Otworzyłam oczy. Leżałam na kozetce w gabinecie lekarza, który w tejże chwili nachylał się nade mną. Bolesna prawda gwałtownie uderzyła do mojej głowy, poczułam jak znowu robi mi się słabo, ale nie miałam zamiaru kolejny raz mdleć.
Usiadłam, spuszczając nogi na podłogę. Mężczyzna złapał mnie za rękę, jakby bał się, że znowu upadnę. Ja jednak gwałtownie się mu wyrwałam, zmierzając do drzwi. Nie miałam ochoty na rozmowę o diagnozie, czułam się rozgoryczona, rozżalona, zła..
- Guz nie jest złośliwy! Pani Saramego! - krzyczał za mną lekarz, ale nie słuchałam go.
Przed drzwiami czekał Emilio. Minęłam go spojrzeniem, uciekając korytarzem.
- Angie? Angie, co się..
- Pani Saramego!
Słyszałam za sobą wołania mężczyzn, jednak byłam poza ich zasięgiem. Zaczęłam biec, gdy w oddali usłyszałam kroki. Nie miałam pojęcia, dlaczego uciekam, chciałam zostać sama, z dala od ludzkich pocieszeń, czułych gestów. Nie pierwszy raz w życiu marzyłam, aby zaszyć się gdzieś samotnie i najzwyczajniej w świecie rozpłakać. To mnie przerosło..
Oszołomiona wybiegłam ze szpitala. Przeczuwałam, że Emilio wciąż za mną podąża, dlatego nie wahając się, odbiegłam od budynku.
Nagle poczułam, że ktoś chwyta mnie za ramię.
- Puść mnie! - warknęłam, wyrywając się Emilio. Ku mojemu zdziwieniu napotkałam spojrzenie Luisa.
- Musimy porozmawiać - rzekł stanowczo.
- Nie mam teraz ochoty. - Już miałam odchodzić, kiedy..
- Ale ja mam! - Złapał mnie za nadgarstek z taką brutalnością, że poczułam ból. Wyszarpałam rękę, patrząc na niego z jadem w oczach. Szybko pożałował swojego zachowania i przeprosił.
Rozmowa z nim była ostatnim, czego wtedy potrzebowałam. Czułam, że zaraz się rozpłaczę, okazując słabość, którą za wszelką cenę chciałam przed nim ukryć. Odwróciłam wzrok, zaciskając wargi i powstrzymując napływ łez.
- Myślałem o nas - rzekł. - Kocham cię, Angie. Ale wiem, że ty nie kochasz mnie.
Przełknęłam ślinę, wiedząc do czego zmierza, ale milczałam. To samo usłyszałam niegdyś z ust Pablo.
Nie przeszkadzał mu hałas i to, że stoimy na środku chodnika, narażając się na poszturchiwania ludzi i ich złośliwe komentarze. Kontynuował:
- Nigdy nie zapomniałaś o tym mężczyźnie. Nie wiem co takiego się między wami wydarzyło, że próbujesz pocieszyć się w moich ramionach, choć wiesz, że to jego ci brakuje. Ja jestem tylko marną kopią, co? - mówił z wyrzutem, a jego głos drżał.
- Chciałabym zaprzeczyć - mimowolnie wyrwało mi się z ust. Szybko pożałowałam tych słów, przenosząc wzrok na Włocha. Jego ciemne oczy lśniły od cienkiej warstwy łez. Cierpiał. Zraniłam go. Tak jak Pablo. W ten sam sposób, dla tego samego.. żeby zapomnieć. I tym razem nie podziałało, i tym razem pozostawiła po sobie bolesny ślad.
Mężczyzna podszedł do mnie z wyciągniętymi rękami i pomasował moje ramiona. Następnie delikatnie, prawie w powietrzu musnął mój policzek i zniknął wśród tłumu.
- No brawo, Angeles - doleciał mnie szyderczy śmiech Czarka.
Biegłam ulicami Rzymu, co rusz wpadając na zdegustowanych ludzi, obrzucających mnie kąśliwymi uwagami.
- Jak łazisz wstrętna babo?! - ryknęła jakaś starsza kobieta, której zakupy za moich pośrednictwem spotkały się z chodnikiem.
- Przepraszam - wyjąkałam cicho, pędząc przez siebie.
