sobota, 13 października 2018

Rozdział 141

Kilka dni po kolacji z Germanem siedziałam otulona kocem na kanapie i popijając gorącą czekoladę, wsłuchiwałam się w dźwięki fortepianu. Violetta całe popołudnie ćwiczyła nową kompozycję na koncert wigilijny organizowany przez Studio.
- Nie, nie, nie! - Nastolatka kilkakrotnie uderzyła pięściami w klawisze. - Nie wychodzi mi. - Westchnęła.
- Zawsze lubiłem cię słuchać. - Za naszymi plecami pojawił się German. Oparty o framugę drzwi, ze splecionymi rękami na piersiach i lekkim uśmiechem wpatrywał się w nas uważnie.
Moją twarz oblał rumieniec, zakłopotana założyłam włosy za ucho.
- Pójdę poćwiczyć do siebie - powiedziała Violetta i pędem wbiegła po schodach na górę.
Szwagier usiadł obok mnie i uderzył w klawisze.
Podobny obraz- Si es que no puedes hablar, no te atrevas a  volver. Si te quieras oculltar, tal vez te podria ver. Y el amor, que no sabe a quien y que. Hablaras y tu verdad te abrazara otra vez.. - zaśpiewał German.
Roześmiałam się.
- No dalej, Angie, kiedyś razem koncertowaliśmy! - Mężczyzna szturchnął mnie łokciem. - Przepraszam, - dodał, widząc moją zakłopotaną minę - nie chciałem wracać do przeszłości. Ważne jest to, co dzieje się teraz. - Delikatnie pogłaskał grzbiet mojej dłoni.
Poczułam, jak moje ciało przeszywa przyjemny dreszcz, a serce przyspiesza. Zaczęło brakować mi tchu, kiedy mężczyzna przysunął się bliżej. Nasze twarze dzieliły centymetry.
- J-ja nie mogę.. Przepraszam. - Wstałam i nie oglądając się za siebie, udałam do swojego pokoju.
Przez następne kilka dni starałam się unikać szwagra. Nie chciałam zostawać z nim sama, ani wdawać się w dłuższe rozmowy. Bałam się, że mogłabym poczuć do niego coś więcej niż tylko zwykłą wdzięczność za wspaniałomyślność, jaką mi okazuje.

Pewnego wieczoru, gdy czytałam książkę w swoim pokoju, rozległ się przeraźliwy pisk Violetty,
Przestraszona, wybiegłam na korytarz i skierowałam się w stronę salonu. Tam znajdowali się już inni zaniepokojeni mieszkańcy willi.
Nastolatka trzymała w rękach tablet i wpatrywała się w niego z uporem.
- Violetta, na miłość boską, co się stało? - warknął zirytowany German, podchodząc do córki.
Dziewczyna zapiszczała.
- Wygrałam! Wygrałam konkurs! - piszczała. - Pamiętacie krótkie filmy z wykonaniem naszych autorskich utworów, które nagrywaliśmy w Studio kilka miesięcy temu? Nawet nie sądziłam, że mam szanse!
Nastolatka wyjaśniła nam, że główną nagrodą w konkursie było tournee po kilku większych Hiszpańskich miastach. W podróż miała udać się wraz z Leonem, który był współautorem konkursowej pracy oraz z nauczycielem. Zwieńczeniem wycieczki jest występ na koncercie sylwestrowym w centrum stolicy. 
Choć było to wielkim osiągnięciem i szansą dla Violetty, widziałam wahanie na twarzy Germana. Nie wątpliwie nie podobał się mu pomysł spędzenia jego córki kilku tygodni, a w tym świąt w ciągłym towarzystwie byłego chłopaka, mimo, że nie zauważyłam niechęci ze strony dziewczyny. Za to przez myśl przemknęło mi, że wyjazd siostrzenicy oznaczałby dla mnie samotne mieszkanie ze szwagrem. Ramallo i Olga niebawem wybierali się na świąteczny urlop do Niemiec, w rodzinne strony kobiety.
- Tato, tato, zgódź się! - Błagała Violetta.
- No cóż.. - chrząknął mężczyzna. - Jeśli obiecasz trzymać na dystans kolegę..
- Jesteś najlepszy na świecie! - Przerwała dziewczyna, rzucając  się ojcu na oczy. - Obiecuję, że Cię nie zawiodę! Ale ja też mam prośbę. Przyrzeknij, że będziesz na siebie uważał!
- Spokojnie, córeczko. Angie będzie miała mnie na oku - szepnął German, zerkając na mnie, a ja odwróciłam wzrok, czując napływający rumieniec. 

Violetta wyruszyła w podróż równe dwa tygodnie później, dzień po wyjeździe Olgi i Ramallo, a co za tym szło - w willi zostałam sama z Germanem. Początkowo czułam się nieswojo w nowej sytuacji, mimo, iż niejednokrotnie spędzaliśmy czas razem. Tym razem było jednak inaczej, wielkimi krokami nadchodziły święta, które również miały odbyć się bez udziału domowników. Dopiero w sylwestra zaplanowaliśmy wyjazd do Madrytu, aby obejrzeć na żywo występ Violetty i Leona. 
Aby choć trochę ożywić pusty dom, zabrałam się za przystrajanie wnętrza. Przy karniszach zawisły lampki, a meble ozdabiały świąteczne figurki aniołów, bałwanków, wiklinowych gwiazdek i innych drobnostek. Z pomocą Germana, w salonie stanęła również choinka. 
- Proszę, podaj mi jeszcze tą czerwoną.. tak, ta, dziękuję. 
W niedzielne popołudnie wspólnie ubieraliśmy drzewko. Był to przedostatni punkt przygotowań do świąt, na liście pozostawało jedynie sporządzenie wigilijnych potraw,
Przez ostatnie dni unikałam szwagra. Rano pośpiesznie jadłam śniadanie i uciekałam do Studio, w którym przesiadywałam do późnego popołudnia pod pretekstem przygotowań do koncertu wigilijnego. Natomiast kiedy wracałam do domu, a szwagier kończył pracę, zaszywałam się w swoim pokoju lub ponownie wychodziłam i spacerowałam ulicami Buenos Aires. 
Widziałam, że German niejednokrotnie chciał o coś zapytać lub zatrzymać mnie w domu, lecz skutecznie unikałam wdawania się z nim w dłuższą dyskusję. Czułam, że nie byłam do końca sprawiedliwa i sprawiałam mu tym przykrość, ale jednocześnie panicznie bałam się zbliżyć. Nie chciałam dać mu fałszywej nadziei na coś, co nie miało prawa zaistnieć.
Odkąd odzyskałam pamięć, wspomnienia chwil spędzonych razem zalewały mnie każdego dnia, ale równocześnie towarzyszyła im świadomość złego, którego było pomiędzy nami zbyt dużo. Nie wiedziałam, czy byłabym gotowa zaryzykować jeszcze raz. Dla bezpieczeństwa postanowiłam się wycofać.
- Jesteś na mnie zła? - zaczął mężczyzna. 
Wyprostowałam się, słysząc smutny ton jego głosu.
- Nie, skąd - zaśmiałam się nerwowo. Wciąż stałam na drabince, odwrócona plecami do Germana. 
Usłyszałam jak wziął głęboki oddech. Wyraźnie chciał coś powiedzieć.
- To może.. Tak pomyślałem.. - plątał się. - Może gdzieś wyjdziemy? Na kolację, albo do teatru. Jak wcześniej..
Powoli zeszłam ze szczebli, dalej jednak nie patrząc na szwagra. Gdy się zbliżyłam, złapał mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę, przytrzymując w talii. Wlepiłam wzrok w jego kołnierz. 
Podobny obraz- Angie, oddalasz się ode mnie. Nie wiem dlaczego, nie wiem, gdzie popełniłem błąd. Jeśli zrobiłem coś, co cię uraziło, to przepraszam. Ale nie odsuwaj się.. 
- Nie wiem o czym mówisz, Germanie. Jestem ciotką Violetty i..
- Jesteś kimś o wiele więcej - przerwał mężczyzna i stanowczym ruchem złączył nasze usta. Początkowo przyciskał mnie natarczywie, ale gdy poczuł, że się rozluźniam, zaczął delikatnie muskać moje usta. Przestałam się opierać. Zarzuciłam ręce na jego kark, sunąc jedną dłonią ku włosom i ściskając je mocno. German także nie pozostał obojętny, zatopił palce w moich lokach i mierzwił je z każdym pocałunkiem. Krok po kroku zaczęliśmy zbliżać się ku kanapie, aż w końcu mężczyzna ułożył mnie na niej, nie przerywając pocałunku. Sam umiejscowił się lekko ponad mną, zaczynając zabawę z guzikami mojej koszuli. 
Dotyk jego palców na moim biuście był jak impuls. Choć podobał mi się pocałunek Germana, stanowczo go odepchnęłam. Czułam się winna. Mimo, że każdego dnia widziałam miłość w jego oczach, i mimo, że niewątpliwie nie był mi obojętny, nie potrafiłam rozbudzić w sobie dawnych uczuć. Wspomnienia wróciły, lecz wciąż była to tylko myśl o wielkim uczuciu, jakim się darzyliśmy. Nie potrafiłam go pokochać.
- Nie mogę. Przepraszam - szepnęłam i nie oglądając się, pobiegłam do swojej sypialni. 

