sobota, 14 września 2013

Rozdział 47

Dla kochanej,odliczającej do dodania rozdziału,Weroniki.♥

-Dziękuję za pomoc,Ramallo.-Uśmiechnęłam się,odwracając przodem do Lisandra.
-Ależ,nie ma za co.-Odwzajemnił uśmiech.-Jeśli mogę..Zauważyłem przy kolacji,że była panienka jakaś,taka zamyślona,nieobecna.Czy coś się stało?-Zapytał..
I co miałam odpowiedzieć?Czy mogłam powieżyć mu tajemnicę,od której tak wiele zależało?Przecież jest przyjacielem Germana..Nie mogę,wplątać go w te kłamstwa i sprawić,że tak,jak ja,będzie oszukiwał bliską mu osobę.
Mimo,iż sama cierpiałam przez Jade,to nie potrafiłam tak po prostu,wyznać szwagrowi,co uknuła.Tak,zależy mi na nim.Tak,zależy mi na jego szczęściu..Ale nie mogę..
-Angie?-Z zamyślenia,wyrwał mnie Ramallo.
-Nie..Nic..Ymm..Jestem zmęczona..Ta przeprowadzka,pakowanie się i rozpakowywanie się..-Próbowałam wymigać się od niewygodnej odpowiedzi.-Chyba pójdę się położyć..Dobranoc..
W środku bolał mnie mój brak odwagi..Nie potrafiłam zapanować nad tym co dzieje się dookoła.
Rzuciłam się na łóżko i leżąc na brzuchu,przytuliłam się do poduszki,która stopniowo,robiła się coraz bardziej mokra od łez.
Straciłam przyjaciela i okłamuję innego..Szczerość za szczerość?Czy nasze przeżycia,odczucia,doświadczenia,skłaniają nas do podobnych czynów?Stajemy się tacy,jak ci którzy nas ranią?Nie potrafimy,odgonić od siebie złości i frustracji i pod ich wpływem,zadajemy ból bliskim..Odpłacamy się tym samym..Pięknym za nadobne..Bóg zemsty,zamyka nas w swojej celi,gdzie gniew nas szkoli..Stajemy się mściwi..Okrutni..
-No przecież ty taka nie jesteś..-Na skraju mojego łóżka,przysiadła dobrze znana mi postać.-Nie jesteś,jak to ujęłaś "mściwa",ani "okrutna".Już na pewno nie bezlitosna..Nie wiesz,co robić?Kiedyś wiedziałaś..
-Kiedyś,byłam małą dziewczynką!Kiedyś,decydowałam o tym,czy mam ochotę na truskawkowe lody,czy czekoladowe.Czy wolę niebieskie kokardki,czy różowe.Kiedyś,wszystko było prostsze.-Podnosiłam głos.-Nie rozumiesz?!Nie jestem już małą,naiwną Angeles!Jestem Angie!Musiałam szybko dorosnąć..!Bez ojca..Bez Marii..Musiałam dać radę!Teraz jestem inna!
-Nie prawda..W głębi duszy,widzę dalej tą samą,bezbronną dziewczynkę,o błękitnych oczach..Nie o kolorze głębinowych wód..Chabrowe oczęta,patrzą na świat,z tą samą miłością i ciekawością..Jesteś taka sama..Ludzie się nie zmieniają..Tylko,dokonują innych wyborów.Świat i ludzie,uczą nas,jak powinniśmy postępować..Czujemy,że powinniśmy działać,tak jak oni..Ale to bzdura!Nie każdy umie słuchać swojego serca..Wielu zbłądziło w poszukiwaniu wolności..Wielu,nie zauważa istotnych drobnostek..Powiedz,Angeles,kiedy ostatnio,patrzyłaś na wschód słońca?Kiedy,krople deszczu,opadały na twoją twarz?Kiedy śpiewałaś z ptakami..?No kiedy?Stałaś się jedną z tych manekinów,żyjących w monotonni..A masz muzykę,siostrzenicę,Germana!Masz rodzinę..To wielki skarb..Masz też przyjaciela..Każdy,kiedyś błądzi..Nie zawsze umie podjąć właściwą decyzję..Ale ty masz ten dar!Angeles,miłość jest ślepa,dobrze to wiesz..Nie prowadzi cię tam,gdzie oczekujesz..Jest pełna bólu i cierpień,ale jest piękna..Nie każda,ulotna..Dobrze wiesz,że dla uczucia,ludzie robią różne rzeczy..Czasami na siłę,próbują je odnaleźć,a czasami,spierają się z nim,niepotrzebnie..Bywa,że darzymy nim,niewłaściwą osobę..A w rozpaczliwej walce o nią,tracimy..Ty to wszystko wiesz..I wiesz,co teraz powinnaś zrobić..Jesteśmy kowalami własnego losu..
Chłopiec,zniknął..Dotknęłam swojej twarzy,była już sucha..Przetarłam oczy i poszłam pod prysznic.Tam najlepiej mi się myślało..
-"Czy Czarek ma rację?"
Jak oparzona,wyskoczyłam spod prysznica.W dresach,niedbale,zapiętej koszuli i ręcznikiem w ręku,biegłam przez korytarz.
Zauważyłam szwagra,wchodzącego schodami na górę.
-German!-Krzyknęłam,rzucając mu się w ramiona.
-Co się dzieje?
Mężczyzna,oplutł moje plecy rękoma i mocno przycisną do siebie.
-Muszę ci coś powiedzieć..Coś ważnego..-Trzymałam go kurczowo za szyję.-Chodzi o Pabla..O mnie..O ciebie i o Jade..A właściwie to nie..Chodzi o wasze szczęście..O twoje i Violetty..I waszą przyszłość.-Z moich ust,wypływały potoki słów.
Dłoń szwagra,uspokajająco,gładziła moje plecy.
-A!No proszę,już się pocieszyłeś!-Zaskrzeczała,schodząca po schodach Jade.
W dłoniach,trzymała dwie,opasłe walizki i torebkę.
-Jedziesz na wakacje,Jade?-Zapytałam ironicznie.
-Nie bądź złośliwa,maleńka!Dobrze wiem,że tak to sobie zaplanowałaś!Ale,żeby zostawiać tamtego misia,to ja nie rozumiem!
Popatrzyłam pytająco na Germana.
-Jade,proszę cię,nie utrudniaj.Rozmawialiśmy już o tym..
Kobieta,zacisnęła zęby i zmarszczyła czoło.
-Ty!Ty!-Wykrzykiwała,szybkim krokiem,zbliżając się w moją stronę.-To wszystko twoja wina!-Zapachnęła się ręką,lecz German,odsuną ją ode mnie,zanim pięść,spotkała się z moją twarzą.
-Prosiłem..-Rzekł,spokojnie właściciel domu.
Jade,chwyciła swoje bagarze i trzaskając drzwiami,opuściła dom.
-Jeszcze wam pokażę!Popamiętacie mnie,za tą zniewagę!-Usłyszeliśmy,zanim dobiegł nas trzask drzwi.
Dopiero,gdy zostałam sama z ojcem Violetty,dotarło do mnie,co tak na prawdę się wydarzyło.
Czyli on o wszystkkim wiedział..Zerwał swoje zaręczyny..Czyli..
-German..-Poczułam się winna.-Ja..Ja chciałam ci powiedzieć!Na prawdę!Po porostu,nie miałam serca,łamać twojego..-Wyszeptałam,tłumacząc się.-Wiem,że to kolejne kłamstwo..Że,dołożyłam się do tego stosu,ale..
Nic więcej,nie zdążyłam powiedzieć,bo poczułam,jak silne ramiona szwagra,obejmują mnie.
-W porządku,Angeles..-Powiedział,całując mnie w skroń.-Rozumiem.
Zbaraniałam.Doskonale wiedziałam,jak bardzo nienawidzi oszustw..
-Ale..Skąd ty..Skąd wiedział o intrydze Jade?
German,ciężko westchnął.
-Rozmawiałem z Pablem..-Wyjaśnił,a mnie zamurowało.-Wyjaśnił mi całą sytuację..Przyznał,że to on wysłał sms'a do mnie z twojego telefonu..I..No,a reszte sama przecież znasz.
Na mojej twarzy,pojawiły się wypieki.
-"No proszę!Pablo,posprzątał bałagan,który narobił!"
Nie mogłam uwierzyć w to,co słyszę.
-Widać,zrozumiał swój błąd.-Szepnęłam.
-Najwidoczniej.-Mężczyzna,uwolnił mnie ze swojego uścisku i trzymając za ramiona,głęboko spojrzał w oczy.-Myślałem,że takie rzeczy,dzieją się tylko w filmach..Teraz już nic nie stanie nam na drodze.-Mówiąc to,powoli zbliżył swoją twarz do mojej.
-German,nie..

