poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział 110

Rozejrzałam się dookoła, ale ulica była zupełnie pusta, panował cisza. Jedynym faktem, który przekonywał mnie, że zdarzenie sprzed chwili było prawdziwe, to bolące ramie i zderzenie z chodnikiem. Pospiesznie wstałam z ziemi, otrzepałam ubrudzoną sukienkę i pomasowałam bolącą rękę. Na skórze widniał czerwony ślad i odcisk czyichś paznokci. Gdy chciałam sięgnąć po telefon, aby zadzwonić po policję, zorientowałam się, że moja torebka zniknęła razem ze złodziejem. Przeklnęłam w  myślach swoją bezmyślność. Razem z torbą i komórką straciłam paszport, wizę, karty kredytowe i pieniądze. Zostałam z niczym.
Mocno wystraszona popędziłam przed siebie. Nagle pod moim butem coś zatrzeszczało. Na chodniku leżał wisiorek w kształcie serca z otwieranym wnętrzem. Uchyliłam wieczko. W środku widniała fotografia, przedstawiająca mężczyznę i kobietę z niemowlęciem na rękach. Złodziej, a raczej złodziejka musiała zgubić to podczas szamotaniny.
Schowałam wisiorek do kieszeni płaszcza. Nie pozostało mi nic innego, jak powrót do hotelu, miałam nadzieję, że jakoś uda mi się przekonać portiera, aby dał mi drugą kartę do drzwi. Było już późno, na policję postanowiłam iść jutro.

Nazajutrz po skończonych zajęciach, gdy zostałam w pokoju nauczycielskim, żeby wypełnić dokumenty, do środka wszedł Luis. Przeciąg zbliżył do mnie woń jego perfum. Ich zapach wydawał się być znajomy. Poczułam czyjeś silne dłonie na swoich ramionach.
- Dzień dobry, kochanie. - rozpoznałam szept.. Germana.
Po chwili jego ciepłe usta musnęły mój policzek, a następnie kark. Przymknęłam oczy, poddając się rozkoszy. Szybko jednak się opamiętałam.
- Mówiłem cześć. - orzeźwił mnie głos Luisa.
Mężczyzna siedział po drugiej stronie stołu, naprzeciw mnie z szerokim uśmiechem.
- Dobrze się czujesz?
- Tak, jasne. - wydukałam niemrawo.
Wciąż odurzały mnie perfumy Germana Luisa.
- Chciałem jeszcze raz przeprosić cię za wczorajsze popołudnie.
- Nie ma sprawy, dawno o tym zapomniałam. - odparłam rozkojarzona, kłamiąc nieświadomie.
- Czyli nie dasz mi się zrehabilitować dziś wieczorem?
Zerknęłam na Włocha. Lekki zarost podkreślał rysy jego twarzy, ciemne oczy błyszczały, rozświetlone psotnymi chochlikami.
- Angie?
Na miejscu Luisa niespodziewanie pojawił się.. German. Myślałam, że śnię. Wytrzeszczyłam zdumione oczy, a następnie szybko je zamknęłam i odwróciłam głowę. W myślach powtarzałam sobie, że to tylko moja wyobraźnia.
- Daj sobie spokój, nie udawaj miłego. - odburknęłam, lecz szybko się poprawiłam: - Przepraszam. Przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło.
Na szczęście Luis nie oponował. Zamiast tego chwycił moją dłoń i delikatnie pomasował ją kciukiem, próbując zajrzeć mi w oczy. Ja jednak zawstydzona i sfrustrowana unikałam jego wzroku.
- Chciałem zaproponować kawę, ale chyba nie czujesz się najlepiej..
- Nie, jest w porządku. To jak?

Pół godziny później siedzieliśmy w kafejce nieopodal szkoły. Włoch opowiadał mi ciekawostki o Rzymie i zasypywał żartami. Było dość przyjemnie i teraz całkowicie nie rozumiałam swoich wcześniejszych obaw, dotyczących kontaktu z nim. Luis opowiedział mi nieco o swoim dzieciństwie. Wiedziałam, że poruszenie tej kwestii będzie miało swoje konsekwencję. Tak też się stało.
- Aa ty? Co cie sprowadza do Włoch?
Tego pytania właśnie się obawiałam. Uśmiechnęłam się słabo i spuściłam wzrok.
- Powiedzmy, że nowy początek.
Na szczęście Luis zrozumiał rzuconą aluzję i nie drążył tematu. Rozmawialiśmy dosyć długo, ale w końcu zrobiło się późno i trzeba było przerwać sielankę. Upiłam ostatni łyk kawy i sięgnęłam po torebkę w poszukiwaniu portfela. Gdy odsunęłam zamek dotarły do mnie wczorajsze wydarzenia. Zupełnie zapomniałam, że pozbawiono mnie wszelkiej gotówki. Skradzenie kart uniemożliwiło mi też wybór pieniędzy z bankomatu. Czułam, że zapadnę się pod ziemię.
- Coś się stało? - Luis zwrócił uwagę na moje zawzięte zachowanie. Odstawiłam torbę i nerwowo odgarnęłam włosy za ucho.
- J-ja.. Nie mam pieniędzy. - Rzuciłam, unikając jego spojrzenia.
- Ale daj spokój, ja zapraszałem - ja płacę.
Poczułam się mocno niekomfortowo. Włoch na szczęście był miły, ale to nie była wygodna sytuacja.
- Przepraszam, ja ci oddam te pieniądze. Zostałam wczoraj okradziona i zupełnie na lodzie. Na szczęście z mieszkaniem nie było problemu.
- Byłaś na policji?
- Dziś zamierzałam tam iść.
- No więc idziemy. - Luis poderwał się z miejsca.
- Ale teraz? - Zaskoczona zmrużyłam oczy.
Mężczyzna nie odpowiedział. Na tacy zostawił banknot i skinieniem ręki dał mi znak, że ruszamy w drogę.