_______________________________
Witajcie ponownie!
Jest mi niezmiernie miło, że cierpliwie nadal czekaliście na kolejny rozdział. Przyznam, że jest to niesamowite - minęło tyle czasu, a pisanie tutaj wciąż sprawia mi taką samą radość, co kiedyś. Choć dziś jestem o kilka lat starsza. ;)
Mam nadzieję, że ten krótki wpis zachęcił Was do dalszego śledzenia historii Angie. 

Do przeczytania niebawem!
Całusy,
Wiktoria 

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Rozdział 140

Zszokowana słowami, które usłyszałam, po cichu wycofałam się w głąb sali. Wszystko co do tej pory mi powiedziano było tak zagadkowe, że momentami odnosiłam wrażenie, iż to nie rzeczywistość, lecz sen i za chwilę się obudzę. Niestety każda upływająca minuta przekonywała mnie, że to nie wytwór mojej wyobraźni, lecz fakty, z którymi muszę się zmierzyć.
Pablo wrócił do mnie po kilku minutach, a wraz z nim mężczyzna, z którym kłócił się parę chwil wcześniej. Równocześnie chwycili za krzesła stojące pod oknem i usadowili się na nich, tuż obok mojego łóżka.
- Angie. - Zaczął Galindo. - Minęło już trochę czasu odkąd do nas wróciłaś.. Dobra wiadomość jest taka, że lekarze mówią, że niedługo będziesz mogła wyjść ze szpitala. Pozostaje tylko kwestia tego, dokąd się udasz. Twoje mieszkanie było zadłużone, zajął je bank. Wspólnie z Germanem - Popatrzył na towarzysza - podjęliśmy decyzję, że zatrzymasz się u mnie. Przynajmniej dopóki nie będziesz na siłach sama czegoś wynająć. - Dodał po chwili widząc moją niechętną minę. - A teraz zostawię was samych, powinniście porozmawiać.
Nie chciałam, żeby Pablo wychodził, ale nim zdążyłam zaprotestować, już go nie było. Zostałam sama z nieznajomym.
Mężczyzna przyglądał mi się zagadkowo.
- Jak się czujesz? - zapytał po dłuższej ciszy.
- W porządku, coraz lepiej - odparłam.
Widziałam wahanie w jego oczach i jakąś siłę, którą w sobie tłumi. Nerwowo pocierał dłonie wpatrując się w czubki butów i zagryzał wargi.
- Przepraszam, ale jestem zmęczona, chciałabym odpocząć - powiedziałam z nadzieją, że uda mi się uniknąć niezręcznej sytuacji.
Chwyciłam krawędź kołdry, lecz w tym samym momencie mężczyzna uścisnął moją dłoń.
Wzdrygnęłam się, Trzymał mocno.
- Przepraszam - szepnął, rozluźniając uścisk. - Przepraszam..
- Proszę tylko zostawić mnie w spokoju..
- Angie..
- Wyjdź! - wrzasnęłam, zaskoczona gniewem jaki we mnie narósł. - Nie chciałam..
- Nie, to moja wina - przerwał brunet. Ból na jego twarzy był nie do zniesienia. Momentalnie pożałowałam wybuchu. - Przykro mi, że cię zdenerwowałem. Ja tylko.. Ty nie pamiętasz.. - Plątał się. - Lekarze mówią, że to skutek operacji, że pamięć może wrócić, ale.. Cholera, Angie. - Ukrył twarz w dłoniach. - Tak bardzo żałuję tego, co się stało. Oddałbym wszystko, żeby móc cofnąć czas.
Nie rozumiałam nic z jego słów, lecz mimo to wydawał mi się tak szczery. Przez chwilę zapragnęłam zbliżyć się,otulić jego ramionami i uspokoić żałosny lament.
- Wiem, że to wszystko brzmi dziwnie, ale wytłumaczę ci. - Przełknął ślinę. -  Angie.. To ja, German. Mąż Marii.
- Niemożliwe. German i Maria wyjechali z Violettą do Paryża - zaśmiałam się ponuro.
- To nie takie proste, słońce - szepnął, a ja zamarłam.

Następne kilka godzin spędziłam na rozmowie ze szwagrem. Niezrozumiałe rzeczy, które opowiadał powoli zaczynały składać się w całości, jednak wciąż miałam tyle pytań. Pozwoliłam się też przekonać na pobyt w jego domu. To miało mi zwrócić przeszłości i zaakceptować teraźniejszość.

Ocknęłam się dopiero na miejscu. Dom przed którym parkowaliśmy okazał się ogromną willą z masywną bramą ostrzegającą nieproszonych gości.
German wziął moją torbę i poprowadził mnie do drzwi. Już od samego progu do moich nozdrzy uderzył intensywny zapach pieczonego mięsa. Niemal sekundę po naszym wejściu, w korytarzu pojawiła się ciemnowłosa kobieta w kolorowym fartuszku i starszy mężczyzna w garniturze i okularach.
- Angie, jak miło cię znowu zobaczyć! - pisnęła i zamknęła mnie w silnym uścisku.
- Olgo, Olgo, - powiedział German - nie tak szybko, prosiłem, żebyście pohamowali emocje. Dla Angie jest to.. całkiem nowa sytuacja.
- Aa, tak. Przepraszam. - Poprawiła się. W jej głosie słychać było nutkę niemieckiego akcentu. Wydawała się ciepłą i sympatyczną osobą. - Tak się cieszę, że do nas wróciłaś! Straszliwie wychudłaś, kochana. Trzeba koniecznie coś z tym zrobić!
- Ja również nie mogłem się doczekać pani doczekać, panno Angeles. - Wtrącił mężczyzna. - Myślę, że nie wypada stać w drzwiach. W imieniu gospodarza, zapraszam do stołu.

Przed podaniem jedzenia German wyjaśnił mi kim są Olga i Ramallo, a następnie dodał, że oczekujemy jeszcze jednej ważnej osoby.
Po niespełna dziesięciu minutach w jadalni pełnej niezwykłego przepychu pojawiła się szczupła nastolatka, o pięknym uśmiechu i brązowych oczach. Była ubrana w różową spódniczkę i białą, koronkową bluzkę, a jej ciemne włosy falami opadały na opalone ramiona.
- Angie, poznaj, proszę moją córkę, Violettę.
Serce zabiło mi szybciej. Maleństwo, które niegdyś kołysałam do snu wyrosło na piękną, młodą kobietę. Nie mogłam uwierzyć, że stoi przede mną ta sama mała dziewczynka.
- Maria.. - szepnęłam. - Tak podobna..
- Tęskniłam za tobą - powiedziała i owinęła ręce wokół mojego ciała. - Tyle muszę ci opowiedzieć!
Lekko zaskoczona uścisnęłam ją mocniej.
- Violu, nie męcz Angie, musi odpocząć - wtrącił się German. - Zapraszam, siadajmy do stołu.