Nie wiedziałam dokąd zmierzam. Choć znajdowałam się w znacznej odległości od szpitala, poza zasięgiem Emilio, czy Luisa, wciąż biegłam. Wiatr tańczył pomiędzy moimi włosami, oprzytomniając nieznacznie. Dotąd nieco rozpogodzone niebo ponownie zakryły czarne chmury, z których zaczął kropić deszcz.
Przechodnie w mgnieniu oka poznikali z ulic lub pochowali pod parasolami. Jako jedyna niewzruszenie szłam, nie zwracając uwagi na pogodę. Było mi zupełnie obojętne, że w ciągu kilkunastu sekund zdążyłam przemoknąć do ostatniej, suchej nitki, trzęsłam się z zimna i kompletnie nie wiedziałam, gdzie jestem. Diagnoza lekarza była wyrokiem, w jednej chwili zawalił się cały mój świat. Do tego nie mogłam wyzbyć się poczucia winy związanego z Luisem. Rozkochałam go, próbując zapomnieć o Germanie. To było jak deja vu, czułam się dokładnie jak rok temu, gdy rozstałam się z Pablo.
Do mieszkania wróciłam grubo po zapadnięciu zmierzchu. W środku czekał na mnie zdenerwowany Emilio, a Ivi oparta na jego kolanach spała na kanapie. Gwałtowne poderwanie mężczyzny obudziło ją.
- Boże, Angie. - Podszedł do mnie, gdy nieudolnie próbowałam wycelować kluczem w zamek. Wyciągnął go z mojej dłoni i odłożył na szafkę. Byłam cała przemoczona i lekko dygotałam, wzdrygnęłam się impulsywnie, czując jego ciepły dotyk.
- Przepraszam, jestem zmęczona - rzuciłam chłodno, człapiąc do sypialni.
Kątem oka zauważyłam, że zaspana nastolatka przygląda mi się z rozdziawionymi ustami. Zignorowałam ją, znikając za zasuwanymi drzwiami. Zrzuciłam z siebie przemoczoną marynarkę i zaczęłam odpinać guziki koszuli, która z niemiły efektem przykleiła się do mojego ciała. W tym samym momencie drzwi szurnęły, a w pokoju wyczułam obecność przyjaciela.
- Angie, nie zachowuj się jak dziecko - zaczął.
- To mnie tak nie traktuj - odrzuciłam, odwrócona do niego tyłem, nie zaprzestając zrzucania z siebie części garderoby.
- No to się tak nie zachowuj - pisnął wysokim głosem. - Posłuchaj. - Złapał mnie za łokieć, odwracając ku sobie. Mój nagi brzuch spotkał się z jego klatą i podzielił swoim chłodem. Stałam przed nim w samej bieliźnie i przemoczonej, rozpiętej koszuli, zarzuconej na skostniałe ramiona. Jakoś nie przeszkadzało mi, że jestem półnaga i Emilio może bez skrępowania wertować mnie wzrokiem, w pomieszczeniu nie paliło się światło, jedyny blask przebijał się zza szyb zamkniętych drzwi. Ledwo dostrzegałam rysy twarzy i oczy Włocha. Patrzyłam na niego odważnie, obserwując jak lustruje mnie zmartwionym wzrokiem. Pozostałam jednak niewzruszona.
Mężczyzna chyba w ostateczności nie wiedział, co powiedzieć, bo wypuścił mnie ze swoich objęć. Usiadłam na skraju łóżka, zrzucając z siebie mokrą koszulę, a następnie w samej bieliźnie wgramoliłam się pod kołdrę.
- Ubierz się - westchnął Emilio. Ja jednak pozostałam głucha na jego polecenie. Zacisnęłam powieki i udałam, że próbuję spać.
Usłyszałam zrezygnowane westchnienie, szurnięcie, a po chwili coś miękkiego wylądowało na moim ramieniu. Nie drgnęłam. Włoch podobnie, jak i ja nie zamierzał odpuszczać. Usiadł na skraju łóżka i szarpnął kołdrą.
- Zostaw! - warknęłam.
- Cicho, Ivi śpi - skarcił mnie, podając t- shirt. Niezadowolona ubrałam go na siebie i posłałam mężczyźnie wściekłe spojrzenie, które mimo ciemności zdawał się dostrzec. Przez chwilę siedziałam po turecku, aż w końcu ponownie zatopiłam się w pościeli. Emilio zrezygnował z dalszych prób porozumienia się i szczelniej otulił mnie kołdrą.
