Przestraszona natychmiast poderwałam się do pozycji siedzącej, w pokoju było jeszcze ciemno, a na tle granatowego nieba górował blady już księżyc. Z biciem serca wysunęłam drżącą stopę spod kołdry, czując jak chłód zimnych paneli, rozchodzi się po moim ciele.
Nie do końca obudzona miałam wrażenie, jakbym lewitowała, snując się po krainie Morfeusza. Stopniowo moje oczy oswoiły się z ciemnością , wyodrębiając napotkane przedmioty. Po omacku dostałam się na koniec korytarza, gdzie przymróżywszy oczy ujrzałam Germana, wychodzącego z kuchni. Znowu się wymykał..
- Nie tym razem.. - Mruknęłam wracając do sypialni.
Tam w ekspresowym tempie ubrałam dresy, a na plecy zarzuciłam jeansową kurtkę, po czym równie szybko, aczkolwiek ostrożnie i po cichu zbiegłam na dół. Drzwi wyjściowe właśnie się zamykały. Odczekałam bezpieczną chwilę i również opuściłam willę. Mężczyzna wychodził z posesji.
Nad choryzontem widać było pierwsze promienie słońca, rozciągające błękitną zasłonę. Temperatura wciąż była niska, dlatego opuściłam zakasane rękawy bluzy i schowałam ręce do kieszeni.
- "Paranoja, szpieguję własnego faceta.. "- Przeszło mi przez myśl.
Starałam się zachować odpowiedni dystans za Germanem, aby nie zostać zdemaskowaną. Mimo, iż czułam się niezręcznie, wiedziałam, że muszę dowiedzieć się, o co chodzi.
Minęliśmy główną aleję i park, droga, którą zmierzaliśmy wydawała mi się znajoma. Z każdym krokiem nabierałam coraz więcej podejrzeń, które nieuchronnie się potwierdziły. Kilka minut później stałam przed cmentarną bramą, prowadzącą w owiane ciszą i pustką miejsce. Wiedziałam już, dlaczego tu jestem..
Ogarnął mnie lęk i dziwny niepokój. Nigdy nie lubiłam cmentarzy, wywołujących na moim ciele gęsią skórkę. Nic więc dziwnego, że o wczesnym poranku, gdy zakątki Buenos Aires powił jeszcze sen, obleciał mnie strach.
Wstrzymałam oddech, przekraczając pordzewiałą bramę. Na wielu grobach pośród wiązanek paliły się znicze, przypominające o tęsknocie zrozpaczonych rodzin.
Cmentarz mieścił się na rozległej równinie przy obrzeżach miasta. Trudno było uwierzyć, jak tyle ludzi odeszło w niepamięć, ile zniknęło na szalach czasu. Teraz zostały tylko kamienne płyty z wyrytymi nazwiskami.
Szłam powoli, niepewnie stawiając kroki, jakbym dopiero uczyła się chodzić. W pewnym momencie minęłam ścieżkę prowadzącą do miejsca, gdzie niespełna dwa tygodnie temu gościłam. Parenaście metrów dalej widniał maleńki grób, na którym tliły się cztery świeczki. Poczułam, że robi mi się niedobrze na myśl, że gdzieś tam pod ziemią bezwładnie spoczywa delikatne ciało chłopca, którego miałam za własnego syna. Szybko odwróciłam głowę, wodząc wzrokiem za Germanem. W końcy pomiędzy wysokimi pomnikami wyodrębniła się ludzka sylwetka, tak mi znajoma. Mężczyzna stał pod modrzewiem, wpatrując się w szaro-czarny nagrobek. Nie wydawał się być zdziwiony moją obecnością, przeciwnie - jego twarz wyrażała jedynie głęboką zadumę.
- Co tu robisz? - Odezwałam się pierwsza.- O to samo powinienem zapytać ciebie. - Rzucił bez cienia emocji. - Wiedziałem, że za mną idziesz.
- "Wiedział, a jednak nie próbował się bronić.. " - Pomyślałam.
Wlepiłam wzrok w buty, wsłuchując się w ciszę, któa zapanowała między mną, a Germanem. Choć chciałam stąd uciec, jakaś siła sprawiała, że wciąż pozozstawałam w bezruchu.
Inżynier poczerwieniałymi ślepiami, pusto obserwował znajdujący się przed nami obiekt.
Poczułam, jakby niewidzialny oszczep przeszył moje ciało. Z niewiadomych powodów towarzyszyły mu też łzy, które napłynęły do moich oczu. Byłam bezsilna wobec zachowania Germana, miałam świadomość, że nic więcej nie mogę zrobić, niemoc i przepaść, która nas dzieliła były zbyt duże.
Doskonale też zdawałam sobie sprawę z tego, że nigdy nie będę dla niego tą jedyną, lecz mimo to, rzuciłam się w pełen nieprzewidywalnych zwrotów akcji związek. Długo wahałam się na pojednanie ze swoimi uczuciami, wygrało serce. Ale czy serce Germana było równie czyste?Jemu na prawdę jej brakowała i sama przed sobą musiałam przyznać się, kto pozostanie jego jedyną miłością. Kochał, ją mimo upływu czasu. A ja? Ja mu ją tylko przypominałam..
