niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 136


Niechętnie przekręciłam klucz w zamku i powoli otworzyłam drzwi. Mieszkanie skąpane było w blasku zachodzącego Słońca i nieznośnej ciszy. Nie przywitały mnie radosne śmiechy, ani zapach naleśników. Tak szybko odczułam brak Emilio i Ivi.
Westchnęłam, wiedząc, że czas ustąpić codzienności.
Zsunęłam z nóg przetarte trampki i poczłapałam do salonu. Aby stłumić ciszę włączyłam telewizor, ale nie znalazłam nic godnego uwagi. W końcu, zirytowana, cisnęłam pilotem w kanapę i zakryłam twarz poduszką.
Przez myśl przemknęło mi, że branie wolnego od pracy nie było najlepszym pomysłem, ale świeżo upieczony pan młody stanowczo nalegał, abym odpoczęła przed jego wyjazdem w podróż poślubną.
Znudzona, ułożyłam się na dywanie, spoglądając w sufit. O ile prostsze byłoby życie, gdybym została we Włoszech, pomyślałam, lecz szybko zganiłam się za sceptyczne podejście. Przypomniały mi się słowa Emilio, kiedy opowiadał o spełnianiu marzeń i życiowych celach. 
Przez cały jego pobyt łaknęłam ciepła, którym emanował, pragnęłam posiadać jego optymizm.
- Może to nie taki zły pomysł - szepnęłam do siebie, otwierając szufladę niewielkiej, dębowej komody, która znacznie wyróżniała się na tle śnieżnobiałych mebli.
Z wnętrza wyłowiłam drewnianą szkatułkę, ozdobioną różnorakimi naklejkami i napisami. 
Gdy uchyliłam wieczko, moim oczom ukazały się pliki listów, moje pierwsze teksty piosenek i wierszy z czasów szkolnych.
Przegrzebałam papiery, w końcu wyciągając spośród nich kartkę w kolorze pudrowego różu.




Kochana Angeles!

  To już czas, kiedy nasze drogi się rozchodzą. Przez wiele lat miałam przyjemność czytania Twoich pięknych prac i śledzenia postępów. Z każdym Twoim sukcesem czułam, jakbym sama odnosiła zwycięstwo. 
  Jesteś mi bardzo bliska, niczym własna córka. W końcu przychodzi ten bolesny moment rozstania, puścisz moją rękę i nie będę mogła Ci towarzyszyć. Chcę jednak, abyś zawsze pamiętała, jak wielki skrywasz talent i ile możesz osiągnąć. Nigdy nie przestawaj marzyć, kochanie. Czym byłoby życie 
bez snów? 
Arthur Sopenhauer powiedział: "Moim prawdziwym obowiązkiem jest ocalić własne marzenia". 
  Nie poddawaj się, walcz. Kiedy poczujesz, że brakuje Ci sił, sięgnij pamięcią do licealnych czasów
i przypomnij sobie moje słowa. 

                                                                                        
                                                                                                              Więrzę w Ciebie, Angie.
                                                                                                                                  Twoja Mary. 


Uśmiechnęłam się na wspomnienie dawnej nauczycielki. To ona zaszczepiła we mnie chęć pisania i w ten sposób pomogła uporać się z negatywnymi emocjami. Teraz znów poczułam jej obecność. Z mocnym postanowieniem powrotu do pisania i listem przytulonym do piersi, zasnęłam na dywanie.

Obudził mnie przeraźliwy ból szyi. Rozmasowałam skostniały kark i plecy, z trudem podnosząc się z podłogi. Za oknem panowała noc, zegar ścienny wskazał czwartą nad ranem.
Ziewnęłam, człapiąc do sypialni, gdzie owinąwszy się kołdrą próbowałam za wszelką cenę ponownie trafić do krainy Morfeusza. Nie było mi jednak dane znów zasnąć.
Zerknęłam na wyświetlacz telefonu, w Rzymie dochodziła dziewiąta, Emilio i Ivi dawno powinni być już na miejscu. Wybrałam numer przyjaciela i czekałam, aż odbierze, jednak tuż po pierwszym sygnale połączenie zostało przerwane. Automatyczna sekretarka poinformowała mnie, że abonent jest nieosiągalny, podobnie było i w przypadku nastolatki.
Zaniepokoiłam się, ale starałam nie denerwować na zapas. Chodź zawsze byłam panikarą, wiedziałam, że nerwy na nic się nie zdadzą.
"Może nie włączyli telefonów po przylocie" - uspokoiłam się w myślach.

Tego wczesnego poranka już nie zasnęłam. Z komórką w jednej dłoni i kubkiem kawy w drugiej, obserwowałam z balkonu wzrastający uliczny ruch. W końcu zegar wskazał południe, co oznaczało, że w stolicy Rzymu rozpoczynał się wieczór. Mimo usilnych prób kontaktu z przyjaciółmi, ich aparaty wciąż milczały. Aby zniwelować zdenerwowanie wykonałam lekki makijaż, dresy zamieniłam na dżinsy i udałam się do Studia.
Dzień, choć początkowo zapowiadał się słonecznie, skąpany był w szarości, liczne chmury zakryły niebo, a wiatr targał parasolami. Dopięłam guziki katany i przyspieszyłam kroku,ostatecznie wbiegając do budynku szkoły tuż przed rozpoczęciem ulewy.
Zdyszana, oparłam się o ścianę, łapczywie nabierając oddechu. Coraz trudniej było mi ukryć fakt, że choroba postępuje. Częściej brakowało mi sił, czułam się zmęczona i ociężała, a większy wysiłek kosztował mnie dużo starań.
Gdy w końcu się opanowałam, zmierzyłam wzrokiem pusty korytarz. W holu, pomimo przerwy nie było ani jednego ucznia, także codzienna muzyka nie rozbrzmiewała z żadnej z klas. Jedynie ponury dźwięk saksofonu obijał się o ściany szkoły.
Ruszyłam w kierunku pokoju nauczycielskiego, gdzie zastałam Pablo i Beto. Drugi z mężczyzn pochlipywał cicho, tuląc do siebie skrzypce. Spojrzałam na nich pytająco, czując się jak w okresie, gdy oficjalnie ogłoszono odejście Antonio.
- Och, Angie.. - Nauczyciel muzyki popatrzył na mnie przez zaparowane okulary i mocno przytulił.
- Ale.. O co.. - Wpatrywałam się w Pablo, czując drżenie Beto i chłodny przeciąg na swoim ciele. Oczy zaczęły mnie piec, a obręcz zacisnęła się na mojej szyi.
Przyjaciel spoglądał na mnie smutnym wzrokiem, miał zaczerwieniony nos i lekko podpuchnięte powieki.
Zatrzęsłam się, a Beto uwolnił mnie z uścisku, wybiegając z pomieszczenia.
- Nie.. - zaśmiałam się nerwowo. - Nie. - Zacisnęłam zęby, śmiejąc się przez łzy do momentu, aż przyjaciel uścisnął moje ramiona.
Zaczęłam szamotać się w jego uścisku, dławiąc łzami. Zmięłam w dłoniach jego koszulę tak mocno, że zapewne odczuł kłucie paznokci na swoich plecach. Poczułam nagły odpływ sił i zaczęłam osuwać się w dół, mężczyzna złapał mnie mocniej,
- To nie może być prawda - zawodziłam. - Nie oni.. Nie teraz.. Nie w taki sposób..
Pragnęłam się obudzić, lecz mój koszmar okazał się rzeczywistością. Historia lubi się powtarzać.


