"Krwawię?!" - Chciałam krzyknąć, jednak zamiast tego wydałam z siebie zduszony szept.
- Co się stało?
- Spokojnie. - Dotarł do mnie głos Luisa. Zaraz, zaraz.. co on tu robił?
- Skąd się to wziąłeś?
- Zemdlałaś, twoja siostra po mnie zadzwoniła. Nie mówiłaś, że masz w Rzymie kogoś bliskiego..
"Czy on powiedział siostrę?" - pomyślałam. Dopiero chwilę później przypomniałam sobie o Ivi, zatrzymaniu i moim kłamstwie.
- Czy mogęją zobaczyć?
- Poszła po szklankę wody. O, Mario..
Dziwnie było słyszeć imię siostry, wiedząc, że nie żyje. Równało się to z okłamywaniem jeszcze jednej osoby - Luisa.
Sekundę potem nad łóżkiem zjawiła się nastolatka. Podała mi szklankę kranówki i tabletkę aspiryny. Wypiłam wszystko jednym haustem.
- Odpoczywaj, wyznaczę dwa dni zastępstw. - powiedział Włoch, okrywając mnie szczelnie kołdrą po samą szyję.
- Nie trzeba. - wypierałam się. - To tylko zwykłe omdlenie..
- Trzeba. Poza tym uważanm, że nie należy tego bagatelizować i powinnaś jak najszybciej pójść do lekarza. Będę już lecieć, jest po północy. Rano wspadnę sprawdzić, czy wszystko gra, a póki co zaopiekuje się tobą siostra.
Luis musnął jeszcze mój policzek, poklepał Ivi po ramieniu i wyszedł.
- Przepraszam. - chrząknęła dziewczyna. - Za to, za tamto, za wszystko.. - westchnęła, wywracając oczami. - No i dzięki. Że mnie nie wydałaś. Przed swoim facetem też.
Uśmiechnęłam się najpromienniej, jak w tamtej chwili umiałam i ścisnęłam jej dłoń, co nastolatka nieśmiało odwzajemniła. Pierwszy raz widziałam, jak się uśmiecha.
- Musisz mi obiecać, że więcej nie zrobisz nic głupiego. - powiedziałam w końcu.
- Postaram się. - burknęła.
Posłałam jej podejrzliwe spojrzenie i ponagliłam do łóżka, był środek nocy. Dziewczyna pomachała mi na pożegnanie i powędrowała do salonu. Walcząc z bólem głowy, zasnęłam.
Gdy uniosłam powieki, obok mnie leżał Luis i wpatrywał się we mnie swoimi ciemnymi, przenikliwymi oczami. Uśmiechał się, więc i ja to zrobiłam. Mężczyzna zaczął bawić się kosmykami moich włosów, łaskocząc nimi nasze nosy. W pewnym momencie powoli, aczkolwiek zdecydowanie przysunął się i przewracając mnie na plecy, złożył na moich ustach nachalny pocałunek. Nie spodobała mi się jego natarczywość i spróbowałam go odsunąć, jednak był za silny, nawet zaciekłe szamotaniny nic nie dawały. Nagle oderwał się od moich warg, spoglądając mi w oczy. Ku mojemu przerażeniu nie był tą samą osobą. Teraz nad łóżkiem pochylał się.. German. Jego czekoladowe tęczówki momentalnie mnie pochłonęły, czułam, jak penetruje mnie wzrokiem, a ja się poddaję. Zapragnęłam dotknąć właśnie JEGO ust, poczuć tę wspaniałą rozkosz..
Nagle wstąpiła we mnie jakaś siła. Gwałtownie poderwałam się do pozycji siedzącej, czując przy tym przenikliwy ucisk czaszki, który natychmiastowo zgiął mnie w pół.
- Angie? - W drzwiach sypialni stanęła Ivi. Załkałam cicho, trzymając się za głowę. - Zadzwonię po lekarza.
- Nie! - zaprotestowałam. - Już mi lepiej. Która godzina?
Nastolatka nie była zadowolona ze zmiany tematu, ale poinformowała mnie, że dochodzi czternasta. Przekazała, że w mieszkaniu był Luis, a niedawno dzwonił mój telefon. Sięgnęłam po komórkę. Na wyświetlaczu widniał numer Emilio.
