piątek, 18 października 2013

Rozdział 60

(...) W chwili,gdy nasze usta miały się połączyć,do kuchni niespodziewanie weszła Melania.
-Stefano,gdzie moja patelnia?-Wymamrotała.
Kobieta złapała stojącą koło blatu miotłę i przykładając jej koniec do twarzy,zaczęła śpiewać.
-Mi amore..I love you..Geliebte..Ołjeeee..-Wskoczyła na kuchenny stół i wymachując ściereczka,odtańczyła taniec szczęścia.
-Ciociu..-Jękną zażenowany German.
-Ależ Stefano,nie tutaj..-Zachichotała.
-Ciocia zejdzie z tego stołu,to pokażę,gdzie jest patelnia.-Powiedział.
O dziwno kobieta wykonała polecenie i po chwili ramię w ramię ze swoim siostrzeńcem,opuściła kuchnię.
Resztę naczyń włożyłam do zmywarki,po czym udałam się do łazienki.
Zanurzając się w pełnej po brzegi wannie,analizowałam dzisiejsze wydarzenia.W końcu nie było już odwrotu.
-Żałujesz?-Na toalecie przysiadł Czarek.-Co by powiedziała twoja siostra?
-Proszę,odejdź,nie mam ochoty na zbędne rozmowy.-Wycedziłam,przymykając oczy.
-Zobaczysz,prędzej czy później zrozumiesz,że to co robisz jest niewłaściwe.-Przestrzegł mnie,po czym zniknął.
-Zostaw mnie!Nie potrzebuję cie!-Krzyknęłam,rozgoryczona.-Mam przy sobie ludzi,którzy mnie kochają.Mam Germana,Violettę,Pabla,Studio.Jestem szczęśliwa!Wynoś się i nigdy nie wracaj!
Wraz z Czarkiem,wszelkie chęci na kąpiel,wyparowały.Ubrana już w piżamy,pomaszerowałam do swojej sypialni w nienajlepszym nastroju.
Wchodząc do swojego pokoju,przypomniałam sobie o jednej rzeczy,którą miałam do zrobienia.Z bukietem czerwonych tulipanów,zapukałam to drzwi sypialni Germana,w których chwilę potem staną on sam.Na mój widok szeroko się uśmiechnął.
-Cześć..-Wyszeptałam oszołomiona jego spojrzeniem.-Twój dzień,co prawda już się skończył,ale ja wciąż nie złożyłam ci życzeń urodzinowych..-Odwzajemniłam uśmiech.-Hmm..Co mogę ci powiedzieć?Standardowe "sto lat"..Poza tym wszystkiego co najlepsze..Samych sukcesów,zdrowia,szczęścia i spełnienia wszystkich twoich marzeń.-Powiedziałam równie cicho,po czym podałam mu kwiaty.
-Wiesz..Moje największe marzenie właśnie się spełniło.-Powoli przycisną mnie do futryny.Staliśmy tak w milczeniu,w niezwykłej bliskości,ogrzewając swoje twarze ciepłym oddechem.
W pewnym momencie wargi Germana zatopiły się w moich,tworząc jedność.Nachalnie oddawałam pocałunki,nie ustając z zachłannością.Przez obojga przemawiała namiętność i to,czego nie mogliśmy przekazać słowami.Teraz na dobre mogliśmy poddać się uczuciu,nie zważając na konsekwencje.Byliśmy dwojgiem zakochanych ludzi,pragnących dzielić się swoją miłością.
Wiedziałam już,że decyzja,którą podjęłam była słuszna.Nikt ani nic nie mogło tego zmienić.Żaden Czarek,Pablo,czy ktoś inny..Czułam się wolna,spełniona.Teraz zaczynałam nowy etap w swoim życiu.

____________________________________
I 60 rozdział za nami.^.^
Na blogu pocieszam się Germangie,których nie doczekaliśmy się w serialu.
Jak tam w szkole?:)
Dajecie radę? ^.^
Abrazo.♥