***

Od katastrofy lotniczej, w której uczestniczyli Emilio i Ivi minęły dwa tygodnie, a ja powoli zamieniałam się we wrak człowieka. Choć Pablo i Monica odwołali swoją podróż poślubną i stanowczo nalegali, abym się do nich przeniosła, ja ani przez chwilę nie poczułam się lepiej. Całe dnie spędzałam w pokoju przeznaczonym dla ich przyszłego dziecka, który na jakiś czas został mi udostępniony. Porzuciłam myśli o Studiu, Germanie i Violetcie oraz swojej chorobie. Czułam się pusta, jakby wraz z ich śmiercią wyrwano mi duszę. Gdy zginęła Maria wypełniał mnie ból, kiedy odszedł tato czułam żal, wraz z utratą Javiera doskwierała mi bezsilność, a teraz.. Moje serce, które powoli się rozsypywało, nagle pękło na miliony kawałeczków.
- Musisz coś zrobić, ona nie może zostać z nami wieczność! - Przez ścianę usłyszałam zdenerwowanie Monici. 
- Skarbie, wiesz w jakiej jest sytuacji, nie możemy jej teraz zostawić. - Uspokajał Pablo. 
- Jeśli cały czas będziesz tak wokół niej chodził, to nie wyniesie się nigdy! Pomyśl o naszej przyszłości. Ja, ty, dziecko i Angie?! Wiedziałam, że zawsze cię coś z nią łączyło. Pablo, na litość, mam czekać, aż umrze?!
Słowa kobiety nie wywarły na mnie żadnych emocji. Przekręciłam się na drugi bok i wsunęłam rękę za głowę.
- Angie.. 
Drzwi zaskrzypiały i do pomieszczenia wszedł Pablo. Usiadł na skraju łóżka, na którym leżałam i pogłaskał mnie po udzie. 
Nie płakałam. Kiedy skończyły się łzy, uszły uczucia. Została nieprzenikniona pustka, której nic nie było w stanie zastąpić. 
Jego dotyk był tak chłodny, jakby odległy i nierzeczywisty. Słyszałam, że mówił, ale słowa nie docierały do mnie.
- Angie, musisz zacząć jeść. O szesnastej masz chemioterapię, zawiozę cię. 
- Nie - powiedziałam stanowczo. - Nie będę tam więcej chodzić. 
- Leczenie jest ważne, jeśli ma przynieść poprawę. 
- Nie będę się więcej leczyć. Nie chcę. 
Pragnęłam, aby wszystkie sprawy, którymi zaprzątano mi głowę, zniknęły. Nie miałam sił, by dłużej walczyć. 
- Angie, przecież wiesz, że bez tego..
Odwróciłam się w jego stronę. Miał zakłopotaną minę, a na czole widniało kilka głębokich zmarszczek.
 - To nie ma sensu, tak, Monica ma rację. Lekarstwa, terapie.. Przecież i tak umrę, 
- Nie mów tak - poprosił, przymrużając oczy. Zesztywniał. Wiedziałam, że cierpi, ale w żaden sposób nie potrafiłam mu ulżyć. 
Podniosłam się i usiadłam naprzeciw niego. Patrzył na mnie wyczekująco, lecz nie mogłam powiedzieć nic, co ostatecznie by go zadowoliło. W zamian za to wstałam z łóżka, spod którego wysunęłam walizkę, w której przyjaciel przywiózł z mojego mieszkania kilka rzeczy. 
Założyłam przetarte tenisówki i dres, zmierzając do drzwi. 
- Co robisz? Proszę, zostaw to.. - Próbował wyrwać mi rączkę torby, którą wlokłam za sobą. 
Na korytarz wyszła Monica i opierając się o futrynę kuchennych drzwi, przyglądała całemu zajściu. 
- Mon, powiedz coś.. - błagał Pablo.
- Angie, z naszym wsparciem.. - zaczęła.
- Nie chcę waszej pomocy - ucięłam krótko. - Nie potrzebuję nikogo. Po prostu.. dajcie mi spokój - rzekłam stanowczo, znikając za drzwiami.  
Gdy byłam już na dole, usłyszałam za sobą wołanie przyjaciela. Galindo uścisnął moje ramiona, próbując zmusić do kontaktu wzrokowego. 
- Nawet nie mogłam się z nimi pożegnać.. - szepnęłam bezbarwnym głosem. Mężczyzna zaszlochał cicho, chowając mnie w uścisku. 
Nie powiedział już nic. Ja także milczałam, pozwalając mu się pożegnać. Czułam, jak jego łzy przenikają bawełnę, a całe ciało targają niekontrolowane drgawki. 
Ostrożnie wyswobodziłam się z jego uścisku i popatrzyłam w oczy. Wymuszonym uśmiechem starałam się załagodzić ból w jego spojrzeniu.
Skinęłam głową i wyminęłam go. To był mój czas, musiałam go wykorzystać.

___________________________
Witam wszystkich, którzy wiernie wyczekiwali 136 rozdziału!
Przepraszam za nieobecność i obiecuję rehabilitację.
Mam nadzieję, że przerwa i ten niespodziewany zwrot wydarzeń Was nie zniechęcił. 

Do przeczytania!
Wiktoria

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 135


Powoli Słońce chyliło się ku horyzontowi, a zabawa dopiero nabierała tempa. Goście zapełnili parkiet, otaczając parę młodą, która wirowała na środku sali.
Stałam, przyglądając się im, kiedy poczułam, że ktoś obejmuje mnie w pasie. Obok siebie ujrzałam Emilio. Mężczyzna przytulił swój policzek do mojego i zamruczał uwodzicielsko.
- Zatańczymy? - szepnął wprost do mojego ucha, zaraz potem przenosząc usta na obojczyk.
Wzdrygnęłam się pod wpływem łaskotania jego warg i ochoczo pociągnęłam wgłąb parkietu.
Wynajęta kapela przygrywała właśnie jakąś skoczną melodię, w takt której zaczęliśmy podrygiwać. Musiałam przyznać, że Włoch był nie tylko doskonałym kucharzem, ale i wspaniałym tancerzem. Po paru piosenkach zdyszani, ale szczęśliwi i roześmiani opadliśmy na tarasową ławkę. Bezchmurne niebo odsłaniało gwiezdną szatę, pośród której dominował okazały Księżyc. Noc była ciepła, choć towarzyszył jej lekki, orzeźwiający wiatr.
Wtuliłam się w przyjaciela, który okrył mnie swoją marynarką, pachnącą jego perfumami. Nabrałam głębokiego wdechu i przymknęłam oczy.
- Przejdziemy się? - zaproponował.
Skinęłam głową i równocześnie wstaliśmy z ławki, wstępując na jedną z dworskich ścieżek. Alejki oświetlały lampy, ustawione przy krawężnikach oraz wysokie lampy, niczym te, z Opowieści z Narni. Uśmiechnęłam się na myśl o ulubionej książce z dzieciństwa.
- Mam coś na twarzy? - spytał Emilio.
- Pamiętasz, jak mówiłam ci o tym, że kiedyś moją wielką pasją była literatura?
Mężczyzna skinął głową na znak, abym kontynuowała.
- Byłam wychowywana z muzyką, ale kochałam pisać. Wiersze, opowiadania, cokolwiek. Byłam szczęśliwa mając przy sobie po prostu kawałek kartki i coś do pisania.
- Co się zmieniło?
- Po śmierci Marii rodzice uznali, że powinnam położyć nacisk na grę na skrzypcach i śpiew. Próbowali upodobnić mnie do siostry i choć nigdy nie sprzeciwiałam się ich woli, bo szczerze kochałam muzykę, w moim sercu zawsze było pisarstwo. Ostatecznie jednak oddałam się nutom, a marzenia o wydawaniu książek odeszły w kąt. Pamiętam długie rozmowy z ulubioną nauczycielką, kiedyś obiecałam jej, że coś jej zadedykuje - zaśmiałam się na wspomnienie dawnej mentorki.
- Chcesz spróbować od nowa?
- Wiesz, teraz, kiedy nie wiem, ile czasu mi zostało, chcę poświęcić go na coś specjalnego.
- Angie. - Emilio gwałtownie się zatrzymał, puścił moją dłoń, trzymaną dotychczas i potrząsnął mnie za ramiona, patrząc prosto w oczy. - Nie chcę, żebyś myślała w ten sposób - powiedział zdecydowanie. - Jesteś wyjątkowa, jeszcze tyle przed tobą.
Uśmiechnęłam się, wzruszona.
- Wiesz, że nikt mi jeszcze tego nie mówił?
- Jak to możliwe? - westchnął, przytulając mnie.
Oboje roześmialiśmy się, kontynuując spacer. Nawet nie zaważyliśmy, kiedy minęła godzina, a wskazówki zegara powoli zbliżały się do północy. Przed dworkiem zgromadzili się wszyscy goście, a już po chwili czarne niebo rozświetliły sztuczne ognie. Wtuleni w siebie oglądaliśmy widowisko spomiędzy koron rozłożystych drzew. Fajerwerki prezentowały się imponująco na tle migoczących gwiazd, z oddali słychać było okrzyki wiwatujących gości.
- Nie możesz się przeziębić - powiedział Emilio i pociągnął mnie w stronę lokalu.

