poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 22

Mimo,że głód doskwierał mi niesamowicie,tak jak poprzedniego wieczora,nie zeszłam na kolacje.
Wciąż zastanawiałam się nad słowami Germana.."Nie myślałem,że jesteś taka podła.."..."Po prostu,mogłaś powiedzieć,że kogoś masz.." ...."Byłem twoją marionetką..Bawiłaś się mną.."... Co to oznaczało?Co miał na myśli?
Głęboko wzdychając,otworzyłam okno,aby zaczerpnąć świeżego powietrza..Chłodna fala,nieznacznie mnie orzeźwiła..
Nagle,rozległo się pukanie do drzwi.
-Proszę.-Rzuciłam,chrząkając.
Do pokoju weszła Violetta.
-Pomyślałam,że jesteś głodna.-W dłoniach,trzymała tacę ze smakowicie wyglądającymi kanapkami z twarożkiem i kakao.
-Dziękuję,podeszłam do niej,"przejmując" jedzenie.
Już po chwili,siedziałam na skraju łóżka,zajadając się kanapkami.Moja siostrzenica siedziała na krześle,bacznie się mi przyglądając.
-Violu,pytaj.-Powiedziałam,widząc,że dziewczyna,nie może wytrzymać już ciszy,którą pragnie przerwać.
-Bo..Ty i tata..Chodzi o Jade?..Nie rozmawiacie ze sobą,przez jej powrót?-Nastolatka,wlepiła wzrok w podłogę,unikając mojego spojrzenia.
-Violetto..-Zaczęłam.-Jesteś na tyle dorosła,że uważam,że należy ci się szczerość..Między mną,a twoim ojcem,nie układa się ostatnio najlepiej.Tak jak,kiedyś ci mówiłam,łączy nas tylko praca i ty..-Czemu,tak bolały mnie te słowa?-Ostatnimi czasy,coraz trudniej się nam dogadać.-Oznajmiłam,zgodnie z prawdą.
Dziewczyna,wciąż na mnie nie patrzyła.
-Nie chodzi o Jade..Oboje mamy gorsze dni..-To już nie do końca było,oparte na faktach.-Racja,powrót tej kobiety,zaognił nasz..konflikt,ale to nie przez Jade.Pracuję u twojego taty.Jestem siostrą,jego żony..Twoją ciocią..Nic tego nie zmieni..
Mimo,iż to,co powiedziała,było prawdą,poczułam nieznośne szczypanie.
-Ale nie wyprowadzisz się stąd,prawda?-Zapytała Violetta,po raz pierwszy,unosząc głowę i zerkając na mnie,oczami,pełnymi nadziei.
-Nie wiem,kochanie..-Tym razem,to ja,odwróciłam wzrok.-Mimo wszystko,zawsze będziesz dla mnie najważniejsza.Nie zapominaj o tym.
Po policzkach mojej siostrzenicy,spłynęły łzy.
-O,słońce.-Podeszłam do niej,biorąc ją w objęcia.-Kocham cię.
-Ja ciebie też.-Wyszeptała Violetta,płacząc.
-Przecież jestem tu.Nie powiedziałam,że się wyprowadzę,tylko,że nie wiem,co mam robić.-Pocieszałam dziewczynę.
-Wiesz,Angie..-Nastolatka,złapała mnie za ręce.-Jesteś dla mnie,jak druga mama..
Słowa Violetty,sprawiły,że coś we mnie pękło.Idąc w ślad,za siostrzenicą,rozkleiłam się..
Przecież,ona też jest dla mnie,kimś więcej niż córką mojej siostry..Traktuje ją,jak własne dziecko..
Nawet się nie obejrzałam,a Violetta,usnęła,wtulona we mnie,siedząc mi na kolanach.
Ostrożnie,przeniosłam dziewczynę,na moje łóżko,a sama,pościeliłam sobie na podłodze.


Obudził mnie huk.Gwałtownie,skoczyłam na równe nogi.Violetta również się obudziła.Niedomknięte okno,pchnięte podmuchem wiatru,przewróciło,stojącą na parapecie doniczkę.
-Co..?-Moja siostrzenica była mocno zaspana.
Spojrzałam na budzik.Dochodziła 5 rano.
-Śpij,Violu,jeszcze wcześnie.
Dziewczyna,posłusznie się położyła,natychmiastowo zasypiając.Ja,natomiast,po cichu,"zwinęłam" ze składzika miotłę i szufelkę i posprzątałam bałagan.
Wszystko mnie bolało..Nie chciałam wracać na podłogę,ale nie miałam serca budzić siostrzenicy,gramoląc się na łóżko.Zarzuciłam na siebie szlafrok i zeszłam do salonu,gdzie,usadowiłam się na kanapie.Od razu lepiej!Mimo przenikliwego chłodu,szybko zasnęłam.

Tym razem,ze snu,wyrwał mnie czyjś dotyk.Nie otworzyłam oczu,aby nie spłoszyć tajemniczej osoby,która gładziła moje włosy..
-Dlaczego to jest takie trudne..-Rozpoznałam głos Germana.-Mimo tego,co zrobiłaś..-Westchnął.-I tak cię kocham..
Poczułam,jego usta,na moim czole.
Kiedy,wsłuchując się w ciszę,upewniłam się,że mój szwagier,opuścił salon,otworzyłam oczy.Dopiero teraz,zauważyłam,że jestem przykryta kocem.German,musiał mnie nim nakryć..Czyli jednak go obchodzę?
Wiszący zegar,wskazywał 6:30.To oznaczało,że w kuchni,zaraz zacznie,krzątać się Olga.
Niechętnie wstałam i przeciągając się,poczłapałam do kuchni po szklankę wody.Wchodząc do pomieszczenia,minęłam się z Germanem,który rzucił mi obojętne spojrzenie.Jednak,dostrzegłam w jego oczach,jakby..lekki strach.Że usłyszałam to,co do mnie mówił?Że poczułam jego pocałunek?
Również bez słowa,przeszłam obok szwagra.Jego widok,sprawił,że natychmiastowo "otrzeźwiałam".
Zrezygnowałam z wody i zaparzyłam sobie kawy,której aromatyczny zapach,rozniósł się po kuchni.
Była godzina 7,a Olgi,wciąż brak.Zajrzałam do pokoju gosposi.Kobieta smacznie spała,mamrocząc coś pod nosem.Zrozumiałam tylko :"Oh,Ramallo,proszę przestać mnie łaskotać.".
Uśmiechając się pod nosem,wróciłam do kuchni.
Postanowiłam nie budzić Olgi i samej,przygotować śniadanie.Wyciągnęłam z lodówki masło,różne rodzaje serów i wędlin,warzywa oraz dżemy.Z szafki,wydobyłam pieczywo oraz talerze,miseczki i kubki.Nakryłam do stołu w jadalni,po czym zabrałam się za pichcenie,bowiem,stwierdziłam,że to co znalazłam to za mało.Przypomniałam sobie prosty przepis moje mamy na gofry gryczane.To danie,świetnie komponuje ze słodkimi,jak i słonymi dodatkami.Przygotowanie,zajmuje dosłownie chwilę,a dobry humor na resztę dnia,gwarantowany.Nie minęło 15 minut,a gofry były gotowe.Do tego szynka,jajko i świeży szczypiorek.
Zadowolona ze swojego "dzieła",pobiegłam na górę,odświeżyć się i ubrać.
Gdy,ponownie zeszłam na dół,przy stole,siedzieli już wszyscy domownicy,pałaszujący śniadanie.
-Dzień dobry.-Powiedziałam z promiennym uśmiechem.
-Guten Tag.-W drzwiach,pojawiła się zdziwiona Olga.-A co to to ma znaczyć?Kto to wszystko przygotował?-Zapytała zaskoczona.
-Oj,Olgo,nie bądź taka skromna.-Popatrzyłam na nią porozumiewawczo.
-Przepyszne gofry!Naprawdę wyśmienite!-Zachwycał się Ramallo.
Komplementy przyjaciela Germana,sprawiły,że gosposia lekko się zarumieniła i zrezygnowała z dalszego "dochodzenia".
-Jak to się stało,że dotąd nigdy,nie przygotowałaś czegoś takiego?-Zapytał German,sięgając po kolejnego gofra.-Genialne!
Mimo,że zachwalał,rzekome danie Olgi,to uśmiechnęłam się pod nosem.W końcu,chwalił mój wypiek.
Popatrzyłam na szwagra.Nasze spojrzenia się spotkały,jednak on szybko,odwrócił głowę.Posmutniałam.Przed kilkoma minutami,szeptał mi do ucha czułe słowa,a teraz udaje,że mnie nie ma..
Ale skoro tak woli..To proszę!