Wiktoria

środa, 16 października 2013

Rozdział 59


-Chyba wszyscy już śpią.-Powiedział German,gdy staliśmy przed willą.
Po upojnych pocałunkach na szczycie koła młyńskiego,razem ze szwagrem jeszcze przez  godzinę błąkałam się po mieście.Ciesząc się swoją obecnością,jak dzieci szaleliśmy nie zważając na zdegustowanych naszym zachowaniem przechodniów.Trzymając się za ręce,spacerowaliśmy  uliczkami uśpionego Buenos Aires.To było cudowne uczucie móc bez zahamowań korzystać z życia.Jednak co dobre-zawsze się kończy.Teraz wchodziliśmy do niepokojąco spokojnego domu.
W mieszkaniu panowała nieskazitelna cisza.
-Niespodziankaa!-Rozległo się,po zaświeceniu światła.
Zza kanapy wyskoczyła Olga i Ramallo,a za nimi pojawiło się kilka kobiet i mężczyzn,których nie znałam.Oprócz nich,w salonie znajdowała się rudo-siwowłosa kobieta o niebieskich oczach.Miała na sobie bordową sukienkę w białe groszki i jako pierwsza podbiegła do pana domu.
-Germuś!Jak ty wyrosłeś,maluchu!No proszę,kiedyś taki pulpecik,a teraz,wyrośnięty chłopoczek!-Tarmosiła  policzki mężczyzny,który ze skwaszoną miną,rzucał mi błagalne spojrzenie.
-Ciocia Melania..-Wydusił.
Rozbawiona obserwowałam dalszy rozwój wydarzeń.Następnie z życzeniami podbiegła Violetta,a później znajomi jej ojca.
Z głośników popłynęła rytmiczna muzyka,którą poprzedził występ Violetty,śpiewającej "Sto lat".Na fortepianie,akompaniował jej Leon.
-Feliz cumpleańos,feliz cumpleańos!-Śpiewali goście.
Następnie przyszedł czas na rozpakowywanie prezentów.Poza drogocennymi upominkami od przyjaciół-biznesmenów,wśród podarków znalazł się czerwono-żółty szalik z włóczki oraz para pstrokato-zielonych papci od cioci Melanii.
-Podoba ci się,Elvisku?-Zapytała kobieta,trzepocząc rzęsami.
Mało co,a wybuchłabym śmiechem na widok grymasu Germana.
-Elvisku?-Powtórzyła rozchichotana Violetta.
-O tak,skarbeńku!Twój tatuś w młodości słuchał największego króla popu.A jak wywijał w białych dzwonach starej Beti!-Opowiadała,a we mnie wzbierała się chęć tarzania się po podłodze.
Pozostali goście także wyglądali na rozbawionych.
Następnie przyszedł czas na prezent Violetty.Nastolatka pobiegła do pokoju,aby po niecałej minucie wrócić z płaskim zawiniątkiem,które podała ojcu.
Z każdą chwilą rwania papieru,w oczach Germana pojawiały się coraz wyraźniejsze łzy,Widać,że podarunek córki mocno go wzruszył.
-To jest cudowne,kochanie..-Przytulił dziewczynę,dyskretnie ocierając wilgotne oczy.-Dziękuję.
Silna dłoń mojego szwagra ściskała żółto-czerwony album,w którym mieściły się zdjęcia z różnego okresu życia pana Castillo.Począwszy od dzieciństwa,kończąc na współczesności.Kilka kolejnych kartek było pustych,tam miały mieć miejsce przyszłe wspomnienia.
W opasłym klaserze znajdowały się fotografie Marii,małej Violetty,Germana,a nawet mnie i moich rodziców.
Od początku pomysł Violetty bardzo mi się podobał.Reakcja jej ojca utwierdziła mnie tyko w przekonaniu,że to był strzał w dziesiątkę.
Przez następną godzinę poznałam kilku znajomych mojego szwagra,pracodawcy,a zarazem...chłopaka?Partnera?Sama nie wiem,jak mam go określać.W końcu przedstawiał mnie jako swoją szwagierkę,co delikatnie mnie uraziło.Ale przecież oboje ustaliliśmy,że nasz związek pozostanie tajemnicą.Nie zdążyliśmy dokładnie porozmawiać o tym,co się wydarzyło,jednakże czułam,że oboje tego chcemy i nie ma potrzeby zagłębiać się w temat.
Goście powoli się rozchodzili,a w końcu w willi zostali tylko domownicy oraz krewna Germana
-A ciocia to na długo przyjechała?-Zapytał pan domu.
-Och,żałuję,ale nie,pysiaczku.Jutro wracam do siebie,bo wiesz,Bonifacy to strasznie nie lubi samotności!
-Wyszła ciocia za mąż?-Zdziwił się "Pysiaczek".
-Głuptasie,to moja kiciunia!-Roześmiała się starsza kobieta.-Ale do jutra będę miała czas na poznanie tej przeuroczej dziewuszki.Ęłżi,tak?
-Angie..-Poprawiłam ją,uśmiechając się ciepło.
-Angie,ach tak!-Przytuliła mnie,odbierając prawo oddechu.-Koniecznie musimy pójść kiedyś na zakupy razem z naszą Violecią.Babski dzień!-Zamachnęła rękoma.-I znaleźć wam jakiś kawalerów.Nie mogę pozwolić,żeby takie dwie ślicznotki skończyły tak,jak ja.
-Może ja cioci pokażę pokój.-Przerwał lekko podirytowany propozycjami Melani,German.Czyżby był zazdrosny?
Zważając na dość późną porę,postanowiłam pomóc Oldze w sprzątaniu,a następnie położyć się spać.
Wchodząc do kuchni,usłyszałam strzępki obraźliwego monologu gosposi,pod adresem przyjaciela mojego szwagra.
-Dość!-Podniosłam głos,wchodząc do pomieszczenia.Ktoś musiał zażegnać ten konflikt.-Państwo zachowują się,jak dzieci!Gorzej!Ramallo-Zwróciłam się do mężczyzny.-Proszę powiedzieć coś miłego Oldze.
Lisandro wyglądał,jakby ugryzł niedojrzałą cytrynę,ale po chwili na jego twarzy pojawił sie łobuzerski uśmiech.
-Pani nogi,przypominają nogi sarny.-Powiedział z nutką szyderczości.
-Takie zgrabne?-Ucieszyłam się krokiem w stronę zgody.
-Nie.Takie owłosione.-Rzucił,a moje oczy mało nie "wylazły"na wierzch.Zaskoczona,obserwowałam reakcję Olgi.
-Ach,te pana oczy...Zupełnie jak gwiazdy.-Wydęła wargi.-Jedno wyżej,drugie niżej..-Wycedziła,po czym oboje warcząc pod nosem,rozeszli się do swoich sypialni.
W kuchni zostałam sama ze stosami brudnych naczyń.Spojrzałam na zegarek,który wskazywał 23:14.Wzdychając,zabrałam się za mycie.
W domu panowała cisza nocna,dlatego nie mogłam sobie pozwolić na podśpiewywanie.
Nagle,na karku,poczułam ciepłe wargi,a do moich nozdrzy uderzył zapach męskich perfum.Nie musiałam zgadywać kto za mną stoi.
Usta tajemniczej osoby wędrowały po mojej szyi,wywołując na moim ciele fale ciarków.
-Sprzątam..-Zaśmiałam się.
-Daj spokój,dochodzi pierwsza.-Usłyszałam cichy szept.
Dłonie Germana znalazły lokum na moich biodrach,płynnym ruchem obracając mnie w jego stronę.
Bystre spojrzenie natychmiastowo mnie orzeźwiło.
Mężczyzna powoli zbliżył swoją twarz do mojej.Teraz wyraźnie czułam jego oddech na swoim policzku,który został obdarzony kilkoma pocałunkami.Stałam tam z lekko rozchylonymi wargami,oddając się czułym zbliżeniom Germana.W chwili,gdy nasze usta miały się połączyć,do kuchni niespodziewanie weszła..

_________________________________________________
Bim,bam bom,bim-bam tararra.: D Kto taki "wparował" do kuchni w najmniej spodziewanym momencie? :)
Czy związek Germana i Angie zostanie odkryty przez tajemniczą osobę? :)
Olga i Ramallo na wojennej ścieżce-ciąg dalszy.:D

Wiktoria

PS.Przypominam o ankiecie,znajdującej się po prawej stronie.

