- German?
Moje serce zabiło szybciej, a świat
gwałtownie uderzył ze wszystkich stron. Nie wiedziałam, co myśleć. Z jednej
strony byłam mocno zaskoczona i sfrustrowana, a jednocześnie poczułam.. radość.
Tak, cieszyłam się, że go widzę i nie mogłam temu zaprzeczyć. W tamtej chwili
miałam ochotę rzucić się mu w ramiona, poczuć to ciepło, smak jego ust. Zamiast
tego stałam, jak wryta, wpatrując się w niego, jakby był duchem, sennym
wytworem wyobraźni.
- Tęskniłem. - szepnął.
Teraz nic nie mogło już powstrzymać
uśmiechu, który cisnął się na moją twarz. Pod wpływem impulsu zawiesiłam się na
szyi Germana, stykając nasze wargi. Mężczyzna ujął moją twarz w dłonie,
przejmując inicjatywę. Każde muśniecie było wyjątkowe, niczym jakiś
czarodziejski detal wyrwany z bajki. Czułam się szczęśliwa, mając go przy
sobie. Nie ważne, jak bardzo chciałam się od niego odsunąć, nic nie było
wstanie zmienić tego, że wciąż go kochałam.
Nagle jakaś siła sprawiła, że nasze
zetknięte twarze oderwały się od siebie. Zapragnęłam ponownie połączyć nasze
usta, jednak coś nienamacalnego mnie powstrzymywało. Dotyk Germana stawał się
coraz bardziej nikły, podobnie jak jego coraz słabszy obraz. W końcu po
sylwetce mężczyźnie pozostał jedynie smukły zarys. Rozejrzałam się po pustym,
bezszelestnym korytarzu. Nikogo tu nie było. Ani teraz, ani wcześniej..
- Angie! Angie, jesteś tam?
Głuchy stukot uderzył mi do głowy.
Gwałtownie poderwałam się do pozycji siedzącej. Znajdowałam się na podłodze w
swoim mieszkaniu, otoczona pamiątkami. Zachodzące słońce przebijało się przez
zasłony, kując mnie w twarz. Przymrużyłam oczy, przetarłam spoconą twarz i
przeczesałam dłonią włosy. Pukanie nie ustępowało, przekonując, że nie jest
kolejnym, sennym wymysłem.
- Angie?
Rozmasowałam obolałe łopatki i podniosłam
się z podłogi. Nie do końca obudzona uchyliłam drzwi, przed którymi stał nie
German, lecz Emilio.
- Cześć.
W przeciwieństwie do mnie miał na twarzy
szeroki uśmiech. Zawsze był tak optymistycznie nastawiony do życia.
- Uua, coś nie najlepiej wyglądasz.
- No co ty nie powiesz. - odburknęłam
niegrzecznie, lecz szybko się poprawiłam. - Przepraszam, trochę źle się czuję.
Wejdziesz?
Na szczęście Emilio nie miał mi za złe
niespodziewanego wybuchu i chętnie przyjął zaproszenie na kawę. Usiedliśmy przy
kuchennym stole. Przygotowałam dwie filiżanki ekspresówki, a szafki wyłowiłam
parę herbatników.
- Zaraz wracam, poczekasz? - Nie czekając
na odpowiedź, popędziłam do łazienki.
Zatrzaskując za sobą drzwi, oparłam się o
nie, masując pulsujące skronie. Szybko przemyłam twarz zimną wodą i związałam
włosy w kitkę. Lustro wiszące nad umywalką ukazywało blade widmo. Ucisk głowy
narastał. Syknęłam z bólu, ale mimo to ponownie zajęłam miejsce przy stole, na
przeciw Włocha i uśmiechnęłam się słabo, podpierając dłonią brodę.
- To o nich chodzi?
- C-co? - wydukałam niemrawo.
Emilio wskazał na trzymane w ręku
fotografie, na których byłam z Germanem i Pablo. Spuściłam wzrok, mrugając
piekącymi mnie oczami.
