Jeśli ktoś sądzi, że to Paryż jest miastem zakochanych, na pewno nie gościł we włoskiej stolicy. Tu na każdym kroku spotkać można było zakochanych, spacerujących w romantycznym plenerze. Na jednej z ławek przy głównym deptaku siedziało starsze małżeństwo, obserwujące gołębie z niedalekiej katedry, dalej mijaliśmy parę, która odpoczywała po ciężkim dniu pracy w swoim towarzystwie. Obecność ukochanej osoby była największą nagrodą kończącego się dnia. Jego celem i sensem istnienia.
Po drugiej stronie deptaka, z balkonu piętrowego domu wychylała się młoda dziewczyna, a u progu stał chłopak, mniej - więcej w jej wieku. Cała sytuacja przypomniała mi historię Romea i Julii, słynną "balkonową" scenę. To właśnie pod nim kochankowie wyznawali sobie bezgraniczną miłość.
Z uwagą obserowałam wszystkie mijane obiekty, jakbym dopiero, niczym kilkuletnie dziecko poznawała świat. A może tak było? Tu, w Rzymie rzeczywistość znacznie różniła się od mojego dawnego świata, musiałam całkowicie zmienić swoje nastawienie do pewnych rzeczy i przezywczaić się do czegość, co w Buenos Aires mogłoby być zbyt zdumiewające, aby prawdziwe.
Zwiedzanie urozmaicały opowieści Emilio. Stolica Włoch była jego rodzinnym miastem, dlatego posiadał rozległą wiedzę na temat tego miejsca i ciekawie się wypowiadał. Opowiedział mi też legendę założenia miasta przez dwóch braci. Porzucone niemowlęcia miała wychować wilczyca, której mleko stanowiło ich pokarm. W późniejszych latach osiedlili się na siedmiu wzgórzach, gdzie postanowili założyć osadę, zgodnie z rytuałem, wyczytując wolę bogów z lotu drapieżnych ptaków. Gdy Romulus zyskał lepszy omen, od Remusa - ten w zazdrości zaczął drwić z brata, wyznaczającego granicę miasta. Podczas kłótni Romulus zabił brata i równocześnie został władcą nowej osady. Jak mówił Emilio - to tylko legenda, lecz jest w niej jakaś cząstka prawdy.
Zaaferowana atrakcjami nawet nie zauważyłam, kiedy się ściemniło, a ulice rozjaśniły lampy. Miasto wyglądało magicznie. Jak obraz wyrwany z czarodziejskiej bajki.
W pewnym momencie usłyszałam stłumioną muzykę. Rozbrzmiewała, jakby zewsząd, lecz wokół siebie nie zauważyłam żadnego grajka. Zdziwiona rozglądnęłam się dookoła.
- Pokażę ci coś. - Rzekł Emilio z tajemniczym uśmiechem.
Zasłuchana, nie oponowałam, podążając za mężczyzną.
Weszliśmy do jednej z pobliskich kamienic, gdzie na piętrze znajdowała się
wykwintna resteuracja. Świsty i okrzyki raczej nie pochodziły stamtąd.
Emilio skręcił w boczny korytarz, okryty półmrokiem.
Gdzieniegdzie tylko paliły się małe lampki, nadające miejscu tajemniczy,
średniowieczny charakter.
Na końcu znajdowały się marmurowe schody, prowadzące w dół.
Tutaj wyraźniej słychać było muzykę, a z każdym pokonywanym stopniem, coraz
mocniej w nas uderzała.
- Uważaj, schody są strome. - Ostrzegł Emilio, łapiąc moją
dłoń.
Czułam się niczym Alicja, odkrywająca tajemnice w Krainie
Czarów. Moje serce biło, jak szalone w oczekiwaniu na ten kulminacyjny moment,
a kolana lekko drżały. Ciekawość brała górę.
