poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 30


-"Eso es lo que fuimos, lo que nos pasó.*".-Drugi raz,tego samego dnia,zabrałam się za poszukiwanie ubrań na przedstawienie.Po krótkich zastanowieniach(co było spowodowane,ponaglaniem Pabla),nałożyłam na siebie czarne jeansy-rurki,biały top z delikatnymi falbanami u dołu,a na plecy,zarzuciłam marynarkę w kolorze spodni.Z torby,wygrzebałam ciemne buty i poprawiłam makijaż oraz,podkręciłam loki.Tak wystrojona,chwyciłam torebkę i teczkę i pobiegłam,do czekającego już w korytarzu Pabla.
-Ślicznie wyglądasz..-Powiedział na mój widok.
-Hmm..Dziękuję..-Zająknęłam się,lekko speszona.
Pablo,chciał coś dodać,ale ja,szybkim ruchem,otworzyłam drzwi w celu,wyjścia.Idąc w ślad za mną,mój przyjaciel zrobił to samo i po zamknięciu mieszkania na klucz,zjechaliśmy windą na parter,a następnie,udaliśmy się do samochodu mężczyzny.
Droga do teatru,minęła w spokoju i ciszy,którą w pewnym momencie,przerwało radio,włączone przez Pabla.
Akurat,skończyła się piosenka i przyszedł czas na "Wiadomości".
-Dobry wieczór,państwu.-Mówił spiker.-Fakty na godzinę 17,zaczynamy od informacji o tragicznym wypadku,światowej klasy inżyniera i biznesmena,Germana Castillo.
-CO?!-Krzyknęłam,a Pablo gwałtownie zahamował.
W tle,słychać było,trąbienie innych uczestników ruchu.
-Biznesmen brał udział w karambolu dwóch aut,zderzonych czołowo,na skrzyżowaniu ulic św.Franciszka i Chopina ,kiedy to w jego samochód,uderzyła rozpędzona ciężarówka.-Kontynuował spiker,a mi robiło się coraz bardziej słabo-Policja mówi o drugiej ofierze,którą jest młoda kobieta,prawdopodobnie,córka Germana Castillo.Cały odcinek,na którym doszło do wypadku,został zablokowany.
Serce podskoczyło mi do gardła,a po rozżarzonych policzkach,zaczęły spływać łzy.
-Nie!Violetta!German..Dlaczego?!Nie!-Uderzałam pięściami,w umieszczony przede mną schowek i równocześnie kopać siedzenie.-Dlaczego..?!
Pablo siedział,jak zamurowany.W jego oczach też dostrzegłam łzy..Nawet starał się mnie uspokoić..
Szyby auto,zdobiły krople deszczu..Po chwili,lało jak z cebra.
Nie zważając na ulewę,odpięłam pas i wysiadłam z auta..Zaczęłam biec..Nie wiedziałam dokąd,ani po co..Pędziłam przed siebie,wykrzykując..Wkroczyłam na ulicę i usiadłam na jej środku,głośno szlochając..
Nagle zza zakrętu,wyjechała furgonetka..A ja nie miałam siły wstać..Nawet nie próbowałam..Nie chciałam..
Przymknęłam oczy..Nie czułam bólu..Powoli,otaczało mnie przyjemne ciepło..
-"Ostrzegałam!Podzielisz ich los!"-Obiło mi się o uszy,zanim całkowicie oddałam się światłu..

-Angie!Angeles!Obudź się!Jesteśmy na miejscu!

-Aaa!
Szybko się podniosłam,uderzając głową o coś twardego..
-Uważaj na dach.-Powiedział Pablo,wyciągając dłoń w moją stronę.
Rozejrzałam się wokoło.Siedziałam w samochodzie przyjaciela,zaparkowanym przed teatrem.
-Usnęłaś w drodze.-Wyjaśnił mężczyzna.-W porządku?
Zerknęłam na niego z przerażonymi oczami i rozdziawionymi ustami.
-Hm..Kolejny koszmar..-Pablo bezbłędnie,odgadł moje myśli.-Szamotałaś się,jak opętana..-Przytulił mnie,ocierając z mojej twarzy,resztki łez..Musiałam płakać przez sen.-Już dobrze.
Wysiadłam z samochodu i poczułam,że moje nogi,przypominają watę..Zaczęłam się uginać,lecz w porę,złapałam barierkę i głęboko oddychając,dochodziłam do siebie.
-Możesz iść?-Zapytał Pablo.
-Ttak..-Wydukałam,wciąż się trzęsąc.
W tym momencie,zobaczyłam,że na parking,podjeżdża czarny peugeot,z którego wysiada Violetta,a za nią German.
Jej widok,sprawił,że powróciłam do życia.
Zostawiając przyjaciela samego,przy podjeździe,popędziłam do dziewczyny.Już po chwili,przytulałam ją do siebie mocno.Nie chciałam jej puścić.Cieszyłam się,że jest cała i zdrowa.Że jej wypadek,był tylko wytworem mojej wyobraźni.
-Violu!-Przycisnęłam ją do siebie z całej siły.-Nic ci nie jest!
-Oj,Angie.Zaraz mnie udusisz.-Wyjąkała nastolatka.
-Przepraszam.Tak cię kocham.
-Wiem..Ale co niby miałoby mi być?-Zapytała zdziwiona.
-Och,nieważne..Mówię zapobiegawczo..Kocham cię..
-Powtarzasz się,ciociu.-Zaśmiała się Violetta.-Ja ciebie też..
W tym momencie,dołączył do nas German.
Popatrzyłam na niego,lekko oszołomiona.On też był w jednym kawałku.Poczułam chęć,rzucenia mu się w ramiona.Jego ciepłe,silne ramiona..Chciałam powiedzieć mu,jak bardzo się cieszę,że jest..Że..Że po prostu jest.
Szwagier,przyglądał nam się bacznie..Jego oczy,zdradziły,że cieszył się ze spotkania,lecz chyba wolał tego nie okazywać..Nie widzieliśmy się jeden dzień,a ja zdążyłam odczuć jego brak..
Jednak nie zapominając o swojej decyzji,jego słowach i kłótniach,wróciłam na Ziemię.
-Cześć,Angie.-Powiedział.Przy moim imieniu,głos mu się załamał.Powtarzało się to,ilekroć,wypowiadał "Angie".
-Witaj,Germanie.-Starałam się zachować obojętną twarz,lecz serce mi na to nie pozwalało..
-Dzień dobry.-Obok nas,pojawił się Pablo.-Chodźmy już,za 20 minut,rozpoczyna się przedstawienie.Violu,leć się przebrać!-Zakomenderował,życzliwie,spoglądając w stronę mojej siostrzenicy i jej ojca.
-Tak,chodźmy.-Powtórzyłam za przyjacielem,kierując się do głównych drzwi.
Ja i Pablo,udaliśmy się za kulisy,gdzie przygotowywali się aktorzy,natomiast German,zajął miejsce na widowni.
-No,kochani!-Zaczął Antonio.-Nadszedł ten dzień!Po długich i męczących przygotowaniach,w końcu,stajecie na wielkiej scenie,przed publicznością,aby zaprezentować swoje umiejętności.Pochwalić się swoim talentem!Jestem z was bardzo dumny,że wytrwale dążyliście,do celu,jakim było wystawienie tego spektaklu.Ci,którzy grają główne role i ci,którzy występują,jako postacie drugoplanowe..Ci którzy tańczą i ci którzy śpiewają...Odpowiedzialni za dekorację i rekwizyty i ci,którzy postarali się o reklamę-Wszyscy jesteście jednakowo ważni!Wszyscy,przyczyniliście się,do sukcesu,jaki niewątpliwie osiągniemy!"Nie mów "hop",zanim nie przeskoczysz?"Bzdura!Jestem z was,już teraz niezmiernie dumny,bo wiem,że włożycie w to całe swoje serce!Jestem pewny,że dacie z siebie wszystko i udowodnicie,że jesteście perfekcjonistami!Wierzę w was!Powodzenia!-Zakończył swoją przemowę,właściciel Studia.
Ja i Pablo,jedynie,posyłaliśmy uczniom,pełne optymizmu i zachęty uśmiechy.
-Zaczynamy!10 sekund!-Wykrzyczał mi do ucha,kierownik teatru.