- Nie, nic się nie dzieje. Po prostu..
wydaje mi się, że.. Wyjechałam tak nagle, z nikim się nie żegnając. Zostawiłam
siostrzenicę, przyjaciela.. – Pierwszy raz
głośno przyznałam się do nurtujących mnie myśli.
- Nie rozmawialiście od wyjazdu?
Pokręciłam przecząco głową.
- Więc na co czekasz? - Emilio wybuchnął
śmiechem, wysuwając w moją stronę telefon komórkowy.
- To nie jest takie proste..
- Dlaczego?
Nie odpowiedziałam.
- Boisz się, że nie zrozumieją? - Emilio
zdawał się czytać w moich myślach. - Nie wiem, co było powodem twojego wyjazdu,
ale jeśli znali twoją sytuację, to myślę, że wszystko w porządku.
Wciąż nie podniosłam wzroku znad
filiżanki. Słowa Włocha docierały do mnie, niczym do bariery dźwiękoszczelnej.
Niepewnie odebrałam komórkę od Emilio i
wybrałam numer Pablo. Z każdym sygnałem strach, zbierający się we mnie tyle
czasu narastał, aby w końcu wraz z głosem przyjaciela - wyparować.
- " Halo? " - usłyszałam w
słuchawce. - " Halo? Kto mówi? "
Zupełnie zapomniałam, że Pablo nie ma
mojego nowego numeru. Właściwie.. nikt poza Emilio, Luisem i Julio go nie miał.
Włoch porozumiewawczo dał mi znak, abym w
końcu się odezwała. Wzięłam głęboki oddech i..
- Pablo?
- Angie?
Głos mężczyzny wywoływał u mnie kolejne fale
ciarek. Tak bardzo mi go brakowało, jego ramion, uśmiechu, dobrego słowa,
którego nigdy nie szczędził.
- To ja, kochany. - wyjąkałam. Oczy mi się
zaszkliły, a ręce drżały. Emilio chwycił moją dłoń i posłał mi ciepły uśmiech,
dodając odwagi. Następnie szepnął parę zachęcających słów, musnął mój policzek
i wyszedł.
- Nie mogę uwierzyć, że dzwonisz. Angie,
tak się martwiłem! Co się z Tobą dzieje?
Szybko i nieskładnie streściłam Pablo
wydarzenia ostatnich tygodni. Mężczyzna w ciszy przysłuchiwał się mojemu monologowi,
a gdy skończyłam mówić, rzekł niespodziewanie:
- Jesteś tam szczęśliwa?
- T-tak. Chyba tak. - wydukałam,
zaskoczona.
- Więc żyj tym, co masz, nie wracaj do
przeszłości. Angie, pojechałaś tam, żeby zacząć od nowa. Wiem, jaka jesteś, że
się przejmujesz, ale myśl o swojej przyszłości, nie o tym, co było. Pamiętaj,
że jestem po twojej stronie i zawsze będę cię wspierać. Nawet w tak szalonych
pomysłach.
W głosie Pablo wyczuwałam przejęcie,
wzruszenie i tę głęboką serdeczność, której brakowało mi we Włoszech. Miło było
czuć jego bliskość, choć dzieliły nas ogromne kilometry. Nie raz już udowodnił
mi, że jest prawdziwym przyjacielem. Zasługiwał na miłość, której ja nie mogłam
mu dać.
- Chciałabym, żebyś spotkał kogoś, kto
pokocha cię tak bardzo, jak ja nie mogę. – wypaliłam ni stąd, ni zowąd. - Mam
nadzieję, że mój wyjazd ci w ty pomoże..
Pablo nie odpowiedział. Wiedziałam, co
niesie ta wymowna cisza. Zmieniłam temat.
Rozmawialiśmy dość długo. Mężczyzna
zrewanżował mi się opowiadaniami o zmianach, jakie zaszły w Studio, postępach
uczniów i planach w związku z dalszą przyszłością szkoły. Mimo, że
rozmawialiśmy tylko przez telefon, czułam się chociaż po części, jak dawniej.