----------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział dedykuję,mojej kochanej,zniecierpliwionej Ans. ;* ♥
O co może chodzić temu Germanowi?
Olga śni o Ramallo. ; >
Podobało się?

Wiktoria

PS.Dostałam nominację do Liebster Blog Awards.Teraz nie bardzo mam czas,dlatego dopiero wieczorem odpowiem na pytania i nominuję blogi.

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 21

Gdy tylko przekroczyłam próg,usłyszałam krzyki Olgi.
-Pani jest niemożliwa!Proszę mi się nie wtrącać!Zostaje po staremu!
Zaciekawiona,poszłam do salonu,skąd dobiegały wrzaski.Moim oczom,ukazała się Jade,trzymająca w rękach flakonik i inne drobiazgi z półek oraz Olga,bezskutecznie próbująca,odebrać jej bibeloty.
-Sie böse Affe, geben!*-Wykrzykiwała gosposia w swoim języku.Po tym,domyśliłam się,że to nie były komplementy,pod adresem narzeczonej Germana.
-Co się tu dzieje?!-Za mną,stanął pan domu.
-Pańska abnorme** narzeczona,zabrała się za przemeblowanie.-Wyjaśniła Olga.Słowo,poprzedzające "narzeczona",mnie rozbawiło,mimo iż,nie wiedziałam co oznacza.W każdym razie,na pewno,znów nic dobrego.
Mój szwagier westchnął głęboko,po czym poprosił mnie i Olgę o opuszczenie salonu.
-To ja idę po widły i pochodnię.-Mruknęła gosposia,wchodząc, do kuchni.
Ja natomiast,rozbawiona całym zajściem,skierowałam się do swojego pokoju,gdzie,zaczęłam przygotowywać się do zajęć z siostrzenicą.Dzisiaj miałyśmy mieć chemie.W sumie,komiczna sytuacja-Sama w młodości,nienawidziłam i nie rozumiałam tego przedmiotu,a teraz,przyszło mi go uczyć.Tak jak inne-biologię,matematykę..Kto by pomyślał,że w przyszłości,zostanę guwernantką!Ale,przynajmniej dzięki temu,mogłam być bliżej Violetty..Wtedy,gdy jeszcze nie wiedziała o naszym pokrewieństwie.
Po kilku minutach,rozległo się pukanie do drzwi,w których pojawiła się Violetta.
-Hej,Angie.-Przywitała się.
-Cześć Violu,gotowa na lekcję?
-Aaa,lekcje..-Zmarkotniała.
-To już nie lubisz się ze mną uczyć?-Zapytałam,udając obrażoną.Jednak nie wytrzymałam i roześmiałam się.
-Nie!Po prostu..-Violetta,usiadła obok mnie.-Denerwuję się przedstawieniem..Boje się,że zapomnę tekstu,albo mój głos stanie się piskliwy..
-Oj,Violu.-Przytuliłam dziewczynę.-Zobaczysz,wszystko wyjdzie świetnie.Dużo ćwiczyłaś i nie masz powodu do obaw.
Moje argumenty chyba nie podziałały,bo nastolatka,dalej miała skwaszoną minę.
-Ale,jeśli tak bardzo,przejmujesz się tym musicalem,to mam pewien pomysł.Zaproś Leona i zrobimy jeszcze jedną próbę,waszego duetu,hmm?
-Tak!Angie,dziękuję!-Oczy Violetty błysnęły.-A lekcje?
-Jak raz opuścimy chemie,to nic się nie stanie.-Uśmiechnęłam się.
-Świetnie!Ale,nie chcę zajmować ci czasu.Nie lubię robić problemów.-Dodała,po chwili.
-Violu,to dla mnie przyjemność,nie jesteś,żadnym problemem.-Przytuliłam ją.-A teraz leć,zadzwonić do Leona!-Zakomenderowałam.
-Okej,już idę!-Powiedziała,wychodząc.