Kwadrans po północy wszyscy goście ponownie zebrali się w pięknie ustrojonej auli, wznowiono zabawy i tańce. Zaraz po wejściu na salę podszedł do mnie Pablo. Ukłoniwszy się, poprosił do tańca i nie czekając na odpowiedź, zaprowadził na sam środek sali.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwy - mruknęłam. - Zasługujesz na to.
- Wiesz, czasem myślę, co by było, gdybym nie został tancerzem, ty byś nie wyjechała. Może teraz mielibyśmy dom i dzieci?
Zachichotałam.
- Kto wie. Nie umiałam dać ci tego szczęścia, Pablo. Dobrze, że spotkałeś kogoś, kto daje ci takie samo uczucie, jakim ty ją darzysz.
Mężczyzna chciał odpowiedzieć, ale w momencie, kiedy otworzył usta, zastygł  w bezruchu, patrząc przed siebie tępym wzrokiem.
Odwróciłam się, zdziwiona jego zachowaniem i również zamarłam.
- Przyjechałem po Violettę - rzekł German. - Ale może najpierw zechcesz zaszczycić mnie swoją obecnością na parkiecie? - dodał z szarmanckim uśmiechem, wysuwając dłoń w moją stronę,
Poczułam, jak kręci mi się w głowie, jednak zdążyłam zanotować, że ma na sobie odświętny smoking, jego perfumy są nad wyraz mocniejsze, niż dotychczas i rzeczywiście poprosił mnie do tańca.
"Gdzie masz narzeczoną?" - przeszło mi przez myśl, jednak zdobyłam się tylko na lekkie skinienie głową.
Inżynier ścisnął moją dłoń i zaprowadził na sam środek sali. W chwili, gdy mnie dotknął, poczułam znajome ciepło, zalewające mnie od środka. Jednocześnie wypełniła mnie złość, że tak łatwo poddaję się słabości.
Kątem oka zauważyłam, jak Pablo podchodzi do Emilio, który nerwowo rozglądał się po auli. Gdy nasze spojrzenia spotkały się przez krótką chwilę, dokładnie odczułam, że nie jest zadowolony z zaistniałej sytuacji i zamierza przez cały czas pilnować mnie wzrokiem. W duchu ucieszyłam się, że mam przy sobie takiego cichego Anioła.
Szwagier również nie spuszczał ze mnie oka, co bardzo mi schlebiało, ale i nie lada zawstydzało. Wiedziałam, że uważnie mi się przygląda, a co dziwne - w ogóle go to nie krępuje.
Splótł nasze dłonie u jednej ręki, zaś drugą objął mnie w pasie, mocno do siebie przyciągając i zmuszając jednocześnie, abym się w niego wtuliła. Bez cienia protestu ułożyłam rękę na jego ramieniu, czując na swoim policzku muskanie gorącego oddechu. Odwróciłam głowę, lecz wiedziałam, że wciąż na mnie patrzy. Również Emilio bacznie nas obserwował.
- Pięknie wyglądasz - szepnął German wprost do mojego ucha.
Zarumieniłam się, bełkocząc ciche dziękuję. 
Czułam się dziwnie, będąc tak blisko niego. Nasze ciała się stykały i niemalże słyszałam, bicie jego serca, czułam mocną woń perfum i mięty. Za każdym razem, gdy choć na milimetr przesunął palcami po mojej skórze, drżałam, drętwiejąc w jego uścisku.
W końcu melodia ucichła, ustępując miejsca nieco żywszej.
Odsunęliśmy się od siebie. Mężczyzna odważnie patrzył mi w oczy, a z jego ust nie schodził uśmiech. Mnie za to nie było zabawnie. Niepewnie wierciłam wzrokiem podłogę, modląc się, aby ta nagle się rozsunęła, chowając mnie w głębokiej przepaści.
- Dziękuję. - W końcu odezwał się German i chwyciwszy moją dłoń, musnął jej grzbiet.
Przymknęłam oczy w chwili, gdy jego aksamitne usta spoczęły na mojej dłoni.
- Cała przyjemność po mojej stronie - odburknęłam cicho, niepewna swoich słów.
Inżynier uśmiechnął się jeszcze żywiej, po czym siknął głową i zniknął wśród tłumu.
Zakręciło mi się w głowie.
- Wszystko w porządku? - Na tarasie dogonił mnie Emilio.
Łapczywie nabrałam głębokiego oddechu, a ostre, chłodne powietrze wypełniło moje wnętrze, tak, że niespodziewanie zaczęłam kaszleć.
- Przeziębisz się. - Blondyn okrył mnie swoją marynarką.
Schowałam głowę pomiędzy ramiona, pozwalając, aby mnie przytulił.
- Czułem, że to niezbyt dobry pomysł.
- Po prost mnie zaskoczył - wydusiłam. - Wracajmy.

Dwa dni po ślubie Pablo, nadszedł czas na pożegnanie Włochów.
Od rana trwały gorączkowe poszukiwania reszty niespakowanych rzeczy, zagubionych w moim mieszkaniu. Ivi biegała z kąta w kąt, z kolei Emilio, jakby nigdy nic popijał ze mną poranną herbatę. Gdyż, jak twierdził mój cały zapas kawy wyniosły małe irlandzkie krasnale.
- Życie to gra - powiedział niespodziewanie.
- Tak, a my jesteśmy graczami - zgodziłam się. - Na przykład my. Chodzimy na wspólne spacery, jemy wspólne śniadania i wspólne kolacje, sprzeczamy się, opiekujemy sobą, przytulamy. W naszej grze, kto pierwszy się zakocha - odpada - skwitowałam, jakby nigdy nic.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem i powróciliśmy do pakowania walizek. Z wielkim trudem przychodziło mi patrzenie, jak ubywa ich w tym miejscu, myśl, że niewiele ponad trzy godziny dzielą nas od rozstania, sprawiała, że miałam ochotę sprawić, by zostali ze mną. Ale nie miałam prawa ich o to prosić, nie miałam prawa prosić Emilio. Miał we Włoszech swoje życie, swój świat, a ja nie chciałam, żeby był ze mną z litości, chociaż wiedziałam, że nie stać byłoby go na coś tak płytkiego.
- Musimy już jechać. - Padło w końcu.

Na lotnisku byliśmy pół godziny przed startem samolotu. Przez całą drogę taksówką kurczowo trzymałam drobną dłoń Ivi, zaś przyjaciel obejmował mnie ramieniem. W myślach powtarzałam sobie, że muszę być twarda i nie dać po sobie nic poznać, jednak kiedy przez głośniki poinformowano pasażerów, że odprawa została rozpoczęta, zwyczajnie się rozkleiłam.
- Będę za tobą strasznie tęsknić. - Mocno przycisnęłam do siebie nastolatkę, muskając jej czoło.
- Ja też, Angie - załkała cicho. - Bardzo cię kocham, dziękuję.
Wypuściłam ją z objęć, bo w tym momencie u mojego boku stanął Emilio. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego porozumiewawczo i oznajmiając, że idzie po coś do picia, machając mi jeszcze ręką na pożegnanie.
Odwróciłam się ku mężczyźnie, spoglądając na niego zapłakanymi oczami. Ten bez wahania otarł moje mokre policzki i uśmiechnął się smutno, wciąż trzymając w dłoniach moją twarz.
Nie chciałam, żeby wyjeżdżał. Pragnęłam rzucić mu się na szyję i błagać, aby został ze mną. Aby już zawsze był blisko. Bałam się, że sobie nie poradzę.
- Jesteś bardzo dzielna. - Emilio czytał mi w myślach.
Zapłakałam, chowając się w jego ramionach. Silne ręce objęły moje plecy, przyciskając mocno do ciała Włocha. Pragnęłam spędzić wieki w jego uścisku.
Przesunęłam ustami po chropowatym policzku, dążąc do jego warg. Czułam gorący oddech na swoim nosie i piorunujący wzrok na sobie.
Dłużej nie mogliśmy już czekać, to była ostatnia szansa, aby się zbliżyć. Emilio ujął moją twarz w dłonie, natomiast ja zarzuciłam ręce na jego kark i oboje zatopiliśmy usta w pocałunku. Gdy w końcu mogłam poczuć jego usta, zrozumiałam, że to wszystko czego tak naprawdę potrzebowałam. On. W jednej chwili runęły wszystkie postanowienia, zapomniałam o obietnicy składanej samej sobie; że się nie zakocham, że dam mu spokój. Nawet jeśli kilka minut później moje serce, które sam połatał miałoby ponownie rozpaść się na milion kawałków, nie żałowałam decyzji, musiałam go poczuć.
Włoch ostrożnie muskał moje usta, sunąc kciukami po mojej brodzie. Za każdym razem, gdy odrywał się na chwilę, aby ułamek sekundy potem znów nas połączyć, czułam, jakbym wznosiła się ponad chmury. Nigdy dotąd czegoś takiego nie czułam. To nie było, jak zbliżenie z Pablo, Luisem, czy Germanem. To znów było coś innego, specjalnego.
- Powiedz jedno słowo, a zostanę - szepnął Emilio.
Załkałam, kręcąc głową. Nie miałam prawa.
- Chyba odpadam - powiedział. - Nie lubiłem cię tak po prostu, ale też nie kochałem. Zakochiwałem się. Zakochiwałem się w tobie - powiedział.
- Ja też się zakochiwałam - wydusiłam przez łzy, muskając jego nos swoim. - Ale twoje życie jest we Włoszech. Tam jest twoja bajka. A tu jest mój koszmar. 
Mężczyzna popatrzył mi w oczu smutnym wzrokiem. Jego ból był tak szczery i przejmujący, że przez ułamek sekundy zdawało mi się, że gdybym poprosiła go o pozostanie, to postąpiłabym najlepiej i dla niego, i dla mnie. 
- Ti amo, bella.
Zaśmiałam się przez łzy, opierając czoło o jego.
- Tylko wróć.
Ponownie zbliżył nasze usta, żarliwie je całując, tak jakbyśmy mieli się już nigdy nie spotkać. Ale w tym momencie złożył obietnicę:
- Wrócę - szepnął i oderwawszy się, odszedł w stronę jednego z korytarzy. Wiedziałam, że nasza historia jest jak książka - kończymy rozdział, ale nie kończymy opowieści. Nie, to nie był koniec. Jeszcze nie. 