_____________________________________________________________
Jej,pozbyłam się Jade! : D
B się nie da zaskoczyć. ;)
Pablo spokorniał.: )
Dlaczego Angie,powiedziała Germanowi "nie"? : O

Wiktoria

czwartek, 12 września 2013

Rozdział 46

Rozdział ze specjalną dedykacją dla niecierpliwej Kierki.♥


Wszyscy,siedzieli już przy stole.Nie licząc Jade.Głupio mi było o nią pytać,dlatego nie komentując jej nieobecności,zabrałam się za jedzenie.
-Olgo,upiekłaś drożdżówki!-Nie zrozumiałam zdziwienia Ramalla.Przecież,pojawiały się one na stole codziennie.
-Olga,zarządziła strajk od kąd się wyprowadziłaś.-Szepnęła mi do ucha,Violetta.Widać,zauważyła moje zaskoczenie.-Przez ten czas,nie widzieliśmy nic słodkiego!
Zaśmiałam się w duchu,na wyobrażenie,myszkującego po kuchni Lisandra,w poszukiwaniu czekolady.
Przez całą kolację,czułam na sobie wzrok Germana,jednak nie ośmieliłam się,spojrzeć w jego stronę.Coś mnie blokowało.."Coś",a mianowicie pewien dylemat..
W końcu,jego narzeczona,uknuła intrygę dzięki,której mogła tu wrócić.
Czy miałam mu o tym powiedzieć?
Nie byłam donosicielką,ale tutaj chodziło o szczęście jego i Violetty.
Pierwszy raz,podczas wieczoru,zerknęłam na szwagra,który od początku,onieśmielał mnie swoimi,czekoladowymi oczami.
Delikatnie,uniosłam kąciki ust,po czym ponownie,spuśćiłam głowę.
Racja,Jade jest nieznośną,egoistyczną,chciwą,podstępną....osobą,ale to nie zmienia faktu,że jest też człowiekiem.Wykorzystywała Germana,ale myślę,że w głęby duszy,też go kochała..
-Radujmy się,Pan zesłał nam anioła!Raduuuujmy sięę!-Podśpiewywała Olga,wynosząc potrawy do kuchni.
Nawet nie zauważyłam,że domownicy,już się rozeszli.
Idąc za ich przykładem,wstałam od stołu i postanowiłam pomóc gosposi w sprzątaniu.
-Ale niech pani to zostawi!-Upierała się.-Ja sobie świetnie daję radę!
-Olgo,to dla mnie czysta przyjemność.-Również,pozostawałam nieugięta.
Chwyciłam gumowe rękawice,zabierając się za mycie garnków.Talerze,miski i kubki,znalazły się w zmywarce.
-Tak się cieszę,że pani wróciła!Czuję,że w końcu możemy się pozbyć raz na zawszę tej..-Kobieta,zawiesiła głos,szukając odpowiedniego epitetu.-Tej..kobiety.
Doskonale wiedziałam,że nikt nie darzy narzeczonej Germana,specjalną sympatią..A właściwie,jaką kolwiek..
Czułam się tak,jakbym panowała nad losem..Jakbym trzymała wodze szczęścia rodziny Castillo..Kierowała ich życiem..Paroma słowami,mogłabym tyle zmienić..To wcale nie było satysfakcjonujące..
-..Prawda?
-Cco?-Ocknęłam się.Olga,najwidoczniej coś do mnie mówiła.-Przepraszam,zamyśliłam się.
-Och,nie ważne..Nikt mnie i tak w tym domu nie słucha..-Westchnęła kobieta.
-Nie,Olguniu,to nie tak.Po prostu,dużo się dzieje..-"Nasz plan nie był dosyć skuteczny."-Mam ostatnio ciężkie dni..-"Byłem twoją marionetką."-Do tego,jestem zmęczona pakowaniem i w ogóle..A właśnie!Jak sprawy z Ramallem?-Zmieniłam temat.
-Jak?Nijak!Ten osioł,okopał się w swojej "przestrzeni osobistej" i nie chce wyjść!-Wzburzyła się.-Ach..Täuschen,idiot!
-Spokojnie,spokojnie..Już kiedyś mówiłam pani,że Lisandro jeszcze,przejży na oczy.
-Aa tam..-Machnęła ręką,wychodząc z kuchni.
Zostałam sama z wielkim bałaganem.
-Jestem guwernantką,czy sprzątaczką?-Zaśmiałam się pod nosem.
Nie pozostało mi nic innego,jak uprzątnąć wszystko.
Nucąc na zmianę "Tienes Todo" i "Podemos",dosyć szybko się uwinęłam.
Układając miski na szafce,wspinałam się na palcach,coraz to wyżej i wyżej.Ostatnie naczynie,nie mieściło się już na półce,a kolejna była za wysoko..Mimo,wyciągania ręki,nie dostawałam do ostatniego szczebla..
Nagle,czyjaś męska dłoń,chwyciła za naczynię i wsunęła je na półkę.
Poczułam charakterystyczny zapach wody kolońskiej i ciepły uścisk na moim ramieniu.
Doskonale wiedziałam kto za mną stoi.