- Jestem po twojej stronie - szepnął mi do ucha, pocałował w skroń i odszedł. Dopiero, gdy upewniłam się, że jestem sama, mogłam dać upust emocjom. Załkałam cicho, chowając twarz w poduszce. Chciałam wyrzucić z siebie cały strach, smutek, ból i rozgoryczenie, które dzisiejszego dnia powróciły, jak stare przyjaciółki. W końcu światło przebijającej się przed drzwi żarówki zniknęło z mojego policzka i wszelki hałas ustał. Słyszałam jedynie kołatanie serca i dzwonienie w uszach, zagłuszające nieme łkanie. Wylewałam z siebie kolejne potoki łez, ale choć w najmniejszym stopniu nie poczułam się lepiej. Sztuczne światło w końcu zastąpił blady blask słońca, nieudolnie walczący z deszczowymi chmurami. Świtało, a ja ani na chwilę nie zmrużyłam oka. Dręczyły mnie te same emocje, których za wszelką cenę nie chciała pochłonąć mokra już poduszka. Czułam ból głowy i głębokie zmęczenie, a jednak nie pozwalałam sobie na sen. Przetoczywszy się na plecy obserwowałam wyłaniający się z mroku błękit sufitu. Zapatrzona, nie wiedziałam w którym momencie obraz zaczął się rozmazywać, czy to znaczy, że umierałam, czy zasypiałam. W końcu osiągnęłam coś, czego w tamtych chwilach pragnęłam najmocniej - straciłam świadomość..
Fala rażącego światła i ogromny zawód przystąpiły do mnie gwałtownie, gdy otworzyłam oczy. Czy miałam nadzieję na spędzenie w krainie snu wieczności? Możliwe. Po przebudzeniu odczułam nienawiść do świata i samej siebie, że pozwolono mi się ocknąć. Nie wiedziałam, która była godzina, ani jaki dziś dzień. Przestało obchodzić mnie, czy spóźnię się do pracy, czy może mamy weekend. Pozwoliłam sobie na śmiałe wylegiwanie, wciąż obserwując doszczętnie niebieski już sufit. Czułam, że mogę spędzić tu całą wieczność. Zapragnęłam jedynie przestać czuć. O tak.
Szuranie uniemożliwiło mi utratę kontaktu z rzeczywistością. Do sypialni wszedł Emilio. Wstąpiła we mnie wściekłość. Z przekąsem kazałam mu wynosić się z mieszkania. On jednak nie posłuchał.
- Napij się. - Wysunął w moim kierunku kubek z parującą owocową herbatą, której zapach uderzył do moich nozdrzy. Ogarniała mnie coraz większa wściekłość, będąc czułą na bodźce zewnętrzne. Tak bardzo chciałam pozostać niewzruszona, ponad to wszystko.. - No to poleżymy. - Włoch odstawił na komodę trzymany napój i ułożył się na łóżku, obok mnie.
Spojrzałam na niego kątem oka. Miał na sobie ubrania wczorajszego dnia; granatowe jeansy i tradycyjną, białą koszulę z rozpiętym kołnierzykiem. Blond włosy sterczały na jego głowie w każdą stronę, a dwudniowy zarost podkreślał lekki uśmiech. Tak, nie pomyliłam się - on się uśmiechał. Poczułam jeszcze większą złość, nienawidząc jego uwielbiany jak dotąd optymizm.
- Dziś czwartek, 13:03, spałaś jakieś 14 godzin, jeśli w ogóle zdołałaś usnąć. - Spojrzał na mnie i jeszcze wyżej uniósł kąciki ust, na co odpowiedziałam mu zdegustowanym wzrokiem. - Nie chcesz rozmawiać? - Wesoło wzruszył ramionami. - To nic, ja uciąłem sobie pogawędkę z twoim szwagrem..
- ROZMAWIAŁEŚ Z GERMANEM?! - przerwałam mu, gwałtownie siadając na łóżku. Wlepiłam w niego wściekłe spojrzenie, ale z jego ust nie schodził uśmiech.
- Coś w tym złego? - odparł jakby nigdy nic, patrząc na mnie niewinnie. - Żartuje - rzucił, opuszczając kąciki ust i również usiadł.
