piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 118

W kuchni napotkałam spojrzenie Ivi. Stała z patelnią w ręku, ale gdy tylko mnie zobaczyła, odstawiła ją na blat i rzuciła mi się na szyję. Zaskoczona, objęłam jej plecy.
- Jesteś głodna? - zapiszczała. - O, na pewno!
Zostałam pociągnięta w kierunku stołu, gdzie czekały już trzy talerze z naleśnikami polanymi sosem czekoladowym i truskawkami. Dopiero na widok smakołyków poczułam burczenie brzucha i uświadomiłam sobie, że od wczorajszego ranka nic nie jadłam. Z ochotą zabrałam się za obiad.
Podczas wspólnie zjedzonego posiłku wspominaliśmy występy dzieci i dzieliliśmy się pomysłami co do przedstawienia na zakończenie roku. Ponadto Ivi wyraziła zainteresowanie uczęszczaniem do szkoły muzycznej. Gdy talerze były już puste, całą trójką zasiedliśmy przed telewizorem. Emilio przyniósł nam kubki z ciepłym kakałem, bitą śmietaną i rurkami z czekoladą.
- Chcesz nas utuczyć? - zaśmiałam się.
- Lubię rozpieszczać piękne kobiety. - Posłał mi i Ivi szelmowskie spojrzenie.
Upiłam łyk napoju. Jego ciepło i słodycz migiem rozeszło się po moim ciele. Za oknem szalała wichura. Wtuliłam się w kąt kanapy, gładząc włosy Ivi, której głowa spoczywała na moich kolanach. Zdążyłam jedynie pomyśleć, że czeka mnie kolejna rozmowa z Luisem, zanim otulona ciepłym kocem, z pełnym brzuchem zasnęłam.

Ocknęłam się niespełna dwie godziny później. Moja głowa spoczywała na ramieniu Emilio, który również pochrapywał. Brakowało tylko Ivi.
Wstałam ostrożnie, aby nie obudzić Włocha i zajrzałam do kuchni. Dziewczyna stała przy oknie, beznamiętnie obserwując deszcz. Wyczuła moją obecność, bo gdy tylko przekroczyłam próg, wzdrygnęła się nieznacznie i tyłem do mnie rzekła:
- Nie umrzesz, prawda?
Zaskoczyło mnie jej pytanie. Zamrugałam oczami, przez chwilę nie wiedząc, co odpowiedzieć. 
- Nie - wydusiłam.
Nastolatka obróciła się w moją stronę i uśmiechnęła. Odwzajemniłam to słabym uniesieniem lewego kącika ust. Wtedy do kuchni wszedł zaspany Emilio. Przeciągnął się i głęboko ziewnął. 
- Która godzina?
- 17:53 - odparłam. 
- Uh, będę leciał. - Przetarł oczy. 
- Na pewno przyda ci się drzemka, prysznic i świeże ciuchy - zaśmiała się Ivi. - Emilio był tu przez cały wczorajszy dzień i dzisiejszą noc. - Tym razem zwróciła się do mnie. - Widzisz jak o ciebie dba? Nie to co ten.. Luis. 
Westchnęłam, przypominając sobie o wczorajszej kłótni i popatrzyłam na speszonego przyjaciela. Ivi widząc nasze spojrzenia szybko się ulotniła.
- Dałem mu znać ci się dzieje. Pozwolił mi wciąć dziś wolne, nawet sam chciał przyjechać, ale mu to odradziłem. Mam nadzieję, że się nie gniewasz.
- Nie, skąd. Dziękuję - mruknęłam mało przekonująco. 
- Bardzo się zmartwił. Zapewnił, że posada nauczycielki w jego szkole nadal na ciebie czeka. Angie, może między wami da się jeszcze..
- Nie da - rzuciłam szybko. - Powiedz, że jestem zimną suką, ale nie kocham go i.. nigdy nie kochałam. - Mówiąc to spoglądałam mu w oczy.
- Ten mężczyzna.. German, tak? To dlatego tu jesteś?
Spochmurniałam, wlepiając wzrok w podłogę. Zacisnęłam pięści. Tyle osób o niego pytało, choć zaprzątał moje myśli, nie potrafiłam o nim rozmawiać.
- Luis twierdzi, że to z jego powodu się rozstaliście..
Westchnęłam. Przełamałam się i opowiedziałam mężczyźnie naszą krótką, ale jakże bujną historię. 
- Nie chciałam skrzywdzić Luisa, nie wiem, dlaczego zamiast niego widziałam Germana, dlaczego tak do niego mówiłam. Miałam nadzieję, że nam wyjdzie.. 
Emilio siedział w milczeniu, niemrawo kiwając głową.
- Ciągnie cię do Germana - stwierdził. 
Wzruszyłam ramionami. 
- Może to sentyment, zwykłe przywiązanie. Czuję do niego taką złość i wtręt, ale równocześnie nie umiem bez niego żyć.
- Nie przestałaś go kochać.
- Nie - zaprzeczyłam szybko. - To nie miłość. Ja już nie potrafię kochać.. 
- Przekonasz się, jak wrócisz. - Poklepał moje ramię. Spojrzałam na niego pytająco. - Nie mów, że tego nie chcesz - zaśmiał się. 
Nie odpowiedziałam, bo w tym momencie w kuchni ponownie pojawiła się Ivi. Emilio pożegnał się i wyszedł, a my leniwie spędziłyśmy resztę popołudnia. 