* * *
Mijały tygodnie, przez które wiele rzeczy uległo diametralnym zmianom, odczuwalnym przez każdego.
Od incydentu na cmentarzu moich relacji z Germanem również dosięgły zmiany. Pewne szczegóły uświadomiły mi, jak bardzo się myliłam. Wystąpiły wątpliwości: Czy na prawdę go kocham? Czy nasz związek ma przyszłość?
W tamtych chwilach były to pytania za sto punktów. W duchu karciłam się za sceptyczne myśli, lecz one ciągle powracały.
Czułam, że z każdym dniem coraz bardziej oddalam się od Germana. Patrząc na niego miałam wrażenie, że żyję obok obcego człowieka. Co rusz stawał mi się bardziej nieznajomy.
Milczące dni kolejno przekształcały się w tygodnie, a te w miesiąc zapisany, jako wspomnienie chłodu.
Z szafy wyłowiłam czarną marynarkę, smuto rzucając okiem na żółtą sukienkę, w której niegdyś tak zachwalał mnie German. Po chwili wahania odrzuciłam trzymany naręcz ubrań i nałożyłam wiszący ciuch.
- Chyba przytyłam.. - Mruknęłam do siebie, obracając się przed lustrem. Sukienka była lekko ciasna i uwydatniała mój podkreślony brzuch.
- Dla mnie zawsze będziesz piękna.. - Usłyszałam za sobą męską chrypkę, a chwilę potem na moich ramionach spoczęły silne dłonie.
Poczułam, jak German muska swoimi ciepłymi ustami mój dziwnie chłodny policzek, a następnie przenosi je na szyję. Mimowolnie przymknęłam oczy, poddając się rozkoszy.
- Tak łatwo dajesz się oszukać fantazji, Angeles.. - Nagły chichot przywołał mnie na ziemię. Odbicie Germana w lusterku rozpłynęło się, za to na jego miescu pojawiła się sylwetka Czarka. Chłopiec patrzył na mnie ze złoścliwym uśmiechem.
- Dlaczego to robisz?
- Żeby udowodnić ci, jaka jesteś słaba. - Rzucił bez cienia przejęcia. - Zupełnie jak ta ośmioletnia Agnes..
- Nikt tak już do mnie nie mówi. - Broniłam się.
- A jednak pamiętasz swoją dawną ksywkę.
- Raczej uciążliwe przezwisko.
- Daj spokój, Angeles.. Jesteś tą samą dziewczynką, co kiedyś, zawsze nią będziesz, nie wypieraj się przeszłości.
W chwili, gdy chciałam wysunąć kontrargumenty chłopiec zniknął, zupełnie, jak przed minutą widmo inżyniera.
Ogarnięta dziwnym lękiem pośpiesznie przebrałam się w miętowe rurki, biały t-shirt i niedawno trzymaną marynarkę, po czym udałam się do Studia.
Idąc przez park zauważyłam Pablo, odpoczywającego na ławce przy głównej alei. O ile jego sylwetka była mi znana, kobieta towarzysząca mu wydała się obca. Z każdym krokiem, podchodząc bliżej w mojej pamięci odświeżał się wygląd kelnerki z resteuracji, do której jakiś czas temu zabrał mnie dyrektor Studia.
- Dzień dobry. - Zawołałam, stając przed ławką. Momentalnie kobieta i Pablo oderwali się od siebie, a ich twarze pokryły rumieńce.
- Angie.. Cześć.. - Wybełkotał mężczyzna. - Ee, przedstawiam ci Monicę. Moją.. znajomą. Monica, poznaj Angie.
Kątem oka zauważyłam zmieszanie nowo poznanej towarzyszki Pablo, a także jej lekką irytację.
Wymieniając spojrzenia, podałyśmy sobie dłonie. Wtedy dokładniej mogłam przyjżeć się kobiecie. Właściwie to wyglądała zupełnie tak samo, jak ją zapamiętałam. Większą uwagę wzbudził za to jej szeroki i szczery uśmiech. Wydawała się być tak optymistycznie nastawiona do świata. Choć jej nie znałam, przszło mi przez myśl, że Pablo mógłby być z nią szczęśliwy.
- Idziesz do Studia? - Zwróciłam się do mężczyzny.
- Mam jeszcze parę rzeczy do załatwienia.
- Rozumiem. - Posłałam mu znaczące spojrzenie. - W takim razie do zobaczenia! Miło było cię poznać. - Skinęłam głową w stronę Monici, po czym udałam się w dalszą drogę do Studia.