W końcu zbliżyliśmy się drzwi, znajdujących się na samym
dole piwniczki. To właśnie zza nich słychać było radosny rumor i śpiewy. Włoch
spojrzał na mnie z szelmowskim uśmiechem, powoli uchylając drzwi. Momentalnie
na nasze twarze padło światło, bijące z pomieszczenia. Gdy weszliśmy, mogłam bliżej
przyjrzeć się nowemu miejscu. Podziemną salę wypełniali bawiący się ludzie,
stoły z jedzeniem i różnego rodzaju napojami oraz rozhulana orkiestra. Zebrani
tańczyli na parkiecie, czy z powodu tłoku - pomiędzy stołami. Wszyscy mieli
uśmiechy na ustach i życzliwość wymalowaną na twarzy. Tu nikt się nie smucił,
lecz przeciwnie - znajdował pocieszenie wśród przyjaciół, czy całkiem obcych
ludzi, którzy z radością przyjmowali nowych gości do swojego kręgu. Tak też
było i ze mną, bo sądząc po grupce, która otoczyła Emilio, on nie był tu
pierwszy raz. Mężczyzna trzymał na swoich rękach około dziesięcioletnią
dziewczynkę, a obok niego stała młoda kobieta oraz trzech innych Rzymian. Przez
chwilę pomyślałam, że mała blondynka mogłaby być córką Emilio, jednak po chwili
do grona dołączył mąż przesympatycznej Włoszki i zabrał rodzinę na drugi koniec
sali. Nie obyło się także bez wymyślnych powitań, skierowanych w moją stronę. W
pierwszej kolejności poznałam najbliższych przyjaciół Emilio: Ignacio, Stefano i Luisa. Ostatni z nich - wysoki brunet był moim rodakiem. Jego spojrzenie
przywołało myśli o Germanie, a zniewalające, piwne oczy łudząco przypominały
wzrok szwagra.
- Koniecznie musisz poznać jeszcze kogoś. - Z transu wyrwał
mnie Emilio. Speszona, oderwałam wzrok od Luisa i żegnając się nikłym
uśmiechem, podążyłam za Włochem, w głąb sali. Tam, przy jednym ze stołów
siedziała dziewczynka, znajoma mężczyźnie oraz jej matka.
- Angie, to jest Amy - wskazał na kilkulatkę. - i Helena.
Najwspanialsze tancerki pod Słońcem oraz właścicielki tego miejsca.
- Miło mi. - Podałam rękę rudowłosej kobiecie, zaś jej córka
została porwana do tańca przez Emilio.
- Jesteś z Hiszpanii? - Rozmowę rozpoczęła Włoszka, o dziwo
mówiąc w moim języku.
- Z Argentyny. - Sprostowałam.
- Argentyna.. - Szepnęła Helena rozmarzonym głosem. - Piękny
kraj, co cię stamtąd wypędziło?
- To raczej skomplikowane.. Można powiedzieć, że tchórzostwo.
- Przyznałam.
- Więc Rzym to twój nowy dom. Witamy. - Roześmiała się
kobieta. - Mnie też przyjęli tu przed laty, kiedy opuściłam Francję. Dobrze się
tu czuję, zaczęłam od nowa, nawet uznaję za Włoszkę. Z czasem się przyzwyczaisz.
- Mruknęła, zanim jakiś roześmiany mężczyzna poprosił ją do tańca.
Przy stole zostałam całkiem sama. Chyba byłam jedyną,
siedzącą osobą na sali. Wzrokiem odszukałam Emilio, bawiącego się z Amy. Mała
rzeczywiście ładnie się poruszała.
Niespodziewanie ktoś przysiadł obok mnie. Był to Luis. Jego
towarzystwo sprawiło, że poczułam się lekko spięta. Na szczęście zanim zdążył
się odezwać, nadszedł roześmiany blondyn.
- Zapraszam na parkiet. - Rzekł. - Ale ty i tak jesteś
najlepsza. - Mrugnął w stronę Amy.
Nie protestowałam, wyrwanie z się z towarzystwa Luisa było
mi całkiem na rękę. Nie chodziło jednak o to, że nie darzę go sympatią - był
bardzo miły, podobny charakterem do Emilio. Jego obecność sprawiała, że czułam
się.. dziwnie. Sama nie potrafiłam tego określić. Z niewiadomych przyczyn
przypominał mi Germana..