_______________________
*Po hiszpańsku:"To,co nam było,co nam się zdarzyło."
Taka sobie trzydziestka. 
Dziękuje za przeczytanie.

Wiktoria

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 29


Widok był imponujący.Po przekroczeniu progu kuchni,moim oczom ukazał się stół,okryty herbacianym obrusem,na którym leżały różne smakołyki.Od słodkości,po bardziej wytworne dania.
-Kiedy ty..Kiedy zdążyłeś to przygotować?-Zapytałam nie dowierzając.
-Ma dame.Proszę siadać i o nic nie pytać.To magia.-Powiedział Pablo,z francuskim akcentem, czym,ująwszy moją dłoń,zaprowadził mnie do stołu.Usiadłam na krześle,które szarmancko,odsunął mi przyjaciel.-Bon Appétit.-Uśmiechną się,zajmując miejsce,po drugiej stronie.
Zachwycona,nie mogłam oderwać wzroku od tych wszystkich różności.
-Coś nie tak?
-Nie..Przeciwnie..-Rzuciłam,wyrwana z amoku.-Smacznego..
Jedliśmy w milczeniu z dziwną radością,wiszącą w powietrzu.Czułam się dobrze.Zdecydowanie.Co chwilę zerkałam na Pabla,który,ani na moment,nie przestawał się we mnie wpatrywać..Gdy nasze spojrzenia,napotykały się,kąciki moich ust,automatycznie wędrowały do góry..Przez chwilę zapomniałam o..Germanie...
Mój dobry nastrój,wyparował..Spochmurniałam i spuściłam głowę..Czy zaczęło mi go brakować?Czy żałuję podjętej decyzji..?
-"Angie!Otrząśnij się,kobieto!Jesteś teraz z Pablem!"
No właśnie..Czy my..Czy my wógle tworzymy związek?
Szybko skończyłam śniadanie i dziękując za wspólny posiłek,zamknęłam w "swoim pokoju".
Przymknęłam powieki,lecz zaraz szybko,otworzyłam oczy,nie dając sobie pozwolić na sen.Bałam się..Bałam się kolejnego koszmaru.Aby mieć pewność,że nie usnę,sięgnęłam po jedną z leżących na biblioteczce książek.
Wygodnie,usadowiłam się na łóżku i okryłam kocem,zatapiając się w treści..

Tym razem,znajdowałam się na jakimś deptaku pełnym ludzi..W tłumie,mignęła mi twarz Pabla.Od razu,pobiegłam w jego stronę.Niestety po krótkiej chwili,zabrakło mi tchu..Wtedy,pojawiła się.. Jade..Podeszła do mojego przyjaciela,wymieniając z nim uśmiech..Chciałam do nich podejść,lecz stopniowo,zaczęłam zmieniać się w kamień.Moje ciało,przeraźliwie szczypało i piekło..
-Pablo!-Próbowałam krzyczeć,ale skończyło się na zdławionym szepcie.
Niespodziewanie,z naprzeciwka nadszedł German..Jego spotkanie z moim przyjacielem,było nieuniknione..W końcu,doszło do konfrontacji..Kłócili się..
-"Kocham ją"-Obijało mi się o uszy.Na przemian,słyszałam te słowa z ust obu mężczyzn..
Wtedy,obraz,kolejny raz się rozmazał.Teraz,stałam nad czyimś grobem.Dookoła,były pola i lasy..
Mimo silnych starań,nie potrafiłam odczytać,widniejącego na nagrobku napisu..Po czasie,udało mi się przeczytać tekst,wyryty pochyłym drukiem.

                                               "Pablo Galindo

                                Zmarł przez wyrzuty sumienia"
                         

Ogarnęło mnie przerażenie.Jeszcze większe,niż dotychczasowe.

Wtedy kamienny głaz,przełamał się w pół i zaczął pękać.Spośród szczelin,wypływała krew,której początkowo,mały strumyczek,przerodził się w potok..Krwista rzeka,zaczęłam pochłaniać wszystko dookoła,łącznie ze mną..

-Pomocy!!
Otworzyłam oczy..Nie znajdowałam się na cmentarzu,ani łące,ani nigdzie indziej..Byłam w pokoju..W domu Pabla..Przyjaciela..Który żył..Z którym połączyło mnie coś więcej,niż braterska więź.
Jak z procy,wystrzeliłam,ze swojej sypialni.
-Pablo!Pablo!-Krzyczałam,rozglądając się po mieszkaniu..Niestety nigdzie,nie zastałam mężczyzny..Za to na kuchennym blacie,dostrzegłam małą karteczkę.

                                                     
                                                       Angie!
                                                                          Byłaś zmęczona nocnymi przygodami,nie chciałem Cię budzić.
                                                       Jestem w Studiu.Muszę dopilnować przygotowań.
                                                                         Wstąpię po Ciebie,godzinę przed musicalem. 
                                                                          Twój Pablo.


