wtorek, 1 października 2013

Rozdział 55

Zdrada.Czym ona jest?
Zdrada-świadome(?)zadanie bólu,cierpienia drugiej osobie.Podeptanie miłości
Czy jesteśmy w stanie ją wybaczyć?
Można zdradzić żonę,męża,przyjaciela..Są zdrady na linii matka-córka,przyjaciel-przyjaciel..
Każda ze zdrad będzie miała różny wymiar..Różny charakter,styl..Ale każda wspólny wynik,którym okaże się nadwyrężenie zaufania..W każdym razie,osoba zdradzona,odczuwa złość,smutek,gniew i niewyobrażalny ból..Zawiodła się na bliskiej osobie,której zaufała.Nie ma znaczenia,czy bliski,zdradził sekret,dokonał skoku w bok,wyrzekł się jej-efekt jest ten sam."Zdrada to operacja na otwartym sercu".
Jak dalej żyć u boku osoby,która dopuściła się wręcz niewybaczalnego częstu czynu?Jak patrzeć jej w oczy?
Czy zdradę można wybaczyć?Można.A czy można zapomnieć?Nie.
Nie da się wymazać z pamięci czegoś,co zostawiło uszczerbek w naszym sercu.

-Proszę,zajmijcie miejsca.Która para jako pierwsza chce się zaprazentować?-Zapytałam,wodząc wzrokiem po uczniach.Ku mojemu zdziwieniu,nikt się nie zgłosił.-Nie przygotowaliście się?-Zapytałam,zaskoczona.Znowu nikt mi nie odpowiedział.-W porządku,sama wybiorę.Widzę,że bardzo chce..O!Bardzo chce Andres i Camila!Zapraszam.
Wyznaczone przeze mnie osoby,podeszły do biórka,a po chwili,rozległy się dźwięki,uwielbianej przeze mnie piosenki.Melodnia "Algo suena mi",wprawiła mnie w doskonały nastrój.
-"Encuentro todo en mi musica,porque estoy siempre bailando.Y necesito que mi musica.."
Reszta studentów też wydała się rozruszać.
Po zakończonym występie moim oczom,ukazał się las rąk.
Reszta lekcji,minęła w przyjemnej atmosferze.Wszyscy chętnie brali udział w zajęciach i bez przeszkód mogłam prowadzić zajęcia.
-Hej,Angie.Gotowa-Nawet nie zauważyłam,że w drzwiach sali,stoi Violetta.
-Już ta godzina?-Zdziwiłam się.Dzień w Studiu,minął mi niespodziewanie szybko.-Okej,idziemy.-Chwyciłam torebkę i razem z siostrzenicą,skierowałam się do wyjścia.
W holu minęłyśmy Pabla,który obrzucił mnie błagalnym spojrzeniem.Starałam się to zignorować,mimo nieocenionego skurczu serca.
Droga do szpitala,minęła równie szybko,jak poczucie winy dotyczące Pabla.
Gdy miałyśmy przekroczyć próg sali,w której leżał Javier,zatrzymał nas znajomy głos pielęgniarki.
-Dzień dobry.-Przywitała się.-Przyszłyście do Javierka?W tej chwili jest na badaniach.-Poinformowała nas Linda.-Jutro zabieramy go do Almagro na chemioterapię.Jeśli chcecie,to zaczekajcie w jego sali.
Ochoczo,przystanęłyśmy na propozycję kobiety i weszłyśmy na salę.Zmartwiona stanem chłopca,pogrążyłam się w rozmyślaniach.
Siedząc na fotelu koło szpitalnego łóżka,miałam okazję bliżej zapoznać się z jednoosobowym pokojem Javierka.
Wnętrze nie należało do najprzytulniejszych.Na szaro-beżowych szafkach,umieszczonych pod oknem,leżały białe serwety.Dwa duże fotele obok regałów,przykryte były szarym kocem.Nawet pościel miała biały,smętny kolor.Gdyby nie jasnozielone ściany,przyozdobione kwiatuszkami i słoneczkami oraz namalowana przy drzwiach Myszka Miki,sala miałaby całkowicie ponury charakter.Żadnej zabawki,żadnego pluszaka..
Wtem do mojej głowy,przyszedł pewien pomysł.
-Violu,zostaniesz tutaj sama?Muszę gdzieś wyjść.Obiecuję,że wrócę najszybciej,jak się da.-Rzuciłam i nie czekając na odpowiedź,szybkim krokiem opuściłam szpital.
Los tym razem mi sprzyjał,na taksówkę nie musiałam czekać długo i w ciągu niecałych dziesięciu minut,byłam w domu.Z zawrotną prędkością wbiegłam do budynku,a następnie do swojego pokoju.Przykucając koło łóżka,wyłowiłam spod niego kartonowe pudełko.Pomijając pamiątki po Marii,pamiętnik,zdjęcia i inne drobiazgi,dokopałam się do małego,pluszowego pieska.Moja przytulanka z dzieciństwa..
Gund Miś Pluszowy Piesek Puddles 30 cmMisiek co prawda miał lekko odstający ogon i niedbale zawiązaną kokardkę wokół szyi,lecz nie stracił dawnej wyjątkowości..
Jako dziecko był moim przyjacielem.Bronił mnie przed nocnymi duchami,towarzyszył podczas pierwszego dnia w szkole..
-Pamiętasz,jak Maria przyszywała mu ucho?-Obok mnie,klęczał Czarek.-Albo wyprawianie przyjęć dla lalek!
Na myśl o zmarłej siostrze,poczułam uścisk w gardle.Bardzo mi jej brakowało..
Chwyciłam maskotkę i biegiem,ruszyłam do wyjścia.