Bratanek Roberto zaprowadził mnie na sam środek sali. Tam
zaczęliśmy podrygiwać w rytm skocznej muzyki. Emilio kręcił mną we wszystkie
strony. Nikomu nie przeszkadzało, że wielu z zebranych obijało się od siebie
wzajemnie - każdy traktował to z humorem i zbywał uśmiechem. Nasze drygi raczej
nie można było nazwać tańcem, szybko daliśmy się porwać w wir zabawy. Miałam
wrażenie, że ludzi na parkiecie przybywa, robiło się coraz bardziej duszno i
ciasno. W pewnym momencie Włoch wskoczył na jeden ze stołów, ciągnąc mnie za
sobą. Poczułam się lekko niepewnie, ale i to odczucie szybko zostało zniwelowane.
Ludzie klaskali i śpiewali, czemu sama nie wiem kiedy zaczęłam wtórować.
Było całkiem przyjemnie i zabawnie, Emilio okazał się równie świetnym kompanem.
W końcu zasapani, lecz szczęśliwi i roześmiani, opadliśmy na
krzesła. Nasze czoła pokrył pot, a usta szerokie uśmiechy.
- Przyniosę nam coś do picia. - Krzyknął blondyn, abym wśród
hałasu usłyszała jego słowa. Na znak, że zrozumiałam, skinęłam głową.
Mężczyzna na chwilę zniknął wśród tłumu, lecz szybko
powrócił, niosąc dwa kufle ze spienionym piwem. Z jednego upił łyk, zaś drugie
podał mi.
- Coś nie tak? - Zapytałam.
Mężczyzna słabo poruszył ustami i bez słowa powrócił do sączenia swojego trunku. Nie oponowałam. Upijając ostatni łyk piwa, pozostały na dnie kufla, chwilę potem wraz z Emilio powróciłam do zabawy.
Nie oglądnęliśmy się, a wybiła pierwsza w nocy, trzeba było wracać do domów, choć zabawa w podziemnym klubie ciągnęła się w najlepsze. Oprócz Emilio, swoje towarzystwo w drodze powrotnej zaoferował Luis. Z tego co mówił, mieszkał nieopodal mojego apartamentowca, więc było mu na rękę iść razem z nami.
Na dworze mimo później pory utrzymywała się wysoka temperatura, a ponad wieżowcami błyszczały gwiazdy i księżyc. Ruch zmalał, jednak mijanych przez nas przechodni było całkiem sporo. Szliśmy równym krokiem, nie za szybko, nie za wolno. Przyjaciele rozmawiali, a ja udawałam, że przysłuchuję się ich dyskusji. W rzeczywistości kątem oka zerkałam na idącego obok mnie Luisa, w myślach porównując go z obrazem Germana. To, co robiłam samo przed sobą wydawało mi się głupie, lecz byli tak podobni.. Przy nim moje tętno przyspieszało, mimo iż znałam go zaledwie parę godzin, a jego oczy przyciągały swoją siłą.
W pewnym momencie mężczyźni zatrzymali się. Luis uścisnął dłoń kolegi i skierował w moją stronę: "Do zobaczenia, Angie". Nim zdąrzyłam cokolwiek odpowiedzieć, odszedł w kierunku bocznej uliczki.
- Czy zachowywał się w stosunku do ciebie, jakoś.. nieodpowiednio? - Zapytał Emilio, gdy Argentyńczyk się oddalił.
- N-nie, skąd ten pomysł?
- Widziałem, jak na niego zerkasz. W ogóle się nie odzywałaś..
Wlepiłam wzrok w buty, szukając odpowiedniej wymówki. Co miałam odpowiedzieć? "Luis jest niemalże kopią mojego byłego"? "Luis przypomina mi człowieka dla którego jeszcze nie dawno zrobiłabym wszystko"?
- Jest podobny do mojego kuzyna. - Szepnęłam płytko.
Na szczęście Emilio nie drążył tematu. Odprowadził mnie pod same drzwi mieszkania i z uwagi na późnią porę, szybko odszedł, życząc mi dobrej nocy. Mieliśmy się zobaczyć następnego dnia, już w pracy.
__________________________
Witam, moi mili. :)
W dzisiejszym rozdziale pojawiły się nowe postacie, które jeszcze zostaną wspomniane, a niekiedy odegrają bardzo ważną rolę w życiu Angie.
Tak, tak, A z piwem. :D
Luis kopią Geremka.
Nasza Sierota też niebawem się pojawi.
