedzUsuńCzekam na następny!
A ja tu liczyłam na wejście smoka. to jest Germana..
OdpowiedzUsuńAle skoro ma być Luis, pamiętaj - Orlando, Aidan, Dean, czy Leonardo (di Caprio) nie gryzą :D