poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 111

Zmierzyłam dziewczynkę podejrzliwym wzrokiem, ta wciąć miała w oczach nienawiść.
- Mogę w czymś pomóc? - odezwałam się pierwsza.
- Naszyjnik. - warknęła krótko.
Wsunęłam dłoń do kieszeni, zaciskając palce na wisiorku. Nastolatka uważnie obserwowała każdy mój ruch.
- Naszyjnik za torbę. To chyba uczciwa wymiana. - prychnęła. Na prawdę musiało zależeć jej na odzyskaniu pamiątki.
- Jeśli nie brać pod uwagę fakt, że najpierw mnie okradłaś.
- Na trzy. - Dziewczyna zdawała się zupełnie mnie nie słuchać.
Wyjęłam wisiorek, prezentując go na otwartej dłoni.
- Raz.. - szepnęła.
- Dwa..
- Trzy! - W tym momencie nastolatka szybkim, zwinnym ruchem chwyciła naszyjnik, rzuciła moją torbę w kąt, barkiem przyciskając mnie do ściany, a następnie rzucając się w bieg.
- Poczekaj! - krzyknęłam, ale nastolatka nawet na chwilę się nie zatrzymała.
Nie byłabym w stanie jej dogonić. Zamiast tego zdezorientowana wpatrywałam się w uciekającą, drobną sylwetkę, która chwilę potem zniknęła za rogiem korytarza.

W mieszkaniu przepatrzyłam torebkę. Poza drobnymi z portfela nic nie zginęło.
Wybrałam numer komisariatu, aby odwołać zeznania. Niski głos w słuchawce poinformował mnie, że wycofanie doniesienia jest możliwe tylko osobiście. Zatem umówiłam się, że na posterunek zajrzę jutrzejszego popołudnia.
Za drugim razem zadzwoniłam do Luisa.
- Cześć, mam dobrą wiadomość - odzyskałam torbę. - powiedziałam radośnie.
- Policja tak szybko złapała złodzieja?
- Niezupełnie.. Wyobraź sobie, że dziewczyna sama przyszła do mieszkania i zwróciła torebkę. Za naszyjnik, który zgubiła podczas zderzenia. Niebywałe, co?
- O, madre! Rzeczywiście. Chcesz odwołać doniesienie? - Luis zdawał się czytać w moich myślach.
Rozmawialiśmy jeszcze dłuższą chwilę, po czym zażyłam kąpieli i z książką detektywistyczną zaszyłam się w łóżku. Nawet się nie spostrzegłam, a Morfeusz zabrał mnie w swoje objęcia.

Nazajutrz po pracy zgodnie z zamierzeniami wybrałam się na komisariat. Tam przywitał mnie zaznajomy policjant.
- Angeles Saramego, byłam tu wczoraj w sprawie kradzieży.
- Ach, tak. Pamiętam, pamiętam. - mruknął dyżurny, przegryzając kęs kanapki, której zawartość wysypała sie na klawiaturę komputera. - Fuck. - przeklął, wycierając palcem sos.
- No właśnie. Chciałabym odwołać doniesienie, odzyskałam torebkę.
- Chce mi pani wmówić, że złodziej sam przyszedł do pani i potulnie oddał to, co ukradł? - prychnął mężczyzna, nie zaprzestając czyszczenia klawiatury.
- Tak, właśnie. - odparłam bez wzruszenia.
- Niech pani nie będzie śmieszna. - ryknął policjant.
Poczułam jak się czerwienię. Zacisnęłam pięści, aby nic nie odpyskować.
- Zatem dziękuję. - rzuciłam i zadartym nosem zmierzyłam do wyjścia.
Kątem oka zdążyłam jeszcze spostrzec portrety pamięciowe poszukiwanych przestępców, wiszące na tablicy korkowej, tuż za plecami posterunkowego. Znajdowała się na niej podobizna nastolatki, którą wczoraj widziałam.
- Przepraszam. Co to za dziewczyna? - wskazałam na konkretny rysopis.
- Ivette Medrano. Mała uciekła z domu i trafiła do siatki przestępczej, zajmującej się kradzieżami. Próbujemy ją namierzyć od dłuższego czasu. - streścił krótko policjant, zajęty czyszczeniem zabrudzonej maszyny.
Podziękowałam za informację i z mieszanymi uczuciami opuściłam posterunek.
Spacerując po parku długo myślałam o dziewczynce. Ivette - powtarzałam po cichu. Coś mi nie pasowało w tej całej historii. Nastolatce wyjątkowo zależało na rodzinnej pamiątce, dlaczego więc miałaby uciekać od rodziców?
Nagle ktoś zastąpił mi drogę. Wpatrzona w chodnik zauważyłam jedynie białe, sportowe adidasy. Po uniesieniu głowy z ulgą stwierdziłam, że przede mną stoi Emilio.
- Cześć. - zawołał, ciepło. Lubiłam tą radość, wyczuwalną w każdym jego słowie. - Gdzie idziesz?
- W sumie to nie wiem. Do nikąd. - odparłam zgodnie z prawdą.
- A mogę iść do nikąd z tobą? - Emilio od początku naszej znajomości zdawał się chorować na syndrom Piotrusia Pana. To była jedna z licznych jego cech, szczególnie przeze mnie lubiana. Miał w sobie coś pozytywnego, coś co sprawiało, że poburzy zawsze wychodziło Słońce.
Początkowo dość długo spacerowaliśmy po parku, aż w końcu przysiedliśmy na jednej z łąwek, z której widać było pobliski staw.
Emilio nie krył swojego zdziwienia moim zachowaniem. Miał rację - ostatnio dość rzadko rozmawialiśmy, mijając się tylko na szkolnych korytarzach. Opowiedziałam mu o kradzieży, rozmowie z Pablo i innych rzeczach, które wydarzyły się ostatnimi czasy. On zrewanżował mi się tym samym.
- Może masz ochotę na wypad do klubu? Tego, w którym kiedyś byliśmy. - zaproponował Emilio.
- Jasne. - Perspektywa spędzenia wieczoru pośród rozhulanych Włochów wydała mi się całkiem ciekawa.
- Good. Przekręcę do Luisa, zgarnie kogoś po drodze i widzimy się wieczorem.
- Zatem jesteśmy umówieni.