Po dwudziestu minutach,siedziałam razem z siostrzenicą i jej chłopakiem w salonie,ćwicząc piosenkę.
-"No me importa esta vez,Voi Por Ti,Voy.."
-Hablemos de una vez..
-Co ma znaczyć ten jazgot?!-Do salonu,weszła rozwścieczona Jade.-O,Lenon!Jak miło cię widzieć!-Zaskrzeczała na widok gościa.
-Leon,proszę pani.
-Tak,właśnie.Lenonku,co u ciebie słychać?
-Jade,nie wysilaj się,będąc sztucznie miłą.-Westchnęła Violetta.
-A kto tak pięknie śpiewa?-Do naszego "kółka różańcowego",dołączył Ramallo.
Posłałam mężczyźnie błagalne spojrzenie.
-Panno Jade,słyszałem,że w centrum są wyprzedaże butów.Zawiozę panią.-Przyjaciel Germana,starał się,uwolnić nas od towarzystwa panny LaFontaine.
Na szczęście Jade,szybko dała się,przekonać do wyjścia.
-To co,kontynuujemy?-Zapytałam,gdy Ramallo i narzeczona mojego szwagra,opuścili dom.
-Nie,Angie.Przepraszam,ale nie umiem się już skupić.Wybaczysz nam?-Moja siostrzenica,wyraźnie,straciła ochotę na próbę.
-W porządku,uciekajcie.
-Dobranoc.-Pożegnał się Leon,idąc za Violettą w kierunku wyjścia.
-Dobranoc.Tylko Violu,nie wracaj zbyt późno!-Krzyknęłam za odchodzącymi.
W domu zostałam sama..Nie licząc Olgi,przygotowującej kolację.Zaproponowałam swoją pomoc,ale zostałam wyrzucona z kuchni.(Coś mi się wydaje,że zły humor gosposi,nie jest jedynie wynikiem obecności Jade.)
Ponownie poszłam do salonu i usiadłam przy fortepianie.Łagodne dźwięki "Llámame cuando estés sobrio*",znacznie mnie uspokoiły.
-Angie..-Nie zauważyłam,stojącego obok mnie Germana.Zupełnie zapomniałam,że on też jest w domu.
Przestraszona,szybkim ruchem,spuściłam obudowę klawisz,przytrzaskując nią,palce szwagra.Mężczyzna gwałtownie odskoczył.
-German,wszystko w porządku?Przepraszam.-Chciałam złapać go za rękę,ale on,szybko się odsunął.
-Będziesz się mściła?!-Krzyknął.
-Mściła?To był wypadek!
-Angie,to ty nie chciałaś,żeby między nami coś było,więc teraz nie bądź zazdrosna!-Wykrzykiwał.
-Chyba śnisz!-Również podniosłam głos.-Nie jestem zazdrosna!
-Ach,tak?
-Tak!Poza tym,nie musisz wymyślać głupich pretekstów,żeby być z Jade!
-Jakich pretekstów?!Nigdy nie chciałaś mi dać szansy!
-A może właśnie chciałam?!-Te słowa,wykrzyczałam najgłośniej,jak potrafiłam.
German,popatrzył na mnie,szeroko otwartymi oczami,po czym,podszedł do mnie i ujmując moje policzki,pocałował.
Nie protestowałam.Wręcz przeciwnie.W przypływie nagłych emocji,zarzuciłam mężczyźnie ręce na szyję i odwzajemniłam pocałunek.Dłonie szwagra,błądziły,gdzieś pomiędzy moimi lokami.Całowaliśmy się,z dotąd nieokazywaną w tak dużym stopniu namiętnością i łapczywością.Nachalnie oddawając pocałunki,zatracaliśmy się w chwili.
-"On ma narzeczoną"-Gwałtownie odepchnęłam Germana.
Zdezorientowany mężczyzna,wyraźnie,nie wiedział,o co mi chodzi.
-Masz narzeczoną.-Powtórzyłam za głosem w mojej głowie.
-A ty narzeczonego.-Prychną mój szwagier.
-Narzeczonego?-Zapytałam,zaskoczona.
-Nie udawaj zdziwionej,Angie!Widziałem,jak całowałaś się z Pablem!-German,ponownie zaczął krzyczeć.
-Bo chciałam,żebyś był zazdrosny!-Czy ja to powiedziałam na głos?!
Na twarzy mężczyzny,pojawił się uśmiech.Mój szwagier,bez zastanowienia,podszedł do mnie i kolejny raz,złożył na moich ustach pocałunek.
Tak,jak poprzednio,nie broniłam się,ani nie stawiałam oporu.Znowu poddałam się emocjom.Usta Germana,delikatnie muskały moje wargi.Ale ten pocałunek,nie był taki,jak tamten..Był taki delikatny ..i pełen uczucia..
Ale,jak poprzednio,obudziło się we mnie poczucie winy i powtórzyłam niedawny czyn.
-No tak,jesteś teraz z Pablem.Przepraszam,nie powinienem-Rzucił oschle mój szwagier.
-Ten pocałunek przed domem..
-Jakim domem?!Nie myślałem,że jesteś taka podła..Ale miałem nadzieję,że te pocałunki..To,co powiedziałaś..To,co ja..Że to coś zmieni..
-German,o czym ty mówisz?!
-Po prostu,mogłaś powiedzieć,że kogoś masz..Że nie chcesz ze mną być..Byłem twoją marionetką..Bawiłaś się mną..
-German!-Wrzeszczałam.
-Daj spokój..Wracaj do Pabla..
-Może właśnie tak zrobię!-Krzyknęłam jeszcze głośniej,przez zaciśnięte zęby.
Moje oczy zrobiły się szklane.Tym razem nie ukrywałam łez,które rozmazywały mi obraz.Mój szwagier,skierował się do gabinetu,trzaskając drzwiami,ja natomiast,uciekłam do swojego pokoju.

______________________________
O co chodzi Germanowi?Domyślacie się? ; )
Jeszcze Was pomęczę. ; D
*"Sie böse Affe, geben"-po niemiecku :"Ty wredna małpo,oddawaj!"
**"Abnorme"-po niemiecku:"nienormalna".
***(Tytuł piosenki został przetłumaczony z angielskiego na hiszpański)"Call me when you're sober".
Zajrzyjcie do zakładki "Ogłoszenia". ;)

Wiktoria

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Rozdział 20

W drodze do Studia,nie rozmawiałam z Violettą.Każda z nas na swój sposób,przeżywała powrót Jade.
To był trudny temat,dlatego żadna,nie chciała go poruszać.
Dzień w szkole,minął mi bardzo szybko.Mimo sytuacji w domu,starałam się skupić na prowadzeniu zajęć i nie przejmować decyzją Germana..Chociaż przychodziło mi to opornie..
Podczas lekcji,szlifowałam z uczniami piosenki na przedstawienie,które miało się odbyć,już za dwa dni.Wszyscy byli bardzo podekscytowani zbliżającym się wydarzeniem,dlatego próby,odbywały się bez przeszkód.Nawet Ludmiła,nie stwarzała problemów i współpracowała z innymi.
Wszystko szło,jak po maśle. Przynajmniej w Studiu..

-Czyli wszystko jest tak jak chcieliśmy?Dobrze.Tak,teraz ja.-Kiedy weszłam do pokoju nauczycielskiego,Pablo znowu z kimś rozmawiał.Jednak na mój widok,pospiesznie,zakończył rozmowę.-Będziemy w kontakcie.Cześć.
-Wszystko gra?Dlaczego rozłączyłeś się,gdy weszłam?-Zapytałam zdziwiona.
-A nic,nic.To nieważne,powiedz lepiej,co u ciebie?Wyglądasz na niewyspaną i smutną.-Pablo szybko zmienił temat.
-Źle spałam.-Wlepiłam wzrok w buty,aby mężczyzna,nie zauważył moich spuchniętych oczu.
-Angie..-Pablo popatrzył na mnie z politowaniem.-Znam cię nie od dziś i dobrze wiem,kiedy kłamiesz.
No,tak.Koga ja próbuję oszukać?
-Jade..wróciła do domu.-Wyjaśniłam,nie wspominając o ojcu Violetty.
-German pozwolił jej wrócić?!-Zapytał mój przyjaciel z niedowierzaniem i...nutką radości?
-Yhy..-Wciąż,nie podnosiłam głowy,a po moim policzku,spłynęła pojedyncza łza.
-No chodź.-Przytulił mnie.-Nie chce mówić, "A nie mówiłem".
Ciepły uścisk Pabla,sprawił,że poczułam się nieco lepiej.
-Dobra..-Wstałam.-Nie będę się nad sobą użalać.
Poprawiłam żakiet i włosy,po czym,posyłając Pablu słaby uśmiech,wyszłam z sali.
-Poczekaj,odprowadzę cię!-Krzyknął dyrektor Studia,doganiając mnie w holu.
-A ty nie masz przypadkiem teraz lekcji?-Spytałam ironicznie.
-Mam,ale jeśli spóźnię się kilka minut,to nic się nie stanie-Odpowiedział z głupawym uśmieszkiem.
Nic więcej nie powiedziałam.Pablo,objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę domu Castillo.


