środa, 23 lipca 2014

Rozdział 119

Z przed kliniki ruszyłam pieszo do domu. Po drodze towarzyszyło mi nieznośne uczucie wątpliwości. Nigdy nie miałam styczności z podobnymi metodami leczenia, toteż bałam się konsekwencji. Mój ojciec zmarł na raka, jednak nie był poddawani tej.. radioterapii. Czy wbrew słowom profesora, miałam się czego bać?
 Minęłam główną aleję i ulicę, na której mimo piątkowego wieczoru kłębiły się liczne stragany. Wybrałam dłuższą drogę, przez park. Przypominał mi ten, w Buenos Aires, do którego przychodziłam pomyśleć, odprężyć się, czy po prostu w spokoju spędzić czas. Co prawda nie było tu mojej ulubionej ławki, na której zawsze spotykałam się z Pablem i gdzie po raz pierwszy pocałował mnie German, ale choć w minimalnym stopniu zapewniał ten spokój i wyciszenie.
Wybrałam miejsce przy fontannie. Na ogradzającym ją murku siedziała para nastolatków, samotnik w średnim wieku, namiętnie czytający jakąś powieść i..
- Javier? - szepnęłam, podrywając się z ławki, ze wzrokiem wlepionym w kilkuletniego chłopca z długimi, blond włosami. Siedział na kamieniu, odwrócony do mnie tyłem i bawił się motorówką. - Javierku..
Stawiałam powolne kroki w kierunku malca, będąc niczym w transie. Moje serce kołatało z przejęcia, a wnętrzności migiem znalazły się w gardle. Byłam coraz bliżej..
Wtem jakaś młoda para podeszła do chłopca. Mężczyzna w okularach wziął go na ręce i wtedy mogłam przyjrzeć się twarzy dziecka, równocześnie czując zawód. Nie był to Javier, choć z daleka wydawał się taki podobny.. Wiedziałam, że to niemożliwe, żeby zmarłe dziecko tak nagle pojawił się w centrum Włoch, ale w duchu miałam nadzieję, że spotkałam właśnie mojego chłopca, jakkolwiek absurdalnie by to nie zabrzmiało.
 Przypomniałam sobie, że dawno nie odwiedzałam argentyńskiego cmentarza, na którym spoczywał. Był to kolejny powód, dla którego czułam, że muszę wrócić do Buenos Aires. Zostawiłam tam nie tylko rodzinę, groby, ale i serce.
Westchnąwszy, stwierdziłam, że wszelka ochota na spacer wyparowała i z niezbyt wesołą miną, już znaną mi drogą wróciłam do apartamentowca.

- No nareszcie! - Spotkałam się z niezadowoleniem Ivi, gdy tylko przekroczyłam próg.
- Cześć - mruknęłam, zrzucając z siebie katanę.
- Gdzieś ty była? Tylko mi nie mów, że tyle trwało spotkanie z tym lekarzem.. Właśnie, co ci powiedział? - Strzelała pytaniami.
- Daj jej odetchnąć. - Doleciał mnie znajomy, męski głos. Uniosłam głowę. Obok Ivi stał..
- Pablo? - jęknęłam.
- Jaki Pablo? - Tym razem odpowiedziało mi zdziwienie nastolatki. Widmo przyjaciela zniknęło.
- N-nie, nic.  - Pokręciłam głową, wlekąc się do łazienki. Tam dla otrzeźwienia przemyłam twarz wodą i wciąż nachylając się nad umywalką, sięgnęłam do kieszeni spodni, z której wyłowiłam zakupione wcześniej lekarstwa, zapisane przez dr. Romerro. Wysypałam na dłoń dwie, podłużne, niebieskie kapsułki, wpatrując się w nie. Nigdy nie pochwalałam nowoczesnej medycyny, w młodości mama zawsze raczyła mnie i Marię domowymi lekarstwami. Westchnęłam i jednym haustem połknęłam tabletki.
- Chcesz się mnie pozbyć, Angeles? 
 Gwałtownie się wyprostowałam. W lustrze odbijała się sylwetka Czarka. Wyglądał na mocno rozwścieczonego, jego blada twarz pożółkła, a oczy wypełniły czerwone żyły.
- Chyba zapomniałaś, że jestem tobą, a przecież nie zniszczysz części siebie. - Znalazł się niebezpiecznie blisko mnie i choć był o dwie głowy niższe, czułam jego rażący poblask. Ani drgnęłam, wpatrując się w naprzeciwległą ścianę. Lodowata dłoń chłopca zetknęła się z moim policzkiem, pokrytym palącym rumieńcem.
- Angie, zrobiłam makaron ze szpinakiem, zjesz? - Przerwało pukanie Ivi. Czarek posłał mi ostatnie, złowieszcze spojrzenie i zniknął.
Schowałam pudełeczko z tabletkami do szafki, wytarłam mokrą twarz i dołączyłam do zdezorientowanej nastolatki.
- Wszystko gra? - spytała, zerkając na mnie znad talerza.
- Jasne - odparłam, grzebiąc widelcem w makaronie. - Przepraszam, jestem zmęczona. - Powiedziawszy to odeszłam od stołu.
- Czekaj! Co powiedział lekarz? - Dolatywało za mną.