Około dwudziestej rozległ się dzwonek do drzwi. Zapinając kolczyka poszłam otworzyć. Jak przypuszczałam - przyszedł Luis, wcześniej dzwonił, że wstąpi po mnie po drodze do klubu. Wpięłam do ucha drugie piórko, zapraszając mężczyznę do środka. Poprosiłam, aby chwilę poczekał, a sama rozpoczęłam poszukiwania komórki.
- Nie boisz się z nim zostawać? - Ni stąd, ni zowąd tuż obok telewizora pojawił się Czarek.
- Nie psuj mi wieczora, idź sobie. - warknęłam najciszej, jak potrafiłam, niestety chłopiec nie odpuszczał.
- Czy tobie też kogoś przypomina? - rzucił, drwiącym głosem. - Tylko kogo, niech się zastanowię.. A tak! Sławnego inżyniera.. Jak mu było? German? 
Poczułam, jak się czerwienię, a moje serce gwałtownie przyspiesza. Mimowolnie zacisnęłam pięści, odliczając w myślach do dziesięciu.
- To ci nie pomoże..
- Zostaw mnie, słyszysz?! - krzyknęłam. - Wynoś się!
Dopiero po chwili spostrzegłam, że Włoch wpatruje się we mnie ze zdumieniem w oczach. Zrobiło mi się na prawdę głupio. Moje policzki oblał jeszcze większy rumieniec. Spuściłam wzrok, wlepiając go w czubki balerinek.
- Wszystko w porządku? - Luis zbliżył się, delikatnie masując moje ramiona.
- Nie. - szepnęłam. - Nic nie jest tak, jak powinno być.
- Wiesz.. Może zadzwonię do Emilio i powiem, że źle się czujesz. Obejrzymy jakiś film, przyrządzę nam coś do jedzenia, skoczę po wino..
Uniosłam głowę, uśmiechając się lekko. Spodobała mi się propozycja Luisa. Byłam mu wdzięczna, że nie naciska.
- Chętnie.

Podczas, gdy Włoch sprawdzał wyposażenie mojej lodówki, ja w sypialni pozbywałam się niezbyt wygodnej sukienki, zastępując ją krótkimi spodenkami i koszulą w czarno - czerwoną kratkę, która dość długo zalegała w mojej szafie. Nie był to co prawda mój codzienny styl, ale wyzbycie się kwiecistych, pastelowych wzorów było miłą odskocznią. Włosy zebrane w koka ponownie rozpuściłam i zmyłam z ust błyszczyk.
Gdy wyszłam, po salonie roznosił się wspaniały zapach pieczonego mięsa. Luis stał przy blacie ze ścierką przewieszoną na ramieniu i kroił pomidory.
- Co tak pachnie? - zapytałam, opierając się o ścianę.
- Coś w rodzaju nuggetsów. Pierś z kurczaka, nawilżona roztworem z wody, śmietany i najprostszych przypraw, które miałaś, obtoczona w pokruszonych krakersach, gdzieś z kąta szafki. Muszę cię kiedyś zabrać na porządne zakupy. - zaśmiał się.
- Jestem pod wrażeniem. Mogę ci jakoś pomóc? 
- Hmm.. - sapnął. 
- Aa, rozumiem, mam nie przeszkadzać kucharzowi. - roześmiałam się. W odpowiedzi Luis posłał mi ciepłe spojrzenie i wysłał po wino. Koniecznie wytrawne. 

