Zmierzyłam dziewczynkę podejrzliwym wzrokiem, ta wciąć miała w
oczach nienawiść.
- Mogę w czymś pomóc? - odezwałam się
pierwsza.
- Naszyjnik. - warknęła krótko.
Wsunęłam dłoń do kieszeni, zaciskając
palce na wisiorku. Nastolatka uważnie obserwowała każdy mój ruch.
- Naszyjnik za torbę. To chyba uczciwa
wymiana. - prychnęła. Na prawdę musiało zależeć jej na odzyskaniu pamiątki.
- Jeśli nie brać pod uwagę fakt, że najpierw
mnie okradłaś.
- Na trzy. - Dziewczyna zdawała się
zupełnie mnie nie słuchać.
Wyjęłam wisiorek, prezentując go na
otwartej dłoni.
- Raz.. - szepnęła.
- Dwa..
- Trzy! - W tym momencie nastolatka
szybkim, zwinnym ruchem chwyciła naszyjnik, rzuciła moją torbę w kąt, barkiem
przyciskając mnie do ściany, a następnie rzucając się w bieg.
- Poczekaj! - krzyknęłam, ale nastolatka
nawet na chwilę się nie zatrzymała.
Nie byłabym w stanie jej dogonić. Zamiast
tego zdezorientowana wpatrywałam się w uciekającą, drobną sylwetkę, która
chwilę potem zniknęła za rogiem korytarza.
W mieszkaniu przepatrzyłam torebkę. Poza
drobnymi z portfela nic nie zginęło.
Wybrałam numer komisariatu, aby odwołać
zeznania. Niski głos w słuchawce poinformował mnie, że wycofanie doniesienia
jest możliwe tylko osobiście. Zatem umówiłam się, że na posterunek zajrzę
jutrzejszego popołudnia.
Za drugim razem zadzwoniłam do Luisa.
- Cześć, mam dobrą wiadomość - odzyskałam
torbę. - powiedziałam radośnie.
- Policja tak szybko złapała złodzieja?
- Niezupełnie.. Wyobraź sobie, że
dziewczyna sama przyszła do mieszkania i zwróciła torebkę. Za naszyjnik, który
zgubiła podczas zderzenia. Niebywałe, co?
- O, madre! Rzeczywiście. Chcesz odwołać
doniesienie? - Luis zdawał się czytać w moich myślach.
Rozmawialiśmy jeszcze dłuższą chwilę, po
czym zażyłam kąpieli i z książką detektywistyczną zaszyłam się w łóżku. Nawet
się nie spostrzegłam, a Morfeusz zabrał mnie w swoje objęcia.
Nazajutrz po pracy zgodnie z zamierzeniami
wybrałam się na komisariat. Tam przywitał mnie zaznajomy policjant.
- Angeles Saramego, byłam tu wczoraj w
sprawie kradzieży.
- Ach, tak. Pamiętam, pamiętam. - mruknął
dyżurny, przegryzając kęs kanapki, której zawartość wysypała sie na klawiaturę
komputera. - Fuck. - przeklął, wycierając palcem sos.
- No właśnie. Chciałabym odwołać
doniesienie, odzyskałam torebkę.
- Chce mi pani wmówić, że złodziej sam
przyszedł do pani i potulnie oddał to, co ukradł? - prychnął mężczyzna, nie
zaprzestając czyszczenia klawiatury.
- Tak, właśnie. - odparłam bez wzruszenia.
- Niech pani nie będzie śmieszna. - ryknął
policjant.
Poczułam jak się czerwienię. Zacisnęłam
pięści, aby nic nie odpyskować.
- Zatem dziękuję. - rzuciłam i zadartym
nosem zmierzyłam do wyjścia.
Kątem oka zdążyłam jeszcze spostrzec
portrety pamięciowe poszukiwanych przestępców, wiszące na tablicy korkowej, tuż
za plecami posterunkowego. Znajdowała się na niej podobizna nastolatki, którą
wczoraj widziałam.