Po skończonej kolacji jeszcze chwilę siedzieliśmy w salonie, Olga i Ramallo zabawiali nas opowieściami z ze swojego dzieciństwa. Nikt nie próbował wspominać o przeszłości, która bezpośrednio dotyczyłaby mnie. Czułam, że to pan domu zadbał o to, żebym nie czuła się niekomfortowo w nowej sytuacji. Wiedziałam, że przez cały wieczór nie spuszczał ze mnie oka, kilka razy nasze spojrzenia spotkały się, co skutkowało płonącym rumieńcem na naszych twarzach.
Kiedy w końcu wszyscy rozeszli się do swoich sypialni, mężczyzna zadeklarował się pokazać mi pokój, który miałam zająć. Moje bagaże już w nim czekały.
Pomieszczenie było dość spore, ale gustownie dobrane meble sprawiały, że nie przytłaczało swoim rozmiarem. Wszystko urządzone było w tonie jasnych, kremowych barw. Duże okna okalały bladoróżowe zasłony, a zza nich prezentował się widok na ogród, częściowo oświetlony małymi lampkami.
- Kiedy po raz pierwszy się wprowadzałaś, też w nim zamieszkałaś - rzekł brunet.
- Podoba mi się - odparłam, odwracając się w jego stronę.
Uśmiechnął się słabo. Zapanowała cisza.
- Dziękuję za kolację. - Przerwałam milczenie. - Jeśli pozwolisz, chciałabym się już położyć.
- Oczywiście. Gdybyś czegoś potrzebowała, to moja sypialnia jest tuż obok. Możesz też poprosić Olgę, często wstaje w nocy.
- Jestem bardzo wdzięczna za..
- Cała przyjemność po mojej stronie. - Przerwał mi. - Ja.. Bardzo się cieszę, że tu jesteś. - Speszył się i pośpiesznie się żegnając, wyszedł.

Leżąc w łóżku długo nie mogłam zasnąć. Przewracając się z boku na bok, zastanawiałam się, jak teraz będzie wyglądało moje życie. Choć wszyscy byli mili i bardzo starali się, abym czuła się dobrze w domu Castillo, towarzyszył mi lekki niepokój związany z nową sytuacją. Dostrzegałam wahanie Germana, kiedy zostawaliśmy sami, wiedziałam, że zależy mu, abym szybko się zadomowiła.
"Będzie dobrze" - powiedziałam sobie w myślach i pozwoliłam, aby ogarnął mnie błogi sen.

Następnego dnia powitało mnie szczytujące słońce. Zerknęłam na budzik stojący na komodzie i z zaskoczeniem dostrzegłam, że dochodzi południe. Nie ociągając się, wstałam w celu poszukiwań ubrań, niestety zawartość szafy nieco mnie rozczarowała, górowały sukienki w kwieciste wzory i kolorowe koszule. Po dłuższej chwili wsunęłam na siebie prostą, białą sukienkę, a na stopy nałożyłam miętowe balerinki. Gotowa, zeszłam na dół, gdzie krzątała się Olga.
- Dzień dobry. - Powitałam ją
- O, witaj dziecko. Chyba dobrze ci się spało, niedługo będzie obiad. A może masz jeszcze na coś ochotę?
- Dziękuję, poczekam. Gdzie są wszyscy?
- Violetta wyszła z koleżankami, a Ramallo i pan German od rana załatwiają jakieś papierkowe sprawy na mieście - powiedziała. - Aha. W jadalni na stole czeka na ciebie wiadomość od pana Germana. - Uśmiechnęła się zadziornie i zniknęła w kuchni.
I rzeczywiście, na koronkowym obrusie leżała biała koperta podpisana moim imieniem.


Angie,
przykro mi, że nie mogłem osobiście powitać Cię rano, 
ale mam nadzieję, że nadrobimy stracony czas wieczorem. 
Byłoby mi niezmiernie miło, gdybyś zgodziła się zjeść dziś ze mną kolację. 
Będę czekał w ogrodzie o 20. 

                                                                     German

Uśmiechnęłam się pod nosem. Z jakiegoś powodu poczułam, jak ciepło zalewa mnie od środka.
- Olgo, - zawołałam - wrócę przed obiadem.

Mimo, że bałam się pierwszego kontaktu z miejskim otoczeniem, ku własnemu zdziwieniu nie błądziłam po ulicach. Miałam wrażenie, jakby kierował mną wewnętrzny GPS i bez problemu dotarłam w zamierzone miejsce. Sklep, do którego weszłam mieścił się w okolicy willi, co nieco uspokoiło gosposię przed moim wyjściem.
W końcu, po godzinie poszukiwań udało mi się znaleźć kilka idealnych rzeczy. Chciałam za wszelką cenę zerwać ze starym wizerunkiem, z którym kojarzono mnie przed chorobą. Do kasy zabrałam dwie pary dżinsów z dziurami na kolanach, skórzaną kurtkę i kilka większych t-shirtów z cytatami jakiś rockowych kawałków. Zabrałam również czarne trampki oraz coś specjalnego na wieczór z Germanem. Po drodze zatrzymałam się przy pasażu kosmetycznym, dopełniając zakupy nową kredką i cieniami do oczu oraz wyrazistą szminką. Zadowolona z nowych nabytków, popędziłam do willi.

Dwie godziny przed wyjściem zabrałam się za przygotowania. Po relaksującej kąpieli wykonałam makijaż, nie szczędząc ciemnych cieni i szminki, a świeżo podcięte włosy upięłam w ciasnego koka. Tego dnia do mojej kolekcji ubrań dołączyła czarna, mocno obcisła sukienka z wyciętym dekoltem i wysokie szpilki w takim samym kolorze. Na koniec spryskałam szyję perfumami, chwyciłam torebkę i równo o 20 zeszłam na dół.
Zgodnie z zapewnieniami, German już czekał w ogrodzie. Kiedy dostrzegł, że się zbliżam - zamarł i dopiero po kilku chwilach wykrztusił słowa przywitania.
- Wyglądasz trochę.. inaczej - powiedział.
- Inaczej? - Zdziwiłam się.
- Zwykle widywałem cię w kolorowych, kwiecistych wzorach, to nowość. - Wytłumaczył. - Jesteś przepiękna, Angie.
Uśmiechnęłam się, po czym udaliśmy się w kierunku auta.

Lokal, do którego zaprosił mnie German znajdował się dwadzieścia minut drogi od willi. Urządzony był z niezwykłym smakiem i wyczuciem. Dominowała biel i migoczące światełka oplecione wokół umeblowania. Na każdym stoliku leżały herbaciane róże i świecie, a scenę znajdującą się w drugiej części sali zajmował jakiś jazzowy zespół.
- Jak ci się podoba? - zapytał mężczyzna, gdy już zajęliśmy miejsca.
- Właściwie to myślałam, że pójdziemy do jakiegoś klubu, - starałam się, aby nie wyczuł zawodu w moim głosie - ale tu też jest pięknie. Zamówmy coś - dokończyłam, zanim zdążył coś powiedzieć.