W szkole, jak zwykle panował harmider. Kiedy weszłam akurat rozbrzmiał dzwonek, dlatego korytarz wypełniły dziesiątki roześmianych nastolatków. Lubiłam ten przyjazny gwar, choć niekiedy wydawał się uciążliwy, to właśnie on dawał natchnienie do życia i napawał pozytywną energią. Sama praca z młodzieżą, obserwowanie ich postępów, radość z sukcesów dawała mi wiele satysfakcji. Przez wiele lat poznałam tu mnóstwo utalentowanych osób, od których również wiele się nauczyłam. Nabywając nowych doświadczeń robiłam to, co kocham.
- Ty ciamajdo, patrz jak łazisz!
Z pokoju nauczycielskiego słychać było krzyki Gregorio. Każdy musiał przyznać, że był on wyjątkowym nauczycielem. Doskonale wiedziałam, że mimo, iż z zewnątrz nienawidził otaczających go ludzi, był dobrym człowiekiem. Bez niego i porannych wrzasków Studio z pewnością nie byłoby takie samo.
- Prze-przepraszam. - Tym razem rozpoznałam głos Beto.
On także zasługiwał na medal za oryginalność. Kto inny umiałby rozbawić w najczarniejszy dzień? Był uśmiechem całej szkoły.
Po cichu zgarnęłam dziennik, zmierzając do swojej klasy, aby nie narazić się na uszczypliwe docinki Jackie. Możnaby powiedzieć, że przypominała Gregoria, chociaż skoro Pablo ją kochał.. Wierzyłam, że podobnie, jak jej taneczny partner ma w sobie cząstkę dobra.
Do sali śpiewu weszłam równo z dzwonkiem, uczniowie siedzieli już na miejscach, a gdy weszłam posłusznie umilkli.
- Dobrze, kochani. Dzisiaj zajmiemy się pracą domową sprzed dwóch tygodni. - Mówiąc to czarnym mazakiem zakreśliłam na tablicy napis END. - Kto jako pierwszy ma ochotę się zaprezentować?
W górę poszybowały ręce Naty i Maxiego. Przygotowali duet.
- "Remember those walls I bulit,
Well baby they tumbling down.
And they didn't even put up a fight.
They didn't even make a sound.. "
Chłopak z niezwykłym uczuciem przekazywał treść piosenki, wczuwając się w jej sens.
- " I found a way to let you in,
But i Never really had a doubt.
Standing in the light of your halo.
I got my angel now.."
Tym razem pałeczkę przejęła Natalia. Byłam pod wrażeniem jej odważnej barwy, doskonale współgrającej z głosem Maxiego. Gdy wspólnie zakończyli piosenkę słowami halo, rozległy się gromkie brawa. Wszyscy byli pod ogromnym wrażeniem ich wysiłku.
Jako drudzy wystąpili Federico i Lena, następnie solo zaśpiewała Ludmiła, Violetta z Andresem i Francesca z Marco. Ostatnia para podobnie, jak wokal Maxiego i Naty zapadł w pamięcie wszystkim zebranym. Dwójka wykonałą utwór "No Lo Beses", wzbudzając na ciele uczniów falę dreszczy.
- "Que ha llegado el momento en que quieres volar.
Comparar ostros besos y formas de amar,
Soy humano y lo entiendo.
No detengo tus anhelos de probar tu libertad.."
Zastygając, zagłębiłam się w treść utworu. Historia, którą autor przekazywał była taka prawdziwa, pełna cierpienia, ale i uczucia, emocji idealnie przekazanych przez parę.
- Dziękuję wszystkim, należą się wam wielkie gratulacje. Doskonale wykonaliście zadanie, jestem z was dumna. Teksty piosenek, które wybieraliście dokładnie oddawały to, o czym mówiłam na poprzednich zajęciach. Wszystko kiedyś nieuchronnie się kończy, lata przemijają, aby w końcu pozostały z nami tylko wspomnienia, dlatego powinniśmy zadbać, aby były jak najpiękniejsze.
Gdy skończyłam mówić ryk dzwonka zakończył lekcje. Zadowoleni uczniowie powoli opuścili klasę, natomiast ja podobnie, jak przed minutami Francesca i Marco, podeszłam do fortepianu. Łagodne dźwięki tego instrumentu zawsze mnie uspokajały, tak było i teraz. Delikatne nuty zdawały się rozejść po moim ciele, kojąco łagodząc wewnętrzne obrażenia. Nieświadoma tego, co wykonuję, bezmyślnie stukałam palcami o klawisze, plącząc tonacje. W pewnym momencie kilkakrotnie powtórzyłam układ, który rozbrzmiał, aż w końcu zdecydowałam się go zapisać. Podobnie poszło z następnymi fragmentami, tworzącego się utworu.
Minuty mijały, a ja tworzyłam zupełnie nową, muzyczną historię, oddając się dźwiękom instrumentu.
Dopiero wieczorem odczułam zmęczenie po całym dniu. Ziewając, ledwo doczłapałam do sypialni, wpadając przy tym na wszystkie napotkane ściany. Moje łóżko było puste, dlatego mogłam pozwolić sobie na śmiałe rozwalenie się na całej jego objętości. Mimo wolnej dla mnie przestrzeni, brakowało mi ciepłego uścisku Germana. Sama nie wiedziałam, kiedy uzależniłam się od jego obecności. W gruncie rzeczy bardzo mnie uspokajała, dawała poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji.