Przespałam dobre kilka godzin, bo gdy się ocknęłam za oknem błyszczały już uliczne lampy. Nie do końca obudzona wynurzyłam się z sypialni, człapiąc co salonu, gdzie Ivi z miską popcornu oglądała jakiś thriller. Bez słowa usiadłam obok niej, przecierając zmęczoną twarz. Dziewczyna nie zwróciła na mnie najmniejszej uwagi, wpychając do buzi kolejne porcje prażonej kukurydzy.
- Od poniedziałku będę chodzić na jakieś zabiegi do kliniki, w której dziś byłam. Do tego dostałam lekarstwa - powiedziałam, patrząc na Ivi. Nawet na mnie nie spojrzała. - Przepraszam, że nie poświęcam ci wystarczająco dużo uwagi..
- Ty nie poświęcasz jej sobie. - Odstawiła miskę na szklany stolik. - Martwię się o ciebie. Chodzisz przemęczona, prawie nic nie jesz..
- Wiem, że moje życie nie będzie już nigdy wyglądało, jak wcześniej, ale pozwól mi czuć się, jak normalna osoba. Taka starsza siostra. - Uśmiechnęłam się.
Nastolatka wtuliła się w moje ramiona. Ochoczo odwzajemniłam uścisk, gładząc ją po włosach i plecach. Dziewczyna poczęstowała mnie popcornem i choć nie przepadałam za mrożącymi krew w żyłach filmami, dołączyłam do kina.

Następnego dnia obudziłam się dosyć wcześnie. Tuż po wstaniu z łóżka odczułam ten sam, tępy ból głowy, lecz tym razem postanowiłam nie dawać o nim znać.
Za oknem znacznie się rozpogodziło, choć na niebie wciąż górowały ciemne chmury. Mimo to termometr skoczył w górę. Założyłam czarne jeansy i bordową, zwykłą bluzkę z rękawami do łokci. Na szyi zawiesiłam sowę na dłuższym łańcuszku, podkręciłam loki i zrobiłam lekki makijaż. Następnie najciszej, jak potrafiłam przemknęłam obok kanapy, na której spała Ivi i udałam się do kuchni, gdzie przygotowałam dwa talerze naleśników z serem. Kiedy skończyłam nalewać soku pomarańczowego, w drzwiach stanęła nastolatka. Ziewnęła głęboko i przywitała się, siadając do stołu.
- Która.. godzina? - wymamrotała zaspana, pomiędzy kolejnymi atakami ziewania.
- Dochodzi ósma.
- To ja wracam do łóżka..
- Nie, nie, nie. - Zatrzymałam ją. - Jemy śniadanie i wychodzimy.
- Jak to? - Dziewczyna natychmiastowo otrzeźwiała.
- Zabieram cię na zakupy. - odparłam z uśmiechem. - Pochodzimy po galeriach, a obiad zjemy na miejscu.
- Ale przecież ty..
- Daj spokój, zakupy dobrze zrobią i tobie i mi - przerwałam. 
Śniadanie zniknęło w dość szybkim tempie. Gdy opróżniłyśmy talerze do ostatniego okruszka, ponagliłam nastolatkę do ubrania się i przed dziesiątą wyszłyśmy z mieszkania.