Szliśmy,tak jak rano,ja i Violetta-w milczeniu.
Nagle,Pablo zatrzymał się i ruszył w innym kierunku,zostawiając mnie samą.Nie zastanawiając się nad jego zachowaniem,przysiadłam na ławce.Po chwili,mój przyjaciel,wrócił z dwoma lodami.
-Proszę.-Podał mi wafelek,w którym znajdowała się truskawkowa i czekoladowa gałka.-Takie,jak lubisz.Słodycze,pobudzają hormony szczęścia.
-Dziękuję.-Zabrałam się za swoją porcję.
W chwili,gdy miałam już,polizać górną gałkę,mężczyzna pchną moją dłoń,sprawiając,że lód,pozostawił pod moim nosem "wąs".
-Ej!A masz!-Nie pozostałam mu dłużna.Bananowa gałka z rożka Pabla,wylądowała na jego czole.Bawiliśmy się,jak dzieci,śmiejąc się w głos.Gdy się uspokoiliśmy,wyciągnęłam chusteczkę i otarłam twarz.To samo zrobił mój przyjaciel.
-Muszę wracać.Czeka mnie jeszcze lekcja z Violettą.
Czysta i..no,niekoniecznie najedzona,ruszyłam w stronę domu.
Przez resztę drogi,rozmawialiśmy już swobodnie.Pablo sprawił,że odrobinę się wyluzowałam.
Stojąc przed budynkiem,gdzie mieszkałam,zauważyłam,że German właśnie wrócił i przygląda się nam z ukrycia.Pod wpływem emocji,złapałam Pabla za szyję i pocałowałam.Kątem oka,spostrzegłam,że mój szwagier wciąż się na nas patrzy,dlatego pocałunek,przeradzał się w coraz bardziej namiętny.
Z jakiegoś powodu,chciałam,żeby German cierpiał.Żeby poczuł,to samo,co ja..
Po chwili,oderwałam się od Pabla.W tym samym momencie,ojciec Violetty,zniknął za ogrodzeniem.
Mimo,że osiągnęłam swój cel,zadanie bólu Germanowi,nie sprawiło,że poczułam się lepiej.Wręcz przeciwnie.Ogarnęło mnie poczucie winy i wstyd.Nie tylko ze względu na niego,ale i mojego przyjaciela,którego w perfidny sposób wykorzystałam.
-Przepraszam,idź już.-Szepnęłam,do Pabla i idąc w ślad za szwagrem,poszłam do domu.

_________________________
Pokłócone Gemangie,chciwa strona Angie..
I jak? ; )

Wiktoria

niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 19

Kiedy stałam przed domem,wiedziałam,że nie ma już odwrotu.Niepewnie,weszłam do środka..Tam,zastałam kłócących się,Violę i Germana.
-Jak możesz?!Po tym wszystkim!Nie wierzę!-Krzyczała nastolatka.
-Nie podnoś głosu,Violetta!Dziecko nie będzie mi mówiło,co mam robić!-Awanturował się mój szwagier.
Podeszłam bliżej gabinetu,gdzie toczyła się wojna.
-Co ty wyprawiasz,tato?!-W oczach dziewczyny,zauważyłam łzy.-Powtórzę:"Jak możesz?!".-Po tych słowach,Violetta,wybiegła z pomieszczenia,mijając mnie w drzwiach.
-Violetta,wróć!-Krzyczał za nią German.
-Mogę wiedzieć,co tu się dzieje?-Zapytałam,zaniepokojona.
Takiej odpowiedzi się nie spodziewałam.Zza pleców,doleciał mnie,znajomy zgiełk.
-A ty jeszcze tutaj?!
Odwróciłam się.Za mną stała..
-Jade?!-Krzyknęłam,nie dowierzając własnym oczom.
-Panno Jade.-Poprawiła mnie.-Chociaż,"panna",już niedługo.
Przerażona,popatrzyłam na Germana.Miał bladą i smutną twarz.
-Co ty..-Wyjąkałam.
-Mieszkam.-Dokończyła..narzeczona Germana?
Łzy,zaczęły napływać mi do oczu..Jeszcze raz,spojrzałam na szwagra i pobiegłam do swojego pokoju,gdzie rzuciłam się na łóżko,wybuchając płaczem.Mój szloch,stopniowo,przeradzał się w coraz głośniejszy i bardziej przepełniony żalem..
Czułam się okropnie..
-"Jeszcze wczoraj wyznawał mi miłość,a dzisiaj...?Dzisiaj sprowadza do domu tą..tą..Jade..?!"
Podeszłam do biurka i wyciągnęłam z szuflady list od Germana.
"Kocham Cię"-puste słowa?
Pocałunki..Jego troska.."Będę na ciebie czekał.."-czy to nic nie znaczyło?
Łzy,spływające po moich policzkach,spadały na karteczkę,powodując małe plamki.
Przez chwilę,ogarnęła mnie chęć spalenia,podarcia czy wyrzucenia listu,lecz ostatecznie,schowałam go,w to samo miejsce,co poprzednio.
Usiadłam na podłodze,opierając się plecami o łóżko.
Nawet nie byliśmy razem,a jednak czułam..Nie wiem co..Ból...Zazdrość..?Chciałam dać mu szansę,o którą tak zabiegał..Byłam zdecydowana..Pewna..Chciałam dać szansę NAM..
Nie zauważyłam,że ktoś,bez pukania,wszedł do pokoju.
-Angie?-To była Violetta.
Nieudolnie,starałam się otrzeć łzy z twarzy,chociaż i tak nie poprawiłam swojego wyglądu.
-Angie..-Dziewczyna przysiadła,obok mnie,opierając swoją głowę,na moim ramieniu..
Ja,ani drgnęłam..W bezruchu,wpatrywałam się w stojącą,obok wejścia lampę.
-Nie płacz..Ja nie wiem,co wstąpiło w tatę.On nie widział poza tobą świata..
Słowa mojej siostrzenicy,sprawiły,że tylko,dzięki przygryzieniu dolnej wargi,ponownie się nie rozpłakałam.
-Prędzej,czy później,tato przejrzy na oczy.-Mówiąc to,nastolatka,wstała i poszła do siebie.
A ja wciąż siedziałam na podłodze,kolejny raz,zanosząc się płaczem.


Mimo kilkukrotnego wołania Olgi na kolację,nie zeszłam na dół.Także Violetta pozostała w swoim pokoju,sądząc po namowach Germana do wspólnego posiłku,pod drzwiami jej sypialni.Cień przy moich drzwiach,wskazywał na to,że mężczyzna,zatrzymał się przy moim pokoju..Jednak nie zapukał,nie wszedł..Ani nie zostawił,żadnej wiadomości..
Dotknęłam powiek,które przeraźliwie szczypały.Do tego,moje czoło,zrobiło się niebezpiecznie gorące.
Wyczerpana płaczem,odpłynęłam do krainy snu..