- Przepraszam. Co to za dziewczyna? - wskazałam
na konkretny rysopis.
- Ivette Medrano. Mała uciekła z domu i
trafiła do siatki przestępczej, zajmującej się kradzieżami. Próbujemy ją
namierzyć od dłuższego czasu. - streścił krótko policjant, zajęty czyszczeniem
zabrudzonej maszyny.
Podziękowałam za informację i z mieszanymi
uczuciami opuściłam posterunek.
Spacerując po parku długo myślałam o
dziewczynce. Ivette - powtarzałam po cichu. Coś mi nie
pasowało w tej całej historii. Nastolatce wyjątkowo zależało na rodzinnej
pamiątce, dlaczego więc miałaby uciekać od rodziców?
Nagle ktoś zastąpił mi drogę. Wpatrzona w
chodnik zauważyłam jedynie białe, sportowe adidasy. Po uniesieniu głowy z ulgą
stwierdziłam, że przede mną stoi Emilio.
- Cześć. - zawołał, ciepło. Lubiłam tą
radość, wyczuwalną w każdym jego słowie. - Gdzie idziesz?
- W sumie to nie wiem. Do nikąd. -
odparłam zgodnie z prawdą.
- A mogę iść do nikąd z tobą? - Emilio od
początku naszej znajomości zdawał się chorować na syndrom Piotrusia Pana. To
była jedna z licznych jego cech, szczególnie przeze mnie lubiana. Miał w sobie
coś pozytywnego, coś co sprawiało, że poburzy zawsze wychodziło Słońce.
Początkowo dość długo spacerowaliśmy po
parku, aż w końcu przysiedliśmy na jednej z łąwek, z której widać było pobliski
staw.
Emilio nie krył swojego zdziwienia moim
zachowaniem. Miał rację - ostatnio dość rzadko rozmawialiśmy, mijając się tylko
na szkolnych korytarzach. Opowiedziałam mu o kradzieży, rozmowie z Pablo i
innych rzeczach, które wydarzyły się ostatnimi czasy. On zrewanżował mi się tym
samym.
- Może masz ochotę na wypad do klubu?
Tego, w którym kiedyś byliśmy. - zaproponował Emilio.
- Jasne. - Perspektywa spędzenia wieczoru
pośród rozhulanych Włochów wydała mi się całkiem ciekawa.
- Good. Przekręcę do Luisa, zgarnie kogoś
po drodze i widzimy się wieczorem.
- Zatem jesteśmy umówieni.
Około dwudziestej rozległ się dzwonek do
drzwi. Zapinając kolczyka poszłam otworzyć. Jak przypuszczałam - przyszedł
Luis, wcześniej dzwonił, że wstąpi po mnie po drodze do klubu. Wpięłam do ucha
drugie piórko, zapraszając mężczyznę do środka. Poprosiłam, aby chwilę
poczekał, a sama rozpoczęłam poszukiwania komórki.
- Nie
boisz się z nim zostawać? - Ni
stąd, ni zowąd tuż obok telewizora pojawił się Czarek.
- Nie
psuj mi wieczora, idź sobie. -
warknęłam najciszej, jak potrafiłam, niestety chłopiec nie odpuszczał.
- Czy
tobie też kogoś przypomina? -
rzucił, drwiącym głosem. -
Tylko kogo, niech się zastanowię.. A tak! Sławnego inżyniera.. Jak mu było?
German?
Poczułam, jak się czerwienię, a moje serce
gwałtownie przyspiesza. Mimowolnie zacisnęłam pięści, odliczając w myślach do
dziesięciu.
- To
ci nie pomoże..
- Zostaw mnie, słyszysz?! - krzyknęłam. -
Wynoś się!
Dopiero po chwili spostrzegłam, że Włoch
wpatruje się we mnie ze zdumieniem w oczach. Zrobiło mi się na prawdę głupio.