_____________________________________________________________
No,kto? : )
Jak tam w szkole?Ja padam na twarz..: C

Wiktoria

PS.Zapraszam na nowy rozdział:Klik. ; )

wtorek, 10 września 2013

Rozdział 45

Mężczyzna,gwałtownie się odwrócił.
-Angie..Co ty..Ja..
-Razem to uknuliście?!To był wasz plan rozdzielenia mnie z Germanem?!Tak?!
-Kocham cię,nie rozumiesz?-W jego głosie słychać było żal.-Jesteś dla mnie wszystkim!Zawsze byłem przy tobie,gdy tylko mnie potrzebowałaś...Zawsze mogłaś na mnie liczyć..Ale zawsze,byłem tylko przyjacielem..Chciałem w końcu być szczęśliwy!Codziennie,budziłem się znadzieją,że zauważysz,że czekam..Co noc,zasypiałem zawiedziony..Nie mogłem wytrzymać już tego łudzenia się,oszukiwania..Mijały dni,miesiące,lata,a ja dalej miałem to samo marzenie..Liczyłem,że chociaż,uświadomię sobie,że moje czekanie nie ma sensu..Że kiedyś wstanę,przetrę zaspane oczy..Poczuję ból w piersi..Ale pójdę do pracy..Minie kolejny tydzień..Rok..Weekendy,przychodziłyby i odchodziły,a ja wracałbym po wolnym,taki jak zawsze-uśmiechnięty,"szczęśliwy"..Jednak,zajdzie we mnie już pewna zmiana..Spod moich powiek,łzy zmyją twoją twarz..
Oczy,zaczęły mnie szczypać..To,co powiedział..
-Zastanów się teraz,czyim kosztem chiałeś to osiągnąć..-Rzuciłam,odchodząc.
-Angie,proszę!-Dolatywało zza moich pleców.
Słyszałam kroki..Zerwałam się do biegu..Nie miałam ochoty słuchać tłumaczeń Pabla.
W końcu,zmęczona,przysiadłam na schodach zamkniętego już sklepu.Zaczęłam płakać.
.Złość i bezsilność,wzięły górę.Zawiodłam się na człowieku,którego uważałam za zaufanego przyjaciela..
"Przyjaciel"-jak to słowo,obco brzmiało..Aż tyle byłam mu winna?Kłótnie z Germanem,czas z siostrzenicą,nerwy,nieprzespane noce,łzy..Aż tyle,policzył sobie za braterskie lata?
Czułam,jakbym straciła część siebie..
Nie miałam pojęcia,że tak cierpi..Jednak nic go nieusprawiedliwiało..

                                                                      ***

Wysunęłam walizkę z pod łóżka.Za parę minut,miałam znowu być mieszkańcem domu Germana..
-Angie..-Nawet nie zauważyłam,że w pokoju jest Pablo.Miałam nadzieję,że przed wyjściem,uniknę spotkania z nim.-Idziesz..?-Wyczułam ból w jego głosie.
-Tak..Rozmawiałam już z Germanem..-Powiedziałam,nie patrząc mu w oczy.
Mężczyzna,pokiwał twierdząco głową i zacisną wargi.Następnie bez słowa,podszedł do mnie i przytulił.
-Czuję się tak,jakbyś jechała w jakąś..podróż..Bezpowrotnie..-Westchną,ściskając mnie.
-Pablo..-Popatrzyłam na niego,uwalniając się z uścisku.-Sam o tym przesądziłeś..Sam to wszystko..zapoczątkowałeś..
-Co z nami..?-Zapytał,nieśmiało.-Naszą..przyjaźnią..
-Nie wiem..-Niemalże,wyszeptałam.-Jesteś dla mnie bardzo ważny,ale zraniłeś mnie..Zawiodłeś..Mimo to,ja też nie jestem bez winy..Dawałam ci łódną nadzieję,na to,że stworzymy szczęśliwy związek..Oboje,zawiniliśmy..Kocham cię,ale nie wiem,czy będę potrafiła ponownie ci zaufać..Daj mi czas..
-Będę czekać.-Pablo,posłał mi słaby uśmiech.
To ostatnia rzecz jaką widziałam,przed opuszczeniem jego mieszkania.


Po około pół godziny,stałam już przed bramą domu Castillo.
Obleciał mnie strach..Znowu,powróciły obawy..
-"Czy,aby na pewno moja decyzja jest właściwa?Czy nie popełniam błędu..?"
Ale na rozmyślanie było już za późno..Nie było odwrotu..
-Raz kozie śmierć..-Roześmiał się Czarek.
Przyłożyłam trzęsącą się rękę do dzwonka..Nanisnęłam..Do moich uszu,dobiegł jego dźwięk.
Już po prau sekundach drzwi,otworzyła mi,nie Olga,ale sam pan domu.We własnej osobie.
Na mój widok,przystanął z otwartymi w pół ustami.W jego oczach,pojawiły się iskierki szczęścia.
-Emm..German,wpuścisz mnie?-Zapytałam,widząc,że szwagier,zamarł w bezruchu.
-Aaa..Yy..No,tak,tak..Przepraszam..Oczywiście,proszę..
Ochoczo,weszłam do środka.W chwili,gdy przekroczyłam próg domu,moje lęki,zostały zniwelowane do zerowego poziomu.
W salonie,jak zawsze o tej porze,rozchodził się zapach,pieczonego mięsa,mieszanego z drożdżowym ciastem.Dębowe meble,otulał półmrok,rozjaśniany,świecącymi się lampami.
-Abendessen*!-Rozległ się okrzyk gosposi.-Zasiądźmy wszyscy do stołu i cieszmy się wspólnymi chwilami z Jade.-Mruknęła pod nosem.-Jak zwykle..Kolejny,milusienki wieczorek.-Wykrzywiła się,nie zauważając mnie i Germana.
Do teraz,nie zdawałam sobie sprawy z tego,jak brakowało mi jej przekąsów.
-Dobry wieczór,Olgito.-Zawołałam,ciepło.
-Ooo!-Krzyknęła,patrząc na mnie z niedowierzaniem.-Moja kochana,wróciła!-Uścisnęła mnie,zabierając tym samym prawo oddechu.-Wiedziałam,że mnie pani nie zostawi!
-Olgo..Olgo..Udusisz mnie!-Sapnęłam.
Kobieta,wypuściła mnie z ramion i pociągnęła w stronę stołu.
Zauważyłam,że German,"puszcza do mnie oko" i kieruje się z moimi walizkami,do pokoju,który miałam zajmować.
-Proszę siadać!Dzisiaj,zamiast wątróbki,będą słodziutkie pączuszki!-Zaśmiała się,idąc w stronę kuchni.
Jednak na chwilę obecną,zrezygnowałam z jedzenia i udałam się do sypialni siostrzenicy.
Delikatnie,zapukałam do drzwi,czekając na odpowiedź.
-Tato,mówiłam ci już;zostaw mnie samą!Nie jestem głodna!-Usłyszałam.
Zajrzałam do środka.Violetta,siedziała przy biurku,opierając brodę o blat.
-Czyli mam sobie iść?-
-Angie!-Zapiszczała nastolatka,podbiegając do mnie.-Wróciłaś!Tak się cieszę!To znaczy,że tato,pozbył się Jade?!Jejku,nawet nie wiesz,jak bardzo się tęskniłam!
-Tak,nie i ja też.-Zaśmiałam się,przytulając ją.
-Oj,nie szkodzi!Ważne,że znowu jesteś z nami!

-I jak sprawy z Leonem i Francescą?-Zapytałam.
-Już w porządku.Wyjaśniliśmy sobie wszystko..-Miło było,widzieć szczęśliwą twarz Violetty.
-To dobrze.Widzisz,mówiłam,że się ułoży.-Pocałowałam dziewczynę w skoń.-Ale teraz,chodźmy na kolację.Dopiero co,wróciłaś ze szpitala.Teraz musisz dużo jeść,żeby mieć energię..-Złapałam jej smukłą dłoń i pociągnęłam w kierunku schodów.