- Cześć, jak się czujesz? - usłyszałam wesoły głos Włocha.
- W porządku. - odparłam bez przekonania.
- Słyszałem, że zajmuje się tobą siostra. Kiedy do ciebie przyleciała?
"Cudownie. Nie dość, że okłamywałam Luisa, to kolejną osobą miał stać się mój przyjaciel"
Kątem oka zauważyłam, że Ivi przygląda mi się w skupieniu, jakby wyczuła, że rozmawiamy o niej.
- Ee, mogę cię prosić o szklankę wody? - zwróciłam się do dziewczyny, zasłaniając głośnik komórki dłonią. Nastolatka kiwnęła głową i zniknęła za drzwiami sypialni. - To nie moja siostra. - szepnęłam z powrotem do telefonu.
- Jak to?
- To skomplikowane. Moglibyśmy się zobaczyć?
- Pewnie, ale jesteś na siłach? O szesnastej w parku?
- Świetnie. - przerwałam, widząc, jak Ivi wchodzi do pokoju. - Do zobaczenia. - rozłączyłam się.
Dziewczyna usiadła naprzeciw mnie, patrząc, jak powoli sączę napój. Miała na sobie swoje stare ubrania, a włosy tradycyjnie zebrała w kucyka.
- Porozmawiamy? - Odezwałam się pierwsza. Ivi wzruszyła ramionami. - Opowiesz mi o sobie?
- Och, uwierz, że nie ma we mnie nic interesującego. - prychnęła.
- Chciałabym wiedzieć, dlaczego uciekłaś z domu, dlaczego taka jesteś..
- Życie. - zaśmiała się bez przekonania, lecz szybko umilkła, widząc moją poważną minę. - Nie mam domu. - Pokręciła głową. - Ani rodziców.. oboje zginęli w wypadku cztery lata temu. Wtedy trafiłam do rodziny zastępczej, ale szybko ich znienawidziłam. Dzieciaki w szkole mieli tatę, mamę, rodzeństwo.. A ja? Czy wiesz, jak to jest patrzeć na szczęście innych i zastanawiać się dlaczego właśnie padło na ciebie?
- Nawet nie wiesz, jak dobrze.. - wyszeptałam pod nosem. - I lepiej ci tak? Na ulicy? Kradnąc, kłamiąc? - Tym razem bezpośrednio zwróciłam się do nastolatki.
- Zaraz po ucieczce poznałam Joshepa. Przygarnął mnie do swojej paczki, dawał jedzenie i organizował dach nad głową. Wychował mnie razem z innymi, którzy się ukrywali, spędziłam z nimi cztery lata, stali się moja rodziną. Aż nagle zjawiłaś się ty i wywróciłaś moje życie do góry nogami. - Odwróciła głowę.
- Nie pierwszy raz to robię. - zaśmiałam się. - A to nie życie, uwierz mi.
Ivi nie odpowiedziała. Beznamiętnie wpatrywała się w okno, za którym od kilku dni szalał ulewny deszcz i wiatr. Było mi jej szkoda. Miała tylko trzynaście lat, a doświadczyła tak wiele. Nie mogłam zostawić jej w najtrudniejszym okresie.
- Zrobiłam makaron z sosem, zjesz? - Nastolatka przerwała moje rozmyślania.
Ochoczo pokiwałam głową, obserwując, jak krząta się w kuchni. Miałam wrażenie, że chce się zmienić, a moim obowiązkiem było jej w tym pomóc.
Wybiła piętnasta trzydzieści. Za pół godziny miałam spotkać się z Emilio. Powędrowałam do łazienki, gdzie w końcu zamieniłam piżamy na normalne ubrania, uczesałam się i zrobiłam makijaż. Na dworze nie padał już deszcz, ale wciąż było zimno, dlatego nałożyłam na siebie jesienną kurtkę. Poinformowałam Ivi, że wychodzę i dziesięć minut przed umówioną godziną wyszłam z mieszkania, w holu napotykając się na Toamsa, który posłał mi zalotne spojrzenie. Uśmiechnęłam się i bez słowa go minęłam.
Park nie znajdował się daleko od apartamentowca, z okna sypialni rozciągał się wspaniały widok na korony jego drzew, toteż moja wędrówka nie trwała długo. Emilio czekał już na jednej z ławek.