-"Pienso que las cosas suceden.Y el porque esta en mi mente.."-Usłyszałam,przekraszając próg sali Javiera.
Gdy weszłam do środka,moim oczom ukazał się wzruszający widok:Violetta,leżała na szpitalnym łóżku,a obok niej,opierający głowę o jej brzuch-Javier.
Malec z wypiekami na twarzy,przysłuchiwał się jej głosowi.Zaś Violetta,troskliwie głaskała jego blond czuprynkę.
-Hej.-Powiedziałam łagodnie,przysieradając obok nich.
-Angie!-Chłopiec natychmiastowo zerwał się z miejsca i rzucił w moje ramiona.
-Cześć,Javierku.Jak się dzisiaj czujesz?-Ucałowałam jego czoło.
-Dobrze.-Odparł,sadowiąc się na moich kolanach.-Czekałem na ciebie.
-Przecież obiecałam,że przyjdę.-Uśmiechnęłam się,łaskocząc go.
-Eeej.-Zachichotał malec.
Do wygłupów,przyłączyła się też Violetta.Teraz cała nasza trójka,szalała,śmiejąc się w niebogłosy.Wariacjom nie było końca.Nawet nie zauważyłam,kiedu się ściemniło.
-Violu,już późno.-Powiedziałam,trzymając się za brzuch,który mrowił od nadmiaru łaskotek.
Dziewczyna ciężko westchnęła,zsuwając się z łóżka.
-Idziecie?-Zapytał Javier z żalem w głosie.Do jego oczu,napłynęły łzy.-Zostańcie!-Objął udo Violetty,mocząc jej sukienkę.
Siostrzenica,popatrzyła na mnie smutno.W odpowiedzi przecząco pokręciłam głową.
-Wiesz kochanie..-Przypomniałam sobie o pluszaku.-Mam coś dla ciebie.
Javier,nieśmiało odwrócił się w moim kierunku.
-Poznaj Pinto.-Wyciągnęłam misia z torebki i podałam chłopcu.-Pinto mieszkał u mnie dosyć długo,ale teraz nie mogę się nim zajmować.Był moim przyjacielem.Na pewno się zaprzyjaźnicie.Czy mógłbyś się nim zaopiekować?
Maluch,ostrożnie ujął misia swoimi malutkimi dłońmi i głęboko spojrzał w jego koralikowe oczy.
-Pinto powiedział,że chętnie ze mną zostanie,ale będzie za tobą tęsknił.-Powiedział,przytulając zabawkę.
-Jestem pewna,że nie dasz mu długo za mną rozpaczać.Będzie mu z tobą dobrze.-Pogłaskałam policzek chłopca.-Teraz niestety musimy już iść,wiesz?-Obserwowałam,jak oczy Javiera,ponownie wypełniają łzy.-Ale przecież Pinto jest z tobą!Bedzie cię pilnował.-Przeczesałam palcami jego loki.-Tylko czy mógłby z tobą spać?On bardzo nie lubi samotności.-Szepnęłam.
Javier energicznie pokiwał głową,a na jego twarzy zagościł uśmiech.
-Świetnie.-Ucieszyłam się,ściskając chłopca.-Możesz go zabrać jutro do Almagro.Linda,powiedziała mi,że pojedziesz z nią na wycieczkę,dlatego jutro się nie zobaczymy,ale po twoim powrocie znów cię odwiedzimy,dobrze?
-Yhy..-Przytaknął Javier.
-W takim razie do zobaczenia wkrótce.Przyjemnej podróży,skarbie.Razem z Pinto,odkryjecie nowe miejsca.-Musnęłam palcem jego malutki nosek.
-Pa,maluchu.-Moja siostrzenica,ucałowała główkę chłopca i przekładając torebkę przez ramię,stanęła w drzwiach.-Pamiętaj!Jak wrócisz,to wznawiamy lekcję czytania.-Uśmiechnęła się życzliwie.
-Tak!-Roześmiał się Javier.-Papa.-Pomachał nam ręką na pożegnanie.
Razem z Violettą,niechętnie opuściłyśmy szpital.


Gdy wróciłyśmy do willi,mieszkańcy zasiadali do stołu.Idąc w ślad za nimi,umyłyśmy ręce i zajęłyśmy swoje miejsca.
-Jak wam minął dzień?-Zapytał pan domu.
-Eeyy..W porządku..Studio i tak dalej..-Powiedziała Violetta.Ja się nie odezwałam.Javier nie był tajemnicą,ale po co miałam mu o nim opowiadać?
Po skończonej kolacji poczułam się niezwykle senna,lecz mimo to postanowiłam zajrzeć do pokoju siostrzenicy.Dziewczyna leżała na łóżku i zawzięcie pisała coś w swoim różowym pamiętniku.Zza niewielkiej szpary,obserwowałam jej skupioną i zamyśloną minę.
-Wejdź,Angie.-Powiedziała Violetta,nie odrywając wzroku od notatnika.
-Co słychać?-Zapytałam,przysiadając obok niej.
-Wiesz..-Zamknęła pamiętnik.-Myślę o Javierku..Tak bardzo mi go szkoda..-Westchnęła.-Angie..A co jeśli on..Co jeśli..

-Nie myśl tak.-Pocałowałam grzbiet jej dłoni.-Javier jest pod bardzo dobrą opieką.Poza tym jego stan się poprawia.Nie musisz się martwić.-Uśmiechnęłam się.-Aa..Twój prezent dla taty jest już gotowy?-Zmieniłam temat.
-Właśnie!Spójrz!-Nastolatka,wyciągnęła spod biurka kolorowe zawiniątko.
Ostrożnie ściągnęłam papier,oglądając przedmiot.
-No,no.-Zaśmiałam się.-Cudowne.Tato na pewno się ucieszy.-Z powrotem,zapakowałam prezent.-Teraz odpocznij.Jutro musimy dopracować nasz plan.Śpij dobrze.
-Dobranoc.-Usłyszałam,opuszczając sypialnie siostrzenicy.



                                                                               ***

Nazajutrz podczas przygotowań do śniadania,wtajemniczałam Olgę w plan urodzin Germana.
-Ależ nie ma sprawy!Ja wszystkiego dopilnuję!-Zadeklarowała gosposia.-A ten stary pierdziel się nie wygada?-Palcem,wskazała na siadającego przy stole Ramalla.Na szczęście mężczyzna,nie dosłyszał jej słów.
-Ramallo już o wszystkim wie i również pomoże.-Zapewniłam.
-No,dobrze.To ile już naszemu panu stuknie?Pięćdziesiątka?Sześćdziesiątka?
-Olgo,German  nie jest aż taki stary.-Roześmiałam się.
-Jasne,jasne.On przynajmniej dostrzega pani miłość,a tamtemu dziadkowi,potrzeba okularów najwidoczniej.
Zarumieniłam się,chichocząc pod nosem.
-Dziękuję,że zgodziłaś się nas wspomóc.-Poklepałam ją po ramieniu i rozbawiona,ruszyłam do jadalni.
Podczas posiłku,Violetta i Lisandro co chwila wymieniali porozumiewawcze spojrzenia,natomiast ja,kontrolowałam sytuację z Olgą.
-Jesteście jacyś dziwni.-W pewnym momencie,wypalił mój szwagier.-Ukrywacie coś przede mną?Ramallo.Jesteś moim przyjacielem,o co chodzi?
-Oj,tatoo..-Przeciągnęła nastolatka.-Skąd ci przyszedł do głowy taki głupi pomysł?-Ucałowała jego policzek.-Angie,idziemy?
-Tak,oczywiście.-Chwyciłam jabłko i podążyłam za siostrzenicą.

-Uff,o mały włos.-Odetchnęła z ulgą Violetta,gdy byłyśmy już poza domem.-Tato zaczyna coś podejrzewać.Mam nadzieję,że Ramallo nie piśnie słówkiem.
-Na pewno nie.-Uspokoiłam ją.-Wszystko się uda.
Przez resztę drogi do Studia,zawzięcie dyskutowałyśmy o przebiegu niespodzianki dla Germana.Wszystko zdawało się być dopięte na ostatni guzik.Czułam,że się nam powiedzie.
Do szkoły,weszłyśmy równo z dzwonkiem,dlatego każda z nas,od razu udała się na swoje zajęcia.
Poprzedziłam pójście do swojej klasy,"zwinięciem"dziennika z pokoju nauczycielskiego i mogłam zaczynać lekcje.

                                                                    ***

Wybiła 15.Do tego czasu,zdążyłam uprzątnąć dokumenty,zalegające na moim biurku i z ułożonym kalendarzem popołudnia,ruszyłam do wyjścia.
Dziwnym trafem,nie napotkałam dzisiaj Pabla.
-"Łód szczęścia?Przypadek?"
Bez dłuższych przemyśleń,ostrożnie zapukałam do drzwi gabinetu dyrektora.Mimo kilkuminutowego wyczekiwania na odpowiedź,nie otrzymałam jej.Niepewnie zajrzałam do środka.Moim oczom,ukazał się szokujący widok..Kałuża krwi,szczątki literatki i butelka po whisky..A na fotelu..Na fotelu z zakrwawioną twarzą,leżał Pablo..

____________________________________________________
Hej,hej!:)
Urodziny sieroty już niedługo. :)
Czy przez wypadek(?),samobójstwo(?)Pabla,odbędą się?Co stało się z naszym "Misiem"?