- Kiepski dowcip. - wycedziłam przez zęby, zrzucając z siebie kołdrę z zamiarem wstania.
- Angie.. - Emilio chwycił mnie za łokieć, zmuszając do pozostania w łóżku. Jego ciepłe dłonie spoczęły na moich nagich udach, a on sam wpatrywał się we mnie z troską. Poczułam, że zaczynam mięknąć. - Miałaś być dla Ivi przykładem, ona cię potrzebuje - szepnął. - A twoja siostrzenica? - Wskazał na ledwie widoczną w mroku fotografię Violetty, stojącą na biblioteczce. - Pomyśl co by się stało, gdyby dowiedziała się, że najsilniejsza osoba, którą zna przestała walczyć. Masz dla kogo żyć, nie możesz się poddawać.
I wtedy nastąpiło coś, czego tak gorączkowo się obawiałam - zwyczajnie się rozpłakałam. Łzy strumieniami ciekły po mojej twarzy i luźno opadały na dłonie Emilio, dalej gładzące moje uda. o nic więcej nie pytał, nic nie mówił, po prostu zrobił coś, czego tak bardzo potrzebowałam - przytulił mnie. Przez te kilka minut mogłam czuć się na prawdę bezpiecznie. W tamtym momencie nie bałam się śmierci, miałam przy sobie przyjaciela, któremu nie przeszkadzało, że umieram i moczę jego porządną koszulę, był przy mnie, to zastępowało wszystkie słowa.
- Dziękuję. - Wymusiłam słaby uśmiech i wydmuchałam nos. - Gdzie Ivi? - Nagle przypomniałam sobie, że mam pod opieką dziecko.
- Jest w kuchni i przygotowuje obiad. Wiesz, jest bardzo inteligentną dziewczyną, dużo rozumie, pomagała mi się tobą opiekować i bardzo się martwiła.
- Nie wiem jak się wam odwdzięczę.
Mężczyzna uśmiechnął się życzliwie i polecił, abym coś z sobą zrobiła. Posłusznie poczłapałam do łazienki. Lustro nad umywalką ukazało moją osobę w opłakanym stanie; miałam mocno spuchnięte oczy, przetłuszczone, potargane włosy, a resztki makijażu strużkami zalegały na bladych policzkach. Przemyłam twarz tonikiem i nałożyłam nową warstwę kosmetyków, umyłam i wysuszyłąm włosy, a także w końcu zamieniłam rozciągnięty t-shirt z Super-Manem na szare, dresowe cygaretki i zwykłą bluzkę na ramiączkach. Wyglądałam nieco lepiej, jedynie nabrzmiałe powieki dawały znać o nieprzespanej nocy. Westchnęłam, wpatrując się w swoje odbicie. Miałam dla kogo walczyć.
__________________________
Lalalala, 117 poleciało.
Jak Wam się podobało? :D
Tragizm, tragizm. Koniec Luisangie, dla fanów wielki buziak.
Macie może ochotę na małe urozmaicenie między rozdziałami? ;)
Abrazo. ♥
Wiktoria
Za krótki... Poza tym kłamiesz.
OdpowiedzUsuń"Będzie powrót do BA" BOŻE CO ZA KŁAMCA.
Luisangie :((((( wiedziałam i tak le okej XD
Emilio oraz Ivi tak świetnie się no pomagali Angie.
I BARDZO DOBRZE, ŻE NIE ZŁOŚLIWY.
Czekam na nexta DŁUŻSZEGO I SZYBKIEGO, bo wiem, że już 121........ Jezu jak tak można.
No wiesz.. ;__; Jasne, że pomagali, tacy kochanii. :) Można. ;)
UsuńKoniec Luisangie!!! Nareszcie!!!
OdpowiedzUsuńTo jak ma dla kogo walczyć, to:
A) Violka i Sierota mają do niej przyjechać,
B) Ona ma przyjechać do Violki i Sieroty,
ZROZUMIANO?!?! (Wolę opcję B) xD)
Rozdział, jak zawsze świetny, zmotywowałaś mnie do napisania rozdziału na bloga :D
Czekam na nexta, idę pisać :D
http://moja-historia-germangie.blogspot.com/
PS Tak, jednorazóweczka!!! :D
Oczywiście, haha. :D Dziękuję, wpadnę. :)
UsuńMega rozdział!
OdpowiedzUsuńGin
Dzięki.
Usuń