________________________________________________________
*Kolacja
Angie wróciła do domu Germana.:) Cieszycie się?:)
Kłótnia z Pablem i euforia Violetty.Jak Wam się podobało? : )

Wiktoria

niedziela, 8 września 2013

Rozdział 44

Targana dziwnymi emocjami,szukałam ubrań.Dzisiaj jakoś nic mi nie odpowiadało.Po długich zastanowieniach,wybrałam jasne rurki i miętową tunikę.Włosy,zebrałam w "koński ogon".Z równą niechęcią,jak przy wybieraniu ubrań,zrobiłam makijaż,po czym,zabrałam się za przygotowywanie śniadania.
Szczerze,nie miałam ochoty na jedzenie,ale mój żołądek był innego zdania.Wyciągnęłam,więc pieczywo i dżem truskawkowy,po czym z filiżanką kawy,zasiadłam do stołu.
Muszę przyznać,że jedzenie w samotności jest niezwykle..dołujące.Kiedy panuje grobowa cisza i nie ma się do kogo odezwać,z kim podzielić się plotkami.Zaczynało brakować mi Olgi i jej podśpiewywania przy gotowaniu,Ramalla,"trującego" o nowych inwestycjach,Violetty,pospieszającej mnie,w obawie,że spóźnimy się do Studia..No i German..Tak..Germana,poniekąd też mi brakowało..
Posprzątałam bałagan i orientując się,że jest już południe,chwyciłam za telefon.
-Jesteś pewna..?
-Daj mi spokój,Czarek!Muszę tam wrócić..Moja siostrzenica jest w potrzebie..
-Wracasz tam dla niej czy dla niego?
-Czego ty chcesz?!-Zdenerwowałam się.-Mieszasz mi w głowie!
-Chcę,żebyś posłuchała serca..-Powiedział,po czym zniknął.
Przesuwając palcem po ekranie,wybrałam numer szwagra.Po dwóch sygnałach,usłyszałam jego dziwnie zachrypnięty,smutny głos.
-Słucham?-Rozległo się w słuchawce.Ojciec Violetty,najwidoczniej nie spojrzał na wyświetlacz.
-German,tu Angie.-Powiedziałam.
-Angie!-Jego ton,momentalnie stał się żywszy i weselszy.-Tak się cieszę,że dzwonisz!
Uśmiechnęłam się sama,do siebie.Nie miałam pojęcia,że jeden,zwykły telefon,może sprawić komuś tyle radości.
-Wiesz..-Zawahałam się.A co jeśli,podjęłam złą decyzję?Co jeśli,powrót do domu Castillo,będzie błędem?-Przemyślałam twoją,ostatnią propozycję i jeśli jest ona nadal aktualna,to..
Przerwał mi,stłumiony okrzyk.German,zakrył głośnik dłonią,lecz mimo to,usłyszałam jego "reakcję",a po chwili,wrzask Olgi:"Co się pan wydziera?Pali się?".
-German?Jesteś tam..?-Roześmiałam się,ale po chwili,oprzytomniałam i kontynuowałam.
-Ttak,tak,jestem.-Niemalże krzykną,zadowolonym głosem.-To,jak?Kiedy mogłabyś się wprowadzić..ee..znaczy,wznowić pracę?-Dodał,trzeźwo.
-Hmm..Myślę,że zaraz po powrocie Violetty ze szpitala.
-Wspaniale!-Doleciał mnie kolejny radosny okrzyk.-Pomóc ci z bagażami?
-Dziękuję,poradzę sobie.-Odmówiłam.-Do zobaczenia.
-Do widzenia.-Zakończył rozmowę.
Nie było już odwrotu.Już wkrótce miałam,stanąć w progu domu Germana i być znowu guwernantką jego córki,a tym samym,jego pracownicą.
Aby nie roztrząsać sprawy,wzięłam się za sprzątanie.
Postanowiłam,że muszę podziękować Pablu,chociaż w jakiś drobny sposób.
Z szafki w łazience,wyciągnęłam ściereczki i płyn do kurzu.Ostrożnie,pościągałam rzeczy z półek i dokładnie je przetarłam.Po ułożeniu bibelotek,spowrotem na miejscu,przyszedł czas na podłogi.Ze schowka,wyłowiłam mopa,po czym przygotowałam wiadro z wodą,do którego dolałam płynu.Kilka skłonów,wymachów i parkiet błyszczał.
Spojrzałam na zegarek.Dochodziła trzynasta.Mieszkanie aż świeciło.
Zadowolona z efektu,przebrałam się w czyste ubrania.

Kolejną rzeczą,zabijającą czas,miało być ugotowanie obiadu.Tylko co miałam przygotować?
Przypomniałam sobie,jak kiedyś,pomagałam Oldze i udało mi się podpatrzeć prosty przepis na naleśniki z masą krówkową.Danie na osłodę życia Violetcie.Bardzo fajny.
Zabrałam się za wykonanie.Po niecałej godzinie,jedzenie było już gotowe.Z ochotą,zjadłam dwa naleśniki,a resztę,wsunęłam na talerzu do piekarnika.
-"Pablo,odgrzeje sobie,jak wróci."
Z racji,że miałam wolne,chwyciłam torebkę i wyszłam z mieszkania w celu,udania się do szpitala.
Po drodze,wstąpiłam do sklepu, którego,wyszłam dużymi,czerwonymi lizakami oraz reklamówką pomarańczy.Dodatkowo,dokupiłam blok rysunkowy,plastelinę i kredki dla Javierka.
-"Nie będzie się nudzić."
Moją uwagę,przykóły książki,leżące w wielkim koszu pod ścianą.Wybrałam dwie i po zapłacie za zakupy,mogłam spokojnie iść w odwiedziny do siostrzenicy i malca.