Wiktoria

PS.Czy możliwe jest,że Angie odeszła na cały 2 sezon,ale wróci w 3?

sobota, 28 września 2013

Rozdział 54

Obudziłam się niezwykle wypoczęta i radosna.Czułam się taka lekka!Jakby cały smutek i żal,nagle wyparowały.
Wzięłam orzeźwiający prysznic,ubrałam się,uczesałam i umalowałam,po czym z szerokim uśmiechem na twarzy,zeszłam na śniadanie.
-Dzień dobry!-Zawołałam od schodów.
Od środka,wypełniało mnie dziwne szczęście.
Pogoda,dokładnie odzwierciedlała stan mojej duszy;świeciło słońce,a na niebie,nie było widać ani jednej chmurki.
-Widzę,że panienka cała w skowronkach!-Zaśmiał się Ramallo,wchodząc przez kuchenne drzwi.
-Kto otworzył lodówkę?!Pasztet wyszedł!-Krzyknęła Olga,na widok przyjaciela Germana.
Z trudem powstrzymałam się od wybuchu śmiechem,czego nie można było powiedzieć o panu domu i jego córce.
-Pani to ja radzę wyrzucić ten stary,śmierdzący serek pleśniowy..-Rzucił Lisandro.-A,nie!To pani nogi..
Gosposia popatrzyła na Ramalla morderczym wzrokiem.Właśnie kładła na stół sztućce,dlatego szybkim ruchem,wyciągnęłam z jej ręki noże i widelce,po czym zajęłam miejsce między nią,a przyjacielem mojego szwagra.
-Haha,ale się uśmiałam.Za to pańskie idealnie pasowałyby do stołu!-Warknęła Olga.
-Mmm,ale pyszne te konfitury!-Palnęłam nie chcąc dopuścić do dalszej wymiany zdań,między personelem Germana.
-Pani ma istną pustkę w głowie!Proszę się wystrzegać wiatru!-Odburknął Ramallo i z hukiem opuścił jadalnie.
-Mózg wielkości groszku z sałatki.-Westchnęła,wściekła niemka,po czym zabrała się za smarowanie bułki.-Smacznego.
Reszta posiłku,przebiegła w spokoju.
Zerknęłam na rozbawioną twarz szwagra.Jego uśmiech,wywołał na mojej twarzy taki sam skurcz.
-Idziemy,Violu!-Zawołałam do siostrzenicy,łapiąc torebkę.
Już po kilku minutach byłyśmy w drodze do szkoły.
-Angie,dzisiaj też odwiedzimy Javierka?-Zapytała dziewczyna z nadzieją.
-My?Chciałabyś pójść ze mną?
-Jeszcze się pytasz!-Roześmiała się Violetta.-Bardzo!
-Cieszę się..-Przytuliłam ją.
-Okej.To ja wpadnę po ciebie po lekcjach!-Rzuciła moja siostrzenica,podbiegając do grupki przyjaciół.
Byłyśmy już przed Studiem.Przez ostatnią kłótnie z Pablem,przychodziłam tu raczej niechętnie.Bolał mnie jego widok..
Tak,jak ostatnimi czasy,z prędkością światła wparowałam do pokoju nauczycielskiego i chwytając dziennik,popędziłam w stronę klasy.
-Angie..-Zatrzymał mnie głos Pabla.
Jak na komendę,odwróciłam się.Nie chciałam tego roić,ale coś zadecydowało za mnie.Nie mogłam nad sobą zapanować.
Spojrzałam na...byłego(?)przyjaciela.Miał smutną i przejętą minę.Wyglądał,jakby od paru dni nie spał.
-Coś się stało?-Rzuciłam,chłodno.
Starałam się,aby mój głos brzmiał obojętnie,lecz chyba tak nie było..Moje wargi zadrżały,nadając wypowiedzi,rozpaczliwy charakter.
-Nie możemy całe życie przed sobą uciekać..-"Kiedy komuś wybaczamy,rozwiązujemy pętlę niezgody i pozbywamy się balastu goryczy.."-Powiedział Pablo,zbliżając się w moją stronę.
-Reshad Feild..-Szepnęłam,spuszczając głowę..
-"Trzeba być podobnym,aby zrozumieć i innym,aby pokochać..Trzeba być silnym,aby wybaczyć.."
-Eliza Orzeszkowa..-Westchnęłam.-Wybaczyć,nie znaczy zapomnieć..Jedynie schować w głębi serca urazę i starać się ignorować ból,walczący z opierającą się miłością..-Odważnie,spojrzałam mu w oczy.
Pablo wyglądał na zdziwionego.Nie znał autora tych słów.
-Angeles Saramego..-Rzuciłam,wychodząc.

___________________________________________________________
Hej,hej.:)
Zamiast drugiej części jednorazówki,macie rozdział.:)
Jak myślicie:Czy Angie znajdzie nić porozumienia z Pablem?Czy może więzy ich przyjaźni,zostały zerwane?

Ściskam.:)
Wiktoria

piątek, 27 września 2013

Jednorazówka:część pierwsza."Nie istniejący"

(Akcja toczy się od czasu,gdy Angie dowiedziała się kim na prawdę jest Jeremias.)

"Zdrada to cios,którego nie oczekujesz.Jeśli dobrze poznasz swoje serce,to nigdy Ci takiego ciosu nie zada.Będziesz bowiem znał jego najtajniejsze marzenia i jego tęsknoty,i będziesz je szanował.Nikt nie może uciec przed własnym sercem.Dlatego najlepiej słuchać,co ono mówi.Aby żaden niespodziewany cios nigdy Cię nie dosięgnął.."

Paulo Coelho


To ten dzień.Dziś się dowiedziała..