- Obiecaj, że na tym się nie skończy.
Będziemy się kontaktować, prawda? - zapytałam z nadzieją.
- Oczywiście. – odrzekł z rozbawieniem w
głosie. – Kilometry nie istnieją. Jesteś taką gwiazdką. Ilekroć spojrzę na
nocne niebo, myślę, że gdziekolwiek jesteś, rozświetlasz komuś drogę, tak jak
kiedyś mi. Całuję.
- Do usłyszenia. – Niemalże szepnęłam, wzruszona.
Szczęśliwa odłożyłam telefon. Teraz czułam
się znacznie lepiej, jakby ciężar, który tak długo dźwigałam nagle zniknął. Z
uśmiechem opadłam na sofę.
Wieczorem zabrałam się za przygotowywanie
kolejnej lekcji z dzieciakami. Postanowiłam przedstawić im parę piosenek,
napisanych przez uczniów Studio. W ten sposób chciałam pokazać im, że ciężka
praca zawsze się opłaca, a marzenia spełniają.
Sama kilkakrotnie złapałam się na
poszukiwaniu fortepianu w mieszkaniu. Brakowało mi tego hobbystycznego stukania
w klawisze. Postanowiłam, że nabędę keyboard i we Włoszech.
Już dwa kwadranse później podążałam jedną
z uliczek w stronę centrum, gdzie znajdowały się polecone mi przez Emilio
najlepsze sklepy muzyczne. Przecznicę od głównej alei znalazłam sklep
"SOLO MUSICA".
Popchnęłam szklane drzwi i weszłam do
środka. Wnętrze było bardzo gustownie urządzone; ściany pokrywała bordowa
tapeta, a na niej w sztucznie pozłacanych gablotkach wisiały instrumenty. Za
ladą stał starszy mężczyzna z siwym wąsem i okularach na nosie.
- Buon qiorno. (Dzień dobry) - powiedziałam.
Wystraszony mężczyzna podskoczył i upuścił
trzymaną paczkę z ustnikami.
- A niech to. - jęknął po hiszpańsku. -
Cholerni Włosi.
- Również mi miło. - rzekłam z szelmowskim
uśmiechem.
Zawstydzony mężczyzna poprawił nerwowo
okulary i mruknął pod nosem "przepraszam".
Rozbawiona przedstawiłam dokładnie
sprzedawcy swoje intencje. Ten pokazał mi parę najlepszych według niego
sprzętów. Widać było, że zna się na rzeczy.
- Może chce panienka spróbować? -
skinieniem ręki zachęcił mnie do gry na instrumencie.
" Czemu nie? " - pomyślałam.
- "May
it be an evening star,
Shines down upon you.
May it be when darkness fall,
Your heart will be tru.
You walk a lonely road,
Oh! How far you are from home.."
Gdy otworzyłam oczy spostrzegłam, że
sprzedawca i kilku klientów przyglądają mi się z uwagą. Jedna kobieta otarła
łzy z policzka.
- T-tak, ten keyboard chyba będzie dobry.
- wydukałam mocno speszona.
Rozległy się brawa. Dwóch mężczyzn i
jakieś kobiety złożyli mi gratulacje. W milczeniu wysłuchiwałam komplementy,
czerwieniąc się i dziękując za miłe słowa.
Gdy zamieszanie ucichło poprosiłam o
zapakowanie sprzętu, podałam adres, pod który miał zostać wysłany i zapłaciłam.
- Masz światowy głos, dziecko. -
powiedział mężczyzna.
- Dziękuję. - odrzekłam zaczerwieniona.
- Mój znajomy zajmuje się organizacją
koncertów charytatywnych. Przy okazji szuka nowych talentów. Zapiszę ci jego
numer. - mówiąc to na kolorowej karteczce nabazgrał dziewięć cyfr.
- Powołaj się na Juana.
Schowałam wizytówkę do kieszeni,
podziękowałam i wyszłam.