sobota, 12 października 2013

Rozdział 58

Rozdział dedykuję Angeles,która odeszła od nas przeżywszy 146 odcinków.♥


Wesołe miasteczko niewątpliwie można było określić mianem jarmarku cudów.Znajdowały się tu przeróżne atrakcje,doprowadzające nawet dorosłego do czystego szaleństwa.Zachwycone dzieci,plątały się pod nogami przechodniów,ganiając od jednego stoiska do drugiego.
Ja i German również rzuciliśmy się w wir zabawy.Przypominaliśmy dziesięciolatków,zachwyconych nową zabawką.To kolejka górska,to dom duchów.A wszystko przeplatane jabłkami w karmelu i watą cukrową.Nie zwracaliśmy uwagi na nic.Może wydawać się to dziwne,że dwójka dorosłych ludzi,bawi się w wesołym miasteczku,ale nam to nie przeszkadzało.Cieszyliśmy się chwilą.Te momenty pozwalały choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości i codziennych problemów.Choć na chwilę,powrócić pamięcią do młodzieńczych lat.Tracąc poczucie czasu,przemierzaliśmy kolejne stragany.
-Aaa,mamo,ogr!-Wykrzyczał przerażony chłopiec,gdy razem ze szwagrem w najlepsze bawiłam się w dmuchanym zamku.
-Ach,piękny jesteś.Apollo się z tobą nie równa.-Zaśmiałam się na widok idiotycznej miny mojego towarzysza.
-A ty okropna.-Udał obrażonego,po czym,przewrócił mnie na plecy.Leżąc na materacu,miałam okazję,aby chwilę odpocząć.-Tego mi brakowało.Dzięki tobie..
-Nie dziękuj mi,tylko baw się.-Szybkim ruchem podniosłam się,nie dopuszczając do zbliżenia.
German nie kontynuował.W ślad za mną wstał i po ubraniu butów,podszedł do stoiska z napisem "LOTERIA".Z kieszeni wyłowił parę peso i podał sprzedawcy w zamian za trzy piłeczki.
Dwa rzuty i wszystkie kręgle z drewnianej półki zostały strącone.
-Gratulację.W nagrodę może wybrać pan sobie jedną z zabawek.
-"Violetta nie bawi się już misiami".-Zaśmiałam się w duchu,obserwując z oddali zamyślonego zwycięzcę.
-To dla ciebie.-Nawet nie zauważyłam,że German coś wybrał.W ręce trzymał maskotkę-Shreka.-Żebyś nie zapomniała o swoim ogrze.-Powiedział życzliwie.
W tamtym momencie zrobiło mi się niewyobrażalnie ciepło na sercu.Każdy gest mojego szwagra miał dla mnie ogromne znaczenie.Czułam się dobrze móc spędzać z nim czas.Cieszyć się jego towarzystwem.
-Idziemy zobaczyć,co tam jeszcze mają?-Uśmiechnął się.
-Ttak..Dziękuję.-Odpowiedziałam rumieniąc się.
Przemierzając dróżki między wymyślnymi karuzelami,dotarliśmy na koniec labiryntu.Punktem kulminacyjnym było ogromne diabelskie koło młyńskie.
-German,nie.-Powiedziałam stanowczo,widząc błysk zachwytu w oku szwagra.
-Daj spokój,jak można nie odwiedzić koła młyńskiego,będąc w wesołym miasteczku?.-Zachęcał mnie.
-Nnie..Mam straszny lęk wysokości.Prędzej odkurzę pustynie,niż wsiądę na coś takiego.
-Hej.Jestem przy tobie.Obiecuję,że nic ci się nie stanie.Ze mną jesteś bezpieczna.-Pogłaskał mój podbródek.
Jego spojrzenie momentalnie mnie sparaliżowało..Sprawiło,że odpłynęłam do zupełnie innego świata.
Poczułam,jak mięknął mi kolana,a moja twarz płonie.
-Jak ty to robisz,że zawsze ci ulegam?-Rzuciłam,idąc w stronę kasy.
-Zobaczysz,będzie fajnie.-Dogonił mnie szwagier.
Zauważyłam,że kupując bilety,szepną coś na ucho sprzedawcy.
-O co chodzi?-Zapytałam,zdziwiona.
-Nic,nic.-Wzruszył ramionami.
-Proszę państwa o zajęcie miejsca.-Powiedział zielonooki mężczyzna w starszym wieku.
Wykonując polecenie,ciasno owinęłam wokól siebie pas i kurczowo chwyciłam barierkę.Aby zniwelować strach,przymknęłam oczy.Już po paru sekundach poczułam,jak krzesełko zaczyna się unosić.Przerażona cicho zapiszczałam.
-Angie,nic się nie dzieje.-Silne ramie szwagra otoczyło moje plecy,a jego dłoń oplotła moją,ściskającą metalową rurkę.Ogarną mnie nagły przypływ odwagi,lecz nadal nie chciałam rozchylić powiek.-Otwórz oczy i spójrz,jak tu pięknie..
Wtedy maszyna zatrzymała się.
-Dlaczego stoimi?!-Wydukałam.
-Popatrz..-Wyszeptał German wprost do mojego ucha.Ciepłe powietrze wydychane z jego ust,delikatnie mnie połaskotało.
Niepewnie otworzyłam oczy.To co ujrzałam,zaparło mi dech w piersiach.
Noc okrywająca Buenos Aires,świeciła blaskiem srebrnego księżyca.Miliony drobnych gwiazdy,zdobiące czarną otchłań,zdają się przemawiać do spacerujących w dole ludzi,którzy teraz przypominali mrówki.I tysiące migoczących światełek,odziewających potężne wieżowce..Jedne uśpione w mlecznej drodze,otulone półmrokiem,drugie zaś rozlśnione kolorowymi lampeczkami.Stąd było widać całe miasto,które teraz  tętniło życiem..
-Przepięknie..-Wydusiłam,zachwycona widokiem.
-Widzisz?Mówiłem,że nie pożałujesz.-Zaśmiał się mój towarzysz.
Brakowało mi słów.Rozciągająca się przede mną panorama,zapierała dech w piersiach.Kompletnie straciłam poczucie czasu.Teraz,obserwując to wszystko z góry,czułam się,jak w innym świecie..Świecie pełnym magii,tajemniczości i niezwykłej historii.
Mój nos powoli czerwieniał,a ciało zaczęło lekko dygotać.Temperatura znacznie spadła,co przypomniało mi,że spieszymy się w jedno miejsce..
-German..-W końcu dotarło do mnie również to,co miałam mu powiedzieć.-Wszystkiego najlepszego..-Wyszeptałam powolnie,po czym zbliżyłam swoje oziębłe usta,do jego rozgrzanych warg,które ułamek sekundy potem dzieliły się swoim ciepłem.
Zgrabiałą dłonią,musnęłam jego policzek,który teraz przypominał rozżarzone łuczywo.
Ten pocałunek był niezwykły tak,jak dzisiejszy wieczór.Owiany pyłem,i wskazujący wycieraczkę z kluczem do drzwi,za którym kryło się przejście do innego świata.Od tej chwili rozpoczynała się nowa opowieść.Historia,którą razem z Germanem przyjdzie mi zapisać w nowym rozdziale kroniki naszego życia.

_______________________________________________
Jak obiecywałam-blog wrócił.:)
Planowałam zrobić to nieco później,ale z uwagi na finał "Violetty 2",postanowiłam poprawić Wam humor Germangie.^.^
Trzymajcie się,Kochani.:*

Wiktoria

PS.Zapraszam na nowy rozdział:Klik

Wracając do serialu.Zostaje wiązać nadzieję powrotu Angie z 3 sezonem. :)
Angie siempre.♥

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 57

Rozdział dedykuję B,która totalnie mnie zaskoczyła.
Pozdrawiam Cię, Alfabetyczna Zagadko. ;) 