Do przedstawienia,zostały 3 godziny.Postanowiłam zażyć,uspakajającej kąpieli.Nalałam do wanny wody,po czym zanurzyłam się w ciepłej cieczy..Moje ciało otulała biała piana,która z biegiem czasu,zaczęła znikać.
Dla wyciszenia,zaczęłam nucić "En mi mundo"..
Pamiętam,jak pewnego wieczoru,razem z Germanem i Violettą,zebraliśmy się w salonie,wspólnie śpiewając..Mój szwagier grał na fortepianie,a ja i jego córka,śpiewałyśmy..
Łagodne dźwięki piosenki,odprężały i dawały poczucie swobody..Zresztą każdy utwór,sprawiał,że mogłam poczuć się wolna.
Ta kompozycja,w wykonaniu Germana,stała się prawdziwym cudem..Kryształową,okazałą,perłą,na dnie oceanu rozpaczy..Koiła wszelkie rany..Dzięki niej zanikał ból..A dzięki mojej rodzinie,stawał czas..
-Angie?Już jestem!-Krzykną Pablo,wchodząc do mieszkania i tym samym,odrywając mnie,od zbędnego myślenia.
-Ttak?Jestem w łazience!Już wychodzę!-Jak oparzona wyskoczyłam z wanny.-"Ile czasu tu spędziłam?"
Leżąca na umywalce komórka,poinformowała mnie,że w łazience,przesiedziałam 2 godziny..
Wspomnienia,tak mnie pogrążyły,że nawet pochłodniała woda,nie przywróciła mnie do porządku.
Wytarłam się ręcznikiem i ubrałam,w wybrane wcześniej ubrania.
-Jestem gotowa.-Rzekłam do przyjaciela,wchodząc do kuchni,gdzie się znajdował.-Jak w Studiu?Wszystko gotowe?
-Tak,jestem dobrej myśli.To będzie wielkie wydarzenie.Niektórzy rodzice,już zaczęli się schodzić do teatru.
-Chwila..To,nie będą tylko zaproszeni goście i ci,którzy wykupili bilety-Zapytałam,otrzeźwiona,informacją,że na spektaklu,mogę natknąć się na Germana.
-No tak..To oczywiste.Rodziny uczniów,mają bezpłatny wstęp.-Słowa przyjaciela,sprawiły,że moje serce przyśpieszyło.

Czyli to już pewne..Nie tylko,będę musiała wyjaśnić zaistniałą sytuację Violetcie,ale też spotkać się z mężczyzną,którego definitywnie nie chciałam oglądać..

_________________________________
Hmm..Przygotowuję Was do tego przedstawienia już parę rozdziałów. :D
Mam nadzieję,że nie jesteście źli.

Wiktoria

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 28


Po przyłożeniu głowy do poduszki,Pablo od razu zasną.Ja natomiast,przewracałam się z boku na bok.Nie wiem,czy nie mogłam zasnąć,czy po prostu nie chciałam..
Leżąc,zastanawiałam się nad przekazem snów..Powrót do strasznych wydarzeń,kosztował mnie sporo nerwów,lecz nie mogłam tak tego zostawić..
-"Dlaczego mnie to spotyka?Przecież ja i German..Przecież my..Ciąża?Małżeństwo?Co to oznaczało..?"
Z zamyślenia,wyrwał mnie ryk budzika.Była siódma.
Szybkim ruchem,wyłączyłam alarm,żeby nie obudzić przyjaciela.Sama,wstałam i zakładając na siebie szlafrok,skierowałam się do kuchni..Gdy tylko się podniosłam,poczułam silny ścisk głowy.Jakby ktoś zaciskał mi wokół niej obręcz.Zmagając się z bólem,zabrałam się za przygotowanie śniadania.Próbowałam przez chwilę nie myśleć o problemach.Teraz liczyło się to,że za parę godzin rozpoczyna się przedstawienie.Włączyłam radio,chcąc zagłuszyć,nieznośny głosik: "Nie uciekniesz od tego".
-"Well you need a blue sky holiday .The point is they laugh at what you say .And I don't need no carryin'on*".-Mimo,że piosenka,nie była po hiszpańsku,jej optymistyczne dźwięki,podniosły mnie na duchu.
Szybko załapałam tekst i zaczęłam podśpiewywać,kołysząc biodrami..Nagle,poczułam czyjś dotyk,w talii.Przypominając sobie sen,przerażona,gwałtownie się odwróciłam.Za mną stał zdezorientowany Pablo.
-Przestraszyłeś mnie!Nie rób tak więcej!-Zdenerwowałam się i uwolniłam z uścisku.
W duchu,mi ulżyło,że to był tylko mój przyjaciel.
-Przepraszam.-Wyjąkał,zaskoczony moim wzburzeniem.-Nie chciałem..
-W porządku,Pablo.To ja przepraszam.Jestem zdenerwowana.-Uhh..-Martwię się musicalem..Poza tym..-Westchnęłam.-Te koszmary..Do rana nie zmrużyłam oka..
-Hej..-Mężczyzna,podszedł do mnie,uśmiechając się życzliwie.-Powiedziałem ci,że nie masz się czego obawiać.Jestem przy tobie.Zawsze będę.Możesz na mnie polegać.Jeśli będzie trzeba,będę przy tobie czuwać dzień i noc.-Rzekł,patrząc mi w oczy.
-Dziękuję..Że jesteś.-Odpowiedziałam,delikatnie unosząc prawy kącik ust.
-Nie ma za co.A przedstawieniem się nie przejmuj.Wszystko wyjdzie idealnie.Uwierz w dzieciaki!
Więcej nic nie powiedziałam,tylko przytuliłam się do niego.
Mężczyzna,oplótł rękami,moje plecy i przycisną mnie do siebie.
Ciepło bijące od niego,dało mi poczucie bezpieczeństwa..Tak,jak mnie zapewniał,mogę czuć się przy nim swobodnie..
Niepewnie,odchyliłam głowę,jeszcze raz,spoglądając Pablu w oczy..Brązowe talarki,lekki zarost i ciemne włosy,sprawiały,że wyglądem przypominał mi misia..Takiego pluszowego..Takiego,którego w młodości,dostałam pod choinkę..Tak..Jego uścisk,ciche pomrukiwanie,utwierdzały mnie w przekonaniu,że mój przyjaciel,jest taki..Jakby to powiedziała dziesięciolatka:"misiowy".
Uśmiechnęłam się sama do siebie.
-Cco?Mam coś na twarzy?-Zapytał zdziwiony.
-Nie..Nic..Nic..-Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
Przymknęłam powieki i zbliżyłam swoje usta,do ust przyjaciela,łącząc je w pocałunku..
Czy myślałam racjonalnie?Chyba nie..
Poczułam,jak Pablo,odpłaca mi się tym samym..Z nawiązką..Delikatnie oddawałam jego ostrożne pocałunki..Zatracałam się w chwili..
Po jakimś czasie,odkleiliśmy się od siebie,lecz nadal,staliśmy,zetknięci twarzami.Usta Pabla,jeszcze raz uczepiły się mojej górnej wargi..Jego nos,przejechał po moim policzku..Żadne z nas,nie śmiało otworzyć oczu..
-Kocham cię,Angie.-Szepną Pablo,zduszonym głosem.
Moje serce,biło coraz mocniej..W dalszym ciągu,z zaciśniętymi powiekami,ponownie,pocałowałam mężczyznę.To była moja odpowiedź..
Tylko..Czy nie zabłądziłam w krainie tajemnic?Czy nie pogubiłam się w tym wszystkim..?
Nagle rozległo się syczenie.
-Moja jajecznica się przypala!-Jęknęłam,odrywając się od Pabla.Podbiegłam do kuchenki i wyłączyłam gaz,mieszając zawartość patelni.-Och..
-Daj.Pomogę ci.-Pablo,zabrał mi z rąk naczynie.-Idź się odświeżyć,a ja coś dla nas wykombinuję.-Powiedział,"puszczając mi oczko".
Nie dawałam się długo namawiać.Uśmiechając się pod nosem,popędziłam do łazienki.
Po szybkim,lecz relaksującym prysznicu,stanęłam przed szafą.A raczej szafką,którą udostępnił mi mój przyjaciel.Wczoraj,nawet się nie rozpakowałam,dlatego większość moich ubrań,była jeszcze w torbie.
Mimo,że moja garderoba,była spora,nic mi nie pasowało..Nawet moja ulubiona,błękitna sukienka,przestała mi się podobać.
Podeszłam do wiszącego na ścianie lustra..
-"Jaka jestem?-Ani gruba,ani chuda..Chociaż ostatnio chyba przytyłam.."-Odkręciłam się bokiem do szklanego przedmiotu i wciągnęłam brzuch,przykładając do niego swoją dłoń..
-"A moje włosy?Wyglądają,jak szczotka,albo mop..Chociaż bliższe im jest chyba siano.."-Zebrałam włosy,unosząc je do góry i układając w coś na kształt koka..
Mierząc siebie krytycznym wzrokiem,ponownie rozpuściłam włosy i tym razem,czepiłam się twarzy.
-"Chyba zaczynają robić mi się zmarszczki..I te "wory" pod oczami..."
-Jestem beznadziejna..-Westchnęłam,przysiadając na skraju łóżka.
-Jesteś piękna.-Usłyszałam głos Pabla.
Moją twarz,oblał rumieniec.
-Nie wątp w to.-Pocałował mnie w czoło i zaraz wyszedł.
W przypływie,dobrej energii,zdecydowałam się na granatowo-bordową sukienkę i żakiet.Wysuszone loki,przeczesałam grzebieniem,pozostawiając rozpuszczone.Do tego buty na lekkim obcasie,pasujące kolorystycznie do reszty.Wszystko zakończyłam,nie zbyt mocnym makijażem.I gotowe!
Zadowolona,dołączyłam do Pabla,który czekał już na mnie ze śniadaniem.Gdy weszłam do kuchni,zamarłam..
_______________________________Bardziej optymistyczny rozdział. :)
Myślę,że fani Pangie,są zadowoleni. : )
Posłuchajcie,że teraz będziecie mi grozić,ale nie da się uszczęśliwić wszystkich naraz.Moje serce jest podzielone.Mimo,że jestem w większym stopniu za  Germangie,to uwielbiam Pabla.
Ale możecie być spokojni,German,zagości u mnie w kolejnym,lub jeszcze następnym rozdziale.; )