Zarządziłam, że do centrum handlowego pojedziemy autobusem.
- Co ty robisz?
- Kupuję bilety. - odpowiedziałam, przeciskając się do kierowcy, podczas gdy Ivi w spokoju zajęła miejsce na siedzeniu na końcu pojazdu.
- Nigdy nie jechałaś na gapę? - zdziwiła się,  kiedy dołączyłam do niej z dwoma świstkami.
- To wbrew zasadom. - przypomniałam.
- Czyim zasadom? - mruknęła pod nosem, wlepiając wzrok w zaokienny obraz.
Nie odpowiedziałam, udając, że tego nie dosłyszałam. Zaraz po tym autobus zatrzymał się przy naszym przystanku. Pociągnęłam nastolatkę za sobą i skierowałyśmy się do nowopowstałej galerii. Była dość duża, mieściła w sobie setki sklepów. Zakupy nigdy nie sprawiały mi szczególnej przyjemności, nie lubiłam bez celu włóczyć się pośród stoisk i manekinów, ale było skutecznym zajęciem na zabicie czasu i odreagowanie. Poza tym chciałam spędzić czas z Ivi poza mieszkaniem i dać jej trochę swobody - w końcu przesiadywała tam nieprzerwanie parę dni. Celem był też zakup paru fajnych gadżetów, wszystkie swoje rzeczy pozostawiła w domu zastępczym i dopóki tam nie wróci, moim zadaniem było o nią zadbać.
Mimo moich dobrych intencji twarz dziewczyny od samego poranka pozostawała zachmurzona. Podczas gdy oglądałam wystawione na manekinach sukienki w kwieciste wzory i wysyłałam zachęcające uśmiechy - ona zbywała je markotną miną.
- Może powiesz, co ci się podoba? - rzekłam w końcu.
Nastolatka stała na środku sklepu, wpatrzona w jeden z manekinów, prezentujący z dumą czarną, skórzaną kurtkę z ćwiekami na ramionach i rękawach oraz mnóstwem zamków.
- Podoba ci się? - spytałam. Ivi uniosła lewy kącik ust w górę i pokiwała twierdząco głową.
Podeszłam do sprzedawczyni i poprosiłam egzemplarz o numer mniejszy, następnie poleciłam nastolatce przymiarkę. Zadowolona dziewczyna ustawiła się przed lustrem, z satysfakcją w nie spoglądając. Skóra i ćwieki to bezapelacyjnie nie był mój styl, ale skoro jej się podobało..
- Kupujemy. - położyłam dłoń na jej ramieniu.
Ivi popatrzyła na mnie ze zdumieniem.
- Nie możesz..
- Daj spokój. - roześmiałam się i podążyłam do kasy. Dziewczyna nie dawała się długo przekonywać. Zapłaciłam, podziękowałam i przeszłyśmy do kolejnego pasażu, wertując następne regały i wieszaki. Przed czternastą byłyśmy uzbrojone w dwie pary butów, trzy t-shirty z nadrukami i czarne oraz granatowe jeansy. Ja także zawiesiłam oko na prześlicznej, turkusowej sukience, jednak Ivi zaproponowała coś innego. Zaprowadziła mnie w kąt sklepu, w którym kupiłyśmy bluzkę z wizerunkami motocyklistów i z dumą zaprezentowała czarną sukienkę przed kolano z  koronkowymi plecami.
- Genialna, musisz przymierzyć! - pisnęła i wpakowała mnie do przymierzalni. Niechętnie zamieniłam jeansy i bluzkę w kolorowe kwiatki na sukienkę w stylu gotyckim, ale kiedy już przejrzałam się w lustrze, widok był całkiem imponujący.
Kiedy odsłoniłam zasłonkę Ivi zacmokała ustami i zaczęła klaskać.
- Laska. - zaśmiała się. - Kupuj!
Jeszcze raz obejrzałam się w lustrze. Jasne loki luźno opadały na odsłonięte ramiona, a koronka odsłaniała tył pleców,  aż do końca kręgosłupa. Była prostolinijna, bez zbędnych dodatków, w całości wykonana z czarnego materiału. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia.
"Raz się żyje."