Nazajutrz wstałam o codziennej porze, ubrałam się, zrobiłam makijaż i zabrałam za przygotowywanie śniadania.
- Gdzie się wybierasz? - Ziewnęła Ivi, zabierając się za tosty.
- Do pracy - odparłam, uznając to za coś oczywistego.
- Chyba żartujesz! - Natychmiast otrzeźwiała. - Masz się nie przemęczać!
- Powtarzacie, że guz to nie choroba, więc mnie tak nie traktujcie. - Bez przejęcia posmarowałam grzankę dżemem wiśniowym.
Dziewczyna machnęła ręką, komentując coś pod nosem, jednak udałam, że nie słyszę jej uwag. Skończyłam jedzenie, chwyciłam torebkę i ruszyłam w drogę do szkoły.

Idąc, rozmyślałam nad spotkaniem z Luisem. Wiedziałam, że nie obejdzie się bez rozmowy, której tak bardzo chciałam uniknąć.
W pokoju nauczycielskim powitała mnie Patricia i Emilio, przecząco kręcąc głową. Nie odmówił mi jednak nieodzownego uśmiechu.
Zgarnęłam dziennik i nie zagrzewając dłużej miejsca w pokoju, skierowałam się do swojej klasy z cichą nadzieją, że nie natknę się na dyrektora. Miałam szczęście, to sali udało mi się dotrzeć bez przeszkód.
Kilka minut później zaczęli schodzić się uczniowie. Krótko przećwiczyliśmy nowe piosenki i zabraliśmy się za omawianie kolejnych detali przedstawienia. W zasadzie wszystko było gotowe, moim zadaniem było jedynie przeprowadzić kilka prób przed końcem roku. Młodzież ochoczo pracowała, wkładając w przygotowania serca i cały zapał.
Po skończeniu zajęć równie szybko, jak przyszłam, postanowiłam ulotnić się z akademii. Chwyciłam torebkę i dziennik ostatniej klasy, po czym zmierzyłam do drzwi. Pech chciał, że w progu stanął Luis. Miał dwudniowy zarost, zmierzwione włosy i zatroskaną minę. Wyglądał, jakby nie spał od paru dni.
- Angie..
- Przepuść mnie - zażądałam, próbując przecisnąć sie w drzwiach.
- Porozmawiajmy - poprosił.
- Nie mamy o czym. - Zabolały mnie własne słowa, bo wiedziałam, że zadaję mu tym kolejne ciosy. Odpuściłam i stanęłam przed nim, czekając, aż zacznie.
- Za bardzo wtedy wybuchłem.. Myślę, że moglibyśmy spróbować jeszcze raz.
- Nie kocham cię - wypaliłam bezwstydnie. Mężczyzna zamilkł i spuścił wzrok. - Nie chcę cie oszukiwać, przepraszam. I myślę, że ty też nie kochasz mnie. Nie potrzebuje niczyjej litości. - Patrzyłam na niego, jednak ten wciąż unikał mojego spojrzenia. - Jesteś wspaniałym człowiekiem, jeszcze znajdziesz kogoś, kto da ci taką miłość, jakiej ja nie potrafię.
Włoch nadal milczał. Przysunęłam usta do jego chropowatego policzka i złożyłam na nim długi pocałunek. Następnie bez słowa go wyminęłam. Nagle poczułam szarpnięcie.
- Wiedz, że nasze relacje nie będą miały wpływu na pracę - szepnął, tym razem spoglądając mi w oczy.
Uśmiechnęłam się słabo i odeszłam.