_______________________
I tak oto ożeniłam Palito i wysłałam naszych Włochów do domu.
Mam nadzieję, że bardzo się nie pogniewacie. ;)
Dla niecierpliwych dodam, że już niedługo akcja nabierze tempa. Dajcie mi jeszcze trochę pocieszyć się tą monotonią. 

Wiktoria

PS. Z okazji świąt życzę wszystkim wszystkiego, co najlepsze. Radości, uśmiechu i miłych chwil spędzonych w gronie rodziny. Do przeczytania! 

piątek, 20 marca 2015

Rozdział 134


- Było całkiem przyjemnie - stwierdził Emilio, nabierając głęboko świeżego powietrza.
- Tak. Chyba tak..
- Czego chciał German?
- Teraz chcesz o tym rozmawiać? - parsknęłam śmiechem, chwytając przyjaciela za rękę.
Noc była wyjątkowo ciepła, gwiazdy błyszczały nad naszymi głowami, a ogromny księżyc zdawał się świecić tylko dla nas.
Palce przyjaciela ochoczo splotły się z moimi i jednomyślnie ruszyliśmy przed siebie, opuszczając posesję Castillo.
- Spacer pod gwiazdami, czego chcieć więcej?! - Zadarłam głowę ku niebu. - Dla takich chwil się żyje.
Niemalże czułam, jak Emilio się uśmiecha, dorównując mojemu szybkiemu kroku.
- Gdzieś się spieszymy?
- W jedno miejsce - rzekłam tajemniczo i pociągnęłam mężczyznę wzdłuż głównej ulicy.

- Zamknij oczy - zarządziłam, gdy znaleźliśmy się na miejscu.

- To wieżowiec - roześmiał się Włoch.
Uniosłam prawą brew i kąciki ust, a blondyn odpuścił i wykonał polecenie. Ponownie ujęłam jego dłoń, prowadząc w górę stromych schodów.
- Próg! - krzyknęłam, lecz nim ostrzeżenie dotarło do mężczyzny, runął przed siebie, przygniatając mnie swoim ciężarem.
Wybuchnęliśmy śmiechem, głowa Emilio spoczęła pomiędzy moją szyją, a ramieniem, a sam Włoch podtrzymywał swoje ciało rękami, które otaczały mnie z obu stron, uniemożliwiając ucieczkę.
- Masz piękne oczy - rzekł, onieśmielając mnie spojrzeniem, po czym podniósł się i wyciągnął dłoń w moją stronę. Ujęłam ją i wstałam, nieco śmiejąc z zaistniałej sytuacji. Bez żadnego słowa ruszyłam schodami w górę,  Emilio szedł tuż za mną.
- Tym razem patrz, jak chodzisz - oznajmiłam mu, i choć nie wiedziałam jego twarzy, byłam pewna, że się uśmiechnął.
- Cóż, to nie będzie trudne, kiedy mam przed sobą taki widok. - usłyszałam i roześmiałam się.

Gdy doszliśmy do drzwi prowadzących w to tajemnicze miejsce, zatrzymałam się. 

- Zamknij oczy - nakazałam mężczyźnie, a on marszcząc brwi, wykonał polecenie. Z tajemniczym uśmiechem, otworzyłam drzwi i złapałam Emilia za rękę, który ufnie podążał za mną. Wzięłam wdech, patrząc w górę. Od zawsze ten widok mnie zaskakiwał. 
- Możesz patrzeć. 
Ścisnęłam jego dłoń, a wtedy zerknął na mnie pytająco.
- Spójrz w górę - rzekłam, patrząc nadal w jego oczy.
 Jego ręka objęła mnie w pasie, i jakby niechętnie odwrócił wzrok, na niebo. Westchnął cicho i wspólnie podeszliśmy do barierki. Przed nami rozciągał się wspaniały widok panoramy miasta. Buenos Aires wyglądało nocą jeszcze bardziej imponująco, niż za dnia. 
Przyjaciel objął mnie mocniej, a ja swobodnie się w niego wtuliłam. 
- Nie chcę wyjeżdżać - wyznał cicho, siadając na bruku. Kucnęłam obok niego, spoglądając w błękitne oczy pełne smutku. Mówił to szczerze. 
Przykryłam jego dłoń swoją, widząc jak się uśmiecha. 
- German mnie pocałował - Emilio spojrzał na mnie zdziwiony. - Kochałam go, ale.. coś się zmieniło, zapominam o nim. - Włoch uniósł brwi. 
- Dzięki mnie. - Ni to zapytał, ni stwierdził, przenosząc wzrok na gwiazdy, które wesoło błyskały w naszą stronę. Mocniej ścisnęłam jego palce.
- Boję się, że jak wrócicie, to sobie przypomnę - wyznałam, mimo iż nigdy nie chciałam tego powiedzieć. - Przypomnę sobie, że go kocham..
Emilio poruszył się niespokojnie i wrócił wzrokiem na moją osobę. 
- To wrócę, by zostawić Ivi i... 
- Nie. Nie, Emilio, ty masz we Włoszech swoje życie, rodzinę, pracę, dom.. - uśmiechnęłam się smutno.
- Dom jest tam, gdzie serce twoje..
- Chloe Nei. Wiesz, że literatura to moje drugie hobby? - szepnęłam, rumieniąc się i szybko zmieniając temat. Mężczyzna chyba to wyczuł, bo przysunął się bliżej i ponownie, mocno mnie objął.
- Myślisz, że tam na górze rzeczywiście ktoś jest? 
Zaskoczył mnie tym pytaniem. W dzieciństwie co niedzielę chodziłam z rodzicami do kościoła i siedząc w pierwszej ławce, tuż przed ołtarzem, pilnie odmawiałam modlitwy. Po jednej stronie miałam mamę, po drugiej tatę i patrząc na ich głębokie rozważania, pragnęłam być osobą o równie głębokiej wierze. Z czasem jednak przestałam uczęszczać na msze, słuchać filozoficznych kazań księży i odmawiać pacierz. Nim się spostrzegłam, oddaliłam się od Boga. 
- Myślę, że nic nie dzieje się bez powodu. Nasz los.. jest gdzieś zapisany.
- W gwiazdach? - zadarł głowę ku niebu. 
- Może - westchnęłam tak cicho, że to prawe pewne, iż nie usłyszał. 
Resztę wieczoru spędziliśmy w swoich objęciach, na dachu wieżowca, aby dopiero późną nocą wrócić do mieszkania. 

Nadszedł uroczysty dzień Pabla i Monici. Od czasu kolacji w willi Castillo, nie miała kontaktu ze swoim szwagrem. Jedynie raz mignął mi wśród tłumu studentów, kiedy przyjechał odebrać Violettę ze szkoły. 