Rzym spowił już mrok, dochodziła godzina
21:30. Na aleje opadało światło z rozbłysłych latarni, a ulice zapełniły się
przechodniami. Co było tu typowe - na każdym kroku można było napotkać zakochanych,
spacerujących w blasku gwiazd lub pojedyncze osoby, samotnie podziwiające
widoki. Zadowolona z miło rozpoczętego wieczoru postanowiłam wrócić do
domu nieco dłuższą drogą.
- Chyba się zgubiłam.
Uliczka, w której się znajdowałam była mi
zupełnie obca. Potężne, masywne mury budynków wydawały się surowe i nadawały
miejscu grozy. Nagle przechodnie zniknęli, zorientowałam się, że na ulicy
jestem zupełnie sama. Zza rogów kamienic od czasu do czasu wychylali się jacyś
ludzie. Poczułam się nieswojo, ale dalej szłam przed siebie. Podświadomie
opuściłam zakasane rękawy i włożyłam ręce do kieszeni. Cały czas miałam dziwne
wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Przyspieszyłam kroku. Nagle ktoś szarpnął
mnie za ramię i wyrwał torebkę. Gwałtownie się odwróciłam, tracąc równowagę i
tym samym przewracając się na chodnik. To działo się tak szybko.
Zdezorientowana rozejrzałam się dookoła, ale tajemniczej postaci już nie było.
Przed oczami wciąż miałam jedynie drobną, niewielką sylwetkę.
___________________________
Hej, siema, witam, cześć!
Dziś trochę dłużej.
Zachciało się Germangie, to wuala! :P
Na jawnego Geremka musicie jeszcze trochę poczekać.
Także no.. groźcie, proście, komentujcie!
Do przeczytania,
Wiktoria
Ktoś oprócz mnie ma taką jazdę na Pangie?

"Groźcie"? Bardzo chętnie... ;D
OdpowiedzUsuńJa już czytam i się ciesze, że Germi przyjechał, bo tęskni, a ty mi tu wyskakujesz ze snem?!
Cieszę się, że rozdział tak szybko.
Czekam na Geremka, albo na Violkę... może uciec i przyjechać potajemnie do Angie xD
http://moja-historia-germangie.blogspot.com/
Fajnie, że rozdział dodałaś dosyć szybko, ale na litość boską, czemu mi to robisz?!
OdpowiedzUsuńJa tutaj się jaram Germangie, już mam nadzieję że do siebie wrócę, a tu się okazuje, że to sen. :):):):)
Na serio, jak ja Cię kiedyś znajdę...! ;-;
Czemu Angie zadzwoniła do Pablo, a nie do Germanka? :c
Ech, no nic, czekam na prawdziwe Germangie i kolejny rozdział. <3
Jak możesz?!
OdpowiedzUsuńJaki sen?!
Ja się tak nie bawię...xD
Rozdział świetny ;)
Czekam na next i zapraszam do mnie:
http://zapach-sosny.blogspot.com/
LOL :D To był tylko sen, mara, co Angie żyć nie pozwala. Ona chce śpiewać, a nie w domu ziewać. I chociaż wciąż jej tęsknota doskwiera, to jest nieważne, bo ma przyjaciela. I co ma zrobić? Nic? Próżna rada, bo w jakiejś uliczce ktoś tam ją napada. Mimo, że zwykle z komentarzem zwlekam, więc, że wciąż czytam i na rozdziały czekam. Powie mi ktoś czemu wierszem coś plotę? Ach, na mą tuszę! Na moją głupotę! Co ja poradzę, żem nie jest poetą, ino jakimś żałosnym, psychowierszokletą XD Pozdrawiam ~B
OdpowiedzUsuńCzemu to był sen?
OdpowiedzUsuńRozdział świetny.
No i czekam na równie świetny rozdział.
Asia ;-)
Genialne, haha. :D Czekam na nexta!
OdpowiedzUsuńJazdę? Na Pangie? Hahaha, nie. xD
Pangie *-*
OdpowiedzUsuń