Niewyobrażalny ból wypełniał jej serce,gdzie zagościł Apate i Eris..Złość,gniew,nienawiść,na czele z Nemezis wołały o zemstę.Łzy cisnęły się do oczu.A ona,jakby nigdy,nic,stanęła w progu jego willi.
-Moja gwiazdeczka!-Drzwi nie otworzył jej,jak przypuszczała,pan domu lecz gosposia.-Jak się czujesz promyczku?
-Już wiecie..-Stwierdziła,obojętnie,unikając odpowiedzi.
Jak człowiek,któremu ufa się bezgranicznie,któremu jesteś w stanie powierzyć sekret,może cię zawieść?No właśnie,jak?Nie wyobrażasz sobie tego..Oczekujesz,że zawsze będziesz mógł na niej polegać..I tak jest..Do czasu..Lecz nagle,niespodziewanie,przychodzi załamanie..I co wtedy?
-Jak Violetta?-Zapytała niebieskooka.
-Zamknęła się w swoim pokoju i nie chce wyjść.-Nadeszła informacja.
Głęboki wdech i do przodu.
Stawiała powolne,ociężałe kroki,celowo opóźniając tę chwilę.Ale schody w końcu się skończyły..Teraz znajdowała się naprzeciw beżowych drzwi z tysiącem scenariuszy w głowie..Nie dało się odwlekać rozmowy..
Z trudem opanowując drżącą dłoń,zapukała.
-Angeles..-Jakby w bezdennej otchłani,słychać było stłumiony szept.
Nerwowo przełykając ślinę weszła do pokoju.
A było,jak w jednym z jej snów.Zapłakana siedemnastolatka,otulona chabrowym szalem matki,zabarykadowała się w szafie.
Ten widok w pewien sposób podniósł ją na duchu.Dębowa szafa na strychu,skrywająca miliony futer i ciemnooka Maria..Były takie same..
-Wyjdź,kochanie..Już dobrze.-Podała jej rękę,po której chwilę potem,rozchodziło się przyjemne ciepło,wywołane uściskiem.
Czyny zastępowały słowa..Ramiona trzydziestodwuletniej kobiety,obejmowały dziewczynę.
-Dlaczego nam to zrobił?-Raz,po raz,padało z ust młodej Castillo.
Minął zaledwie dzień,odkąd prawda wyszła na jaw..Od kąd cały ich świat został wywrócony do góry nogami.
-Jeremias..?German..?Jeremias..?Jak mam się do ciebie z wracać?-Wycedziła Angeles przez zaciśnięte zęby.
Stali oko w oko.On ze skruszoną miną,niepewnością w oczach..Ona z lekko rozchylonymi nozdrzami,w obecności Cottusa i Ponosa,odważnie patrzyła mu w twarz.
Zaskoczony postawą szwagierki, nie umiał wydusić z siebie słowa.
-No,proszę..Chciałeś porozmawiać,więc o to jestem.Co masz mi to powiedzenia?
-Angeles..Egkhem..Ja..-Na pozór stanowczy,rozsądny inżynier,zmienił się w bezbronnego pięciolatka,ukrywającego się przed rozgniewanym rodzicem.-Nie wiem..Nie wiem,co mam powiedzieć..
-Hmm.Może ja ci to ułatwię?-Na zewnątrz spokojna i opanowana,a w głębi rozgoryczona i zagubiona.-Dlaczego udawałeś kogoś kim nie jesteś?Dlaczego okłamywałeś Violettę?Pabla,Antonia..Całe Studio..?!Dlaczego do cholery?!Próbowałabym pojąć to wszystko,gdybyś dotkną swoją głupotą bezpośrednio mnie,ale po co był ten cyrk?!Dlaczego wystawiłeś na cierpienie swoje dziecko?!Pomyślałeś o konsekwencjach,jakie będą się za nią ciągnąć?!Zrobiłeś z niej pośmiewisko przed znajomymi,nauczycielami!Jak ma wytłumaczyć przyjaciołom,że jej ojciec najzwyczajniej w świecie,paradował w podartych spodniach,rozchełstanej koszuli i peruce,po ich szkole?!No jak?!-German stał ,jak wryty,słuchając nieustającego monologu,dotychczas statecznej osoby.-Jesteś z siebie zadowolony?!Zawiodłeś jej zaufanie!Zresztą nie tylko jej.-Dodała nieco ciszej,lecz inżynier i tak zdołał to uchwycić.-Zawiodłeś ją,bo sam nie potrafiłeś jej zaufać..I wiesz?To najbardziej boli.Że mimo iż kochamy,staramy się, zrozumieć,nie ma logicznego wyjaśnienia..-Rzuciła,po czym z zaćmionymi przez łzy oczami,skierowała się do wyjścia.
-Angeles..-Wydusił inżynier.-To nie tak..
-A jak?!-Wrzasnęła.-Wytłumacz mi,bo to sprawa nie pojęta!Jak można być takim egoistą?Jak można bawić się cudzymi uczuciami?!To,co jak sam niedawno określiłeś :"złudzenie",zastąpiło uczucie do mężczyzny,który nie istnieje!
-Angie..-Chciał uspokoić,poczerwieniałą ze złości kobietę.
-Ty pieprzony dupku!-Rozległo się chyba w całym mieście,po czym delikatna doń kobiety,została odbita na rumianym policzku Germana.
Teraz już nie próbował jej zatrzymać.Wiedział,że i tak nic to nie da.Rozżalona blondynka,z hukiem opuściła jego dom,pozostawiając za sobą słodki zapach perfum,bolesny odcisk i przeświadczenie,że już nigdy nie będzie,jak dawniej..

_____________________________________________
Głupie,bezsensowne,bez ładu i składu.Ale obiecałam jednorazówkę,więc dzisiaj przepisałam.: D Jest ona oczywiście z zamian za kolejny rozdział.: )
Jak widzicie,to dopiero pierwsza część.Na pewno pojawi się druga,a jeśli bardzo będzie mi sie nudziło na wf'ie,to może i trzecia.Wszystko zależy od tego,do jakiego stopnia rozwinę akcje.

Besos,
Wiktoria

środa, 25 września 2013

Rozdział 53

-Wymyśliłaś,co możemy kupić tacie?-Zapytała Violetta,gdy stałyśmy przed centrum handlowym.
Kompletnie zapomniałam,że miałam się nad tym zastanowić!W sumie-dobre pytanie.Co może chcieć dostać milioner?
-Hmm..Zastanówmy się..-Zmarszczyłam brwi w akcie myślenia.-Czy twój tato,wspominał o czymś co może nam pomóc w wyborze odpowiedniego prezentu dla niego?Może czegoś potrzebuje?
-Sama nie wiem..-Westchnęła nastolatka.
Windą,wiechałyśmy na piętro.
-Może porozglądajmy się po sklepach,a właściwy prezent,sam rzuci nam się w oczy.-Zaproponowałam.
Violetta,kiwnęła głową i obie,weszłyśmy do jednego ze sklepów.
Wszystkie bibelotki,prezentowały się na prawdę wspaniale.Na półkach stały różne flakony,pozytywki,w gablotkach zegarki na rękę i wiele innych drobnostek.Od mosiężnych,posrebrzanych stojaków i wazonów,do drobnych,porcelanowych figurek.
Wypatrzyłam coś.
Na dębowej półce,stał talerzyk,a na niej,cieniusieńka,prawie nie widoczna filiżanka.
-Przepiękne..-Szepnęłam.
Spojrzałam na niezauważony dotąd kartonik z ceną i zakręciło mi się w głowie.
-Tysiąc dwieście dwadzieścia peso!-Niemalże krzyknęłam.Na szczęście oprócz mnie,Violetty i sprzedawczyni,nikogo więcej nie było w sklepie.
-No tak..Przyjaciel dla oka,wróg dla portfela.-Mruknęłam pod nosem.
-I co?-Zapytała moja siostrzenica,podchodząc do mnie.
-Eh,nie ma nic specjalnego.-Pociągnęłam dziewczynę wkierunku wyjścia.
Kolejne dwie godziny,spędziłyśmy na spacerach od jednego,do drugiego sklepu.Na marne..Jeśli nawet,znalazłyśmy coś wartego uwagi,ceny mówiły:"Do widzenia".
-Urodziny taty już za dwa dni,a ja w dalszym ciągu nie mam prezentu!Obie dobrze wiemy,że gdy tato czegoś potrzebuje,to to kupuje..Co ja mogę mu dać?Od znajomych biznesmenów,kontrachentów zagranicznych,dostaje mnóstwo drogocennych upominków.Jedyne czego nie ma to czasu..-Zamartwiła się Violetta
Wtem nadeszło olśnienie.
-To jest to!-Złapałam siostrzenice za dłonie,szeroko się uśmiechając.-Violu!O to chodzi!Twój ojciec jest ciągle zapracowany i nie ma chwili wytchnienia.Dajmy mu ją!-Zachwycałam się pomysłem.
-Co?-Violetta chyba nie dokońca zrozumiała,co mam na myśli.
-Chodzi o czas!Popatrz,on tak szybko leci..Nie raz złościsz się,że tato traktuje cię,jak dziecko.Dla niego zawsze będziesz maleńką córeczką.Nie może się pogodzić z tym,że lata tak szybko mijają..Zatrzymajmy chwilę!Dajmy mu jeden dzień,podczas którego przypomni sobie,co to znaczy żyć!
-Angie..-Nastolatka,popatrzyła na mnie z przejęciem.-To jest genialne!Ty jesteś genialna!-Rzuciła mi się na szyje.-Świetny pomysł!-W oczach Violetty,pojawiły się iskierki.-Dziękuję!-Ucałowała mój policzek.
Rozmowy o dalszym przebiegu urodzin Germana,przerwała mi nagła myśl.