- Cześć. - Wstał i musnął mój policzek. Niezależnie od sytuacji, na jego twarzy zawsze gościł uśmiech. Lubiłam jego nieukrywany optymizm.
Odpowiedziałam na rutynowe pytania dotyczące stanu mojego zdrowia i wczorajszych wydarzeń, aż w końcu przeszło na Ivi. Opowiedziałam mężczyźnie historię dziewczyny i to, jak ją poznałam. Emilio wydawał się zszokowany moimi opowieściami.
- I ty po tym wszystkim jej pomagasz? - powiedział, gdy skończyłam mówić.
- Jest młoda, zagubiona. - przekonywałam.
Włoch uśmiechnął się przyjaźnie, masując moje kolano.
- Zawsze wiedziałam, że uosabiasz najwyższe dobro. Ale czego ode mnie oczekujesz?
- Pomocy. - odparłam krótko i treściwie. - Musimy odnaleźć jej rodziców zastępczych i sprowadzić ja z powrotem do domu.
- Angie, nie uważasz, że najłatwiej będzie zwrócić się na policję? Na pewno zgłoszono zaginięcie, to dziecko.
- Nie, musimy zrobić to po cichu. Szukają jej nie tylko z powodu ucieczki, ale kradzieży i rozbojów, a nie mogę pozwolić, żeby trafiła do poprawczaka. Sam mówiłeś - to dziecko.. - przekonywałam.
Obserwowałam skupioną minę Emilio, aż w końcu..
- Zgoda, pomogę.
Ucieszona, rzuciłam się mu na szyję i mocno go uściskałam.
- Wiedziałam, że mogę na tobie polegać! - zawołałam, śmiejąc się.
- Ale.. - "Zawsze jakieś jest." - Musisz mi obiecać, że gdy to wszystko się skończy, powiesz Luisowi. Nie wie, prawda? - Pokręciłam głową. - W porządku, do tego czasu Ivi pozostanie twoją siostrą, Marią Saramego.
Przystanęłam na warunek Włocha. Sama wiedziałam, że unikanie prawdy nie będzie dobrym wyjściem. teraz przynajmniej miałam kogoś, w kim widziałam oparcie. Nie byłam sama.
Minęło parę dni. Już po dwóch zawroty głowy i mdłości ustały i mogłam wrócić do pracy. Podczas mojej nieobecności Ivi zostawała w domu, na prośbę nie wychodziła sama z apartamentowca - nie chciałam, żeby wpadła na kogoś ze starej paczki, czy została rozpoznana przez mieszkańca. Popołudnia spędzałyśmy razem; rozmawiając, oglądając filmy, czy przy keyboardzie - kończąc mój utwór. Dziewczyna miała bardzo ładny głos - czysty, melancholijny, nie fałszowała. Któregoś wieczora pomyślałam, że idealnie pasowałaby do szkoły muzycznej, w której uczyłam, a w późniejszym czasie - nawet do Studia.
Układałam na półce segregatory, podśpiewując pod nosem, gdy poczułam czyjeś dłonie na biodrach. Nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć kto za mną stoi. Do moich nozdrzy dotarł zapach perfum Luisa, a tuż przy uchu usłyszałam jego szept:
- Dzień dobry, kochanie.
Uśmiechnęłam się i obróciłam do niego przodem, zarzucając ręce na jego kark i delikatnie muskając jego usta.
- Prawie się widujemy.
Miał rację. Poza przerwami w pokoju nauczycielskim, w ogóle nie rozmawialiśmy. Cały czas po i przed pracą poświęcałam Ivi, aby nie zostawała sama na dłużej. Mimo jej zapewnień, bałam się, że spotka się z kimś ze swoich znajomych lub sama wyjdzie na ulicę. Między pilnowaniem jej spotykałam się z Emilio, szukając poszlak na temat rodziny zastępczej nastolatki. Nie pozostawała mi nawet godzina dziennie, którą poświęciłabym chłopakowi.
- Wiem, jestem ostatnio.. bardzo zmęczona. - skłamałam gładko. - Wiesz, te bóle głowy. Poza tym.. muszę zajmować się siostrą. - Plątałam się między kolejnymi wykrętami.
- To może obejrzymy jakiś film u ciebie? Dziś piątek, ugotuję coś, spędzimy miło czas, a jednocześnie będziemy mieć ją na oku.