Moje policzki oblał jeszcze większy rumieniec. Spuściłam wzrok, wlepiając go w
czubki balerinek.
- Wszystko w porządku? - Luis zbliżył się,
delikatnie masując moje ramiona.
- Nie. - szepnęłam. - Nic nie jest tak,
jak powinno być.
- Wiesz.. Może zadzwonię do Emilio i
powiem, że źle się czujesz. Obejrzymy jakiś film, przyrządzę nam coś do
jedzenia, skoczę po wino..
Uniosłam głowę, uśmiechając się lekko.
Spodobała mi się propozycja Luisa. Byłam mu wdzięczna, że nie naciska.
- Chętnie.
Podczas, gdy Włoch sprawdzał wyposażenie
mojej lodówki, ja w sypialni pozbywałam się niezbyt wygodnej sukienki,
zastępując ją krótkimi spodenkami i koszulą w czarno - czerwoną kratkę, która
dość długo zalegała w mojej szafie. Nie był to co prawda mój codzienny styl,
ale wyzbycie się kwiecistych, pastelowych wzorów było miłą odskocznią. Włosy
zebrane w koka ponownie rozpuściłam i zmyłam z ust błyszczyk.
Gdy wyszłam, po salonie roznosił się
wspaniały zapach pieczonego mięsa. Luis stał przy blacie ze ścierką
przewieszoną na ramieniu i kroił pomidory.
- Co tak pachnie? - zapytałam, opierając
się o ścianę.
- Coś w rodzaju nuggetsów. Pierś z kurczaka,
nawilżona roztworem z wody, śmietany i najprostszych przypraw, które miałaś, obtoczona
w pokruszonych krakersach, gdzieś z kąta szafki. Muszę cię kiedyś zabrać na
porządne zakupy. - zaśmiał się.
- Jestem pod wrażeniem. Mogę ci jakoś
pomóc?
- Hmm.. - sapnął.
- Aa, rozumiem, mam nie przeszkadzać
kucharzowi. - roześmiałam się. W odpowiedzi Luis posłał mi ciepłe spojrzenie i
wysłał po wino. Koniecznie wytrawne.
Zjechałam windą na sam parter, gdzie
przywitał mnie Carlos - zaznajomy portier. Skierowałam się do wyjścia, sklep
był zaraz obok apartamentowca. Minęłam kwiaciarnię i miejsce bazarowe,
skręcając w mniej zaludnioną uliczkę. Na jej końcu znajdował się market.
Wnętrze nie było przepełnione - poza mną i ekspedientką było tam jedynie
kilkoro klientów. Od razu powędrowałam do działu alkoholowego, sięgając po
butelkę czerwonego wina. Etykietka poinformowała mnie, że to trunek, jakiego
szukam, więc zadowolona ruszyłam do kasy. Znudzony mężczyzna bez entuzjazmu
przejechał czytnikiem po metce, mamrocząc cenę. W końcu komu chciałoby się
siedzieć w pracy w piątkowy wieczór? Zapłaciłam i wyszłam.
Na ulicach rozbłysły lampy, oświetlając
marmurowe chodniki. Zrobiło się nieco przyjaźniej, niż podczas poprzedniej
drogi. Podtrzymywałam w dłoni butelkę, do połowy schowaną w kieszeni, mijając
kolejne, boczne zaułki, otulone zupełnym mrokiem. Nagle w głębi jednego
usłyszałam huk, obijającego się metalu. Moje serce przyspieszyło, jak i tempo
kroku. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Gdy byłam niemalże na rogu,
przy ulicy, na której znajdował się apartamentowiec, ktoś gwałtownie szarpnął
moje ramie, przyciągając do ściany.
- Dawaj kasę. - wycedził ktoś, tuż przy
moim uchu. Był silny i dużo wyższy ode mnie. Miał na sobie czarną bluzę z
kapturem oraz kominiarkę. - Kasa, a nic ci się nie stanie. - powtórzył.