Nazajutrz,przywitał mnie ból głowy.Z wielkimi oporami,zwlokłam się z łóżka.W wiszącym lustrze nad  umywalką,ujrzałam bladą postać,ze spuchniętymi oczami..Także moje włosy,jakby pociemniały..Zebrałam je w kucyka i przemyłam twarz wodą,która nieznacznie mnie orzeźwiła.Następnie ubrałam się i zrobiłam makijaż.Trochę mocniejszy,niż zwykle,aby zakryć "wory" pod oczami.Niestety nieudolnie..Wyglądałam na jeszcze bardziej zmęczoną.Przerzuciłam torebkę,przez ramię i niechętnie zeszłam na śniadanie.
Przy stole,gdzie siedzieli już wszyscy domownicy,panowała nerwowa atmosfera.
-Dzień dobry.-Przywitałam się,zmuszając do słabego uśmiechu.
-Dzień dobry.-Odpowiedzieli chórem,Olga,Violetta i Ramallo.Wszyscy byli milczący i "przygaszeni".
-Witaj..-Powiedział cicho German..Prawie nieusłyszalnie..
Jade,sącząc zieloną herbatę,popatrzyła na mnie jadowitym spojrzeniem.
Jedliśmy w ciszy i wielkim pośpiechu.Nikt nie śmiał,odezwać się słowem.Czułam na sobie wzrok szwagra,jednak ani razu,nie uniosłam głowy.
-Pfu!Olgo,ten dżem jest gorzki!-Krzykną German,po ugryzieniu kanapki.
-Tak?-Zapytała ironicznie gosposia.-Skoro,przerzucił się pan z cukierka,na senf*,to pomyślałam,że bardziej będzie smakowało panu takie.
Olga popatrzyła na mnie,unosząc lekko kącik ust.Doskonale zrozumiałam metaforę,jak z resztą pan domu,który,wycierając usta serwetką,odszedł w kierunku swojego gabinetu.
Ja również,ponagliłam Violettę i wyszłyśmy z domu.

___________________
*Senf-po niemiecku ziarnko gorczycy.
Chcę dębową trumnę,usłaną herbacianymi i czerwonymi różami... : )
Ale liczę na Waszą łaskę : >

Wiktoria

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 18

Szłam do Studia z obawami,którym towarzyszył ból brzucha.Byłam zła na Antonia i Pabla,że tak mnie potraktowali,ale jednocześnie było mi wstyd za moje zachowanie.Może nie powinnam była tak "wybuchać",ale oni,nie musieli mnie tak traktować.Nie jestem dzieckiem..Tak,czy tak,bałam się spotkania z właścicielem szkoły oraz jej dyrektorem.
-Dlaczego jesteś taka milcząca?-Zapytała Violetta.-Zawsze rozmawiamy w drodze do Studia.
-Ymm..Nie wyspałam się.-Skłamałam.
Moja siostrzenica odgadła,że nie chcę rozmawiać,dlatego przez resztę drogi,szłyśmy w ciszy.
-Do zobaczenia na zajęciach.-Przywołałam słaby uśmiech,żegnając się z Violettą.
-Pa,Angie.
Chcąc uniknąć spotkania z nauczycielami,od razu skierowałam się do swojej klasy.Jednak,gdy otworzyłam  torebkę w poszukiwaniu kluczy od sali,przypomniałam sobie,że zostały w pokoju nauczycielskim.
Niechętnie,powędrowałam w tamtym kierunku,modląc się,żeby nikogo nie spotkać.Moje błagania zostały wysłuchane,pomieszczenie było puste.Szybko,zabrałam klucze z szuflady i ruszyłam do wyjścia.Niestety w drzwiach,natknęłam się na Jackie,która mierząc mnie kpiącym spojrzeniem,zagrodziła przejście.
-Czy mogłabyś się przesunąć?-Zapytałam najbardziej spokojnym tonem,starając się zachować spokój.
-Mogłabym.-Rzuciła oschle.-Widać,nie mieścisz się w drzwiach.Biedna..
Zacisnęłam pięść i wzięłam głęboki oddech,powtarzając sobie w myślach : "Nie dam się sprowokować".
Bez słowa,przecisnęłam się,obok kobiety,która w dalszym ciągu,pozostała w tym samym miejscu.
-"Ona zrobi wszystko,żeby uprzykrzyć mi życie."
Widać szczęście mi nie sprzyja,bo na korytarzu zaczepił mnie Antonio.
-Angie..Możemy porozmawiać?-W jego głosie,nie było ani trochę złości,ani żalu.
-Ttak,oczywiście.-Wyjąkałam,lekko przestraszona.-Może,chodźmy do mnie.-Zaproponowałam.
Ból brzucha,wzmógł się jeszcze bardziej.Spodziewałam się najgorszego..
-Zanim mnie wyrzucisz,chciałam powiedzieć..-Wypaliłam,gdy weszliśmy do klasy.
-Angie..-Siwowłosy mężczyzna,chciał mi przerwać.
-Nie,Antonio,nie musisz nic mówić,na dzisiejszych zajęciach,pożegnam się z uczniami i spakuję swoje rzeczy..-Kontynuowałam,nie dając mu dojść do słowa.
-Angie..-Antonio,ponownie próbował się wtrącić.
-Po południu nie będzie po mnie śladu,ale chcę,żebyś wiedział,że Studio jest dla mnie jak drugi dom.Będę tęsknić za..
-Angie!-Uciszyłam się.-Ja wcale,nie chcę cie wyrzucić!Jesteś świetną nauczycielką.Wręcz przeciwnie,chciałem cię przeprosić.-Ooo.-Wiem,że jesteś sprawiedliwa i kierujesz się tym,co właściwe.Nie powinienem,wykluczać cię z jury.
-Ja też muszę cię przeprosić.Nie potrzebnie się uniosłam.-Spuściłam głowę.
-Nie ma sprawy.A teraz do pracy!Za chwilę dzwonek!-Upomniał mnie Antonio,uśmiechając się.
Trochę mi ulżyło..Jednak wciąż,pozostawał Pablo..
-Dzień dobry,Angie.-Do klasy weszli uczniowie.
-Dzień dobry,zajmijcie miejsca.

Po lekcjach,mijając gabinet Pabla,usłyszałam dziwną rozmowę.
-Postaram się...Dobrze..Dobrze..Nie..Nie,na wszelki wypadek..Dam radę,a ty?..Dobrze..-Mój przyjaciel,zażyle z kimś rozmawiał.
-"Ładnie to tak podsłuchiwać,Angeles?!"-Zapytałam sama siebie."
-"Nie,masz rację."-Do kogo ja mówię?"
Kiedy się otrząsnęłam,ponownie ruszyłam dalej.Gdy byłam już w parku,usłyszałam wołanie Pabla.
-Angie!Angie,poczekaj!-Odwróciłam się i zobaczyłam,biegnącego przyjaciela.Przystanęłam.Zasapany mężczyzna,podszedł do mnie,biorąc głębokie oddechy.
-An.gie.Uhh..Porozmawiamy?
Zaskoczył mnie spokój,z jakim do mnie mówi,ale równocześnie mnie to ucieszyło.
-Tak..Właściwie,to chciałam poprosić cię o to samo.
Przysiedliśmy na ławce.
-Posłuchaj..To co zobaczyłeś..Ja i German..-Zaczęłam,ale Pablo szybko mi przerwał.
-Angie,spokojnie..Nie musisz mi się tłumaczyć,to twoje życie i masz prawo sama nim kierować.Ja nie będę się wtrącać.Zależy mi na naszej przyjaźni i chcę,żebyś była szczęśliwa.
A nagłym przypływie szczęścia,rzuciłam się mężczyźnie na szyję.Nie wierzyłam.Pablo nie był zazdrosny?o Akceptował Germana?
-Tak się cieszę,że nie jesteś zły!-Przytuliłam go jeszcze mocniej.W odpowiedzi Pablo..pocałował mnie..Odskoczyłam od niego,jak oparzona.-Przecież przystanęliśmy na przyjaźni!
-Tak,przepraszam.Po prostu,po raz ostatni,chciałem dotknąć twoich ust..A,więc przyjaźń?-Wyciągną rękę w moją stronę.
-Przyjaźń.-Potwierdziłam,ściskając jego dłoń.-Bardzo mi cie brakowało.
W końcu odzyskałam przyjaciela.
"Tienes todo lo que hay que tener,para ser quen quier.."