Wiktoria

PS.Dziękuję za ponad 6000 wyświetleń. :)

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 27


Spadałam i spadałam..Wciąż dolatywały mnie oszalałe śmiechy,którym dodatkowo,towarzyszył krzyk :"Pochłonie cię piekło!".Wpadłam do wody..Bezwładnie,wymachując rękami i nogami,próbowałam wydostać się na powierzchnię.Już miałam chwytać,wystający korzeń,gdy coś,zaczęło ściągać mnie w dół.Wokół stup,poczułam ścisk..Jakby dłoni..


-Nieee!!

Gwałtownie się podniosłam.Dopiero wtedy,uświadomiłam sobie,że to co przed chwilą "się wydarzyło",to był tylko koszmar.
Obok mnie siedział Pablo,wpatrujący się we mnie z zatroskaną miną.
Zaczęłam krzyczeć.Sama nie wiem,dlaczego..Z przerażenia..To wszystko zdawało się być takie realistyczne..Takie prawdziwe..To co czułam..
Serce,waliło mi jak oszalałe.Drżącą dłonią,dotknęłam swojego czoła.Gorące i spocone,pulsowało w tępię serca..Byłam cała mokra..Spojrzałam na swoje ręce.Nie było na nich,ani śladu krwi..
Jeszcze raz popatrzyłam na przyjaciela.Na jego ciele,również nie dostrzegłam czerwonej cieczy,ani ran.
Nie mogąc przestać wrzeszczeć,szamotałam się jak opętana..Mimo,że Pablo był cały,wciąż odczuwałam strach i niepokój.
-"A co jeśli,to też jest sen?Jeśli strażnicy jawy,mnie zwodzą?"
Zaprzeczeniem moich myśli,był uścisk Pabla.Mężczyzna,przytulił mnie delikatnie głaszcząc moją głowę.
Płakałam w jego ramię,cała się trzęsąc.
-"Już dobrze,Angie..Już dobrze..Jestem przy tobie..To był tylko zły sen..Już dobrze..-Szeptał mi do ucha.
Kojący głos przyjaciela,nieznacznie mnie uspokoił.
-Poczekaj,przyniosę ci wody.-Powiedział,chcąc uwolnić się z mojego uścisku.
-Nie!-Jęknęłam,połykając,ciągle napływające łzy.-Proszę,nie zostawiaj mnie!Nie odchodź!Tak cię potrzebuję!Przepraszam!-Wyrzucałam z siebie potok słów,kurczowo,trzymając Pabla,za szyję.W odpowiedzi,on przytulił mnie jeszcze mocniej.
-Ciii..Już w porządku..Już nic ci nie grozi..Nigdy cię nie zostawię..Zawsze możesz na mnie liczyć..
Mój przyjaciel za wszelką cenę,próbował mnie pocieszyć.Przez dłuższą chwilę,jego starania szły na marne.
Łkałam,zaciskając w pięści,kawałek koszulki Pabla.
W końcu,mężczyźnie udało się mnie uspokoić..Nie do końca,lecz jednak..
Ponownie,opadłam na łóżko,jednak,w dalszym ciągu,trzymałam Pabla za rękę.Tak mocno,że w dłoń,wbijałam mu paznokcie,na co on starał się nie reagować.
-Nie chcę wody..Tylko zostań..-Poprosiłam,biorąc głębokie oddechy,między połykaniem,już nie tak licznych łez.
-Zostanę.-Uśmiechną się ciepło,głaszcząc mnie po policzku i kładąc się obok mnie.
Oparłam się na piersi Pabla,który obejmował mnie ramieniem.Od czasu,do czasu,muskał ustami,moje czoło..
Przymknęłam powieki,próbując zasnąć.
Bezskutecznie..