Poczułam uścisk w gardle. Nie chciałam przyprowadzać Luisa do mieszkania, bo to oznaczałoby kolejne kłamstwa, których wolałam uniknąć. Z drugiej strony nie mogłam zostawić Ivi samej..
- Może lepiej gdzieś wyjdźmy. - wypaliłam momentalnie. - Przez parę godzin nic jej się nie stanie..
- No i świetnie. Kolacja?
- Panie dyrektorze, państwo Santoz czekają w gabinecie. - Do klasy wpadła sekretarka. Gwałtownie się od siebie odsunęliśmy.
- Już idę. - odparł Luis. - Wpadnę po ciebie o dziewiętnastej. - Musnął mój policzek, uśmiechnął się i wyszedł.
Już nie mogłam niczego odkręcić. Pospiesznie spakowałam teczkę i telefon do torebki i wyszłam ze szkoły.
- Cześć. - zawołałam, wchodząc do mieszkania.
Ivi siedziała przed telewizorem, czytając gazetę. Przez ostatnie dni zaszły w niej diametralne zmiany: złagodniała, wyciszyła się i odpoczęła. Sińce pod oczami i grymas na twarzy zniknęły, a zamiast tego coraz częściej pojawiał się uśmiech.
- Jadłaś już? - zapytałam, jednocześnie wyciągając z lodówki przygotowany wcześniej obiad.
- Czekałam na ciebie. Jak w pracy?
- Dobrze, komponujemy z dzieciakami nowy utwór. Chcesz posłuchać?
Nastolatka pokiwała głową. Wcisnęłam guzik mikrofali, wyciągnęłam z torebki kartkę z tekstem i nutami i zasiadłam przed keyboardem. Z instrumentu popłynęły łagodne dźwięki.
Quiero que sepas que podras hacerlo,
Ahora o nunca a vivir lo intenso,
Saca tu estrella, este es el momento,
Hoy lo vas a alcanzar,
Hoy vamos a cantar.
W pewnym momencie dałam znak Ivi, żeby do mnie dołączyła. Chwyciła kartkę i..
Grita fuerte que tienes el talento,
Canta vas a brillar,
Abre tu corazón al universo,
Anímate a soñar,
Hoy no te detendras
- Umówiłam się na dzisiejszy wieczór z Luisem. - powiedziałam, gdy z talerzami pełnymi spaghetti zasiadłyśmy przed telewizorem.- To fajnie. - rzuciła krótko.
- No nie wiem. Nie chcę zostawiać cię samej.
- Nie jestem dzieckiem. - burknęła. - Nie potrzebuje całodobowej opieki. Aa, już rozumiem. - zaśmiała się, gdy nie odpowiedziałam. - Boisz się, że znowu nawywijam, nie ufasz mi.
- To trochę trudne. - rzekłam rozbrajająco szczerze. Dziewczyna bez słowa kontynuowała jedzenie.
- Możesz być spokojna, skończyłam z tym. - Wzięła ostatni kęs mięsa i z brudnymi naczyniami ruszyła do kuchni. Odetchnęłam i dokończyłam obiad.
O siedemnastej zabrałam się za przygotowania. Początkowo ponad pół godziny spędziłam pod prysznicem, następnie dokładnie wysuszyłam włosy i wyjątkowo je wyprostowałam, pomalowałam paznokcie beżową emalią. Ostatecznie stanęłam przed szafą w poszukiwaniu odpowiedniego stroju na dzisiejszy wieczór.
Po dłuższych rozważaniach w oczy rzuciła mi się łososiowa sukienka, w której tak zachwalał mnie ojciec Violetty. Minęłam ją spojrzeniem, wertując kolejne wieszaki. Nie wiadomo kiedy zegarek elektroniczny wskazał godzinę 18:43. Za niecały kwadrans miał pojawić się Luis. Chwyciłam ulubioną sukienkę Germana i pospiesznie ją na siebie założyłam. Zdążyłam jeszcze wygrzebać z szuflady brązowy pasek i przeczesać włosy, kiedy w progu mieszkania stanął Włoch. Na mój widok zacmokał zawadiacko i palną jakieś głupkowate komplementy, które chcąc, nie chcąc mocno mnie rozbawiły.
- Ma wrócić przed północą. - zaśmiała się Ivi, opierając o futrynę drzwi sypialni, gdy zakładałam kurtkę.