Z po całości wypchanymi torbami zasiadłyśmy w strefie jedzenia, gdzie mieściło się kilka stoisk z fast-foodami. Wybrałyśmy małą pizzę z owocami morza i dwa kubki coli. Dopiero gdy usiadłyśmy, poczułam ból nóg. Mimo wszystko miły było patrzeć na zadowoloną twarz Ivi, kiedy oglądała nowe zakupy, czy głodna - zajadała się pizzą.
- Chyba pora się zbierać. - mruknęłam, zerkając na zegarek, gdy najedzone opadłyśmy na krzesła lokalu. Dochodziła piętnasta.
Nastolatka zawtórowała mi kiwaniem głowy, chwyciła ostatni kawałek pizzy oraz parę reklamówek i poderwała się z miejsca. Ociężała zrobiłam to, co ona i już po paru minutach byłyśmy w drodze do autobusu.

_______________________________
Bardzo proszę, jest i next. 
Taki jakiś nieskładny, niezachwycający, ani szczególny.
Angie zmienia image. 
Jak sobie ją wyobrażacie w czarnych miniówkach, zamiast w kolorowych wdziankach?

Uściski,
Wiktoria

8 komentarzy:

  1. Ja sobie ją tak zawsze wyobrażałam. <3
    Jak miło, ale Czarek wnerwia mnie powoli.
    Fajnie zakupy i w ogóle, jechanie NIE na gapę...
    Ja wiele razy jechałam, ale to blisko było więc... XD
    CZEKAM NA NEXTA

    OdpowiedzUsuń
  2. Angie w stylu gotyckim... dziwne :D
    A pytanko: Kiedy zacznie się jakby nowy rok? Chodzi o to, że w 1 rozdziale była karetka "Musisz walczyć, bądź silna: itd, a później napis "Rok wcześniej" i normalne opowiadanie... Tak więc? D
    Rozdział spoko, czekam na next ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak podkreśliłam w 1 rozdziale - wróce do tego w swoim czasie, któy swoją drogą nadejdzie niebawem. Dzięki. :)

      Usuń
  3. Fajna część Dołączam się do pytania Kocurki Co z tym nowym rokiem? Zapraszam do mnie http//:the-story-of-germangie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. I'd like it.
    Weź, na początku złapałam przez Ciebie doła! Javierek ;____: You're bad!
    Nie dość, że mi o tym przypominasz, to jeszcze grasz na zniszczonych już moich uczuciach, powodując, że z Pabla robisz fatamorgany. Foch z przytupem na pięć minut.
    Rozdział był bardzo fajny. Angie jako starsza siostra zabiera młodszą na zakupy do centrum handlowego. Też tak bym chciała. Nie mówię o zakupach, ale o byciu siostrą -.-
    Angie na cóś choruje, Angie na cóś choruje... *skacze w kółko klaszcząc w ręce, jakby to było co dobrego*
    Być może coś się jeszcze wydarzy w drodze do autobusu, np. Angie zemdleje, albo Ivi wyszarpie wszystko Angie *która nie koniecznie będzie musiała być nieprzytomna* i ucieknie z tym w cholerę.
    Co do błędów - nie masz ich. Zazwyczaj ich nie robisz jakiś rażących, czy w ogóle jakiś szczególnych, ale w niektórych miejscach wstawiłabym przecinek. *Ta. Przyszła po dwóch miesiącach i się wymądrza T.T*

    Wiesz, co Ci powiem. Zaniedbałam Twojego [Waszego] bloga T.T Widzisz, już nawet nie wiem, czy nadal prowadzi go jedna i ta sama osoba T.T
    Twojego, i Angielers T.T
    Czuję się beznadziejnie. Zaczynam tracić wątki i nawet nie zauważyłam, kiedy zmieniłaś nazwę. Dałabym jakąś konstruktywnego gifa, czy emotkę, ale blogger owych nie posiada.
    Obiecuję, że postaram się poprawić.
    No nic. Idę płakać na mojego bloga i żalić się Leomile.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Z tej strony Ladies Freeman / Lady Tennant / Sacrifice / Ash *niepotrzebne skreślić*
      O ile ktoś w ogóle o mnie jeszcze pamięta :(

      Usuń