Stopniowo czułam, jak całe zmęczenie znika. Leżąc godzinami, wpatrywałam się w napis na suficie, który niegdyś wykonał dla mnie German (Rozdział 51). "Miłość jest zawsze chaotyczna(...)" - dudniło mi w głowie.
Nazajutrz po skończonej pracy udałam się na grób Javiera. Od pogrzebu nie przyszłam tu ani razu, choć targały mną wyrzuty sumienia.
Na kamiennej płycie spoczywał pluszowy piesek, którego kilka miesięcy wcześniej podarowałam chłopcu w szpitalu. Zabawkowy przyjaciel toważyszył mu nawet po śmierci.
Drżącą ręką ujęłam pluszaka. Materiał, z którego uszyty był miś znacznie poszarzał, a w okolicach brzucha podarł się, ukazując kłębki waty. Na zabawkę opadła łza. Najpierw jedna, później druga. Szybko dogoniły je kolejne. Ostatnimi czasy przyzwycziłam się do płaczu, bólu, tęsknoty. Te uczucia zdawały być się nieodzowną częścią mnie, jakby już na zawsze miały pozostać gdzieś obok.
Kolejne wspomnienia przebiegały mi przed oczami w szaleńczym tempie. Nie mogłam znieść kopii scen, które rozgrywały się w mojej głowie. W jednej chwili miałam wszystko, a zaraz potem zostałam z niczym. Ukartowana gra losu.
A może tak miało być? Może to właśnie było mi pisane? Dotknięcie nieba i bolesny spadek w dół? Choć ostatnie wydarzenia mocno zamąciły mi w głowie, wiedziałam już, co powinnam była zrobić.
W tamtych chwilach były to pytania za sto punktów. W duchu karciłam się za sceptyczne myśli, lecz one ciągle powracały.
Czułam, że z każdym dniem coraz bardziej oddalam się od Germana. Patrząc na niego miałam wrażenie, że żyję obok obcego człowieka. Co rusz stawał mi się bardziej nieznajomy.
Milczące dni kolejno przekształcały się w tygodnie, a te w miesiąc zapisany, jako wspomnienie chłodu.
Z szafy wyłowiłam czarną marynarkę, smuto rzucając okiem na żółtą sukienkę, w której niegdyś tak zachwalał mnie German. Po chwili wahania odrzuciłam trzymany naręcz ubrań i nałożyłam wiszący ciuch.
- Chyba przytyłam.. - Mruknęłam do siebie, obracając się przed lustrem. Sukienka była lekko ciasna i uwydatniała mój podkreślony brzuch.
- Dla mnie zawsze będziesz piękna.. - Usłyszałam za sobą męską chrypkę, a chwilę potem na moich ramionach spoczęły silne dłonie.
Poczułam, jak German muska swoimi ciepłymi ustami mój dziwnie chłodny policzek, a następnie przenosi je na szyję. Mimowolnie przymknęłam oczy, poddając się rozkoszy.
- Tak łatwo dajesz się oszukać fantazji, Angeles.. - Nagły chichot przywołał mnie na ziemię. Odbicie Germana w lusterku rozpłynęło się, za to na jego miescu pojawiła się sylwetka Czarka. Chłopiec patrzył na mnie ze złoścliwym uśmiechem.
- Dlaczego to robisz?
- Żeby udowodnić ci, jaka jesteś słaba. - Rzucił bez cienia przejęcia. - Zupełnie jak ta ośmioletnia Agnes..
- Nikt tak już do mnie nie mówi. - Broniłam się.
- A jednak pamiętasz swoją dawną ksywkę.
- Raczej uciążliwe przezwisko.
- Daj spokój, Angeles.. Jesteś tą samą dziewczynką, co kiedyś, zawsze nią będziesz, nie wypieraj się przeszłości.
W chwili, gdy chciałam wysunąć kontrargumenty chłopiec zniknął, zupełnie, jak przed minutą widmo inżyniera.
Ogarnięta dziwnym lękiem pośpiesznie przebrałam się w miętowe rurki, biały t-shirt i niedawno trzymaną marynarkę, po czym udałam się do Studia.
Idąc przez park zauważyłam Pablo, odpoczywającego na ławce przy głównej alei. O ile jego sylwetka była mi znana, kobieta towarzysząca mu wydała się obca. Z każdym krokiem, podchodząc bliżej w mojej pamięci odświeżał się wygląd kelnerki z resteuracji, do której jakiś czas temu zabrał mnie dyrektor Studia.
- Dzień dobry. - Zawołałam, stając przed ławką. Momentalnie kobieta i Pablo oderwali się od siebie, a ich twarze pokryły rumieńce.
- Angie.. Cześć.. - Wybełkotał mężczyzna. - Ee, przedstawiam ci Monicę. Moją.. znajomą. Monica, poznaj Angie.