-Angeles..Angeles..-Ktoś,śmiejąc się wołał moje imię..
Nie mogłam dostrzec tajemniczej osoby..Panowała ciemność..Jedynie nad moją głową,paliła się przyćmiewająca żarówka..
-Angeles..Gdzie jesteś?Nie chowaj się..Nie uciekniesz..
Mój oddech zaczął przyśpieszać..Poczułam przenikliwy chłód..Ruszyłam..Biegłam..Nie wiedziałam dokąd..Po prostu biegłam..
-Głupia..Nikt cię nie ochroni..Za późno..-Zlokalizowanie źródła,zgiełku również było niemożliwe..Głos dolatywał z dosłownie,każdej strony..
Przystanęłam..Byłam bosa..Rozchełstane włosy,opadały na białą,za dużą halkę...
-Kim jesteś?!-Krzyknęłam,resztkami sił..
-Kim jestem?-Powtórzyła zjawa.-Jestem twoim sumieniem..
-Odejdź!Zostaw mnie!
-Haha!To niemożliwe..Żyję w tobie!Jestem cały czas tuż obok..Nie poznajesz mnie,siostrzyczko?-W tym momencie,tuż przede mną pojawiła się..

-Maria!-Wrzasnęłam,zrywając się na równe nogi.

Kolejny koszmar..Jednak tym razem,za oknem,było już szarawo..Nastał świt..
-Maria?O czym ty mówisz..?-Powiedział Pablo,zaspanym głosem.
Znowu..Nie wiem,który raz z kolei,zalałam się łzami..Mój szloch nie ustawał.
-No chodź.-Mój przyjaciel,podszedł do mnie,biorąc mnie w ramiona..-To ci się tylko śniło..Nic z tego,nie wydarzyło się naprawdę..Jesteś bezpieczna..Połóż się..Za niedługo,będziemy musieli wstawać..Prześpij się jeszcze trochę..
Starałam się,spełnić "rozkaz" Pabla,ale tej nocy,nie zmrużyłam już oka.

___________________________________
Co się dzieje z Angie? ; )
Jak podoba się rozdział?
Piszcie! : *

Wiktoria

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 26


-Poczekaj!-Za wszelką cenę,starałam się dogonić Pabla.Biegłam i biegłam.Powoli,zaczynało brakować mi tchu..Jednak nie mogłam sobie pozwolić,na stracenie go z oczu.-Stój!
Mężczyzna,na komendę, odwrócił się do mnie i popatrzył smutnymi oczami.
Zbliżyłam się do niego..Zasapana,spoglądałam na jego kamienną twarz..
-Proszę,powiedz coś!-Mój głos,stawał się coraz bardziej błagalny.
Ale on milczał..Nawet nie patrzył mi w oczy..Tylko,gdzieś przed siebie..
Łzy,zaczęły spływać mi po policzkach..Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć..Jak wyjaśnić to wszystko..
-Nie chciałam cię zranić.-Całkiem się rozkleiłam.-Pablo!Słyszysz?!-Zaczęłam nim potrząsać.
Wtedy zrobiłam coś,czego w żaden sposób nie można wyjaśnić racjonalnie..Ja..Pocałowałam  go..Jednak ku mojemu zdziwieniu,on nie odwzajemnił pocałunku..Tylko mnie odepchną..
-Słyszę.-W końcu się odezwał.Nawet jego głos,był przesiąknięty smutkiem.-Kocham cię!Dałbym ci wszystko,czego byś pragnęła!Zrobiłbym wszystko,aby cię uszczęśliwić..Pomyśl o mnie!Każdego dnia,budzę się z myślą,jak byłoby,gdybyś leżała obok mnie..Zastanów się,co ty wyprawiasz..To twój szwagier ,Angie!Pomyśl o Marii!O tym,że twoja zmarła siostra,patrzy na ciebie z nieba,jak obściskujesz się z jej mężem!A teraz..Teraz się z nim zaręczasz!Jesteś z nim w ciąży!Pomyśl o Violetcie!Jak ci nie wstyd!?Wiem,że nie zrobiłaś tego celowo..Ale..Jednak..Nikt mnie jeszcze tak nie zawiódł..-Mówiąc to,mężczyzna,oddalił się w przeciwnym kierunku,zostawiając mnie samą..
Niejednokrotnie wyznawał mi miłość,a ja go odrzucałam,ale nie zdawałam sobie sprawy z tego,że tak bardzo to przeżywa..Poczułam się okropnie..Nasza przyjaźń wisiała na włosku..Miałam wrażenie,jakbym go..zabiła..
Wtedy,jakby z pod ziemi,pojawił się autobus.Pędził drogą,którą szedł mój przyjaciel..
Chciałam krzyczeć,ostrzec go,ale nie potrafiłam,wydobyć z siebie nawet najcichszego dźwięku..
Chciałam podbiec do niego,odepchnąć,ale nie mogłam się ruszyć..
Później słychać było już tylko przerażony krzyk przechodniów..
Nagle,poczułam,jakby ktoś spuścił mnie ze smyczy..W przypływie nagłej energii,popędziłam do przyjaciela.Leżał na środku jezdni,w kałuży,krwi,która plamiła moją liliową sukienkę,rozlewając się po bruku..Usiadłam obok niego i złapałam go za rękę..
-Pogotowie!Dzwońcie po pogotowie!-Wrzeszczałam do zebranych wokoło ludzi,lecz nikt mi nie odpowiadał.Ich oziębłe,niewzruszone twarze,powoli zaczęły zanikać i rozpływać się jak mgła..Niczym fata morgana..Zostałam sama.Pochylając się nad przyjacielem,zauważyłam,że,nie otaczały mnie już sklepy i stragany..Nie znajdowałam się na gwarnej ulicy..Teraz krajobrazem,była kamienna pustynia..Otulał mnie półmrok i kurz..Wciąż trzymałam Pabla za rękę,która teraz,była cała w czerwonej cieczy..Jego ciało,posiniało..
photo edited for free at www.pizap.comPo moich policzkach spływały krwiste łzy,które jako jedyne,odróżniały się swoim czerwonym kolorem,od szarej,reszty otoczenia..Wtem,rozległy się głosy.
-Zabiłaś go!Zabiłaś go!
-Jak ci nie wstyd?!
-Rozpacz i gorycz,go pochłonęły,a teraz doprowadzą cię do szaleństwa!
-Nikt ci nie pomoże!