Już o piątej nad ranem obudziły mnie złociste promienie słońca i choć było jeszcze wcześnie, postanowiłam wstać. 
W szlafroku i z kubkiem kawy, przysiadłam na parapecie, wpatrując się w panoramę miasta, które powoli wyłaniało się spomiędzy szponów mrocznej nocy. 
- Lekarz kazał ci odstawić kofeinę. - Usłyszałam za sobą głos Emilio. - Oddawaj.
Szybko upiłam jeszcze łyk napoju i podałam kubek mężczyźnie, który bez namysłu opróżnił go w całości.
- Nie boisz się zarazków? - zakpiłam.
- Kiedy w końcu cię pocałuję, to nie będzie ważne - odrzekł z triumfalną miną. 
Mimowolnie na moje usta wkradł się uśmiech i speszona, odwróciłam wzrok, czując, że wciąż na mnie patrzy.
Zapanowało milczenie. Słońce raziło mnie w oczy i piekło w twarz, a mimo to wciąż byłam przyklejona do okna. 
Nagle poczułam, jak dłonie mężczyzny oplatają moje biodra. Jego tors przywarł do moich pleców, a usta spoczęły za uchem. 
Przymknęłam oczy i rozchyliłam usta pod wpływem pieszczoty, czując, jak powoli miękną mi kolana. Na szczęście moje bezwładne ciało napotkało opór w postaci ramion Emilio i nim się obejrzałam, moje ramiona, twarz i dekolt zostały zasypane pocałunkami. 
- Cholera - jęknął mężczyzna. - Jesteś taka.. nie umiem się powstrzymać.
- Proszę - wysapałam, obdarowywana pieszczotami. Włoch sumiennie omijał usta, za to drażnił swoimi wargami moją brodę, nos, policzki. 
- Lepiej idź się zbierać, bo stojąc przede mną naga, w samym szlafroku, cholernie mnie kusisz - mruknął wprost w moje włosy. 
Zaśmiałam się i wyrwałam przyjacielowi, ostatni raz posyłając z progu szelmowskie spojrzenie. 

Przed południem przygotowałam sukienki dla siebie i Ivi oraz garnitur Włocha, po czym zabrałam nastolatkę do fryzjera. Uroczystość miała rozpocząć się o trzynastej, toteż miałyśmy jeszcze chwilę na profesjonalne przygotowanie. Stylistka pokręciła zwykle proste włosy dziewczyny i luźno opuściła na jej ramiona, po czym zabrała się za układanie mojej fryzury.

- Życzy sobie pani coś specjalnego?
- Raczej coś wygodnego i prostego, ale eleganckiego.
- Nie ma sprawy. - Kobieta w średnim wieku porwała do pracy blond kosmyk. - Bardzo wypadają. - Przeczesała je palcami.
I rzeczywiście; na jej dłoni kłębił się duży pęk moich włosów. Przypomniała mi się jedna z rozmów z lekarzem, kiedy ostrzegł mnie przed następstwami choroby. Automatycznie w mojej głowie pojawił się widok ludzi z ogolonymi głowami, których spotykałam w klinice.
- Proponowałabym podcięcie końcówek, może nawet do ramion. - Z zamyślenia wyrwał mnie głos kobiety. - Cebulki się odbudują, odżyją.
Bez słowa kiwnęłam głową, pozwalając fryzjerce pracować. Najpierw umyła i wysuszyła mi włosy, a następnie po rozczesaniu, chwyciła nożyczki i rozpoczęła strzępienie końcówek.
Z mieszanymi uczuciami wpatrywałam się, jak dotychczas moje długie loki, szczelnie wypełniają podłogę wokół fotela.
Kiedy włosy sięgały mi już do połowy szyi, stylistka podkręciła końcówki i spryskała je lakierem. Zerknąwszy w lustro ujrzałam zupełnie inną osobę.
- Ulala - zagwizdała Ivi, widząc mój nowy look.
Czułam się taka lekka i bezwładna, jakby cały ciężar nagle zniknął. Może nawet zaczynało mi się podobać?
- Myślisz, że Emilio się spodoba? - zapytałam, jeszcze raz podziwiając swoją nową fryzurę w odbiciu szyby sklepu.
- Och, na pewno - parsknęła śmiechem nastolatka.
W dobrym humorze wróciłyśmy do mieszkania, gdzie Włoch właśnie zażywał kąpieli. Kiedy wkroczyłyśmy do salonu, stanął nieruchomo z rozdziawionymi ustami.
- I jak? - zatrzepotała rzęsami Ivi.
- Bella - westchnął, onieśmielając mnie spojrzeniem. Zachichotałam przypominając sobie nasze pierwsze spotkanie.
Dziewczyna wywróciła oczami i zniknęła za drzwiami łazienki, oznajmiając, że teraz jej kolej na prysznic, natomiast ja, rumieniąc się, popędziłam do sypialni, gdzie również rozpoczęłam przygotowania do wyjścia. Rozpoczęłam od pomalowania paznokci, a następnie wykonałam nieco mocniejszy makijaż. Ubrałam pudrowo-różową, obcisłą sukienkę do połowy uda i kremowe szpilki oraz dobrałam srebrne akcesoria. W dłoń chwyciłam kopertówkę w kolorze butów.
Przyjaciel powitał mnie minął sprzed kilkunastu minut, jednak tym razem pojedyncze komplementy stłumiła Ivi, ubrana wyjątkowo w błękitną sukienkę. Nigdy dotąd nie widziałam jej ubraną inaczej, niż w jeansy, czy dresy. Prezentowała się bardzo ładnie.
- Ivette. - Emilio podał ramię nastolatce. - Mój aniele. - Zwrócił się ku mnie i całą trójką ruszyliśmy do kościoła.

- Angeles!

Przed świątynia spotkaliśmy rodziców i babcię Pablo. Staruszka wyściskała mnie i ze wzruszeniem przez kilka minut trzymała w objęciach.
- Cukiereczku, tak bardzo to ciebie chciałabym zobaczyć przy ołtarzu z moim Pablitkiem. Och, była z was taka piękna para!
- Mamo, Pablo ma narzeczona - wtrącił się Galindo. - Dobrze cię widzieć, Angie - ucałował moje policzki.
- Państwo również - odparłam. - To moi przyjaciele: Ivi i Emilio.
Włosi wymienili uściski dłoni z krewnymi pana młodego, po czym wspólnie weszliśmy do świątyni i zajęliśmy miejsca w połowie środkowego rzędu. 
Pomachałam ręką stojącemu przy ołtarzu przyjacielowi, na co odpowiedział nieśmiałym uśmiechem. Wiedziałam, że jest zdenerwowany i przejęty, miałam jednak nadzieję, że wie, jak mocno go wspieram. 

Niecałe dziesięć minut później rozległ się weselny marsz i przez środek świątyni przemaszerowała panna młoda, ubrana w śnieżnobiałą suknię, w asyście trzech druhen. Spośród gości wychwyciłam znajome postacie Beto, Gregorio i kilkoro uczniów ze Studia. Obok Leona dostrzegłam Violettę i przez myśl przeszło mi, czy Pablo skusił się zaprosić również jej ojca. 
- Nie, nie zrobiłby mi tego - szepnęłam sama do siebie. 
- Hm? - mruknął Emilio, lekko szturchając mnie łokciem. 
Pokręciłam przecząco głową i położyłam ją na jego ramieniu. 
Właśnie rozbrzmiały słowa przysięgi. Państwo młodzi wymienili się obrączkami, aby chwilę później wpić się w usta małżonka. 
Goście zerwali się z miejsc i zaczęli klaskać, a ja poczułam lekkie ukłucie zazdrości. Nie było już odwrotu, musiałam pogodzić się z tym, że straciłam Pablo na zawsze. Jednocześnie przepełniała mnie duma, cieszyłam się, patrząc na jego szczęście. Zasługiwał na wszystko, co najlepsze. 

- Witam najpiękniejszą dziewczynę na świecie.
Ktoś przysłonił mi oczy, a do nozdrzy doleciał intensywny zapach perfum i tulipanów. 
- Zdradziłeś się - zachichotałam, odwracając w kierunku młodzieńca. 
Jego oczy śmiały się do mnie, a usta same układały w podkówkę. Momentalnie moje kąciki ust również powędrowały w górę i rzuciłam mu się na szyję. 
- Tęskniłam - wyszeptałam pomiędzy czułymi pocałunkami, którymi obdarowywał mnie chłopak. 
- Ja też. Przez cały kurs myślałem tylko o tobie i o tym, jak bardzo cię kocham. 

Od najmłodszych lat byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, lecz w okresie studiów połączyło nas coś więcej. Oboje zapragnęliśmy być dla siebie kimś innym, niż tylko kumplem. 

- Co jeśli któregoś dnia będę musiała odejść? - zapytałam pewnego popołudnia, leżąc z Pablo pośród wysokich traw. Słońce powoli chyliło się ku horyzontowi, w powietrzu czuć było słodki zapach bzu, a gdzieś niedaleko nas trwał właśnie koncert koników polnych. 
- O czym ty mówisz? - nerwowo zaśmiał się brunet. 
- Wiesz.. Co jeśli kiedyś będziemy musieli się rozstać na dłuższą chwilę. Ty wyjedziesz na kolejne warsztaty taneczne, ja poświęcę się gry na skrzypcach.. Co będzie z nami?
- Nic się nie zmieni, Angie. Nic. Wtedy po prostu usiądziemy i poczekamy na siebie. Jeśli się kogoś kocha, to ta osoba nigdy od nas nie odchodzi. 