-No,to jak?Zaczynamy?-Pisnęła podekscytowana Olga,gdy weszłam do kuchni.
-Tak,ale ciszej,proszę.-Uspokoiłam ją,śmiejąc się pod nosem.-Nakryję stół.
Rozkładając sztućce,talerze i serwetki,jeszcze raz rozmyślałam o podjętej decyzji.Niewątpliwie zależała od niej cała moja przyszłość.Już dzisiaj tak  wiele miało się zmienić.
-Dzień dobry.-Do jadalni wszedł pan domu.Od razu było widać,że jest zadowolony i wypoczęty.-Jak się spało,kochanie?-Ucałował czoło Violetty,po czym głaskając moje ramie,usiadł przy stole.
Po chwili dołączyła do nas Olga i Ramallo,którzy ku mojemu zdziwieniu,w wielkiej zgodzie,zajęli miejsca obok siebie.
Śniadanie przebiegało w miłej i spokojnej atmosferze.
-Nie macie mi nic do powiedzenia?-Ciszę przerwał German.
Wymieniłam z Violettą porozumiewawcze spojrzenia.Doskonale wiedziałyśmy,co mężczyzna ma na myśli.
-Nie.-Nastolatka wzruszyła ramionami.-Aa co?
-Nic,nic.-Odchrząknął.
Przez resztę posiłku pan domu,zerkał kolejno to na mnie,to na Violettę,Olgę i Ramalla.Każde z nas starało się to ignorować.
-Dziękuję.-Moja siostrzenica wstała od stołu.
To samo zrobiłam ja,a następnie pozostali domownicy.
Wszyscy zebraliśmy się w ogrodzie przy huśtawce-umówionym miejscu.
-Ja nie mogę tej przybitej miny naszego pana!On był taki smutny!-Lamentowała gosposia.
-To duży chłopiec.Trochę pocierpi,ale efekt końcowy będzie niezapomniany!-Gestykulował Lisandro.-Angie,co ma pani właściwie zrobi z Germanem przez ten cały czas?
-Ee..Ja też mam dla niego pewną niespodziankę.-Uśmiechnęłam się tajemniczo.-Dobrze moi drodzy,działamy według planu.-Zakomenderowałam po czym udałam się do swojego pokoju,gdzie przesiedziałam dobre parę godzin.


Wybiła 17.Jako,że mieliśmy jesień,za oknem robiło się szarawo.
Z coraz szybszym biciem serca postanowiłam przygotować się na wieczór.Po szybkim prysznicu,otworzyłam szafę w poszukiwaniu odpowiednich ubrań.Z racji,że wieczór zapowiadał się z ciepłą temperaturą i wybierałam się nie na 'bale',wybrałam ciemne jeansy,fioletową tunikę i katanę.Poprawiłam makijaż,a loki zostawiłam rozpuszczone.Chwyciłam torebkę oraz ulotkę z atrakcjami miejsca,w które się wybierałam i pomaszerowałam do gabinetu szwagra.Gdy po ponurym "proszę",weszłam do środka,moim oczom ukazał się przygnębiony mężczyzna,siedzący w fotelu z markotną miną.
-Cześć.-Uśmiechnęłam się promiennie,na co German zareagował obojętnym grymasem.-Widzę,że nie masz ochoty na rozmowę,tak więc przejdę do rzeczy.Masz 15 minut na przebranie się w jeansy i t-shirt.Czekam przed domem.W grę nie wchodzi żaden garnitur,czy koszula.
Nie czekając na odpowiedź,zostawiłam zdezorientowanego szwagra i zgodnie z zapowiedzią,przysiadłam na schodach willi.
Po wyzaczonym czasie,przed budynkiem stanął German.Wyglądał na zaskoczonego,ale nie protestując,posłusznie ruszył moim śladem.
-Powiesz mi,gdzie się wybieramy?Zaraz kolacja.Mówiłaś Oldze,że wychodzimy?-Zapytał w końcu.
W odpowiedzi,odwróciłam się i z rozbawioną miną,pokiwałam głową.-Ufasz mi?
-Co to za pytanie?-Zmarszczył czoło.-Dobrze wiesz,że..
-Cieszę się.-Nie dałam mu dokończyć.-A więc,chodźmy.-Chwyciłam jego ciepłą dłoń.


Po dziesięciominutowej wędrówce,dotarliśmy na...
-Przystanek autobusowy?-Zdziwił się mężczyzna.-Gdzieś jedziemy?
-Tak.-Zaśmiałam się,siadając na drewnianej ławeczce.
-Mogłaś powiedzieć,poprosiłbym Ramalla,żeby..-Wzruszył ramionami.
-O to właśnie chodzi,że nie.-Znów mu przerwałam.-Szisiaj masz się poczuć,jak zwykła osoba.
-Zabierasz mnie w podróż autobusem?-Zakpił.
-Otuż to.
Nastała chwila milczenia,przerwana przyjazdem kolorowego pojazdu.
Zajęliśmy miejsca.Dwadzieścia minut później,znajdowaliśmy się na obrzerzach miasta.Tu rozciągał sią wąski chodnik,a nieopodal znajdowała się rzeka.W oddali słychać było radosne okrzyki i muzykę.
-Zamknij oczy.-Zwróciłam się do Germana.
Mina mojego szwagra mówiła sama za siebie,jednak jak poprzednio,wykonał polecenie.
Zakrywając dłonią jego czekoladowe ślepia,pełniłam rolę przewodnika.W końcu dotarliśmy na miejsce.
-Możesz patrzeć.
Początkowo mężczyzna wyglądał na mocno zdziwionego,ale już po chwili,na jego twarzy zagościł szczer uśmiech.
Znajdowaliśmy się na polanie,na której mieściło się wesołe miasteczko.Z nieba dawno zniknęło słońce,a jego miejsce zastąpiły gwiazdy.Kolorowe światełka,pięknie prezentowały się na nocnym tle.Plac wypełniały tłumy.Gwar dodawał temu miescu przytulny charakter.
-Idziemy?-Zapytałam,obserwując zachwyt Germana.
Szwagier chwycił moją dłoń i razem,weszliśmy do "krainy zabaw".


___________________________________________________
57 rozdział za nami.^.^
Macie odpowiedź na to:"Gdzie Angie zabierze Germana?". :)
To nie koniec urodzin Sieroty.
Kiedy next?Otuż zdecydowałam sie na zawieszenie bloga.Nie chodzi nawet o szkołę..Sprawy się trochę pokomplikowały.Blog zniknie z sieci całkowicie,ale po (myślę,że)tygodniu wróci w takiej samej postaci z całym dotychczasowym archiwum itp.
Na pocieszenie mogę powiedzieć,że <tutaj> rozdziały będą pojawiać się częściej,a akcja zostanie rozwinięta.
Jutro już strona będzie niedostępna.
Nie gniewajcie się.
Pozdrawiam.♥

Wiktoria

piątek, 4 października 2013

Jednorazówka:część druga."Zostały tylko wspomnienia".

-Wyjeżdżam.
Kolejny,jesienny dzień.Miasto obudziło blade słońce o kwintesencji zwiędłego słonecznika.Szarobure niebo oraz porwisty wiatr nadawały nostalgicznego nastroju.
Dziś pierwszy raz od pamiętnej rozmowy stali twarzą w twarz.
-Jak to?Gdzie?-Dopytywał się zaskoczony inżynier.
-Francja.Stary znajomy mojego ojca,zaproponował mi ciekawą posadę w wytwórni muzycznej.
-Zgodziłaś się?!
Angeles popatrzyła na niego znacząco.
-Dlaczego miałabym się nie zgodzić?Co mnie tu trzyma?
-Choćby Violetta!-Wykrzyczał,zdenerwowany.
-Violetta jest dużą dziewczynką,poradzi sobie.Poza tym już o wszystkim wie i w przeciwieństwie do ciebie,nie odstawia szopek.
Na tym zakończyła się ich rozmowa.