Kiedy weszłam do domu,nie było w nim nikogo.
Zaparzyłam sobie herbaty i zamelinowałam się w swoim pokoju,zabierając się za nowo wypożyczoną książkę.Jednak,w żaden sposób nie mogłam skupić się na jej treści.Przed oczami,miałam tekst listu od Germana..Z jednej strony miałam świadomość,że to,o czym marzę,nie ma prawa mieć miejsca,ale..
Wstałam z łóżka i poszłam zaczerpnąć świeżego powietrza.Błądząc po ogrodzie,próbowałam poukładać sobie wszystko..Przy huśtawce,spotkałam Olgę..
-Dobry wieczór,w porządku?-Zapytałam,podchodząc.
-Tak..-Westchnęła gosposia.-Ale mam dla panienki radę..Proszę szczerzę porozmawiać z panem Germanem..Niech panienka nie popełnia tego błędu co ja..Jestem stara i samotna,bo nie słuchałam swojego serca..Nawet Ramallo,ma mnie dość..
-Olguniu.-Przytuliłam kobietę.-Zobaczysz,wszystko się ułoży,Ramallo jeszcze zmądrzeje.-Starałam się pocieszyć gosposię.
-Oj,nie ważne.Ja straciłam swoją szansę,ale panienka musi wziąć sprawy w swoje ręce!-Powiedziała Olga,wstając z ławki.-Pan German powinien zaraz wrócić.-"Puściła mi oczko".
W ogrodzie zostałam sama..
-"Może Olga ma rację..Może powinnam wyznać Germanowi prawdę..Zanim będzie za późno.
Moje rozmyślania,przerwał dźwięk silnika.Ojciec Violetty,wrócił do domu..Ja natomiast,ani drgnęłam.Moje serce przyspieszyło..Nadeszła ta chwila..Powoli,ruszyłam w kierunku willi..

____________________________Czy Angie wystarczy odwagi?
Dowiecie się jutro! ; ))

Wiktoria

piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 17

Do domu wróciłam,gdy zaczęło się ściemniać.Na dobrą sprawę,nie wiem,co robiłam przez ten cały czas.
Kiedy weszłam,przy drzwiach zastałam zdenerwowanego Germana.
-Nic ci nie jest!-Krzyknął,a na jego twarzy,zauważyłam ulgę.
-A co miałoby mi być?-Zapytałam zdziwiona.
-Kobieto,czy ty wiesz,jak ja się o ciebie martwiłem?!-Wykrzyczał,po czym poszedł do gabinetu,głośno trzaskając drzwiami.
Byłam zaskoczona tym,że wróciłam pare godzin później,a mój szwagier,tak się tym przejmuje.
-Dobry wieczór,Ramallo.-W kuchni siedział przyjaciel Germana.-Możesz mi wytłumaczyć,o co mu chodzi?-Mówiąc to,wskazałam na gabinet szwagra.
-Pani nie ma pojęcia co tu się działo!German,ogłosił alarm w całym domu!Stan najwyższej gotowości!
-Ale,dlaczego?-Wciąż nie rozumiałam.
-On się o panią tak martwił!
Martwił się o mnie?Nie było mnie w domu,o tej porze co zwykle,a on już się martwił?German codziennie mnie zaskakuje..
-Violetta powiedziała,że w Studiu pani nie ma,a dodatkowo,nie odbierała pani telefonu.
Popatrzyłam na komórkę.Zwyczajnie się rozładowała.
-German,chciał iść nawet na policję!
-Ramallo,żartujesz?-Słowa biznesmena mnie zaskoczyły i w pewnym sensie ucieszyły.Nie miałam pojęcia,że mogę wywołać,tyle zamieszania.Jeszcze nikt z mojego powodu,tak nie panikował..Nikt się mną tak nie przejmował..
-Miał już iść pani szukać,ale wtedy pani wróciła.
German kolejny raz pokazał,że jest troskliwy i opiekuńczy.
-Musi panią bardzo kochać.-Ramallo,posłał mi porozumiewawcze spojrzenie.Zarumieniłam się na wzmiankę o uczuciach moich i Germana.Czyli jednak coś nas łączy..?
Zapukałam do drzwi szwagra,z zamiarem rozmowy,o całej zaistniałej sprawie.
Melodyjny głos mężczyzny,sprawił,że odpłynęłam..Nagle drzwi otworzyły się,uderzając mnie w nos.
-Angie?-German popatrzył na mnie,przerażonym wzrokiem.-Nic ci nie jest?
-Eee..-Tyle dałam rade z siebie wydobyć.
Po moich wargach spłynęła krew.
-Chodź..Właściwie,to nie..-Mówiąc to,szwagier,wziął mnie na ręce i zaniósł do salonu,gdzie ostrożnie,położył na kanapie.
-Moment.-Usłyszałam.
Zrobiło mi się słabo.Sapiąc,zacisnęłam nos,tamując spływ krwi.Nienawidziłam jej widoku.
-Leż spokojnie.-Poczułam,że German,kładzie mi na nos,coś zimnego.-Kontrast.
Odchyliłam głowę i wzięłam głęboki oddech.
-Tak cię przepraszam.-Westchnął.
-Już drugi raz oberwałam od ciebie drzwiami,Germanie.-Powiedziałam z przekąsem,chcąc poprawić mężczyźnie humor.Był mocno przestraszony.-Tylko się nie popłacz,żołnierzu!
Słabym żartem,wywołałam słaby uśmiech,na jego twarzy,jednak po chwili,wróciła,ta sama,grobowa mina.
-German,nic się nie stało.Wypadki się zdarzają.
-Mi zdecydowanie za często.A w dodatku,to ty na tym cierpisz.Słaby sposób,na okazanie uczuć..
-Może powinieneś wypróbować inny..-Dlaczego to powiedziałam?Czy to była sugestia?
-German,od razy zgadło,o co mi chodzi(?!),pochylił się i lekko mnie pocałował.
-Zdecydowanie lepszy podryw.-Uśmiechnęłam się do niego.(?!)Co ja wyprawiam?!
Wtedy,przypomniało mi się,dlaczego szłam do gabinetu szwagra.
-Geman..Zaczęłam niepewnie.-Dlaczego,tak się przejąłeś moją nieobecnością?
-Dlaczego?!-Mężczyzna,zdawał się być zaskoczony moim pytaniem.-Bałem się,że coś ci się stało.Nie było cię w domu,w Studiu też nie.Nie odbierałaś..Nie dawałaś znaku życia..
-To tylko parę godzin..Zresztą,jestem już dużą dziewczynką,radzę sobie.
-Wiem,ale nie przeżyłbym,gdyby..-Przerwałam mu,całując go.Trwało to przez ułamek sekundy,lecz poskutkowało.
-Nie kończ.-Szepnęłam,ponownie kładąc się na kanapie.
-Wiesz..Chyba muszę częściej tworzyć czarne scenariusze.-Uśmiechną się.
-Angie!Jesteś!-Do salonu,wbiegła Violetta.-Napędziłaś nam strachu!A w szczególności tacie.Panikował,jak dziecko!
Popatrzyłam na Germana,który gwałtownie poczerwieniał.
-Ale..Co ci jest?Źle się czujesz?I dlaczego tato klęczy obok ciebie?-Zapytała nastolatka.
No tak.Ja leżę z lodem na nosie,a German,klęczy obok kanapy.
-Leciała mi krew.-Wyjaśniłam,nie wspominając o tego przyczynie,ani późniejszych wydarzeniach.
-A..
-Abendessen*!-Kolejny raz,z opresji,uratowało mnie,wołanie Olgi.-Wróciła panienka!Aaa!Krew!Napadli panienkę?!Räuber**?Mój Großvater***,nauczył mnie taekwondo.Pokażę panience później.
-Nie,Olgo,nie.Spokojnie.Uderzyłam się.Już dobrze.