Komisariat nie znajdował się daleko od kafejki. Wewnątrz skierowano nas do 
jednego z gabinetów, gdzie służbę pełnił opasły, starszy mężczyzna. Znudzenie na jego twarzy było mocno zniechęcające, ale chcąc nie chcąc, musiałam złożyć zeznania.
- Imię i nazwisko?
- Angie, Angeles. Saramego.
- Nie jest chyba pani Włoszką. – skwitował mężczyzna. - Miejsce zamieszkania?
- Santa Rita 25/7. Obecnie przebywam tu dzięki wizie. Niestety skradziono mi torbę z dokumentami, komórką, pieniędzmi. Właśnie w tej sprawie przychodzę.
Policjant mruknął coś pod nosem i zadał jeszcze kilka pytań, odnośnie okoliczności zdarzenia, wspomnień i wyglądu napastnika, po czym wymienił mi wszystkie procedury, ażeby w końcu padło standardowe zdanie "Zrobimy wszystko, co w naszej mocy". Zostawiłam swój numer telefony i niezbyt zadowolona opuściłam gabinet. Cóż, trzeba było czekać, nic więcej nie mogłam zrobić.
Luis zaoferował, że odprowadzi mnie do mieszkania. W drodze zapewnił również, że mogę liczyć na jego wsparcie finansowe. Zawstydzona podziękowałam za pomoc. Rozstaliśmy się przed apartamentowcem.

Po przyjściu do mieszkania przygotowałam się do jutrzejszych zajęć i zabrałam za uprzątnięcie sterty prania, zalegającej fotel. Gdy składałam czarną bluzę niespodziewanie coś wypadło z kieszeni, obijając się o podłogę. Spojrzałam w dół - na kremowych panelach leżał wisiorek, który wczorajszego wieczora zgubił złodziej, zderzając się ze mną. Podniosłam biżuterię i opadłam na kanapę, jeszcze raz, dokładniej przyglądając się przedmiotowi. Był na prawdę cenny, wykonany z białego złota, z przepięknymi fotografiami w środku.

Nagle rozległo się ciche pukanie do drzwi. Wsunęłam wisiorek do kieszeni sukienki i poszłam otworzyć. Na korytarzu stała około dwunastoletnia dziewczynka z kruczoczarnymi, potarganymi włosami i piwnymi oczami. Ubrana była w przetarte jeansy, brudny t - shirt, na który zarzucona była sztruksowa, brązowa katana. W oczach miała wściekłość i pogardę, a w dłoni..  moją torebkę..

____________________________
Sto dziesiąty rozdział za nami.
Czarka dalszy ciąg.
Geremka nie zabrakło. Tak jakby.. XD
Kim jest gość Angie? 

Do następnego!

Wiktoria

5 komentarzy:

  1. Ołołołoł! :D Się dzieje. Germangie się dzieje. W sensie Luiangie, ale w obecnej sytuacji na jedno wychodzi :D Ach, plotę bzdury... Kim jest ta dziewczyna? :D Ciekawość aż przygryza... Nie ma sensu, żebym się rozpisywała, bo jestem w zbyt chaotycznym nastroju. Więc krótko: Rozdział był cudowny, zaciekawił mnie i z radością oraz niecierpliwością czekam na kolejną porcję Włoch.
    Pozdrawiam ~B
    P.S. Policjant mnie rozbroił XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyżby córeczka złodzieja? A może to ona jest złodziejką?
    Rozdział świetny, ale już mnie bardzo, bardzo ciekawi, kim jest dziewczyna....
    Szybciutko rozdział, proszę!
    Policjant mógł być podobny do Ramallo xD
    Pozdrawiam, Kocurka ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. "Geremka nie zabrakło. Tak jakby"?!
    Czemu Ty się bawisz moimi uczuciami. ;__;
    Rozdział świetny (a jakże by inaaaczeeej ♥).
    Ach, Luis jako Super Man Angie. <3
    Boję się tej dziewczynki. o.O
    Jak mogłaś skończyć w takim momencie?!
    Nie wybaczę Ci tego.

    Nigdy.








    Dobra, nie potrafię się na Ciebie gniewać. :c

    Czekam na następny rozdział. ^^
    Pozdrawiam. :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny ;)
    Złudzenia Angie :D
    Policjant z "Rodziny zastępczej" xD
    Czekam na next i zapraszam do mnie:

    http://zapach-sosny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny! Już nie mogę doczekać się nexta, twój blog jest najlepszy i ciesze sie, że mam co nadrabiać. :))
    Gin

    OdpowiedzUsuń