Miłego weekendu,
Wiktoria
Super rozdział!
OdpowiedzUsuńCieszę się, że nie usunęłaś bloga =)
Czekam na sierotkę ;)
,,Odegrają bardzo ważną rolę w życiu Angie''..... Nasza kochana ma się w nikim nie zakochiwać,bo....bo....nie wiem co. (xd) Czekam na Germita, który się pojawi jak najszybciej....(mam nadzieję). Rozdział świetny :D
OdpowiedzUsuńTo się niedługo zacznie dziać. Aż nie mogę się doczekać!
OdpowiedzUsuńSzczerze to nie wiem co napisać.
Jest po północy i się ciężko myśli, więc powiem tylko : oby tak dalej :*
A i czekam na next :D
Mimo, że nadal niecierpliwie czekam na Germangie, zdążyłam polubić Emilio. :D
OdpowiedzUsuńLuis kopią Germana, przez chwilę pomyślałam, że to może być German w przebraniu. xD
Czekam na sierotę i następny rozdział. <3
Wybacz, że komentuję dopiero teraz, jednak wszystko mnie goni i dopiero znalazłam chwilę, żeby wpaść i przeczytać. Po pierwsze: ogromnie się cieszę, że jednak jesteś. Bałam się, że i Ty postanowiłaś usunąć bloga... Ale piszesz dalej - cudownie.
OdpowiedzUsuńPrzechodząc do rozdziału jest jak zawsze cudowny, tak jak poprzedni, którego już mi się nie chciało komentować. Talencik Ci nie odpuszcza. :)
Ta sala z bawiącymi się wieśniakami, like Titanic. xD
No także tego. Mam straszny niedobór Sieroty. Nie dość, że u nas na blogu prawie wcale go nie ma, to jeszcze opuścił łamy twojego opowiadania. ja Ci dam! Wracaj mi go szybko i ma być Germangie (nie, nędzna kopia vel. Luis mi nie wystarczy).
Jest fajnie, ale z Geremkiem byłoby znacznie lepiej. Jest Sierota, jest impreza.
Także liczę na jego interwencję w nexcie. I pozdrawiam cieplutko. :)
"Czekam na Germana"
OdpowiedzUsuńA ja na Pablita xD
Rozdział bardzo fajny. Też chciałabym iść do takiego klubu,który jest przepełniony..Jeszcze nigdy takiego nie widziałam xD Tylko w filmach.
Oho! Angie przez to piwo we wszystkich widzi Germana.. *Wszyscy kochają sierotę* oczywiście jutro po kacu jej zapewne przejdzie.. Albo i nie.
Jestem jak zwykle spóźniona, ale co tam :D Angie jako czterolatka, Angie na imprezie, Angie z przystojnym Emiliem :D (Najpierw napisałam Germanem, bo o nim pomyślałam, zaraz wyjaśnię). Wiesz, na wielu blogach Angie ma innych facetów i tak pomyślałam, że oni o nią dbają, nie tak jak pewien gamoń. No ale co mu zrobisz? XD Angie wygulgała kufel jednym haustem :D Jak szaleć, to szaleć :D Luis jako German :D Może bratokuzyn czy coś XD Jak w każdym rozdziale zamachnęłaś się piórem, że tak powiem (czyt. pokazałaś swój talent) :D W przeciwieństwie do innych, ja nie zauważyłam w tej imprezie Titanica (Heloł, Skai, Angie wydudlała piwo, a Rose nie) :D Zresztą nie lubię tego filmu. Fajny jest, ale nienawidzę filmów, które źle się kończą :D Wracając do rozdziału - cudowny :D Ach, Twój talent nie zna granic. Z racji, że jestem leniem, dopisz sobie parę barwnych i pozytywnych epitetów, które powinnam napisać. Pozdrawiam ~B :D
OdpowiedzUsuńsuper czekam na nexta
OdpowiedzUsuńJak się cieszę, że jednak nie usunęłaś bloga :D
OdpowiedzUsuńRozdział jak zwykle prze genialny *-* Jak wcześniej, nie raz pisałam - masz wielki talent do pisania :)
Nie mam weny do pisania długich, ciekawych komentarzy, więc pozostaje mi jedno marne -
czekam na next! ♥