-Violu,czy miałabyś ochotę kogoś ze mną odwiedzić?-Zapytałam tajemniczo.
-Jasne!Ale kogo masz na myśli?
-Opowiem ci w drodze.-Powiedziałam,wstając z ławki.
Pół godziny później,byłyśmy już przed szpitalem.Jadąc taksówką,wyjaśniłam nastolatce,do kogo mamy się udać.
W szpitalnym kiosku,kupiłam parę karmelowych cukierków.
-Dzień dobry.-Zapukałam do sali,w której leżał Javier.
-Angie!-Ucieszył się,podbiegając do mnie.-Nie przyszłaś wczoraj!Myślałem,że już mnie nie lubisz..-Powiedział,obejmując moje biodra,chudziutkimi rączkami.
Był znacznie bledszy niż ostatnim razem.Miał podkrążone oczy i zmęczoną twarz.
-Przepraszam,że mnie nie było.Obiecuję,że będę cię odwiedzać codziennie.-Zawołałam,wesoło.
Wzięłam malucha na ręce i usiadłam na brzegu szpitalnego łóżka,okrywając go kądrą.Kiwnęłam palcem w stronę siotrzenicy,aby podeszła.
Nastolatka z lekko zaszklonymi oczami,przysiadła na krześle.
-Cześć,jestem Violetta.-Uśmiechnęła się,szybkim ruchem ocierając pojedynczą łzę wzruszenia.-Ty jesteś pewnie Javier,prawda?-Spojrzała życzliwie na chłopca.
Malec,pokiwał twierdząco głową.
-Przyniosłyśmy ci cukierki.-Dziweczyna,wyłowiła z torebki reklamówkę ze słodyczami i położyła ją na stoliku.-Lubisz takie?
Tak,jak poprzednio w odpowiedzi,malec poruszył główką.
W ciągu całej wizyty w szpitalu,Violetta i Javier bardzo się polubili.Moja siostrzenica,zachowywała się,jak prawdziwa,starsza siostra.Miło było patrzeć,jak dobrze się dogadują.
Czytanie bajek,przerwała dzwoniąca komórka.
-Słucham?-Odebrałam połączenie.
-Cześć,Angie.-W słuchawce,usłyszałam głos szwagra.-Gdzie jesteście?Już prawie dziewiętnasta,opuściłyście obiad..Martwie się.-Powiedział,drżącym głosem.
Rzeczywiście,dochodziła siódma.Nie mogłam uwierzyć,że w galerii i szpitalu,spędziłam całe po południe.
-Wszystko w porządku,German.Już wracamy.-Uspokoiłam go,po czym,pospiesznie się rozłączyłam.
-Kto dzwonił?-Zapytała Violetta.
-Twój tato.Martwił się,bo nie było nas na obiedzie.-Wyjaśniłam.-Javierku,musimy już iść do domu.-Zwróciłam się do chłopczyka.-Jutro na pewno znowu przyjdziemy.-Ucałowałam grzbiet jego dłoni.
-A Viola też przyjdzie?-Zapytał błagalnym głosem.
-Oczywiście,że przyjdę!-Roześmiała się dziewczyna.-Ale teraz musimy już zmykać.-Dodała,wstając.
-Do jutra.-Pomachałam chłopcu i razem z Violettą,opuściłam szpital.

                                                                           ***

-Jesteście!-Gdy tylko ja i Violetta,przekroczyłyśmy próg domu,dobiegł nas głos Germana.-Gdzie wy się podziewałyście?-Zawołał z ulgą.
-My..Ee..-Jąkałam się,nie bardzo wiedząc,co mam odpowiedzieć.
-Musiałyśmy zostać dłużej w Studiu.-Uratowała mnie siostrzenica.
-Tak,właśnie.-Przytaknęłam. i idąc w ślad za nastolatką,pomaszerowałam do stołu,gdzie czekała już kolacja.
Posiłek,przebiegał w spokoju,aż nagle do jadalni,wbiegł rozgorączkowany Lisandro.
-German!Nie uwierzysz!-Krzykną.-Mamy kontrakt z Francuzami!Przystanęli na naszą propozycję!-Cieszył się,ściskając przyjaciela,który siedział na krześle z kanapką,wepchniętą do połowy ust.
-Niech pan tak nie przeżywa,bo pańskich majtek nie dopiorę.-Prychnęła Olga.
Ramallo,momentalnie się uspokoił i poprawiając krawat,rzucił:
-Żadnej różnicy nie będzie.Ostatnio wyglądały,jakby dzika świnia po nich tańcowała.-Po tych słowach,równocześnie z gosposią,odwrócił się na pięcie i wyszedł.
Przy stole,zostałam sama ze szwagrem i Violettą,którzy kładli się ze śmiechu.
-Co się dzieje z tą dwójką?-Zaśmiałam się.
W spokoju,dokończyłam jedzenie i udałam się do pod prysznic.
Przed zaśnięciem,zastanawiałam się nad tym,jaki prezent ja,mogę sprawić Germanowi.Mimo,że doradzałam Violetcie,sama nie miałam na niego pomysłu.
Nieoczekiwanie moje myśli,czepiły się Pabla.
Czy całkiem przekreśliłam lata przyjaźni?
Przewracając się z boku na bok,w końcu,usnęłam.


______________________________________
Z okazji,że postarzyłam się o kolejny rok,mam dla Was prezent w postaci rozdziału.: )
Na technice i historii napisałam dwie jednorazówki.Zainteresowani? : )
Trzymajcie się,kochani! :*

Wiktoria

wtorek, 24 września 2013

Rozdział 52

Rozdział ze specjalną dedykacją oraz najlepszymi życzeniami dla mojej koleżanki Dominiki oraz Blogerki Oli(Angie 4ever)z okazji ich święta.♥

Tak wielu jest ludzi na świecie..Różnimy się kolorem skóry,narodowością,charakterem,wyglądem i wiele innymi szczegółami..Ale to my,wybieramy sobie przyjaciół..Może są od nas zupełnie odmienni i tym samym nas dopełniają..Może,mają podobne zainteresowania,cechy lub "to coś".
Wydaje ci się,że wiesz o nim wszystko..Wiesz,czego możesz się po niej spodziewać..Ufasz jej bezgranicznie..Wszystko jest dobrze-dogadujecie się..Aż nagle,staje się rzecz,której się nie spodziewałeś-podnoszą się klapki z oczu..Wystarczyła chwila szczerości,a wszystko się zmieniło..