                                                                       ***

Ona między stertami ubrań i bibelotów,walcząc z myślami,których nie chciała pakować do walizki..
A on,obłożony papierami,bezskutecznie próbując zapanować nad czasem,który zbliżał go do ostatniego spotkania z ukochaną.

                                                                        ***

-Będę tęsknić!Strasznie!Co ja wygaduję?!Już tęsknię!
Uściskom i wylewom łez nie było końca.Violetta razem z gosposią,Ramallem i Pablem,żegnali Angeles.
-Lot 303 z Buenos Aires do Paryża,rozpoczyna się za 20 minut.-Rozległo się z głośników.
-Idźcie już.-Zakomenderowała blondynka.-Kocham was.
Zebrani niechętnie wykonali prośbę,zostawiając ją samą z bagażami.
Wiedziała,że za kilkanaście godzin zacznie nowe życie.Zdala od Buenos Aires,Studia..Od niego..
W duchu gryzła ją jego nieobecność.Nie przyszedł się pożegnać.Nie powiedział oficjalnego "Powodzenia"..Nie zaczarował jej blaskiem swych czekoladowych oczu..
Może to i lepiej?Obyło się bez niezręcznej ciszy,niespokojnych spojrzeń i nurtującego pytania "Czy tak właśnie miało być?".
-Lot rozpoczyna się za 10 minut.
-(...)za 8 minut.
-(...)za 3 minuty.
-Proszę o zapięcie pasów,startujemy.
Samolot wzbił się w powietrze..Kilka chwil,minut,godzin i przekroczyła granicę nowego świata.Znalazła się w zupełnie innym wymiarze.
Zapytacie "Co z Nim?Co z Germanem?Ze słynnym inżynierem.".
A On siedzi teraz na drewnianej ławce i wpatruje się w niebo.I wie,że gdzieś tam wysoko,pośród błękitnych obłoczków,leci jego anioł.


"Tragiczny wypadek samolotu pasażerskiego!
Zginęło 256 osób.
Argentyńska ambasada wyjaśnia okoliczności rozbicia się Fly100 tuż przed francuskim lotniskiem."


Nie mógł już dłużej patrzeć na nagłówki gazet,przynoszonych przez listonosza..Wiadomości,programy radiowe..To wszystko go dobijało..
-To twoja wina!To przez ciebie ciocia nie żyje!Zabiłeś ją!
Kłótnie w domu Castillo stały się porządkiem dziennym.Obwinianie go było tradycją..
Tak samo z resztą,jak spokojne wysłuchiwanie coraz to bardziej wymyślnych i kontrowersyjnych monologów córki.
Doskonale wiedział,że ma racje.Że to wszystko stało się za jego przyczyną.



"Dlaczego Angeles Saramego podzieliła los swojej siostry,piosenkarki i aktorki-Marii Castillo!?-Wyjaśniamy!"



Nie dawał rady przerzucać kolejnych stron czasopism..Pogrążony w zadumie,zamykał się w swoim gabinecie na całe dnie,które przeradzały się w miesiące.
Przez ten czas zyskał miano "pustelnika".Śmiało można było go tak nazwać.."Zdziczał",stał się aspołecznym alkoholikiem,unikającym wszelkiego kontaktu z ludźmi.Stracił "przyjaciół",którzy odwrócili się od niego...Współpracownicy niespokojnie patrzyli,jak się stacza.Jedynym zajęciem inżyniera było oglądanie zdjęć zmarłej kobiety,której bezwładne ciało spoczywało trzy metry pod ziemią.Ta myśl doprowadzała go do obłędu.Zgrabne nogi,złoty lok,roześmiane spojrzenie.. Już nigdy nie ujrzy jej promiennej twarzy,która oprócz jego pamięci,pozostała jedynie na fotografiach,zajmujących dębowe biurko.

       

                                                    
                                                                                                                                                                   
__________________________
Ku czci Angeles,która doprowadzając nas do rozpaczy,zniknęła z serialu..

Zamiast rozdziału jest druga część jednorazówki,którą w końcu przepisałam.^.^

Mam nadzieję,że chociaż troszkę się Wam podobało.: )
Miłego weekendu,kochani.♥

Wiktoria

czwartek, 3 października 2013

Rozdział 56

-Pablo..
Zamarłam w bezruchu.Po zdrętwiałych policzkach,spłynęły łzy..
Bałam się zrobić krok w przód.Bałam się wykonać jakikolwiek ruch..W końcu,otrzeźwiałam i podbiegłam do przyjaciela.Bo przecież nim był.Bo przecież go kochałam.Jak miałam poradzić sobie z jego stratą?
-Pabloo..-Drżącą ręką,otarłam krwiste krople z jego policzka.-Pabloo..
Kątem oka,spojrzałam na jego zaciśniętą dłoń.Trzymał jakąś papierową kulkę.
Chlipiąc i trzęsąc się z płaczu,rozluźniłam jego palce i rozłożyłam świstek.


                                                           Kochana Angie!

                                                             Co mogę napisać?Co mogę powiedzieć?

                                                               Wybacz mi błędy moje,

                                                               Złamane serce Twoje.
                                                               Wybacz cierpienie,
                                                               Brak bycia w potrzebie.
                                                               Zawody,złości,
                                                               Krzyki,zazdrości.
                                                               Wszystkie niedoskonałości.
                                                               A teraz przypomnij,kochanie,
                                                               Zabawy w sianie,
                                                               Poranne spacery,
                                                               Nocne "tułajery".
                                                               I to,co dobre,ale i co złe.
                                                               Za to wszystko..

                                                               Przepraszam Cię..




                                                               Pablo.



-Nie..Nie!-Potrząsałam jego bezwładnym ciałem.-Proszę..
-Angie..
-Proszę,niee!
-Panienko Angie..
-Co?!Aaa!-Krzyknęłam,podrywając się do góry.-Gddzie..Gdzzie jestem?-Wyjąkałam dotykając swojego,spoconego czoła.
-Jak to gdzie?W domu.-Powiedziała zdziwiona kobieta.
Zdezorientowana,rozejrzałam się dookoła.Nie znajdowałam się w Studiu..Nie pochylałam się nad Pablem..Teraz nade mną stała Olga,a ja leżałam na kanapie w domu Castillo..
-Co?
-Nie 'co',tylko tak.Już wieczór.Panienka wstanie,zaraz kolacja.!No i trzeba jeszcze dopracować nasz plan.-Marudziła idąc w stronę kuchni.
Ja natomiast,starałam się połączyć fakty.
-Studio..Lekcje..No,tak!Rzeczywiście!-Przypomniałam sobie całą drogę do szkoły.
-"To cię zniszczy."-Wycedziła dobrze znana mi osoba.
-Daj mi spokój..-Warknęłam,masując skronie.
Ignorując "wykłady" Czarka,poszłam pomóc Oldze w nakrywaniu stołu.
Podczas wykładania talerzy,rozmyślałam o swoim śnie.
-"Może to swego rodzaju znak,że powinniśmy się pogodzić?A co jeśli ten koszmar stanie się faktem?"-Dramatyzowałam.-"Angeles,nie wolno ci tak myśleć".-Karciłam się w duchu.
-Cześć,dobry wieczór.-W jadalni pojawił się German,a zaraz za nim Violetta i Ramallo.