Zdecydowałam,że pierwszego,odwiedzę Javierka.Mijając na korytarzu,znajomą pielęgniarkę,weszłam do sali numer 8.Chłopiec,leżał na łóżku z markotna miną.
-Cześć.-Przywitałam się,uśmiechając troskliwie.
-Angie!Już myślałem,że nie przyjdziesz!-Zawołało dzieko,podnosząc się do pozycji siedzącej.Jego twarz,momentalnie się rozjaśniła.
-Przecież obiecałam.-Przysiadłam obok niego.-Spójrz,co dla ciebie mam.-Z torebki,wyciągnęłam zakupione rzeczy.
-To dla mnie?-Zrobił wielkie oczy.-Wszystko?Na prawdę?
-Na prawdę.-Zaśmiałam się.-Będziesz mógł sobie malować,kiedy będziesz się nudzić.Albo czytać.
-Dziękuję!-Zachwycał się.-Ale..-Spóścił głowę.-Ja nie umiem czytać.-Szepną,smutno.
-Nic się nie martw,ja mogę,gdy będę cię odwiedzać.Co ty na to?
-Czyli jeszcze tu przyjdziesz?-W głosie malca,słychać było ekscytację.
-Oczywiście.-Pocałowałam jego maleńką główkę.
Kolejne trzy godziny,spędziłam na rysowaniu,śpiewaniu,czytaniu i opowiadaniu bajek.Po pewnym czasie,Javier zasnął,a ja przypomniałam sobie,dla kogo głównie tu przyszłam.
Otuliłam chłopca kołdrą i skierowałam się do sali Violetty.
-Cześć,kochanie.-Powiedziałam,całując nastolatkę w czoło.
-Hej,Angie..Myślałam,że o mnie zapomniałaś..-Już dziś,usłyszałam to z czyiś ust.
-Skarbie,jakbym mogła.-Złapałam siostrzenicę za rękę.-Wiesz..Coś ci przyniosłam.-Na stoliku obok łóżka,położyłam słodycz w kształcie ogromnego kwiatu.-To tak na osłodę.
Prezentem,wywołałam niky łuśmiech na twarzy Violetty.Ku mojemu zdziwieniu,radosna twarz dziewczyny,została zalana potokiem łez.
-Ej,mała,co się dzieje?-Otoczyłam ją ramieniem.-Hmm?
Nastolatka,odpowiedziała mi cichym chlipaniem.
-Bbo..Angie..Tak cię kocham..-Szlochała.-Ii,zdałam sobie sprawę,z ttego,jaka jjesteś dla mnie wważna..Rodzinna..I tak mi szkoda taty..Przez Jade..I tta sytuacja z Leonem i Francescą..
Widać było,że mocno przeżywa to,co się dzieje dookoła.Fakt,nie było jej łatwo.Jej ojciec,żeni się z kobietą,która zatruwa jej życie,a dodatkowa kłótnia z bliskimi nie ułatwia życia..
-Wszystko się ułoży..Twój tata jest dorosły,wie co robi,a..-Przerwało mi pukanie.
Odwróciłam się.W drzwiach,stała Camila,Francesca i Leon.
-Cześć Violu,możemy wejść?-Zapytała dziewczyna o kasztanowych włosach.
-To ja już będę lecieć..-Pocałowałam siostrzenicę w czoło.-Wiesz,kiedy dostaniesz wypis?
-Ymm..Lekarz mówił,że jeszcze dzisiaj.Tato po mnie przyjedzie.-Westchnęła.-Nie mogłabyś..
-Do zobaczenia.-Opuściłam salę,zanim Violetta,dokończyła swoją prośbę.
Jutro,wracałam do Studia.Kończyło się moje zawieszenie.Mimo iż urlop trwał bardzo krótko,zdążyłam odczuć brak gwarnych korytarzy i przekrzykującej się młodzieży.
Pablo,wspominał,że ma zamiar,zostać dzisiaj dłużej w szkole,dlatego wstąpiłam do mieszkania i zapakowałam obiad w miseczki,z myślą,że zaniosę mu go do pracy.
Plac przed Studiem,był pusty.W końcu,była prawie 19.
Od razu po przekroczeniu progu,udałam się do gabinetu dyrektora.Drzwi były uchylone.
-Nie rozumiesz,że się wyprowadza?!-Krzyczał Pablo,do telefonu.Z kimś rozmawiał.Czyżby o mnie?-Zostawia mnie!Wprowadza się z powrotem do was!-Co?-Tak,Jade.Nasz plan nie był dosyć skuteczny.
-"Zaraz,zaraz..Czy on powiedział "Jade"..?"Nasz plan"..?"
Powoli,zaczynało do mnie docierać,co się stało.Wszystko,zaczęło się ukłądać w jedną całość.
"Nie udawaj..Dostałem od ciebie sms'a..".."Widziałem was przed Studiem"."Specjalnie mnie tam zwabiłaś,żebym to zobaczył.."Dlaczego nie powiedziałaś,że jesteś z Pablem?"
Wszystko było już jesne..
-Jak mogłeś?!-Krzyknęłam.

_________________________________________________________
Co narobił ten Pablo? : O
Dalej przeżywam zaręczyny Germana i Esmeraldy..: /

Wiktoria

piątek, 6 września 2013

Rozdział 43

Mocząc się,myślałam o swojej decyzji.Czy jest słuszna?Czy dobrze robię,chcąc tam wrócić?Przecież German..Nie!Zaraz,zaraz!Przecież wracam tam dla Violetty,nie dla niego!
W piżamie,otulona ciepłym kocem,leżałam na kanapie przed telewizorem.Gapiąc się w ekran,widziałam wspomnienia ostatnich dni,zamiast głupiej telenoweli.
"Proszę..Zakończmy to..Nie udawaj..Dostałem od ciebie sms'a.."-Czy wracając do domu Castillo,otrzymam odpowiedź na nurtujące pytania?
-Widzisz,Angeles?Coraz częściej o nim myślisz..A przy tym okłamujesz Pabla..Nie ładnie,nie ładnie-Obok Estelli i Victora z "Morza Miłości",stał Czarek.
-Przestań!Nie robię nic złego!Jestem potrzebna swojej siostrzenicy!-Warknęłam.
-Mówiłaś..-Do salonu,wszedł mój "chłopak".-Z wielkim ciężarem,ale zaakceptowałem to.Chyba nic nie zmieni twojej decyzji..
-Pablo..Proszę,nie zaczynaj..-Zrobiłam obolałą minę.
-Ja nie zaczynam..Skądże..Nie,nie..
Mimo jego zaprzeczeń,wiedziałam,że nie jest ze mną szczery.Grymas na jego twarzy to potwierdzał.
-Chodź.-Poklepałam miejsce,obok mnie.-No chodź.-Powtórzyłam.
Mężczyzna,usiadł na kanapie,krzyżując ręce i wlepiając wzrok w podłogę.
-Paaablo.-Przeciągnęłam.-Nie obrażaj się.-Próbowałam się do niego przytulić,lecz ten nie rozluźnił uścisku.
Przysunęłam twarz do jego policzka i lekko dmuchnęłam,przymykając oczy.
W końcu,mężczyzna nie wytrzymał.Roześmiał się i objął mnie ramieniem,po czym czule pocałował.
-Ymm..Mam rozumieć,że to było coś w stylu "Nie gniewam się"?-Zapytałam,śmiejąc się.
W odpowiedzi,Pablo znów,musną moje wargi.
Zadowolona,oparłam głowę na jego kolanach i potkuliłam nogi.Mężczyzna bawił się kosmykiem moich włosów,nucąc melodię "Podemos".
Pod wpływem jego dźwięcznego głosu i przyjemnego ciepła dłoni,usnęłam.

-Nie uciekaj!-Słyszałam znajomy głos.-I tak cię znajdę,zobaczysz!Prędzej,czy później,to cię dopadnie!
Biegłam przez las,co sił w nogach.Nie zwracałam uwagi na to,gdzie się kieruję,ani jakie przeszkody,spotykam na swojej drodze.
Kolce krzewów i zwisające niesko gałęzie drzew,raniły moje ciało.Zadrapania,z których,płynęła krew,szczypały i piekły na przemian.
Ale mimo to,nie ustawałam w biegu.
Uciekałam.Bałam się tego,co mnie ścigało.
Za moimi plecami,zrywało się tornado,pochłaniające wszystko,co stało mu na drodze.
Powoli,zaczynało brakować mi tchu.Opadałam z sił,lecz nadal biegłam.
Coraz wyraźniej,odczuwałam zbliżający się chłód.
W końcu,las się skończył.Wybiegłam na pustkowie.Po kolejnym kroku w przód,zorientowałam się,że stoję nad urwiskiem.
Z jednej strony,nadciągało tornado,a z drugiej,była przepaść.Nie miałam drogi ucieczki..
Wiedziałam już,że nic nie zdołam zrobić.Odpuściłam..Pozwoliłam wichurze mnie pochłonąć..