Wieczór mijał w przyjaznej atmosferze, German opowiadał mi o swoich podróżach i zainteresowaniach, bardzo się starał, aby rozmowa nie zeszła na żaden niepożądany temat. Swobodnie pozwalał zadawać mi pytania i sam chętnie odpowiadał, co jakiś czas wtrącając drobne żarty.
Po dwóch godzinach zaśmiewania się do łez udało mi się przekonać szwagra do zmiany lokalu. Widziałam niechęć w jego oczach, ale zgodził się zabrać mnie na pobliską dyskotekę. Imponowało mi to, że mimo, iż wiedziałam, że głośna muzyka i piski nie należą do jego klimatów, nie oponował.
Od razu po wejściu na parkiet dałam się porwać dźwiękom i ruszyłam do tańca. German próbował dorównać mi kroku, ale po kilku kawałkach usiadł przy barze i popijając whisky, obserwował mnie z daleka.
Z rękoma w górze, wirowałam na scenie, pośpiewując znane kawałki. Atmosfera i kilka wypitych drinków sprawiło, że zrobiło się dość gorąco, dlatego w duszy podziękowałam sobie za trafny wybór kreacji.
W pewnym momencie poczułam czyjąś dłoń na lewym pośladku. Gwałtownie się odwróciłam. Przede mną stał obcy mężczyzna, wyglądał na mocno wstawionego. 
- Chcesz się zabawić? - zamruczał, chwiejąc się na nogach. 
- Chyba nie jestem zainteresowana - odrzekłam i pośpiesznie go wyminęłam. 
Facet nie dawał za wygraną; chwycił mój nadgarstek i przyciągnął ku sobie. Gdy jego usta zbliżył się do mojej szyi, niespodziewanie ktoś odciągnął nachalnego imprezowicza i popchnął w przeciwną stronę. Zobaczyłam, że to German stoi teraz obok mnie i mocno ściska za ramię, po czym zaczyna przepychać się przez tłum, wlokąc mnie za sobą. 
Kątem oka spojrzałam w bok. Pomiędzy ludźmi mignęła mi postać wysokiego, dobrze zbudowanego blondyna. Zauważyłam, że wpatruje się we mnie z nieśmiałym uśmiechem. Przez chwilę wydawało mi się, że jego osoba jest mi znajoma. 
- Emilio.. - szepnęłam, zatrzymując się. Szwagier również przystanął. 
- Angie, co ty wyprawiasz?
- Emilio.. - powtórzyłam. Czułam, jak do moich oczu napływają łzy. Dziwne uczucie przeszyło moje serce. - On tam jest! German, chodź! - krzyknęłam, zrywając się do biegu, jednak Castillo stłumił mój ruch i chwycił w ramiona. Siłą wyprowadził mnie z lokalu. 
- On nie żyje, Angie. Słyszysz? - Starał się uspokoić. - Kochanie.. 
Płakałam, wtulona w szwagra. W jednej chwili wspomnienia uderzyły we mnie niczym fala tsunami. Przypomniałam sobie swoją przeprowadzkę, pracę we Włoszech, Emilio i małego Javiera. Wróciły wszystkie chwile spędzone w ich towarzystwie oraz szczęście, które mi dawali. Dalej nie rozumiałam tylko jednego: dlaczego moje życie potoczyło się w ten sposób.
- Kim ja jestem? - zaszlochałam, mocniej wtulając się w Germana.

_____________________________
Witajcie ponownie po tej długiej przerwie!
Z okazji Świąt Narodzenia Bożego, życzę Wam, drodzy czytelnicy wszystkiego, co najlepsze!
Uśmiechu, zdrowia, po prostu: szczęścia. Bo jak będziecie szczęśliwi, to będzie to oznaczało, że macie już wszystko. :)

Dziękuję za wytrwałość,
Wiktoria

wtorek, 16 sierpnia 2016

Hej!


Witajcie!

Tak dawno tu zaglądałam, że niemal czuję się nieswojo klikając w klawiaturę. To była spora przerwa, lecz myślę, że tłumaczenia nie mają sensu. To dzięki Wam poszłam dalej literacką drogą, wiem, że nie zasługujecie na pozostawienie bez pożegnania. A i to jednak nie jest czas na do widzenia. 
Jeśli nadal mnie oczekujecie, to proszę o odzew, a nuż - wkrótce powrócę z rozdziałem. 

Przepraszam. Całuję,
Wiktoria

niedziela, 27 marca 2016

Rozdział 139

Zawsze wydawało mi się, że umieranie musi być bardzo bolesne. Ludzie na ogół obawiają się śmierci, bo jest to coś tajemniczego. Boimy się tego, co nieznane.

Barwy zlewały się i mieszały ze sobą, muzyka tworzyła nieskładny jazgot. Światło rozbłysło. Ciemność zastąpiła biel.
Otworzyłam oczy.
- Proszę pani..
Mimo uniesionych powiek nie mogłam wyróżnić żadnego kształtu. Nie potrafiłam też rozpoznać głosu, który się do mnie zwracał. Czułam, jak światło napiera na moje ciało i nie potrafię oprzeć się pokusie krzyku. Zamiast tego z moich ust wydobył się jedynie zdławiony jęk.
- Proszę spróbować się uspokoić, za chwilę będzie mogła pani normalnie oddychać.
Poczułam, jak coś uwierającego znika z mojego przełyku. Głośno odetchnęłam, krztusząc się.
Dopiero po chwili zamazany obraz zaczął zlewać się w całość i ujrzałam mężczyznę w białym kitlu oraz dwie pielęgniarki. Za szybą, znajdującą się naprzeciwko mojego łóżka stało dwóch mężczyzn, ale nie byłam w stanie rozpoznać żadnego z nich.
Przymknęłam powieki rozkoszując się powietrzem, które w błogi sposób drażniło moje nozdrza. Poczułam, jak dociera do mnie jego chłód i wypełnia mnie od środka. Wzdrygnęłam się, zaciskając pięści na kołdrze. Ucisk rozsadzający moją głowę był nie do zniesienia. Przygryzłam wargę, gdy jedna z kobiet wstrzyknęła mi coś przez wenflon.
- To pani ulży - powiedziała. Jej słowa wywołały kolejną falę bólu. Każdy szmer przeszywał i kaleczył moją głowę.
Ale nagle wszystkie głosy umilkły, a obraz znów się rozmazał. Powoli odpłynęłam..

Gdy się ocknęłam na zewnątrz było już ciemno, salę oświetlała jedynie lampka stojąca w kącie pomieszczenia. O okno stukał deszcz tworząc symfonię dźwięków ze świszczącym wiatrem.
Chciałam wstać, ale w tym momencie aparatura, do której byłam podłączona, zapikała. Drzwi otworzyły się i stanął w nich lekarz w asyście pielęgniarki. Kiedy zobaczył, że nie śpię, uśmiechnął się i podszedł do mnie.
- Jak się pani czuje? - zapytał.
- W porządku - wychrypiałam słabym głosem. I rzeczywiście tak było, głowa przestała boleć, czułam zdecydowanie więcej sił.
Kobieta zajęła się zmianą kroplówki, a lekarz przysiadł w fotelu stojącego obok mojego łóżka.
- Nazywam się Paolo Miliko. Mocno nas pani wystraszyła. Ale już po wszystkim, wycieliśmy to cholerstwo, które tam przeszadzało. - Wskazał na swoją skroń, - Jest pani bardzo osłabiona, ale będzie tylko lepiej.
- Długo spałam?
Mężczyzna się zawahał.
- Po zabiegu przez półtorej miesiąca była pani w stanie śpiączki farmakologicznej. Wczorajszego ranka pani serce nagle przestało pracować, ale dzięki Bogu udało nam się panią wybudzić.
Półtorej miesiąca. Półtorej miesiąca byłam nieprzytomna. Półtorej miesiąca przebywałam poza światem. Półtorej miesiąca.. Zrobiło mi się duszno.
- Proszę się nie denerwować. Pański mąż, córka i przyjaciele czuwali przy pani przez cały ten czas. Cudem udało mi się ich wygonić do domu, kiedy wczoraj się pani obudziła.
Moje serce zadrżało na dźwięk jego słów. Mąż? Córka? Czy przez półtorej miesiąca coś się zmieniło?
- Nie wiem, co ma pan na myśli - powiedziałam. - Moi rodzice mieszkają w Madrycie, a siostra ze szwagrem i dzieckiem wyjechali do Europy. To jest moja rodzina. Przyjechałam do Buenos Aires w poszukiwaniu pracy. Jestem nauczycielką śpiewu. Nie mam męża, ani dziecka - wyrecytowałam jednym tchem.
Aparatura, do której byłam przypięta zawyła. Poruszyłam się niespokojnie, wstrząśnięta słowami lekarza.
- Spokojnie, proszę wziąć wdech.
Mężczyzna ułożył mnie na poduszce i podręczną latarką sprawdził źrenice oraz puls.
- Musiałem., Musiałem coś pomylić - wyszeptał, w skupieniu wpatrując się w parametry. Dużo osób panią odwiedzało, widocznie źle zrozumiałem. Przepraszam, nie chciałem panią denerwować. Proszę spróbować zasnąć, rano do pani zajrzę.
Skinęłam głową i zacisnęłam powieki. Kiedy opuścił salę, usiadłam na łóżku. Wszystko było takie niejasne i pokrętne. Od liceum nie miałam nawet chłopaka, więc to, o czym mówił doktor nie było nawet możliwe. Przecież nie zapomniałabym własnej rodziny..
Zrezygnowana, opadłam na poduszki. Świtało, gdy zasypiałam.