- Tak jest. - Zasalutował Luis i wyszliśmy z mieszkania.
Do resteuracji znajdującej się parę przecznic dalej dotarliśmy samochodem Włocha. Lokal nosił nazwę "GALICJA". Wnętrze było urządzone gustownie, bogato, ale nie przesadnie, ze smakiem. Szerokie fotele przy masywnych stołach, na których w wazonie leżały pojedyncze, czerwone róże otulone były kremową tapicerką. Gdzieś w tle grał jakiś jezzowy kawałek, a całość rozświetlały lekko przyciemnione światła.
Zajęliśmy miejsca przy oknie. Przez szyby przebijał się blask latarni, a świece rozstawione na szerokim, masywnym parapecie dodawały miejscu miłego nastroju. Przez głowę przemknęły mi wspomnienia z jednego z wieczorów, spędzonego w towarzystwie Germana w takim miejscu. Szybko zganiłam się za niepotrzebne myśli i powróciłam do rozmowy z Luisem. Niestety nie było mi dane skupić się na Włochu. Jego twarz co rusz przybierała rysy mojego szwagra, oszałamiał mnie brązowymi oczami.
- Moja ulubiona sukienka. - powiedział Luis, chwytając moją dłoń i ostrożnie całując jej wierzch w sposób, w jaki kiedyś robił to German..
- Słucham? - wyjąkałam i schowałam rękę pod stół.
- Mówiłem, że pięknie dziś wyglądasz.
- Aa. - Potrząsnęłam głową. - Dziękuję.
- Dobrze się czujesz? Może zmienimy lokal?
- Nie, tu jest dobrze. - Wymusiłam słaby uśmiech.
Po chwili do stolika podszedł kelner i przyjął za mówienia, które po upływie niespełna dwudziestu minut trafiły na nasz stół. Niewiele rozmawialiśmy. Czułam dziwne spięcie i sama do końca nie wiedziałam, co tu robię. Luis wywoływał we mnie dość mieszane uczucia. Z jednej strony był intrygującą, ciekawą o sobą, zależało mi na nim, a jednocześnie, przypominając mi Germana, sprawiał, że czułam się nieswojo. W końcu chciałam zapomnieć o przeszłości, a tymczasem ona wracała do mnie pod najdziwniejszą postacią.
- Przystojny, szarmancki. Zupełnie, jak.. - Obok stolika pojawił się Czarek.
- Przestań! - warknęłam.
Luis umilkł momentalnie, patrząc na mnie ze zdziwieniem.
- Angie, czy na prawdę wszystko w porządku? Dziwnie się zachowujesz.
Spojrzałam na triumfalną minę Czarka. Autentycznie cieszyła go moja złość. Postanowiłam nie dać za wygraną.
- Wybacz. Zatańczymy? - palnęłam i nie czekając na odpowiedź Włocha, pociągnęłam go w kierunku parkietu.
Gdy znaleźliśmy się na samym środku sali tanecznej zaczęliśmy podrygiwać w rytm jakiegoś skocznego, ale stonowanego kawałka. Od czasu do czasu w tłumie migała mi twarz Czarka, lecz wtedy wzrok przenosiłam na Luisa i dawałam ponieść się muzyce. Po kilku minutach piosenka umilkła, a z głośników popłynęły dźwięki powolnej ballady.
Sé mut bien que te vas y no piensas hablar,
Y que al menos pretendes nunca redresar.
Pero vida déjame que te bendiga,
Por que asi es la vida y se que volverás.
Doskonale znałam tę nutę. To była piosenka, do której po raz pierwszy tańczyłam z Germanem. To był nasz kawałek..
Luis objął mnie w talii i chwycił moją prawą dłoń. Wyrwana z amoku ułożyłam rękę na ramieniu mężczyzny i niepewnie do niego przywarłam. Czułam oddech Włocha na karku, ciepło bijące od niego i intensywny zapach perfum. Nie rozumiałam jak to się działo, że tak bardzo przypominał mi szwagra..
Pero no lo beses como a mi,
Pero no lo togues nunca asi,
Pues yo nunca beso comoa ti te beso
Cuando me tropiezo por ahi..