Zjechałam windą na sam parter, gdzie przywitał mnie Carlos - zaznajomy portier. Skierowałam się do wyjścia, sklep był zaraz obok apartamentowca. Minęłam kwiaciarnię i miejsce bazarowe, skręcając w mniej zaludnioną uliczkę. Na jej końcu znajdował się market. Wnętrze nie było przepełnione - poza mną i ekspedientką było tam jedynie kilkoro klientów. Od razu powędrowałam do działu alkoholowego, sięgając po butelkę czerwonego wina. Etykietka poinformowała mnie, że to trunek, jakiego szukam, więc zadowolona ruszyłam do kasy. Znudzony mężczyzna bez entuzjazmu przejechał czytnikiem po metce, mamrocząc cenę. W końcu komu chciałoby się siedzieć w pracy w piątkowy wieczór? Zapłaciłam i wyszłam. 
Na ulicach rozbłysły lampy, oświetlając marmurowe chodniki. Zrobiło się nieco przyjaźniej, niż podczas poprzedniej drogi. Podtrzymywałam w dłoni butelkę, do połowy schowaną w kieszeni, mijając kolejne, boczne zaułki, otulone zupełnym mrokiem. Nagle w głębi jednego usłyszałam huk, obijającego się metalu. Moje serce przyspieszyło, jak i tempo kroku. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Gdy byłam niemalże na rogu, przy ulicy, na której znajdował się apartamentowiec, ktoś gwałtownie szarpnął moje ramie, przyciągając do ściany. 
- Dawaj kasę. - wycedził ktoś, tuż przy moim uchu. Był silny i dużo wyższy ode mnie. Miał na sobie czarną bluzę z kapturem oraz kominiarkę. - Kasa, a nic ci się nie stanie. - powtórzył. 
Czułam, jak trzęsą mi się ręce, a stopniowo całe ciało. W gardle pojawiła się dławiąca gula, pozbawiająca mnie możliwości krzyku. Nie byłam w stanie sięgnąć ręką do kieszeni, co nasilało krzyki oprawcy. 
- Puść ją! - Niespodziewanie za plecami złodzieja rozległy się czyjeś nawoływania. Głos zdawał się znajomy. Wysoki, dziecięcy.. - Joseph! Ed zgarnął kilka stówek od tego faceta z porsche, wiejemy! 
Mężczyzna momentalnie rozluźnił uścisk, zerkając w tył. Przez ułamek sekundy mogłam przyjrzeć się tajemniczej osobie, którą okazała się być kilkunastoletnia dziewczynka. Patrzyła na mnie swoimi dużymi, ciemnymi oczami spod kaptura, byłam pewna, że to ta sama osoba, która ukradła mi torebkę. Jej znajomy mimo stanowczych nawoływań, wciąż ściskał mój nadgarstek i gardło. Wykorzystując sytuację, owinęłam palce wokół rączki butelki wina i zamachnęłam się, rozbijając ją o głowę mężczyzny. 
- Josh! - pisnęła dziewczyna.
Nie czekając, odepchnęłam go od siebie, wyrywając się do przodu. Nieudolna próba ucieczki zakończyła się fiaskiem, gdy potykając się o nogę mężczyzny, runęłam na ziemię. Szybko jednak z powrotem poderwałam się z ziemi i ruszyłam biegiem w kierunku apartamentowca.

- Coś ty narobiła?! - Zdążyłam usłyszeć, zanim zniknęłam za rogiem ulicy. 

__________________________
Jeden jeden jeden. :D
Luis w kuchni, a Angie coś polubili złodzieje. :D 
Swoją drogą mamy nową postać. To nic, że jest młodocianym przestępcom, mam nadzieję, że ją polubicie. XD 

Dziękuję za uwagę, 
Całusy,
Wiktoria

9 komentarzy:

  1. Coś ci złodzieje za bardzo polubili naszą kochaną Angusię...
    Uczepili się jej jak pies rzepu (czy jakoś tak)
    Szkoda trochę tego wina. Pewnie było by dobre.
    Luisek z byle czego tworzy cuda. Może jest jakimś czarodziejem, pewnie Hogward ukończył. Aaaa... to ma nawet sens. xD
    Młodociani przestępcy - soogood
    Kiedy będzie Germuś i trochę Germangie ??? Stęskniłam się za nim/nimi :(
    Weny....
    Co tu jeszcze dodać. Hm... Za błędy Sory...
    Czekam na next.
    Pozdrawiam - Pitowaaa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :D Na Germiego jeszcze trochę sobie poczekacie. :P

      Usuń
  2. Mmm... może Złodziejka pójdzie na policję? xD (Żarcik)
    Tak, jak napisała poprzedniczka - szkoda tego wina :(
    Rozdział, jak zwykle cudowny!
    Czekam na next ♥
    Pozdrawiam, Kocurka ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, szkoda. XD Ivi jest spoko, jeszcze się przekonacie. :D Dziękuję. :)

      Usuń
  3. Rozdział cudowny a ja dalej czekam na Germangie :(( kiedy Angie spotka Germana ??

    OdpowiedzUsuń
  4. Zarabisty rozdzial. Ciekawe co z ta dziewczynka i tym facetem moze Angie go zabila !! :-o
    Gin

    OdpowiedzUsuń
  5. Przestępcy są fajni.
    Angeles szaleeeje. A Pablito p.p xD
    NEEXT!

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział super. Czekam na Germangie ❤

    OdpowiedzUsuń