Rozejrzałam się dookoła, ale ulica była zupełnie pusta, panował
cisza. Jedynym faktem, który przekonywał mnie, że zdarzenie sprzed chwili było
prawdziwe, to bolące ramie i zderzenie z chodnikiem. Pospiesznie wstałam z
ziemi, otrzepałam ubrudzoną sukienkę i pomasowałam bolącą rękę. Na skórze widniał
czerwony ślad i odcisk czyichś paznokci. Gdy chciałam sięgnąć po telefon, aby
zadzwonić po policję, zorientowałam się, że moja torebka zniknęła razem ze
złodziejem. Przeklnęłam w myślach swoją
bezmyślność. Razem z torbą i komórką straciłam paszport, wizę, karty kredytowe
i pieniądze. Zostałam z niczym.
Mocno
wystraszona popędziłam przed siebie. Nagle pod moim butem coś zatrzeszczało. Na
chodniku leżał wisiorek w kształcie serca z otwieranym wnętrzem. Uchyliłam
wieczko. W środku widniała fotografia, przedstawiająca mężczyznę i kobietę z
niemowlęciem na rękach. Złodziej, a raczej złodziejka musiała zgubić to podczas
szamotaniny.
Schowałam
wisiorek do kieszeni płaszcza. Nie pozostało mi nic innego, jak powrót do
hotelu, miałam nadzieję, że jakoś uda mi się przekonać portiera, aby dał mi
drugą kartę do drzwi. Było już późno, na policję postanowiłam iść jutro.
Nazajutrz po
skończonych zajęciach, gdy zostałam w pokoju nauczycielskim, żeby wypełnić
dokumenty, do środka wszedł Luis. Przeciąg zbliżył do mnie woń jego perfum. Ich
zapach wydawał się być znajomy. Poczułam
czyjeś silne dłonie na swoich ramionach.
- Dzień dobry,
kochanie. - rozpoznałam szept.. Germana.
Po chwili jego
ciepłe usta musnęły mój policzek, a następnie kark. Przymknęłam oczy, poddając
się rozkoszy. Szybko jednak się opamiętałam.
- Mówiłem cześć. - orzeźwił mnie głos Luisa.
Mężczyzna
siedział po drugiej stronie stołu, naprzeciw mnie z szerokim uśmiechem.
- Tak, jasne.
- wydukałam niemrawo.
Wciąż odurzały
mnie perfumy Germana Luisa.
- Chciałem
jeszcze raz przeprosić cię za wczorajsze popołudnie.
- Nie ma
sprawy, dawno o tym zapomniałam. - odparłam rozkojarzona, kłamiąc nieświadomie.
- Czyli nie
dasz mi się zrehabilitować dziś wieczorem?
Zerknęłam na
Włocha. Lekki zarost podkreślał rysy jego twarzy, ciemne oczy błyszczały, rozświetlone
psotnymi chochlikami.
- Angie?
Na miejscu
Luisa niespodziewanie pojawił się.. German. Myślałam, że śnię. Wytrzeszczyłam
zdumione oczy, a następnie szybko je zamknęłam i odwróciłam głowę. W myślach
powtarzałam sobie, że to tylko moja wyobraźnia.
- Daj sobie
spokój, nie udawaj miłego. - odburknęłam, lecz szybko się poprawiłam: -
Przepraszam. Przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło.
Na szczęście
Luis nie oponował. Zamiast tego chwycił moją dłoń i delikatnie pomasował ją
kciukiem, próbując zajrzeć mi w oczy. Ja jednak zawstydzona i sfrustrowana
unikałam jego wzroku.
- Chciałem
zaproponować kawę, ale chyba nie czujesz się najlepiej..
- Nie, jest w
porządku. To jak?
Pół godziny
później siedzieliśmy w kafejce nieopodal szkoły. Włoch opowiadał mi ciekawostki
o Rzymie i zasypywał żartami. Było dość przyjemnie i teraz całkowicie nie
rozumiałam swoich wcześniejszych obaw, dotyczących kontaktu z nim. Luis
opowiedział mi nieco o swoim dzieciństwie. Wiedziałam, że poruszenie tej
kwestii będzie miało swoje konsekwencję. Tak też się stało.
- Aa ty? Co
cie sprowadza do Włoch?
Tego pytania
właśnie się obawiałam. Uśmiechnęłam się słabo i spuściłam wzrok.
- Powiedzmy,
że nowy początek.
Na szczęście
Luis zrozumiał rzuconą aluzję i nie drążył tematu. Rozmawialiśmy dosyć długo,
ale w końcu zrobiło się późno i trzeba było przerwać sielankę. Upiłam ostatni
łyk kawy i sięgnęłam po torebkę w poszukiwaniu portfela. Gdy odsunęłam zamek
dotarły do mnie wczorajsze wydarzenia. Zupełnie zapomniałam, że pozbawiono mnie
wszelkiej gotówki. Skradzenie kart uniemożliwiło mi też wybór pieniędzy z
bankomatu. Czułam, że zapadnę się pod ziemię.
- Coś się
stało? - Luis zwrócił uwagę na moje zawzięte zachowanie. Odstawiłam torbę i
nerwowo odgarnęłam włosy za ucho.
- J-ja.. Nie
mam pieniędzy. - Rzuciłam, unikając jego spojrzenia.