Rankiem obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi, w których ujrzałam znajomego lekarza.
- Dzień dobry - uśmiechnał się. Odpowiedziałam tym samym. - Mam nadzieję, że śniło się pani coś równie pięknego, jak przez ostatni czas.
Parsknęłam, wiercąc się.
- Kiedy będę mogła wyjść?
- Guz mózgu to poważna sprawa, jest pani zbyt słaba.
- Ale przecież go wycieliście - kłóciłam się.
- Oczywiście. Nie możemy jednak lekceważyć ewentualnych powikłań pooperacyjnych. Powinna pani narazie pozostać pod naszą kontrolą. Mimo wszystko możę zdoła mi się, jakoś umilić pani czas tutaj. - Znów się rozpogodził. - Ma pani gości.
Usiadłam, z zaciekawieniem wpatrując się w rozmówcę.
- Czekają za drzwiami. Wpuścić ich?
Kiwnęłam głową, a wtedy zmierzył do wyjścia.
- Dziękuję! - krzyknęłam, gdy wychodził. Zaraz po tym na jego miejscu stanął Pablo.
Przyjaciel podbiegł do mojego łóżka i schował mnie w ramionach. Poczułam się bezpiecznie, jak kiedyś, gdy siadałam z tatą na hamaku przed domem i otuleni kocem oglądaliśmy gwiazdy.
Kiedy się od siebie odsunęliśmy, przyjrzałam się mu uważnie. Wyglądał na starszego. Miał dłuższe włosy i zarost, a na czole widniało kilka zmarszczek.
- Postarzałeś się przez to półtorej miesiąca - zaśmiałam się. W jego oczach widziałam radość i niepokój.
Dopiero chwilę później zauważyłam, że przy ścianie stoi ktoś jeszcze. Około czterdziestolatek w dżinsach i białej, ciasno opinającej jego wyrzeźbiony tors w koszuli przypatrywał mi się z uwagą. Był przystojny. Ciemne włosy i czekoladowe oczy podkreślały jego urodę.
- Kim pan jest? - zwróciłam się do mężczyzny.
Wzdrygnął się i znów zastygł.
- Halo? Wszystko w porządku?
- T-tak - wydukał. - Cześć, Angie..
Jego głos był tak spokojny i opanowany, że momentalnie zapragnęłam, aby nie przestawał mówić. Znał moje imię.
- Czy my.. się znamy? - spytałam niepewnie.
- Nie pamiętasz mnie..
Jego słowa nie brzmiały, jak pytanie. Było to raczej stwierdzenie zmieszane z nutą żalu i rozpaczy.
Gdy podszedł bliżej, zauważyłam, że jego oczy rozdziera ból.
- Przepraszam, niestety. Też pracujesz w Studio?
Uśmiechnął się smutno.
- Nie. Nie, kochanie..
Zadrżałam. Czyżby to był mąż, o którym mówił Miliko?
- Nie zapomniałabym rodziny - powiedziałam stanowczo, zamykając oczy. - Pamiętałabym męża.
- Spokojnie, Angie. - Pablo złapał moją dłoń. - To nie jest twój mąż. Zabiorę go stąd i zaraz wrócę.
Wstał i chwytając nieznajomego za bark, siłą wypchnął go za drzwi.
Minęło kilka chwil zanim wrócił. 
- Już w porządku, nie będzie Cie niepokoił.
Mężczyzna usiadł obok mnie i ująwszy moją dłoń, popatrzył mi w oczy z oczekiwaniem. Nim jednak zdążył się odezwać, zapytałam:
- Opowiedz mi, co działo się, kiedy spałam. - Brzmiało to raczej jak prośba. Pablo zamilkł na moment, lecz w końcu rozpoczął kilkuminutowy monolog na temat rzeczywistości, którą przespałam. Powiedział, że Studio ma się dobrze i dzięki współpracy ze sponsorami udało się załatwić nową trasę koncertową, która ma się rozpocząć już za kilka miesięcy. Dowiedziałam się też, że Jackie i Gregorio nareszcie doszli do porozumienia, więc przygotowania idą pomyślnie. 
Po południu Pablo musiał wracać na spotkanie  przedstawicielami wytwórni muzycznej, więc do wieczora przeleżałam sama. W okolicach kolacji odwiedziła mnie znajoma pielęgniarka. Poprawiła mi poduszkę i zabrała zużytą kroplówkę. 
- Czy mogę iść do toalety? - spytałam nieśmiało, niczym dziecko w podstawówce.
Kobieta była niewiele starsza ode mnie - miała może z 28 lat. Gdy przystanęła na moją prośbę, usiadłam powoli z jej pomocą. 
Pierwsze kroki wydały mi się bardzo ciężkie, utrzymanie się na nogach po tak długiej przerwie nie należało do najłatwiejszych zadań. Zgodziłam się zatem, aby do toalety odprowadzono mnie na wózku inwalidzkim, jednak z biegiem kolejnych dni było coraz lepiej. Odzyskałam pełne czucie w kończynach i byłam w stanie bez niczyjej pomocy utrzymać się w pionie. 
Pablo odwiedzał mnie codziennie, kilka razy przyszli też uczniowie Studia i Beto, a nawet raz zajrzał Gregorio. Smuciła mnie jednak nieobecność Antonio, na którą pozostali odpowiadali zagadkowo i wymijająco. Czułam dziwną pustkę, jakbym za czymś tęskniła, jakby czegoś było mi brak, a mimo tonie wiedziałam, dokąd wyrywa się moje serce. 

Któregoś wieczoru zbudził mnie nietypowy hałas dobiegający zza drzwi. Odgłosy kłótni były tak wyraźne, że przebijały się nawet przez grube, szpitalne ściany. 
- Proszę pozwolić mi przynajmniej ją zobaczyć. Tylko chwilę.. - kłócił się jakiś mężczyzna, jednak znajome głosy pielęgniarki i lekarza odpierały jego błagania. 
- Daj spokój, tylko ją wystraszysz. - Tym razem rozpoznałam Pablo. 
Zaciekawiona, spuściłam nogi i boso podążyłam ku wyjściu. Przytknęłam policzek do drzwi, nasłuchując. Mężczyźni musieli się nieco oddalić, bo nie słyszałam ich już tak wyraźnie.
Uchyliłam drzwi i posunęłam się do końca korytarza, za rokiem którego stali. 
- Ona cię nie pamięta, nie mieszaj jej w głowie. - Upierał się mój przyjaciel.
- Chcę z nią tylko porozmawiać. Przypomni sobie..
- German..
Moje serce zadrżało na dźwięk tego imienia.
- Byliśmy szczęśliwi, kochaliśmy się. Tego nie mogła zapomnieć - powiedział stanowczo, a ja zamarłam. 

_________________
Pamparam, dziękuje za uwagę. :D 

Całusy, 
Wiktoria

sobota, 26 grudnia 2015

Rozdział 138


- Stan pacjentki z dnia na dzień się pogarsza, konieczna będzie operacja. Niestety.. jest dosyć kosztowna, a w przypadku pani Saramego, to walka z czasem..

- Dzień dobry, kochanie. - Przywitał mnie German. Musnęłam jego policzek i zajęłam miejsce obok. 
W tym momencie do jadalni weszła Violetta i Ramallo, a z kuchni, z tacą pyszności wyłoniła się Olga. Wszyscy mieli zadowolone miny, a zapach świeżych bułeczek gosposi tylko podniecił apetyty. Nic w końcu dziwnego, dzień zapowiadał się pięknie. Słońce przebijało się przez gałęzie rozłożystych drzew i ani jeden obłok nie śmiał go przysłonić. Domownicy wydawali się wypoczęci i weseli. 
- Jakie plany na dzisiejszy dzień ma moja mała dziewczynka? - zapytał pan domu, patrząc na córkę. Dziewczyna wywróciła oczami, poirytowana zdrobnieniem.
- Po zajęciach idziemy z dziewczynami do Resto, a później Leon zaprosił mnie na spacer - odpowiedziała, biorąc kolejny kęs drożdżówki. 
Ku mojemu zdziwieniu, German nie zareagował na wspomnienie o chłopaku nastolatki i tym razem uwagę skupił na mnie. 
- A moja duża dziewczyna? - Posłał mi uśmiech. 
Spuściłam głowę, rumieniąc się. Zawsze robiło mi się gorąco, kiedy nazywał mnie "swoją dziewczyną" w czyjejś obecności, nawet w kwestii żartu. Czułam wtedy, że naprawdę się mnie nie wstydzi i traktuje nasz związek poważnie. 
- Cóż.. Zamierzałam miło spędzić popołudnie z moim chłopakiem. - Odwzajemniłam jego spojrzenie. Widziałam, jak jego oczy śmieją się do mnie. Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie, aż do momentu, kiedy Violetta oznajmiła, że czas już wychodzić. Cmoknęłam Germana w policzek, pożyczyłam domownikom "miłego dnia" i razem z siostrzenicą udałam się do Studia. 

