-"Eso es lo que fuimos, lo que nos pasó.*".-Drugi raz,tego samego dnia,zabrałam się za poszukiwanie ubrań na przedstawienie.Po krótkich zastanowieniach(co było spowodowane,ponaglaniem Pabla),nałożyłam na siebie czarne jeansy-rurki,biały top z delikatnymi falbanami u dołu,a na plecy,zarzuciłam marynarkę w kolorze spodni.Z torby,wygrzebałam ciemne buty i poprawiłam makijaż oraz,podkręciłam loki.Tak wystrojona,chwyciłam torebkę i teczkę i pobiegłam,do czekającego już w korytarzu Pabla.
-Hmm..Dziękuję..-Zająknęłam się,lekko speszona.
Pablo,chciał coś dodać,ale ja,szybkim ruchem,otworzyłam drzwi w celu,wyjścia.Idąc w ślad za mną,mój przyjaciel zrobił to samo i po zamknięciu mieszkania na klucz,zjechaliśmy windą na parter,a następnie,udaliśmy się do samochodu mężczyzny.
Droga do teatru,minęła w spokoju i ciszy,którą w pewnym momencie,przerwało radio,włączone przez Pabla.
Akurat,skończyła się piosenka i przyszedł czas na "Wiadomości".
-Dobry wieczór,państwu.-Mówił spiker.-Fakty na godzinę 17,zaczynamy od informacji o tragicznym wypadku,światowej klasy inżyniera i biznesmena,Germana Castillo.
-CO?!-Krzyknęłam,a Pablo gwałtownie zahamował.
W tle,słychać było,trąbienie innych uczestników ruchu.
-Biznesmen brał udział w karambolu dwóch aut,zderzonych czołowo,na skrzyżowaniu ulic św.Franciszka i Chopina ,kiedy to w jego samochód,uderzyła rozpędzona ciężarówka.-Kontynuował spiker,a mi robiło się coraz bardziej słabo-Policja mówi o drugiej ofierze,którą jest młoda kobieta,prawdopodobnie,córka Germana Castillo.Cały odcinek,na którym doszło do wypadku,został zablokowany.
Serce podskoczyło mi do gardła,a po rozżarzonych policzkach,zaczęły spływać łzy.
-Nie!Violetta!German..Dlaczego?!Nie!-Uderzałam pięściami,w umieszczony przede mną schowek i równocześnie kopać siedzenie.-Dlaczego..?!
Pablo siedział,jak zamurowany.W jego oczach też dostrzegłam łzy..Nawet starał się mnie uspokoić..
Szyby auto,zdobiły krople deszczu..Po chwili,lało jak z cebra.
Nie zważając na ulewę,odpięłam pas i wysiadłam z auta..Zaczęłam biec..Nie wiedziałam dokąd,ani po co..Pędziłam przed siebie,wykrzykując..Wkroczyłam na ulicę i usiadłam na jej środku,głośno szlochając..
Nagle zza zakrętu,wyjechała furgonetka..A ja nie miałam siły wstać..Nawet nie próbowałam..Nie chciałam..
Przymknęłam oczy..Nie czułam bólu..Powoli,otaczało mnie przyjemne ciepło..
-"Ostrzegałam!Podzielisz ich los!"-Obiło mi się o uszy,zanim całkowicie oddałam się światłu..
-Angie!Angeles!Obudź się!Jesteśmy na miejscu!
-Aaa!
Szybko się podniosłam,uderzając głową o coś twardego..
-Uważaj na dach.-Powiedział Pablo,wyciągając dłoń w moją stronę.
Rozejrzałam się wokoło.Siedziałam w samochodzie przyjaciela,zaparkowanym przed teatrem.
-Usnęłaś w drodze.-Wyjaśnił mężczyzna.-W porządku?
Zerknęłam na niego z przerażonymi oczami i rozdziawionymi ustami.
-Hm..Kolejny koszmar..-Pablo bezbłędnie,odgadł moje myśli.-Szamotałaś się,jak opętana..-Przytulił mnie,ocierając z mojej twarzy,resztki łez..Musiałam płakać przez sen.-Już dobrze.
Wysiadłam z samochodu i poczułam,że moje nogi,przypominają watę..Zaczęłam się uginać,lecz w porę,złapałam barierkę i głęboko oddychając,dochodziłam do siebie.
-Możesz iść?-Zapytał Pablo.
-Ttak..-Wydukałam,wciąż się trzęsąc.
W tym momencie,zobaczyłam,że na parking,podjeżdża czarny peugeot,z którego wysiada Violetta,a za nią German.
Jej widok,sprawił,że powróciłam do życia.
Zostawiając przyjaciela samego,przy podjeździe,popędziłam do dziewczyny.Już po chwili,przytulałam ją do siebie mocno.Nie chciałam jej puścić.Cieszyłam się,że jest cała i zdrowa.Że jej wypadek,był tylko wytworem mojej wyobraźni.