Wtedy Pablo nie wiedział jeszcze, że mój ojciec dostał propozycję poprowadzenia Studia wraz z Antonio, a ja miałam rozpocząć szkołę na tamtejszym Uniwersytecie Muzycznym. 
Kilka dni później stałam na peronie, czekając z rodzicami na przyjazd pociągu, który miał nas zabrać prosto do Buenos Aires. Dłuższa rozłąka w końcu doprowadziła do naszego zerwania. Choć Pablo nie chciał się rozstać, ja czułam, że im dłużej jestem w stolicy Argentyny, tym mniej tęsknie za starym kątem i uczuciem, które nas kiedyś łączyło. Mimo, że był moją pierwszą wielką miłością, podjęłam decyzję o rozejściu. 

- Źle się czujesz? - Z zamyślenia wyrwał mnie głos Emlio.  Miał przejętą minę i wpatrywał się we mnie z niepokojem. 
- Wszystko w porządku - odparłam, wychodząc z ławki. Emilio i Ivi podążyli za mną, kierując się z pozostałymi gośćmi ku wyjściu. 
Młoda para wsiadła do białej limuzyny, za którą sznurkiem ruszyły samochody zaproszonych. 
Nasza trójka zabrała się z Gregorio, któremu towarzyszył Beto. 
Przez całą drogę czułam na sobie wzrok mężczyzn, którzy komentowali moją nową fryzurę. Nawet choreograf nie szczędził komplementów, co wprowadziło mnie w lekkie zakłopotanie. 
Tuż po wejściu do lokalu, pospieszyłam w stronę Pablo i Monici.
- Wszystkiego, co najlepsze, kochani! - Ucałowałam obojga. - Serdecznie wam gratuluję, zasługujecie na szczęście. 
Jeszcze raz uściskałam przyjaciela, czemu zawtórowali Włosi, podając parze prezent, który wspólnie wybraliśmy. 
Odstąpiłam od nowożeńców i zaczepiłam Violettę.
- Widziałam cię z Leonem, wróciliście do siebie? 
Dziewczyna spłonęła rumieńcem. 
- Nie jest jeszcze idealnie, ale powoli znów uczymy się sobie ufać. A ty? Pablo zaklepany, tato.. no wiesz. A Emilio? 
- To tylko mój przyjaciel - powiedziałam, czerwieniąc się, bo w tym momencie u mojego boku stanął Włoch. 
- Podają obiad, idziemy? - zapytał z uśmiechem. 
Chwyciłam nastolatki pod ręce, udając się do auli. 

_______________________________
I tym oto pozytywnym akcentem kończymy rozdział 134.
Mam nadzieję, że wybaczycie nam nieobecność. 
Było trochę Pangie, Emiliangie, mała wzmianka o Sierocie - do wyboru, do koloru! :D
Mamy nadzieję, że mimo przerw w notkach nas nie opuścicie. 

Do przeczytania!
W&Z

środa, 4 lutego 2015

Rozdział 133

Po opuszczeniu budynku udaliśmy się do Resto. Ivi, oddana pod opiekę Belli i Ricka pozwoliła mi i Emilio na spędzenie popołudnia w towarzystwie nauczycieli Studia. Po piętnastu minutach dotarł Pablo, prowadząc pod rękę Monicę.
- Za udany start! - Uniosłam lampkę z winem, czemu zawtórowali pozostali. Widziałam wzrok Emilio, jednoznacznie przestrzegający mnie przed alkoholem. - Tylko trochę, okazyjnie - szepnęłam wprost do jego ucha i krótko musnęłam chropowaty policzek. Poczułam na sobie spojrzenia przyjaciół, dlatego szybko zmieniłam temat. 
- Kochani, chcielibyśmy razem z Monicą oficjalnie ogłosić nasze zaręczyny - powiedział Pablo po skończonym obiedzie. W oczach jego narzeczonej błyszczały iskierki szczęścia. - Mamy nadzieję, że już w przyszłą sobotę, podczas ceremonii będziemy mogli cieszyć się waszym towarzystwem.
Rozległy się oklaski, a na stół wkroczył szampan, o dziwo zamówiony przez Gregorio. Sięgnęłam po lampkę, ale w tym momencie spotkałam się z wyraźną dezaprobatą Emilio. Pablo też spojrzał na mnie znacząco, więc odpuściłam i zdecydowałam się na łyk soku pomarańczowego.

Owinięta kocem ułożyłam się w łóżku. Zaraz po powrocie do domu poczułam się nieco gorzej, doskwierał mi ból głowy i stan podgorączkowy. Emilio nie krył niepokoju.
- Dziękuję. - Odstawiłam kubek z herbatą malinową, zaparzoną mi przez przyjaciela.
Ponownie opadłam na miękkie poduszki, a Włoch przyłożył do mojego rozpalonego czoła kontrast i pogłaskał po policzku.
- Odpoczywaj..
- Będziesz tu, kiedy się obudzę? - spytałam, niczym mała dziewczynka.
- Obiecuję. - Pocałował mnie w skroń i otuliwszy szczelniej kocem, wyszedł z sypialni, zamykając za sobą drzwi.

- Emilio - obudziłam się. Rozejrzałam się po pokoju, za oknem było widać świecące gwiazdy. - Emilio! - krzyknęłam jeszcze raz, wstając z łóżka i boso, opuściłam sypialnie. 
Cisza, chłonęła powoli moją odwagę, a jej miejsce zajmował strach. W przedpokoju nie było butów Ivi, ani Włocha. Mrugnęłam kilka razy i wycofałam się do salonu.
- Bu - rozległo się i przerażona upadłam na kanapę. Słyszałam tylko bicie mojego serca i mój nierówny oddech. - Nie spodziewałaś się mnie? - ten głos znałam dobrze. Aż za dobrze.
- Czarek - szepnęłam, a przede mną pojawił się chłopiec ze swoim uśmiechem. Nadal taki sam, nadal pojawiający się i znęcający się nad moimi myślami.
- Angie, co tam u ciebie? Emilio... no, no - zaśmiał się, znikając i pojawiając w drugim końcu pokoju, przyglądając zdjęcia na parapecie. - A co z nim? - znowu się pojawił przede mną, trzymając fotografię przedstawiające mnie i Germana.
- Zostaw to! - Wyrwałam mu z dłoni ramkę i delikatnie odłożyłam na miejsce.
- Och, no tak... obwiniasz go za to, że związał się z Esmeraldą - Czarek z udawanym smutkiem mnie obserwował. 

Odwróciłam wzrok na lustro. W moich oczach widziałam strach, zagubienie. Nagle za mną pojawił się German. Objął mnie w talii, a swoją głowę oparł o moję ramię. Mimowolnie westchnęłam, czując zapach jego perfum. Jego usta wylądowały na moim karku i pozostawiały mokre ślady, aż do szyi.
- Tęskniłem - powiedział, spoglądając kątem oka w lustro, na moją osobę.
- Ja też - szepnęłam, lecz tym razem do Emilio. Lekko wycofałam się do tyłu, patrząc na Włocha. Odgarnął kosmyk moich włosów, patrząc w moje oczy. Otworzyłam usta, chcąc coś powiedzieć, lecz sama nie wiedziałam co. To sen. Nie dam się tak łatwo omamić Czarkowi.
- Przestań, nie dotykaj mnie - wrzasnęłam, a Emilio zniknął.

Upadłam na podłogę, chcąc nie chcąc zaczęłam płakać. Chłopiec, pojawił się nade mną, śmiejąc się ze słabości, jakie ja posiadam.
- Niezdecydowana, nie mająca uczuć, bawiąca się wszystkim - szeptał, a ja jak dziecko, zakrywałam głowę rękoma, żeby tylko go nie widzieć i nie słyszeć.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam, wstając i chwiejąc się lekko. Czarek zniknął, lecz nadal słyszałam jego śmiech.


- Angie, Angie..

Otworzyłam oczy i gwałtownie poderwałam się w górę, jednak ostry ból głowy zmusił mnie do ponownego ułożenia się na materacu. Wciąż jednak szamotałam się, jak oszalała, czując przyspieszone bicie serca, duszące gorąco i pot na całym ciele.
- Przynieś wodę - usłyszałam, rozpoznając dłonie przyjaciela na policzkach. - To tylko sen, kochanie - szeptał, stopniowo coraz ciszej. - To tylko zły sen..
Uspokojona jego głosem i dotykiem, odetchnęłam głęboko, pijąc do dna kranówkę, przyniesioną przez Ivi.
- Posiedzę przy niej - powiedziała dziewczyna. Ułożyła się obok mnie i przykryła moją dłoń swoją.
Wzdrygnęłam się.
- Co się dzieje? - zapytała.
Płakałam z bezsilności, czując się coraz gorzej. Obserwowałam dłoń Ivi, która głaskała moją. Wyglądała jakby dopiero co wybiegła z łóżka. Jej rozczochrane, włosy zasłaniały połowę twarzy. Uspokoiłam się lekko, biorąc wdech i wydech.
- Lepiej? 