Kątem oka zauważyłam zmieszanie nowo poznanej towarzyszki Pablo, a także jej lekką irytację.
Wymieniając spojrzenia, podałyśmy sobie dłonie. Wtedy dokładniej mogłam przyjżeć się kobiecie. Właściwie to wyglądała zupełnie tak samo, jak ją zapamiętałam. Większą uwagę wzbudził za to jej szeroki i szczery uśmiech. Wydawała się być tak optymistycznie nastawiona do świata. Choć jej nie znałam, przszło mi przez myśl, że Pablo mógłby być z nią szczęśliwy.
- Idziesz do Studia? - Zwróciłam się do mężczyzny.
- Mam jeszcze parę rzeczy do załatwienia.
- Rozumiem. - Posłałam mu znaczące spojrzenie. - W takim razie do zobaczenia! Miło było cię poznać. - Skinęłam głową w stronę Monici, po czym udałam się w dalszą drogę do Studia.
W szkole, jak zwykle panował harmider. Kiedy weszłam akurat rozbrzmiał dzwonek, dlatego korytarz wypełniły dziesiątki roześmianych nastolatków. Lubiłam ten przyjazny gwar, choć niekiedy wydawał się uciążliwy, to właśnie on dawał natchnienie do życia i napawał pozytywną energią. Sama praca z młodzieżą, obserwowanie ich postępów, radość z sukcesów dawała mi wiele satysfakcji. Przez wiele lat poznałam tu mnóstwo utalentowanych osób, od których również wiele się nauczyłam. Nabywając nowych doświadczeń robiłam to, co kocham.
- Ty ciamajdo, patrz jak łazisz!
Z pokoju nauczycielskiego słychać było krzyki Gregorio. Każdy musiał przyznać, że był on wyjątkowym nauczycielem. Doskonale wiedziałam, że mimo, iż z zewnątrz nienawidził otaczających go ludzi, był dobrym człowiekiem. Bez niego i porannych wrzasków Studio z pewnością nie byłoby takie samo.
- Prze-przepraszam. - Tym razem rozpoznałam głos Beto.
On także zasługiwał na medal za oryginalność. Kto inny umiałby rozbawić w najczarniejszy dzień? Był uśmiechem całej szkoły.
Po cichu zgarnęłam dziennik, zmierzając do swojej klasy, aby nie narazić się na uszczypliwe docinki Jackie. Możnaby powiedzieć, że przypominała Gregoria, chociaż skoro Pablo ją kochał.. Wierzyłam, że podobnie, jak jej taneczny partner ma w sobie cząstkę dobra.
Do sali śpiewu weszłam równo z dzwonkiem, uczniowie siedzieli już na miejscach, a gdy weszłam posłusznie umilkli.- Dobrze, kochani. Dzisiaj zajmiemy się pracą domową sprzed dwóch tygodni. - Mówiąc to czarnym mazakiem zakreśliłam na tablicy napis END. - Kto jako pierwszy ma ochotę się zaprezentować?
W górę poszybowały ręce Naty i Maxiego. Przygotowali duet.
- "Remember those walls I bulit,
Well baby they tumbling down.
And they didn't even put up a fight.
They didn't even make a sound.. "
Chłopak z niezwykłym uczuciem przekazywał treść piosenki, wczuwając się w jej sens.
- " I found a way to let you in,
But i Never really had a doubt.
Standing in the light of your halo.
I got my angel now.."
Tym razem pałeczkę przejęła Natalia. Byłam pod wrażeniem jej odważnej barwy, doskonale współgrającej z głosem Maxiego. Gdy wspólnie zakończyli piosenkę słowami halo, rozległy się gromkie brawa. Wszyscy byli pod ogromnym wrażeniem ich wysiłku.
Jako drudzy wystąpili Federico i Lena, następnie solo zaśpiewała Ludmiła, Violetta z Andresem i Francesca z Marco. Ostatnia para podobnie, jak wokal Maxiego i Naty zapadł w pamięcie wszystkim zebranym. Dwójka wykonałą utwór "No Lo Beses", wzbudzając na ciele uczniów falę dreszczy.
- "Que ha llegado el momento en que quieres volar.
Comparar ostros besos y formas de amar,
Soy humano y lo entiendo.
No detengo tus anhelos de probar tu libertad.."
Zastygając, zagłębiłam się w treść utworu. Historia, którą autor przekazywał była taka prawdziwa, pełna cierpienia, ale i uczucia, emocji idealnie przekazanych przez parę.
- Dziękuję wszystkim, należą się wam wielkie gratulacje. Doskonale wykonaliście zadanie, jestem z was dumna. Teksty piosenek, które wybieraliście dokładnie oddawały to, o czym mówiłam na poprzednich zajęciach. Wszystko kiedyś nieuchronnie się kończy, lata przemijają, aby w końcu pozostały z nami tylko wspomnienia, dlatego powinniśmy zadbać, aby były jak najpiękniejsze.