Kolejny raz,miejsce,w którym się znajdowałam,uległo zmianie..
Tym razem stałam nad przepaścią,a obok mnie mama,German i Violetta.Nagle,moja siostrzenica,spadła z urwiska,w prost do morza..
-Violetta Castillo-denatka,zmarła przez niewdzięczną ciotkę,która odebrała jej ojca i zatarła pamięć o matce.
Następny był mój szwagier.
-German Castillo-denat,zmarł przez swoją żonę,która go okłamywała!Nie kochała..!
Przyszła kolej na moją mamę.
-Angelika Saramego-denatka,zmarła przez swoją córkę,która zapomniała o siostrze i zajęła jej miejsce przy mężu i dziecku..
-Nienarodzone dziecko-nie przyszło na świat,przez lekkomyślną matkę.
Wtem piski,jeszcze bardziej się uwyraźniły. 
Angeles Saramego-wyszła za swojego szwagra,męża swojej zmarłej siostry..Potargała dobre imię rodziny i zabiła jej członków.Wbiła im nóż w plecy..
-Morderczyni!-Przeraźliwe,szydercze śmiechy,sprawiały,że przez moje ciało,przechodziły tysiące ostrzy. 
Jakaś siła,ciągnęła mnie nad skraj przepaści,zmuszając do spoglądnięcia w dół.
Pomiędzy wzburzonymi falami,błądziły blade dłonie zmarłych..Z wody,wystawały kamienne skały..
Rozpętała się burza.Pioruny i błyskawice szalały,a ja stałam tak,usiłując,dostrzec,chociaż jeden,blady promyk na niebie.
Kątem oka,zerknęłam w bok.Tuż przy mnie,stała Maria..Jej białka i źrenice, były przeraźliwie ciemne.Od sinych ust i bladej twarzy,dzieliły mnie milimetry.Jej potargane,kruczoczarne włosy,rozwiewał silny wiatr.Odziana była,jedynie białą,postrzępioną szatą.
-Zgiń!-Zawołała,spychając mnie z urwiska.

Później już tylko leciałam...

___________________________-
I jak?^.^ Rozdział inny,niż wszystkie. :D
Więcej takich,czy nie? :)

Wiktoria

PS.Wkrótce,zaczynam współpracę z moją kochaną Ans!Wspólnie,będziemy prowadzić nowego bloga,pisanego oczami Germana.

Ale to nie znaczy,że porzucimy dotychczasowe strony! ;)) Posty tam..Ale,to gdy już założymy bloga. ;) Pod jutrzejszym rozdziałem najprawdopodobniej podam już linka do naszej wspólnej krainy wypocin! :)

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 25


-Masz rację..Powinnam odpocząć od Germana..-Powiedziałam do Pabla,stojąc w drzwiach pokoju.
Na twarzy mojego przyjaciela,zauważyłam lekki uśmiech.Mi jednak nie było wesoło..Sama zdecydowałam,że opuszczę dom Castillo,ale na swój sposób,bardzo to przeżywałam.Już nie samego Germana,ale rozstanie z Violettą.Ona mi nie wybaczy..
Do torby,wrzuciłam resztę swoich rzeczy i zeszłam na dół.Pablo,pomógł mi znieść bagaż ze schodów i po chwili,staliśmy już pod drzwiami..
Przy stole,w jadalni,siedział mój szwagier.Spotkanie było nieuniknione.
-Poczekaj w samochodzie.Olga nie wybaczyłaby mi,gdybym się nie pożegnała.-Nie wiem,dlaczego skłamałam i skierowałam się w kierunku Germana..On zrobił to samo..Jednak w ostatniej chwili,skręciłam do kuchni.Co,tak mnie do niego ciągnie..
-Olgo..Wiesz..Musimy się pożegnać..-Zaczęłam.
-No nie!Wyjeżdża pani na urlop i mnie tu zostawia samą z Jade!Wymiękła pani szybciej,ode mnie.-Zaśmiała się gosposia.-To w jakie egzotyczne miejsce się pani wybiera?
Nie śmiałam przerywać,beztroskiej przemowy Olgi,która ani na chwilę,nie przestała krzątać się po kuchni.Po cichu,opuściłam pomieszczenie i wyszłam.


Droga do mieszkania Pabla,zdawała się trwać w nieskończoność.Gdy dojechaliśmy na miejsce, mężczyzna, wskazał mi mój tymczasowy pokój.Nie mogłam zostać u niego na wieki..
Zamiast się rozpakować,położyłam się na łóżku i pogrążyłam w rozmyślaniach..Czy podjęłam słuszną decyzję?Czy szybko zacznę tego żałować?
-"Nie,Angie!Tak widocznie musiało być!Nie jesteście sobie przeznaczeni..Los chciał inaczej..To było nieprawdziwe.."
Na Ziemię,sprowadziło mnie pukanie.Do środka,wszedł mój przyjaciel.
-Jak się czujesz?-Zapytał z troską w głosie.
-Dobrze..-Tylko na tyle było mnie stać.
-A Ger..
-Jego nie ma i nigdy nie było.-Przerwałam.-Zwyczajnie,martwię się o Violę.Nie powiadomiłam jej,o wyprowadzce.Boje się,że będzie chciała słuchać moich wyjaśnień.
-Daj spokój,Angie.Violetta to bardzo mądra dziewczyna.Bardzo cię kocha,zrozumie.-Pablo,objął mnie ramieniem i pocałował w czubek głowy.-Odpocznij.Muszę jeszcze na chwilę,skoczyć do Studia.Jutro przedstawienie.-Powiedział mężczyzna,wychodząc.
Słuchając przyjaciela,wzięłam długą,relaksującą kąpiel,po czym,przebrana w piżamy,z ręcznikiem na głowie,usiadłam przed telewizorem.Przeskakiwałam z kanału,na kanał w poszukiwaniu,jakiegoś ciekawego programu.Nagle moją uwagę przykuł pewien film.Dałam głośniej,próbując skupić się na treści.
-"Skąd ja go znam..?"
Moje powieki,robiły się coraz bardziej ciężkie,raz po raz,opadając.Poczułam się niezwykle senna..
Wtedy nadeszło olśnienie.
Nudna fabuła,wszystko zdradziła..To ten sam film,który oglądałam z Germanem,gdy nie mogłam zasnąć..
Chcąc,nie chcąc,wspomnienia powracały.
-"On ma narzeczoną!To twój szwagier!Nigdy,nie byliście razem!Nie kochasz go!"-Moje myśli,były bezlitosne..
Ale..Czy na prawdę kochałam Germana?Czy on kochał mnie?Może pomylił miłość z bólem po stracie żony..Może po prostu,przypominałam mu Marię?
Sięgnęłam po komórkę i wybrałam numer Violetty.Po chwili,jednak,stchórzyłam i zdecydowałam się na jedynie sms'a.