Posiłek przebiegł w spokoju,chociaż moją głowę,cały czas zaprzątał Pablo.
Starając się nie myśleć o tragicznej wizji przyszłości,zabrałam się za sprzątanie.Widać rzucenie się w wir pracy nie poskutkowało,bo nawet nie zauważyłam,że ktoś pomaga mi w wynoszeniu misek i talerzy.
Obejrzałam się za siebie i ujrzałam nikogo innego,jak swojego szwagra,ładującego naczynia do zmywarki.
-O czym tak myślisz?-Zapytał,nie patrząc na mnie,jednak już po chwili,oparty o kuchenny blat,zerkał w moją stronę.-A właściwie:"o kim"?
-Wiesz..-Zwinęłam usta w "dzióbek".-Jest taki ktoś..-Zaakcentowałam ostatnie słowo.
-A czy ten "ktoś"to mężczyzna?Czy jest przystojny,szarmancki..?-Wyliczał German,marszcząc żartobliwie czoło.
-Hmm..-Udałam zastanowienie.-Myślę,że nie znasz..Ale mogę dodać,że nie grzeszy skromnością.
-Ahaa..-Pokręcił głową.-Bo wiesz..Wybieram się na randkę z pewną nieziemsko piękną kobietą i myślałem,że może zamienilibyśmy to w podwójne spotkanie,ale skoro nie znam gościa,to..
-No,niestety.-Wzruszyłam ramionami.
-Trudno.-Powiedział German ze sztucznie zawiedzioną miną.Po chwili nasze udawane żale,przeistoczyły się w szerokie uśmiechy.
Mężczyzna zrobił znaczącą minę i powoli zbliżył się do mnie w oczywistym celu.
-Angie..
-Spóźnisz się na randkę-Rzuciłam ścierką w jego twarz,chichocząc.Jeszcze przez chwilę,patrzyłam na oburzonego Germana,po czym nadal śmiejąc się pod nosem,poszłam do pokoju siostrzenicy.
-Wszystko gotowe?-Zapytałam,siedząc na jej łóżku.
Violetta z wypiekami na twarzy,przedstawiła mi ostateczny plan działania co do jutrzejszych urodzin Germana.Muszę przyznać,że sprytnie wszystko zaplanowała.
-Angie,a co ty tak właściwie zrobisz z tatą przez ten czas?
Nie zastanawiając się długo,wyjaśniłam jej dokładnie na czym będzie polegał mój prezent..Pomijając..No,pomijając drobny szczegół,który wymagał jeszcze wnikliwych przemyśleń..
-Zaczynamy od samego rana,musisz być wypoczęta.-Ponagliłam ją do spania.
-Masz rację..Już nie mogę się doczekać.-Zaśmiała się,naciągając kołdrę.-Dobranoc.
-Dobranoc.-Odparłam zamykając za sobą drzwi.
Od razu skierowałam się do swojej sypialni.
Leżąc w łóżku,rozmyślałam o jutrzejszym dniu,Javierze,Pablu..Ale także o Violetcie,Mamie,Marii i Germanie..Bo właśnie ta ostatnia osoba była w centrum jutrzejszego zamieszania..Bo właśnie to jego życie mogłam tak bardzo zmienić..
Z ułożynym planem wydarzeń,zasnęłam.


                                                                            ***

Następnego dnia,mimo weekendu,obudziłam się dosyć wcześnie.
Wstałam i podwinęłam rolety.Słońce jeszcze nie wzeszło,choć w oddali,widać było mikroskopijny blask światła,zwiastujący nadejście Heliosa.
Póki co,po nieboskłonie krążą jedynie małe obłoczki,spychające gwiazdy,aby te ustąpiły miejsca słońcu.
A w końcu ono nadchodzi.Budzi uśpione szczyty domów,kamienic.Promienie,przedzierające się przez liście drzew,docierają do nawet najgłębszych zakamarków miasta,tchnąc w nich życie.
Świetlistym pyłem niweluje koszmary.I nie ma już nocy.Nie ma tajemniczych gwiazd i księżyca..
Wstaje nowy dzień.Ptaki zaczynają ballady,a na ulicach,pojawiają się pierwsi ludzie,natchnieni spojrzeniem płonącego olbrzyma.
Niebo zmienia swój kolor.Ze złowrogiego granatu,przechodzi w delikatny błękit.
Ukojona przyjemnym ciepłem,wspięłam się na parapet.
Słońce wznosiło się coraz wyżej i wyżej,napierając na szczyty drzew,które zdawały się płonąć,a wraz z nimi zdaje się,że spłonę i ja.Z każdą sekundą traciłam czucie.Oddech uciekał..Teraz już nie będąc człowiekiem,lecz feniksem,odradzałam się z popiołów nocy.Taka śmierć miała sens..Niewątpliwie.

__________________________________________
No i 56 rozdział za nami.: )
Nie stawiam wymogów co do komentarzy,ale nie ukrywam,że dodają mi weny,która bardzo się przyda,gdyż  zastanawiam się nad chwilowym zawieszeniem bloga.Jestem w okresie dwóch akademii,sprawdzianów,recytacji i wycieczki,na którą raczej się wybiorę.
Ale jeszcze zobaczę.: )
Mam nadzieję,że u Was jakoś lepiej.; D
Much love.:*

Wiktoria

PS.Czy może ktoś wie,gdzie German się wybiera z tą wielką walizą w zapowiedziach 74 odcinka?(Jeśli do Violetty,a nie po Angie,to strzelę..-.-)

PS.Około godziny 16,pojawi się tu nowy rozdział,na który serdecznie zapraszam:Oczami Germana Castillo. :D

wtorek, 1 października 2013

Rozdział 55

Zdrada.Czym ona jest?
Zdrada-świadome(?)zadanie bólu,cierpienia drugiej osobie.Podeptanie miłości
Czy jesteśmy w stanie ją wybaczyć?
Można zdradzić żonę,męża,przyjaciela..Są zdrady na linii matka-córka,przyjaciel-przyjaciel..
Każda ze zdrad będzie miała różny wymiar..Różny charakter,styl..Ale każda wspólny wynik,którym okaże się nadwyrężenie zaufania..W każdym razie,osoba zdradzona,odczuwa złość,smutek,gniew i niewyobrażalny ból..Zawiodła się na bliskiej osobie,której zaufała.Nie ma znaczenia,czy bliski,zdradził sekret,dokonał skoku w bok,wyrzekł się jej-efekt jest ten sam."Zdrada to operacja na otwartym sercu".
Jak dalej żyć u boku osoby,która dopuściła się wręcz niewybaczalnego częstu czynu?Jak patrzeć jej w oczy?
Czy zdradę można wybaczyć?Można.A czy można zapomnieć?Nie.
Nie da się wymazać z pamięci czegoś,co zostawiło uszczerbek w naszym sercu.