Gdy skończyłam mówić ryk dzwonka zakończył lekcje. Zadowoleni uczniowie powoli opuścili klasę, natomiast ja podobnie, jak przed minutami Francesca i Marco, podeszłam do fortepianu. Łagodne dźwięki tego instrumentu zawsze mnie uspokajały, tak było i teraz. Delikatne nuty zdawały się rozejść po moim ciele, kojąco łagodząc wewnętrzne obrażenia. Nieświadoma tego, co wykonuję, bezmyślnie stukałam palcami o klawisze, plącząc tonacje. W pewnym momencie kilkakrotnie powtórzyłam układ, który rozbrzmiał, aż w końcu zdecydowałam się go zapisać. Podobnie poszło z następnymi fragmentami, tworzącego się utworu.
Minuty mijały, a ja tworzyłam zupełnie nową, muzyczną historię, oddając się dźwiękom instrumentu.
Dopiero wieczorem odczułam zmęczenie po całym dniu. Ziewając, ledwo doczłapałam do sypialni, wpadając przy tym na wszystkie napotkane ściany. Moje łóżko było puste, dlatego mogłam pozwolić sobie na śmiałe rozwalenie się na całej jego objętości. Mimo wolnej dla mnie przestrzeni, brakowało mi ciepłego uścisku Germana. Sama nie wiedziałam, kiedy uzależniłam się od jego obecności. W gruncie rzeczy bardzo mnie uspokajała, dawała poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji.
Stopniowo czułam, jak całe zmęczenie znika. Leżąc godzinami, wpatrywałam się w napis na suficie, który niegdyś wykonał dla mnie German (Rozdział 51). "Miłość jest zawsze chaotyczna(...)" - dudniło mi w głowie.
Nazajutrz po skończonej pracy udałam się na grób Javiera. Od pogrzebu nie przyszłam tu ani razu, choć targały mną wyrzuty sumienia.
Na kamiennej płycie spoczywał pluszowy piesek, którego kilka miesięcy wcześniej podarowałam chłopcu w szpitalu. Zabawkowy przyjaciel toważyszył mu nawet po śmierci.
Drżącą ręką ujęłam pluszaka. Materiał, z którego uszyty był miś znacznie poszarzał, a w okolicach brzucha podarł się, ukazując kłębki waty. Na zabawkę opadła łza. Najpierw jedna, później druga. Szybko dogoniły je kolejne. Ostatnimi czasy przyzwycziłam się do płaczu, bólu, tęsknoty. Te uczucia zdawały być się nieodzowną częścią mnie, jakby już na zawsze miały pozostać gdzieś obok.
Kolejne wspomnienia przebiegały mi przed oczami w szaleńczym tempie. Nie mogłam znieść kopii scen, które rozgrywały się w mojej głowie. W jednej chwili miałam wszystko, a zaraz potem zostałam z niczym. Ukartowana gra losu.
A może tak miało być? Może to właśnie było mi pisane? Dotknięcie nieba i bolesny spadek w dół? Choć ostatnie wydarzenia mocno zamąciły mi w głowie, wiedziałam już, co powinnam była zrobić.
- Chciałam się z tobą pożegnać.. - Powiedziałam, stojąc w drzwiach sypialni inżyniera, a po policzku spłynęła mi łza.
Mężczyzna lekko się wzdrygnął, ale nie zareagował.
- Nie mam już siły kochać za nas oboje, Germanie. Nie potrafię wierzyć, że nie jestem ci obojętna..
- Dobrze wiesz, co sądzę o uczuciach.. - Burknął, przez cały czas stojąc do mnie tyłem.
- Myślałam, że się zmieniłeś.
- To źle myślałaś.
- Przestań! - Zacisnęłam zęby, hamując potok cisnących mi się do oczu łez. - Miałam nadzieję, że zależy ci na mnie tak samo, jak niegdyś na Marii, a tymczasem ty właśnie udowodniłeś, że byłam dla ciebie zabawką.
- Nie byłaś..
- Więc kim? - Dłużej nie mogłam powstrzymać płaczu. Łzy swobdnie spływały po mojej twarzy, utrudniając widoczność, a jednak dzięki temu poczułam się nieco lepiej.
- Właśnie sam przekreśliłeś wszystko, co było między nami. Udowadniasz mi, że to była tylko nic nie znacząca zabawa. Masz ponad 30 lat, dorastającą córkę, a sam zachowujesz się, jak dziecko! Prawda jest taka, że nigdy nie liczyłeś się uczuciami innych. Ty chyba po prostu nie masz uczuć, nie potrafisz kochać, ale mimo to pozwoliłeś, żebym to ja pokochała ciebie. Pomyliłeś miłość z tęsknotą za żoną..
- Taki widocznie jestem..
- W takim razie życzę ci powodzenia. Mam nadzieję, że któregoś dnia zatęsknisz za mną, tak, jak ja tęsknie za tobą.
- A czy ja mogę czegoś Ci życzyć? - Spytał, pierwszy raz odwracając się ku mojej osobie.