Powoli poddawałam się muzyce, pozwalając na obroty, jakie fundował mi Luis. W chwilach, gdy odrywaliśmy się od siebie, mogłam zobaczyć jego rozweseloną twarz. Mimowolnie ja też się uśmiechałam. W pewnym momencie zaczęłam nucić pod nosem.
- Masz fantastyczny głos.
- Dzięki. - odparłam, rumieniąc się.
Gdy piosenka dobiegła końca wróciliśmy do stolika, upijając kolejne kieliszki wina. Atmosfera się rozluźniła, po raz pierwszy podczas tego wieczoru poczułam się na prawdę komfortowo, choć co chwilę zerkałam na wyświetlacz telefonu, sprawdzając, czy nie ma żadnej wiadomości od Ivi. Rozmowa zaczęła się ciągnąć. Luis umiał podsycić dobry humor, urozmaicając wieczór zadziwiającymi ciekawostkami i żartami.
Dobrze się bawiliśmy, ale w końcu trzeba było wracać do domu, zegar ścienny, stanowiący jedną z ozdób restauracji wskazywał godzinę 21:22. Choć wieczór był miły, odczuwałam ulgę, wracając do domu. Miałam złe przeczucia..
Luis wysiadł z taksówki razem ze mną i zaprowadził do windy. Zaoferował się, że będzie towarzyszyć mi do samego progu mieszkania. Gdy weszliśmy na korytarz, zauważyłam jakiegoś mężczyznę. Na nasz widok pospiesznie ruszył przed siebie. Mijając się, spojrzałam mu w oczy, on zrobił to samo. Miał parę zadrapań na prawym policzku i brudny bandaż, niechlujnie owinięty wokół głowy. Wydawał się znajomy..
Kiedy się oddalił, nagle mnie olśniło: to był ten sam mężczyzna, który napadł mnie tamtego wieczora. Moje serce zabiło mocniej. Jak najszybciej chciałam znaleźć się w mieszkaniu.
_______________________________
114 [X]
Mam nadzieję, że rozdział się Wam podobał, dłuższy niż zwykle.
Nie zabrakło także przebłysków Germana. Swoją drogą też się trochę za nim stęskniłam.
Przypominam, że link do komentarzy działa bezbłędnie.
Dziękuję za przeczytanie.
Abrazos,
Wiktoria
Ojej. Nie wiem, co napisać. Tekst był ładny, wiesz, że uwielbiam Twój styl pisania. Czaruś jest XD Jakoś go lubię :D Ivi oczywiście świetna, ten... No, obecny boyfriend Angie też uroczy, ale to wszystko mało istotne, bo TOMASZEK się pojawił i zalotnie się gapił na niejaką A. O, Matyldo! Ona się wkręca w jakąś niezłą aferę. Ale będzie śmiesznie XD Rozdział jak zawsze boski. Co mogę dodać? Czekam z utęsknieniem na next :D Pozdrawiam ~B
OdpowiedzUsuńŚwietny, niesamowity, nieziemski... Mogłabym tak wyliczać godzinami.
OdpowiedzUsuńW końcu German.
Może napisałabyś jeden rozdział jego oczami, jak się czuł jak Angie wyjechała. Albo coś takiego.
Rozdział jak zawsze boski.
Czekam z utęsknieniem na następny rozdział.
Pozdrawiam Asia :D
Link do komentarzy działa, ale działa też lenistwo moje, więc wiadomo jak to się kończy.
OdpowiedzUsuńAle skoro już zaczęłam się wypowiadać to coś napiszę.
Rozdział długi, i to dobrze...
Weź daj więcej tego Germanka. Nie wiesz jak ja za nim tęsknię.
Dla mnie jest coś dziwnego. No bo jak Angie wyjechała do Rzymu to nikt z rodziny Castillo się z nią nie kontaktował. To znaczy, że co, zapomnieli tak o niej. Proszę o wytłumaczenie tego. Albo pewnie boją się zadzwonić... Nooo German i ta jego odwaga. Już widzę jak dzwoni do Angusi.... Cały się trzęsie, poci jak świnia itp.
Chwila o czym to ja... A rozdział skomentować!
Cud, miód i orzeszki...
A ten gościu co na końcu jest, to aż mnie przyprawił o dreszcze.... brrr....
Ivy rozkręca się. Niedługo pewnie będzie mówić Angie o której godzinie na iść spać... xD
Czekam na następny...
Pozdrawiam ;)