Po kolacji,miałam zajęcia z Violettą.Musiałyśmy nadrobić zaległe tematy.
-Angie,dlaczego wyszłaś ze Studia wtakim pośpiechu?-Zapytała dziewczyna,chowając książki.
Dopiero teraz,dotarło do mnie,że nie zapytałam Violetty,jaką rolę gra.
-Yyy.Spieszyłam się.-Skłamałam.-Powiedz lepiej,kogo grasz?
-To ty nie wiesz?-Zapytała,zdumiona dziewczyna.
Teraz będę musiała się tłumaczyć.
-Nie..Musiałam,przecież wyjść.-Jakoś się wymigałam.
-A,więc..Werble proszę..Violetta Castillo,jako..Księżniczka!Dostałam główną rolę!-Dziewczyna,aż piszczała ze szczęścia.
Ja też się cieszyłam.Jednak,skoro Violetta i tak dostała tę rolę,to dlaczego Antonio,wykluczył mnie z głosowania?
-Świetnie!Napewno sobie poradzisz!A kogo grają pozotali?
Siedziałam na łóżku siostrzenicy,słuchając jej opowieści o miusicalu.Lecz myślami byłam przy Pablu i Antoniu..Raczej przy Pablu..To miała być zemsta za pocałunek z Germanem..?Bolało mnie,że coraz bardziej się od siebie odsuwamy..Zawsze wzajemnie,mogliśmy na siebie liczyć,wspieraliśmy się..Przyjaciele na dobre i na złe..Byliśmy jak rodzeństwo..Ja go potrzebuję..Być może go..kocham..
-...ale ty i tak jesteś myślami,gdzie indziej.-Zaśmiała się Violetta.Dopiero wtedy oprzytomniałam.
-Przepraszam Violu,jestem zmęczona.Dużo się dzisiaj działo.-Mówiąc to,pocałowałam ją w czoło i skierowałam się do drzwi.-Śpij,już późno.
-Dobranoc.Kolorowych snów!-Krzyknęła nastolatka.

Jednak mimo,że czułam się senna,jak na złość,nie mogłam zasnąć.Moją głowę zaprzątali Pablo i German..
-"Z jednym się kłócę,a z drugim..Ach..Czy to właściwe?Serce nie sługa,ale..Co by powiedziała mama?!Maria.."
Po moich policzkach spłynęły łzy,które stopniowo zmoczyły mi piżamę.
-"Chciałabym mieć ich oboje przy sobie.Po prostu być szczęśliwa.."
Nagle,usłyszałam kroki.Ktoś zbliżał się do mojego pokoju.Po chwili, hałas ustał.Zdziwiona,uchyliłam drzwi,rozglądając się po korytarzu.Nikogo jednak,tam nie zastałam.Mimo to,pod moimi drzwiami,pozostał ślad czyjejś obecności.Na podłodze,leżała malutka koperta.Bez wahania,podniosłam liścik i otworzyłam go,siadając na łóżku.W środku,była karteczka,na której,pochyłym pismem widniały słowa:

                                                   
                      Nie mogę serca swego zmienić.
                  Ono oszalałe,w ogóle mnie nie słucha.
                      Ciągle bije dla jednej kobiety,
                         z nadzieją,że go wysłucha..
                             
                                              Kocham Cię,
                                                    German.

Moje serce,momentalnie zabiło mocniej.

Tak.."Serce nie sługa-nie posłucha.."

___________________________

Podobało się,czy średnio?
W zakładce "Ogłoszenia",pojawiły się nowe"zapowiedzi".(Pod tymi starymi) :)
*Po niemiecku "kolacja".
**Po niemiecku "bandyta".
***Po niemiecku "dziadek".
Niedługo akcja się rozkręci. ; )

Wiktoria

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 16

Moje wnętrzności podskoczyły,aż do gardła.Poczułam,że miękną mi kolana,a świat zaczyna wirować.
-"Uspokój się,Angie!To tylko rozmowa!"-Skarciłam samą siebie.
Jednak nie miałam pojęcia,co mam mu powiedzieć,ani jak wytłumaczyć,całą zaistniałą sytuację z Germanem.
Pablo zmierzał w moją stronę.Wiedziałam,że do trudnej rozmowy w końcu dojdzie,ale nie przypuszczałam,że tak szybko.Zupełnie nie byłam na to gotowa.
Z każdym krokiem Pabla,moje serce biło coraz szybciej i szybciej.Jakby chciało wyskoczyć z piersi i uciec.W sumie,to też miałam na to ochotę.(wdech),(wydech).
Wtedy mężczyzna,nieoczekiwanie skręcił w inną stronę.
-"To on nie szedł do mnie?"-Zdziwiona,ruszyłam za nim.
Szłam i szłam,aż w końcu,znalazłam się w jakimś obcym miejscu.Mieszkałam w Buenos Aires,tyle czasu,a nigdy tutaj nie byłam.
Pablo,wszedł do jednej,ze znajdujących się tu restauracji.Zaciekawiona,podeszłam bliżej szyby lokalu.
W środku,przy stoliku, siedział mój przyjaciel,do którego,po krótkiej chwili,dołączyła jakaś kobieta.Usiadła tyłem do wejścia,przez co nie widziałam twarzy.Jednak,wydawała się całkiem znajoma..Pablo,coś jej podał..
-"Angeles!Zwariowałaś?!Szpiegujesz własnego przyjaciela?!Jak ci nie wstyd?!A w dodatku,zaraz spóźnisz się do pracy!"-Zaintrygowana całą sytuacją,niechętnie odeszłam od szyby.
Tylko,jak się idzie do Studia?
Ogarnęło mnie przerażenie,a moje nogi znowu,zaczęły przypominać gąbkę.
-Zgubiłam się!-Szepnęłam,sama do siebie,po czy,zaczęłam rozglądać się dookoła.Niestety,w dalszym ciągu,nie wiedziałam,gdzie jestem,z której strony przyszłam,ani,w którą mam iść..Do moich oczu,napłynęły łzy,a policzki,zaczęły "płonąć".
-Angie?Co tu robisz?-Za plecami,usłyszałam czyjś głos.
-"O,nie!Pablo!No,to po mnie!"
Odwróciłam się z zamiarem,wytłumaczenia się mu,ale,moim oczom nie ukazał się dyrektor Studia,tylko..German.
-Ja..Tyko..Zgubiłam się.-Nie było sensu kłamać.-Nie wiem,co robić.Nie znam,tego miejsca..A ty..Skąd się tu wziąłeś?
-Mam umówione spotkanie,niedaleko stąd.-Wyjaśnił.-Podwieźć cię?
-"Nie!Nie!Nie!Nie,Angie!Nie wolno ci!Pod żadnym pozorem,nie możesz skorzystać z jego propozycji!"-Wewnętrzny,"myślący" głos,starał się,przejąć nade mną kontrolę.
-Mógłbyś?-Uśmiechnęłam się niewinnie.
-Dla ciebie wszystko,wsiadaj.
Uradowana,pocałowałam mężczyznę w policzek i zajęłam miejsce,na przednim siedzeniu.
Jechaliśmy w milczeniu,jednak spostrzegłam,że German od czasu,do czasu,spogląda na mnie kątem oka.
W końcu,dotarliśmy na miejsce.
-Dziękuję.Nawet nie wiesz,jak bardzo jestem ci wdzięczna.-Powiedziałam,gdy mój szwagier zatrzymał samochód.
-Uratowałem cię,przed niechybnym spóźnieniem.-Zaśmiał się.
Ten jego uśmiech..Taki szczery..
-"Angeles!"-Bardziej racjonalna część mnie,znowu próbowała zapanować nad resztą.
-Tak,a zaraz sam się spóźnisz,bohaterze.-Odwzajemniłam uśmiech.-Do zobaczenia w domu.-Odpięłam pas.
-Chyba,że znowu się zgubisz.
-Nie żartuj tak!-Zmarszczyłam,żartobliwie czoło.-Cześć.
-Na razie.-Usłyszałam,zanim zatrzasnęłam drzwi samochodu.