Kiwnęłam głową, pytając o godzinę.
- Siódma rano, nieźle nas wystraszyłaś. - Uśmiechnęła się brunetka, a do pokoju wszedł Emilio.
Ivi, musnęła mój policzek i wyszła, zostawiając mnie i Włocha samych. Jego zatroskona mina wyryła się już w moich myślach. Co ja zrobię bez niego? Co ja zrobię bez nich? Nagle ogarnęło mnie poczucie samotności i łzy powróciły.
- Oh Angie, cicho - Emilio objął mnie, i jak malutkie dziecko. - Za godzine dzwonie do Germana i odwołuje kolacje - oświadczył, a ja automatycznie wyprostowałam się na dźwięk imienia szwagra.
- Nie, nie, widzisz już mi lepiej... - wstałam z łóżka i podążyłam do kuchni, w której Ivi rozwiązywała krzyżówki. Lekko zaskoczona zainteresowaniem nastolatki otworzyłam lodówkę i wyjęłam jogurt.
- Angie, ale źle się czujesz, masz gorączke - Emilio wszedł do małego pomieszczenia, po czym położył dłoń na moim czole. Odepchnęłam go, i wkurzona wzięłam łyżkę.
- Mam się dobrze, poza tym bardzo chcę się zobaczyć z Olgą, Viole...
- Zapobiega czkawce, słowo na 6 liter - Ivi przerwała, i zwróciła wzrok na nas.
- Cukier - odrzekłam, po krótkim zastanowieniu. Nastolatka, zadowolona, wpisała hasło, a ja wróciłam do Włocha.
Jego wyraz twarzy przypominał skrzyżowanie troski i niechęci. Położyłam dłoń na jego chropowatym policzku.
- Obiecuję, jak się poczuje gorzej... to od razu wyjedziemy - Emilio uśmiechnął się lekko, a jego oczy zaiskrzyły. Odwzajemniłam uśmiech i musnęłam jego policzek, następnie omijając Włocha i powracając do sypialni.


- Jesteś pewna, że chcesz tam iść? - zapytał Emilio, gdy nasza taksówka stanęła przed willą. - Jeszcze możemy uciec - zaśmiał się, ale wyczułam napięcie w jego głosie.
- Chodźmy - zadecydowałam i wysiadłam z samochodu.
Włoch zapłacił kierowcy i pospiesznie do mnie dołączył.
- Nie musisz nikomu nic udowadniać!
- Mylisz się. - Stanęłam tuż przed schodami i obróciłam się ku niemu. - Chcę mu pokazać, że.. że mogę być szczęśliwa. Bez niego. - Wspięłam się na palce i musnęłam jego policzek, co sprawiło, że nieco się rozpogodził.
- No to idziemy. - Sięgnął dzwonka i już po chwili słyszeliśmy jego ryk. Nie minęła sekunda, a w drzwiach pojawiła się Olga.
- Angeles! - pisnęła i złapała mnie w objęcia. Posłałam Emilio znaczące spojrzenie. - Tak się cieszę, maleńka. Zmarniałaś, trzeba ci prawdziwej, niemieckiej zupy - stwierdziła stanowczo i pociągnęła mnie w głąb domu.
- Oleńko, a to jest Emilio, mój..
- Aha! - Zmierzyła go krytycznym wzrokiem. - Włoch z krwi i kości. Europejczyk to jednak Europejczyka zrozumie. No ładnie się urządziłaś, Angeles - szepnęła w moją stronę na tyle głośno, że blondyn zdążył to wychwycić i skomentować cichym chichotem. Spłonęłam rumieńcem, bo jednocześnie w tym momencie w salonie pojawił się German i Esmeralda.
- Jak miło, że jesteście! - zapiszczała kobieta. Mój szwagier zawtórował jej mocno wymuszonym uśmiechem. Doskonale wiedziałam, kiedy kłamie.
Aby oderwać myśli od pana domu, przyjrzałam się jego narzeczonej. Jak zwykle nienagannie ubrana; prosta, czarna sukienka przed kolano, wysokie szpilki w tym samym kolorze, krwistoczerwona szminka i sznur pereł, zawieszonych wokół szyi, a włosy zebrane w ciasnego koka.
Zerknęłam na swoje przetarte czubki balerinek i letnią, białą sukienkę. Lustro wiszące na ścianie, obok mnie ukazało nieład, powstały ze sterczących w każdą stronę loków. Tak bardzo się różniłyśmy, może German w każdym względzie szukał zmiany.
- Jesteś najpiękniejsza. - Usłyszałam szept przyjaciela tuż przy swoim uchu i przeszedł mnie przyjemny dreszcz, gdy poczułam, jak obejmuje mnie w talii.
- Bardzo dziękujemy za zaproszenie - odrzekł, a w duchu podziękowałam mu, że nie każe mi krztusić się słowami.
- Cała przyjemność po naszej stronie - rozległ się chłodny głos Germana. I bez tego wiedziałam, że nie ma ochoty na nasze towarzystwo.
- Proszę, siadajcie do stołu. Pani Schulz* zaraz poda kolację.
Zajęliśmy krzesła naprzeciw kuchennym drzwiom, tam, gdzie niegdyś było moje stare miejsce, a mi przez myśl przeszło pytanie, dlaczego Esmeralda zwraca się do Olgi po nazwisku.
Emilo nie obejmował mnie już w pasie, ale siedział wystarczająco blisko, żebym mogła czuć jego ciepło i co jakiś czas zerkał na mnie kątem oka.
Rozmowa nadzwyczaj się nie kleiła, Włoch i brunetka prowadzili zawziętą rozmowę na temat egzotycznych odmian kaktusów, a ja i German ukradkiem piorunowaliśmy siebie wzrokiem. Gdy nasze spojrzenia się spotykały, mężczyzna nerwowo odwracał głowę, po sekundzie ponownie kierując ją w moją stronę. I z powrotem..
Niezręczną sytuację przerwała gosposia, serwująca na stół zachęcająco pachnącego kurczaka.
- Od miesięcy nie widzieliśmy tu mięsa - zawołał wkraczający do jadalni Ramallo.
- A konkretnie od twojego wyjazdu, Angie - dodała nadchodząca Violetta.
Przywitałam się czule z nastolatką i mogliśmy rozpoczynać kolację. Chociaż nie byłam głodna. tym razem miałam konkretny pretekst, aby się nie odzywać.
W pewnym momencie poczułam kciuk przyjaciela, osuwający się o kącik moich ust.
- Sos - wyjaśnił, widząc moją zaskoczoną minę, po czym oboje serdecznie się roześmialiśmy. Otrzymałam krótki pocałunek poniżej miejsca ubrudzenia. Spłonęłam rumieńcem, zauważając, że wszyscy na nas patrzą, łącznie z purpurowym panem domu. Odczułam satysfakcję z faktu, iż jest zazdrosny. A może tylko mi się wydawało?
- Angie, może opowiesz nam, jak było we Włoszech? - Ciszę przerwała Esmeralda. Zauważyłam, jak German nerwowo na mnie zerka, co dodało mi sił.
- Och, wspaniale - odrzekłam. - Zwiedziłam tyle wspaniałych miejsc, dużo się nauczyłam, poznałam fantastycznych ludzi..
- W to nie wątpię - zaśmiała się kobieta, mrugając okiem. - Tworzycie przepiękna parę.. Jak to jest spotkać swoją drugą połówkę praktycznie na drugim końcu świata?
Odpowiedź przerwała mi gwałtowna reakcja krztuszącego się Germana. Mężczyzna zachłysnął się winem, poczerwieniał i wykrzywił twarz w grymasie bólu i niezadowolenia.
- Nic ci nie jest, misiu? - Esmeralda poklepała narzeczonego po plecach i przetarła jego brodę serwetką.
- Angie, mogę panią prosić do gabinetu?
Zanotowałam tylko, że zwrócił się do mnie poprzez per pani, po czym posłusznie wstałam od stołu i podążyłam za mężczyzna.
- Będzie kłótnia. - Zdążyłam jeszcze usłyszeć dość wyraźny szept Olgi, a następnie zniknęłam we wnętrzu pracowni szatyna.
- O co chodzi? - zapytałam, starając się brzmieć naturalnie, choć byłam niemalże pewna, że wychwycił moje zdenerwowanie.
Mężczyzna stał do mnie odwrócony plecami, skierowany twarzą do okna. Uważnie obserwowałam jego unoszące się i opadające ramiona oraz napięte mięśnie pleców.
- Powiesz mi, dlaczego mnie tu wezwałeś, czy będziemy tak stać do jutra? - rzuciłam z irytacją. Aby opanować roztrzęsienie i dodać swojemu wizerunkowi pewności, skrzyżowałam ręce na piersiach.
Nim zdążyłam wypowiedzieć kolejne słowa gorzkich pretensji, German gwałtownie się odwrócił, podszedł do mnie i ujmując moją twarz, nachalnie złączył nasze wargi w dość niezgrabnym pocałunku. Mimo szamotania, nie potrafiłam się mu oprzeć. Czułam, że jeszcze sekunda i ulegnę, zatopię palce w jego włosach i odwzajemnię pieszczotę. Ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Dawna Angie z pewnością by tak postąpiła, ale jej już nie było. Nie istniała.
Z całej zebranej w sobie siły odepchnęłam mężczyznę i zamachnąwszy się, wymierzyłam mu siarczysty policzek. Popatrzył na mnie z żalem i wyrzutem. Momentalnie ogarnęło mnie poczucie winy, miałam ochotę podejść i z uczuciem pokazać, jak bardzo jest mi przykro. Ale..
- Przepraszam. - Spuściłam głowę. - Ustaliliśmy coś, a teraz sądzę. że nie tylko nie powinniśmy zostawać sami, ale w ogóle się widywać.
Uniosłam wzrok i zerknęłam na twarz szwagra. Z uporem wpatrywał się w podłogę, a na jego policzku malował się czerwony ślad. Wolnym krokiem zmierzyłam ku niemu i gdy byliśmy wystarczająco blisko, ujęłam jego twarz w dłonie, tak jak on moją przed paroma sekundami i zmusiłam go do kontaktu wzrokowego. Jego czekoladowe oczy przepełniał ból.
Zbliżyłam usta do miejsca, w które otrzymał cios i złożyłam na nim długi pocałunek. Czułam, jak pod wpływem mojego dotyku rozluźnia mięśnie i powoli wypuszcza powietrze. Przesunęłam kciukiem po jego brodzie, a następnie ostrożnie się odsunęłam i jeszcze raz popatrzyłam w ciemne tęczówki.
- Wracajmy - zarządziłam. Nie czekając na reakcję pana domu, niepewnym krokiem wróciłam do jadalni. Po przekroczeniu progu napotkałam zatroskane miny domowników.
- Wszystko w porządku? - Emilio zerwał się z miejsca. 
Obok mnie stanął German, do którego podbiegła Esmeralda. 
- Alfabetycznym - zaśmiałam się nerwowo, czemu zawtórował mój szwagier. Spojrzeliśmy na siebie zmieszani. 
- Jesteście w samą porę, zaraz deser - oznajmiła brunetka, przylegając do torsu narzeczonego. Odwróciłam głowę.
- O, grasz? - Emilio wskazał na stojący fortepian, zmieniając temat. Przyrzekłam sobie, że kiedyś odwdzięczę mu się za wybawianie z opresji. 
- Należał jeszcze do mojej żony, kiedyś jej akompaniowałem, nauczyłem fachu Violetty..
- Mogę? - zapytał blondyn.
Pan domu skinął głową, a Włoch zasiadł przed instrumentem, przywołując mnie gestem dłoni. Reszta zebranych też otoczyła muzyka.
- Gentili Signore e Signori.. (Szanowni państwo) 
Spod palców mężczyzny wypływały łagodne dźwięki. Od razu rozpoznałam graną melodię i bez wahania rozpoczęłam piosenkę. 

