-Dziękuję za pomoc,Ramallo.-Uśmiechnęłam się,odwracając przodem do Lisandra.
-Ależ,nie ma za co.-Odwzajemnił uśmiech.-Jeśli mogę..Zauważyłem przy kolacji,że była panienka jakaś,taka zamyślona,nieobecna.Czy coś się stało?-Zapytał..
I co miałam odpowiedzieć?Czy mogłam powieżyć mu tajemnicę,od której tak wiele zależało?Przecież jest przyjacielem Germana..Nie mogę,wplątać go w te kłamstwa i sprawić,że tak,jak ja,będzie oszukiwał bliską mu osobę.
Mimo,iż sama cierpiałam przez Jade,to nie potrafiłam tak po prostu,wyznać szwagrowi,co uknuła.Tak,zależy mi na nim.Tak,zależy mi na jego szczęściu..Ale nie mogę..
-Angie?-Z zamyślenia,wyrwał mnie Ramallo.-Nie..Nic..Ymm..Jestem zmęczona..Ta przeprowadzka,pakowanie się i rozpakowywanie się..-Próbowałam wymigać się od niewygodnej odpowiedzi.-Chyba pójdę się położyć..Dobranoc..
W środku bolał mnie mój brak odwagi..Nie potrafiłam zapanować nad tym co dzieje się dookoła.
Rzuciłam się na łóżko i leżąc na brzuchu,przytuliłam się do poduszki,która stopniowo,robiła się coraz bardziej mokra od łez.
Straciłam przyjaciela i okłamuję innego..Szczerość za szczerość?Czy nasze przeżycia,odczucia,doświadczenia,skłaniają nas do podobnych czynów?Stajemy się tacy,jak ci którzy nas ranią?Nie potrafimy,odgonić od siebie złości i frustracji i pod ich wpływem,zadajemy ból bliskim..Odpłacamy się tym samym..Pięknym za nadobne..Bóg zemsty,zamyka nas w swojej celi,gdzie gniew nas szkoli..Stajemy się mściwi..Okrutni..
-No przecież ty taka nie jesteś..-Na skraju mojego łóżka,przysiadła dobrze znana mi postać.-Nie jesteś,jak to ujęłaś "mściwa",ani "okrutna".Już na pewno nie bezlitosna..Nie wiesz,co robić?Kiedyś wiedziałaś..
-Kiedyś,byłam małą dziewczynką!Kiedyś,decydowałam o tym,czy mam ochotę na truskawkowe lody,czy czekoladowe.Czy wolę niebieskie kokardki,czy różowe.Kiedyś,wszystko było prostsze.-Podnosiłam głos.-Nie rozumiesz?!Nie jestem już małą,naiwną Angeles!Jestem Angie!Musiałam szybko dorosnąć..!Bez ojca..Bez Marii..Musiałam dać radę!Teraz jestem inna!
-Nie prawda..W głębi duszy,widzę dalej tą samą,bezbronną dziewczynkę,o błękitnych oczach..Nie o kolorze głębinowych wód..Chabrowe oczęta,patrzą na świat,z tą samą miłością i ciekawością..Jesteś taka sama..Ludzie się nie zmieniają..Tylko,dokonują innych wyborów.Świat i ludzie,uczą nas,jak powinniśmy postępować..Czujemy,że powinniśmy działać,tak jak oni..Ale to bzdura!Nie każdy umie słuchać swojego serca..Wielu zbłądziło w poszukiwaniu wolności..Wielu,nie zauważa istotnych drobnostek..Powiedz,Angeles,kiedy ostatnio,patrzyłaś na wschód słońca?Kiedy,krople deszczu,opadały na twoją twarz?Kiedy śpiewałaś z ptakami..?No kiedy?Stałaś się jedną z tych manekinów,żyjących w monotonni..A masz muzykę,siostrzenicę,Germana!Masz rodzinę..To wielki skarb..Masz też przyjaciela..Każdy,kiedyś błądzi..Nie zawsze umie podjąć właściwą decyzję..Ale ty masz ten dar!Angeles,miłość jest ślepa,dobrze to wiesz..Nie prowadzi cię tam,gdzie oczekujesz..Jest pełna bólu i cierpień,ale jest piękna..Nie każda,ulotna..Dobrze wiesz,że dla uczucia,ludzie robią różne rzeczy..Czasami na siłę,próbują je odnaleźć,a czasami,spierają się z nim,niepotrzebnie..Bywa,że darzymy nim,niewłaściwą osobę..A w rozpaczliwej walce o nią,tracimy..Ty to wszystko wiesz..I wiesz,co teraz powinnaś zrobić..Jesteśmy kowalami własnego losu..