- Żebym szybko zapomniała..
- O mnie?
- Ciebie będę pamiętać, Germanie. - Prychnęłam. - Chcę zapomnieć o uczuciu, którym cię darzę..
Nie zwlekając dłużej podeszłam i pocałowałam go, by dobrze zapamiętać smak jego słodkich ust. Niespodziewanie mężczyzna przycisną mnie do siebie mocniej, nachalnie muskając moje wargi. Dziwne było to, że jego natarczywość w tamtej chwili zupełnie mi nie przeszkadzała. Czułam się dobrze, choć miałam świadomość, że już nigdy nie doświadczę tych samych uczuć, jakie towarzyszyły mi przy Germanie. Ilekroć mnie całował miałam wrażenie, jakbym unosiła się w powietrzu, słyszała najpiękniejszą muzykę świata, dotykała nieba, gwiazd. To zawsze było takie nierealnie idealne.
Tym razem było inaczej. Ogarnęło mnie przeświadczenie, że to, co teraz robimy jest wynikiem zwykłego pragnienia, wewnętrznego przymusu, sentymentu, a jednak oboje poddawaliśmy się chwili, nie panując nad emocjami. Górowało nad nami porządanie, nieokiełznane pragnienie. Żadne z nas nie myślało, rzucając się w wir fantazji. Dłonie Germana błądziły pomiędzy moimi lokami, w między czasie brnąć do zamka od sukienki, natomiast ja rozrywałam guziki jego koszuli.
Mężczyzna lekko się wzdrygnął, ale nie zareagował.
- Nie mam już siły kochać za nas oboje, Germanie. Nie potrafię wierzyć, że nie jestem ci obojętna..
- Dobrze wiesz, co sądzę o uczuciach.. - Burknął, przez cały czas stojąc do mnie tyłem.
- Myślałam, że się zmieniłeś.
- To źle myślałaś.
- Przestań! - Zacisnęłam zęby, hamując potok cisnących mi się do oczu łez. - Miałam nadzieję, że zależy ci na mnie tak samo, jak niegdyś na Marii, a tymczasem ty właśnie udowodniłeś, że byłam dla ciebie zabawką.
- Nie byłaś..
- Właśnie sam przekreśliłeś wszystko, co było między nami. Udowadniasz mi, że to była tylko nic nie znacząca zabawa. Masz ponad 30 lat, dorastającą córkę, a sam zachowujesz się, jak dziecko! Prawda jest taka, że nigdy nie liczyłeś się uczuciami innych. Ty chyba po prostu nie masz uczuć, nie potrafisz kochać, ale mimo to pozwoliłeś, żebym to ja pokochała ciebie. Pomyliłeś miłość z tęsknotą za żoną..
- Taki widocznie jestem..
- W takim razie życzę ci powodzenia. Mam nadzieję, że któregoś dnia zatęsknisz za mną, tak, jak ja tęsknie za tobą.
- A czy ja mogę czegoś Ci życzyć? - Spytał, pierwszy raz odwracając się ku mojej osobie.
- Żebym szybko zapomniała..
- O mnie?
- Ciebie będę pamiętać, Germanie. - Prychnęłam. - Chcę zapomnieć o uczuciu, którym cię darzę..
Nie zwlekając dłużej podeszłam i pocałowałam go, by dobrze zapamiętać smak jego słodkich ust. Niespodziewanie mężczyzna przycisną mnie do siebie mocniej, nachalnie muskając moje wargi. Dziwne było to, że jego natarczywość w tamtej chwili zupełnie mi nie przeszkadzała. Czułam się dobrze, choć miałam świadomość, że już nigdy nie doświadczę tych samych uczuć, jakie towarzyszyły mi przy Germanie. Ilekroć mnie całował miałam wrażenie, jakbym unosiła się w powietrzu, słyszała najpiękniejszą muzykę świata, dotykała nieba, gwiazd. To zawsze było takie nierealnie idealne.
Tym razem było inaczej. Ogarnęło mnie przeświadczenie, że to, co teraz robimy jest wynikiem zwykłego pragnienia, wewnętrznego przymusu, sentymentu, a jednak oboje poddawaliśmy się chwili, nie panując nad emocjami. Górowało nad nami porządanie, nieokiełznane pragnienie. Żadne z nas nie myślało, rzucając się w wir fantazji. Dłonie Germana błądziły pomiędzy moimi lokami, w między czasie brnąć do zamka od sukienki, natomiast ja rozrywałam guziki jego koszuli.
"There's a fire starting in my heart,
Reaching a fever pitch,
And it's bringing me out the dark.."
Moje serce waliło coraz szybciej pod wpływem ruchu jego napiętych mięśni. Jedną dłonią podtrzymywał mój podbrudek, zaś drugą, miejscowiąc na plecach - przyciskał do siebie, jakby bał się, że uciekne. Ja jednak nie miałam zamiaru tego robić, wbrew przyjętemu stanowiskowi. Przecież miałam odejść, zniknąć, a jednak ponownie poddaję się pragnieniu.