Wzięłam głęboki oddech i pchnęłam drzwi swojej klasy.
-Dzień dobry.-Przywitałam się,zmuszając twarz do uśmiechu.-Proszę,zajmijcie miejsca.
Zajęcia,przebiegały w wielkim spokoju.Widać było,że uczniowie,cieszyli się z mojego powrotu.Wszyscy,zgodnie ze sobą,współpracowali.
Przez sześć godzin lekcyjnych,nie opuszczałam sali śpiewu.Nie wyszłam na kawę,ani nie zamieniłam słowa z nauczycielami..
-Angie!-Podczas pewnej przerwy,do klasy,wbiegł Beto.-Jak się cieszę,że cię widze!-Zawołał,obejmując mnie i mocno ściskając.-Kochana!Patrz!Mam dla cie..Gdzie mój jogurt?Jabłko!-Podał mi mocno zaczerwieniony odwoc.
-Dziękuję,to miłe.Mnie też brakowało waszego widoku.
Po krótkiej wymianie zdań o jogurcie,Roberto,zostawił mnie samą.Jednak tuż za nim,napatoczył się Antonio.
-Witaj.-Powiedział,siadając przy biórku.
-Dzień dobry..-Odpowiedziałam.
-Jak ci mija dzień?-Rozpoczą rozmowę.
-W porządku.Bardzo się cieszę,że w końcu mogę wrócić.
-Tak,ja też.Brakowało nam ciebie.Uczniowie,cały czas,wypytywali się o ukochaną nauczycielkę.-Uniósł kąciki ust.
Zarumieniłam się,ale odwzajemniłam uśmiech.
-Mam nadzieję,że więcej nie będę musiał wysyłać cię na urlop.-Przytulił mnie.
-Ja też,Antonio.
Tak jak z Beto,rozmowa nie trwała długo i już po chwili,ponownie towarzyszyły mi tylko instrumenty muzyczne.
Podeszłam do fortepianu i wybrałam nuty "Algo se enciende".
-"Si te sientes perdido en ningun lado.Viajando a tu mundo del pasado.."
-Cześć.Czy mógłbyś mi pożyczyć ołówek?Złamał mi się,a nie mam zapasowego.
Dziewiętnastoletnia,świeżo upieczona,uczennica Akademi Muzycznej,stała przed sekretariatem nowej szkoły.
-Jasne,proszę.
Ciemnooki brunet z lekkim zarostem,stał właśnie w kolejce do zapisów na dodatkową lekcje fortepianu.Młodzieniec miał na sobie białą koszulę,czarne spodnie i przepasaną przez ramię,opasłą torbę.
Wyglądał,jak miś..Pełne uroku oczy i ciepły uśmiech,sprawiał wrażenie miłego człowieka.
-Tak w ogóle,to nazywam się Pablo.A imię tej uroczej panny,to..?
-Jestem Angeles.-Zaśmiała się dziewczyna,zawsydzona jego komplementami.-Ale mów mi Angie.
-Dobrze,Angie.-Podał jej rękę,którą śmiało uścinęła.-A,więc jesteś tu nowa?
Nastolatce,spodobał się spokojny i opanowany ton nowego kolegi.Podpisała zgłoszenie na kółko i zwróciła się do Pabla.
-Tak.W tym mieście również.Przeprowadziłam się tu z mamą,podczas tych wakacji.-Wyjaśniła.-A ty?Długo się tu uczysz?
-Rozpoczynam drugi rok.
-Czyli chłopak z doświadczeniem-Uśmiechnęła się panna Saramego.
-Eh,no nie wiem,ale zdążyłem się odnaleźć.-Odwzajemnił uśmiech.-Jeśli chcesz,to z wielką przyjemnością,oprowadzę cię po Akademi.Budynek jest na prawdę spory i łatwo się tu zgubić.-Zaproponował.
-Dziękuję,to miłe,ale nie chcę zabierać ci czasu.
-Myślę,że warto poświęcić go dla tak fajnej dziewczyny,jak ty.-Pablo,sprawił,że dziewiętnastolatke ponownie oblał rumieniec.
Przez następne dwadzieścia minut,błądziła z nowym kolegą po korytarzach szkoły muzycznej.
Galindo,pokazał jej sale lekcyjne,stołówkę,szatnie,park w którym można było odpocząć od zajęć,a także,przedstawił ją kilku swoim znajomym.
-"Si dices mi nombre yo te ire a buscar.Si crees que todo esta olvidado.."

Kolejne miesiące,znacznie zbliżyły do siebie dwójkę młodych studentów.Wzajemna pomoc,odrabianie lekcji,wagary,sprawiły,że panna Angeles i Pablito,zostali dobrymi przyjaciółmi.
-Pablo,gdzie ty mnie ciągniesz?!
Dziewiętnastolatka,prowadzona za rękę z przepaską na oczach,podążała za młodzieńcem.
-Możesz patrzeć.-Galindo,odwiązał chustkę,zasłaniającą chabrowe ślepia przyjaciółki.
Oczom dziewczyny,ukazała się kwiecista polana nad brzegiem rzeki.Pod rosnącym tuż przy wodzie drzewem,rozłożony był czerwony koc,a na nim różne smakołyki,poduszki oraz wiklinowy kosz.
-Zapraszam.-Szepną Pablo.
Dziewczyna z uśmiechem,przysiadła obok kolegi.
Wtem,dwudziestolatek,wyciągną zza drzewa,gitarę i musną jej struny,opuszkami palców.
Ciało Angeles,przeszył dreszcz.Jak zawsze zresztą,gdy do jej uszu,dobiegały dźwięki muzyki.
-"Contra todo,contra nada,cuando sobra,cuando falta..Tienes todo lo que hay que tener..Para ser quien quieras en verdad.."-Zanucił młodzieniec.
Szum,rozbijających się o małe kamyki niewielkich fal,umilał piknik.Śpiew ptaków i ogrzewające roześmiane twarze przyjaciół słońce,dodawały chwili uroku.
-"Que tu cielo azul esta nublado.Si dices mi nombre voy a encontar.."

-Dzień dobry.Jestem Pablito Galindo.Miło mi panią poznać.-Młody mężczyzna z drżeniem serca,podał rękę matce swojej ukochanek.
Na surowej twarzy gospodyni,pojawił się lekki grymas.Jej mała dziewczynka już dorosła.Przyprowadziła do domu pierwszego chłopaka.Jak ten czas mija..
Saramego,uścisnęła dłoń Pablita i szybkim ruchem,szepną mu do ucha:
-Mam cię na oku.
Następnie ucałował czoło swojego dziecka i opuścił salon,pozostawiając zakochanych,samych.
-Widzisz,nie było tak źle.-Angeles,przytuliła wciąż dygoczącego młodzieńca.

-"Es tan fuerte lo que creo y siento.Que ya nada detendra este momento.."
Bumerang wspomnień,powracał..
Z zadumy,wyrwało mnie pukanie.
-Cześć,Angie.Idziemy po prezent dla taty?-W drzwiach sali,pojawiła się Violetta.
-Eee..-Wymamrotałam,zaskoczona.-Violu..Tak..Hmm..Tak,chodźmy.-Uśmiechnęłam się słabo.
Mimo iż bolała mnie strata przyjaciela,postanowiłam nie robić z siebie ofiary.
Teraz zaczynałam od nowa.Odzyskałam pracę i ukochaną siostrzenicę.Z optymizmem patrzyłam w przyszłość.