-Violu!-Przycisnęłam ją do siebie z całej siły.-Nic ci nie jest!
-Oj,Angie.Zaraz mnie udusisz.-Wyjąkała nastolatka.
-Przepraszam.Tak cię kocham.
-Wiem..Ale co niby miałoby mi być?-Zapytała zdziwiona.
-Och,nieważne..Mówię zapobiegawczo..Kocham cię..
-Powtarzasz się,ciociu.-Zaśmiała się Violetta.-Ja ciebie też..
W tym momencie,dołączył do nas German.
Popatrzyłam na niego,lekko oszołomiona.On też był w jednym kawałku.Poczułam chęć,rzucenia mu się w ramiona.Jego ciepłe,silne ramiona..Chciałam powiedzieć mu,jak bardzo się cieszę,że jest..Że..Że po prostu jest.
Szwagier,przyglądał nam się bacznie..Jego oczy,zdradziły,że cieszył się ze spotkania,lecz chyba wolał tego nie okazywać..Nie widzieliśmy się jeden dzień,a ja zdążyłam odczuć jego brak..
Jednak nie zapominając o swojej decyzji,jego słowach i kłótniach,wróciłam na Ziemię.
-Cześć,Angie.-Powiedział.Przy moim imieniu,głos mu się załamał.Powtarzało się to,ilekroć,wypowiadał "Angie".
-Witaj,Germanie.-Starałam się zachować obojętną twarz,lecz serce mi na to nie pozwalało..
-Dzień dobry.-Obok nas,pojawił się Pablo.-Chodźmy już,za 20 minut,rozpoczyna się przedstawienie.Violu,leć się przebrać!-Zakomenderował,życzliwie,spoglądając w stronę mojej siostrzenicy i jej ojca.
-Tak,chodźmy.-Powtórzyłam za przyjacielem,kierując się do głównych drzwi.
Ja i Pablo,udaliśmy się za kulisy,gdzie przygotowywali się aktorzy,natomiast German,zajął miejsce na widowni.
-No,kochani!-Zaczął Antonio.-Nadszedł ten dzień!Po długich i męczących przygotowaniach,w końcu,stajecie na wielkiej scenie,przed publicznością,aby zaprezentować swoje umiejętności.Pochwalić się swoim talentem!Jestem z was bardzo dumny,że wytrwale dążyliście,do celu,jakim było wystawienie tego spektaklu.Ci,którzy grają główne role i ci,którzy występują,jako postacie drugoplanowe..Ci którzy tańczą i ci którzy śpiewają...Odpowiedzialni za dekorację i rekwizyty i ci,którzy postarali się o reklamę-Wszyscy jesteście jednakowo ważni!Wszyscy,przyczyniliście się,do sukcesu,jaki niewątpliwie osiągniemy!"Nie mów "hop",zanim nie przeskoczysz?"Bzdura!Jestem z was,już teraz niezmiernie dumny,bo wiem,że włożycie w to całe swoje serce!Jestem pewny,że dacie z siebie wszystko i udowodnicie,że jesteście perfekcjonistami!Wierzę w was!Powodzenia!-Zakończył swoją przemowę,właściciel Studia.
Ja i Pablo,jedynie,posyłaliśmy uczniom,pełne optymizmu i zachęty uśmiechy.
-Zaczynamy!10 sekund!-Wykrzyczał mi do ucha,kierownik teatru.
_______________________
*Po hiszpańsku:"To,co nam było,co nam się zdarzyło."
Taka sobie trzydziestka.
Dziękuje za przeczytanie.
Wiktoria
Serce podskoczyło mi do gardła,a po rozżarzonych policzkach,zaczęły spływać łzy.
-Nie!Violetta!German..Dlaczego?!Nie!-Uderzałam pięściami,w umieszczony przede mną schowek i równocześnie kopać siedzenie.-Dlaczego..?!
Pablo siedział,jak zamurowany.W jego oczach też dostrzegłam łzy..Nawet starał się mnie uspokoić..
Szyby auto,zdobiły krople deszczu..Po chwili,lało jak z cebra.
Nie zważając na ulewę,odpięłam pas i wysiadłam z auta..Zaczęłam biec..Nie wiedziałam dokąd,ani po co..Pędziłam przed siebie,wykrzykując..Wkroczyłam na ulicę i usiadłam na jej środku,głośno szlochając..
Nagle zza zakrętu,wyjechała furgonetka..A ja nie miałam siły wstać..Nawet nie próbowałam..Nie chciałam..
Przymknęłam oczy..Nie czułam bólu..Powoli,otaczało mnie przyjemne ciepło..
-"Ostrzegałam!Podzielisz ich los!"-Obiło mi się o uszy,zanim całkowicie oddałam się światłu..
-Angie!Angeles!Obudź się!Jesteśmy na miejscu!
-Aaa!
Szybko się podniosłam,uderzając głową o coś twardego..
-Uważaj na dach.-Powiedział Pablo,wyciągając dłoń w moją stronę.