                                                  Violu!
                                                                   Jest już wieczór.Zapewne jesteś już
                                                                   w domu i wiesz,czemu mnie w nim nie ma.
                                                                   Mam nadzieję,że nie masz mi tego za złe.
                                                                   Nie wiem,czy chcesz mnie widzieć i słuchać,
                                                                   dlatego do Ciebie piszę..
                                                                   Kocham Cię!
                                                                   Wypoczywaj!Jutro wielki dzień!
                                                                   Jeszcze raz:bardzo Cię kocham!♥
                                                                      
                                                                    Angie.

Nacisnęłam "wyślij" i wiadomość,powędrowała do mojej siostrzenicy.

Serce waliło mi,jak oszalałe,z obawy,o reakcję dziewczyny.
Mijały minuty..Po chwili,zmieniły się w godzinę..Następnie w dwie..
-"Może już śpi?"
Spojrzałam na zegarek.Dochodziła 23.Ja też powinnam się już położyć.
Zgasiłam telewizor i poszłam do swojego pokoju.
Zasypiając,słyszałam,jak w drzwiach,chrobocze klucz.
-"Wrócił Pablo."
Mężczyzna,wszedł do mojej sypialni,oślepiając mnie światłem,dobiegającym z korytarza.Wciąż miałam zamknięte oczy.Nie wiem,czy dlatego,że raziło mnie światło,czy chciałam,żeby myślał,że śpię.
Kroki,zmierzały w moją stronę.Pablo,pochylił się nade mną i okrył mnie kołdrą,delikatnie całując w skroń.Ja natomiast,ani drgnęłam.
-Cieszę się,że tutaj jesteś..Obiecałem sobie,że cię odzyskam i nie ustałem w dążeniu do celu.Kocham cię.-Szepną mi do ucha.
Gdy opuścił pomieszczenie,zaćwierkała moja komórka.
Szybko,chwyciłam telefon,zerkając na wyświetlacz,na którym widniał napis: "Masz 1 wiadomość".Kliknęłam "Czytaj"i moim oczom,ukazał się sms od Violetty.

                                                   Wszystko rozumiem.
                                                                    Ja też Cię kocham.
                                                                    Do jutra. ; *
                                                                     
                                                                    Violetta.


Uśmiechając się pod nosem,zasnęłam uspokojona.


_______________________
Mam przechlapane ? x__x
Proszę o konstruktywną opinię. ;))

Wiktoria

PS.Jeśli chodzi o nominację,to wszystko pojawi się jutro..Teraz,porostu konam..Wróciłam z dyskoteki i cała się trzęsę..Chyba mi odpadnie..wszystko..
Przepraszam za te opóźnienia! :)

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 24

Rozdział dedykuję mojej kochanej Anicie,która raczej nigdy tego nie przeczyta.



Wieczór spędziłam na przygotowywaniu się do musicalu.Nucąc "Como quieres",pakowałam teskty.
-"Dime lo que quieras y no me hagas llorar.No!Juegues conmigo me hagas ilusionar!*
Śpiewałam z coraz większym entuzjazmem i zaangażowaniem.
-Dime las palabras que digan la verdad.No!Prometas cosas que no van apasar!**
Zaczęła ogarniać mnie coraz większa wściekłość.
-"Jak German mógł na mnie naskakiwać bez powodu!?"-Pod wpływem nagłych emocji i narastającej złości,wybiegłam z pokoju wprost do gabinetu szwagra.
-Czy możesz mi w końcu wyjaśnić,o co ci chodzi?!-Krzyknęłam.
Mężczyzna gwałtownie poczerwieniał i pochmurniał.
-To ja zostawię was samych.-Nie zauważyłam,że w pomieszczeniu,znajdował się również Ramallo.
-Przepraszam.-Minął mnie.
-Co ja wyprawiam?!-Oburzył się,gdy Lisandro,opuścił pomieszczenie.
-Tak,ty!
Zrobiło mi się duszno,a obraz delikatnie się zakręcił.
-Angie!-German,złapał mnie,gdy lekko wzdrygnęłam,nie mogąc utrzymać się na miękkich nogach.
-Spokojnie,nie denerwuj się.-Posadził mnie na biurku.
-Puść..-Wyszeptałam,nie mając siły,na wydobycie z siebie głosu.
Jego twarz była taka przejęta..On sam lekko drgał..Zdaje się..ze strachu..Trzymając nie w ramionach,patrzył na mnie tak,jakbym zaraz miała się przewrócić..
Po chwili,wróciłam na Ziemię i uwolniłam się z uścisku szwagra.
Z niewielkim trudem,stanęłam na nogi,krzyżując ręce na piersiach.
-Ja już tak nie potrafię.-Wydyszałam.-O co ci..
W tym momencie "film mi się urwał".Poczułam,że lecę..