___________________________________________
Rozdział 52 za nami.:)
Dużo Pangie. ; )
Jeśli statystyki będą w miarę zadowalające,do możliwe,że kolejny rozdział pojawi się jutro.; D
Trzymajcie się kochani! :*

Wiktoria

PS.Tym odcinkiem reżyserzy "Violetty"złamali mi serce.Klik.:C
PS.2.Jeśli macie ochotę,to zapraszam na nową notkę: Klik.;)

sobota, 21 września 2013

Rozdział 51

(..)Po raz pierwszy od bardzo dawna,byłam zadowolona ze swoich czynów.Może to działo się za szybko,ale nie chciałam dłużej cierpieć..
Zmęczona emocjami,zażyłam szybkiej kąpieli i wsunęłam się pod kądrę.Ale nie było mi dane zasnąć..
Otworzyłam oczy i spojrzałam na stolik nocny,mieszczący się obok łóżka.Na komodzie,leżała moja komórka.Coś,ciągnęło mnie do odczytania,otrzymanych od Pabla sms'ów,lecz z drugiej strony,nie wiedziałam,czy chcę to roztrząsać i na nowo przeżywać.
Jednak ciekawość była silniejsza i sięgnęłam po telefon,otwierając najnowszą wiadomość.

                                                

                                                             Proszę,odbierz!
                                                             Daj mi szansę się wytłumaczyć!
                                                             Kocham Cię.


                                                             Pablo




Wzięłam głęboki wdech i kliknęłam na kolejnego sms'a.


         
                                                             Angie!Odbierz!
                                                             Ściskam!


                                                             Twój Pablo


Następnym razem było trudniej.


                                                              Kocham Cię najbardziej na świecie!
                                                             Jesteś dla mnie wszystkim!
                                                             Całuję.

                                                             Pablo.



Więcej nie miałam siły już czytać.Nie chciałam.Każde jego słowo,coraz bardziej bolało.Bo mimo wszystko nie był mi obojętny.Kochałam go..Nie jak mężczyznę,partnera,ale jak przyjaciela,brata..Zawsze miałam w nim oparcie i zawsze,mogłam się mu zwierzyć,dlatego ból jaki mi zadał swoją zdradą,był nie do wytrzymania.Nie umiałam się z tym pogodzić.Myśl o tym,co zrobił,wyolbrzymiała żal,jaki czułam..

Zerknęłam na zegarek.Dochodziła pierwsza w nocy.
Wrzuciłam telefon pod poduszkę i chowając się niemalże cała pod kądrę,zmierzałam ku śnie..


Obudził mnie ryk budzika..
-"Przecież dopiero była noc!"-Westchnęłam,przecierając oczy.
Z markotną miną,zrzuciłam z siebie kądrę,wciąż leżąc na łóżku.Wpatrywałam się w sufit,który oświetlany tym razem blaskiem słońca,wyglądał jeszcze bardziej imponująco..Czerwone szlaczki,idealnie współgrały z żywą żółcią ścian.
                   
                            "Miłość,jest zawsze chaotyczna.Gubisz się,tracisz trzeźwy osąd.
                                                        Nie umiesz się bronić.
                                               Im większa miłość,tym większy chaos.."

Tyle było w tym romantyzmu..Taki piękny,poetycki cytat..

Dopiero teraz,zaczynało do mnie docierać,co zrobiłam minionego wieczoru..
Czy tego żałowałam?Nie!Chyba nie..W każdym razie,nie mogłam sobie dłużej pozwolić na bycie taką nie zdecydowaną.
-Widzę,że chcesz wziąść sprawy w swoje ręce.-Na pościeli,obok mnie,rozciągną się Czarek.
-To źle?-Czy ja pytałam sama,siebię?
-Oj nie wiem,nie wiem..-Zaśmiał się.
-Zastanów się,czy ty chcesz mojego dobra,jak zaznaczałeś!Bo ja zaczynam w to wątpić!-Zdenerwowałam się.
-Angeles,nie możesz..
"Interesującą" konwersację,przerwało "nam",wołanie Olgi na śniadanie.
Otrzeźwiała,szybko narzuciłam na siebie pierwsze-lepsze ubrania,zrobiłam makijaż i rozdzielając palcami loki,zeszłam na dół.
Przywitał mnie przyjemny zapach kawy i świeżego pieczywa.
-Guten Tag,mili państwo!-Zawołała gosposia na widok mój i wychodzącego ze swojego gabinetu,Germana.
Mężczyzna uśmiechną się do mnie promiennie i skiną głową.Odpowiedziałam mu równie optymistycznym ruchem kącików ust.
Ramię w ramię ze szwagrem,weszłam do jadalni.
-A co to tak ładnie pachnie?-Zachwycił się,dopiero co przybyły Ramallo.
-Dla pana tłuszcz z ziemniakami w kuchni stoi.-Rzuciła oschle Olga do przyjaciela mojego szwagra..-Do koryta,stary baranie!-Krzyknęła,poganiając go ścierką.
Oboje z Germanem,wybuchnęliśmy śmiechem,gdy gosposia i Ramallo,opuścili jadalnie.
-Yghym..No,to chyba będziemy musieli zjeść sami.-Zaśmiał się mężczyzna,gdy Violetta,zajęła miejsce przy stole.
-Dzień dobry!Co się dzieje?-Zaspytała nastolatka,zajmując miejsce obok mnie.
-Eee..Ramallo i Olga..Eee..-Wydukałam,pomiędzy napadami chichotu.
-Mają..Hmm..-German również nie mógł się opanować.
Violetta,popatrzyła na nas,jak na wariatów.
-Konflikt.-Powiedziałam równocześnie ze szwagrem.
Siedemnastolatka,wywróciła oczami i zabrała się za tosty,nie komentując naszej "głupawki".
Posiłek przebiegał w spokoju.Co trochę uśmiechałam się pod nosem,na wspomnienie o dzisiejszych wydarzeniach.Kątem oka,zauważyłam,że z twarzy mojego szwagra,też on nie schodzi.
-Idziemy,Violu!-Zawołałam,po dopiciu kawy.
Dziewczyna,posłusznie wstała z krzeszła i całując ojca w policzek,udała się w kierunku wyjścia.
-Miłego dnia.-Poklepałam ramię szwagra,po czym,podążyłam za siostrzenicą.
-Wzajemnie,Angie..-Usłyszałam nieśmiały szept.

-Dobrze.Teraz możesz mówić.-Dogoniłam Violettę.
-Ale co?-Zdziwiła się.
-Oj,przed tatą możesz udawać,ale nie przed ciocią.-Zaśmiałam się.-Za dobrze cię znam.
Po chwili zastanowienia,wyjaśniła:
-Bo,Angie...Nie wiem,co mam mu kupić na urodziny..-Westchnęła dziewczyna.
-Ale komu?-Teraz ja nie wiedziałam,o co chodzi.
-No tacie!Za parę dni kończy ...'naście lat.
German ma urodziny!Jak ja mogłam o tym zapomnieć?!Kompletnie,straciłam poczucie czasu..Przecież mieliśmy już listopad..
-Eee..No tak..Wiesz..Pomyślę o tym,a po lekcjach,pójdziemy do galerii i wybierzemy coś fajnego.-Zaproponowałam.
W odpowiedzi,Violetta,przytuliła mnie i popędziła w stronę przyjaciół.
Studio.
-"Mój pierwszy dzień w pracy,od paru dni.."
Lekceważąc myśli o Pablu,śmiało,przekroczyłam próg szkoły.W holu,zostałam powitana oklaskami.
Zdziwiona,popatrzyłam na rozpromienione twarze uczniów.
-Tęskniliśmy!Cieszymy się,że jesteś.-Podeszli do mnie i po kolei,uściskali.
-Dobra,dzieciaki,koniec czułości!-Zaśmiałam się.-Zapraszam do klasy,za chwilę,rozpoczynamy zajęcia!
Z szerokim "skurczem twarzy",skierowałam się do pokoju nauczycielskiego,tym samym,modląc się w duchu,aby nie było w nim Pabla.
Nieśmiało,uchyliłam drzwi i wsunęłam głowę do pomieszczenia.Na szczęście,pokój był pusty.
Zadowolona,chwyciłam dziennik i szybkim krokiem,skierowałam się do wyjścia.
-Angie..-Usłyszałam,gdy stałam już przed klasą od muzyki.
Doskonale wiedziałam,kto mnie woła.Niechętnie,odwróciłam się.
Przede mną,stał nie kto inny,jak dyrektor Studia.
-Jak się masz?-Zapytał,troskliwie.
-Dziękuję,dobrze..-Odparłam,zachowując kamienną twarz.
W duchu,cała się trzęsłam.
Bo przecież był moim przyjacielem..
-Cieszę się..-Pokiwał głową,zaciskając wargi.
Nastała chwila milczenia.
-Tak..Muszę iść,mam lekcje..-Powiedziałam ze spokojem i ruszyłam w stronę sali.
Nagle,poczułam,że mój nadgarstek,zostaje opleciony ciepłymi palcami Pabla.
-Czy..Jest nadzieja,że mi wybaczysz?-W jego oczach,pojawiły się łzy.
Zawahałam się..Coś nakazywało mi szepnąć "tak",ale ból był za dotkliwy.
-Nadzieja zawsze jest..Ale równoważnie z marzeniami,nie zawsze się..spełnia..
-Proszę..Angie..
-Mam lekcje-Powtórzyłam ochrypłym głosem i uwolniłam się z uścisku.