-Angie!No nareszcie!-W holu,spotkałam zdenerwowanego Antnia.-Widziałaś Pabla?
Nie zdążyłam odpowiedzieć.
-Jestem!Już jestem!-Do Sudia,wbiegł zdyszany dyrektor.
-Gdzieś ty był?!Za dwie minuty,zaczynają się przesłuchania!-Złość,kipiała z Antonia.-Zresztą,nie ważne.Na salę!
Razem z Pablem,posłusznie zajęliśmy miejsce,przy stoliku dla jury.Parę razy,spoglądałam w jego stronę,ale on nie zaszczycił mnie swoim spojrzeniem.
-Pierwsza kandydatka,Camila Torres.
....
-Kandydatka numer trzy,Ludmiła Ferro.
....
-Kandydat numer osiemnaście,Thomas Heredia.
.....
-I ostatnia kandydatka,Violetta Castillo.
Nareszcie!Moja siostrzenica,niepewnie weszła na scenę.Zauważyłam,że jest przestraszona,dlatego,posłałam jej uśmiech pełen zachęty i uniosłam kciuk w górę.
Gdy Violetta,stanęła na wyznaczonym miejscu,z głośników,popłynęła melodia piosenki "Habla Si Puedes".Zamknęłam oczy,wsłuchując się w łagodny głos Violi.Wydawałoby się,że śpiewa Maria..Jej córka,ma taką samą barwę głosu,jaką miała ona..
-"Si es que no puedes hablar no te atrevas a volver.."
German..Pablo..
Nawet się nie obejrzałam,a moja siostrzenica,skończyła śpiewać.
-Świetnie,dziękujemy,Violu.Zaczeka,proszę z innymi na korytarzu.Za piętnaście minut,podamy ostateczny werdykt.-Powiedział Antonio,ja natomiast,oprzytomniałam.
-Dobrze,więc,co proponujecie?
-Na pewno głównej roli,nie powinien dostać Thomas.Ten chłopak jest całkowicie pozbawiony talentu!-Zaczął Gregorio.-Najlepiej byśmy zrobili,wyrzucając go!
-Człowieku,zlituj się!Nikogo nie będziemy wyrzucać.
-Zgadzam się z Antoniem.-Dołączyłam.-Ponadto,uważam,że Thomas powinien zagrać biedaka lub księcia.
-Tego można było się spodziewać!Zawsze jesteś przeciwko mnie!-Odburkną choreograf.
-Gregorio..-Tym razem,wtrącił się Pablo.-Opanuj się,błagam.-Ja też jestem za Antoniem i Angie.
Ooo!Wypowiedział moje imię..
-Jja.Gdzie moja kanapka..?Też...Szynka!-Tym razem,to był Beto.
-Czyli ten problem mamy z głowy.
Dalsze obsadzanie ról,przebiegło bezproblemowo.Ale przy księżniczce,zaczęły się schody.
-Angie,uważam,że nie powinnaś brać udziału w głosowaniu na główną rolę.Violetta jest twoją siostrzenicą.-Ni stąd,ni zowąd,wypalił Antonio.
-Jak to?-Nie dowierzałam słowom mężczyzny.-Uważasz,że nie umiem być obiektywna?!-Zapytałam zdenerwowana.
-Uczniowie mogą zarzucić nam stronniczość,jeśli wygra Violetta.A ma duże szanse.-Pablo..Pablo..Jak on może?Posłałam mu piorunujące spojrzenie.-
Co oni sobie wyobrażali?!Fakt,Violetta jest dla mnie kimś więcej,ale to nie znaczy,że ją faworyzuję!Każdego ucznia,traktuję tak samo.Oni dobrze,o tym wiedzą.
-Zemsta?-Syknęłam do przyjaciela.Niech wie,że teraz ja,jestem na niego zła.
Popatrzyłam na resztę zebranych.Gregorio i Jackie,szyderczo uśmiechali się pod nosem,a Beto..Beto,szukał kanapki..
-Może w ogóle,wyrzucicie mnie z jury?!Albo od razu z grona pedagogicznego!-Wściekła,opuściłam salę i skierowałam się do wyjścia.
-Angie!-Krzykną,a mną Antonio.A może,to był Pablo..?
-Angie,jakie wyniki?-Na korytarzu,zaczepili mnie potęcjalni uczestnicy przedstawienia.
-Nie wiem,przykro mi.Poczekajcie jeszcze trochę,zaraz ogłosi wam to Pablo lub ktoś inny.
Zauważyłam,że Violetta,patrzy na mnie pytająco,lecz nie chciałam jej mówić,o decyzji Antonia.
Wyszłam ze Studia.I co dalej?Z uwagi na przesłuchania,nie miałam dzisiaj zajęć,ale było sensu,wracać do domu o tej porze.
Wciąż byłam zła.Nie liczyło się jednak,obsadzanie ról,tylko Pablo.Myślałam,że stanie po mojej stronie.
-"Czy teraz,z powodu Germana,już zawsze będzie przeciwko mnie?"

________________________
I jak?
Dzisiaj też troszkę dłuższy. :D
Chciałam serdecznie podziękować B (chciałabym wiedzieć,jak masz na imię),za polecenie mi piosenki "Narwhals",która dodała mi weny. :D Dzięki tej piosence,powstały poprzednie rozdziały. Dziękuję. :)

Wiktoria