Czułam, jak trzęsą mi się ręce, a
stopniowo całe ciało. W gardle pojawiła się dławiąca gula, pozbawiająca mnie
możliwości krzyku. Nie byłam w stanie sięgnąć ręką do kieszeni, co nasilało
krzyki oprawcy.
- Puść ją! - Niespodziewanie za plecami
złodzieja rozległy się czyjeś nawoływania. Głos zdawał się znajomy. Wysoki,
dziecięcy.. - Joseph! Ed zgarnął kilka stówek od tego faceta z porsche,
wiejemy!
Mężczyzna momentalnie rozluźnił uścisk,
zerkając w tył. Przez ułamek sekundy mogłam przyjrzeć się tajemniczej osobie,
którą okazała się być kilkunastoletnia dziewczynka. Patrzyła na mnie swoimi
dużymi, ciemnymi oczami spod kaptura, byłam pewna, że to ta sama osoba, która
ukradła mi torebkę. Jej znajomy mimo stanowczych nawoływań, wciąż ściskał mój
nadgarstek i gardło. Wykorzystując sytuację, owinęłam palce wokół rączki
butelki wina i zamachnęłam się, rozbijając ją o głowę mężczyzny.
- Josh! - pisnęła dziewczyna.
Nie czekając, odepchnęłam go od siebie,
wyrywając się do przodu. Nieudolna próba ucieczki zakończyła się fiaskiem, gdy
potykając się o nogę mężczyzny, runęłam na ziemię. Szybko jednak z powrotem
poderwałam się z ziemi i ruszyłam biegiem w kierunku apartamentowca.
- Coś ty narobiła?! - Zdążyłam usłyszeć,
zanim zniknęłam za rogiem ulicy.
__________________________
Jeden jeden jeden. :D
Luis w kuchni, a Angie coś polubili złodzieje. :D
Swoją drogą mamy nową postać. To nic, że jest młodocianym przestępcom, mam nadzieję, że ją polubicie. XD
Dziękuję za uwagę,
Całusy,
Wiktoria
Coś ci złodzieje za bardzo polubili naszą kochaną Angusię...
OdpowiedzUsuńUczepili się jej jak pies rzepu (czy jakoś tak)
Szkoda trochę tego wina. Pewnie było by dobre.
Luisek z byle czego tworzy cuda. Może jest jakimś czarodziejem, pewnie Hogward ukończył. Aaaa... to ma nawet sens. xD
Młodociani przestępcy - soogood
Kiedy będzie Germuś i trochę Germangie ??? Stęskniłam się za nim/nimi :(
Weny....
Co tu jeszcze dodać. Hm... Za błędy Sory...
Czekam na next.
Pozdrawiam - Pitowaaa ;)
Dzięki. :D Na Germiego jeszcze trochę sobie poczekacie. :P
UsuńMmm... może Złodziejka pójdzie na policję? xD (Żarcik)
OdpowiedzUsuńTak, jak napisała poprzedniczka - szkoda tego wina :(
Rozdział, jak zwykle cudowny!
Czekam na next ♥
Pozdrawiam, Kocurka ♥
Szkoda, szkoda. XD Ivi jest spoko, jeszcze się przekonacie. :D Dziękuję. :)
UsuńRozdział cudowny a ja dalej czekam na Germangie :(( kiedy Angie spotka Germana ??
OdpowiedzUsuńJeszcze trochę cierpliwości. ;) Dzięki.
UsuńZarabisty rozdzial. Ciekawe co z ta dziewczynka i tym facetem moze Angie go zabila !! :-o
OdpowiedzUsuńGin
Przestępcy są fajni.
OdpowiedzUsuńAngeles szaleeeje. A Pablito p.p xD
NEEXT!
Rozdział super. Czekam na Germangie ❤
OdpowiedzUsuń