Chłopiec,zniknął..Dotknęłam swojej twarzy,była już sucha..Przetarłam oczy i poszłam pod prysznic.Tam najlepiej mi się myślało..
-"Czy Czarek ma rację?"
Jak oparzona,wyskoczyłam spod prysznica.W dresach,niedbale,zapiętej koszuli i ręcznikiem w ręku,biegłam przez korytarz.
Zauważyłam szwagra,wchodzącego schodami na górę.
-German!-Krzyknęłam,rzucając mu się w ramiona.-Co się dzieje?
Mężczyzna,oplutł moje plecy rękoma i mocno przycisną do siebie.
-Muszę ci coś powiedzieć..Coś ważnego..-Trzymałam go kurczowo za szyję.-Chodzi o Pabla..O mnie..O ciebie i o Jade..A właściwie to nie..Chodzi o wasze szczęście..O twoje i Violetty..I waszą przyszłość.-Z moich ust,wypływały potoki słów.
Dłoń szwagra,uspokajająco,gładziła moje plecy.
-A!No proszę,już się pocieszyłeś!-Zaskrzeczała,schodząca po schodach Jade.
W dłoniach,trzymała dwie,opasłe walizki i torebkę.
-Jedziesz na wakacje,Jade?-Zapytałam ironicznie.
-Nie bądź złośliwa,maleńka!Dobrze wiem,że tak to sobie zaplanowałaś!Ale,żeby zostawiać tamtego misia,to ja nie rozumiem!
Popatrzyłam pytająco na Germana.
-Jade,proszę cię,nie utrudniaj.Rozmawialiśmy już o tym..
Kobieta,zacisnęła zęby i zmarszczyła czoło.
-Ty!Ty!-Wykrzykiwała,szybkim krokiem,zbliżając się w moją stronę.-To wszystko twoja wina!-Zapachnęła się ręką,lecz German,odsuną ją ode mnie,zanim pięść,spotkała się z moją twarzą.
-Prosiłem..-Rzekł,spokojnie właściciel domu.
Jade,chwyciła swoje bagarze i trzaskając drzwiami,opuściła dom.
-Jeszcze wam pokażę!Popamiętacie mnie,za tą zniewagę!-Usłyszeliśmy,zanim dobiegł nas trzask drzwi.
Dopiero,gdy zostałam sama z ojcem Violetty,dotarło do mnie,co tak na prawdę się wydarzyło.
Czyli on o wszystkkim wiedział..Zerwał swoje zaręczyny..Czyli..
-German..-Poczułam się winna.-Ja..Ja chciałam ci powiedzieć!Na prawdę!Po porostu,nie miałam serca,łamać twojego..-Wyszeptałam,tłumacząc się.-Wiem,że to kolejne kłamstwo..Że,dołożyłam się do tego stosu,ale..
-W porządku,Angeles..-Powiedział,całując mnie w skroń.-Rozumiem.
Zbaraniałam.Doskonale wiedziałam,jak bardzo nienawidzi oszustw..
-Ale..Skąd ty..Skąd wiedział o intrydze Jade?
German,ciężko westchnął.
-Rozmawiałem z Pablem..-Wyjaśnił,a mnie zamurowało.-Wyjaśnił mi całą sytuację..Przyznał,że to on wysłał sms'a do mnie z twojego telefonu..I..No,a reszte sama przecież znasz.
Na mojej twarzy,pojawiły się wypieki.
-"No proszę!Pablo,posprzątał bałagan,który narobił!"
Nie mogłam uwierzyć w to,co słyszę.
-Widać,zrozumiał swój błąd.-Szepnęłam.
-Najwidoczniej.-Mężczyzna,uwolnił mnie ze swojego uścisku i trzymając za ramiona,głęboko spojrzał w oczy.-Myślałem,że takie rzeczy,dzieją się tylko w filmach..Teraz już nic nie stanie nam na drodze.-Mówiąc to,powoli zbliżył swoją twarz do mojej.
-German,nie..
_____________________________________________________________
Jej,pozbyłam się Jade! : D
B się nie da zaskoczyć. ;)
Pablo spokorniał.: )
Dlaczego Angie,powiedziała Germanowi "nie"? : O
Wiktoria