-Proszę,zajmijcie miejsca.Która para jako pierwsza chce się zaprazentować?-Zapytałam,wodząc wzrokiem po uczniach.Ku mojemu zdziwieniu,nikt się nie zgłosił.-Nie przygotowaliście się?-Zapytałam,zaskoczona.Znowu nikt mi nie odpowiedział.-W porządku,sama wybiorę.Widzę,że bardzo chce..O!Bardzo chce Andres i Camila!Zapraszam.
Wyznaczone przeze mnie osoby,podeszły do biórka,a po chwili,rozległy się dźwięki,uwielbianej przeze mnie piosenki.Melodnia "Algo suena mi",wprawiła mnie w doskonały nastrój.
-"Encuentro todo en mi musica,porque estoy siempre bailando.Y necesito que mi musica.."
Reszta studentów też wydała się rozruszać.
Po zakończonym występie moim oczom,ukazał się las rąk.
Reszta lekcji,minęła w przyjemnej atmosferze.Wszyscy chętnie brali udział w zajęciach i bez przeszkód mogłam prowadzić zajęcia.
-Hej,Angie.Gotowa-Nawet nie zauważyłam,że w drzwiach sali,stoi Violetta.
-Już ta godzina?-Zdziwiłam się.Dzień w Studiu,minął mi niespodziewanie szybko.-Okej,idziemy.-Chwyciłam torebkę i razem z siostrzenicą,skierowałam się do wyjścia.
W holu minęłyśmy Pabla,który obrzucił mnie błagalnym spojrzeniem.Starałam się to zignorować,mimo nieocenionego skurczu serca.
Droga do szpitala,minęła równie szybko,jak poczucie winy dotyczące Pabla.
Gdy miałyśmy przekroczyć próg sali,w której leżał Javier,zatrzymał nas znajomy głos pielęgniarki.
-Dzień dobry.-Przywitała się.-Przyszłyście do Javierka?W tej chwili jest na badaniach.-Poinformowała nas Linda.-Jutro zabieramy go do Almagro na chemioterapię.Jeśli chcecie,to zaczekajcie w jego sali.
Ochoczo,przystanęłyśmy na propozycję kobiety i weszłyśmy na salę.Zmartwiona stanem chłopca,pogrążyłam się w rozmyślaniach.
Siedząc na fotelu koło szpitalnego łóżka,miałam okazję bliżej zapoznać się z jednoosobowym pokojem Javierka.
Wnętrze nie należało do najprzytulniejszych.Na szaro-beżowych szafkach,umieszczonych pod oknem,leżały białe serwety.Dwa duże fotele obok regałów,przykryte były szarym kocem.Nawet pościel miała biały,smętny kolor.Gdyby nie jasnozielone ściany,przyozdobione kwiatuszkami i słoneczkami oraz namalowana przy drzwiach Myszka Miki,sala miałaby całkowicie ponury charakter.Żadnej zabawki,żadnego pluszaka..
Wtem do mojej głowy,przyszedł pewien pomysł.
-Violu,zostaniesz tutaj sama?Muszę gdzieś wyjść.Obiecuję,że wrócę najszybciej,jak się da.-Rzuciłam i nie czekając na odpowiedź,szybkim krokiem opuściłam szpital.
Los tym razem mi sprzyjał,na taksówkę nie musiałam czekać długo i w ciągu niecałych dziesięciu minut,byłam w domu.Z zawrotną prędkością wbiegłam do budynku,a następnie do swojego pokoju.Przykucając koło łóżka,wyłowiłam spod niego kartonowe pudełko.Pomijając pamiątki po Marii,pamiętnik,zdjęcia i inne drobiazgi,dokopałam się do małego,pluszowego pieska.Moja przytulanka z dzieciństwa..
Gund Miś Pluszowy Piesek Puddles 30 cmMisiek co prawda miał lekko odstający ogon i niedbale zawiązaną kokardkę wokół szyi,lecz nie stracił dawnej wyjątkowości..
Jako dziecko był moim przyjacielem.Bronił mnie przed nocnymi duchami,towarzyszył podczas pierwszego dnia w szkole..
-Pamiętasz,jak Maria przyszywała mu ucho?-Obok mnie,klęczał Czarek.-Albo wyprawianie przyjęć dla lalek!
Na myśl o zmarłej siostrze,poczułam uścisk w gardle.Bardzo mi jej brakowało..
Chwyciłam maskotkę i biegiem,ruszyłam do wyjścia.


-"Pienso que las cosas suceden.Y el porque esta en mi mente.."-Usłyszałam,przekraszając próg sali Javiera.
Gdy weszłam do środka,moim oczom ukazał się wzruszający widok:Violetta,leżała na szpitalnym łóżku,a obok niej,opierający głowę o jej brzuch-Javier.
Malec z wypiekami na twarzy,przysłuchiwał się jej głosowi.Zaś Violetta,troskliwie głaskała jego blond czuprynkę.
-Hej.-Powiedziałam łagodnie,przysieradając obok nich.
-Angie!-Chłopiec natychmiastowo zerwał się z miejsca i rzucił w moje ramiona.
-Cześć,Javierku.Jak się dzisiaj czujesz?-Ucałowałam jego czoło.
-Dobrze.-Odparł,sadowiąc się na moich kolanach.-Czekałem na ciebie.
-Przecież obiecałam,że przyjdę.-Uśmiechnęłam się,łaskocząc go.
-Eeej.-Zachichotał malec.
Do wygłupów,przyłączyła się też Violetta.Teraz cała nasza trójka,szalała,śmiejąc się w niebogłosy.Wariacjom nie było końca.Nawet nie zauważyłam,kiedu się ściemniło.
-Violu,już późno.-Powiedziałam,trzymając się za brzuch,który mrowił od nadmiaru łaskotek.
Dziewczyna ciężko westchnęła,zsuwając się z łóżka.
-Idziecie?-Zapytał Javier z żalem w głosie.Do jego oczu,napłynęły łzy.-Zostańcie!-Objął udo Violetty,mocząc jej sukienkę.
Siostrzenica,popatrzyła na mnie smutno.W odpowiedzi przecząco pokręciłam głową.
-Wiesz kochanie..-Przypomniałam sobie o pluszaku.-Mam coś dla ciebie.
Javier,nieśmiało odwrócił się w moim kierunku.
-Poznaj Pinto.-Wyciągnęłam misia z torebki i podałam chłopcu.-Pinto mieszkał u mnie dosyć długo,ale teraz nie mogę się nim zajmować.Był moim przyjacielem.Na pewno się zaprzyjaźnicie.Czy mógłbyś się nim zaopiekować?
Maluch,ostrożnie ujął misia swoimi malutkimi dłońmi i głęboko spojrzał w jego koralikowe oczy.
-Pinto powiedział,że chętnie ze mną zostanie,ale będzie za tobą tęsknił.-Powiedział,przytulając zabawkę.
-Jestem pewna,że nie dasz mu długo za mną rozpaczać.Będzie mu z tobą dobrze.-Pogłaskałam policzek chłopca.-Teraz niestety musimy już iść,wiesz?-Obserwowałam,jak oczy Javiera,ponownie wypełniają łzy.-Ale przecież Pinto jest z tobą!Bedzie cię pilnował.-Przeczesałam palcami jego loki.-Tylko czy mógłby z tobą spać?On bardzo nie lubi samotności.-Szepnęłam.
Javier energicznie pokiwał głową,a na jego twarzy zagościł uśmiech.
-Świetnie.-Ucieszyłam się,ściskając chłopca.-Możesz go zabrać jutro do Almagro.Linda,powiedziała mi,że pojedziesz z nią na wycieczkę,dlatego jutro się nie zobaczymy,ale po twoim powrocie znów cię odwiedzimy,dobrze?
-Yhy..-Przytaknął Javier.
-W takim razie do zobaczenia wkrótce.Przyjemnej podróży,skarbie.Razem z Pinto,odkryjecie nowe miejsca.-Musnęłam palcem jego malutki nosek.
-Pa,maluchu.-Moja siostrzenica,ucałowała główkę chłopca i przekładając torebkę przez ramię,stanęła w drzwiach.-Pamiętaj!Jak wrócisz,to wznawiamy lekcję czytania.-Uśmiechnęła się życzliwie.
-Tak!-Roześmiał się Javier.-Papa.-Pomachał nam ręką na pożegnanie.
Razem z Violettą,niechętnie opuściłyśmy szpital.