German z zachłannością muskał moje usta, przygryzając ich dolną wargę. Co jakiś czas przenosił usta na szyję. W tamtych chwilach zostawałam przyparta do ściany i pozbawiona drogi ucieczki. Od środka rozpalało mnie dziwne uczucie szczęścia, ale i winy z sytuacji, w której się znajduję. Słyszałam bicie serca inżyniera, podświadomie idąc tropem jego gorącego oddechu na moim ciele. Pocałunkami chcieliśmy przekazać sobie wszystko, czego dotąd nie umieliśmy wyrazić słowami. Oboje ukazywaliśmy żal, smutek, jak również płomienne uczucie, miłość, którą do siebie żywiliśmy. Wtedy stanowiliśmy jedność. Nie ważne, że to był już koniec, że cytując hiszpański dramat "Nic nie zdarza się dwa razy. Już nigdy nie poczujemy się tak samo. Już nigdy nie wzniesiemy trzy metry nad niebo..", tej nocy należeliśmy do siebie, oddając cząstkę serca, a jednocześnie wiedząc, że był to nasz pierwszy i ostatni raz..
__________________________________________
No i jest! Długo wyczekiwany, 100 rozdział, a wraz z nim zaszły pewne zmiany..
Pewnie nie tego oczekiwaliście po tym małym jubileuczu, lecz cóż poradzić? Jednocześnie macie odpowiedź na wytłuszczony zwiastun. (W zakładce "Ogłoszenia" pojawiły się nowe zapowiedzi)
Z okazji setki pragnę też serdecznie podziękować Wam - czytelnikom, za to, że śledzicie moje wypociny, dzielnie znosicie wszystkie rozstania, śmierci, katastrofy i wiernie czekacie na więcej. Szczerze doceniam każdy gest wysunięty w moją stronę, każdy miły komentarz, czy kolejne wyświetlenie.
Od lipca nagromadziło się 40 tys. odsłon, przekroczynych wczorajszego wieczoru.
Jak dla mnie jest to wielki sukces, którego szczerze się nie spodziewałam.
Dziękuję, że jesteście,
Wiktoria

I tutaj mi wparuj tylko z esmeraldą to niewiem co ci zrobie NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE jak mogłaś ich rozstac nie, poruszyłaś mnie do łez genialnie piszesz wszystkie rozdziały mam nadzieje że szybko dodasz next teraz mam tylko znak zapytania w głowie nic niewiem czekam na nexta cudny rozdział
OdpowiedzUsuńDziękuję. :) Cieszę się, że rozdział wzbudził emocje.
UsuńAaaa.... Nie wiesz jaką miałam reakcję jak zobaczyłam na blogerze twój 100 rozdział. Wydzierałam się ze szczęścia.
OdpowiedzUsuńWeź miejscami taki wzruszający, że nie wiem jak to opisać.
Mowę mi odjęło.
Widać, że długo nad nim siedziałaś by wyszedł jak najlepiej. Powiem tak : GENIALNY, CZASOWY, ZAJEBISTY ... itp.
Czekam na 101 rozdział z jeszcze większą ciekawością :*
Dziękuję. :)
UsuńWszystkiego naj z okazji jubileuszu :*
OdpowiedzUsuń''Już nigdy nie poczujesz się tak samo...'' święta prawda :) Czekam na 101 rozdział :D
Dzięki. :)
UsuńJa tu na 100 spodziewam się pogodzonego Germangie, a ty mi z czymś takim wyskakujesz! Rozdział cudowny !! Naprawdę opłacało sie poczekać. Teraz szybko dodawaj nexta! :*
OdpowiedzUsuńWspominałam, ze nie raz zaskoczę. Dziękuję. :)
UsuńTo było... piękne. Masz ogromny talent do pisania.
OdpowiedzUsuńDziękuję. :)
UsuńGenialny rozdział *-* Warto było czekać na tą setkę. Z niecierpliwością czekam na 101! ♥
OdpowiedzUsuńDziękuję. :)
OdpowiedzUsuńWłaściwie WSZYSTKO, co chciałam już napisać, to zostało napisane.
OdpowiedzUsuńTyle, że ja chyba nie spodziewałam się... Ba! Nie chciałam spodziewać się powrotu Germangie. Nie dlatego, że jestem za Pangie, tylko akcja byłaby jak z bicza strzelił. Dzisiaj powrót, jutro ślub, pojutrze łóżko a w czwartek *któryś* dzieci. NOPE!
Może dodałabym jeszcze to, że... Uważaj na to co piszesz, albowiem mogą cię łatwo zbanować na dobre dwa lata. Bo nie wiem, czy już wiesz, że stała się tragedia, za którą spóła bloggera powinna trafić za kraty ;(
Chyba rowniez wiesz o zarcie. :P Coz - takiego obrotu sprawy na blogu mozna bylo sie spdziewac. :) Dzieki. :)
Usuń