-Cii..No już..-Ktoś,szeptał mi do ucha.
Nie chciałam,otwierać oczu..Miotając się po łóżku,krzyczałam z przerażenia.
-Angie,już dobrze..-Znajoma osoba,głaskała mój policzek,który po chwili,został przez nią ucałowany.-Jestem przy tobie..
Lekko uspokojona,kojącym głosem,podniosłam powieki.Obok kanapy,klęczał...German..
Nie myślałam za wiele.Pod wpływem emocji,rzuciłam się szwagrowi w ramiona.Płacząc,wtuliłam się w niego.
-Co ty tu robisz?-Wydukałam,nie zauważając,że za oknem jest już jasno.
-Pablo po mnie zadzwonił.
Pablo?!Pablo,poprosił Germana,aby tu przyszedł?!Mój Pablo?!
-Jjak to..?-Zapytałam,zaskoczona.
-Zadzwonił i powiedział,że oddaje cię w dobre ręce..-Wyjaśnił.-Kocham cię,Angie.Kocham cię..-Powtarzał,zbliżając swoją twarz do mojej.

-Angie!Angie,obudź się!Słyszysz?
Otworzyłam oczy.Nade mną nie pochylał się ojciec Violetty,tylko Pablo.Mój "chłopak".
Zaczęłam płakać.Już nie z powdu koszmaru.Z bezsilności.Z braku sensownych rozwiązań i odpowiedzi na wciąż,pojawiające się,nowe pytania.
-Angeles,Angeles..-Śmiał się,stojący przy drzwiach Czarek.
-Wszystko dobrze?-Pablo,podał mi chusteczkę.
Po kilku głębokich wdechach,udało mi się uspokoić.
-Która godzina?-Zapytałam trzeźwo.
-Dochodzi ósma..Zaraz mam zajęcia,ale zadzwonię do Antonia i poproszę o urlop.
-Nie,Pablo.Idź do Studia.-Poprosiłam,nerwowo bawiąc się rękawem swetra.
-Poradzisz sobie?-Zapytał,chwytając moją dłoń.
Pokiwałam twierdząco głową i opadłam na poduszkę.
-Wiesz..-Szepnęłam,gdy mężczyzna miał już wychodzić.-Muszę zadzwonić do Germana..
Usłyszałam tylko ciche westchnięcie i stukot,zamykanych drzwi.
Niechętnie,podniosłam się z kanapy..

___________________________________________________________
Chyba Was kiedyś zanudzę >.<
A dzisiaj jest piąąąątek!"Piąteczek"!"Piątunio"! : D Miłego weekendu!:*

Wiktoria

środa, 4 września 2013

Rozdział 42

Nim się spostrzegłam,Violetta,zmęczona płaczem,usnęła w moich ramionach.Ostrożnie,osunęłam dziewczynę na poduszkę i okryłam kądrą.
-Wszystko się ułoży..-Szepnęłam do jej ucha,całując ją w czoło.
Zabrałam torebkę i po cichu,opuściłam pokój.
Idąc do windy,przypomniałam sobie o Javierku.Pamiętając,do której sali wchodził chłopiec,udałam się właśnie tam.Malec,stał przy oknie,opierając się o metalowy stojak z kroplówką.
-Część.-Przywitałam się.
Gdy chłopiec się odwrócił,na jego twarzy,zagościł szeroki uśmiech.
-Angie!-Zawołał,wykonując krok w przód.Chciał do mnie podbiec,lecz podpięte do wenflona płyny mu to uniemożliwiały.
Zawiesiłam płaszcz na stojącym przy drzwiach wieszaku i podeszłam do chłopca.
-Siostra,obiecała ci,że czekoladę dostaniesz dopiero jutro,ale myślę,że nie pogniewa się,jak dostaniesz ją dzisiaj.-Powiedziałam,wręczając Javierkowi smakołyk.
Obserwowałam,jak się cieszy.Mała słodycz,potrafiła sprawić mu twielką radość.Nigdy nie spotkałam się z podobną sytuacją.Mały gest,może zdziałać tak wiele.
-Dziękuję.-Objął moją szyję jedną rączką.-Mogę całą?Na pewno?
-Ależ oczywiście!Ta czekolada jest dla ciebie.-Roześmiałam się.
Javier,schował mleczną płytkę do kieszeni piżamy i spowrotem,odwrócił się do okna.
-Wiesz..Niedługo pójdę do Nieba..Tam,zaopiekują się mną aniołki..I będę z mamą i z tatą.I z moim misiem-Aleksem.Poszedł,gdzieś sobie ode mnie,jak miałem operację.-Westchną smutno.-Ale tam,będę chodził z nimi na spacery..I na lody.Najbardziej lubię cytrynowe.Są pyyyyszne!-Zachichotał,oblizując wargi.-Wszyscy już tam na mnie czekają.Mam swój pokój.Nie taki w szpitalu.Tam mam duże łóżko i tyyyyle zabawek!-Rękami,zatoczył w powietrzu wielkie koło.-A!I nie będę dostawał już zastrzyków i brał tych okropnych tabletek!
Byłam pod wrażeniem słów tego małego człowieka.Będąc dużo starszą osobą,nie miałam takiego pojęcia o życiu po śmierci.Zrobiło mi się go szkoda.Do moich oczu,napłynęły łzy,które szybko otarłam.
-Dobrze,Javierku..-Pociągnęłam  nosem.-Ale jeszcze nie teraz..Jakiś czas,pobędziesz tutaj.
Chciałam jeszcze coś dodać,ale przerwał mi telefon od Pabla.
-Angie?Gdzie jesteś?Martwię się.Słyszałem od Antonia,co się stało.Mówił mi też o Violetcie.
Zupełnie zapomniałam o wydarzeniach w Studiu.
-Przepraszam..Jestem w szpitalu,niedługo wrócę.-Powiedziałam i nie czekając na odpoowiedź,rozłączyłam się.
-Dzwonił twój mąż?-Zapytał Javier.
-No..Tak jakby..-Zarumieniłam się.-Przepraszam,muszę iść..-Niechętnie,przyszło mi opuszczać jego salę.
-Rozumiem..Nigdy nie miałem przyjaciół..-Szepną,smutno.
-Ale jutro też przyjdę.-Uśmiechnęłam się.
-Na prawdę?-Zawołał chłopiec z błyskiem w oku.-Obiecujesz?
-Obiecuję.
-A przyniesiesz mi pomarańczę?-Poprosił nieśmiało.
-Jeśli tylko Linda się zgodzi,to tak.-Przytuliłam malca.-Do jutra.-Powiedziałam,wychodząc.

W drodze do domu,przysiadłam w na ławce w parku.Rozmyślałam o siostrzenicy,Pablu i Germanie..O tym wszystkim,co ostatnio dzieje się wokół mnie.Niewyjaśniona sprawa ze szwagrem,nie dawała mi spokoju..
-Ciekawe,co na to Pablo.-Zaśmiał się Czarek,siedząc obok mnie.
Już nie zdziwiła mnie jego obecność.Powoli przyzwyczajałam się do jego nagłych,niespodziewanych pojawień.
-Na co?
-Na Germana..Na rozważane przez ciebie opcje..Oj,Angeles..W młodości,byłaś bardziej stanowczą osobą..Przyznaj się w końcu!
-Do czego?
-Dobrze wiesz..Maria..Pamiętaj o niej..To twoja siostra..Jedyna osoba,prócz mnie,która,nie uważała cię za dziwadło..-Powiedział i niczym mgła,rozpłyną się.
Zaczęło się ściemniać.Musiałam siedzieć tu już bardzo długo.Wstałam i ocierając łzy,spływające po moich policzkach,pod wpływem wspomnień,ruszyłam w kierunku mieszkania Pabla.