Otworzyłam oczy. Dziś, kiedy poczułam się nieco lepiej, mogłam uważnie przyjrzeć się sali.  Pokój, w którym się znajdowałam w niczym nie przypominał szpitalnych oddziałów. Kremowo - szare ściany idealnie kontrastowały z herbacianymi różami, porozstawianymi na parapecie i brązowymi meblami oraz puchowym dywanem. Musiało być wcześnie rano, bo za oknem ledwie świtało i salę rozjaśniał jedynie blask lampy, stojącej w kącie. Jedyną oznaką kliniki były białe łóżka, ustawione równolegle do okien. Dwa z nich były puste, trzecie zajmowałam ja. Dopiero po dłuższej chwili, zauważyłam, że po mojej lewej stronie, w fotelu cicho pochrapuje Pablo. Mężczyzna lekko ściskał moją dłoń, kiedy próbowałam się wyswobodzić, natychmiast się ocknął.

- C-co.. - wymamrotał, rozglądając się po sali. Gdy spostrzegł, że nie śpię, uśmiechnął się słabo i pochylił.
Oczy miał przekrwione i podpuchnięte, a twarz bladą i zmęczoną. Kilkudniowy zarost sugerował, że przez dłuższy czas nie opuszczał szpitala. Poczułam ścisk w gardle i odwzajemniłam uśmiech.
- Jak się czujesz? Potrzebujesz czegoś? Zawołać pielęgniarkę?
- Nie, Pablo, nie. Dziękuje - powiedziałam. Słabość mojego głosu przeraziła nawet mnie.
Mężczyzna poruszył się niespokojnie, ale nie opuszczał kącików ust.
- Powinieneś odpocząć.
- Nie jestem zmęczony - ziewnął.
Zachichotałam.
- Angie.. German ma te pieniądze, stać go na opłacenie leczenia i..
- Nie. - Przerwałam mu. - Nie chcę jego majątku.
- Wiesz, że to może być jedyne wyjście.. - powiedział cicho, jednak zdążyłam to dosłyszeć. Chwyciłam jego dłoń.
- Jeśli mam odejść, to na moich warunkach, nie przykuta do łóżka i kroplówek.
Wiedziałam, że tymi słowami łamię mu serce. Znaliśmy się już tyle lat, razem dorastaliśmy, wspieraliśmy się i razem podejmowaliśmy wszelkie decyzje. Nasza przyjaźń, związek. Zawsze mogłam liczyć na pomoc Pablo. Nawet w obliczu śmierci był obok.

***

- Nie, nie tak. Nie naciskaj zbyt mocno.. - Instruował Pablo. 
Cofnęłam dłoń, tak, że opuszki moich palców ledwo dotykały klawiszy fortepianu, po czym rytmicznie je opuściłam, układając spójną melodię. 
Przymknęłam oczy i odchyliłam głowę, wsłuchując się w kojące dźwięki. Przyjaciel odegrał następne wersy piosenki, po czym przystanął. Spojrzeliśmy na siebie, jednocześnie wybuchając śmiechem. Nastolatek objął mnie ramieniem i resztę wieczoru spędziliśmy na mojej pierwszej lekcji muzyki.  

***

Zapach męskich perfum zmusił mnie do otworzenia powiek. Oślepił mnie dziwny blask. Gdy kujące światło nieznacznie zbledlo, ujrzałam nachylającego się Germana, który w skupieniu się we mnie wpatrywał. Ale coś było inaczej, coś było nie tak. Jego surowa twarz była zupełnie pozbawiona emocji. Uniosłam dłoń, aby go dotknąć, Jego policzek był tak zimny i twardy.
Nagle mężczyzna wstał i powoli zaczął się oddalać.
- Poczekaj! - Zamiasy krzyku z moich ust wydobył się jedynie niewyraźny szept.
Resztkami sił stanęłam na nogi i potykając się, pobiegłam za szwagrem, lecz, gdy tylko wydawało mi się, że zaczynam go doganiać, jego sylwetka robiła się rozmazana i jeszcze bardziej oddalona. Obraz wokół mnie wirował, zmieniał barwy, przyspieszał, zwalniał, Czułam, że powoli tracę równowagę.
Zdyszana, opadłam na rażącą biel i zaszlochałam. Byłam zmęczona. Chciałam, aby ten koszmar się w końcu skończył.
- Już dobrze, siostrzyczko. - Czyjaś dłoń powoli sunęła po moich włosach.
Niepewnie rozchyliłam powieki i moim oczom ukazała się Maria. Uśmiechała się do mnie łagodnie.
- To tylko sen, tylko sen. - Płakałam, zwijając się w kłębek i zakrywając uszy dłońmi.
- Nie bój się, Angeles - powiedziała dzźwięcznym głosem.
Jej mleczna cera idealnie kontrastowała z czerwienią ust i ciemnymi lokami, które okalały jej smukłą twarz. Otulała ją biel, lecz nie tak rażąca. Ta, która jej towarzyszyła była niezwykle kojąca i poczułam, że pragnę móc również, choć trochę jej zasmakować. Była przepiękna, dokładnie taka, jak ją zapamiętałam.
- Czy ja umarłam? - wydusiłam.
Roześmiała się.
- Ależ nie, głuptasie.
- Czy to niebo? Czyściec? A może piekło?
Ponownie zachichotała.
- Nie, kochanie. To miejsce, w którym spotykają się wszystkie zagubione dusze, które muszą stanąć przed pewnym bardzo ważnym wyborem. Jestem tu, aby pomóc ci go podiąć. Chodź ze mną - poprosiła. Chwyciłam jej dłoń, pozwalając, aby rażąca przestrzeń zniknęła.


- Tato! Tato! - Około pięcioletnia dziewczynka rzuciła się w ramiona Pablo. Mężczyzna uniósł ją i zaniósł do łóżka.
Pokój oświetlała jedynie nocna lampka, stojąca w kącie pokoju. Ściany pokryte były różową tapetą w kwiatki, a z sufitu zwisały odblaskowe nuty.
- Czy to..
- Zgadza się, to jego córeczka. Mała Angeles.
Spojrzałam na Marię.
- Nazwał ją moim imieniem?
Kobieta uśmiechnęła się lekko.
- Kochał cię. Chciał, żebyś pozostała jak najbliżej.
Regały całkowicie zapełniały misie i lalki. Podeszłam do jednej z półek, na której stała fotografia niemowlęcia w obięciach mojego przyjaciela i jego żony. Podpis z tyłu ramki sugerował pamiątkę ze chrztu dziecka.
Spojrzałam w kierunku Galindo, do którego dołączyła Monica. Oboje nachylali się nad łóżeczkiem córki. Kobieta szczelniej ukryła małą pod kołdrą, podczas, gdy Pablo cicho nucił kołysankę.
Po chwili dziewczynka zasnęła, a para wyszła z pokoju. Podążyłam za nimi, w ślad za mną poszła również Maria.Małżeństwo powoli szykowało się do snu.
- Musiało minąć tyle czasu.. - westchnęłam.
- Kilka lat - dopowiedziała moja siostra. - Chodźmy dalej. Jesteś gotowa? - Podała mi rękę, którą po chwili wahania chwyciłam.