Rozejrzałam się wokoło.Siedziałam w samochodzie przyjaciela,zaparkowanym przed teatrem.
-Usnęłaś w drodze.-Wyjaśnił mężczyzna.-W porządku?
Zerknęłam na niego z przerażonymi oczami i rozdziawionymi ustami.
-Hm..Kolejny koszmar..-Pablo bezbłędnie,odgadł moje myśli.-Szamotałaś się,jak opętana..-Przytulił mnie,ocierając z mojej twarzy,resztki łez..Musiałam płakać przez sen.-Już dobrze.
Wysiadłam z samochodu i poczułam,że moje nogi,przypominają watę..Zaczęłam się uginać,lecz w porę,złapałam barierkę i głęboko oddychając,dochodziłam do siebie.
-Możesz iść?-Zapytał Pablo.
-Ttak..-Wydukałam,wciąż się trzęsąc.
W tym momencie,zobaczyłam,że na parking,podjeżdża czarny peugeot,z którego wysiada Violetta,a za nią German.
Jej widok,sprawił,że powróciłam do życia.
Zostawiając przyjaciela samego,przy podjeździe,popędziłam do dziewczyny.Już po chwili,przytulałam ją do siebie mocno.Nie chciałam jej puścić.Cieszyłam się,że jest cała i zdrowa.Że jej wypadek,był tylko wytworem mojej wyobraźni.
-Violu!-Przycisnęłam ją do siebie z całej siły.-Nic ci nie jest!
-Oj,Angie.Zaraz mnie udusisz.-Wyjąkała nastolatka.
-Przepraszam.Tak cię kocham.
-Wiem..Ale co niby miałoby mi być?-Zapytała zdziwiona.
-Och,nieważne..Mówię zapobiegawczo..Kocham cię..
-Powtarzasz się,ciociu.-Zaśmiała się Violetta.-Ja ciebie też..
W tym momencie,dołączył do nas German.
Popatrzyłam na niego,lekko oszołomiona.On też był w jednym kawałku.Poczułam chęć,rzucenia mu się w ramiona.Jego ciepłe,silne ramiona..Chciałam powiedzieć mu,jak bardzo się cieszę,że jest..Że..Że po prostu jest.
Szwagier,przyglądał nam się bacznie..Jego oczy,zdradziły,że cieszył się ze spotkania,lecz chyba wolał tego nie okazywać..Nie widzieliśmy się jeden dzień,a ja zdążyłam odczuć jego brak..
Jednak nie zapominając o swojej decyzji,jego słowach i kłótniach,wróciłam na Ziemię.
-Cześć,Angie.-Powiedział.Przy moim imieniu,głos mu się załamał.Powtarzało się to,ilekroć,wypowiadał "Angie".
-Witaj,Germanie.-Starałam się zachować obojętną twarz,lecz serce mi na to nie pozwalało..
-Dzień dobry.-Obok nas,pojawił się Pablo.-Chodźmy już,za 20 minut,rozpoczyna się przedstawienie.Violu,leć się przebrać!-Zakomenderował,życzliwie,spoglądając w stronę mojej siostrzenicy i jej ojca.
-Tak,chodźmy.-Powtórzyłam za przyjacielem,kierując się do głównych drzwi.
Ja i Pablo,udaliśmy się za kulisy,gdzie przygotowywali się aktorzy,natomiast German,zajął miejsce na widowni.
-No,kochani!-Zaczął Antonio.-Nadszedł ten dzień!Po długich i męczących przygotowaniach,w końcu,stajecie na wielkiej scenie,przed publicznością,aby zaprezentować swoje umiejętności.Pochwalić się swoim talentem!Jestem z was bardzo dumny,że wytrwale dążyliście,do celu,jakim było wystawienie tego spektaklu.Ci,którzy grają główne role i ci,którzy występują,jako postacie drugoplanowe..Ci którzy tańczą i ci którzy śpiewają...Odpowiedzialni za dekorację i rekwizyty i ci,którzy postarali się o reklamę-Wszyscy jesteście jednakowo ważni!Wszyscy,przyczyniliście się,do sukcesu,jaki niewątpliwie osiągniemy!"Nie mów "hop",zanim nie przeskoczysz?"Bzdura!Jestem z was,już teraz niezmiernie dumny,bo wiem,że włożycie w to całe swoje serce!Jestem pewny,że dacie z siebie wszystko i udowodnicie,że jesteście perfekcjonistami!Wierzę w was!Powodzenia!-Zakończył swoją przemowę,właściciel Studia.
Ja i Pablo,jedynie,posyłaliśmy uczniom,pełne optymizmu i zachęty uśmiechy.
-Zaczynamy!10 sekund!-Wykrzyczał mi do ucha,kierownik teatru.
_______________________
*Po hiszpańsku:"To,co nam było,co nam się zdarzyło."
Taka sobie trzydziestka.
Dziękuje za przeczytanie.
Wiktoria