Gdy wróciłyśmy do willi,mieszkańcy zasiadali do stołu.Idąc w ślad za nimi,umyłyśmy ręce i zajęłyśmy swoje miejsca.
-Jak wam minął dzień?-Zapytał pan domu.
-Eeyy..W porządku..Studio i tak dalej..-Powiedziała Violetta.Ja się nie odezwałam.Javier nie był tajemnicą,ale po co miałam mu o nim opowiadać?
Po skończonej kolacji poczułam się niezwykle senna,lecz mimo to postanowiłam zajrzeć do pokoju siostrzenicy.Dziewczyna leżała na łóżku i zawzięcie pisała coś w swoim różowym pamiętniku.Zza niewielkiej szpary,obserwowałam jej skupioną i zamyśloną minę.
-Wejdź,Angie.-Powiedziała Violetta,nie odrywając wzroku od notatnika.
-Co słychać?-Zapytałam,przysiadając obok niej.
-Wiesz..-Zamknęła pamiętnik.-Myślę o Javierku..Tak bardzo mi go szkoda..-Westchnęła.-Angie..A co jeśli on..Co jeśli..

-Nie myśl tak.-Pocałowałam grzbiet jej dłoni.-Javier jest pod bardzo dobrą opieką.Poza tym jego stan się poprawia.Nie musisz się martwić.-Uśmiechnęłam się.-Aa..Twój prezent dla taty jest już gotowy?-Zmieniłam temat.
-Właśnie!Spójrz!-Nastolatka,wyciągnęła spod biurka kolorowe zawiniątko.
Ostrożnie ściągnęłam papier,oglądając przedmiot.
-No,no.-Zaśmiałam się.-Cudowne.Tato na pewno się ucieszy.-Z powrotem,zapakowałam prezent.-Teraz odpocznij.Jutro musimy dopracować nasz plan.Śpij dobrze.
-Dobranoc.-Usłyszałam,opuszczając sypialnie siostrzenicy.



                                                                               ***

Nazajutrz podczas przygotowań do śniadania,wtajemniczałam Olgę w plan urodzin Germana.
-Ależ nie ma sprawy!Ja wszystkiego dopilnuję!-Zadeklarowała gosposia.-A ten stary pierdziel się nie wygada?-Palcem,wskazała na siadającego przy stole Ramalla.Na szczęście mężczyzna,nie dosłyszał jej słów.
-Ramallo już o wszystkim wie i również pomoże.-Zapewniłam.
-No,dobrze.To ile już naszemu panu stuknie?Pięćdziesiątka?Sześćdziesiątka?
-Olgo,German  nie jest aż taki stary.-Roześmiałam się.
-Jasne,jasne.On przynajmniej dostrzega pani miłość,a tamtemu dziadkowi,potrzeba okularów najwidoczniej.
Zarumieniłam się,chichocząc pod nosem.
-Dziękuję,że zgodziłaś się nas wspomóc.-Poklepałam ją po ramieniu i rozbawiona,ruszyłam do jadalni.
Podczas posiłku,Violetta i Lisandro co chwila wymieniali porozumiewawcze spojrzenia,natomiast ja,kontrolowałam sytuację z Olgą.
-Jesteście jacyś dziwni.-W pewnym momencie,wypalił mój szwagier.-Ukrywacie coś przede mną?Ramallo.Jesteś moim przyjacielem,o co chodzi?
-Oj,tatoo..-Przeciągnęła nastolatka.-Skąd ci przyszedł do głowy taki głupi pomysł?-Ucałowała jego policzek.-Angie,idziemy?
-Tak,oczywiście.-Chwyciłam jabłko i podążyłam za siostrzenicą.

-Uff,o mały włos.-Odetchnęła z ulgą Violetta,gdy byłyśmy już poza domem.-Tato zaczyna coś podejrzewać.Mam nadzieję,że Ramallo nie piśnie słówkiem.
-Na pewno nie.-Uspokoiłam ją.-Wszystko się uda.
Przez resztę drogi do Studia,zawzięcie dyskutowałyśmy o przebiegu niespodzianki dla Germana.Wszystko zdawało się być dopięte na ostatni guzik.Czułam,że się nam powiedzie.
Do szkoły,weszłyśmy równo z dzwonkiem,dlatego każda z nas,od razu udała się na swoje zajęcia.
Poprzedziłam pójście do swojej klasy,"zwinięciem"dziennika z pokoju nauczycielskiego i mogłam zaczynać lekcje.

                                                                    ***

Wybiła 15.Do tego czasu,zdążyłam uprzątnąć dokumenty,zalegające na moim biurku i z ułożonym kalendarzem popołudnia,ruszyłam do wyjścia.
Dziwnym trafem,nie napotkałam dzisiaj Pabla.
-"Łód szczęścia?Przypadek?"
Bez dłuższych przemyśleń,ostrożnie zapukałam do drzwi gabinetu dyrektora.Mimo kilkuminutowego wyczekiwania na odpowiedź,nie otrzymałam jej.Niepewnie zajrzałam do środka.Moim oczom,ukazał się szokujący widok..Kałuża krwi,szczątki literatki i butelka po whisky..A na fotelu..Na fotelu z zakrwawioną twarzą,leżał Pablo..

____________________________________________________
Hej,hej!:)
Urodziny sieroty już niedługo. :)
Czy przez wypadek(?),samobójstwo(?)Pabla,odbędą się?Co stało się z naszym "Misiem"?

Wiktoria

PS.Czy możliwe jest,że Angie odeszła na cały 2 sezon,ale wróci w 3?