-Angie!-Krzykną Pablo,biorąc mnie w ramiona,gdy tylko,otworzyłam drzwi.-Martwiłem się.Tak długo byłaś w szpitalu?
Nie wiedziałam,czy mam mu opowiadać o Javierze,ale ostatecznie stwierdziłam,że nie ma sensu ukrywać,co robiłam przez pół dzisiejszego dnia.
Przy herbacie,opowiedziałam Pablu,historię biednego chłopca.Wydawało mi się,że zrozumiał i jego też,ogarnęła zaduma z powodu tego dziecka.
-Byłabyś dobrą matką.-Wypalił,niespodziewanie.
Zaskoczona jego słowami,zarumieniłam się i spuściłam głowę.
-Może pomyślimy o dziecku?-Teraz moja twarz,płonęła czerwienią.
-Pablo..Hmm..Nie uważasz,że to za wcześnie?
-Angie,ja żartuję..-Zaśmiał się.-Doskonale rozumiem całą sytuację.Nie będę naciskać.-Pocałował mnie w skroń-A Studio?-W końcu,zadał to pytanie.-Co tak na prawdę,zaszło z Jackie?
-Chyba trochę mnie poniosło..Odczekam tę pare dni i wrócę do pracy..-Nie chciałam się mu skarżyć.
-Angie..
-Powiedziałeś,że nie będziesz naciskać.Oczekuję tego nie tylko,jeśli chodzi o założenie rodziny,ale też w życiu codziennym.-Popatrzyłam na niego znacząco.
-Dobrze,już dobrze.-Uśmiechną się i przysuną swoją twarz do mojej.
Nasze usta,spotkały się w pocałunku,z każdą chwilą,przeradzającym się w coraz bardziej namiętny.
-Pablo..-Przerwałam.-Muszę ci o czymś powiedzieć..
Mężczyzna,zmarszczył czoło,patrząc na mnie pytająco.
-Rozmawiałam z Violettą..I zdałam sobie sprawę z tego,jak bardzo cierpi..Zrozum,ona mnie potrzebuje..
-Chcesz TAM wrócić?!-Krzykną,zdenerwowany.
-Tłumaczę ci,że zostawienie Violetty samej w tym domu,było błędem.Powtarzam:ona mnie potrzebuje!-Również,podniosłam głos.
-Ona cię potrzebuje,czy German?Dla kogo,chcesz tam wrócić?!-Wykrzyczał.
Zawahałam się i nic nie odpowiedziałam.
-Nawet nie zaprzeczasz..-Powiedział,smutnym głosem,spuszczając z tonu.
-Nie ufasz mi..-Nie wiem,czy to stwierdziłam,czy zapytałam.
-Ostrzegałem..-Za plecami Pabla,mignęła mi postać Czarka.
-Nie,Angie.To nie tak.Po prostu wiem,jak łatwo dasz się mu omotać.
-Czyli jednak mi nie ufasz!-Krzyknęłam,wychodząc z pokoju.
-Proszę,nie rób tego!-Dolatywało za mną.Ale ja już nie słuchałam Pabla.Wyciągnęłam walizkę i zaczęłam układać w niej swoje rzeczy.
Po dorbej godzinie pakowania,w drzwiach mojego pokoju,staną właściciel mieszkania.
-Angie..Przepraszam..-Szepną,siadając na łóżku,obok mnie.-Wierzę ci,jeśli mówisz,że nic między wami nie ma,ale boję się.-Tłumaczył.-Nie chcę cię stracić..
-Nie stracisz..-Musnęłam ustami jego wargi.-Jutro,poinformuję o swojej decyzji Germana.Dzisiaj jest już późno.
-Dobrze.-Westchną cicho.Wiedziałam,że nie jest to dla niego łatwe.
Jeszcze raz,cmoknęłam Pabla w policzek i poszłam pod prysznic.

----------------------------------------------------------------------------
Hej,hej,hej!Właśnie wróciłam ze szkoły.: / Czy Wy też macie taki..głupi plan zajęć?
Czy Pablo odwiedzie Angie od pomysłułu powrotu do domu? :)
Ważne pytanie:Kiedy mam dodawać rozdziały?Do szkoły wychodzę o 7,a wracam po 14.Jak wolicie? ; )