______________________________________________________
Czy to koniec przyjaźni Angie i Pabla? : O
Jak potoczy się ich historia? : )

Wiktoria

piątek, 20 września 2013

Rozdział 50

(...)Nad moim spaniem,widniał jakiś napis...
Mimo usilnych starań,nie mogłam,przeczytać.
Szybko,zaświeciłam światło i ponownie,wskoczyłam na łóżko,unosząc głowę ku górze.
Na żółtym suficie,czerwoną farbą,widniało:


                                         "Miłość jest zawsze chaotyczna.
            Gubisz się..Tracisz trzeźwy osąd..Nie umiesz się bronić.
                          Im większa miłość,tym większy chaos.."


-Jonathan Carroll.-Mruknęłam sama,do siebie,uśmiechając się pod nosem.
Nie miałam wątpliwości,kto jest wykonawcą tego "arcydzieła".
To było takie..Hmm..Miłe..Piękne..Wzruszające..
Serce,zabiło mi mocniej.
Chciałam krzyczeć..Nie z gniewy,smutku..Ze szczęścia,które wypełniało mnie od środka..Czułam się taka lekka..Jakby coś,unosiło mnie w powietrzu..Jakbym leciała..
-"No soy poeta escultor..Tan solo soy lo que soy..*"
W przypływie emocji,wybiegłam z pokoju i skierowałam się do gabinetu Germana,gdzie ostatnio,przesiadywał wieczorami.
Gdy,stanęłam przed drzwiami pracowni szwagra,dobiegła mnie rzeczywistość.Przed oczami,miałam rodzinne święta,ślub siostry,wyjazd Violetty z Germanem,pierwszy raz,kiedy ją ujrzałam..Pocałunki z jej ojcem..Związek z Pablem..Jego oszustwo..
Mimo druzgocących obaw,z uśmiechem na twarzy,delikatnie zapukałam.
-Proszę..-Usłyszałam melodyjny głos szwagra.
Bez słowa,weszłam do środka,od progu,zaskakująco odważnie patrząc w oczy Germana.
Mężczyzna,stał obok biblioteczki.Na mój widok,odłożył trzymany w ręku segregator.
-Coś się stało?-Zapytał zdziwiony,ale również się uśmiechną.
Poruszyłam ustami,ale nie wiedziałam,co mam powiedzieć..Nie myślałam..Nie chciałam przerywać nieświadomego stanu umysłu i nie zastanawiać się nad sensem swoich czynów.
Patrząc Germanowi,głęboko w oczy,podeszłam do niego..Coraz wyraźniej,czułam jego zapach,oddech..Słyszałam nawet,jak mocno,bije mu serce..
-"No es destino..Ni la suerte que vino por mi..Lo imaginamos..Y la magia te trajo hasta aquí..*"
Nasze twarze były niebezpiecznie blisko..Jeszcze przez moment,wpatrywałam się w czekoladowe ślepia szwagra,po czym ostrożnie,zbliżyłam swoje usta do jego.Powoli,musnęłam ciepłe wargi mężczyzny..Po tej ulotnej,ale jakże błogiej chwili,odsunęłam się,ponownie,zerkając w jego oczy,które teraz rozjaśniały iskierki szczęścia.
Tym razem to on,połączył nas pocałunkiem.Ręce Germana,znalazły się na mojej talii..Przyciągną mnie do siebie,a moje ręce,owinęły jego  kark.Nie minęła sekunda,a a nasze wargi,zaczęły ze sobą współpracować..Całowaliśmy się coraz namiętniej,a ja chciałabym,żeby trwało to wiecznie..
Po chwili jednak,oderwaliśmy się od siebie,aby złapać oddech,którego wyraźnie obojgu brakowało..
German mimo to mnie nie puścił.Przytuliłam się do niego i położyłam głowę na ramieniu..Jedną ręką ,gładził moje włosy,drugą zaś-przytrzymywał..Jakby się bał,że ucieknę..Ale nie zamierzałam tego robić..Miałam dość,powstrzymywania się..Chciałam żyć chwilą i nie martwić się o konsekwencje..Chciałam być z nim tu i teraz..Chciałam go czuć..Jego dotyk,oddech,zapach..
Mimo to,wiedziałam,że to niewłaściwe..Nie można sprzeciwić się naturze..A moja natura,kazała mi zachowywać z nim stosunki,czysto przyjacielskie..Ta myśl bolała..
-Daj mi czas..-Szepnęłam błagalnym głosem,patrząc Germanowi w oczy.-Proszę..-Dodałam z nadzieją.
W odpowiedzi,szwagier,ucałował czubek mojej głowy i wysunął ze stojącego na biurku flakonu,czerwonego tulipana*,którego wcisną w moją dłoń.
-Będę czekał,ile będzie trzeba..-Uśmiechną się,jeszcze raz,mocno mnie ściskając.
Przesunęłam opuszkami palców po jego policzku,po czym wyszłam.

Po raz pierwszy od bardzo dawna,byłam zadowolona ze swoich czynów.
________________________________________________________
*Czerwone tulipany,uznaje się za oznakę miłości.
*"To nie przeznaczenie,ani szczęście sprawiło,że przyszłaś do mnie.Wyobrażam sobie,że to magia przyprowadziła cię tu.."
*"Nie jestem rzeźbiarzem,poetą.Jestem tylko,kim jestem."
Germangie wraca!(?) : D
Przepraszam,że nie dodawałam rozdziału wcześniej,ale nawet nie miałam czasu nawet na zerknięcie w stronę komputera.
Ściskam ! ;*

Wiktoria

PS.To już 50-ty rozdział!Z całego serca dziękuję,że jesteście ze mną i znosicie wszystkie kłótnie Germangie,Pangie,rozłąki,zejścia,tragedie i sielanki.Jesteście wspaniali!♥ 

PS. 2.2 sezon mnie rozbraja.Wszyscy przeżywają wyjazd Angie,'powrót' Jade itd.,a ja od pewnego czasu-turlam się po podłodze,oglądając kolejne odcinki.Tak,wiem,zwariowałam.^^ A co Wy myślicie? : )