- Ale daj
spokój, ja zapraszałem - ja płacę.
Poczułam się
mocno niekomfortowo. Włoch na szczęście był miły, ale to nie była wygodna
sytuacja.
- Przepraszam,
ja ci oddam te pieniądze. Zostałam wczoraj okradziona i zupełnie na lodzie. Na
szczęście z mieszkaniem nie było problemu.
- Byłaś na
policji?
- Dziś
zamierzałam tam iść.
- No więc
idziemy. - Luis poderwał się z miejsca.
- Ale teraz? -
Zaskoczona zmrużyłam oczy.
Mężczyzna nie
odpowiedział. Na tacy zostawił banknot i skinieniem ręki dał mi znak, że
ruszamy w drogę.
jednego z
gabinetów, gdzie służbę pełnił opasły, starszy mężczyzna. Znudzenie na jego
twarzy było mocno zniechęcające, ale chcąc nie chcąc, musiałam złożyć zeznania.
- Imię i
nazwisko?
- Angie,
Angeles. Saramego.
- Nie jest
chyba pani Włoszką. – skwitował mężczyzna. - Miejsce zamieszkania?
- Santa Rita 25/7. Obecnie przebywam tu dzięki wizie. Niestety skradziono mi torbę z dokumentami,
komórką, pieniędzmi. Właśnie w tej sprawie przychodzę.
Policjant
mruknął coś pod nosem i zadał jeszcze kilka pytań, odnośnie okoliczności
zdarzenia, wspomnień i wyglądu napastnika, po czym wymienił mi wszystkie
procedury, ażeby w końcu padło standardowe zdanie "Zrobimy wszystko, co w
naszej mocy". Zostawiłam swój numer telefony i niezbyt zadowolona
opuściłam gabinet. Cóż, trzeba było czekać, nic więcej nie mogłam zrobić.
Luis
zaoferował, że odprowadzi mnie do mieszkania. W drodze zapewnił również, że
mogę liczyć na jego wsparcie finansowe. Zawstydzona podziękowałam za pomoc.
Rozstaliśmy się przed apartamentowcem.
Po przyjściu
do mieszkania przygotowałam się do jutrzejszych zajęć i zabrałam za
uprzątnięcie sterty prania, zalegającej fotel. Gdy składałam czarną bluzę
niespodziewanie coś wypadło z kieszeni, obijając się o podłogę. Spojrzałam w
dół - na kremowych panelach leżał wisiorek, który wczorajszego wieczora zgubił
złodziej, zderzając się ze mną. Podniosłam biżuterię i opadłam na kanapę,
jeszcze raz, dokładniej przyglądając się przedmiotowi. Był na prawdę cenny,
wykonany z białego złota, z przepięknymi fotografiami w środku.
Nagle rozległo
się ciche pukanie do drzwi. Wsunęłam wisiorek do kieszeni sukienki i poszłam
otworzyć. Na korytarzu stała około dwunastoletnia dziewczynka z kruczoczarnymi,
potarganymi włosami i piwnymi oczami. Ubrana była w przetarte jeansy, brudny t
- shirt, na który zarzucona była sztruksowa, brązowa katana. W oczach miała
wściekłość i pogardę, a w dłoni.. moją
torebkę..
____________________________
Sto dziesiąty rozdział za nami.Czarka dalszy ciąg.
Geremka nie zabrakło. Tak jakby.. XD
Kim jest gość Angie?
Do następnego!
Wiktoria

Ołołołoł! :D Się dzieje. Germangie się dzieje. W sensie Luiangie, ale w obecnej sytuacji na jedno wychodzi :D Ach, plotę bzdury... Kim jest ta dziewczyna? :D Ciekawość aż przygryza... Nie ma sensu, żebym się rozpisywała, bo jestem w zbyt chaotycznym nastroju. Więc krótko: Rozdział był cudowny, zaciekawił mnie i z radością oraz niecierpliwością czekam na kolejną porcję Włoch.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ~B
P.S. Policjant mnie rozbroił XD
Czyżby córeczka złodzieja? A może to ona jest złodziejką?
OdpowiedzUsuńRozdział świetny, ale już mnie bardzo, bardzo ciekawi, kim jest dziewczyna....
Szybciutko rozdział, proszę!
Policjant mógł być podobny do Ramallo xD
Pozdrawiam, Kocurka ♥
"Geremka nie zabrakło. Tak jakby"?!
OdpowiedzUsuńCzemu Ty się bawisz moimi uczuciami. ;__;
Rozdział świetny (a jakże by inaaaczeeej ♥).
Ach, Luis jako Super Man Angie. <3
Boję się tej dziewczynki. o.O
Jak mogłaś skończyć w takim momencie?!
Nie wybaczę Ci tego.
Nigdy.
Dobra, nie potrafię się na Ciebie gniewać. :c
Czekam na następny rozdział. ^^
Pozdrawiam. :3
Świetny ;)
OdpowiedzUsuńZłudzenia Angie :D
Policjant z "Rodziny zastępczej" xD
Czekam na next i zapraszam do mnie:
http://zapach-sosny.blogspot.com/
Świetny! Już nie mogę doczekać się nexta, twój blog jest najlepszy i ciesze sie, że mam co nadrabiać. :))
OdpowiedzUsuńGin