Wiktoria

niedziela, 1 września 2013

Rozdział 41

Głównym wejściem,weszłam do ogromnego holu,poczekalni.Znajdowało się tam mnóstwo krzeseł,na których,siedzieli ludzie.Jedni z uśmiechem,odchodzili z bliską osobą,która opuszczała szpital.Drudzy,przygnębieni,czekali na wyniki badań.Jeszcze inni,ze łzami w oczach,odbierali rzeczy zmarłego..Po budynku,rozchodził się nieprzyjemny zapach lekarstw.Od razu,zrobiło mi się niedobrze.
-Ale,jak to?!-Proszę mi tu nie kłamać!Ja mam,proszę pani,dziewięćdziesiąt trzy lata,ale doskonale widzę!-Awanturowała się jakaś staruszka,przy recepcji.
Nieśmiało,podeszłam w kierunku okienka.
-Przepraszam..-Powiedziałam niepewnie.-Czy mogę się dowiedzieć,gdzie leży Violetta Castillo?Siedemnastolatka,szczupła,brązowe oczy,włosy..-Opisałam moją siostrzenicę.
Pielęgniarka,obrzuciła mnie chłodnym spojrzeniem.Miała nieprzyjemną,złowrogą twarz.Teraz,nie dziwiłam się staruszce,warczącej na tę kobietę
-Aa,tak.Trzecie piętro,sala numer osiemnaście.-Rzuciła,obojętnie.
-Dzzieękkuję.-Odpowiedziałam drżącym głosem.
Skierowałam się do windy i scisnęłam klawisz "3".Ruszyłam do góry.Po drodze,przyłączył się młody lekarz oraz kobieta mniej-więcej w moim wieku.Na rękach,trzymała małe zawiniątko.Z kocyka,wystawała główka dziecka.Noworodek,na chwilę,uniósł powieki,ukazując zielone oczka.
Widok,maleńkiego człowieczka,sprawił,że serce,momentalnie mi się rozpłynęło.Rozmażyłam się.
-"Co by było,gdybym to ja została matką?Czy poradziłabym sobie?"
Zawsze chciałam być matką.Oczywiście,zdawałam sobie sprawę z tego,że dziecko,to duża odpowiedzialność,wymaga poświęcenia,wyrzeczeń,ale przecież byłam już dorosła.Z tego,co wiedziałam,większość moich koleżanek,było już po ślubie.A połowa,miała już dzieci.
-Chyba nie jesteś gotowa.-Wśród zebranych w ciasnym pomieszczeniu,znalazł się Czarek.-Nie poradziłabyś sobie.
Rozmyślania,przerwał mi dzwonek windy.Byłam na miejscu.
Korytarz,wypełniali spacerujący pacjęci.Od starszych ludzi,do kilkulatków.
Idąc korytarzem,zaczepił mnie mały chłopiec.Miał jasną,bląd czuprynę i błękitne oczy.Wyglądał na pięć,sześć lat.
-Czy ma pani czekoladę?-Zapytał,patrząc mi głęboko w oczy.
-Jestem Angie.-Uśmiechnęłam się i przykucnęłam obok chłopczyka.-A czy ty możesz jeść czekoladę?-W torebce miałam mleczną słodkość,kupioną dla Violetty.
-Mogę.Może się pani spytać Lindy.O!Tam stoi!-Wskazał palcem na rozglądającą się pielęgniarkę.
-Javier!Tu jesteś.-Podeszła do nas.-Dlaczego uciekłeś z sali?Czas na tabletki..
-Nie chcę tabletek!-Krzykną chłopiec z lamętem w głosie.-One są gorzkie i wstrętne..
-Obiecuję,że to ostatnie dzisiaj.No chodź.-Uśmiechnęła się do dziecka.-A pani kim jest?-To pytanie,skierowała do mnie.
-Dzień dobry..
-To jest Angie.-Przedstawił mnie chłopczyk.
Ja tylko,pokiwałam twierdząco głową.
-Javierku,idź na salę.-Powiedziała kobieta.
Chłopiec,posłusznie,wykonał polecenie.Jednak w pewnym momencie,na chwilę przystaną.-Przyniesiesz mi jutro czekoladę,Angie?-Zapytał z nadzieją.
Popatrzyłam pytająco na pielęgniarkę.
-Jeśli zjesz tabletki,to w nagrodę,dostaniesz całą tabliczkę!-Odpowiedziała za mnie.
-Idź grzecznie do łóżka.Przyjdę do ciebie wkrótce.-Puściłam chłopcu "oczko".
Javier,zniknął w drzwiach sali,a ja kontynuowałam rozmowę z pielęgniarką.
-Na co on choruje?
-Javier ma białaczkę.Leczy się już bardzo,niestety choroba postępuje..-Westchnęła.-Z tego,co wiem,nie ma nikogo.Jego rodzice nie żyją,a dotychczasowa opiekunka,zrzekła się praw.
To co usłyszałam,było okropne.Ta mała,bezbronna istota,była skazana na tyle cierpienia..
Wysłuchałam do końca historii Javiera i przeprosiłam pielęgniarkę,wyjaśniając,że przyszłam tu do siostrzenicy.
Przeszłam korytarzem do końca i po skręceniu w lewo,weszłam do pierwszej sali,po prawej stronie.
Violetta,leżała na łóżku i pisała coś w swoim pamiętniku.
-Cześć,Violu.-Przywitałam się,wchodząc do pomieszczenia.
Widząc siostrzenicę w miarę dobrym stanie,uśmiechnęłam się lekko.Kamień spadł mi z serca.
-Jak się czujesz?
Ku mojemu zdziwieniu,nastolatka,posłała mi lodowate spojrzenie.
-Obchodzi cię to,w ogóle?-Rzuciła.
W jej głosie,wyczułam smutek.
-Violu,jak możesz w to wątpić?-Chciałam przysiąść na jej łóżku,lecz na miejsce,które chciałam zająć,dziewczyna,położyła nogi.
-Co się dzieje,kochanie?-Zapytałam zdziwiona jej reakcją.
-Nie mów tak do mnie!Proszę wyjdź!Daj mi spokój..Dlaczego niby teraz się mną zainteresowałaś?-Jej oczy się zaszkliły.-Przez ostatnie dwa tygodnie,miałaś mnie gdzieś,a teraz,jak gdyby nigdy,nic,przychodzisz tutaj..Przez ten cały czas,nieobchodziło cię,co u mnie,jak się czuję..-Wykrzyczała,płacząc.-Jesteś zwykłą egoistką!
Wtedy dotarło do mnie,jak bardzo skrzywdziłam swoją siostrzenicę.Rzeczywiście,ostatnimi dniami,zaniedbywałam ją.Unikałam w Studiu,nie dzwoniłam,ani nie odbierałam.Poczułam się winna temu,że Violetta,trafiła do szpitala.
-Chcesz wiedzieć co u mnie słychać?!-Krzyknęła,dławiąc się łzami.-No to ci streszczę!Rozstałam się z Leonem,pokłóciłam z Francescą,mam problemy z Ludmiłą i Jade i nie mogę dogadać się z tatą!To się dzieje!
Po jej słowach,również się rozpłakałam.Miałam wyrzuty sumienia,że zostawiłam ją samą ze wszytskimi problemami..
-Violu,przepraszam..Tak mi przykro..Nie zdawałam sobie sprawy z tego,jak ci ciężko..Proszę,wybacz mi..-Wyjąkałam,przysiadając na krześe,obok łóżka.
W odpowiedzi,dziewczyna,złapała moją zdłoń i przytuliła mnie.Ścisnęłam ją mocno.
-Przepraszam,Violu..Bardzo cię kocham..
-Ja ciebie,też..Nie chciałam tak wybuchnąć.-Powiedziała,ocierając mokry policzek.-Po porstu,nie radzę sobie z tym wszystkim..Brakowało mi ciebie..
-Obiecuję,że już nigdy cię nie zostawie.Przysięgam,że zawsze będziemy razem.Możesz na mnie liczyć w każdej sprawie.Już cię nie zawiodę.-Ucałowałam czubek jej głowy.-A teraz,opowiadaj,co się dzieje..I w ogóle,jak tutaj trafiłaś..
-No,więc..
Uważnie,wysłuchałam Violetty.Dziewczyna opowiedziała mi,o tym,jak zerwała z Leonem,bo na horyzoncie znowu pojawił się Thomas,który aktualnie,jest chłopakiem Franceski.Pokłóciła się o niego z przyjaciółką.Dodatkowo,Ludmiła,uprzykrza jej życie w szkole.I Jade..
-Tato jej nie kocha!Nie wiem,dlaczego chce się z nią ożenić!A ona jest z nim,tylko dla pieniędzy.Sama mi to powiedziała.A teraz,grozi,że poślubie,przkona tatę,żeby umieścił mnie w szkole z internatem!-Dziewczyna,znowu,wybuchnęła płaczem.
Z dalszej rozmowy,trudno było cokolwiek wywnioskować,przez głębokie oddechy,brane co chwilę,przez Violettę.Zrozumiałam jednak,że German pozwala Jade na wszystko i w ogóle nie liczy się z uczuciami córki.
-Oddaliliśmy się od siebie!-Płakała.-Jeszcze Olga i Ramallo,zagrozili odejściem..Jeśli oni też się wyprowadzą,to nie wytrzymam w tym domu.
Teraz zrozumiałam,co mój szwagier miał na myśli mówiąc:"Violetta cię potrzebuje..".
Przytuliłam nastolatkę,w duchu,objecując sobie,że jeszcze raz,wnikliwie,muszę rozpatrzeć propozycję Germana.

---------------------------------------------------------------------------
Hej,hej!
Czy rozdział Was zanudził?Mam pewne obawy..
Słuchajcie,może nie wszystko,zawsze jest jasne.Pamiętajcie,że jak coś piszę,to nie bez powodu.Każde zdarzenie,będzie miało konsekwencję w przyszłości.Np.taki Javier.Zgodnie z zapowiedzią:,jaką rolę,odegra w życiu Angie?"

Ściskam! :*
Wiktoria