Kiedy otworzyłam oczy,ujrzałam zarys mężczyzny..Ciemna czupryna i granatowa koszula,wskazywały na to,że nade mną stoi German.
-Ja..
-Już dobrze.-Na swoich ustach,poczułam czyjeś wargi..
Ale ten pocałunek różnił się od dotychczasowych..Nie przeszły mnie dreszcze,nie poczułam przyjemnego ciepła..
Gdy obraz się wyostrzył,ujrzałam nie Germana,lecz..Pabla..Czyli, to on mnie całował..
Z niewiadomych przyczyn,poczułam zawód..Usta,których bliskości,tak pragnęłam,były poza moim zasięgiem..
-Jak się czujesz,kochanie?-Zapytał Pablo.
-Ymm..Dobrze..-Jednak w rzeczywistości,dokuczał mi ból głowy.
Chwila.Czy on,powiedział do mnie "kochanie"?
Rozejrzałam się dookoła.Leżałam w swoim pokoju.Kolejny raz czułam rozczarowanie..Gdy ostatnimi razy,"traciłam świadomość",budziłam się w sypialni szwagra..Czy zaczęło mi tego brakować..?
-Chodź,pomogę ci wstać.Już spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy.Po resztę,przyjdę jutro.
-Co?!-Zapytałam,zaskoczona.-Czyje rzeczy?Pablo,o czym ty mówisz?!
-Nie denerwuj się,skarbie.Przeprowadzisz się do mnie.
Zagotowało się we mnie.To było pytanie,czy stwierdzenie?Tak,czy tak,nie miałam najmniejszego zamiaru,mieszkać z Pablem.
-Skąd przyszedł ci do głowy pomysł,że opuszczę ten dom?-Zapytałam,zirytowana.
-Przecież ty i ja..
Oh,no tak.W porę,przypomniał sobie,o pocałunku.Diametralnie,spuściłam z tonu.
-Pablo..-Nadszedł ten moment.Przysiadłam na łóżku.-Posłuchaj..Ja nie mogę się stąd wyprowadzić..Violetta mnie potrzebuje..-Nie potrafiłam go zranić..Wiedziałam,że prawdą,sprawię mu ból.
-Angie,nie zostawię cię tu.Gdybym w porę nie przyszedł..-
-Właśnie.-Oprzytomniałam.-Co ty tu robisz?
-Chciałem porozmawiać..-Westchnął mój przyjaciel.-Wpuściła mnie gosposia i powiedziała,że się kłócicie.Kiedy wszedłem do gabinetu,leżałaś nieprzytomna,na jego fotelu..-Wyjaśnił,po czym odwrócił wzrok.Coś ukrywał..
-Nie mówisz mi wszystkiego..-Spojrzałam na niego z groźną miną,chociaż on i tak na mnie nie patrzył.-Pablo!
-Tak się stało,że..No,ja..Przyłożyłem mu..-Powiedział,zachrypniętym głosem.
To,co usłyszałam,uderzyło we mnie,niczym tornado-nagle i niespodziewanie.
Zakręciło mi się w głowie,ale szybko się pozbierałam i wybiegłam z pokoju.
-"German,pozwolił mu tu zostać?"
-Angie.-Usłyszałam cichy szept.
-Olgo!-Szybko,"zleciałam",po schodach.-Gdzie jest..-Nie musiałam kończyć.Przez uchylone drzwi,zobaczyłam szwagra,siedzącego w kuchni.Gdy podeszłam bliżej,spostrzegłam,że w ręce,trzyma zakrwawioną chusteczkę.
Cała złość,jaką żywiłam do szwagra,momentalnie wyparowała.
-Wszystko w porządku?
Na dźwięk mojego głosu,German,odwrócił się w moim kierunku.
-Chyba ja powinienem cię,o to zapytać.-Odrzekł.
Uśmiechnęłam się w duchu,na myśl,że odbyliśmy już kiedyś podobną konwersację.
-Pokaż.-Wzięłam,a raczej wyrwałam z jego dłoni chusteczkę,która odsłoniła,rozciętą wargę.
Delikatnie zmoczyłam kawałek materiału i zaczęłam osuwać ranę.
-Haha,może chciałbyś mnie teraz pocałować?-Zażartowałam,aby rozluźnić atmosferę.Zdziwiła mnie własna bezpośredniość..
-Bardzo.-Odpowiedział German z całkowitą powagą.
Moją twarz,oblał rumieniec.
-Gotowe.-Powiedziałam,delikatnie smarując kremem,dolną wargę.Następnie schowałam apteczkę i usiadłam na krześle,obok szwagra.
Chciałam w końcu,poznać powody,jego dziwnego zachowania.
-Czy..Możemy normalnie porozmawiać?-Zapytałam z nadzieją.-Nie chcę się kłócić.
-Tak..Hmm..Ja też nie..
-Więc?
-Tak?
-Wytłumaczysz mi,co w ciebie wstąpiło,ostatnimi dniami?
-Angie,jak możesz o to pytać?!-A miało być bez krzyków.
-Pytam,bo cię nie rozumiem..Najpierw mówisz mi..-"Kocham cię",nie chciało przejść mi przez gardło-różne rzeczy,a następnie,zaręczasz się z Jade!-Ponownie,zrobiło mi się słabo,lecz mimo to,jakoś ustawałam na nogach.
-"To",co ci powiedziałem to prawda.Ty nie byłaś ze mną szczera..Dlaczego nie powiedziałaś,że jesteś z Pablem?
-Kolejny raz ci powtarzam,że przed domem...
-Angie!A ja kolejny raz pytam:przed jakim domem?!Widziałem was przed Studiem..-Zatkało mnie..Pablo rzeczywiście mnie wtedy pocałował,ale..
-W dodatku zrobiłaś to umyślnie..Specjalnie mnie tam zwabiłaś,żebym zobaczył,jak się..No..Ja..Zrobiłbym dla ciebie wszystko,a ty..bawiłaś się moimi uczuciami..
Zabolały mnie jego słowa.Jak on mógł pomyśleć,że jestem taka podła..?Zdolna do takich rzeczy..
-Ja,przecież nie prosiłam cię o spotkanie.-W końcu się ocknęłam.
-Proszę..Zakończmy to..Nie udawaj..Dostałem od ciebie sms'a..Poza tym..
-Ale,jak to?Ja..-Próbowałam,wyplątać się z niezrozumiałej sytuacji,ale German i tak mnie nie słuchał.
-Wiesz..Najbardziej boli to,że nie potrafię przestać cię kochać..-Mówiąc to,mój szwagier,wyszedł z kuchni,pozostawiają za sobą,nikły zapach perfum.
Nagromadzona we mnie złość oraz gniew,sprawiły,że zdeterminowana,ruszyłam za odchodzącym mężczyzną.
-Nie uciekaj przede mną!-Wrzasnęłam,tak głośno,że pewnie,było mnie słychać w całym domu.
Mój krzyk najwyraźniej poskutkował,bo German zatrzymał się.
-Nie mam już siły..Na prawdę nie wiem,za co mnie tak znienawidziłeś..-German,stał do mnie odwrócony plecami.-Nie tak dawno,powiedziałeś..-Westchnęłam.-..Nieistotne..Skoro,nie umiemy dojść do porozumienia w takiej...sprawie,to może nawet lepiej,że nie jesteśmy razem.-Wiem,że wbiłam ostrze w jego serce.Sama również się raniłam.-Nie powinniśmy razem mieszkać..Dużo nas łączy,ale jeszcze więcej dzieli..Bardzo mi..przykro..Będę odwiedzać Violettę..-Nie wierzyłam w to,co mówię,ale nie było już odwrotu.Skierowałam się w stronę schodów..-Aha..-Przystanęłam.-Życzę ci szczęścia..z Jade..
German,wciąż stał do mnie tyłem..
Zupełnie zapomniałam,że w mojej sypialni,wciąż jest Pablo.Z miną zbitego psa,poszłam do swojego pokoju.

__________________________________
*Powiedz czego chcesz i ,nie prowokuj mnie do płaczu. Nie graj ze mną, robiąc mi złudzenie."
** Jak chcesz żebym cie kochała,jeśli kocham cie a ty.Nie chcesz żebym cie kochała ,tak jak chce cię kochać" 
Wiem,wiem,jestem już martwa. >.<
Ale,porównując ten rozdział z tym,który co prawda pojawi się w dalekiej przyszłości,ale jest już gotowy,to to to jest Niebo.^.^

Wiktoria