W piątek byłam umówiona w klinice w profesorem, którego polecił mi Emilio. Nigdy nie lubiłam lekarzy, po prostu nie miałam do nich zaufania po bolesnym doświadczeniu z tatą i Javierem. Dokładnie pamiętałam, jak oboje leżeli przykuci do łóżka przez ciężkie miesiące. Obojga spotkał ten sam los. Ale byłam zobowiązana wałczyć. Obiecałam to Emilio, Ivi i sobie.
O godzinie szesnastej w pierwszy dzień weekendu, siedziałam już w poczekalni, czekając swojej kolejki.
- Conrado Romerro, witam. 
- Dzień dobry - odrzekłam, przyglądając się lekarzowi. Miał niewiele ponad trzydzieści lat, egzotyczną urodę i ciemne włosy do ramion.
Usiadłam we wskazanym miejscu, orzed biurkiem, gdzie mężczyzna przewertował moją dokumentację, mrucząc coś pod nosem. 
- Ma pani szczęście, guz nie jest złośliwy, ale bardzo długo się rozwijał. Dziwię się, że dopiero teraz zgłosiła się pani do nas. Proszę się nie martwic na zapas. - Spojrzał na moją przerażoną minę. - Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby pani pomóc. Opracujmy przebieg leczenia. 
Przez następne dwie godziny tkwiłam w gabinecie dr. Romerro, omawiajac zabiegi i lekarswa, którym miałam się poddac.Otrzymałam nawet ulotkę grupy wsparcia. 
Musiałam od początku odpowiedziec na wszystkie pytania, dotyczące przedstawionych mi wcześniej objawów nowotworu. W pewnym momencie temat zaczął stawac się nieco drażliwy. 
- Proszę opowiedziec o halucynacjach. Przełknęłam ślinę, westchnęłam i przymknęłam oczy, zaraz po tym ponownie je otwierając. 
Dotychczas Czarek był moją tajemnicą, najskrytszym sekretem. 
- W dzieciństwie miałam wymyślonego przyjaciela, rozmawiałam z nim, bawiłam się. Od pewnego czasu znów go widzę. Zaczął pojawiac się w najmniej oczekiwanych momentach, kiedy miałam jakiś problem,albo gorej się czułam.
- Proszę mi powiedziec.. Czy teraz też tu jest?
Rozejrzałam się po pokoju. Chłopiec stał za fotelem Romerro i szatańsko się uśmiechał, przecząco kręcąc głową.
- T-tak - wydukałam. - Jest tu. Słyszy nas.
Mężczyzna zanotował coś w zeszycie i podsunął mi jakiś świstek.
 - Proszę wykupić te lekarstwa i brać codziennie rano. Od poniedziałku rozpoczniemy zabiegi radioterapii.
- Czy to.. boli?
- Nie - roześmiał się. - Umiejscowimy panią w specjalnej maszynie, w której zostanie poddana pani naświetleniu. Słychać będzie jedynie dźwięk urządzenia, żadnego bólu, czy dyskomfortu - wyjaśnił.
Kiwnęłam głową, podziękowałam i spojrzawszy ostatni raz na Czarka, wyszłam z gabinetu.

_______________________________

Jest sobie taki nijaki rozdział.
Mam nadzieję, że chociaż trochę się spodobał.
Za brak kreseczki nad c gorąco przepraszam.

Wiktoria

10 komentarzy:

  1. Nie wiem jak skomentować...
    Ale no dobra. Angie przyznała się, że ma przyjaciela z.dzieciństwa okej. Emilio i Ivi tacy pomocni, ale nieźle... Zimna suka Angie HAHAHAHA. Oki przepraszam. :))
    KIEDY TEN WYJAZD DO BA? Ja tu się niecierpliwie.
    Oki czekam na nexta. Po co ja to pisze, jak na GG cie będę.męczyć. XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, wow. XD
    Genialne! :D
    Angie zimną suką ;-; Szczerze mówiąc w tamtym momencie nie wiedziałam, czy się śmiać czy płakać. XD
    Dzieło - jak zwykle :*
    Czekam na next'a ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. SUPER !!!!!!!!!

    Gin

    OdpowiedzUsuń
  4. Taa. zimna suka Angie?
    Świtny, zapraszam do mnie
    http://germangieparasiempre.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Oooo mam pomysł Angie może sie złe poczuć trafi do szpitala okaże sie np ze guz sie rozwinął czy cos w tym stylu i nie beda mieli sprzętu w tej klinice gdzie ona była w tym rozdziale i bede musieli ja prędko przewiesc do BA No niewiem taki pomysł mi wpadł do głowy
    A poza tym Rozdział GENIALNY w sumie jak każdy nie moge doczekać sie następnego :)

    OdpowiedzUsuń