Tym razem znalazłyśmy się w Studio, a sądząc po jego stanie były to raczej jego pozostałości. Budynek wyglądał na bardzo zaniedbany i dawno opuszczony. Kolorowa tapeta była pozdzierana w kilku miejscach, obrazy i plakaty poznikały, a w kątach zalegały odłamki szkła. Szkołę wypełniała zupełna cisza, gdzieś z daleka słychać było jedynie kanapie wody. 
- Po twojej śmierci zabrakło osoby, która zajęłaby się prowadzeniem Studia. Pablo całą swoją uwagę poświęcił rodzinie i nie był w stanie zarządzać szkołą. Placówka zaczęła tonąć w długach i w końcu budynek przejął ją bank, Teraz stoi nieużytkowany - wyjaśniła Maria. Ja jednak zatrzymałam się na słowie śmierć. 
- Mario.. Gdzie my jesteśmy? - spytałam zduszonym głosem. 
- Chcę pokazać ci, jak może wyglądać przyszłość. To czeka cię, gdy odejdziesz - powiedziała i wtedy obraz zniknął. 


Tym razem znalazłyśmy się w miejscu, którego zupełnie sie nie spodziewałam. Otulało nas domowe ciepło i zapach pierników zmieszany z wonią świerkowych igieł. Zewsząd błyskały kolorowe lampki porozwieszane u poręczy schodów i przy rozłożystych karniszach. 
Wszędzie jednak rozpoznałabym ten dźwięk. Łagodne nuty fortepianu wypełniały pomieszczenie i czarowały swoją magią. 
- Noche de paz, noche de amor. Todo duerme en derredor. Entre sus astros ue esparcen su luz..
Obróciwszy głowę, ujrzałam Violettę. Maria podeszła do niej i położyła dłonie na ramionach dziewczyny. Nastolatka wzdrygnęła się lekko, rozglądając dookoła i umilkła. Jej oczy zaszły mgłą. 
- Czy ona to poczuła? 
- Tak, lecz nie jako dotyk, ale powiew wiatru, jakby musnęło ją skrzydło motyla. 
Violetta chwyciła fotografię przedstawiającą mnie i Marię, pochylające się nad wózkiem ze śpiącym niemowlęciem i przytulila ją do piersi. 
- Zawsze w święta przychodzę tu, żeby na nią popatrzeć. Tam, dokąd odeszłam mogę słyszeć jedynie jej śpiew, lecz bywa czasem, że i on staje się niewyraźny - szepnęła Maria. 
Nagle do salonu wszedł pan domu. Biała koszula ciasno opinała jego tors, a idealnie przystrzyżone włosy, jak zwykle ułożone były nienagannie. Podszedł do córki i zamknął ją w swoich ramionach. 
- Ja też za nimi tęsknię, słonko - mruknął. - Ale one są gdzieś tu, blisko nas. - Pocałował czubek jej głowy. 
- Kochani, jesteście gotowi? - Nagle pojawiła się Esmeralda. Wystrojona w czarną sukienkę oparła się o futrynę kuchennych drzwi.Ubranie podkreślało jej zaokrąglony brzuch. - Taksówka zaraz będzie. Violu, leć po kurtkę.
Nastolatka posłusznie wyswobodziła się z uścisku ojca i ruszyła w kierunku schodów. Mój szwagier przysiadł na kanapie. 
- German, czy coś się stało? - zapytala, głaszcząc jego kolano. - Jesteś moim mężem, nie odsuwaj się ode mnie. 
- Wszystko w porządku. - Musnął krótko jej usta. - Idę po marynarkę. 
Podążyłam za mężczyzna wprost do jego gabinetu. Mężczyzna zamiast jednak chwycić ubranie, obszedł biurko i otworzył szufladę. Moim oczom ukazał się pierścionek - prezent, jaki niegdyś podarował mi po zgubieniu pamiątki od siostry. 
- Och, Angeles.. - westchnął, a głos zadrżał mu, gdy wymawiał moje imię. Dlaczego nas opuściłaś.. - Po chwili ukrył twarz w dłoniach i cicho zapłakał. Szybko jednak zagryzł wargi, przetarł mokre policzki i chwytając okrycie, wyszedł z gabinetu, wcześniej jednak chowając biżuterię. 
- Ożenił się, kilka razy przeprowadził, a teraz oczekuje narodzin dziecka. Ale w końu wrócił do Buenos Aires. Tu, gdzie zostało jego serce. Angie, on nigdy nie przestał cię kochać. 
Spuściłam głowę, wlepiając spojrzenie w swoje bose stopy. Kobieta kontynuowała. 
- Już czas. Musisz zadecydować, w którą stronę chcesz iść. 
- A jeśli pójdę z tobą? 
- Wtedy nigdy nie zaznasz już bólu i cierpienia. Zawsze będziemy razem, w otoczeniu najpiękniejszej muzyki, o jakiej nigdy nie śniłaś. 
- Czy tam jest też Javier, Emilio, Ivi i tata?
- Czekają na ciebie. - Uśmiechnęła się. 
- A czy ty miałaś prawo wyboru? 
Maria popatrzyła na mnie smutno. Po moich policzkach pociekły łzy. 
- Czy, gdybyś chciała, mogłaś zostać?
- Nie, skarbie. Odeszłam, żeby już zawsze być blisko.. 
Załkałam i w tym momencie willa zniknęła, a jej miejsce zajęła biała poświata. Ucichło też syczenie ogniska, słodka woń ciast rozpłynęła się. Obraz Marii zaczął powoli się oddalać.
- Już czas, siostrzyczko. - W głowie huczał mi jej głos. - Musisz wybrać..
Ponownie ujrzałam Pablo i Monicę, trzymających w obięciach córeczkę, szczęśliwą rodzinę Castillo, a także Studio, które zostaje przerobione na sklep odzieżowy.
- Chodź z nami.. - Obok mnie stanął Javier i Ivi. Oboje chwycili mnie za ręce. Wydawali się tak radośni,  przepełnieni spokojem i harmonią. 
- Angie.. - Emilio otoczył mnie ramieniem i uśmiechnął się szeroko. Byłaś najwspanialszym, co mnie spotkało. - Teraz możemy być szczęśliwi - zachęcił. 
Wszystkich otaczała biel i blask, lecz nie tak rażący.  Ten, który bił od ich postaci był kojący i spokojny. 
- Córeczko.. - Przede mną stanął mój ojciec. Był taki, jak go zapamiętałam. Z lekko siwiejącymi włosami i brodą. Jego oczy śmiały się do mnie radośnie. - Już jesteś gotowa - szepnął. 

I wtedy poczułam, jak i mnie zaczyna wypełniać fala przyjemnego ciepła. Nagle byłam tak lekka, jakbym miała oderwać się od ziemi i polecieć w nieznane. Usłyszałam dźwięk szaleńczo pikającej aparatury i czyjeś krzyki. Później wypełniła mnie ciemność, a następnie bezgraniczne światło.

_____________________________
Hallo, czy jest tu kto? :D
Witam wraz z nowym rozdziałem!
Jak podobają się Wam moje wypociny? Czy czekacie na więcej? 

Pozdrawiam, do przeczytania!
Wiktoria

PS. Z okazji świąt, życzę Wam, drodzy czytelnicy tego, co najlepsze! Uśmiechu - bo to on potrafi rozświetlić nawet najciemniejszą noc, pogody ducha, radości z każdej chwili, wspaniałych przygód, samych szczerych ludzi dookoła, spełnienia marzeń. Ale pamiętajcie - zawsze zostawcie jedno w kieszeni. Bo co to za życie bez marzeń? Trzymajcie się! ♥

wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozdział 137


Zwinięta w kłębek na kanapie przeleżałam następne trzy dni. Moja komórka spoczywała pod ścianą roztrzaskana w drobny mak od czasu, gdy wydała z siebie trzydzieste szóste powiadomienie od Pablo.
Nie pojawiłam się w Studnio ani razu, nie wyszłam też z domu i nie wzięłam lekarstw. Świat przestał istnieć. 
Mimo to w głębi serca pragnęłam czyjejś obecności, ciepła, pociechy.
Z szuflady w komodzie wydobyłam album ze zdjęciami w fioletowej oprawie. Pierwsze strony poświęcone były mojej siostrzenicy. Kilkulatka uśmiechała się wdzięcznie do fotografa, dumnie ukazując śnieżnobiałe ząbki. Na kolejnych była już starsza - w kolorowych, pstrokatych sukienkach i długim kucyku. Aż w końcu odszukałam zdjęcie z naszej pierwszej wspólnej Wigilii po wielu latach rozłąki. Obraz mnie samej, siedzącej pomiędzy Germanem, a jego córką i uśmiechniętej od ucha do ucha wydawał się teraz taki odległy. 
Westchnęłam i odłożyłam album na miejsce, patrząc z  nostalgią na zakurzony fortepian, stojący pod oknem. Nie śpiewałam odkąd zabrano mi dwie najważniejsze muzy w moim życiu. Nagle zapragnęłam znów usłyszeć łagodny dźwięk instrumentu. Usiadłam przy nim i ułożyłam skostniałe palce na klawiszach. Pierwsze ruchy zrodziły nieskładne nuty. Skrzywiłam się i przymknęłam oczy. 
Nagle moje dłonie zaczęły wygrywać nieznaną melodię, samodzielnie  się w przód. Gdy przestałam, moje ciało drżało od niekontrolowanych drgawek. Załkałam, chowając głowę pomiędzy ramiona. Gwałtownie wstałam i chwyciwszy wazon, stojący na instrumencie, cisnęłam nim o ścianę. Różowa porcelana rozsypała się na kawałeczki, a ja niezniechęcona stratą złapałam regał, podtrzymujący zbiór książek. Opasłe tomy runęły na ziemię, podobnie jak drewniana komoda, poduszki zdobiące kanapę, kuchenny obrus i pozostałe przedmioty w zasięgu mojego wzroku, Nocną lampką strąciłam szereg fotografii, zaraz po tym przykucając obok nich i wrzeszcząc ze złości, przycisnęłam jedną z nich do piersi. Zza pękniętej ramki uśmiechała się do mnie cała rodzina Castillo. Olga i Ramallo stali za kanapą, na której siedziałam ja, Violetta i German, obejmujący mnie ramieniem.
Przesunęłam palcami po sylwetkach rodziny i nagle mocno zapragnęłam ich zobaczyć. Zlustrowałam wzorkiem zmasakrowane mieszkanie i nie zamykając drzwi, wybiegłam na klatkę schodową.

Dopiero przed posiadłością Castillo dopadły mnie wątpliwości. Drżącą dłonią sięgnęłam do dzwonka, zauważając, że moje knykcie i opuszki palców krwawią od wbitych w nie drobinek szkła.
- Angeles! - Nim się obejrzałam, drzwi otworzyły się, a w progu stanęła Olga. W pierwszej chwili uśmiechnęła się do mnie radośnie, ale chwilę później z niedowierzaniem trzymała moje dłonie w swoich i bacznie mi się przyglądała. - Kochanie, wyglądasz..
Niechętnie uniosłam kąciki ust, choć w głębi duszy szczerze ucieszył mnie jej widok. Kobieta uchyliła szerzej drzwi i zaprosiła mnie do środka. Od razu skierowałyśmy się do kuchni, po której rozchodził się wspaniały zapach pieczonego kurczaka i przypraw. Poczułam jak burczy mi w brzuchu. Nic w końcu dziwnego, nie miałam nic w ustach od kilku dni.
- Jesteś głodna? - Gosposia zdawała się czytać w moich myślach. Z kredensu wyciągnęła własnoręcznie przygotowane bułeczki maślane i postawiła przede mną razem z dużą szklanką mleka.
Bez słowa zabrałam się za jedzenie, łapczywie sięgając do talerza. Gdy w całości opróżniłam naczynie i wypiłam ostatni łyk mleka, zauważyłam, że Olga przez cały czas wpatruje się we mnie zatroskanym wzrokiem.
Spojrzałam w lustro wiszące za kobietą. Ujrzałam w nim bladą postać z podkrążonymi oczami i zmęczonym wyrazem twarzy. Włosy miałam potargane, a szarą dresową bluzę i t-shirt pomięte i poplamione.
Spuściłam głowę, bawiąc się końcówką obursa, lecz w końcu nie wytrzymałam i wybuchnęłam płaczem. Kobieta natychmiast obeszła stół i przytuliła mnie.
- Skarbie.. - Poklepała mnie po plecach.
Zaszlochałam, mocniej wtulajac się w jej ramię. W końcu jednak oderwałam się od Niemki i wytarłam twarz chusteczką. Poczułam nieznaczną ulgę i głośno odetchnęłam.
Nagle rozległy się brawa i świsty. Spojrzałam pytająco na gosposię i dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że od mojego przyjścia z salonu dobiega muzyka i gwar.
Wstałam i nieznacznie rozchyliłam kuchenne drzwi. Przez niewielką szparę ujrzałam tłum gości, a pośród nich pana domu i jego nową partnerkę.
Poczułam dotyk gosposi na swoim ramieniu i ścisk w gardle. Słowa Germana mnie ogłuszyły.
Poruszyłam niemo ustami i posłałam Oldze słaby uśmiech, po czym nie oglądając się za siebie, opuściłam dom szwagra.

Biegłam ulicami Buenos Aires, powoli słabnąc, jednak ból w klatce piersiowej i brak tchu nie przeszkodziły mi w zwiększeniu tempa. Chciałam uciec jak najdalej. Od Germana. Od wspomnień. Od siebie. Właśnie teraz poczułam, że wszystko, co kochałam i wszystko na czym mi zależało, ostatecznie zostało mi odebrane.

Nagle rozległ się huk. Pisk opon. Uderzenie. Ostanie, co zobaczyłam, to niebezpiecznie zbliżajacy się samochód.
Przegrałaś, no przyznaj. 

- Angie! Angie, bądź silna, słyszysz? Dasz radę! Nie poddawaj się.. - Słyszałam Pablo. Był mocno wystraszony.

- Panowie, na trzy! - Nie umiałam rozpoznać właściciela tego głosu - Raz, dwa.. Poczułam, że ktoś mnie podnosi. Otworzyłam oczy, żeby zobaczyć co się dzieje, ale oślepił mnie blask lampy.
- Przytomna! - zawołał mężczyzna, który przez chwilę trzymał mnie w powietrzu.
 Wokół mnie tyle się działo, a ja nie wiedziałam ,o co chodziło wszystkim tym ludziom krzątającym się w pobliżu i co chwile wykrzykujących dziwne zdania: Tętno?, Traci świadomość?, Czy mnie pani słyszy?
O, to ostatnie to było chyba pytanie do mnie.. 
Poruszyłam ustami, ale nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku.. Nagle ciężkie powieki wygrały walkę z opierającą się im chęcią głośnego krzyku. Zasnęłam. 
Pod powiekami miałam obraz Violetty, Germana i jakiejś kobiety, a w uszach dźwięczały mi słowa szwagra: "Esmeraldo, wyjdziesz za mnie"?

Ciepło rozchodzące się po palcach u mojej dłoni sugerowało czyjąś obecność w sali, w której mnie położono. Nieznajomy ścisnął moje palce, po czym uniósł je do swoich ust i delikatnie musnął.
- Och, Angie.. - Rozpoznałam głoś przyjaciela. - Nie możesz odejść. Nie..  - zaszlochał. - Są ludzie, którzy cię kochają, ja cię kocham..
- To nie guz mózgu, kiedyś ci przejdzie. - Zebrałam w sobie całą siłę woli, aby poruszyć wargami, jednak nie otworzyłam oczu.
Mężczyzna westchnął ciężko.
- Wiesz, - wysapałam, czując, że każde wypowiedziane słowo zabiera mi oddech. - Plusem całego tego cholerstwa jest to, że są momenty, kiedy zapominam o niektórych rzeczach. Tak jakbym nigdy nie pochowała siostry, albo nie spotkała Emilio. Noszę ból po ich stracie, lecz nie wiem z czym się wiąże. - Przełknęłam ślinę. - Czasami zamazuje się obraz Germana i bywa, że pamiętam go tylko, jako nastolatka wpadającego do mojego domu na niedzielne obiady. Mój mózg zapomina, ale serce nie..
- Znajdziemy lekarstwo, które ci pomoże.
Zaśmiałam się słabo, wciąż nie rozchylając powiek.
- Moje lekarstwo ma metr osiemdziesiąt, czekoladowe oczy i niedługo się żeni.

__________________________
Witam Was za pośrednictwem tego krótkiego rozdziału!
Spostrzegawczy pewnie zauważyli, że tekst zapisany kursywą to wycinek z 1 rozdziału. Ciekawych zachęcam do odświeżenia pamięci. :) 

Do szybkiego przeczytania!
Wiktoria