The day I first met you
You told me you'd never fall in love
But now that I get you
I know fear is what it really was

Now here we are, so close
Yet so far, haven't I passed the test?
When will you relize 
Baby, I'm not like the rest..


Ten utwór był mi bardzo dobrze znany. Nocna knajpka, do której często chodziliśmy we Włoszech oferowała amatorskie występy początkujących artystów. To była pierwsza piosenka, jaką wspólnie wykonaliśmy przed tamtejszą publicznością. 

W refrenie dołączył do mnie Emilio:

Don't wanna break your heart
I wanna give your heart a break
I know you're scared it's wrong
Like you might make a mistake
There's just one life to live
And there's no time to wait, to waste

So let me give your heart a break
Give your heart a break
Let me give your heart a break
Your heart a break..


Kątem oka zerknęłam na Germana, który piorunował nas wzrokiem, natomiast jego narzeczona wciąż uwieszona była na jego szyi i kołysząc się w rytm romantycznej ballady, pomrukiwała mu coś do ucha.

Przysunęłam się bliżej przyjaciela, sunąc otwartą dłonią po jego ramieniu i karku. Posłał mi ciepły uśmiech i odśpiewał kolejną zwrotkę, jego oczy śmiały się do mnie. Zapatrzeni w siebie nawzajem, wspólnie zakończyliśmy piosenkę.

On Sunday, you went home alone
There were tears in your eyes
I called your cell phone, my love
But you did not reply

The world is ours, if you want it
We can take it, if you just take my hand
There's no turning back now
Baby, try to understand..


Gdy dźwięki fortepianu umilkły, zostaliśmy zasypani falą braw i komplementów ze strony słuchaczy. Tylko mój szwagier stał z markotną minął i zaciśniętymi zębami, nawet na nas nie patrząc.

- Czujecie? - Violetta zmarszczyła nos.
- Moje ciasto! - pisnęła Olga i rzuciła się biegiem w stronę kuchni. W jej ślad podążyła nastolatka i Ramallo.
- German, gaśnica! - Po krótkiej chwili rozległ się głos Lisandra, przywołujący do kuchni pana domu, a za nim jego ogon  narzeczona. 
- Tyle wspomnień, co? - Zwróciłam się ku przyjacielowi, obejmując jego szyję. On zaś ułożył ręce na moich biodrach i głęboko spojrzał mi w oczy, delikatnie unosząc kąciki ust.
- Znowu mam sos na twarzy? - zaśmiałam się.
- Pięknie wyglądasz - westchnął bez zastanowienia.
Zarumieniłam się i spuściłam wzrok, lecz mężczyzna ponownie uniósł mój podbródek i uważnie obserwował usta. Nasze wargi dzieliły milimetry.. Momentalnie zapomniałam o wszystkim. co sobie przysięgłam; że się nie zakocham, że się nie przywiążę.. Byłam zdeterminowana, aby w końcu poczuć jego wargi na swoich.
- No i po deserze! - Do salonu wpadła zrezygnowana Olga. 
Jak oparzeni odskoczyliśmy od siebie.
- Ups, przepraszamy. - Za Niemką pojawiła się kolejno Esmaralda, Violetta i inżynier ze swoim asystentem. Zauważyłam. jak mój szwagier zaciska pięści. 
- Nie szkodzi, będziemy się już zbierać - powiedział Emilio, sięgając po nasze płaszcze i pomagając mi się nim okryć. 
- Nie, Angie, zostańcie jeszcze! - zapiszczała nastolatka.
- Było tak miło.. - dodała Esmeralda.
- Na pewno będzie jeszcze okazja, Violu. - Pocałowałam ją w czoło. Mój przyjaciel wymienił uściski dłoni z domownikami i chwytając mnie za rękę, poprowadził do drzwi.
- Jeszcze raz dziękujemy za zaproszenie. - Zwróciłam się do pani domu. - Germanie. Dobranoc. 
Mój szwagier pożegnał nas skinieniem głowy i sekundę później staliśmy już pod osłoną sierpniowej nocy.

*U nas Olga jest Niemką
________________________

Ta- daaam, 133 rozdział za nami.
Mamy nadzieję, że wybaczycie nam dłuższą nieobecność.
Uraczyłyśmy Was wizerunkiem Emilio, który cały czas zmieniamy. XD Decyzja padła na Bradley'a James'a i tak już chyba zostanie. 
Z uwagi ferii liczymy, że w ciągu jeszcze tych dwóch tygodni pojawi się jeszcze rozdział i niespodzianka. 
A tymczasem pozostawiamy Was w niepewności; jak potoczy się historia choroby Angie? Czy ślub Pablo i Monici dojdzie do skutku? I jak zachowa się German na niespodziewaną wieść o nowym związku ukochanej?

Zapraszamy na kolejne rozdziały!
W&Z